Dodaj do ulubionych

Zycie po pozyciu

28.08.06, 10:03
to tytuł artykułu z ostatniej Polityki.
1. rozwód to takie zdarzenie w zyciu, po którym najtrudniej dojść do siebie.
2. pierwsze małzeństwo zawiera się wiedząc , czego się chce, drugie czego
sie nie chce
3. bezpieczny wiek rozwodowy dla kobiet 20 - 30 lat
4. kobiety silnie przezywaja odejscie męza, mężczyźni roztrzasaja powody
porzucenia przez zonę
5. dziecku po rozwodzie rodziców umiera pół świata
6. im starsze dziecko tym gorzej to przyjmuje; dla nastolatków zawala sie
cały świat
7. nie ma szczęsliwych dzieci rozwiedzionych rodziców oprócz alkoholików i
innej patologii
8. głód ojca - weekendowi i wakacyjni tatusiowie
9 synowie gorzej znosza odejście ojca
10 walka ex z byłym kosztem dzieci.
Obserwuj wątek
    • natasza39 Re: Zycie po pozyciu 28.08.06, 11:00
      cofitofi napisała:

      > to tytuł artykułu z ostatniej Polityki.
      > 1. rozwód to takie zdarzenie w zyciu, po którym najtrudniej dojść do siebie.

      E tam, tych ludzi (obu płci) których ja akurat znam, to dopiero teraz wiedzą,
      że zyją!

      > 2. pierwsze małzeństwo zawiera się wiedząc , czego się chce, drugie czego
      > sie nie chce

      JA bym dodała, że rozsadni ludzie po raz drugi nie zawieraja już małżeństw.

      > 3. bezpieczny wiek rozwodowy dla kobiet 20 - 30 lat

      Co to znaczy "bezpieczny"? To znaczy, że wtedy jeszcze mozna sobie inne portki
      znalesc?



    • lilith76 Re: Zycie po pozyciu 28.08.06, 11:13
      Mam ten numer, ale do tego artykułu jeszcze nie doszłam.
      • imme1981 Re: Zycie po pozyciu 28.08.06, 11:39
        czytałam i może wiele osób się nie zgodzi wynikami badań jakie przeprowadziła
        Wallerstein (jakby nie było są to wyniki badań a nie poglądy jakiejś
        nawiedzonej obrończyni rodziny), jednak uważam, że wrato zapoznać się z nimi i
        samym artykułem, bo zwraca też na coś innego, równie istotnego uwagę. w
        dzisieszych czasach rozwód wydaje się być a lda wielu po prostu jest jak mycie
        zębów. nie chodzi o to jak przechdzą to dorośli, ale o to jak często zapominają
        właśnie o dzieciach. Wallerstein na pewno nie zachęca do pzostawanie w chorych
        związkach dla dzieci, bo to również nic dobrego, ale przypomina jakie są
        następstwa rozwodów, które są czasami bagatelizowane, gdyż człowiek kieruje się
        tylko własnym szczęściem. Należy też chyba z większą ostrożnością zawierać
        małżeństwa by potem za naszą naiwność "a może po slubie on się zmieni" nie
        płaciły dzieci.
        • imme1981 "córka rozwodu" 28.08.06, 11:41
          tak, też nią jestem i czytając artykuł chyba nareszcie odkryłam dlaczego jestem
          osobą, która ma problemy z bliskością i zaufaniem...
          • elf28 Re: "córka rozwodu" 28.08.06, 12:20
            ja też jestem dorosłą córką rozwiedzionych rodziców. Byłam nastolatką kiedy się
            rozwiedli. I szczerze mówiąc mam już dość czytania jakie to dzieci są biedne.
            Bo efektem jest ciągłe użalanie się nad nimi. Potem wyrastają tacy dorości
            egoiści, którzy permanentnie stawiają siebie w roli ofiary: mnie się należy, bo
            ja taka biedna jestem - moi rodzicie się rozwiedli.

            Przychodzi taki moment, kiedy trzeba się pogodzić z przeszłością i zacząć
            normalne życie. Taki moment, kiedy jasno i wyraźnie mówi się sobie o własnych
            problemach emocjonalnych z tym związanych - ale nie po to żeby dalej się nad
            sobą użalać - ale po to żeby udać się do terapeuty i załatwić ten problem raz
            na zawsze.

            Z "całych" rodzin i to tych na pozór całkiem normalnych również wychodzi masę
            pokaleczonych życiowo ludzi. I grunt w tym, żeby od tego nie uciekać a umieć
            sobie powiedzieć, że chyba coś ze mną nie tak skoro w życiu nie udaje mi się
            to, to albo tamto. I zacząć się zmieniać przy pomocy specjalisty. A nie tylko
            wiecznie utyskiwać na swoje nieszczęście...
            • imme1981 Re: "córka rozwodu" 28.08.06, 12:30
              nade mną nikt się nie użalał i ja sama nad sobą również, ale po 25 latach życia
              wiem w końcu jakie jest główne źródlo moich problemów, i świadomość tego pomaga
              mi z tym walczyć, pracować nad sobą. dzieciaki bardzo przeżywają rozwody, to
              jest fakt, i należy zrobić wszystko by im pomóc przez to przejść, a "taka
              biedna jestem" może powiedzieć każdy, kto mało od siebie wymaga i uważa, że
              niepowodzenia życiowe usprawiedliwiają jego egoizm, postawę aspołeczną czy
              zwykłe lenistwo i ciągłe roszczenia
            • m-m-m Re: "córka rozwodu" 28.08.06, 12:40
              Zgadzam się z Elf.
              Artykuł owszem mówi sporo, ale ani słowa o konieczności psychoterapii zarówno
              dla dzieci jak i dla rozwiedzionych rodziców...
              Jakoś tak w Polsce nie ma myślenie w kategoriach robienia czegoś z takimi
              traumami, raz, że jest to kosztowne, a dwa barierą jest mentalność.
              Jakoś tak "męczennikom" wszyscy współczują, a jak ktoś pomimo okropnych przeżyć
              stanie na nogi to albo ma silny charakter, albo tylko silnego udje.
              Taka rozpatrująca rozwod sprzed 10 lat osoba w jakis sposób nie chce lub nie
              umie rozpocząć życia od nowa. Żyje przeszłością, bo przyszłość jest zbyt trudna
              i znowu coś może się nie udać.
              • cofitofi Re: "córka rozwodu" 28.08.06, 13:02
                dlatego elf28 i m_m_m weszły w złe związki
                • m-m-m Re: "córka rozwodu" 28.08.06, 13:10
                  Słucham???
                  Ja jestem w złym związku????
                  A na czym jego "złość" polega???
                  • cofitofi Re: "córka rozwodu" 28.08.06, 13:46
                    m-m-m napisała:

                    > Słucham???
                    > Ja jestem w złym związku????
                    > A na czym jego "złość" polega???


                    nie "złość" tylko "zło"
                    • m-m-m Re: "córka rozwodu" 28.08.06, 14:10
                      nie "złość" tylko "zło"


                      Jeśli dobrze dojrzałaś to celowo słowo "złość" ujęłam w cudzysłów, a tak w
                      ogóle to nie odpowiedziałaś na moje pytanie o tę właśnie rzekomą "złość" w moim
                      związku.
                  • lilith76 Re: "córka rozwodu" 28.08.06, 14:04
                    > A na czym jego "złość" polega???

                    Bo wybrałyście facetów, którym nie oddajecie się w całości, tylko się męczycie.
                    Bo żadna z was nie oddałaby nerki pasierbowi, gdyby zaszła taka potrzeba.

                    ;D
                    • m-m-m Re: "córka rozwodu" 28.08.06, 14:12
                      Lilith, a może właśnie odwrotnie: nie męczymy się i nie mamy wyrzutów sumienia,
                      że nie oddamy nerki pasierbowi?
                      • elf28 Re: "córka rozwodu" 28.08.06, 14:19
                        to też swoją dorgą. Uważam, że dojrzałość objawia się między innymi tym, że
                        umiemy stawiać granice innym. Mądre granice. Związek z facetem z garbem prosty
                        nie jest - to jest fakt. Można tez jednak wybrać mądrego mężczyznę z
                        przeszłością, z którym ułożenie sobie życia nie będzie kolejną życiową traumą.
                        • m-m-m Re: "córka rozwodu" 28.08.06, 14:26
                          Związek z facetem nie-garbatym też prosty nie jest: najczęściej taki gość nie
                          ma doświadczenia i robi podstawowe błędy życiowe.
                          • elf28 Re: "córka rozwodu" 28.08.06, 14:31
                            też prawda, ale nie reguła.
                    • elf28 Re: "córka rozwodu" 28.08.06, 14:16
                      Poniekąd się zgadzam. Uważam, że wybór mężczyzny z przeszłością ma swoje źródło
                      w emocjach z dzieciństwa, a dokładniej z relacjami z ojcem. Nie przez przypadek
                      wybieramy takich a nie innych partnerów.
                      • m-m-m Re: "córka rozwodu" 28.08.06, 14:23
                        Elf, ale mój M. w niczym nie przypomina mojego taty (no, może w niektórych
                        dziwactwach dotyczących praktycznie wszystkich mężczyzn smile), nie jest też jego
                        odwrotnością.
                        Realnie patrząc obaj (mój ojciec i m.) nie mają żadnych płaszczyzn wspólnych,
                        nawet tych odwrotnych względem siebie.
                        • elf28 Re: "córka rozwodu" 28.08.06, 14:30
                          Nie chodzi tylko o podobieństwo czy brak podobieństwa. Wybieramy partnerów
                          takich, którzy pozwolą nam na lojalność wobec naszych rodziców (jeśli na
                          przykłąd "psychicznie" stanę po stronie ojca, który był zdradzany przez moją
                          matkę, to na partnera wybiorę mężczyznę, który będzie mnie zdradzał - to akurat
                          fakt z życia) ale też i takich, którzy pozwolą nam na realizację emocjonalnych
                          skryptów wyuczonych w domu.
                          • m-m-m Re: "córka rozwodu" 28.08.06, 14:34
                            ale też i takich, którzy pozwolą nam na realizację emocjonalnych
                            > skryptów wyuczonych w domu.


                            Ale to nie dotyczy tylko wyboru facetów z garbem.
                            • elf28 Re: "córka rozwodu" 28.08.06, 14:40
                              oczywiście.
                              • m-m-m Re: "córka rozwodu" 28.08.06, 14:45
                                Moja opinia jest taka, że dziecko z rozbitej rodziny po udanej psychoterapii
                                łamie kod tej rodziny i wchodząć w związek z garbatym ne powiela schematu ze
                                swojego domu tylko wykorzystuje swoją wiedzę o życiu do budowania niezależnego
                                od tego kodu związku. Zupełnie innego związku nie będącego w opozycji, ani w
                                podobieństwach w stosunku do związku rodzicow.
                                • elf28 Re: "córka rozwodu" 28.08.06, 15:01
                                  nie zawsze to się udaje, ale ma na to ogromną szansę. JA wybrałąm swojego M na
                                  początku swojej terapii. Gdybym wybierała dziś, pewnie wybrałabym inaczej...
                                  Ale wiele ze skryptów całej mojej rodziny złamałam - i to jest mój osobisty
                                  sukces smile
                                  • m-m-m Re: "córka rozwodu" 28.08.06, 15:17
                                    Ale ja mówię o wyborach PO terapii big_grin
                                    • elf28 Re: "córka rozwodu" 28.08.06, 15:25
                                      Ja też smile
            • kasia_kasia13 Re: "córka rozwodu" 29.08.06, 10:18
              elf28 napisała:

              > ja też jestem dorosłą córką rozwiedzionych rodziców. Byłam nastolatką kiedy
              się
              >
              > rozwiedli. I szczerze mówiąc mam już dość czytania jakie to dzieci są biedne.
              > Bo efektem jest ciągłe użalanie się nad nimi. Potem wyrastają tacy dorości
              > egoiści, którzy permanentnie stawiają siebie w roli ofiary: mnie się należy,
              bo
              >
              > ja taka biedna jestem - moi rodzicie się rozwiedli.
              >
              > Przychodzi taki moment, kiedy trzeba się pogodzić z przeszłością i zacząć
              > normalne życie. Taki moment, kiedy jasno i wyraźnie mówi się sobie o własnych
              > problemach emocjonalnych z tym związanych - ale nie po to żeby dalej się nad
              > sobą użalać - ale po to żeby udać się do terapeuty i załatwić ten problem raz
              > na zawsze.

              Ale jednak byla Ci potrzebna psychoterapia? Mialas problemy? Wlasnie.
              Nie o to chodzi, zeby sie nad takim dzieckiem uzalac, ale aby mu pomoc. A zeby
              mu pomoc, trzeba zauwazyc, ze ma problem. Wiele osob utozsamia poswiecenie
              uwagi z "uzalaniem sie", wiec nie robia nic.
              • elf28 Re: "córka rozwodu" 29.08.06, 10:48
                Kasiu, owszem terapia była mi potrzebna. I osobiście uważam, że jest potrzebna
                znakomitej większości ludzi - nie tylko tym z rozbitych i alkoholowych rodzin.

                Z mojej perspektywy: rozwodzący się rodzice sami powinni pójść na terapię, żeby
                uporać się ze swoją traumą i wysłać na nią również swoje dzieci, żeby i one
                mogły się z nią uporać. Niestety z dorosłymi dziećmi rozwiedzionych rodziców
                jest trudniej - one nie widzą problemu w sobie, a na zewnątrz i w przeszłości.
                A jak już go widzą, to często nie chcą się w tej przeszłości "babrać".
              • m-m-m Re: "córka rozwodu" 29.08.06, 10:51
                A zeby
                mu pomoc, trzeba zauwazyc, ze ma problem.


                Najczęściej terpię podejmują osoby dorosłe, człowiek dorosły sam wie, że ma
                problem i nikt mu niczego pokazywać nie musi.
                Nie skorzystanie z terapii może być jedynie ograniczone aspektem społecznym
                (pójdę do psychologa/psychiatry to co ludzie powiedzą, że czub jestem, albo:
                sam sobie poradzę, w ostateczności pójdę do księdza), i/lub finansowym: terapia
                kosztuje i to słono.
                Inni nie podejmują terapii, bo tak naprawdę odpowiada im rola ofiary, czyli
                tego komu niejako z urzędu należy się współczucie. Przestać byc ofiarą to
                jednocześnie mniejsza toleracja otoczenia dla zachowań jednostki.
                • nangaparbat3 Re: "córka rozwodu" 29.08.06, 17:20
                  m-m-m napisała:

                  > A zeby
                  > mu pomoc, trzeba zauwazyc, ze ma problem.
                  >


                  On sam musi zauważyć.

                  > Najczęściej terpię podejmują osoby dorosłe, człowiek dorosły sam wie, że ma
                  > problem i nikt mu niczego pokazywać nie musi.

                  Wcale nie. Znam mnostwo mlodych osob podejmujacych terapię, a tak naprawdę
                  powinni ja podjąć rodzice. Z regułuy zrzucaja problem na dziecko.

                  > Nie skorzystanie z terapii może być jedynie ograniczone aspektem społecznym
                  > (pójdę do psychologa/psychiatry to co ludzie powiedzą, że czub jestem, albo:
                  > sam sobie poradzę, w ostateczności pójdę do księdza), i/lub finansowym:
                  terapia
                  >
                  > kosztuje i to słono.
                  > Inni nie podejmują terapii, bo tak naprawdę odpowiada im rola ofiary, czyli
                  > tego komu niejako z urzędu należy się współczucie. Przestać byc ofiarą to
                  > jednocześnie mniejsza toleracja otoczenia dla zachowań jednostki.

                  Akurat ostatnio mialam do czynienia z damą, ktorej odpowiada rola kata.
                  Mąż i corka już chodzą na terapię, przemocy dopuszcza się matka i żona , o
                  żadnej terapii słyszeć nie chce.
                  • m-m-m Re: "córka rozwodu" 29.08.06, 17:36
                    Wcale nie. Znam mnostwo mlodych osob podejmujacych terapię, a tak naprawdę
                    > powinni ja podjąć rodzice. Z regułuy zrzucaja problem na dziecko.


                    Młody człowiek rodziców nie zmieni. Może za to dzieki terapii zmienic swój
                    stosunek do rodziców na zdrowy, bez bagażu, którym go obdarowali.



                    A zeby
                    > > mu pomoc, trzeba zauwazyc, ze ma problem



                    Ja tego nie napisałam, zgadzam się, że człowiek musi SAM widzieć swój problem.


                    Akurat ostatnio mialam do czynienia z damą, ktorej odpowiada rola kata.
                    > Mąż i corka już chodzą na terapię, przemocy dopuszcza się matka i żona , o
                    > żadnej terapii słyszeć nie chce.


                    Tak samo postępowała exowa mojego M.
                    Nie chciała się leczyć, za to M. się z nią rozwiódł i odebrał prawa
                    rodzicelskie do ich wspólnego syna.
                • kasia_kasia13 Re: "córka rozwodu" 30.08.06, 10:57
                  m-m-m napisała:

                  > A zeby
                  > mu pomoc, trzeba zauwazyc, ze ma problem.
                  >
                  >
                  > Najczęściej terpię podejmują osoby dorosłe, człowiek dorosły sam wie, że ma
                  > problem i nikt mu niczego pokazywać nie musi.


                  Nie zrozumials mnie. Mam na mysli to, ze rodzice nie powinni lekcewazyc tego,
                  jaki wplyw ma ich rozwod na ich dziecko.
    • tarzynka Re: Zycie po pozyciu 28.08.06, 13:41
      Czytałam ten artykuł, mam zamiar przeczytać książkę. To co przytoczyła cofitofi
      jest kolejną, tym razem jej interpretacją. Bardzo skrótową, więc niosącą też
      przekłamania. W artykule było napisane, że sama autorka była zdziwiona wynikami
      badań i tego, co uzyskała. I nie ma co dyskutować z nimi. Oparte są na
      statystyce i oczywiste, że da się znaleźć przykład będący wyjątkiem i ich
      niepotwierdzający.
      Badania dotyczyły 60 rodzin, więc nie można (chyba jednak za mała próba)
      wyciągać z nich jakiś prawd ogólnych, ale na pewno warto się zastanowić nad
      problemami, na które zwróciły uwagę.
      No i ostatnie. W artykule nigdzie nie było napisane, że nie ma szczęśliwych
      dzieci rozwiedzionych rodziców oprócz dzieci alkoholików i innej patologii. To
      ewidentne przekłamanie. Było napisane, że o ile dorosłym rozwód może przynieść
      ulgę, to dzieci nigdy z jego powodu nie są szczęśliwe (oprócz co najwyżej tych
      żyjących w patologicznych rodzinach). Było też napisane, że od postawy rodziców
      (i innych dorosłych) w czasie i po rozwodzie bardzo dużo zależy. I to jest
      przesłanie dla mnie tak naprawdę jedne z ważniejszych, ale odkryciem nie było.
      • cofitofi Re: Zycie po pozyciu 28.08.06, 13:45
        to, ze tak jest jak opisuje artykuł potwierdza to forum, a w kazdej regule
        znajda się wyjątki.
        • tarzynka Re: Zycie po pozyciu 28.08.06, 13:59
          cofitofi napisała:

          > to, ze tak jest jak opisuje artykuł potwierdza to forum, a w kazdej regule
          > znajda się wyjątki.
          może mało inteligentna jestem, ale nie widzę w forum jakiegoś totalnego
          potwierdzenia artykułu. Zresztą nic dziwnego, bo zebrana tu jest bardzo
          wycinkowa grupa osób (macochy), których problem ten dotyczy. Chyba, że chodziło
          Ci o to, że forum potwierdza, że nie ma szczęśliwych dzieci rozwiedzionych
          rodziców oprócz tych z patologicznych rodzin - tego to forum to już zupełnie nie
          potwierdza.
    • kicia031 Re: Zycie po pozyciu 28.08.06, 14:41
      Nie czytalam artykulu, bo ktos zachomikowal nasza biurowa Polityke. Ale tak
      ogolnie to wydaje mi się, ze demonizowanie tematu niepelnej rodziny jest w
      dużej mierze dziwactwem naszych czasow – przez tysiąclecia niepelne czy
      zrekonstruowane rodziny były codziennoscia, ze względu na duza śmiertelność – i
      kobiet podczas porodow i mężczyzn w rozlicznych wojnach, i obupłciowej z powodu
      trapiących ludzi chorob. Sytuacja, w której dziecko mialo oboje biologicznych
      rodzicow nie była az tak czesta, choć oczywiście można tu dyskutowac, czy
      gorsza rzecza jest śmierć rodzica, czy rozwod.
      Natomiast dla mnie prawdziwym, realnym problemem wiążącym się z rodzinami
      niepelnymi jest brak tzw rodziny rozszerzonej, do zycia w której człowiek jest
      przystosowany. Brak czy tez duza odległość od rodzeństwa, zle kontakty z
      dziadkami, to wszystko sprawia, ze rozpad rodziny staje się koncem swiata, a
      nie utrata jednego z wielu punktow odniesienia. Może dlatego, ze sama jestem
      jedynaczka, jakoś bardzo mi to doskwiera.
      • elf28 Re: Zycie po pozyciu 28.08.06, 14:45
        Natomiast dla mnie prawdziwym, realnym problemem wiążącym się z rodzinami
        niepelnymi jest brak tzw rodziny rozszerzonej, do zycia w której człowiek jest
        przystosowany. Brak czy tez duza odległość od rodzeństwa, zle kontakty z
        dziadkami, to wszystko sprawia, ze rozpad rodziny staje się koncem swiata, a
        nie utrata jednego z wielu punktow odniesienia...



        I to jest rzeczywisty problem, sprawiający najwięcej wg mnie spustoszenia.
      • lilith76 Re: Zycie po pozyciu 28.08.06, 14:56
        > Natomiast dla mnie prawdziwym, realnym problemem wiążącym się z rodzinami
        > niepelnymi jest brak tzw rodziny rozszerzonej, do zycia w której człowiek jest
        > przystosowany. Brak czy tez duza odległość od rodzeństwa, zle kontakty z
        > dziadkami, to wszystko sprawia, ze rozpad rodziny staje się koncem swiata, a
        > nie utrata jednego z wielu punktow odniesienia. Może dlatego, ze sama jestem
        > jedynaczka, jakoś bardzo mi to doskwiera.
        >


        Coś w tym jest. Są kultury, gdzie nie ma instytucji sierocińca - dziecko ZAWSZE ZNAJDUJE opiekę u krewnych. Zawsze ma oparcie w rodzinie.
    • m-jak-magi Re: Zycie po pozyciu 28.08.06, 17:08
      nie wdajac sie w szczegoly bo oczywiscie od kazdej reguly sa wyjatki - uwazam
      ze zamieszczone tezy sa prawdziwe. smutne to ale prawdziwe.
      • nangaparbat3 Re: Zycie po pozyciu 28.08.06, 19:00
        Oczywiscie, ze tezy są prawdziwe, w sensie statystycznym na pewno, chociaż w
        odniesieniu do mego wlasnego zycia większość to bzdury.
        Ale rozstajac się z mężem spotkałam się - wśrod rodziny, przyjacioł, znajomych -
        z oczekiwaniem, ze bedzie wlasnie tak jak to opisano w "Polityce". Poczawsz od
        mojej mamy, ktora oznajmila: Jak sie to mialo stać, to lepiej teraz niz
        poxniej, bo moze sobie jeszcze jakoś UŁOZYSZ ZYCIE. Własnie sobie ułozyłam -
        odpowiedzialam, ale ogarnela mnie wtedy furia.
        Z biegiem lat otoczenie jakos sie przyzwyczaiło.
        W kazdym razie jedno jest pewne - od nas samych zalezy, jak bedzie, jaka cene
        zapłacą dzieci.
    • lilith76 Re: Zycie po pozyciu 29.08.06, 09:13
      A mnie utkwił w głowie ten akapit:

      "Pierwsze małżeństwo badani zawarli wiedząc czego chcą: znalezienia drugiej połówki dopasowanej jak ucho do dzbana. Wystarczy wszak powiedzieć przed ołtarzem "tak" i małżeństwo staje się: wielka miłość wszystko uświęca, organizuje, opromienia."

      W kolejnym związku tak nie ma. Nawet wchodząca/y niego next, dla których to związek pierwszy ma świadomość, że "miłość to za mało", "nie wystarczy kochać", trzeba pracować i się starać. Codziennie. Może z wyjątkiem niedziel wink
      Czasami wydaje mi się, że pierwsze kłopoty zaczynają się jeśli next wchodzi w związek właśnie z nastawieniem jak z powyższego cytatu - miłość nas opromieni. A tu cholera zonk. Bo tamto ma traumę.


      I ciekawe - ja dziecko nie rozwiedzionych rodziców (ratujących 20 lat swoje małżeństwo awanturniczo, z atrakcjami) mam cechy dziecka ludzi rozwiedzionych. No jak to z tym jest?
    • cofitofi cytaty 29.08.06, 11:10
      1. wskutek rozwodu dzieci tracą coś fundamentalnego - strukturę rodziny
      2. rozwod dla dorosłych to tragiczna , lecz tylko przesiadka, dla dziecka to
      amputacja i chaos
      3. dla nastoladków zawala się świat - one potrzebują silnych struktur
      rodzinnych, jasnych systemów i przekonań. Potrzebuja pewnosci, ze świat jest
      stabilny....musza mieć dom, gdzie moga sie schronić , uciec od swiat, kiedy
      staje sie on niezrozumiały lub raniacy.

      Pojawia się u dzieci poczucie porzucenia i utraty - głód ojca.
      Ale on ma juz nowa żonę, ...nowe dziecko. Nie umie zapełnic głodu.
      • m-m-m Re: cytaty 29.08.06, 11:17
        Pojawia się u dzieci poczucie porzucenia i utraty - głód ojca.
        Ale on ma juz nowa żonę, ...nowe dziecko. Nie umie zapełnic głodu.


        Nie umie, to nie umie.
        Czy to oznacza, że nie powinien (w tym wypadku prawie każdy rozwiedziony facet)
        mieć nowej żony i dziecka?
        Tak by chciały exie, ktore po rozwodzie nikogo sobie nie znalazły.
        • elf28 Re: cytaty 29.08.06, 11:37
          albo te, które uważają, że dzieci z drugich małżeństw to produkty prokreacji,
          które są mniej ważne i mniej istotne.
          Najdziwniejsze jest jednak to, że zabraniają ojcom swoich dzieci spotkań z
          nimi, właśnie w imię ich dobra. Albo całkiem "przypdkiem" szkalują obraz ojca,
          tekstami typu: "a bo tatuś to ma już nową rodzinę, która jest dla niego
          ważniejsza" albo "no wiesz, tatuś to ma gorsze wykształcenie ode mnie..." itp,
          itd. Jednym słowem robią z ojca nieudacznika.
          • m-m-m Re: cytaty 29.08.06, 11:50
            Jednym słowem robią z ojca nieudacznika


            Bo same są nieudacznicami i na tle fałszywego obrazu ojca jako też rzekomego
            nieudacznika czują się po prostu lepiej i dowartościowane.
            • cofitofi Re: cytaty 29.08.06, 11:51
              nie muszą robić, bo sam się robi.
              • m-m-m Re: cytaty 29.08.06, 11:56
                W oczach exowej, której po rozwodzie pies z kilawa nogą nie chciał pewnie tak.
                Na szczęście otoczenie nie ma tylko jednej pary oczu i na szcęście nie jest to
                jedynie słuszna para oczu, kóorych właścicielką jest owa exowa.
                • cofitofi m-m-m 29.08.06, 12:04
                  dowartościowujesz się plując na exie? a fe, jakie to małostkowe i bez klasy,
                  ale twoj przeciez się z nią ozenił i zrobił dzieci.
                  A zarzucasz innym kobietom ,ze oczerniają byłych.
                  Jak widać to oczernianie jest obopólne !!
                  Exia oczernia byłego, exię oczerniają były + nexia.
                  COS mi brak rónowagi w tym oczernianiu...dwoje na jedną.
                  Ale wszyscy są siebie warci.
                  • m-m-m Re: m-m-m 29.08.06, 17:29
                    Nie chce mi się z Tobą gadać Bet, bo Ty w kółko i na okrągło to samo.
                  • latortura Re: m-m-m 30.08.06, 10:44
                    ale powiedz po co Ty sie tak rzucasz kobieto? po co podsyłasz artykuły z gazet
                    n/t rozwodów i dzieci rozwiedzionych rodziców skoro większosc z piszących tu
                    kobiet poznała swojego M. jak juz był po wszystkim,

                    nie miały one wpływu na decyzje faceta, bo poznały go jak był po zakonczeniu
                    małzenstwa,

                    czy nie mają prawa sie z nimi zwiazac?
                    musza wysłuchiwac o biednych dzieciach (które czesto nie są takie biedne),
                    przeciez to nie one je "zostawiły",
                    jest wiele dzieci z pełnych rodzin które wyrastają na okropnych ludzi,
                    wychodzi na to ze dzieci rozwiedzionych rodziców mają sie super, bo kazde
                    niepowodzenie mogą wytłumaczyc brakiem pełnej rodziny, fajnie nie?

                    kazdy potrzebuje psychologa, i dziecko z rozbitej rodziny i z normalnej (bo np.
                    rodzice kłócą sie codziennie i są ze sobą "na siłę") i porzucona żona i
                    nieporzucona żona (bo mąż pije, bije itd) nie ma reguł !

                    liczy sie miłosc, szacunek i zaufanie

                    jesli te wartosci mozna znalezc w zwiazku, to czy jest to pierwsze małzenstwo
                    czy drugie czy "konkubinat" (fajny wyraz wink to jest to zwiazek szczesliwy,
                    i tego wszystkim zycze, Tobie równiez

                    i jak poznasz tego własciwego faceta to żal Ci bedzie tych wszystkich chwil
                    niespedzonych z nim, dopiero wtedy to zrozumiesz,

                    pozdrawiam
                    • m-m-m Re: m-m-m 30.08.06, 10:50
                      jak poznasz tego własciwego faceta to żal Ci bedzie tych wszystkich chwil
                      niespedzonych z nim, dopiero wtedy to zrozumiesz,


                      Latortura, ona niczego nie zrozumie, to beznadziejny wielonickowy przypadek.
                      Pisze po to by prowokować i Ty dajsz się w to wciągnąć.
                      • latortura Re: m-m-m 30.08.06, 13:42
                        wiem, wiem wink

                        ale czasem tez muszę się wyżyć wink

                        ale masz rację, lepiej poprostu omijać jej wypowiedzi

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka