carmena74
26.02.09, 14:26
Witam Wszystkie Macoszki. Czytam Wasze posty juz od dawna ale w
koncu i ja musze cos napisac. Chyba rozpada mi sie malzenstwo...Mam
wrazenie, ze przeze mnie bo nie potrafie dostosowac sie do realiow
zycia. Ale od poczatku.
Jestem weekendowa macoszka 11 latki. Mamy z M wspolnego Roczniaka.
Przed slubem Mlodą pomagala zajmowac sie M moja obecna tesciowa. mam
Wrazenie, ze to dzialanie bylo troche spiskowe, bo umozliwiala mnie
i M wyjazdy na wakacje, spedzanie weekendow,(nawet tych gdy Mloda
miala byc z tata). Zostalam z Mloda poznana na 4 miesiace przed
slubem, bo wczesniej nie bylo potrzeby...A z M bylam juz wowczas od
5 lat. I wiele razy rozmawialismy wtedy jak to bedzie po slubie. I
bylam zapewniana , ze tak jak do tej pory, ze nic sie nie zmieni,
Zreszta Mloda urosnie i da mu spokoj. hm...
Ale po slubie wszystko zaczelo sie zmieniac. Jak tylko zaszlam w
ciaze Mloda zaczela u nas bywac regularnie co 2 tygodnie, w
ferie,wakacje...Jak kubel zimnej wody na glowe. Tak poprostu, bez
zadnej rozmowy sie pojawila...Owszem, wczesniejsze zapewnienia M ze
nic sie nie zmieni nie do konca dawaly mi poczucie spokoju ...ale ze
tak sie porobi nie sadzilam. A babcia tj moja tesciowa zdawala sie
zapomniec o istnieniu wnuczki od tej pory. W sumie nie jej obowiazek
tylko po co byla ta cala intryga przed slubem? mam zal ze tak mnie
oszukali...
Przeplakalam cala ciaze w nadziei, ze jak maly sie urodzi to jednak
bedziemy rodzina. (bo prawde mowiac zaczelam sie czuc jak obca w tym
zwiazku, oni mieli swoje sprawy, jeszcze duzo w tych sprawach miala
do powiedzenia eks a ja na wszystko musialam sie godzic...)I Maly
sie urodzil, akurat w weekend gdy byla Mloda. Ja po cieciu ledwo
zywa, po przetoczeniach krwi, nawet sil na wziecie malucha na rece
nie mialam a M mial Mloda...Wpadl na troche no ale jest Mloda i nie
moze siedziec...Juz nawet sil plakac nie mialam... Potem wrocilismy
do domu i znow weekend i znow Mloda i tata musi sie nia zajac bo nie
moze odczuc, ze cos sie zmienilo wraz z pojawieniem sie Malego wiec
zostalam sama z dzieckiem w pokoju obok a tatus i corusia grali
sobie na komputerze, ogladali tv. I czekali kiedy wreszcie zrobie
obiad!
Bo od czasu jak Mloda u nas bywala regularnie, to M caly czas ja
zabawial, uatrakcyjnial czas, by nawet przez moment nie miala czasu
na nude a ja mialam o nich dbac. Wiecie co robilam? Do niemalze
konca 9 miesiaca uciekalam z domu w te weekendy, albo do pracy albo
gdzies...polazic...Bo juz mialam dosc!
Ale jak Mlody sie urodzil to juz nie moge uciekac...Ale marze gdy
wreszcie urosnie to bede sobie z nim jezdzic do moich rodzicow. Oni
sie uciesza a ja bede miala swiety spokoj.
Ale poki co siedzimy w weekendy na kupie, ja bawie sie z Malym tata
z Mloda. Czasem zostawiam ich w trojke i lece polazic po sklepach
ale wtedy serce mnie boli, ze Maly na pewno jest na dalszym planie
bo Mloda trzeba sie zajac...
Wiem jaka jest jej sytuacja w domu. Matka robi fure kasy ale
kompletnie sie nia nie zajmuje, Mloda siedzi u dziadkow w
patologicznej alkoholowej atmosferze. Moj maz wie, ze z roznych
wzgledow nie dostanie jej na stale( w sumie na moje szczescie, bo
chyba wtedy bym musiala odejsc...)i ma ogromne wyrzuty sumienia , ze
Mloda ma takie poszarpane zycie. OK, ja tez mam uczucia i szkoda mi
jej. Tylko czy to tak musi byc, ze cale nasze zycie, wakacje,
weekendy sa pod nia ukladane?on stara sie jej w te dni gdy u nas
jest wynagrodzic to, ze ma rozbita rodzineitp itp...Moje jakies
delikatne uwagi, ze moze nie powinien jej za kazdym razem tak
swiatecznie traktowac odbierane sa jak atak na dobro jego biednej
corki...nie mam juz sil na to wszystko...
czasem mysle, ze powinnam odejsc i niech zyja dalej w swoim
swiecie...
wiele razy rozmawilam z M ze nie jest mi dobrze, ze nie czuje sie
jak czlonek rodziny, ze mamy taka na pol podzielona rodzine.Nic to
nie daje...mam dosc dosc dosc!