annjen
23.07.09, 12:20
miało być tak pięknie... tymczasem Młody wiecznie naburmuszony, znudzony,
chwilami przestawał się odzywać i reagować na moje pytania czy próby
zagadnięcia. po powrocie do domu na szczęscie mu się poprawiło. ale tym razem
mocno niepokoi mnie postawa mojego męża. w obecności syna (24 godz. na dobę
przez tydzień) zero okazywania uczuć, żadnego cieplejszego słowa, ewentualnie
ironiczne uwagi. i niezwracanie uwagi na to, co mówię, co chciałabym robić,
zobaczyć itp., zmiany planów bez uzgadniania ze mną. pewnego wieczoru podczas
spaceru po promenadzie wstąpiłam do butiku, gdzie na wyprzedaży znalazłam
śliczny żakiecik za 1/5 ceny. tego jednego wieczoru nie wzięłam ze sobą
pieniędzy. (zawsze kupuję sobie rzeczy za swoje). powiedziałam męzowi, że
jutro po ten żakiet wrócę, jeśli wcześniej nikt go nie kupi. Młody na to:
"przecież tata ma pieniadze", a tata nic... wspomniałam potem jeszcze podczas
kolacji o tym zakiecie, wtedy rzucił niechętnie: "no to ci kupię", ale nie
chciałam, by robił mi łaskę. tymczasem Młodemu nigdy nie odmawia, zawsze daje
mu kasę na wszystkie zachcianki (np. w czasie, gdy mierzyłam żakiet kupił
Młodemu koszulkę). dla mnie szkoda mu było 11 euro... dodam, że absolutnie nie
narzeka na brak pieniędzy. oczywiście następnego dnia nieszczęsnego żakietu
nie było, więc wygarnęłam męzowi, że mógł mi POŻYCZYĆ i strzeliłam focha. nie
wiem, czy ja jestem zazdrosna o dziecko, czy wyszłam za du.ka? dodam, że nasze
stosunki finansowe są dość dziwne, mamy intercyzę i nie rozmawiamy o kasie,
(nie wiem, jakie on ma dochody, ale niemałe, ja zarabiam znacznie mniej).
ponoszę sporą część kosztów utrzymania i nie liczę, ile przeznaczam na jego
dziecko. wakacje finansował on. czasem jesteśmy na zakupach i coś mi się
spodoba, waham się głosno czy kupić, bo trochę mi szkoda pieniedzy. on mówi
"skoro ci sie podoba, to sobie kup", ale nigdy się nie wychyli, żeby mi coś
sfinansować. nie żałuje pieniędzy na dom, syna, auta, gadżety, natomiast moje
zachcianki go nie interesują. dodam jeszcze, że kiedy musiałam zapłacić sporą
sumę wierzycielom mojego eksa, bez słowa dał mi kasę, mówiąc: "kiedyś mi
oddasz". no i nie wiem, czy to są normalne relacje, bo nachodzi mnie myśl, że
on jest ze mną, bo mu się to opłaca. ma gospodynię domową lepszą niż
poprzednia pani na przychodne, bo darmową, (zresztą bardzo dbam o dom),
dopilnowane dziecko, ma się z kim pokazać (jestem raczej "wyjściową" kobietą i
sporo młodszą od niego), no i w łóżku jest nam super... a ja chodzę na
rzęsach, żeby im nic nie brakowało, tylko sama chwilami czuję się
wykorzystywana... jak to widzicie?