bez44
06.09.06, 10:39
Jak kiedys pisałam, jestem całodobową macochą dla 19-latka (i mam swojego
syna 17-latka). 19-latek po długim wyczekiwaniu dostał się wreszcie na studia
poza miejscem zamieszkania (tam gdzie mieszkamy niestety odpadł w
przedbiegach) no i zaczęło się. Mąz będzie czynił staranie, żeby go czym
prędzej przenieść stamtąd (gdzie go jeszcze nie ma) do naszego miasta. Bo
życie mu sttrasznie dopiekło (rozwód rodzciów), bo dużo przeżył (matka się
nim nie interesuje kompletnie), bo daleko od domu, bo nie będzie się uczył,
bo może czas spędzać w knajpach. Na moje argumenty, że dużo ludzi studiuje
poza domem i jest dobrze w ogóle nie reaguje. Fakt, że będzie studiował w
mieście gdzie mieszka również nie świadczy o tym, że będzie się uczył - na
moje uwagi, że choćby stał z kijem i poganiał do nauki, a efekt żaden - zero
reakcji. Ręce mi opadają. W sumie liczyłam i liczę na to, że 19-latek
wyjedzie studiować - może wtedy atmosfera w domu zelżeje.Jak nie dostał się
na studia w lipcu, to obydwaj usiedli i o mało co głową w ścianę tłukli.
Dopiero ja siadłam i zaczęłam szukać. Wiem, że to może być stres, ale z
reguły zawsze tak jest - jak coś trudne to pasierb do tatusia - i pomocy.
Kiedy on wreszcie dorośnie? Chociaż jemu się wydaje, że taki jest. Ostatnio w
Olivii przeczytałam artykuł o biernej agresji - polecam. Trochę mi to
wyjaśniło - pasierb jest dokładnie taki, jak sytuacje opisane w artykule.
Pozdrawiam.