Przyszłam wczoraj z pracy, zadowolona a w domu - cisza. NM ze swoim synem
byli oddać krew (potrzebna do operacji teściowej) i na zakupach.A poza tym
dzień jak co dzień. Zero reakcji, chęci rozmowy - jak zagadałm po obiedzie to
dowiedzialam się, że to JA mam zły humor. Prawdę mówiąc większej bzdury nie
słyszałam. Ale NM tak się zakręcił, że znalazł wytłumaczenie, dlaczego mam
zły humor - do tej pory nie rozumiem. No i w domu cały dzień martwa cisza.
Tzn. NM rozmawiał ze swoim synem, ale ze mną nie. Mam czasami tego dośc i
chętnie bym się nieraz wypisała. Ale jest mi bliski i dobry i kocham go. Ale
tak trudno jest czasami z nim