clarence1
03.01.09, 15:34
Długo mnie tu nie było... Brałam ślub i przygotowania pochłonęły
mnie całkowicie. Potem nadrabiałam zaleglości z innych dziedzin
życia i myślałam, ze tak już sobie bedzie: żyli dlugo i szczęśliwie.
Ostatnio jednak mija nam ten poślubny nastrój a mój mąż coraz
częściej zarzuca mi (żartem lub serio), że chcę aby nasze życie było
jak z ilustracji książeczki o szczęśliwej rodzinie. Dziwi go i
oburza, że nie chcę uczestniczyć w jego słownych atakach
wychowawczych wobec jego starszego syna, który bywa u nas dość
rzadko i w którego wychowaniu praktycznie nie biore żadnego udziału.
Za to z młodszym ma wspólne pasje, które absorbują im dosłownie całe
dnie, bo albo realizują je w plenerze albo siedzą w internecie
wyszkukując informacji na ten temat. Siedzą tak sobie na dwa
komputery a ja - wielbicielka utopii o szczęściu - jakoś tam sobie
czas organizuję.
Jestem teoretycznie macocha weekendowa ale w praktyce kazdy weekend
i kazdy inny wolny dzień (cały okres okołoświąteczny) staje sie
macocha całodobową. A mój mąż staje się superojcem, bo wraz z
przybyciem młodszego syna każde jego działanie poświęcone jest
współdziałaniu z dzieckiem. Gdy zdarza nam się oglądać film, jest on
cały czas przerywany okrzykami znad komputera: tato chodź
zobaczyć!!! A tato zrywa się i ogląda. Wieczory nigdy nie mają końca
bo najpierw realizuja się w pasji a następnie oglądaja telewizję do
zakończenia programu.
Już za dwa dni wolne się skończy i moje życie powoli wróci do normy.
Mój mąż stanie się miłym gościem wrażliwym na potrzeby innych, nie
tylko swojego młodszego syna.
Czy któraś z Was "macochy" związała się z supertatą? Jak sobie z tym
radzicie?