Dodaj do ulubionych

normalnie ręce opadają

06.09.06, 10:39
Jak kiedys pisałam, jestem całodobową macochą dla 19-latka (i mam swojego
syna 17-latka). 19-latek po długim wyczekiwaniu dostał się wreszcie na studia
poza miejscem zamieszkania (tam gdzie mieszkamy niestety odpadł w
przedbiegach) no i zaczęło się. Mąz będzie czynił staranie, żeby go czym
prędzej przenieść stamtąd (gdzie go jeszcze nie ma) do naszego miasta. Bo
życie mu sttrasznie dopiekło (rozwód rodzciów), bo dużo przeżył (matka się
nim nie interesuje kompletnie), bo daleko od domu, bo nie będzie się uczył,
bo może czas spędzać w knajpach. Na moje argumenty, że dużo ludzi studiuje
poza domem i jest dobrze w ogóle nie reaguje. Fakt, że będzie studiował w
mieście gdzie mieszka również nie świadczy o tym, że będzie się uczył - na
moje uwagi, że choćby stał z kijem i poganiał do nauki, a efekt żaden - zero
reakcji. Ręce mi opadają. W sumie liczyłam i liczę na to, że 19-latek
wyjedzie studiować - może wtedy atmosfera w domu zelżeje.Jak nie dostał się
na studia w lipcu, to obydwaj usiedli i o mało co głową w ścianę tłukli.
Dopiero ja siadłam i zaczęłam szukać. Wiem, że to może być stres, ale z
reguły zawsze tak jest - jak coś trudne to pasierb do tatusia - i pomocy.
Kiedy on wreszcie dorośnie? Chociaż jemu się wydaje, że taki jest. Ostatnio w
Olivii przeczytałam artykuł o biernej agresji - polecam. Trochę mi to
wyjaśniło - pasierb jest dokładnie taki, jak sytuacje opisane w artykule.
Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • m-m-m Re: normalnie ręce opadają 06.09.06, 10:58
      Mąz będzie czynił staranie, żeby go czym
      prędzej przenieść stamtąd (gdzie go jeszcze nie ma) do naszego miasta. Bo
      życie mu sttrasznie dopiekło (rozwód rodzciów), bo dużo przeżył (matka się
      nim nie interesuje kompletnie), bo daleko od domu, bo nie będzie się uczył,


      Tatuś jest wyraźnie nadopiekuńczy i nie chce przyjąć do wiedzy że facet jest
      już starawy na wyszukiwanie mu szkoły i organizowanie mu życia.
      Bezz,odetnij się od tego problemu, ale przed tym powiedz co o tym myslisz.
      Czy on za niego też się ożeni, wybuduje dom i pójdzie do pracy?
      • bez44 Re: normalnie ręce opadają 06.09.06, 11:06
        mnie jest zarzuzane, że jestem za bardzo opiekuńcza w stosunku do swojego syna,
        ale to co robi mój NM przekracza wszytsko, co robi nadopiekuńcza matka. Wiem,
        że robi źle, ale nawet nie próbuję mu tego wytłumaczyć. Ile razy pokazywałam,
        że jest coś nie tak, to NM bronił syna lepiej niż tygrys bengalski. Nic do
        niego nie dochodzi. Nie widzi, że nie robi najlepiej. mam nadzieję, że nie
        będzie się żenił - chociaż, jak widze, że chciałby, żebt wszyscy mieszkali "na
        kupie", to od razu mam ochotę się wyprowadzić. NIe wiem i nie widzę sposobu
        wytłumaczenia, że wyjazd byłby dobry dla dziecka - odebrane by to zostało, że
        chcę się go pozbyć z domu. Dla przeciwwagi, moje dziecko już spiewa, że jak
        będzie studiował, to on by chciał mieszać już sam - na co mu mówię, że jak
        dostanie się to gdzie mieszka, to niech zapomni, bo to głupota - ale jak gzdie
        indziej to oczywiście - mam zaufanie do niego (jak na razie potwierdzoen), że
        da sobię radę i nie zrobi nic, czego by póxniej się wstydził. Natomiast mój NM
        nie ma takiego zaufania do swojego syna. Zawsze powtarzam, że moje jest
        wychowane, a jego wytresowane - ale mówię, to tylko bardzo zaufanym osobom - a
        tych mam niewiele.
        • m-m-m Re: normalnie ręce opadają 06.09.06, 13:47
          chociaż, jak widze, że chciałby, żebt wszyscy mieszkali "na
          kupie", to od razu mam ochotę się wyprowadzić. NIe wiem i nie widzę sposobu
          wytłumaczenia, że wyjazd byłby dobry dla dziecka - odebrane by to zostało, że
          chcę się go pozbyć z domu.


          Ja kiedyś powiedziałam mojemu M. że też mam prawo do życia, a nie tylko jego
          syn.
    • tropicana Re: normalnie ręce opadają 06.09.06, 11:10
      Olivii nie czytuję, ale wystarczy przeczytać Twój post, żeby się nie dziwić, że
      ręce opadają.
      Że ojciec synka żałuje, to się specjalnie nie dziwię. Rozwód to przeważnie
      nieszczęście dla dziecka, ale to nie powód, żeby wychowywać go na ślimaka.
      Rozumiem, że do nauki niespecjalnie się przykładał, no chyba ze wybrał sobie
      studia, gdzie jest 10 kandydatów na 1 miejsce.
      Ale nie mogę zrozumieć, że 19-latek nie chce studiować poza domem. Zawsze tak
      kusi wizja poznania nowego środowiska i zerwanie się z rodzinnego sznurka...Czy
      może tylko w waszym mieście jest akurat ten jeden kierunek, który go interesuje?
      I wcześniej nie miał żadnego planu awaryjnego?

      Jeśli coś mu nie pójdzie na studiach wypatrzonych (załatwianych) przez Ciebie,
      to jescze może burczeć, że Ty go tam wsadziłaś, bo on nie chciał itp.

      Co do starań ojca o przeniesienie - jeśli to, nie daj Boże - szkoła
      niepaństwowa, to żadnego problemu nie będzie (najwyżej finansowy).
      Plus w tym wszystkim widzę jeden - Twój syn, patrząc na to całe zamieszanie, na
      pewno zrobi wszystko, żeby się dostać na wymarzony kierunek.
      • bez44 Re: normalnie ręce opadają 06.09.06, 11:24
        tez tego nie rozumiem. ale wiem jedno - trezba będzie zadbać o siebie, swoje
        ubrania, porządek.Bo tatuś uważa, że trzeba mu pokazać jak się sprzata -
        powiedziałam, że 3 razy chyba wystarczy, nie jest to filozofia. Ale jak widzę,
        mąż sprząta u niego w pokoju, lub długotłumaczy konieczność dokładnego
        posprzątania raz w tygodniu. Ja już nic nie mówię - nie mam ochoty na ciche dni
        w domu z powodu osoby, która zupełnie mi psychicznie nie odpowiada.
        • tropicana Re: normalnie ręce opadają 06.09.06, 11:42
          A młodzian nigdy nie jeździł na żadne wakacje? Nigdy nie zostawał sam w domu,
          np. na czas Waszych urlopów? Chyba nie powiesz, że nie umie o siebie zadbać w
          sensie przyszykowania ubrania i czegoś do szybkiego zjedzenia???

          My wysłaliśmy do szkoły za granicę czternastolatka, po jego gorących
          prośbach.Fakt, że musiał mieć ubrania znaczone, bo w internacie były prane(taki
          warunek postawiła szkoła), ale większość i tak sam prał. Wyjechał jako
          drobiażdżek, a wrócił wielki jak dąb, tak strasznie wyrósł w ciągu roku.Jakieś
          spodnie dosłaliśmy, coś sam dokupił, ale przy okazji zakumplował sięz krawcem i
          stworzył nową modę chodzenia po internacie w obciętych nożyczkami portkach.
          A tu problemy z 19-latkiem, w tym samym kraju!!!

          A nie macie kogoś z rodziny, żeby z mężem porozmawiać? Bo to on potrzebuje
          rozmowy, badziej niż jego syn.
          • bez44 Re: normalnie ręce opadają 06.09.06, 11:47
            zastanawiałam się już, czy nie "napuścić: na niego mojego brata - fakt, jest
            młodszy od NM o 15 lat, ale ma chyba świeższe spojrzenie - może coś da, albo
            przynajmniej się zastanowi. Dzięki za wszytsko. Zawsze po rozmawach na forum
            widzę, że nie jestem jakimś dziwolągiem smile
            • tropicana Re: normalnie ręce opadają 06.09.06, 11:58
              A długo razem mieszkacie?

              Brat to "Twoja" rodzina - może są jeszcze jacyś męża sensowni krewni?
              Nie macie wśród sąsiadów/znajomych dzieci w tym wieku? Bo ja mam i powiem Ci,
              że jak pozdawały maturę na początku maja, to nie ma ich do tej pory. Są albo na
              wakacjach, na które wcześniej sami zarobili, albo będą zasuwać w UK aż do
              początku października. A wychuchana 19-latka, przyjęta tu na studia, zostaje na
              cały rok, żeby spłacić spółdzielni dług za mieszkanie.
              • bez44 Re: normalnie ręce opadają 06.09.06, 12:02
                matko jedyna! cały czas siedzi w domu; pracował miesiąc w drukarni i też NM był
                zrozpaczony, że pracuje na 2 zmianę i nie ma go w domu. A tak od lipca siedzi w
                domu i gra całymi dniami na komputerze - czasami w soboty gdzieś wyjdzie.
                Proponowaliśmy, żeby rozglądnął się za pracą w UK, ale spełzło na niczym - może
                gdybym podsunęła pod nos....
                A mieszkamy razem 4 lata.
                Mozna być introwertykiem, ale do tego stopnia?? nawet jak prosimy, żeby
                zaprosił kolegów do domu, to jakoś dziwnie nie mają czasu.
                • tropicana Re: normalnie ręce opadają 06.09.06, 12:23
                  O Jezus Maria! Trzeba było od wczesnego dzieciństwa zapisywać do zuchów albo
                  innego kółka różańcowego, przecież to odludek zupełny! No niby nie każdy, z
                  drugiej strony, musi być towarzyski, ale niechby ten czas sensownie
                  wykorzystał - jak nie praca, to przynajmniej pasja, choćby nawet akwarium czy
                  haft krzyżykowy, ale nie gierki!!!

                  Z 15-latkiem (teoretycznie) można jeszcze było coś zrobić, tzn. mógł Twój NM,
                  ale nie zrobił, co nie uszczęśliwi w przyszłości żadnego z obu Panów. Czy
                  dorosły facet, ojciec nie może z synem porozmawiać w taki sposób: "Słuchaj,
                  stary, Ty nudzisz się, a my nie wyrabiamy na zakrętach. Będę Cię wspierał w
                  każdej sytuacji i pomagał, ale i od Ciebie oczekuje tego samego. Nie masz na
                  razie żadnego zajęcia, to oczywiście, graj w te gierki, zapłącę za prąd, ale
                  zrób coś rano dla domu - zanieś pościel do magla,obierz ziemniaki, sprzątnij
                  piwnicę itp." Zakładam, że pozostali faceci w tym domu mają takie obowiązki, bo
                  inaczej taka propozycja nie miałaby sensu.Czasem NM mógłby zorganizować czas
                  tylko dla nich, nie wiem - na ryby, przekopać działkę jakiejś staruszce - żeby
                  mieli czas tylko dla siebie i żeby chłopak zobaczył, że ojciec wykonuje jakąś
                  robotę (nie za pieniądze).

                  Boże, "nasz" młody chyba sie taki dobry urodził...
                  • bez44 Re: normalnie ręce opadają 06.09.06, 12:29
                    czasami mam wrażenie, żeby się przemęczył - ja już w to nie wnikam. A
                    najdziwniejsze jest to, że mój syn, od razu podłapał pytanie NM "czy coś ci
                    pomóc" (mnie) i ZAWSZE pyta - 9 na 10 raczej nic nie trzeba; a pasierb - w
                    życiu.Mówiłam i zwracałm uwagę na to mężowi i usłyszałam, że on taki jest - i
                    koniec. W każdym razie moje Maleństwo (190 cm), wie, że trzeba pomagać i to
                    niważne komu. A pomoc w domu? A czemu on? tak słyszymy. Rozmowa z synem -
                    rzadko, mimo, że mówiłam, że jemu jest bliżej do własnego dziecka - ale
                    widocznie mam słaby dar przekonywania. W każdym razie czasam żartuję, że
                    współczuję jego przyszłej żonie. Sytuacja jest czasami po prostu patowa.
                    • tropicana Re: normalnie ręce opadają 06.09.06, 12:42
                      No i widocznie taki jest...

                      A czy ma swój pokój? A co by było, gdybyście wyjechali na wczasy a jego
                      zistawili w domu jako gospodarza? Albo spychacz, albo by się trochę nauczył
                      samodzielności.

                      Nie spytałam Cię jeszcze, czy te studia poza domem są płatne?
                      • bez44 Re: normalnie ręce opadają 06.09.06, 12:52
                        studia są dzienne i niepłatne; był przez tydzień sam w domu - wilę nie mówic co
                        zastałam w łazience, bo jest mi wstyd - nawet męzowi nie mówiłam do momentu, aż
                        sytuacja się powtórrzyła w domu. Od tego czasu jest spokój.
                        A studia - opłata za pokój plus normalnie na życie. Jak to studia poza domem.
                        • tropicana Re: normalnie ręce opadają 06.09.06, 13:06
                          To widzę same plusy w nauce poza miejscem zamieszkania: samodzielność chłopaka,
                          trochę oddechu dla Ciebie jako gospodyni, a przede wszystkim dyplom państwowej
                          uczelni. Pytałam, czy płatne, bo wtedy NM mógłby wyskoczyć Ci, że na
                          tzw. "życie" i na opłaty za szkołę po prostu Was nie stać.
                          Ponieważ jest to uczelnia państwowa, możliwości przeniesienia na ten sam
                          kierunek w I semestrze są żadne. Pozostaje nadzieja,że chłopak zmusi się do
                          wyjazdu i może po semestrze/roku nie będzie chciał się ruszyć.

                          "Naszego" tamten wyjazd poza dom bardzo odmienił. Tak strasznie wydoroślał
                          fizycznie(urósł ponad 20 cm), jakoś za szybko dojrzał, zrobił się za dorosły.
                          Dalej jest kochany, ale to tak, jakby stał się jakimś najlepszym kuzynem z
                          naszego pokolenia, najlepszym przyjacielem, ale już nie małym synkiem. Może
                          tego się boi Twój NM?
                    • m-m-m Re: normalnie ręce opadają 06.09.06, 13:46
                      A pomoc w domu? A czemu on? tak słyszymy


                      Bo wspólne mieszkanie to wspólne prowadzenie domu i każdy ma tu swoje obowiązki.
                      Może zamiast domagać się pomocy po prosu niech mąż narzuci mu konktrety:
                      Zawsze co sobota on odkurza wszytskie dywany (dla równowagi; Twój syn obiera w
                      kuchni warzywa na obiad dla wszystkich);
                      Zawsze on przynosi bieliznę z magla (Twój syn pamięta zawsze o pieczywie).
                      Dziwi mnie, że nic nie powiedziałaś mężowi w jakim stanie zostawił pasierb
                      łazienkę po waszej nieobecności. Ja nigdy bym tego nie ukryła. Jeśli M. nie
                      chciałby sprzatać to niech goni do tego syna, który nabrudził. Nie ustapiłabym
                      i już.
                      Nie ma tłumaczenia, że on taki jest. On taki jest, jakim toleruje go ojciec -
                      toleruje niechlujstwo, brak zorganizowania i ofermowactwo - to takim on jest. A
                      tłumaczenie, że on taki jest jakby ucina próby zmiany: w oczach ojca
                      niemożliwe, bo wymagające pracy wychowawczej i żelaznej konsekwencji.
    • braktalentu Re: normalnie ręce opadają 06.09.06, 13:10
      Jak nie dostał się
      > na studia w lipcu, to obydwaj usiedli i o mało co głową w ścianę tłukli.
      > Dopiero ja siadłam i zaczęłam szukać.


      Z moich doświadczeń (a każdy ma inne-smile) wynika, że najlepiej rozwiązywać
      problemy doraźne i to też tylko te, które stanowią o moim komforcie i dobrym
      samopoczuciu. Nie mieszam się w wychowanie, wartości i inne. Od tego jest Tatuś
      (i u nas jeszcze Mamusia). Chętnie pomogę zorganizować transport, polecę
      książkę, zaopiekuję się kilka dni, upiekę ulubione ciasto, czy pójdę na basen.
      Jak trzeba będzie to znajdę szkołę (ten problem też przerabialiśmy-smile)), ale
      jak mi nie będzie na rękę, to się nie postaram o znalezienie szkoły tam gdzie
      mi niewygodnie. Może po prostu zostaw sprawy własnemu biegowi i nie angażuj
      się. Panowie potłuką głowami w ścianę jak to większość facetów ma we zwyczaju
      i ... pasierb pojedzie na studia-smile. Jak się drugi raz dasz w to wmanewrować,
      zaczniesz szukać, organizować to potem będzie na Ciebie (że szkoła nie taka, że
      kierunek nie ten, itp.). A tak młody mężczyzna ma wybór: albo wyjazd, albo sam
      sobie coś załatwia. Jeśli Tata chce Mu w tym pomóc, to wspaniale, ale Ty
      absolutnie nie musisz się tym zajmować. Lepiej zrób Mu (pasierbowi) ładny
      szalik na drutach. I przyjemnie i rodzinnie i twórczo i dobra wola i dla nerwów
      kojące...-smile
    • bez44 Re: normalnie ręce opadają 06.09.06, 13:15
      dzięki Wam za wszytskie dobre słowa Serduszka smile
      • tropicana Re: normalnie ręce opadają 06.09.06, 13:16
        Przestań, bo się zarumienimy dziewiczo.

        Ale pisz koniecznie, jak się przedstawia sytuacja "na froncie".
        Pozdrawiam
    • nangaparbat3 Re: normalnie ręce opadają 06.09.06, 14:29
      a co sie stało z jego (pasierba)matką?
      • bez44 Re: normalnie ręce opadają 06.09.06, 19:35
        a nic - mieszka sobie w tym samym mieście, ma 2 dziecko; nim się w ogóle nie
        interesuje. Czasami mam wrażenie, że NM znalazł go w kapuście.Oczywiście nie ma
        mowy o alimetach czy jakiejkolwiek pomocy.
        • dominika303 Re: normalnie ręce opadają 07.09.06, 16:57
          Bez , a czemu nie ma mowy o alimetach??????????
          przecież ten oboiwązek spoczywa na tym rodzicu z którym dziecko nie mieszka!!
          Nawet jeśli exie stac tylko na 200 zł to dobre i te dwie stówki, zawsze możecie
          je młodemu odkładac na mieszkanie lub studia, lub kupowac buty chociażby !!
          • bez44 Re: normalnie ręce opadają 08.09.06, 07:28
            teraz to "po zawodach" - bo ma 19 lat i sam by musiał wystąpić. A NM był taki
            ambitny, że nie chciał od niej nic. Żeby była jasność, nie spimy na pieniądzach.
            • m-m-m Re: normalnie ręce opadają 08.09.06, 11:56
              teraz to "po zawodach" - bo ma 19 lat i sam by musiał wystąpić


              I niech wystąpi.
              • bez44 Re: normalnie ręce opadają 08.09.06, 11:59
                a poc o? przecież tatus da pieniądze. A tak trzeba by było jakiś wysiłek włozyć
                ponad miarę. ja ciut zmądrzałam i po 4 latach dokładania alimentów mojego syna
                do zycia, jako 3 dochód, od niedawna przelewam na inne konto.
                • m-m-m Re: normalnie ręce opadają 08.09.06, 12:22
                  a poc o? przecież tatus da pieniądze


                  Jak tatuś się godzi to tatusia problem. Byle potem nie narzekał, że pieniędzy
                  nie ma.
    • mary_lu Tobie ręce opadają... 10.09.06, 23:38
      Bez, gdy czytam Twoje posty dotyczące pasierba, też nie czuję się komfortowo.
      Nie widzę w nim niczego, co by czyniło z niego odmieńca. Widzę zwykłego
      nastolatka, trochę zagubionego, trochę zbuntowanego, zamknietego w sobie.
      Może i jest tym introwertykiem - więc nie przymila się do Ciebie. Nie spotyka
      się z kumplami zbyt często, tylko gra na komputerze. Lęk przed studiowaniem w
      innym mieście, czy nieszukanie pracy za granicą też nie jest nienormalne u
      introwertyka...
      Raczej nie jestem skłonna uwierzyć, że Twoja ogromna niechęć do niego, ciągłe
      porównywanie pasierba do syna (świetnego dzieciaka!), chęć pozbycia się
      wreszcie go z domu -nie jest przez niego wyczuwana.
      Drobne kradzieże nie są najgorszym wybrykiem, jaki może popełnić nastolatek
      pozbawiony akceptacji we własnym domu.
      Nie czytuję Olivii, ale polecam Ci przemyślenie Twojej agresji w stosunku do
      pasierba.
      • bez44 Re: Tobie ręce opadają... 11.09.06, 07:22
        nie jestem agresywna. BAAAAAAArzdo wiele potrafię zrozumieć i zaakceptować.
        Pasierb jest niestety typem człowieka, którego w kazdej innej sytuacji
        omijałabym szerokim łukiem. Absolutnie nie odpowiada mi psychicznie - czuję się
        przy nim źlem jakby otaczała mnie ciemna chmura - mam nadzieję, że wiesz o czym
        mówię. Są tacy ludzie i zwykle staramy się ich omijać - tacy są i raczej nic
        nie poradzą na to. A dalej - nie musi się przymlilać - po przeprowadzce długi
        czas (nawet bardzo długi)przychodziłam do pokoju wieczorem pogłaskać,
        przytulić, powiedzieć dobranoc - za każdym razem odsunięcie głowy, unik, potem
        nawet nie odrwanie wzroku od komputera. niestety nie jestem matką Teresą i
        niepowodzenia mnie zrażają - dałam sobie spokój. Niestety należę do tych
        kobiet, które kochają swoje dziecko - to które urodziłam. Pozostałe lubię i
        pomagam.
        • mary_lu Re: Tobie ręce opadają... 11.09.06, 10:44
          > Pasierb jest niestety typem człowieka, którego w kazdej innej sytuacji
          > omijałabym szerokim łukiem. Absolutnie nie odpowiada mi psychicznie - czuję
          się
          > przy nim źlem jakby otaczała mnie ciemna chmura - mam nadzieję, że wiesz o
          czym
          > mówię. Są tacy ludzie i zwykle staramy się ich omijać - tacy są i raczej nic
          > nie poradzą na to.

          Myślę, że pasierb też nic nie może poradzić na to, że tak go nie znosisz, że
          wymyślasz już tak fantastyczne tego wytłumaczenia jak "czarna chmura".
          Przecież w takiej sytuacji on nic nie może zrobić! Żeby móc utrzymywać poprawne
          stosunki z Tobą musiałby być osobą kompletnie pozbawioną empatii.
          Bez, może przemyśl trochę ten wątek o lwach...
          Wiesz, tylko czekam, aż zaczniesz pisać, że już nie możesz patrzeć na pasierba,
          bo z niego taki dziwak, że nie potrafi się związać z kobietą, tylko tak siedzi
          w domu przed komputerem.
          Bez, potęga nieświadomości jest ogromna. Zapewne rzeczywiście starałaś się na
          początku, aby Twój pasierb czuł się dobrze w Waszej rodzinie. Ale czy już wtedy
          byłaś przywiązana do teorii, że nigdy nie pokochasz "nie swojego dziecka"?
          • gosza26 Re: Tobie ręce opadają... 11.09.06, 11:17
            Ja swoje poglądy mam w temcie często bardzo jednoznaczne,ale w Twoim wyapdku zrobie wyjątek. To jest taka sytucja,że im bardziej zaczniesz się starć tym bardziej odwrotny skutek to osiągnie. Bez sensu.
            Nawet przejście na stopę "kolezenską" odpada ze wzgl. na Twojego syna,który jest prawie równolatkiem pasierba.
            Studia w innym mieście wydają się być dobrym rozwiązaniem,żeby mógł sie nauczyć samodzielności i wyrwac od nadopiekuńczego ojca.

            Aha i jeszcze jedno...sytuacji dokładnie nie znam, ale nie dziw się,że jako piętnastolatek nie potrafił nawiązać z Toba realcji. Raz został porzucony, zauafanie komukolwiek to najtrudniejsza rzecz jaka przed nim stała/stoi. Nastałaś w momencie , w którym nie wiele dało się chyba zrobić, bo cynizm i brak epmatii był w nim silniejszy. Ojciec nie poradził sie wczesniej z tym problemem więc Młody sam z siebie rady tez nie dał.
            • lilith76 Re: Tobie ręce opadają... 11.09.06, 11:27
              Też sądzę podobnie.
              Z dziećmi jak z innymi ludźmi - działa chemia i czasami nie zaiskrzy. Jesteście różnymi typami człowieka, tylko los sprawił, że musicie mieszkać pod jednym dachem. Z tym dawaniem ciepła i przytulaniem, to ja się nie dziwię, mój brat jak skończył 10 lat jeżył się, warczał na mamę przy każdej próbie okazania ciepłego uczucia (bo to niemęskie?).
              Mam koleżankę, matkę nastolatka, która jest aktualnie na etapie "Nie cierpię go, nie mogę na niego patrzeć". Uczucie ma autentyczne, a przecież to matka rodzona.
    • bez44 Re: normalnie ręce opadają 12.09.06, 09:25
      znowu możecie powiedzieć, że się "czepiam" = kolejny "kwiatek", z którym nie
      mam pomysłu jak dac sobie radę, bo nie mam oparcia w mężu. Mąż uważa, że
      wystarczy sms 5 minut przed planowanym przyjściem do domu, że będzie jego syn
      póxniej - ja uważam, że to kpina z nas, bo o tej porze to on powinien być o
      mało co pod drzwiami ( nie mówię o jakiejśc sytuacji kryzysowej, tylko
      normalnym wyjsciu z domu. A wczoraj, a razcej dzisja w nocy przed 1, ja
      odebrała swój telefon i usłyszałam pasierba z pretensjami, że on dzwoni do domu
      na stacjonarny, na telefon ojca i nikt nie odbiera, a on chce iść spać do
      kolegi i czy może - o 1 miał być w domu. Według mojego NM wszystko ok, bo
      zawiadomił, a mnie mnormalnie szlag trafił. A poza tym to przestaje moeć dla
      mnei znaczenie, bo idę (jesli będzie lekarz) dzisiaj na biopsję piersi i
      strasznie się boję sad
      • lilith76 Re: normalnie ręce opadają 12.09.06, 10:01
        Macie po prostu inne podejście do pewnych spraw. Gdyby pasierb był twoim rodzonym dzieckiem, też by cię takie jego traktowanie sprawy irytowało i miłość macierzyńska nie miałaby tu nic do rzeczy. To mit, że rodzony nastolatek zawsze znajduje u matki zrozumienie i zawsze robi tak jak ona by chciała. Masz to szczęście, że twój syn jest dokładnie taki jak byś chciała, ale wierz mi mógł ci się trafić egzemplarz zbliżony do pasierba.
        Ja w młodości traktowanie czasu miałam podobne do twojego pasierba. Gorzej, gdy rodzice kazali mi zostać w domu, ja po prostu wychodziłam, a oni byli wsciekli i bezsilni (wiem, że nie byłam ok). Pomiędzy moim 13 a 18 rokiem życia toczyłam z matką regularną wojnę, a ojciec starał się stanąć niekiedy po mojej stronie. Pewnie gdybym była jej pasierbicą lub dzieckiem adoptowanym, to by mnie znienawidziła i wyrzuciła za dzrzwii, ale była krwią z jego krwii i tylko zachodziła w głowę w kogo ja się wdałam.
        • gosza26 Re: nie w temacie 12.09.06, 10:44
          bez biopsji sie nie bój, niepotrzebny stres. To nie boli a poza tym dopiero wyniki coś powiedzą. Głowa do góry!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka