No i nie obyło się bez kłótni o Młodą w weekend. Najpierw w piątek wieczór, bo
umówiłam się na piwo z dawno niewidziana koleżanką, a na weekend przychodziła
Młoda (bo Młoda jest raz na dwa tygodnie, a ja się z koleżanką umawiam...).
Potem w sobotę, bo Młoda pojechała na resztę weekendu do babci, a ja zamiast
spędzić czas z mężem, tzn. jechać z nim po jakiś durny zderzak 100 km za
miasto wolałam zostać w domu, zająć się swoimi rzeczami, posprzątać, a potem
(kiedy wrócił i mieliśmy spędzić wieczór razem, bo niedzielę z Młodą u
dziadków), mój brat zapowiedział się, że przyjeżdża wcześniej niż miał
przyjechać. No i wojna - bo on zamiast spędzać czas z córką został żeby
spędzić go ze mną, a tu się okazuje, że nie będzie to tylko czas ze mną; że w
takim razie on się zbiera i jedzie do młodej do babci i zostaje tam na noc.
No wpierniczył mnie dwa razy tak, że szkoda gadać. Najpierw w ten piątek,
kiedy wygarnęłam mu, że mam już dosyć tego, że moje życie ma być
podporządkowane Młodej, że to nie on się dla mnie poświęcił, ale ja dla niego
wychodząc za niego za mąż, bo to nie on się musi do końca życia dzielić mną z
kimś innym i nie mieć co do tego wyboru, bo to nie on jest zawsze na tym
drugim miejscu, że swoim zmuszaniem mnie wywołuje tylko coraz większą moja
niechęć do Młodej (którą bardzo lubię tak naprawdę, ale nie mam ochoty żyć pod
jej dyktando). I myślałam, że pomogło, ale w sobotę się okazało, że jednak
nie. Więc jak sobie pojechał to mu napisałam (bo nie chciałam kłócić się w
obecności mojego brata), żeby nawet nie próbował przyjeżdżać po mnie w
niedzielę i zabierać mnie do teściów na obiadek i w ogóle, skoro tak postąpił
to niech wróci do domu dopiero po odwiezieniu Młodej do matki. No to chciał
wrócić na noc. No to mu napisałam, żeby się wypchał

Potem mi napisał, że
musi Młodej rano zawieźć coś tam do badania, więc przyjedzie i żebym mu
obiecała, że spędzimy ten dzień tylko razem (tzn ja+on+młoda). Ja mu na to, że
to dla mnie nie oznacza razem, ale ja+on+młoda. I w ogóle, żeby ze mną nie
dyskutował, nie szantażował itd., bo skoro tak postąpił jak postąpił to po raz
kolejny pokazał mi swój stosunek do mniei nie ma o czym gadać i dobranoc,
miłej niedzieli.
I wiecie co. Siedzę sobie wczoraj rano przed telewizorkiem, kończę śniadanie i
słyszę zamek w drzwiach. Myślałam, że wpadł tylko na pięć minut, po drodze
między tymi badaniami a powrotem do rodziców, a on spędził większość dnia ze
mną - miło, spokojnie, tak kochająco. Pojechał dopiero po południu. Zaskoczył
mnie bardzo, że wybrał czas ze mną. Tego się nie spodziewałam i wcale nie
miałam tego na celu. I trochę mam z tego powodu wyrzuty sumienia. No nic, po
prostu cały następny będę chyba musiała im poświęcić. Czy nie?
Ehh, weekendowe rozterki