Dodaj do ulubionych

Moja historia...

29.06.06, 14:45
Mojego NM poznałam już parę lat temu. Czasami spotykaliśmy się w pracy, mimo
iż pracujemy w dwóch różnych firmach. O tym, że jest po rzowdzie dwoeidziałam
się później, jednak zanim zaczęliśmy się spotykać. W zasadzie zanim to
nastąpiło spędziliśmy wiele godzin na rozmowach o życiu, związkach, planach
itp. Okazało się, że pod tym względem mamy dużo wspólnego ze sobą. I tak
jakoś po pół roku takich rozmów zaczęliśmy się spotykać.
To tak gwoli wstępu.

Problem polga na tym, że oboje pracujemy (NM ma pracę zmianową, także w
weekendy i nigdy do końca nie wiadomo jak będzie pracował np. za tydzień -
służby mundurowesmile), a ponadto buduje dom (po rozwodzie zostawił ex
mieszkanie)i póki co mieszka w domu, którh należy do jego mamy i siostry. Co
prawda od początku wiedziałam, że dopóki nie zakończy się budowa to nasze
spotkania będą znacznie ograniczone (jest jeszcze syn). Jakoś sobie z tym
radziłam, spotykaliśmy się 2-3 razy w miesiącu. Ale ostatnio chyba już jestem
zmęczona tą calą sytuacją i brakuje mi siły, żeby dalej trwać w tym związku.
Wpadłam w taki dziwny stan, że na nic nie mam ochoty, prawie nic mnie nie
interesuje, chcoiaż na zewnątrz sprawiam całkiem inne wrażenie. A na dodatek
zachowuję się irracjonalnie, np. ostatnio zrobiłam mu zarzuty, że okazuje mi
zbyt mało czułości, a kiedy spotkaliśmy się następnego dnia i ciał mnie
pocałować, to odwróciłam głowę i udawałam, że czegoś szukam.

Boję się, że ja się po prostu od niego odzwyczaiłam. I zaczynają dochodzić do
głosu moje mniej lub bardziej uświadomione pretensje względem niego.

Na moje zarzuty, że poświęca mi byt mało czasu, tłumaczy się, że przecież
wiem jak jest (rzeczywiście na pewno trudno mu jest pogodzić wszystko), ale
we mnie dochodzi do głosu jakby dziecko "chcę i muszę to dostać".
Obserwuj wątek
    • blondgirl Re: Moja historia... 29.06.06, 14:51
      A zeczęło się chyba od sytuacji opisanej poniżej

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=43465218&a=43465218
    • blondgirl Re: Moja historia... 29.06.06, 14:57
      No i jeszcze martwię się swoją pracą
    • anastazjapotocka Re: Moja historia... 29.06.06, 14:58
      To zwykła tęsknota jest... Brak Ci jego czułości i jego bliskości i
      zainteresowania... Czujesz się zagubiona, jakieś durne cegły i papa są nagle
      ważniejsze od Ciebie. A jak już ma dla Ciebie czas, to zmeczony jest i mówi o
      kosztach elektryka i ile będzie kosztowało podłączenia szamba. Znam to. Też
      budowalismy z mężem dom. Nie miałam nawt porządnej sukienki, bo wszystko
      pochłaniała budowa. Nasze rozmowy kręciły się wokół pijanych robotników,
      którzy "sąsiadowi" opylili nasz parkiet. Kiedyś na urodziny zamiast kwiatów
      dostałam... ogrodzenie.
      Wszystko minie. Pomyśl, że to dla Ciebie wije gniazdko. Wasze, wspólne, gdzie
      będziecie BARDZO SZCZĘŚLIWI. I oby nic nigdy nie zmusiło Was do sprzedaży
      Waszego gniazdka. Żadna choroba, żaden komornik. Z serca Wam życzę.
      • blondgirl Re: Moja historia... 29.06.06, 15:02
        U mnie dochodzą jesze opowieści z pracy...

        Wiesz, to co mnie przy nim trzyma, to chyba to oczym mówisz. Ta nadzieja, że
        kiedy skończy będziemy już razem. Ale powoli tracę siły.

        Za miesiąc jedziemy na wczasy nad morze. Może to głupie, ale jak sobie pomyślę,
        że będziemy tam spali razem, to... żałuję że młody z nami jednak nie jedzie na
        cały tydzień, bo nie wiem czy dam radę się przemóc. Z drugiej strony, wiem, że
        to nie jest metoda, ale już jakoś tak mam , że w momencie kiedy coś jest nie
        tak, to te sprawy mnie nie interesują.

        p.s. sorry za tą chaotyczność wypowiedzi, ale po prostu "spisuję swoje myśli"
    • kropkap Re: Moja historia... 29.06.06, 15:01
      Swietnie Cie rozumiem.Znam doskonale uczucie odzyczajenia sie,brak sily i to
      powiedzenie,,przeciez wiesz jak jest,, Jasne,ze wiem,ale tez czuje,pragne i
      potrzebuje.Milo jest dawac,ale ciezko byc zawsze ta wyrozumiala.Nie napisze
      narazie nic wiecej.Moze za jakis czas.Trzymaj sie jakos.
      • anastazjapotocka Re: Moja historia... 29.06.06, 15:02
        A dlaczego martwisz się pracą?
        • blondgirl Re: Moja historia... 29.06.06, 15:09
          Na razie mam umowę na zastępstwo (do 31.07) i dopóki byłpoprzedni dyrektor, to
          miałam obiecane, że po wygaśnięciutej umowy dostąnę już umowę na stałe. A teraz
          go odwołali i nie wiadomo co będzie. Co prawda osoba, na której miejsce
          przyszłam nie chce wracać do "mojego" wydziału, ale nie wiadomo co będzie bo na
          razie nie ma etatów. Jeżeli uda się zdobyć eteat, to w razie czego pójdę do
          innego wydziału na równorzędne stanowisko (w miarę dobre). Ale pod warunkiem,
          że nasza centrala wyrazi na to zgodę. No i cały czas żyję w nerwach, czy to się
          uda
      • blondgirl Re: Moja historia... 29.06.06, 15:12
        Mniej więcej coś takiego...

        Najśmieszniensze w tym jest, że gdyby któraś z moich koleżanek opwiedziała mi
        podobną historię, to radziłabym jej brać nogi za pas i szukać szczęścia gdzie
        indziej. Jednak sama nie potrafię, tego zrobić. Po prostu kocham go, chcoaiż
        czasami sama czuję się nie kochana, zapomniana, samotna itp. Z rugiej strony
        jak przypomnę sobie pewne zdarzenia, to z kolei stwierdzam,że chyba jednak mnie
        kocha i mu zależy. Ale na ogół dominuje to pierwsze
        • anastazjapotocka Re: Moja historia... 29.06.06, 15:30
          Pracą na razie się nie martw. Teraz jest sezon na odwoływanie dyrektorów i
          wszystko może się zdarzyć. Na Twoim miejscu szybko zapisałabym sie do PiS-u, bo
          do Samoobrony pewnie nie bedziesz chciała. PiS ma obowiązek szybko powiększyć
          szeregi (przed wyborami amorządowymi w listopadzie), po za tym w tej partii
          szanuje się kobiety (wzorem braci Kaczyńskich). I radziłabym rozgłosić tę
          przynależność partyjną, to bardzo pomoże nowemu dyrektorowi w podjęciu decyzji,
          zresztą on też będzie "z partyjnego rozdania". Po za tym teraz jest w modzie
          robienie kariery politycznej przez młode kobiety.
          Uciec od ukochanego - w żadnym wypadku!!! Najłatwiej jest uciec. Seks jest mało
          zabawny, kiedy masz problem i nic w tym dziwnego. Ja też z tych, co to
          je "głowa boli" i dziura w niebie nie nastąpiła. Pogadać też można, a nawet
          trzeba, do białego rana. Pogadać, ale nie żalić się, czy kłócić.
          Uwierz mi, to tylko niewielki kryzys, a mężczyźni często podejmują decyzje
          odnośnie własnych dzieci za naszymi plecami. Takie małe tchórzostwo. I co,
          przestaniesz go z tego powodu kochać? Dobrze o nim świadczy, że jest taki
          miękki. Dla Ciebie też będzie.
          Idź i zapisz się do partii. Ty się po prostu boisz o pracę, którą lubisz.
          • natasza39 Re: Moja historia... 29.06.06, 15:56
            anastazjapotocka napisała:
            > Idź i zapisz się do partii. Ty się po prostu boisz o pracę, którą lubisz.


            A za 4 lata będzie miała nowy kłopot z pracą, bo wygrają ci co na razie nie
            rzadzą?
            • anastazjapotocka Re: Moja historia... 29.06.06, 17:08
              Po co się martwić, co będzie za cztery lata? W tym czasie przecież dziewczyna
              może: awansować, dostać lepszą propozycje pracy, założyć własną firmę, pójść na
              urlop macierzyński, partia się może rozpaść i założyc inna, przejść do
              opozycji, wygrać 12 milonów w totolotka, może też nastąpić koniec świata. Wazne
              jest to, co tu i teraz.
              "Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, powiedz Mu, jakie masz plany na najbliższe 15
              minut".
    • lilith76 Re: Moja historia... 29.06.06, 15:31
      w twoim przypadku niedosyt przerodził się brak potrzeby, co nie oznacza, że jej
      już nie ma smile
      daj mu szansę na tym urlopie smile
      sama sobie przypomnij jakie rozmowy was kiedyś łączyły.
      oddaliliście się do siebie, ale można to jeszcze zbliżyć.
      • blondgirl Re: Moja historia... 29.06.06, 16:13
        Wiecie, ja jeszcze tego zupełnie przekreśliłam, ale po prostu brakuje mi już
        energii, żeby o to wszystko zabiegać. Po prostu już mi się niechce. Kiedyś
        dzwoniłam do niego z pracy kilka razy w tygodniu,a teraz nawet tego mi się nie
        chce. Jak już zadzwonię to po minucie już nie mam ochoty z nim gadać i kłami e,
        że mam jakąś pilną pracę, albo po rozmowie chce mi się płakać - bo ile można
        słuchać o jego problemach w pracy, na budowie, z ex, a wystarczyłoby, żeby na
        ckoniec dodał, że tęskni albo kocha albo coś innego miłego... a tu nicsad

        Staram się realizować w pracy i nie tylko. Zaczynam robić właśnie karierę quasi
        polityczną , ale jestem daleka od partii. Jednak to nie daje mi teraz tak
        naprawdę satysfakcji. Straciłam energię chyba do wszystkiego.

        Nie spotykam się z przyjaciółmi, bo też mi się nie chce
        • blondgirl Re: Moja historia... 29.06.06, 16:15
          Ostatnioteż niby spotkaliśmy się, żeby pogadać, ale tak jak miałam wszystko
          poukładane w głowie, co chcę mu powiedzieć (rzeczowo i konkretnie), to hajjak
          się zdenerwowałam, to nic nie mogłam z siebie wydusić.

          Czasami się sobie dziwie, bo w pracy czy mojej działalności mało kto jest w
          stanie zapędzić mnie w kozi ruch, z nikim si e nie certolę i mówię, co mam na
          końcu języka, a w tej sytuacji jestem po prostu d...a a nie baba
    • claairee Re: Moja historia... 29.06.06, 17:03
      Myslę, ze naprawdę warto porozmawiać, zacinanie sie w sobie jest zrozumiałe w
      tej sytuacji, ale nic nie da. Oddalicie sie od siebie jeszcze bardziej i potem
      możesz żałować, że nie zrobiłaś tego jednego kroku w jego stronę. On zdaje sie ,
      jest chwilowo w trudniejszej sytuacji i trudniej jest mu pamietać o tym, zeby
      dbac o związek, ale to sie może zmienić, i wtedy doceni to , że byłaś dla niego
      wsparciem.
      • claairee Re: Moja historia... 29.06.06, 17:17
        Właśnie, kiedy skonczyłam pisac te słowa, zadzwonił jeszcze nie mąż, i
        dowiedziałam sie ze z naszego wymarzonego weekendu we dwoje nici, spotykamy sie
        od roku, a takich weekendów ( bez dzieci) mielismy jeden, aż mi sie płakać chce,
        tak to jest , że zawsze łatwiej doradzać komuś...
        Cóż, trzymajmy się.
        • blondgirl Re: Moja historia... 29.06.06, 21:48
          A jak spędzacie te weekendy? Macie chociaż czas dla siebie wieczorem?
      • blondgirl Re: Moja historia... 29.06.06, 21:47
        Doskonale zdaję sobie sprawę, że takie zacinanie się jest po prostu głupie i
        dziecinn, ale jak na razie nic nie mogę na to poradzić. Taki już mam charakter
        (co prawda pracuję nad tym, ale widać że z różnym skutkiem).Poza tym do takiej
        rozmowy potrzebuję czasu, potrzebuję wcześniej się wyciszyć , oswoić, pobyć w
        jego towarzystwie choćby w ciszy, a co najważniejsze mieć pewność, że to co
        powiem usłyszy tylko on i dopiero wtedy jest szansa, że się otworzę i powiem co
        mi leży na przysłowiowej wątrobie. Niestety na co dzień nie mamy takiej
        możliwości.

        Zresztą o wielu rzeczach mówiłam mu już wcześniej i było "dobrze
        kochanie", "masz rację", "wierzę ci", "jak możesz myśleć, że cię nie kocham -
        jesteś głupiutka skoro tak myślisz" itd., itp., a potem żadnych wniosków,
        żadnych zmian...

        Teraz to już mi nawet nie chce się mówić o co mi chodzi, bo nie nie chce się
        powtarzać w swoich żalach i pretensjach. Rozumiem, że ten typ tak ma, ale skoro
        ja staram się być wyrozumiała i cierpliwa, to on również powinien próbować coś
        zmienić.

        Nie wiem. Jedziemy na tydzień nad morze, z czego 4 dni będziemy sami bez
        Młodego (przyjedzie na weekend) i mam taką cały czas jeszcze cichą nadzieję, że
        może wtedy udacnam się to pokonać
    • ja772 Re: Moja historia... 30.06.06, 07:47
      witaj
      moj NM nie byl az tak zabiegany nie byl az tak zajety ale paradoksalnie kiedy
      nei mieszkalismy razem mimo tego ze pracowal bardzo dlugo mial pelno czasu dla
      mnie w momencie kiedy zamieszkalismy razem dostal amnezji i zapomnial co znaczy
      slowo kocham zapomnial jak sie smazy jajecznice i zapomnial milion innych
      drobiazgow ktore robil i ktore sprawialy mi radosc. Zaczal sie podzial rol. Na
      poczatku sie zloscilam wydawalo mi sie ze jestem na etacie sprzataczki praczki
      matki dziecku (jego corka po rozwodzie zostala z nim) i kucharki smile wydawalo mi
      sie ze gdyby nie to ze jego corka mnie polubila przyzwyczaila sie to by mnie
      zostawil-jak ja glupia przeciez jednak rozstal sie z matka Mlodej a mogl z nia
      byc dla dobra dziecka. Zaczelismy sie spotykac w trakcie trwania rozwodu,
      kiedys juz pisalam o stanie w jakim NM byl po rozwodzie, wyciszony niesklonny
      do rozmow drazliwy. Teraz znowu pzrechodzi zmiany w pracy i znowu mam powtorke
      z rozrywki. wiecznie zmeczony brak ochoty na sex drazliwy ale faceta trzeba
      znac zeby nei wyciagac falszywych wnioskow teraz wiem ze moja rola to cicha
      akceptacja i cierpliwosc. tobie tez polecam pojsc na rynek kupic worek
      cierpliwosci i przeczekac. kobiety potzrebuja realnych dowodow milosci czasem o
      my glupie nei widzimy jak on na nas patzry. ja wiecie kiedy uwierzylam ze on
      mnei kocha. On myslal ze ja spie, siedzial na lozku w srodku nocy i powtarzal
      ze tak bardzo mnie kocha a mi tego niegdy w taki sposob nie mowil. Nie dalam po
      sobie poznac ze slysze jego slowa. Teraz czasem tez mi go brakuje mimo tego ze
      mam go na wyciagniecie reki. Bo zamyka sie w sowim swiecie. Sytuacje zupelnie
      inne ale chcialm Ci powiedziec ze jesli Kochasz i czujesz sie kochana to
      poczekaj daj sobie czas i nei dopatruj sie we wszytskim podstepu, a czasem
      powiedz co czujesz . Moze on nawet sie nie domysla...faceci sa malo domyslnismile
      jemu moze nawet przez mysl nie przeszlo ze czujesz sie nieszczesliwa a na ten
      wyjazd to sie ciesz i nienapedzaj bo teraz dzialasz na zasadzie "na zlosc babci
      odmroze sobei uszy" pragniesz go i jego bliskosci a sie od neigo odwracasz.
      pamietaj ze chwile kiedys sie czeka bywaja szczesliwe bo wiadomo ze jest na
      kogosmile Mam nadzieje ze wyjazd zbilzy was do siebie. trzeba walczyc o milosc
      choc czasem jest to walka z wlasnymi slabosciami i trzeba uciekac od ludzi
      ktorzy nas nie chca i nie tracic dla nich czasusmile POWODZENIA
      • magret65 Re: Moja historia... 30.06.06, 08:55
        Hej, zgadzam się z JA772! Myślę, że gdyby coś było nie tak,to on by nie cieszył
        się na ten wyjazd z Tobą, ale kombinował, jak się od niego wykręcić!A może
        warto byś czasami pojawiła się na tej budowie, powiedziała na jej temat jakieś
        dobre słowo i spytała, czy może też mogłabyś Sama tam coś zrobić?! Jak człowiek
        wykończony to różnie reaguje i często nic mu się nie chce, ale jak wie,że ma
        dla kogo żyć i że jest akceptowany on i to co on robi,to jest OK. Serdecznie
        pozdr. M
        • anastazjapotocka Re: Moja historia... 30.06.06, 11:56
          Hej, Blondgirl! Musiałam się wyłączyć, bo przyszło moje szczęście w kiepskim
          humorze. Przegląd roczny auta miało, naczekało się i jeszcze zapłaciło ponad
          1300 złotych, więc świat mu się skończył i trzeba go było pocieszać. Jeszcze mu
          się pęcherz zrobił na pięcie od nowych butów! No, gorączki mój Misio dostał ze
          zdenerwowania, bo biedactwo wrażliwy jest.
          Tak sobie myślę. Najlepiej własne wątpliwości sprawdzić na ekstremalnych
          sytuacjach. Wyobraź sobie, że Twój ukochany spada na tej budowie z drabiny i
          zabija się. (ODPUKAĆ W NIEMALOWANE!!!) I co wtedy? Wolisz go takim, jakim jest,
          ale żywym, zdrowym i całym (choć nieco zmęczonym i marudnym) czy martwym?
          Przyjemnego pobytu nad morzem. Na pewno będzie super. To dobra rada z tą wizytą
          na budowie. Nie musisz nosić cegieł, czy mieszać wapna, ale mogłabyś zasadzić
          sobie kilka iglaków. Trzymam za Was kciuki.
          • blondgirl Re: Moja historia... 30.06.06, 12:06
            I tu jest problem, bo jak powiedział:
            - on nie chce, żebym widziała ten csły trud jaki w to wkłada, a już zupełnie
            nie chciałby żebym zobaczyła go przy pracy itp. Wszystko mi pokaże dopiero jak
            będzie w miarę skończone
            W związku z tym staram się w to nie wtrącać, choć mnie to dziwi. Owszem, jak NM
            poprosi, to jeźdżę z nim po sklepach i oglądam-/pomagam wybrać kafelki, drzwi,
            wanny, panele,podłogi etc.
            Wydaje mi się, że ytaka postawa NM wynika z tego, że ta budowa ma być rodzajem
            rozliczenia się z przeszłością (takie odnoszę wrażenie). Zwłaszcza, że
            rozstanie z ex, a potem rozwód to było dla niego ciężkie przeżycie. Pobrali się
            z prawdziwej miłości, dziecko było też owocem miłości (kilka lat po ślubie).
            Poza tym tą budowę rozpoczęli jeszcze wspólnie - przynajmniej kupili działkę
            będąc jeszcze małżeństem i ten dom był chyba ich wspólnym marzeniem. Cóż życie
            napisało własny scenariusz...

            Co do samej budowy nie mam wątpliwości, bo nawet kiedy byliśmy u jego rodziny,
            to ten temat niemal zdominował całe mieszkanie. A po za tym Młody za każdym
            razem pyta czy jak tato skończy już wszystko, to czy z nimi zamieszkam, bo tato
            mu tak powiedział.

            • blondgirl Re: Moja historia... 30.06.06, 12:07
              No oczywiście, że wolę go żywym!!!! Chociaż.... gdyby złamł nogę (tfu, tfu
              odpukać w niemalowane) i leżałby w szpitalu, to mogłabym go widywać codzienniesmile
              • anastazjapotocka Re: Moja historia... 30.06.06, 12:52
                No widzisz!!! To niech sobie marudzi i przeżywa! A nogi niech lepiej nie łamie,
                bo co to za urlop ze złamaną nogą? Będziesz miała fajny dom, to się liczy.
                Mężczyźni w ogóle bywają trudni do zrozumienia. Takiego to kochać trzeba, bo
                czsem zrozumieć się nie da. Co nie znaczy, że szacunek mu się nie należy.
                Potraktuj go czasem jak duuuże dziecko. Ja w ogóle podejrzewam, że mężczyźni
                naprawdę tylko... rosną.
                • blondgirl Re: Moja historia... 30.06.06, 13:18
                  Ech, chyba masz rację
                  • anastazjapotocka Re: Moja historia... 30.06.06, 13:56
                    Mądra dziewczynka! A poza tym, Twój ukochany ma największą zaletę na świecie:
                    kocha Ciebie i zależy mu na Tobie. Nie każda kobieta może tak o sobie
                    powiedzieć.
                    • blondgirl Re: Moja historia... 30.06.06, 18:36
                      Tylko czemyu czasami trudno w to uwierzyć...sad Starszne jest to, że targają mną
                      sprzeczne uczucia.

                      I dlaczego mężczyźni są jacy są...sad

                      p.s. kiedyś widziałam bardzo grubą książkę pt. "Wszystko co mężczyźni wiedzą o
                      kobietach", a w środku oprócz strony tytułowej, były tylko puste kartki... I
                      autorem tej publikacji był niby meżczyzna. Chciałam później kupić to swojemu
                      chłopu, ale niestety była wykupiona.
                      • magret65 Re: Moja historia... 01.07.06, 23:25
                        Mam nadzieję, że z czasem wszystko się ułoży i zaczniecie razem spokojnie
                        funkcjonować! Odezwij się, jak wrócisz z urlopu! Naprawdę wierzę, że odnowicie
                        Swoje relacje i .... coś się wyjaśni, a przyszłość wyda Ci się bardziej
                        kolorowa! Pozdr. M
                        • blondgirl Re: Moja historia... 01.07.06, 23:59
                          Urlop dopiero za miesiąc...sad

                          Ja też mam nadzieję, że uda nam się pokonać ten kryzys. Zapewne gdyby nie
                          nadzieja,to już dawno skończyłabym ten związek. Bo nie jest tak, że między nami
                          są tylko "złe" chwile. Tych dobrych też jest/było sporo...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka