Dodaj do ulubionych

Nie obyło się bez wojny-a propos weekendowych rozt

24.11.08, 12:03
No i nie obyło się bez kłótni o Młodą w weekend. Najpierw w piątek wieczór, bo
umówiłam się na piwo z dawno niewidziana koleżanką, a na weekend przychodziła
Młoda (bo Młoda jest raz na dwa tygodnie, a ja się z koleżanką umawiam...).
Potem w sobotę, bo Młoda pojechała na resztę weekendu do babci, a ja zamiast
spędzić czas z mężem, tzn. jechać z nim po jakiś durny zderzak 100 km za
miasto wolałam zostać w domu, zająć się swoimi rzeczami, posprzątać, a potem
(kiedy wrócił i mieliśmy spędzić wieczór razem, bo niedzielę z Młodą u
dziadków), mój brat zapowiedział się, że przyjeżdża wcześniej niż miał
przyjechać. No i wojna - bo on zamiast spędzać czas z córką został żeby
spędzić go ze mną, a tu się okazuje, że nie będzie to tylko czas ze mną; że w
takim razie on się zbiera i jedzie do młodej do babci i zostaje tam na noc.
No wpierniczył mnie dwa razy tak, że szkoda gadać. Najpierw w ten piątek,
kiedy wygarnęłam mu, że mam już dosyć tego, że moje życie ma być
podporządkowane Młodej, że to nie on się dla mnie poświęcił, ale ja dla niego
wychodząc za niego za mąż, bo to nie on się musi do końca życia dzielić mną z
kimś innym i nie mieć co do tego wyboru, bo to nie on jest zawsze na tym
drugim miejscu, że swoim zmuszaniem mnie wywołuje tylko coraz większą moja
niechęć do Młodej (którą bardzo lubię tak naprawdę, ale nie mam ochoty żyć pod
jej dyktando). I myślałam, że pomogło, ale w sobotę się okazało, że jednak
nie. Więc jak sobie pojechał to mu napisałam (bo nie chciałam kłócić się w
obecności mojego brata), żeby nawet nie próbował przyjeżdżać po mnie w
niedzielę i zabierać mnie do teściów na obiadek i w ogóle, skoro tak postąpił
to niech wróci do domu dopiero po odwiezieniu Młodej do matki. No to chciał
wrócić na noc. No to mu napisałam, żeby się wypchał smile Potem mi napisał, że
musi Młodej rano zawieźć coś tam do badania, więc przyjedzie i żebym mu
obiecała, że spędzimy ten dzień tylko razem (tzn ja+on+młoda). Ja mu na to, że
to dla mnie nie oznacza razem, ale ja+on+młoda. I w ogóle, żeby ze mną nie
dyskutował, nie szantażował itd., bo skoro tak postąpił jak postąpił to po raz
kolejny pokazał mi swój stosunek do mniei nie ma o czym gadać i dobranoc,
miłej niedzieli.
I wiecie co. Siedzę sobie wczoraj rano przed telewizorkiem, kończę śniadanie i
słyszę zamek w drzwiach. Myślałam, że wpadł tylko na pięć minut, po drodze
między tymi badaniami a powrotem do rodziców, a on spędził większość dnia ze
mną - miło, spokojnie, tak kochająco. Pojechał dopiero po południu. Zaskoczył
mnie bardzo, że wybrał czas ze mną. Tego się nie spodziewałam i wcale nie
miałam tego na celu. I trochę mam z tego powodu wyrzuty sumienia. No nic, po
prostu cały następny będę chyba musiała im poświęcić. Czy nie?
Ehh, weekendowe rozterki smile
Obserwuj wątek
    • kicia031 Re: Nie obyło się bez wojny-a propos weekendowych 24.11.08, 12:59
      To jeszcze jeden dowod na to, ze mezczyna chce byc z kobieta, kiedy
      ta jest zajeta soba i swoimi sprawami,. Kiedy sie poswieca,
      dostosowuje, czeka na niego, to widzi fige, a nie zainteresowanie.
      • marusia1 Re: Nie obyło się bez wojny-a propos weekendowych 24.11.08, 19:42
        Taaak,faceci, gdy poczują się zagrożeni (patrz: kobieta rośnie w siłę), to na
        rzęsach staną, by się przypodobać. Porównanie niestosowne, ale nawet u
        przemocników raz na jakiś czas jest miesiąc miodowy...
        • sylvia_b Re: Nie obyło się bez wojny-a propos weekendowych 25.11.08, 12:01
          Eeee, no bez przesady big_grin
          • betti_domino Re: Nie obyło się bez wojny-a propos weekendowych 25.11.08, 15:39
            z tego wynika,że jak nie "popyszczysz" na niego od czasu do czasu,to
            sam z siebie znowu wróci do starych przyzwyczajeń-nie odpuszczaj
            teraz,niech powalczy o Ciebie(oni przeważnie to lubiąwink
    • szymon00 Re: Nie obyło się bez wojny-a propos weekendowych 25.11.08, 16:39
      hmmm...szczerze pisząc to dziwię się temu co opisujesz.

      Starym przysłowiem "widziały gały co brały" czyli tłumacząc na
      swojski język: wiedziałaś w jaką sytuację się pakujesz - to teraz
      potrafisz mężowi wyrzygać jak to Ty się dla Niego poświęcasz, gdyż
      musisz dzielić się nim z jego córką. To chyba trochę nie fer, co?
      Z drugiej strony czy będąc na jego miejscu, jak Ty być postępowała
      czy też nie chciałabyś jak najwięcej czasu z własnym dzieckiem
      spędzać? I czy chciałabyś aby Twój mąż miał wtedy więcej empatii dla
      tej sytuacji.

      3 lata temu jak pisałem, że młode i wolne panienki nie powinny
      łączyć się z dzieciatymi rozwodnikami - to wręcz próbowano mnie
      ukamieniować na tym forum. Ale z tego co piszesz w tym poście (bo
      nie znam całej Waszej sytuacji) to jak najbardziej mam słuszność.
      • nsc23 Re: Nie obyło się bez wojny-a propos weekendowych 25.11.08, 17:48
        jak pisałem, że młode i wolne panienki nie powinny
        > łączyć się z dzieciatymi rozwodnikami - to wręcz próbowano mnie
        > ukamieniować na tym forum. Ale z tego co piszesz w tym poście (bo
        > nie znam całej Waszej sytuacji) to jak najbardziej mam słuszność.

        Jedna jaskolka wiosny nie czyni... w przeciagu 3 lat znalazles jeden przyklad na
        potwierdzenie swojej teorii?
      • krowa_laciata Re: Nie obyło się bez wojny-a propos weekendowych 25.11.08, 18:54
        > Z drugiej strony czy będąc na jego miejscu, jak Ty być postępowała
        > czy też nie chciałabyś jak najwięcej czasu z własnym dzieckiem
        > spędzać? I czy chciałabyś aby Twój mąż miał wtedy więcej empatii
        dla
        > tej sytuacji.
        >
        > 3 lata temu jak pisałem, że młode i wolne panienki nie powinny
        > łączyć się z dzieciatymi rozwodnikami - to wręcz próbowano mnie
        > ukamieniować na tym forum. Ale z tego co piszesz w tym poście (bo
        > nie znam całej Waszej sytuacji) to jak najbardziej mam słuszność.

        Hmmm... młodą i wolną (w sensie bez doświadczeń i własnego
        przychówku) panienką nie byłam włażąc w związek z dzieciatym, a też
        bym się wkurzyła. Z własnym dzieckiem jak najbardziej chłop czas
        spędzać powinien, ale robić wyrzuty, że autorka woli wyjść z
        koleżanką???
        Szlag by mnie trafił gdyby M zmuszał mnie do tkwienia w domu bo jego
        syn przyjeżdża. To jego dziecko i on ma z nim spędzać czas nie ja.
        Podobnie jak ja nie uszczęśliwiałabym go towarzystwem moich dzieci
        gdyby akurat wolał spotkanie z dawno nie widzianym kolegą.
      • marusia1 Re: Nie obyło się bez wojny-a propos weekendowych 25.11.08, 21:07
        Chyba jest to rzadka sytuacja, gdy młode panienki wiążą się z dzieciatymi
        rozwodnikami. One mają więcej rozumu. Albo egoizmu.
      • sylvia_b Re: Nie obyło się bez wojny-a propos weekendowych 26.11.08, 10:15
        Boszzeeee, jakiś Ty mądry... Prawie jak mój mąż...
        Przede wszystkim nie jestem i nie byłam młodą "panienką" wiążąc się z moim
        mężem, ale dorosłą kobietą z niemałym bagażem doświadczeń. I wypraszam sobie
        takie teksty.
        Sorry, wkurzyłam się.
        Potrafię mu wyrzygać (jak to ładnie napisałeś) jak się dla niego poświęcam w
        sytuacji, kiedy on widzi tylko siebie i swoje potrzeby i zarzuca mi, że nie
        szanuję jego i jego dziecka, co doprowadza mnie do szewskiej pasji, bo jest
        zupełnie odwrotnie.
        Widziały gały co brały i widziały, że facet ma dziecko, które bardzo kocha i
        poświęca mu czas. I te gały widziały to jako duży plus na rzecz tego faceta i na
        rzecz ewentualnej przyszłej rodziny. A nie jako aspekt, któremu będą musiały
        podporządkować wszystkie swoje zainteresowania, pragnienia, upodobania,
        przyzwyczajenia.
        Przykro mi to napisać, ale swojemu dziecku byłabym w stanie poświęcić wszystkie
        swoje dotychczasowe przyzwyczajenia czy odwołać wizytę mojego brata. Ale
        dziecku, które tak naprawdę nie jest dla mnie nikim bliskim (bo fakt, że jest
        dzieckiem mojego męża nie powoduje z automatu, że mam je kochać jak swoje) i
        widuję je raz na dwa tygodnie nie muszę wszystkiego poświęcać. Od tego ma ono
        swoich rodziców. I mój mąż - uważam - nie ma prawa wymagać ode mnie siedzenia w
        domu i grania w karty z jego córką bite dwa dni tylko dlatego, że właśnie wypada
        ten jego weekend, a on sam nie umie pogodzić faktu, że ma córke i żonę, która
        nie jest jej matką.
    • 333a13 Re: Nie obyło się bez wojny-a propos weekendowych 25.11.08, 21:36
      Myślę, że podobnie jak Sylwia broniłabym swojego terytorum...
      aczkolwiek staram się by nigdy nie dochodziło do sytuacji gdy mój NM
      musi wybierać między Młodym a mną. Zawsze gdy chodzi o czas z
      dzieckiem to swoje zachcianki typu romantyczne sam na sam chowam do
      kieszeni, bo potrzeby dziecka w tym zakresie są dla mnie
      najważniejsze. Z drugiej strony wiem, że faceci (zarówno NM czy też
      mój rodzony ojciec) zrobi wszystko dla swojej kobiety, nawet kosztem
      dzieci... Dlatego też staram się nigdy nie wykorzystywać tej wydaje
      mi się poniekąd okropnej cechy męskiej. Poza tym jaka to satysfakcja
      z czasu sam na sam jeśli ma się świadomość, że jest on ukradziony
      dziecku i że partner mimo fizycznej obecności jest gdzieś indziej...
      Nie są to łatwe sprawy i trudno w takich sytuacjach
      poniekąd "odrzucenia" sobie z nimi poradzić... Ale jeśli dla nas to
      takie trudne, to jak sobie ma z tym radzić dziecko???
      • sylvia_b Re: Nie obyło się bez wojny-a propos weekendowych 26.11.08, 10:20
        Broń Panie Boże nigdy nie kazałam mu wybierać. I nawet by mi to do głowy nie
        przyszło, bo dzieci i ich emocje są dla mnie niezwykle w życiu ważne. Może źle
        zrozumiałaś, co napisałam. Dla mnie czas, który on spędza z dzieckiem to
        świętość. Ale na miłość boską, niech on mnie nie zmusza, żebym spędzała ten czas
        wyłącznie z nimi razem!!!
        • kopina77 Re: do Szymona 26.11.08, 14:10
          Aż się prosisz żeby Ci po 3 latach znowu zrobić lincz...
          Byłam młodą panienką, która się zakochała z wzajemnością w żonatym
          facecie i popieram sylwię...
          Pomimo, że widziały gały co brały...uważam że dzieciom krzywda się
          nie stanie jeżeli ich tatuś od czasu do czasu postawi swoją
          partnerkę życiową na pierwszym miejscu i poświęci jej trochę czasu.I
          nie mówię tego jako wredna macocha, ale jako matka własnego dziecka
          które chętnie zostawiłabym aby pójść na randkę z mężem.Widocznie
          jestem też wredną matką...
          Niestety mój małżonek uważa że najcudowniejsze chwilą są wtedy gdy
          spędzamy je w pięcioro...I do tego jestem wredną żoną...
          • sylvia_b Re: do Szymona 26.11.08, 15:06
            Dla niego na pewno są najcudowniejsze, bo spędza je z wszystkimi swoimi
            "miłościami" w jednym czasie i niczego/a właściwie nikogo/ mu do pełni szczęścia
            nie brakuje. I nie dociera do niego, że nasze uczucia i odczucia mogą się trochę
            różnić. U mnie w rodzince jest dokładnie tak samo wink
          • kicia031 kopina 26.11.08, 15:24
            Wiesz, ja tez mam problem z przekonaniem chlopa, ze mozna zostawic
            spiacego 3.5 latka (nigdy sie nie budzi przynajmniej do 4 rano) z 16
            latkiem w domu i wyjsc do kina na 2 godziny - kino 5 minut
            samochodem od domu.

            Choc powoli swiadomosc ta zaczyna sie przebijac do glowy...
            • liz-beauty kiciu 26.11.08, 16:23
              Ciesze sie, ze to napisalas! Myslalam, ze to tylko ja i inne wstretne macochy
              chcemy czasami gdzies bez tych dzieciorow pojsc. U nas czwarty Sylwester z
              Mlodym. W sumie na poprzednich bawilam sie dobrze, ale chyba czas zrobic co
              innego niz do polnocy grac w scrabble i polewac piccolo? Niesmialo
              zaproponowalam, ze moze Mlody w tym roku zostanie u mamy i odbierzemy go po
              Nowym Roku - nie ma takiej mozliwosci, mama nie chce. No coz, nie to nie. Jak
              bedzie snieg, to pojezdzimy na nartach, a pozniej pogramy w scrabble... wink
              • marusia1 Re: kiciu 26.11.08, 19:53
                Ja jak wymogłam 7 dni (na 2 lata) tylko dla nas (Młody - 12 lat - był u dziadków
                po zaliczonej wizycie u matki), to miałam 7 dni awantury, że biedne dziecko tam
                na nas czeka, a my tu sami, a on też tu jeszcze nie był, itd., tp.
                • liz-beauty Re: kiciu 26.11.08, 22:01
                  Moze my wszystkie mamy jednego partnera? wink My w tym roku bylismy chyba cztery
                  czy piec dni sami na wakacjach, tez pierwszy raz, Mlody w tym samym czasie na
                  kolonii. Codziennie telefon do dzieciecia. Powrot (ok 700km) dopasowany do dnia
                  jego powrotu, choc oczywiscie ktos inny tez mogl go odebrac. No, ale jak
                  ostatnio w rozmowie o slubie padlo haslo, ze w jakims tam czasie Mlody pewnie
                  pojedzie na oboz i w zwiazku z tym cos tam, to zrobilam awanture, ze nie bede
                  dopasowywac daty slubu do kolonii Mlodego, tylko niech on dopasuje date jego
                  wyjazdu do naszych spraw. Na razie pomoglo. Chyba. wink
                  • 13monique_n Re: kiciu 26.11.08, 22:29
                    Chyba jakiś cud mi się pod tym wzgledem trafił smile Bez szczególnego proszenia
                    oboje "porzucamy" najukochańsze potomstwo (po 2 sztuki na głowę, odrośniete
                    generalnie 6, 10, 13 i 15 lat, moi starsi NM młodsze) w celu wyrwania się na
                    randkę, czy wypad tylko we dwoje. Kochamy dzieci, dbamy o nie. Ale dbamy też o
                    siebie nawzajem, nasz czas na na bycie tylko razem, w którym odnajdujemy siły by
                    byc z nieznośną chwilami grupką ukochanych bachorków wraz z psem, chomikami,
                    żółwiem i myszką (ufffffff).
                    na sylwestra wybieramy się bez dzieci, To tylko dwa dni. Za chwilę będą ferie i
                    wspólny wyjazd na narty, ktore zresztą planujemy już w każdy nadchodzący
                    weekend, bo śnieg sypie big_grin
                    • liz-beauty Re: kiciu 27.11.08, 18:11
                      Monique, rozumiem, ze Twoje pasierbice sa na codzien ze swoja mama, wiec jak
                      wyjezdzacie, to one po prostu z nia wtedy sa. A co robisz ze swoimi dziecmi?
                      Wysylasz do Exa? Zostawiasz pod opieka dziadkow? Bo u nas z tym za kazdym razem
                      problem - dziadkowie nie bardzo juz moga pomoc. Z mama nie zawsze mozna sie
                      dogadac. Wezmy ferie - ja mam wolne, teoretycznie moglibysmy pojechac na narty
                      we dwoje, ale ferie nie pokrywaja sie w naszych wojewodztwach i jesli siostra
                      mlodego chodzi do szkoly, to ich mama nie bierze urlopu, Mlody musialby siedziec
                      sam w domu. Nie wchodzi w gre. Weekendy, jak do niej jedzie - my go wozimy, wiec
                      tez nie pojedziemy nigdzie razem, no chyba, ze po niego... Albo w sobote
                      wyrwiemy sie do kina, bo tak normalnie, to tez nie bardzo, trudno go zostawic
                      wieczorem w domu samego. Ja naprawde podziwiam wszystkich samotnych rodzicow,
                      jak sie jest samemu z dzieckiem, to nie ma sie zycia.
                      • marusia1 Re: kiciu 27.11.08, 20:43
                        >liz-beauty napisała:
                        Ja naprawde podziwiam wszystkich samotnych rodzicow,jak sie jest samemu z
                        dzieckiem, to nie ma sie zycia.

                        Myslę, że jak się jest samemu, t zawsze można sobie jakoś zas zaplanować i
                        poprosić kogoś bliskiego o pomoc. A jak powiedziała moja ciotka: Marusia, jak są
                        moje dzieci, twoje dzieci i nasze dzieci, to zawsze są problemy. (Za dużo osób
                        ma wpływ na życie, albo nasze życie (plany) trzeba podporządkować pod exie, exy
                        i inne osoby.
                        • liz-beauty marusiu 27.11.08, 21:03
                          Moj partner byl sam, na poczatku z bardzo malym dzieckiem. Zatrudnial opiekunke
                          (do dzis jest obecna w zyciu obydwu panow jako taka przyszywana babcia i nadal
                          czasami korzystaja z jej pomocy). No ale ona tez nie chce siedziec wieczorami,
                          ani w weekendy, ani w wakacje. Faktycznie, on sie nauczyl tak planowac, ze
                          wszystko chodzi jak w szwajcarskim zegarku. Fakt, nie testowalismy jak bedzie
                          "chodzilo" jak juz bedziemy rodzina... No i na razie jest tylko to jedno
                          dziecko, jego, naszych nie ma.
                          • marusia1 Re: marusiu 27.11.08, 21:21
                            No i pewnie nie ma eksiary, od której widzimisię zależy wiele rzeczy...
                            • sylvia_b Re: marusiu 28.11.08, 09:57
                              Oj taaaak.
                              Mój mąż sie bardziej liczy z fanaberiami swojej byłej zony niz moim zdaniem.
                              Dlaczego? "Dla świętego spokoju. Bo jak się z nia pokłócę, to mi dziecka nie
                              da." I tym argumentem podporządkowuje całe nasze życie jakiejś babie, której ja
                              nawet nie znam sad
                          • nsc23 Re: marusiu 27.11.08, 21:38
                            Ex mojego W jest sama (z tego co nam wiadomo) i musze powiedziec, ze ja kobiete
                            podziwiam. W tym momencie nie pracuje, ale jak pracowala, to na pelen etat i sie
                            zorganizowaly z kolezanka, ze jedna pracowala na jedna zmiane, druga na druga, w
                            miedzyczasie pilnowaly nawzajem swoich dzieci. Przez pierwsze kilka miesiecy
                            zycia mlodej moj W mieszkal z nimi, mimo ze nie byli para i je utrzymywal i
                            jakos tam przy malej pomagal. Teraz mieszkaja od siebie prawie 100km i eks jest
                            praktycznie calkiem sama, bo przeniosla sie do nowego miasta. Prawda, mala
                            chodzi do przedszkola, ale tak czy siak jestem pelna podziwu dla niej, ze daje
                            rade - dlatego uwazam, ze jezeli eks zapiernicza przy malej caly tydzien sama,
                            to minimum przyzwoitosci nakazywaloby brac mala co najmniej na dwa dni w
                            tygodniu i tak W sie stara robic.
                            • liz-beauty Re: marusiu 27.11.08, 22:19
                              Ja "nasza" tez podziwiam! Sama z dwojgiem dzieci. Ma nieraz "odpaly", ale radzi
                              sobie, a przy tym jest to ciekawa, inteligetna kobieta. Od jej widzimisie
                              rzeczywiscie niewiele zalezy...
                              • nsc23 Re: marusiu 27.11.08, 23:10
                                'Nasza' na poczatku tez bywala 'dziwna', ale teraz jak sobie o tym mysle, to w
                                sumie mi jej zal. Dluga historia, z niezbyt wesolym poczatkiem i srodkiem, mam
                                nadzieje, ze koniec bedzie lepszy i kobieta sobie ulozy zycie. Na razie chyba
                                przyzwyczaila sie do mysli o mnie i nawet ostatnio mowila W, ze mala sie za mna
                                stesknila i moze by ja zabral na dluzej. Bardzo sie z tego powodu ciesze, mam
                                nadzieje, ze ktoregos pieknego dnia to wszystko nie pierdyknie wink
                      • 13monique_n Re: kiciu 27.11.08, 21:23
                        Tak, Liz. Dziewczynki są ze swoją mamą. Mieszkamy jednak w tym samym mieście i
                        zwyczajnie często jesteśmy razem. Ostatnio na przykład całą chmarą jeździmy na
                        mecze siatkówki kobiecej smile
                        Mój Ex mieszka w cholerę daleko (Warszawa, a my Wrocław) i w dodatku należy do
                        ojców niemal bezkontaktowych (raz w miesiącu to maks w ciągu ostatniego ponad
                        roku).
                        Zatem, kiedy się wyrywamy dzieciom, to mam kilka opcji:
                        - koleżanka, która lubi moje dzieciaki z wzajemnością (i oni jej słuchają i
                        szanują, to ważne, bo mają 13 i 15 lat, wiec wiek najdurniejszy) - to w ciągu
                        tygodnia, kiedy chodzą do szkoły
                        - mój wujek i ciocia, w weekendy, małe miasteczko w pobliżu Wrocławia.

                        Nie mam możliwości skorzystania z pomocy bliższej rodziny, bo moja rodzina
                        mieszka w Montrealu.
                        Teściów, drugich dziadków, wykluczają głównie dzieci całkowicie. Głownie ze
                        względu na dziadka, który jest skończonym, bardzo agresywnym despotą, z cechami
                        przemocowca. Znam te jego cechy z autopsji, więc po jednej nieudanej próbie
                        pozostawienia ich tam na 6 dni, nie powtórzę wiecej tego błędu.
                        Generalnie, jak byłam "samotnym rodzicem" to korzystałam często z baby-sitterek
                        sąsiadek, ewentualnie moich koleżanek. Kiedy weszłam w związek, w przypadku
                        krótkich wypadów "randkowych do knajpy, to zwyczajnie moje dzieci zostają same w
                        domu. Jest ich dwoje i jak widać, teraz już są duzi.
                        Rozumiem te trudnośc u Was, bo raz, że Młody ma dopiero 11 lat (ale naprawdę
                        zaufana sąsiadka-nastolatka chetnie popilnuje takiego dzieciaka), a dwa, że jest
                        jedynakiem, tzn. sam siedzi. Pewnie nie miałabym sumienia zostawiać dziecka samego.
                        Wiesz, ja nie rozumiem jeszcze jednej rzeczy - rozdzielania rodzeństwa. Nie
                        pojme takich decyzji, bo mam siostrę i brata, i nie wyobrażam sobie rozdzielenia
                        z nimi w dzieciństwie. Wystarczy, że teraz są cholernie daleko.

                        Przepraszam, za chaotyczną nieco formę odpowiedzi, w razie potrzeby służę
                        opisami bardziej szczegółowymi. Generalnie czasem musimy się nieźle
                        zorganizować, ale warto i oboje się staramy. Bo czas tylko we dwoje stanowi
                        naszą wspólną wartość i radość. A dzieciom to też wychodzi na korzyść
                        • 13monique_n to wyżej jest do liz, ofc. t/n 27.11.08, 21:27
                          • liz-beauty rodzenstwo 27.11.08, 21:46
                            Monique, to rodzenstwo jest przyrodnie (nie mam na mysli nic takiego, ze to
                            gorszy rodzaj rodzenstwa). Mlodszy urodzil sie jakies piec lat po rozwodzie
                            mojego partnera z jego pierwsza zona. Dziewczynka jest starsza, ale nie jest
                            jego corka, tylko corka Ex z jej poprzedniego zwiazku. Ex wyprowadzila sie z
                            coreczka, synka zostawila. M do tej pory to przezywa (strate tej dziewczynki, bo
                            to jest naprawde bardzo wartosciowe dziecko). Czasami tez ja gdzies zabieramy,
                            jak jedziemy w fajne miejsce, ona nam w pewien sposob pomaga, bo oni wtedy sa
                            tak soba pochlonieci, ze mamy duzo swietego spokoju. wink
                            • 13monique_n Re: rodzenstwo 27.11.08, 22:19
                              Liz, no właśnie - sama zauważyłaś. dzieci w ilości dwóch i więcej same się sobą
                              zajmują big_grin
                              Współczuję Twemu mężowi. I współczuję tym dzieciakom, a zwłaszcza dziewczynce.
                              Straciła najpierw ojca, potem życzliwego ojczyma i brata. A brat najzupełniej
                              "własny".
                              smile Nie wiem, co mądrego Ci napisać. Chyba to, że lepiej rozumiem Twojego męża.
                              Ale tym bardziej bym zachęcała do skaptowania nastolatki jakiejś, blisko
                              mieszkającej. To dobry pomysł. Zresztą, stosowałam go tez jeszcze w małżeństwie,
                              jak dzieci były małe, a jakieś wyjście było wink
                              • liz-beauty Re: rodzenstwo 27.11.08, 22:46
                                Trzeba bedzie sie rozejrzec. Niestety, w ich bloku mieszkaja glownie starsi
                                ludzie, ostatnio wprowadzilo sie pare rodzinek z malymi dziecmi. Nastolatek
                                jakos brak. Ale pomysl to jakis jest, dzieki! Ja sie kompletnie na tych sprawach
                                nie znam - mieszkam na wsi, na poludniu Polski, tu rodzina raczej trzyma sie
                                razem. Nie wiemy co to opiekunki do dzieciwink
                                • 13monique_n Re: rodzenstwo 28.11.08, 23:52
                                  Liz, jak się zrobiłam na głupka i znalazłam tysiące km od mojej rodziny, ma
                                  której pełne wsparcie mogłam liczyć (dobrze, że wujka z powrotem przywiało i w
                                  sumie niedaleko mieszka), to się nauczyłam współpracy szukać wśród życzliwych
                                  obcych - w różnym wieku.

                                  Na marginesie - z tymi nastolatkami to powinnam też przestrzec Cię - jedna z
                                  nich (z tych, które się zajmowały moimi dziecmi), tak skutecznie się nimi
                                  zajęła, że obecnie zajmuje się moim eks małżonkiem. I gdyby nie fakt, że to
                                  nieco tandetą wieje, to w sumie powinnam lasce podziękować, bo per saldo to moje
                                  życie uległo bardzo pozytywnej zmianie.

                                  Trzymam kciuki za wypracowanie sposobu. I za przekonanie chłopa, że czas, jaki
                                  dacie sobie obydwoje, to jest Wasz kapitał smile
                  • sylvia_b Re: kiciu 27.11.08, 10:56
                    A my wcale nie byliśmy na wakacjach.
                    Bo ja postawiłam na swoim, ale to stawianie na swoim oznaczało siedzenie w domu.
                    Bo mój jeszcze wtedy nie mąż oznajmił mi, że pojedziemy do Chorwacji. Nasze
                    pierwsze wspólne wakacje. Wspólny wyjazd w ogóle, bo wcześniej nigdy nigdzie
                    razem nie byliśmy. Cud miód i malina. Tyle, że wczesniej umówił sie juz z
                    kumplem i jego rodziną, że jedziemy razem, pozostawiając mi wybór "jedziemy albo
                    nie". No to dobra, to jedziemy, no cóż. Może i nie byłam najszczęśliwsza, ale
                    ok. Tyle, że po kilku dniach przy okazji jakiejś głupiej i przypadkowej rozmowy
                    wyszło, że nie możemy zabrac rowerów do Chorwacji, bo trzy rowery nam sie do
                    auta nie zmieszczą. Ja się pytam
                    - Jakie trzy?!?!
                    - No mój, twoj i młodej...
                    No to wpadłam w taka furię, że skończyło się tym, że kolega pojechał do Turcji a
                    my do d... Nasz pierwszy jakikolwiek wspólny wyjazd gdziekolwiek, a już z
                    towarzystwem, o którym dowiedziałam się przypadkiem, bo nie raczył mnie
                    poinformować o swoich planach. Równie dobrze - gdyby nie przypadkowa rozmowa o
                    rowerach - mogłam się dowiedzieć w dzień wyjazdu uncertain
                    • kopina77 Re: wredne macoszki ;) 27.11.08, 12:57
                      Dzieci są cudem, to nie ulega wątpliwości.Powinniśmy spędzać z nimi
                      jak najwięcej czasu, ale dzieci powinny też wiedzieć że oprócz faktu
                      że jesteśmy rodzicami to również parą, która szaleje za sobą i chce
                      również z sobą spędzać czas.Tak jak napisałam wcześniej mój mąż tego
                      nie rozumiał, ale ogólnie on taki jakiś oporny więc powolutku,
                      powolutku dochdzi do wniosku ,że aby na starość dostał kubek herbaty
                      i okład z silikonowych piersi(bo niestety upływ czasu...)to musi
                      teraz dbać o nasz związek, bo jak dzieci wybędą z domu to ja razem z
                      nimi, bo nie będę miała z nim żadnych wspólnych tematów.
                      Ps.Na podróż poślubną pojechaliśmy do mojej siostry z dziećmi, bo
                      moja teściowa tylko pilnuje dzieci swojej siostry(młódzi muszą
                      odpocząć i zrelaksować się), a sierotki nie mogą przecież zostać
                      same bez tatusia(9 i 13 lat).Więc mój małżonek ma dziesięc lat na
                      zaległą podróż poślubną(co najmniej 2 tyg.)Przyjął do wiadomości i
                      myśli...
                      Poza tym ostatnio wypięłam się i na urlop nie pojechałam, bo jak
                      zwykle wygląda to tak .wszystko na mojej gfłówie a mąż
                      odpoczywa.Pojechał sam z dzieciakami i po powrocie
                      oświadczył...Kochanie na urlop to ja najchętniej bym pojechał sam z
                      Tobą, bez dzieci.Hm...
                      • kopina77 Re: wredne macoszki ;) 27.11.08, 13:00
                        Oczywiście chodziło mi że teściowa pilnuje dzieci swojej córki...to
                        te emocje.I żeby było śmieszniej to moja śzwagierka(córcia teściowej
                        właśnie) wracając z tego cudownego urlopu bez dzieci
                        oświadczyła.Było cudownie i wiesz tyle atrakcji dla dzieci, możecie
                        śmiało jechać całą rodziną...Bez komentarza...
                        • kopina77 Re: ;) 27.11.08, 13:40
                          Oprócz tego że wredna jestem to też refleksyjna i często się
                          zastanawiałam z czego wynika że im się nie chce być z nami sam na
                          sam.Miłość do dzieci...chyba raczej świetna wymówka że im się po
                          prostu nie chce.Wzieliśmy ich z dobrodziejstwem inwentarza więc o co
                          chodzi...///Poza tym już wyrośli z randek...i są zbyt leniwi żeby
                          ruszyć tyłek sprzed telewizora albo komputera.
                          Nie wiem jak u Was ale mój Ślubny mało czasu spędza z dziećmi więc
                          ma takie dwa w jednym...dzieci, ja i jest
                          szczęśliwy...Powtarzam...ON JEST SZCZĘŚLIWY...a przecież wiadomo,że
                          szczęśliwy mąż to szczęśliwa żona...Ale to nie moja bajka i dlatego
                          narasta konflikt.
                          Pozdrawiam.
                          • zabelina Re: ;) 27.11.08, 14:02
                            hej dziewczyny,
                            a jak było z wyjazdami na początku Waszych znajmości? w okresie tzw.
                            starania się o względy?
                            • liz-beauty Re: ;) 27.11.08, 15:35
                              No, musze uczciwie przyznac, ze nawet na pierwszej randce (spacer) bylismy z
                              Mlodym i moj mi powiedzial, ze on wszedzie z Malym, bo inaczej nie moze. Druga
                              randka byla wieczorem i wtedy pomogla mu siostra, ale czesciej nie moze, sama ma
                              trudniejsza sytuacje niz my, no i dziadkowie tez pomagaja glownie corce w opiece
                              nad wnukami. Moi rodzice - bardzo chetnie przygarniaja Mlodego jak chcemy pojsc
                              do kina czy do teatru, ale przeciez nie moge ich wykorzystac do calotygodniowej
                              opieki wakacyjnej (pewnie by sie zgodzili, gdybym tylko poprosila, ale uwazam,
                              ze od tego ma dziecko oboje rodzicow, by sie nim opiekowali, na zmiane). Moj na
                              szczescie juz powolutku rozumie, ze musimy tez dbac o siebie jako pare, ze nie
                              tylko liczy sie fun dla dziecka, ale z pierwszych wakacji omal nie wrocilam
                              sama, pociagiem... Pozniej tez odpuscilam jeden ich wspolny wyjazd i tak
                              zatesknil, ze w tym roku udalo sie cos zorganizowac, tylko dla nas. wink
                              • sylvia_b Re: ;) 27.11.08, 16:25
                                Wyjazdów nie było. Tylko we dwoje wcale, ewentualnie z moimi znajomymi ze dwa
                                razy. Weekendy/ święta itd mój ówczesny facet/narzeczony spędzał z córką u
                                swoich rodziców.
                        • liz-beauty Re: wredne macoszki ;) 28.11.08, 07:49
                          Skoro tak, dlaczego oni nie pojechali cala rodzina? Moze jeszcze nie wiedzieli o
                          tych atrakcjach? winkI tak Ci zazdroszcze Kopi, mnie sie wydaje (podkreslam:
                          wydaje), ze jak bedzie nasze dziecko, to nie bedzie mi przeszkadzala ta
                          rodzinnosc wyjazdow, ze bedzie to naturalne, ze dzieci na pierwszym miejscu, ze
                          wata cukrowa, gofry i inne badziewia mniej mnie beda draznic. A romantyczny
                          spacer tylko we dwoje po prostu bedzie poza zasiegiem. Tylko jedno mnie martwi -
                          Mlody rosnie, niedlugo przestanie byc dzieckiem. Jak pogodzic atrakcje dla
                          maluchow z atrakcjami dla nastolatkow i doroslych? Najbardziej bym nie chciala
                          rozbicia rodziny na dwa obozy: ja + maluch, M + Mlody.
                          • 333a13 Re: wredne macoszki ;) 28.11.08, 08:47
                            Dlaczego trzeba dzielić rodzinę??? Rodzina już z nazwy powinna być
                            niepodzielna i patrząc na "pełne" rodziny można zauważyć, że każdy
                            domownik się do siebie dopasowuje pod wieloma względami. Dlaczego
                            tak się dzieje? Bo każdy każdego kocha... Więc myślę, że ten wzorzec
                            powinien być również wprowadzany do rodzin patchworkowych... Jest to
                            o tyle trudne, że musimy się "dopasować" do osoby, którą
                            niekoniecznie kochamy, i dostosowywanie się do osoby "obcej" nie
                            jest prostą sprawą.
                            • sylvia_b Re: wredne macoszki ;) 28.11.08, 10:01
                              Jak juz będziemy mieli własne dziecko to jest to dla mnie naturalne, że wyjazdy
                              będą z dziećmi. Wszystkimi. Może czasem uda nam się gdzies wyrwać i podrzucić
                              dziecko/ci do dziadków. Ale na razie chciałabym jeszcze cieszyć się byciem tylko
                              we dwoje. On taki okres miał - ze swoją pierwszą żoną. Dlaczego ma odbierać mi
                              prawo do przeżywania tego samego?
                              • chalsia Re: wredne macoszki ;) 28.11.08, 10:05
                                > we dwoje. On taki okres miał - ze swoją pierwszą żoną. Dlaczego
                                ma odbierać mi
                                > prawo do przeżywania tego samego?

                                to proste - bo sytuacja jest inna. Wtedy nie miał dzieci. A teraz
                                ma.
                                • marusia1 Re: wredne macoszki ;) 28.11.08, 12:51
                                  Przecież w rodzinach, gdzie są biologiczni (czy adopcyjni) rodzice z dziećmi,
                                  oddaje się dieci "na przechowanie", żeby wyjechać tylko we dwoje. I jest to
                                  naturane. Dlaczeo, my, niby macochy mamy być pozbawione podrży poślubnych, nocy
                                  poślubnych, impera rocznicowych, itp.?
                                  • babe007 Re: wredne macoszki ;) 28.11.08, 13:14
                                    marusia1 napisała:

                                    > Przecież w rodzinach, gdzie są biologiczni (czy adopcyjni) rodzice
                                    z dziećmi,
                                    > oddaje się dieci "na przechowanie", żeby wyjechać tylko we dwoje.
                                    I jest to
                                    > naturane. Dlaczeo, my, niby macochy mamy być pozbawione podrży
                                    poślubnych, nocy
                                    > poślubnych, impera rocznicowych, itp.?

                                    Byłam częścią pełnej rodziny z dziećmi przez ładnych parę lat. NIGDY
                                    nie wyjechaliśmy na wakacje (czy weekend) bez dzieci. Nie mogłabym
                                    dobrze sie bawić wiedząc, że moje dzieci są w tym czasie "na
                                    przechowaniu". Teraz też nie wyobrażm sobie sytuacji kiedy miałabym
                                    zafundować sobie fajny wyjazd np. "w tropiki" a dzieciaki w tym
                                    czasie wysłac do ojca (czy na kolonie nad polskie morze). No ale
                                    ludzie różni są...
                                    • marusia1 Re: wredne macoszki ;) 28.11.08, 23:20
                                      Przecież nie chodzi o notoryczne wyjeżdżanie bez dzieci (swoich, pasierbów), ale
                                      o wielkie okazje. Uważam, że wyjazd z rodzicami jak najbardziej jest wskazany,
                                      ale nastolatkom potrzebna jest samodzielność i nie zawsze chcą jeździć ze
                                      starymi. Młody był w tym roku na dwóch obozach (bardzo zadowolony!), a my
                                      pracowaliśmy - nie dostaliśmy urlopu w wakacje. Dotychczasowe wspólne wyjazdy
                                      Młody zepsuł nam (i sobie), narobił nam wstydu swoim zachowaniem (m.in. ukradł
                                      pieniądze mojemu chrześniakowi), a najgorzej wspomiam nasz urlop połączony ze
                                      ślubem. Dzień ślubu był dla mnie jednym z najorszych dni w życiu. Czy nie
                                      powinien być szczśliwy?
                                      Jeśli Młody chce wyjeżdżać na obozy, to dlaczego ja nie mogę jechać na urlop
                                      tylko z jego ojcem? Tym bardziej, że jak się okazuje wspólne wyjazdy nie
                                      wychodzą. I nasze rocznice, jak się okazało, niekoniecznie są i dla Modego
                                      powodem do świętowania. Jedną z moich koleżanek mąż zabrał w 10 rocznicę ślubu
                                      na kilka dni do Rzymu. Było to wielką tajemnicą (wiedziała babcia - musiała, o
                                      przyjechała do wnuków i córka - tata ją wtajemniczył, mała - 9 lat- doradzała).
                                      Synkowi tęskniło się za rodzicami, a córka stwierdziła, że jak będzie miała
                                      męża, to też tak by chciała. Teraz obmyśla z tatą (córeczka tatusia)
                                      niespoziankę dla mamy na 15 rocznicę ślubu. I ja też bym tak chciała. Dlaczego nie?
                                  • chalsia Re: wredne macoszki ;) 28.11.08, 13:41
                                    marusia1 napisała:

                                    > Przecież w rodzinach, gdzie są biologiczni (czy adopcyjni)
                                    rodzice z dziećmi,
                                    > oddaje się dieci "na przechowanie", żeby wyjechać tylko we dwoje.
                                    I jest to
                                    > naturane.

                                    widzisz, są różne modele. Dla Ciebie taki model jest naturalny a
                                    dla innych taki, który opisała Babe.
                                    Moi rodzice nigdy nie dali mnie na "przechowanie" żeby wyjechać
                                    gdzieś we dwoje. Owszem, bywałam na "przechowaniu" w sensie
                                    spędzania częsci wakacji u krewnych, bo rodzice pracując nie byli
                                    mi w stanie zapewnić opieki. I jak jużmieli urlop to jechali ze
                                    mną. Im by było ZAL spędzić choć częśc urlopu bez dziecka.
                                    • kicia031 U mnie bylo podobnie jak u chalsi i babe 28.11.08, 14:42
                                      Rodzice prosili o opieke dziadkow ze wzgledu na moje dobro a nie ze
                                      wzgledu na potrzebe robienia sobie frajdy. taki model jest mi
                                      najblizszy.
                                      • babe007 Re: U mnie bylo podobnie jak u chalsi i babe 28.11.08, 14:49
                                        Dodam, że pamiętam z dzieciństwa jak moja mama wybrała się do
                                        Bułgarii na 2 tygodnie ze znajomymi a mnie zostawiła u dziadków.
                                        Było mi tak przykro, że pamiętam to uczucie do dzisiaj... (co
                                        zapewne ma wpływ na fakt, że swoim dziecim tego bym nie zrobiła).
                                        • 333a13 Re: U mnie bylo podobnie jak u chalsi i babe 28.11.08, 20:39
                                          wydaje mi się, że należy rozróżnić tutaj 2 sytuacje... 1 to taka gdy
                                          jest się całodobówką, a druga gdy dzieci z ojcem spędzają tylko
                                          kilka dni raz na jakiś czas... W drugiej sytuacji nie ma się co
                                          dziwić "misiaczkowi", że mieszkając na co dzień z kobietą chce
                                          poświęcić trochę wolnego czasu dzieciom. Rozumiem negatywne uczucia
                                          dziewczyn, które muszą się podporządkować rytmowi życia exi i
                                          dojeżdżających dzieci (jestem jedną z nich i wcale nie jest mi
                                          łatwo)... ale ... jak się czują dzieci, które rzadko widzą ojca a w
                                          tych nielicznych chwilach ojciec wybiera wyjazd z panią, którą ma na
                                          co dzień... jeśli nie potraficie się wczuć w rolę dzieci to
                                          pomyślcie sobie co czujecie gdy mając na co dzień swojego męszczyznę
                                          tęsknicie do małego sam na sam... z takimi uczuciami trudno sobie
                                          poradzić, mimo że się je rozumie i wie skąd się biorą... jeśli nam
                                          dorosłym trudno, to jak sobie mają radzić z tym dzieci???
                                          • sylvia_b Re: U mnie bylo podobnie jak u chalsi i babe 01.12.08, 10:47
                                            jak się czują dzieci, które rzadko widzą ojca a w
                                            > tych nielicznych chwilach ojciec wybiera wyjazd z panią, którą ma na
                                            > co dzień...

                                            Nie. Niech ojciec nie wybiera wyjazdu z pania, kiedy ma czas dla dziecka, ale
                                            niech nie zmusza pani do spedzania z nimi czasu, kiedy ona ma ochote robic wtedy
                                            cos innego. Natomiast niech ten ojciec pojedzie z pania na romantyczna wycieczke
                                            we dwoje wtedy, kiedy dziecko ma akurat przewidziany czas z matką.
                                            • rybkka24 Re: U mnie bylo podobnie jak u chalsi i babe 02.12.08, 23:15
                                              U mnie bylo podobnie jak u Ciebie, tez bywalam zmuszana do chwil w trojke
                                              praktycznie co weekend, choc mialam chec inaczej spedzac czas.to nie tedy droga...
                                              Twoj M. musi zrozumiec ze jego dziecko to NIE TWOJE DZIECKO i ty nie musisz co
                                              weekend z utesknieniem czekac nia owe dziecie.to ON musi z tym dzieckiem spedzac
                                              czas i budowac wiez i w miare mozliwosci wychowywac je.
                                              nie daj sie wkrecic w manipulacje psychiczna ze ty POWINNAS bo tak nie jest.
                                              uswiadom Twojego M. ze Ty jako partnerka tez wymagasz uwagi i czasu nie kosztem
                                              dziecka oczywiscie.i tez musicie miec czas na budowanie waszego zwiazku.i to
                                              jego w tym glowa jak to wszystko zgrac Ty sie mozesz dostosowac ale tez jestes
                                              wazna.
                                        • nsc23 Re: U mnie bylo podobnie jak u chalsi i babe 28.11.08, 21:57
                                          Moi rodzice kiedys duzo jezdzili na roznorakie targi, zazwyczaj na jedna albo
                                          dwie noce. Tylko wtedy zostawalismy z dziadkami.
                                          Ani razu nie pojechali na wakacje bez nas (ja bylam nawet na miesiacu miodowym,
                                          ale jeszcze podlaczona pepowina wink).
                                          Do tej pory jezdzimy razem, tylko teraz jeszcze z 'dodatkami' - ja z W, a moj
                                          brat ze swoja dziewczyna. Wakacje z rodzicami sa moja ulubiona czescia roku (no
                                          dobra, zaraz po Bozym Narodzeniu smile).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka