Dodaj do ulubionych

wspólne wakacje - porażka

23.07.09, 12:20
miało być tak pięknie... tymczasem Młody wiecznie naburmuszony, znudzony,
chwilami przestawał się odzywać i reagować na moje pytania czy próby
zagadnięcia. po powrocie do domu na szczęscie mu się poprawiło. ale tym razem
mocno niepokoi mnie postawa mojego męża. w obecności syna (24 godz. na dobę
przez tydzień) zero okazywania uczuć, żadnego cieplejszego słowa, ewentualnie
ironiczne uwagi. i niezwracanie uwagi na to, co mówię, co chciałabym robić,
zobaczyć itp., zmiany planów bez uzgadniania ze mną. pewnego wieczoru podczas
spaceru po promenadzie wstąpiłam do butiku, gdzie na wyprzedaży znalazłam
śliczny żakiecik za 1/5 ceny. tego jednego wieczoru nie wzięłam ze sobą
pieniędzy. (zawsze kupuję sobie rzeczy za swoje). powiedziałam męzowi, że
jutro po ten żakiet wrócę, jeśli wcześniej nikt go nie kupi. Młody na to:
"przecież tata ma pieniadze", a tata nic... wspomniałam potem jeszcze podczas
kolacji o tym zakiecie, wtedy rzucił niechętnie: "no to ci kupię", ale nie
chciałam, by robił mi łaskę. tymczasem Młodemu nigdy nie odmawia, zawsze daje
mu kasę na wszystkie zachcianki (np. w czasie, gdy mierzyłam żakiet kupił
Młodemu koszulkę). dla mnie szkoda mu było 11 euro... dodam, że absolutnie nie
narzeka na brak pieniędzy. oczywiście następnego dnia nieszczęsnego żakietu
nie było, więc wygarnęłam męzowi, że mógł mi POŻYCZYĆ i strzeliłam focha. nie
wiem, czy ja jestem zazdrosna o dziecko, czy wyszłam za du.ka? dodam, że nasze
stosunki finansowe są dość dziwne, mamy intercyzę i nie rozmawiamy o kasie,
(nie wiem, jakie on ma dochody, ale niemałe, ja zarabiam znacznie mniej).
ponoszę sporą część kosztów utrzymania i nie liczę, ile przeznaczam na jego
dziecko. wakacje finansował on. czasem jesteśmy na zakupach i coś mi się
spodoba, waham się głosno czy kupić, bo trochę mi szkoda pieniedzy. on mówi
"skoro ci sie podoba, to sobie kup", ale nigdy się nie wychyli, żeby mi coś
sfinansować. nie żałuje pieniędzy na dom, syna, auta, gadżety, natomiast moje
zachcianki go nie interesują. dodam jeszcze, że kiedy musiałam zapłacić sporą
sumę wierzycielom mojego eksa, bez słowa dał mi kasę, mówiąc: "kiedyś mi
oddasz". no i nie wiem, czy to są normalne relacje, bo nachodzi mnie myśl, że
on jest ze mną, bo mu się to opłaca. ma gospodynię domową lepszą niż
poprzednia pani na przychodne, bo darmową, (zresztą bardzo dbam o dom),
dopilnowane dziecko, ma się z kim pokazać (jestem raczej "wyjściową" kobietą i
sporo młodszą od niego), no i w łóżku jest nam super... a ja chodzę na
rzęsach, żeby im nic nie brakowało, tylko sama chwilami czuję się
wykorzystywana... jak to widzicie?
Obserwuj wątek
    • mampy-tanie Re: wspólne wakacje - porażka 23.07.09, 12:58
      tak jak Ty
    • 333a13 Re: wspólne wakacje - porażka 23.07.09, 13:21
      Nie powiem "uciekaj", bo to już Twój mąż, więc lepszym słowem chyba
      jest: "walcz o Was". Dziwi mnie, że niektóre kobiety na siłę starają
      się udowodnić sobie i wszystkim wokół, że są niezależne, że dają
      sobie radę itd. Czy pomyślałaś kiedyś co będzie jak zachorujesz albo
      stracisz pracę? Jak urodzisz dziecko i nie będziesz miała żadnego
      swojego dochodu? Będziesz prosić Pana męża o pieniądze na lizaka dla
      dziecka albo na podpaski? Co zrobisz jak stwierdzi, że musisz sobie
      poradzić sama albo Twoje potrzeby są bezsensowne i nieuzasadnione???
      Dla własnego bezpieczeństwa kobiet i ich dzieci jestem za: wspólnymi
      finansami w rodzinie, za wychowaniem faceta tak, by nie pytał na co,
      po co i dlaczego i nie wyliczał kobiecie każdego grosza. Zachowanie
      Twojego męża moim zdaniem świadczy albo o skąpstwie, albo braku
      zaufania, lub też może jest wynikiem jakichś wcześniejszych
      doświadczeń... Piszesz, że Twój mąż jest dobrze sytuowany... Ty z
      kolei zarabiasz mniej i większość tego co masz wydajesz na dom... A
      pomyślałaś co będzie jak Wam razem "nie wyjdzie"??? Znowu możesz
      skończyć jak nie z długami to z pustym kontem... Możesz
      powiedzieć: "jestem młoda, niezależna, dam radę". Ale nie zawsze w
      życiu jest różowo, jak do tego dojdzie Twoje własne dziecko do
      utrzymania to wogóle może się okazać, że będziesz zdana na łaskę i
      niełaskę Pana i Władcy. Moja rada jest taka: zacznij myśleć o sobie,
      ogranicz do niezbędnego minimum Twój wkład we wspólne gospodarstwo
      domowe i zabezpiecz swoją przyszłość. Przyzwyczajaj męża do tego, że
      on w wielu sytuacjach płaci. Pokaż mu, że nie wydajesz jego
      pieniędzy na pierdoły żeby nabrał do Ciebie większego zaufania.
      Zamiast fochów, że Ci czegoś nie kupił i się nie domyślił: że Twoje
      zdanie pt. "ładny żakiet, może wrócę po niego jutro", powiedz mu
      wprost: Kochanie ślicznie w tym będę dla Ciebie wyglądała, ale nie
      wzięłam pieniędzy, może zrobisz mi prezent? albo wprost: daj mi
      proszę tyle i tyle a rozliczymy się w domu... Skoro jesteście
      małżeństwem, to nikt nikomu ŁASKI nie robi, bo albo gracie we
      wspólnej drużynie, albo wcześniej czy później zejdziecie z boiska.
      Więc nie traktuj wszystkiego emocjonalnie i nie unoś się przesadnymi
      ambicjami, bo "słodkim idiotkom" w życiu jest po prostu lepiej. Poza
      tym czasem przymileniem się i załatwieniem sprawy na okrędkę w
      pokojowy sposób możesz uzyskać więcej niż destruktywnymi kłótniami.
      • 333a13 Re: wspólne wakacje - porażka 23.07.09, 13:29
        Co do znudzonego i marudnego dziecka, to poczytaj sobie posty... to
        raczej norma...
        Co do okazywania uczuć przez facetów i ich zachowania względem
        dzieci też jest masa wątków... Z mojego doświadczenia wynika, że
        czasem facetowi wszystko trzeba wytłumaczyć jak krowie na rowie,
        żeby zauważył że coś jest nie tak...
      • annjen Re: wspólne wakacje - porażka 23.07.09, 14:50
        moja mama też mi zawsze radzi, zebym sobie odpuściła ambicje i zabezpieczyła się
        na przyszłość. niestety, sama nie bardzo wierzy w to, co mówi, bo ma identyczny
        charakter jak jasmile co prawda u niej problem nie dotyczy relacji z ojcem, tylko z
        moim bratem, z którym mają wspólny dom. jesli chodzi o mnie, to obiecuję sobie,
        że będę miała oszczędnosci, kiedy przestanę utrzymywać swoje mieszkanie, bo to
        jakby nie było prawie 1000 co miesiąc. na razie muszę je mieć, bo praca wymaga
        ode mnie, abym tam pomieszkiwała, poza tym od września, jak już pisałam, Młody
        ma się tam przenieść.
        • 333a13 Re: wspólne wakacje - porażka 23.07.09, 18:11
          W moim rodzinnym domu była zawsze wspólna kasa, ojciec oddawał mamie wypłatę i
          ona wszystkim zawiadywała. Jak nie oddał tyle by wystarczyło na potrzeby rodziny
          bo np. zabalował z kolegami to dostał na obiad jakąś cienką zupkę i jadł chleb z
          dżemem (co innego jak nie miał pracy z nieswojej winy). Mój NM, mimo że nie
          mieszkamy razem też dał mi "dostępy" do swojego konta. Nigdy tego nie nadużywam,
          ale trzymam jakąś tam dyscyplinę finansową, której efekty NM zobaczył jak po
          roku zmienił sobie samochód smile Nie wyobrażam sobie posiadania osobnej kasy w
          małżeństwie, chyba że byłaby to moja rezerwa na czarną godzinę big_grin
          • annjen Re: wspólne wakacje - porażka 23.07.09, 19:44
            wiesz, mój mąż prowadzi firmę i wypłaty jako takiej do domu nie przynosi. na
            początku proponował, że będzie mi dawał 2 tys. miesięcznie na prowadzenie domu,
            ale to jakoś nie wyszło, nie pamiętam dokładnie dlaczego. biorę od niego
            pieniądze tylko wtedy, gdy robimy z Młodym zakupy dla niego. pozostałe zakupy
            robimy albo wspólnie, (wtedy płaci mąż), albo ja sama (ponieważ gotuję i
            prowadzę dom, więc częściej kupuję sama). no i kiedy jesteśmy w moim mieszkaniu,
            to wtedy nawet gdy jesteśmy na zakupach wspólnie, to płacę ja. i to jest dla
            mnie nieprzyjemne, bo tam mnie sprzedawczynie znają i myślą sobie pewnie, co za
            frajer chodzi ze mną na zakupy i patrzy, jak kobieta płaci. albo scenka sprzed
            chwili: byliśmy w saloniku prasowym, on wybrał coś dla siebie, ja dla siebie. on
            podszedł pierwszy do kasy, ja tuż za nim. on zapłacił za swoją gazetę, ja
            musiałam osobno za swoją. takie sytuacje mnie krepują i są dla mnie bardzo
            przykre. kurczę. to jest dojrzały facet, mający o sobie mniemanie, ze jest
            poważny, szanowany i kulturę wyniósł z domu, strasznie głupio mi zwracać mu uwagę.
            • annjen Re: wspólne wakacje - porażka 23.07.09, 19:51
              dodam jeszcze, że nie wiem, czy takie zachowania wynikają z niewiedzy (trudno
              jednak w to uwierzyć), czy z wyrachowania. on i tak zarzuca mi, że go ciągle
              temperuję, nie chcę przesadzić z tym pouczaniem. poza tym pobraliśmy się, kiedy
              on już miał obecna pozycję materialną, ja jakoś tak uważam, że nie należy mi się
              korzystanie z jego dorobku, gdyż jest on efektem jego zdolnosci i ciezkiej
              pracy. ja sama dostaję tyle za swoją pracę, ile jestem warta. ja po prostu nie
              rozumiem, jak ktoś, kto kocha drugą osobę, może NIE CHCIEĆ dzielić się z nią tym
              co ma...
            • capa_negra Re: wspólne wakacje - porażka 23.07.09, 20:06
              to jest dojrzały facet, mający o sobie mniemanie, ze jest
              > poważny, szanowany i kulturę wyniósł z domu, strasznie głupio mi
              zwracać mu uwa
              > gę.

              A powinnaś, oj powinnaś.
              I powinnaś sobie dobrze przemyslec wasze stosunki finansowe.

              Mam koleżankę.
              Pół życa była z męzem za granicą - on składał na kupkę, ona
              utrzymywla dom.
              Potem on był sam za granicą, a ona miała jakis tam marny dochód(
              renta) i "przelew" któtry ledwo starczał na bierzące wydatki.
              Gdybys popatrzyła z zewnątrz na ich styl zycia to tylko kibelka na
              pilota nie mają.
              Ale gdybyś ich posłuchała....to włos sie staje
              1. wszystko jest jego
              2. ona nie ma dostępu do zadnego konta
              3. nie wie ile on zarabia
              4. ma partycypowac w kosztach utrzymania domu .... z 500 zł renty
              5. etc....

              I pytanie na inteligencję : co kladzie się na stole gdy mąż wraca do
              domu????

              Zupe???
              Błąd.
              Paragon fiskalny ..... za paliwo na dowod ze się kasę męzowską
              wydało na to na co mąz kazał.

              Ja wiem, ze twoja sytuacje w szczegółach nie jest taka sama, ale...
              naprawdę dobrze sobie przemysl stosunki finansowe panujące w twoim
              małzeństwie, zeby się za parę lat nie okazało ze zostałaś z goła
              d... i zalewasz smutki piwem...jak to czyni moja koleżanka
            • mahadeva Re: wspólne wakacje - porażka 24.07.09, 11:53
              strasznie głupio zwracac uwage? żebrać tzn? nie dziwie sie, ze Ci
              głupio
              i co Cie obchodza sprzedawczynie w sklepie osiedlowym?
              moze wychodze na 'feministke', ale uwazam, ze kobieta i mezczyzna sa
              rownoprawnymi partnerami i kobieta wcale nie musi sie sprzedawac za
              błyskotki
            • nsc23 Re: wspólne wakacje - porażka 25.07.09, 06:37
              Annjen, rano po nocy, w ktora sie poznalismy poszlismy do sklepu z Grubym. On
              kupowal jakas pasze na sniadanie i ja tez. Stanelam za nim do kasy i oddzielilam
              swoje rzeczy przegrodka, zeby za siebie zaplacic - Gruby bez slowa zabral ta
              przegrodke, popukal sie w czolo i za mnie zaplacil - w malzenstwie/zwiazku
              dlugoterminowym moim zdaniem nie ma miejsca na takie scenki uncertain
      • annjen Re: wspólne wakacje - porażka 23.07.09, 19:56
        gdy okazało się, ze tego żakietu już nie ma, powiedziałam mu, że oczekiwałam, iż
        zaoferuje mi POŻYCZKĘ. podkreśliłam, że kiedy on nie ma przy sobie pieniędzy, to
        ja płacę i nie robię z tego problemu. Młody obecny przy tej rozmowie dodał, że
        za jego zakupy równiez płacę, gdy on nie ma pieniedzy. ale do męża chyba nie
        dotarło.
        • jayin Re: wspólne wakacje - porażka 23.07.09, 22:25
          Jeśli masz taki układ jak masz, to po prostu płać tylko za swoje. Za wspólne mieszkanie - połowę. A jak młody zamieszka u ciebie - to powiedz mężowi, że za twoje mieszkanie musi dołożyć "w imieniu młodego" odpowiednią część na utrzymanie i opłacenie mieszkania.

          Skoro twój mąż tak rozgranicza "twoje-moje", a nic do niego nie dociera, to zacznij robić tak samo. Jak kupujesz na obiad coś - to kup sobie. A do męża zadzwoń i spytaj się: "Co ci kochanie kupić na obiad?" - ON pewnie powie coś w stylu: "Dzisiaj bym zjadł karkówkę w sosie...", no to ty wtedy: "Nie ma sprawy, kochanie. Oddasz mi pieniądze za karkówkę wieczorem w domu." albo "Zostaw mi pieniądze na tą karkówkę, bo rano idę na zakupy". I tyle.

          Scenka z żakietem - matkobosko.. Niedomyślność faceta to jedno. Można wybaczyć. Ale po wyjaśnieniu mu co i jak - zachowanie po prostu mało "mężowskie". Bardziej "biznesowe", niż rodzinne...

          U nas kasa jest wspólna. W naszym przypadku na razie to ja zarabiam dużo więcej, niż mój mąż. Ale bywało i tak kiedyś, na początku, że to on przynosił 3 razy więcej kasy niż ja, jeśli wypalił jakiś dobry biznes. W niedalekiej przyszłości szykuje się znowy zmiana - on zacznie zarabiać wiecej ode mnie. Nigdy nie było sytuacji kiedy jedno drugiemu wyraznie wypominało, albo sugerowało, że zarabia wiecej i "wara od moich pieniedzy", nie było i nie jest tak, że ja sobie kupuję łososia i pięć żakietów, a mąż wcina kaszankę i chodzi w jednych dżinsach. On ma wiecej kasy - on kupuje wiecej, dla siebie, dla mnie, dla domu. Ja mam wiecej - robię to ja. Proste i zdrowe (chyba).

          Wspolny dom, wspolne łóżko, wspolny stół - wspolna kasa. Rodzina.

          A nie firma z Panem Derektorem i Pracownikami Podległymi. Albo system monarchii finansowej.
          • chalsia Re: wspólne wakacje - porażka 24.07.09, 01:38
            > Bardziej "biznesowe", niż rodzinne...

            może być i biznesowe - byleby było UCZCIWE (czyli np.
            proporcjonalne do przychodów).
        • edw-ina Re: wspólne wakacje - porażka 24.07.09, 08:52
          A w jaki sposób płacicie za mieszkanie? Rachunki, czynsz itp? Bo
          jestem w stanie zrózumieć, jeśli twój M opłaca to wszystko plus
          jakieś dodatkowe ekstrasy, a Ty powiedzmy zaopatrujesz dom w
          jedzenie.
          I zgadzam się z dziewczynami, bardziej myśl o swoich pieniądzach,
          jeśli mąż dobrze zarabia, to niech on poniesię większą część
          kosztów. Lub może proporcjonalnie? Każdy jakąś tam część wypłaty. I
          dowiedz się ile on konretnie zarabia, to nie jest sprawa, o której w
          małżeństwie nie należy rozmawiać. Przeciwnie.
          • annjen Re: wspólne wakacje - porażka 24.07.09, 14:20
            mamy dwa mieszkania - ja płacę za swoje, on za swoje.
            • edw-ina Re: wspólne wakacje - porażka 24.07.09, 14:33
              a co macie wspólne? Mieszkania oddzielne, konta oddzielne, dziecka wspólnego nie
              macie (nie wiem czy planujecie), kurczę, może chociaż kota macie wspólnego?
              Nie traktuj tego jako ataku, po prostu nie rozumiem jak można żyć w małżeństwie
              bez wspólnoty. Z M nawet kiedy nie byliśmy jeszcze małżeństwem mieliśmy masę
              rzeczy wspólnych. Nie wyobrażam sobie, żeby M np. mówił "mój samochód", chociaż
              faktycznie jest jego, bo ja złotówki do niego nie dołożyłam. Mówi "nasz
              samochód", "nasz kot", "nasz pies", "nasze brudy w praniu" bo to jest NASZE życie.
              Annjen, nie przeszkadza Ci ta rozdzielność wszystkiego?
              • annjen Re: wspólne wakacje - porażka 24.07.09, 14:50
                dom mamy jeden, moje mieszkanie to tylko "hotel". tak teraz sobie myslę, że ja
                sama mam podświadomą potrzebę dzielenia (tak mi zostało po poprzednim
                małzenstwie, którego skutki finansowe do dziś ponoszę), i to mąż czesto
                poprawia mnie, kiedy mówię "moje", "twoje", a o aucie, które mi kupił, mówi
                twoje auto". to ja chyba szukam potwierdzenia, że jestem samodzielna. z drugiej
                strony na początku naszej znajomości przeszkadzało mi, że on jest lepiej
                sytuowany ode mnie i facet dużo musiał się nastarać, żebym się do niego
                przekonała. i chyba cały czas chcę jemu czy sobie udowodnić, że nie interesują
                mnie jego pieniądze.
                • edw-ina Re: wspólne wakacje - porażka 24.07.09, 14:57
                  Hm, no nawet Cię rozumiem. Kiedy wiązałam się z M on już miał ustaloną pozycję
                  itp. Ja dopiero zaczęłam pierwszą pracę i przy nim czułam się troszkę jak
                  kopciuszek. W tej chwili to moja kariera mocno poszła do przodu, pojawiły się
                  dobre pieniądze itp. I tak jak wcześniej dzieliły nas jego zarobki, tak w pewnej
                  chwili zaczęły dzielić moje. Ale po usilnym powtarzaniu jak mantry
                  nasze-nasze-nasze, jest lepiej.
                  Piszesz, że potrzebujesz samodzielności (rozumiem), ale z drugiej strony
                  chciałabyś żeby twój M bardziej o Ciebie dbał. Więc daj mu na to szansę.
      • nsc23 Re: wspólne wakacje - porażka 25.07.09, 06:35
        "Kochanie ślicznie w tym będę dla Ciebie wyglądała, ale nie
        wzięłam pieniędzy, może zrobisz mi prezent?"

        Z wiekszoscia Twojego postu sie zgadzam, ale ten cytat wywolal u mnie wysypke
        alergiczna. W zyciu bym nawet nie pomyslala, zeby tak do Grubego powiedziec. Nie
        jestem laseczka na pokaz, zeby sie dla Grubego stroic. W ogole jakis ten tekst
        lewy. Raczej powiedzialabym 'Gruby nie mialbys troche kasy pozyczyc na fajowy
        zakiet?' a Gruby by mi dal kase i powiedzial, ze nie musze oddawac wink ale teksty
        o tym, ze bede ladnie wygladac dla niego sa dla mnie nie do przejscia.
        • annjen Re: wspólne wakacje - porażka 25.07.09, 10:46
          dla mnie teżsmile
        • chalsia Re: wspólne wakacje - porażka 25.07.09, 10:49
          > "Kochanie ślicznie w tym będę dla Ciebie wyglądała, ale nie
          > wzięłam pieniędzy, może zrobisz mi prezent?"

          nsc23 napisała:

          > ten cytat wywolal u mnie wysypke
          > alergiczna.

          We mnie też. Nienawidzę manipulacji. I miałabym zero szacunku do
          osoby, która dałaby się w ten sposób zmanipulować.
    • 333a13 Re: wspólne wakacje - porażka 24.07.09, 07:57
      A właściwie to dlaczego nie wyszła Wam kwestia 2000 zł na utrzymanie
      domu??? Ja to widzę tak: dostajesz przelew na konto - najlepiej na
      wspólne i z tego konta tylko i wyłącznie płacisz. Oczywiście coś tam
      od siebie zawsze możesz dołożyć czy przelać, ale weź pod uwagę to,
      że oprócz pracy to jeszcze dom prowadzisz, więc nie musisz wcale
      dokładać tyle co mąż (jak już chcecie się tak strasznie rozliczać).
      Jak Ci brakuje tych 2 tys., to pokazujesz mężusiowi rachunki i
      mówisz, że to nie wystarcza... Jeśli chodzi o zakupy dla Młodego to
      albo je sobie odpuść (bo to w końcu nie Twoje dziecko) albo zbieraj
      wszystkie paragony i rozliczaj się z mężem (oczywiście poza Młodym,
      bo dziecku nic do spraw dorosłych). Jeśli masz problemy z
      pilnowaniem dyscypliny finansowej zrób sobie miesięczne zlecenie
      stałe na jakąś lokatę i pieniążki które możesz odłożyć nie będą
      kusiły Cię na koncie. Co stoi na przeszkodzie żeby uskutecznić takie
      rozwiązania??? Nie będziecie się wtedy kłócić, nie będzie spięć itd.
      a Ty będziesz zabezpieczona na czarną godzinę...
      • konstancja16 to nie fair. 24.07.09, 10:24
        zarabiasz znacznie mniej i ponosisz znaczna czesc utrzymania domu?
        i robisz prezenty Mlodemu, a facet Tobie skapi? za swoja gazete
        tylko placi?

        stosunki finansowe to delikatna sprawa i - moim zdaniem - nie ma
        jednego dobrego rozwiazania dla wszystkich (wspolne, rowno
        podzielone, nierowno podzielone). ale kazda rodzina powinna sobie
        wypracowac taki uklad, z uwglednieniem wszystkich okolicznosci, w
        ktorym kazdy bedzie sie przyczynial do funkcjonowania rodzinnego
        biznesu i nikt nie bedzie sie czul pokrzywdzony. jesli nie
        zrobiliscie tego na poczatku albo zrobiliscie to tak, ze nie czujesz
        sie z tym dobrze to kajecik na stol i przeorganizowac wszystko
        najwyzszy czas. nie mozesz inwestowac na maksa i kasy i energii w
        zwiazek jesli z drugiej strony zaangazowanie jest na 30%.

        u nas jest tak, ze ja jestem starsza, mam wieksze doswiadczenie
        zawodowe i wiecej zarabiam. NM mniej i studiuje jeszcze na boku.
        wiec mam nadzieje, ze kiedys bedzie zarabial wiecej, ale bez
        gwarancji oczywiscie. no i on ma dziecko na utrzymaniu, a ja nie.
        wiec generalnie ja mam lepsza sytuacje finansowa. jak
        zamieszkalismy razem to zalozylismy wspolne konto (rownolegle do
        osobnych) na ktore co miesiac wplacamy na potrzeby domu i wspolnego
        zycia (restauracje, wakacje, wyjazdy w weekendy). ja wplacam
        wiecej. ale jak NM dostanie jakas extra premie albo jak planujemy
        jakis dalszy wyjazd to doklada, na miare mozliwosci. nie mam
        poczucia, ze trace na tym, bo to na przyklad, ze mieszkamy tam gdzie
        mieszkamy to moj kaprys, NM mial swoje mieszkanie i moglismy tam
        zostac co na pewno zmniejszyloby wydatki na dom. ale nie pakuje tez
        we wspolne konto calej pensji (tak mniej wiecej 1/4 do 1/5). i NM
        podobnie, chociaz nigdy tego matematycznie nie liczylismy. to
        rozwiazanie sie sprawdza i jak robimy wspolne zakupy (albo osobno,
        ale dla domu) to placimy z konta wspolnego. kazde z nas ma dostep i
        karte do wspolnego konta wiec nie ma znaczenia kto technicznie
        placi. u nas ten schemat funkcjonuje bez zarzutu od paru lat.

        no, a co do naburmuszonego nastolatka na wakacjach to moze hormony
        okresu dojrzewania? nawet nie chce myslec jak to bedzie, na
        razie 'nasz' pieciolatek jest zachwycony kazda podroza, czy to
        samolotem czy wozem drabiniastym. czy na wies czy do lasu czy do
        miasta.
        • mahadeva Re: to nie fair. 24.07.09, 12:09
          wydaje mi sie, ze autorka nie pisala, ze utrzymuje dom finansowo,
          oprocz rzadkich wydatkow na jedzenie, ale raczej 'fizycznie',
          prezenty dla malego to tez raczej drobiazgi, natomiast autorka
          oczekuje, ze skoro maz duzo zarabia, to bedzie spelnial jej
          zachcianki, a ona bedzie lezec i pachniec, no i wykonywac prace
          gospodarskie, ze ktore naleza jej sie diamenty
          my kobiety same stawiamy sie w gorszej sytuacji wyciagajac od faceta
          kase, jak tu radza kolezanki
          • konstancja16 Re: to nie fair. 24.07.09, 12:14

            to niech Ci sie nie wydaje tylko przeczytaj.

            autorka napisala: 'ponoszę sporą część kosztów utrzymania i nie
            liczę, ile przeznaczam na jego
            dziecko'

            KOSZTOW utrzymania. nie wiem skad wzielas 'rzadkie wydatki na
            jedzenie' skoro w dalszej czesci jest mowa o tym, ze robi czeste
            zakupy bo to ona gotuje. konfabulujesz troche.
            • annjen Re: to nie fair. 24.07.09, 14:33
              bo mahadeva mnie nie lubismile
          • annjen Re: to nie fair. 24.07.09, 14:31
            nie, to nie jest tak. ja robię zakupy codziennie, mąż idzie ze mną kiedy czegoś
            tam brakuje. nie zamierzam leżeć i pachnieć, pracuję zawodowo, (choć wiąże się
            to z kursowaniem na dystansie 100 km i gdyby nie moje ambicje, podjęłabym pracę
            w firmie męża na miejscu,)utrzymuję swoje mieszkanie, prowadzę dom (przedtem
            była pani, która to robiła, ale kiedy odeszła, ja podjęłam się tego obowiązku).
            kiedy mąż nie ma przy sobie kasy, spokojnie finansuję zakupy, wiec nie rozumiem,
            dlaczego to nie działa w drugą stronę. no i na wino za 100 zł wink też by mnie
            było stać, więc chyba nie jest z moimi finansami tak źle.
    • mahadeva Re: wspólne wakacje - porażka 24.07.09, 11:41
      jakies absurdalne rzeczy piszesz! naprawde czujesz sie gosposia?
      gdzie szacunek do siebie?? przeciez to jest ZWIAZEK DWOCH OSOB!
      jesli uwazasz, ze on za malo przykłada sie do utrzymania domu, to
      kaz mu tez sprzadtac, kupowac, gotowac - zyjemy w 21 wieku,
      obowiazkami sie dzielimy
      ale najwazniejsze: dlaczego masz roszczeniowa postawe wobec jego
      ciezko zarobionej kasy? a Ty kupujesz mu cos? jakim prawem od niego
      wymagasz? chcesz to sobie zarob! powinnas byc wdzieczna, ze
      zaplacicl za Twoj wyjazd nad morze!
      on ma obowiazek utrzymania dziecka, ale nie dorosłej baby, ktora ma
      dwie reca i glowe, no chyba ze tez jestes dzieckiem i jeszcze
      wyjsciwowa gosposia... żal
      • edw-ina Re: wspólne wakacje - porażka 24.07.09, 11:57
        Jeżeli są małżeństwem i nie mają rozdzielności majątkowej, to wszystko co jest
        jego jest również jej i odwrotnie. Innymi słowy jeżeli mąż ma firmę, to również
        żona ma firmę i jego przychody z niej należą się również jej i odwrotnie.
        I ma obowiązek utrzymania nie tylko dziecka, ale i żony. Sprawdź w prawie cywilnym.
        • konstancja16 Re: wspólne wakacje - porażka 24.07.09, 12:10
          akurat maja rozdzielnosc majatkowa, przeciez napisala w pierwszym
          poscie. ale rozdzielnosc to nie kupowanie po pol bochenka chleba
          kazdy.

          no a z ta postawa roszczeniowa to przedmowczyni pojechaaaala.
          autorka sie napalila na zakiet za 11 euro i chciala od chlopa
          WYLUDZIC. zamiast sobie zarobic. niezle.
          • mahadeva Re: wspólne wakacje - porażka 24.07.09, 12:19
            nie chodzi o 11 euro tylko o ogolna postawe, zreszta rady kolezanek
            dotycza calego wspolnego zycia i obowiazkow finansowych meza
            mysle, ze autorce tez nei chodzilo o jeden zakiet, bo wtedy to tylko
            po prostu zwykle nieporozumienie i zaden problem
            nie wiem dlaczego nie zapytala wprost o pozycznie kasy, facetom
            trzeba jasno mowic
            zreszta ja tylko namawiam do wiekszego szanowania siebie
            sama mam ten problem, ze facet zarabia wiecej, a ja odpuscilam
            kariere, zeby byc z nim, ale teraz mala kasa zaczyna mi przeszkadzac
            i zamierzam znow pracowac wiecej, a nie zastanawiam sie jak doic
            faceta
          • edw-ina Re: wspólne wakacje - porażka 24.07.09, 12:20
            faktycznie, ta rozdzielność mi umknęła. Ale jak dla mnie rozdzielność nie
            zmienia faktu, że żyjemy razem i razem dzielmy wydatki, a nie wyliczamy sobie. A
            swoją drogą nieźle o facecie świadczy takie zachowanie.
            Cholera, ja strasznie lubię czasami coś dostać. M z każdego wyjazdu coś mi
            przywozi i to zwykle coś "kobiecego" - jakąś torebkę, buciki, szal - ogólnie coś
            co mu wpadnie w oko. Ma nawet w portfelu kartkę z rozmiarami. I chociaż na braki
            finansowe nie narzekam i mogę sobie kupić sama, to jest to zwyczajnie bardzo
            fajny gest mówiący - pamiętam o tobie.
            Też mu zawsze coś przywożę, robiąc zakupy pamiętam o nim. Może trzeba tamtemu
            panu uświadomić, że to zwyczajnie miły gest jest, jak buziak na pożegnanie.
        • mahadeva Re: wspólne wakacje - porażka 24.07.09, 12:14
          ona pisze, ze jakas intercyza jest
          ale ok, tylko ja mysle, ze prawo to jedna rzecz, a prawo moralne i
          inne wartosci - druga rzecz
          wydawalo mi sie, ze jestesmy ludzmi, mamy wlasny rozum i godnosc
          owszem, moze ona ma prawo żadac pieniedzy od meza
          ale nie wiem, czy milosc meza bedzie od tego rosla... czy nie
          znajdzie sobie kiedys kobiety, ktora jest silna i niezalezna i nie
          ogranicza sie od swiadczenia uslug gospodarskich w zamian za
          pieniadze
          jesli facet jest ciapa, to bedzie sie dawal tak doic, ale co to za
          frajda miec faceta ciape
          • edw-ina Re: wspólne wakacje - porażka 24.07.09, 12:34
            jesli facet jest ciapa, to bedzie sie dawal tak doic, ale co to za
            > frajda miec faceta ciape

            hm, facet ciapa to facet, który niczego nie potrafi. Mężczyzna, jeśli ma zasady,
            utrzymuje dom. I to nie jest dojenie, tylko "dokładanie się" do rodziny. Czy
            dojeniem ze strony mężczyzny uznajesz fakt, że np. dba, by mąż miał czyste
            koszule w szafie i zdrowo się odżywiał?
            Poza tym przynajmniej ci mężczyźni, których znam, czuliby się właśnie jak ciapy,
            gdyby nie mogli dbać o własne kobiety. I zwykle nie zostawiają kobiet, które w
            pewnym stopniu dają się sobą opiekować, za to często te, które na każdym kroku
            podkreślają swoją samodzielność.
            Mój M powiedział to kiedyś mniej więcej tak: jeśli kobiety rodzą dzieci i je
            wychowują, to mężczyzna musi przynajmniej zadbać o to, by miały dach nad głową i
            co jeść. Jeśli kobieta zacznie to sobie wszystko zapewniać sama, to po co jej
            mężczyzna?
          • 333a13 Re: wspólne wakacje - porażka 24.07.09, 12:45
            ja chyba śnię czytając posty niektórych osób... związek partnerski 2
            osób powinien polegać m.in. na wzajemnym zaufaniu, szacunku do
            drugiej osoby oraz chęci dzielenia się tym co się ma najlepszego. W
            tym przypadku autorka wątku daje "wszystko" bez wzajemności... Para
            dwojga ludzi może się rozliczać co do grosza, za gazety, chleb, czy
            wakacje nad morzem, ale wtedy jest to układ czysto biznesowy gdzie
            liczy się bilans bardzo wymiernych zysków i strat. Mahadeva piszesz
            o jakimś wyciąganiu kasy od faceta, równouprawnieniu i
            niezależności. Gratuluję Ci podejścia bo Twój męszczyzna będzie miał
            bardzo proste zadanie zadbania tylko o siebie, bo swoje potrzeby
            sama zaspokoisz o ile będziesz zawsze w pełni sił przy sprzyjającej
            sytuacji gospodarczej, czego oczywiście z całego serca Ci życzę.
            Uważam, że owszem nie należy być w życiu pasożytem, ale zajmowanie
            się domem czy też wychowywanie dzieci to też ciężka praca. Poza tym
            nie każdy jest super wykształcony i nie każdy ma możliwość wysoko
            płatnej pracy, która zaspokaja podstawowe potrzeby wraz z np. ratami
            za mieszkanie. Dlatego uważam, że po to dwoje ludzi się ze sobą
            wiąże by m.in. sobie wzajemnie pomagać niezależnie od okoliczności.
            Więc jeśli facet nie ma tego we krwi, to trzeba jak najszybciej nad
            tym pracować, a nie gniewać się i tak jak proponuje Mahadeva grać
            super niezależną babkę, bo to rozleniwia męszczyznę uczy, że nie
            trzeba się zbytnio starać... Nie wiem ile masz lat Mahadeva, ale
            życie zaskakuje nas różnymi niespodziankami i nie zawsze jesteśmy w
            pełni sił i sprawności by o siebie zadbać. A mając pod bokiem
            faceta "niewychowanego", skupionego na swoich potrzebach i swojej
            kasie, bez odruchu pomocy i myślenia o drugiej osobie bilans układu
            biznesowego, który tutaj propagujesz wychodzi na minus.
          • nsc23 Re: wspólne wakacje - porażka 25.07.09, 06:42
            Mahadeva, a Ty czytasz czasem cudze posty, czy tylko swoje?
            Gdzie tu jest napisane, ze kobieta ma jakiekolwiek wymierne korzysci z bycia
            'gosposia'? Przeciez caly problem opisany w watku polega na tym, ze annjen czuje
            sie wykorzystywana - nie byloby problemu, gdyby maz utrzymywal chalupe
            finansowo, albo obsypywal ja prezentami w zamian za prace - przynajmniej
            wiedzialaby na czym stoi. A tak to i kasa i praca sa na jej ramionach. Uwazasz,
            ze to jest ok?
      • annjen Re: wspólne wakacje - porażka 24.07.09, 15:00
        tak moja droga, kupuję i zawsze staram się słuchać, co by mu sprawił
        przyjemność, co lubi... nie liczę się z kosztami - na miarę swoich możliwości
        oczywiście - kiedy chcę mu sprawić przyjemność. dlatego przykro mi, że z jego
        strony tego nie ma. ale na pomysł, by zasponsorować facetowi wyjazd do Chamonix
        na swoje własne urodziny to ja bym nie wpadła!
    • kicia031 Re: wspólne wakacje - porażka 24.07.09, 14:52
      czy ja jestem zazdrosna o dziecko, czy wyszłam za du.ka?

      Wyszlas za dupka.

      Zanim zaczne swoja tyrade, powiem, ze jestem feministka. I
      orendowniczka rownouprawnienia. jednak rownouprawneinie nie oznacza
      urawnilowki pod haslem kazdy to samo, niezaleznie od zdolnosci,
      mozliwosci i indywidualanych preferencji.

      IMHO jest afera, ktora jest w pewnym sensie z tego rownouprawnienia
      wylaczona - erotyka. Tutaj podkreslanie roznic miedzy kobieta a
      mezczyzna pelni znaczenie zasadnicze, bo z tego rodzi sie pozadanie
      i milosc. MEZCZYZNA zdobywa kobiete obsypujac ja podarunkami
      (niekoniecznie kosztownymi, chodzi o sam gest). KOBIETA ma inne
      sposoby odzwzajemniania sie i reagowania na zoloty mezczyzny.
      Dle wieksszosci z nas juz nieco za pozno (choc ja wierze nie tylkow
      druga, ale i trzecia, czwarta i piata szanse ;-p), ale warto
      naprawde na etapie zalotow przyjrzec sie dokladnie zachowaniu faceta
      i ocenic, czy on zabiega, czy tez uwaza ze wszystko mu sie nalezy.

      Natomiast sytuacja, w ktorej powinno wystepowac rownouptawnienie, to
      dzielenie kosztow utrzymania rodziny.2 tysiace miesiecznie na zakupy
      zywnosciowo-gospodarcze to suma rozsadna, my wydajemy wiecej, no ale
      nas jest wiecej + jeszcze 2 psy - ale z kolei zyjemy bardzo
      skromnie. Mysle, ze swobodnie mozesz oczekiwac takiego wkladu od
      swojego meza, sama dokladajac do tego ewentualne 500 - 800pln, bo w
      koncu zaloze sie, ze zresz mniej niz dorosly facet i nastolatek.

      Zostalas juz wykorzystana przez Ex meza - naprawde nie wyciagnelas z
      tego zadnych wnioskow?
      • kicia031 PS 24.07.09, 15:00
        najgorsze jest to, ze nawet pasierb widzi, jak beznadziejnie
        traktuje cie jego ojciec.
        • joanna-walencja Re: PS 24.07.09, 15:17
          kicia031 napisała: najgorsze jest to, ze nawet pasierb widzi, jak
          beznadziejnie traktuje cie jego ojciec.

          Chyba przesadzilas. Maz jej kupil samochod, dal pieniadze na
          splacenie dlugow bylego meza, ze o wakacjach nie wspomne. Czy tak
          wyglada beznadziejne traktowanie??

          • annjen Re: PS 24.07.09, 15:40
            jeśli chodzi o samochód, to miałam własny, ale uznał, że jego żona nie będzie
            jeździć byle czymsmile no i w poważnych sprawach mogę na niego liczyć - kiedy
            chorowałam, opiekował się mną i wydał sporo kasy na "dowody wdzięczności",
            zresztą nie powiedział mi, ile. jeśli chodzi o wakacje, na początku naszej
            znajomości, kiedy gdzieś wyjeżdżaliśmy, powiedziałam mu, że w tej chwili nie
            stać mnie, aby partycypować w kosztach i on wyraźnie powiedział, że to nie jest
            moja działka. tylko takie drobiazgi wyprowadzają mnie z równowagi... tak sobie
            myślę, że to chyba w sporej czesci moja wina...
            • konstancja16 Re: PS 24.07.09, 16:57

              joanna-walencja napisała:
              >> Maz jej kupil samochod, dal pieniadze na
              splacenie dlugow bylego meza, ze o wakacjach nie wspomne.

              ...ze o wakacjach nie wspomne.... ozesz. jakiz wielkoduszny
              sponsor. zonie na wakacje dolozyl. czy doplacil zeby byla z nim,
              bo inaczej musialby na laski wydawac? i doplate za jedynke uiscic.

              daj spokoj kobito. jesli swieza para ma nierowna sytuacje finansowa
              to ten bogatszy/ta bogatsza moze se leciec do club med all inclusive
              na bali. ale sama. a 'biedniejsza' strona pojedzie do cioci zosi
              do wachocka na dzialke. ciekawe kto sie bedzie lepiej bawil.

              moga tez wybrac opcje posrednia i spedzic te wakacje razem. i moze
              weselej? to jest kompromis, a nie sponsoring.

              takie dylematy (czy se pojechac samemu ale do pieciu gwiazdek czy we
              dwojke do czterech) to moze miec naprawde swieza para. ale nie
              malzenstwo, partnerzy. chyba ze ja nie rozumiem slow malzenstwo,
              partnerstwo.


              jak bylam mloda niewypierzona studentka to jezdzilam autostopem.
              rodzice mi dali ekstrasa na trzy miesiace: 120 dolarow co mieli
              zadolowane. w latach 90tych podroz po Francji, Wloszech czy
              Holandii to nie bylo to samo co dzis. ja mialam tego zaskorniaka,
              ale jezdzilam z kolezanka co nic nie miala poza tym co sama
              zaoszczedzila. raz, ze jej rodzice nie mieli zadolowanych 120
              dolarow (tylko 40), dwa ze sie obrazili ze autostopem jedziemy
              (ryzyko takie). a sam bilet do Paryza (najtanszy nawet) to juz
              pewnie z 80 dolcow by wyszlo. wiec sila rzeczy ja sie
              dostosowywalam do mozliwosci finansowych towarzyszki podrozy. owoce
              na targu kupowalysmy, parowki z przeceny w carrefourze. namiot
              rozbijalysmy na dziko. to byly najbardziej zajebiste wakacje mojego
              zycia. jakbym sama pojechala z ta moja nedzna kupka dolarow to
              pewnie bym sie wynudzila jak mops.

              kasa fajna rzecz. ale to nie wszystko. i trzeba umiec sie
              dzielic. bo inaczej to sobie mozna tymi banknotami tylek
              podetrzec.

              ---
              Wielka fortuna zależy od szczęścia. Mała - od pracy.
              • nsc23 Re: PS 25.07.09, 06:49
                Dokladnie tak.
                Ja pojechalam do Chin zaraz po poznaniu Grubego. Ani nie za bardzo bylo go jak
                wziac, ani jeszcze nie chcialam go rodzinie przedstawiac, wiec polecialam sama,
                on zostal w domu.
                Rok pozniej jechalam z rodzina do Hiszpanii. W nie mial kasy na te wakacje - nie
                bylo nawet dyskusji, zaplacil tylko za przeloty, zostal przygarniety.
                Rok pozniej tez pojechalismy razem na wakacje, mimo ze W byl splukany, rowniez
                moi rodzice nie wyobrazali sobie, ze my pojedziemy na egzotyczne wakacje, a on
                bedzie siedzial w domu.
                W tym roku wakacje byly u nas (koniec moich studiow), a potem ja dalam noge do
                Stanow - tu przyczyna mojego samotnego wyjazdu byla prosta, Gruby nie dostal wizy.
                Jak zaczne zarabiac, to bedzie identycznie - jezeli W nie bedzie mial kasy, to
                za niego zaplace, najwyzej bedziemy jezdzic do Blackpool, tez mi ajwaj. W tym
                roku jedziemy pierwszy raz sami we dwojke (po ponad 3 latach znajomosci,
                najwyzszy czas wink), za kase calkiem wspolna zaoszczedzona w sposob opisany
                przeze mnie powyzej. Wklad prawie po rowno - W wrzucil tam spora czesc swojej
                premii, wiec on ma troche wiekszy wklad niz ja.

                Moim zdaniem nie powinno byc tak, ze ktos z laski zabiera na wakacje, a potem
                wypomina - Albo jedziemy razem, albo bujaj sie sam, ale jak wrocisz to zamki
                beda wymienione.
                Zreszta, co to za wakacje bez polowka? Ja sie za Grubym stesknilam jak szalona w
                Stanach i powiedzialam, ze nigdy wiecej (Stanow i wakacji bez Grubego).
                • annjen Re: PS 25.07.09, 10:52
                  w naszym przypadku nie ma mowy o osobnych wyjazdach, nikt mi nie wypomina ani
                  nie liczy pieniędzy, które na mnie wydaje, po prostu czasem zdarzają się takie
                  sytuacje, kiedy mąż zachowuje się jak przeciwieństwo dżentelmena (nie chcę
                  używać słów bardziej dosadnych, bo i tak mam kaca moralnego, że go tu obsmarowuję).
    • nsc23 Re: wspólne wakacje - porażka 25.07.09, 06:32
      Mysle, ze skoro sytuacja Ci ewidentnie nie pasuje, to pora usiasc i pogadac co i
      jak.
      Nie wyobrazam sobie takiej sytuacji jak u Ciebie, ze wszystko osobno. My
      malzenstwem nie jestesmy, ale nagromadzilismy sobie kupe wspolnych rzeczy -
      nawet jezeli sa to pierdoly typu toster i odkurzacz, ale jednak razem je
      kupujemy, razem planujemy te wydatki, razem wyciagamy kase.
      Sytuacje finansowa mamy mniej wiecej rowna, mimo ze ja mam dochody mniejsze, ale
      W ma wiecej zobowiazan. Wydajemy na mieszkanie dokladnie tyle samo (nie wiem czy
      opisywalam nasz system, mam niejasne wrazenie, ze tak, ale niech bedzie napisze
      jeszcze raz - W placi rachunki i czynsz, ja kupuje pasze i takie tam, pod koniec
      miesiaca podliczam kto ile wydal, poniewaz ja zazwyczaj wydaje mniej to wrzucam
      reszte na konto o nazwie 'wakacje' albo odpisuje Grubemu z dlugu jaki u mnie ma
      od bardzo dawna).
      Samochod utrzymuje ja, chyba, ze gdzies wyjatkowo duzo woze Grubego to mi kupi
      benzyny troche, ale to nie czesciej niz raz na miesiac bak wychodzi.

      W przykladzie podanym przez Ciebie nie byloby dyskusji - W wyjalby portfel i by
      zaplacil, nie sadze, zebysmy sie potem o takie kwoty rozliczali, chyba ze
      hurtowo na koniec miesiaca.

      Mowiac szczerze, po tym jak opisalas calosc to chyba mialabym podobne uczucia do
      Ciebie - czulabym sie w tym ukladzie co najmniej dziwnie.
      • annjen Re: wspólne wakacje - porażka 25.07.09, 10:58
        czasem bywa tak, że brakuje mi gotówki, a nie mogę płacić kartą, czy nie mam
        odpowiedniego nominału, wtedy nie ma problemu, pytam, czy może mi pożyczyć i
        potem mu oddaję. nigdy nie mówi, że nie trzeba, chyba że krępuje mnie oddawanie
        20 zł to mu kładę na wierchu portfela, który leży na półce... bo ja nienawidzę
        takiego liczenia się. w sytuacji na wakacjach nie poprosiłam o pożyczkę, bo
        oczekiwałam, że facet zachowa się właśnie jak facet, chyba chciałam go sprawdzić...
        • nsc23 Re: wspólne wakacje - porażka 25.07.09, 15:19
          annjen, ale czy Wyscie o tym rozmawiali w ogole?
          Moze pora posadzic faceta przy stole i na spokojnie mu powiedziec, co i jak.
          • annjen Re: wspólne wakacje - porażka 25.07.09, 16:13
            temat pieniędzy pojawia się czasem w naszych rozmowach, ale nigdy nie
            opracowaliśmy dokładnie warunków finansowania w naszym małżeństwie. na początku
            ustaliliśmy, że zawieramy intercyzę (jego inicjatywa, ale gdyby nie on, ja bym
            to zaproponowała), potem były jakieś przymiarki do ustalenia reguł dzielenia
            kosztów na życie, ale nic konkretnego to nie przyniosło. kilka razy mówiłam mu,
            że mam sporo wydatków (wtedy spłacałam Eksa) i że gdyby coś to czy mogę liczyć
            na wsparcie. oczywiście odpowiedź twierdząca i nic poza tym. kiedyś miałam
            zablokowane konto przez komornika, dopóki nie zapłacę pewnego zobowiązania Eksa
            - mąż dał mi kasę na moje wydatki, po uruchomieniu konta mu oddałam. kiedyś
            powiedziałam, że przydałoby mi się to czy tamto, ale boję się, że mi nie
            wystarczy kasy do pierwszego - odpowiedź: to są twoje wydatki. był pomysł, że on
            będzie wrzucał do pojemniczka w kuchni kasę na dom (tak było, gdy prowadziła dom
            pani do pomocy, rozliczała się potem z rachunków), a ja mam z tego korzystać.
            raz wzięłam, nie uzupełnił, nie prosiłam... czasem wydaje mi się, że on nie wie,
            ile kosztuje utrzymanie domu, choć liczyć umie niby perfekcyjnie. dobrze wie,
            ile zarabiam, ile wynoszą moje opłaty za mieszkanie, a jednocześnie mówi:
            przecież takie opłaty to drobiazg... mam wrazenie, że do niego pewne informacje
            nie docierają. a na posadzenie przy stole i wyłożenie kawy na ławę w tych
            okolicznościach nie jestem w stanie się zdobyć...
            • mampy-tanie Re: wspólne wakacje - porażka 25.07.09, 23:41
              Gratulacje, masz bardzo bogatego utrzymanka. Czy chociaż zarobi na swoje utrzymanie? Mam na myśli: czy ładnie sprząta dom, smacznie gotuje, sprawdza się w łóżku? Że też Cię stać, przecież niewiele zarabiasz...? smile

              P.S. Skoro umie dobrze liczyć, to - zapewniam - doliczy się, że mu koszty utrzymania spadły. A pani do sprzątania ma natychmiast wrócić! Czy też na siłę chcesz być świętsza od papieża? smile
            • edw-ina Re: wspólne wakacje - porażka 26.07.09, 09:18
              Przykro mi, ale zgadzam się z dziewczynami. Twojemu mężowi jest
              nieprzeciętnie wygodnie i w dodatku kasy na tym nie traci. Piszesz,
              że Ty robisz zakupy, ty sprzątasz, gotujesz itp i w dodatku sama to
              opłacasz. Po pierwsze powinna wrócić sprzątaczka, jeśli was na to
              stać. Z pewnością masz wiele fajniejszych pomysłów na spędzanie
              czasu niż ganianie ze szmatą. Po drugie za tę kobietę powinien
              zapłacić twój facet, szczególnie jeśli sam nie wykazuje żadnych
              chęci zajęcia się domem.
              Poza tym dobrze by było, żeby twój M jednak zajął się domem, inaczej
              nie doceni twojej pracy. Poza tym nie ożenił się chyba z tobą, żebyś
              mu sprzątała i się nim opiekowała, bo ułomny zdaje się nie jest i
              opiekunki nie wymaga.
              Dobrze by było, by sam robił część zakupów, lub umówcie się, że
              danego dnia to on robi obiad (u mnie się sprawdziło, nie dość, że
              polubił gotowanie, to w dodatku wie ile wysiłku kosztuje codzienny
              obiad), a jak ty go robisz, to on sprząta. Podziel te wszystkie
              obowiązku między was oboje i koszty również bardziej
              proporcjonalnie. Nie rozumiem dlaczego on miałby sobie odkładać
              forsę, bo na ileś tam rzeczy nie wydaje, a do ciebie wyskakiwać z
              tekstem "to twój problem".
              Wybacz, ale jak przeczytałam "kiedyś
              > powiedziałam, że przydałoby mi się to czy tamto, ale boję się, że
              mi nie
              > wystarczy kasy do pierwszego - odpowiedź: to są twoje wydatki." -
              to zęby mi zaczęły zgrzytać.
              walcz o swoje kobieto!
              • annjen Re: wspólne wakacje - porażka 26.07.09, 12:28
                teraz nie bardzo jest sens zatrudniać kogokolwiek, bo od września Młody przenosi
                się do mojego mieszkania (będzie miał stamtąd blizej do szkoły), ja też tam będę
                przez większą część tygodnia, a mąż będzie pewnie do nas przyjeżdżał. poza tym
                wszystkim macie rację, tylko ja nie wiem, jak się wziać za reformy... do niego
                niewiele dociera, bałaganu w domu nie widzi, więc nie ma sensu sprzątać.
                gotowanie odpada, bo nie umie i pracuje min. do 16. pamiętam, jak mieli być na
                obiedzie goście z jego rodziny. urobiłam się po łokcie, bo wiadomo, tesciowa
                wszystko zlustruje, a on nawet palcem nie kiwnął, tylko pytał, po co ja to
                wszystko robię. ale gdy potem pokazywał mamusi całe mieszkanie łącznie z
                zawartoscią szafek w kuchni i szafy na buty, to we mnie jakby piorun uderzył.
                zapytałam, co by było, gdybym tam nie posprzątała, ale on uważa, że chwalił się
                konstrukcją mebli, a teściowa patrzyła na rozwiązania techniczne... to stary
                facet i obawiam się, że niereformowalny...
                • kicia031 Re: wspólne wakacje - porażka 26.07.09, 16:15
                  gotowanie odpada, bo nie umie i pracuje min. do 16.

                  No patrz, a ja pracuje duzo dluzej o gotuje. i co dziwniejsze,
                  korona mi z glowy nie spadla.

                  A tak powaznie, to nie obraz sie, ale IMHO ty masz chyba calkowicie
                  zle w glowie! Z powodu duzo mniejszego kalibru wykroczen finansowych
                  mojego chlopa o malo sie zesmy nie rozstali, a ty lykasz takie
                  skandaliczne zachowanie?
                  Jak mozesz sie spodziewac szacunku do siebie, jesli sama tego
                  szacunku nie masz?
                  • konstancja16 Re: wspólne wakacje - porażka 26.07.09, 21:12

                    fakt, ze z ta praca do 16 to autorka pojechala. szczerze mowiac,
                    nie znam nikogo kto by pracowal do 16. ostatnia z tego pokolenia
                    byla moja mama, ale ona dojezdzala godzine (tramwaj i trolejbus z
                    przesiadka). wiec wychodzila z domu o 7 rano i wracala o 17. i
                    wtedy startowala do garow przy pomocy meza i dwojki dzieci
                    (zazwyczaj mielismy stale obowiazki w stylu zakupy, obranie
                    niesmiertelnych polskich ziemniakow, rozmrozenie kurola,
                    przygotowanie salatki).

                    a ja sama (wciaz sie uwazam za 'nowe' pokolenie, ale moze juz
                    nieslusznie, bo swoje latka tez mam) swego czasu pracowalam ciezko i
                    do pozna. ale teraz mam juz luzik i wyrobiona pozycje to moge byc w
                    domu i przed 18. o ile nie wetkne sobie dodatkowych zajec. tylko
                    po co tak sie spieszyc, co mozna robic w domu tak wczesnie? moze
                    jak sie ma dziecko male to sie czlowiek spieszy, ale z tego co
                    zrozumialam to Annjen nie ma.... moglaby sobie spokojnie po pracy
                    na aerobic albo do kosmetyczki pojsc. albo na kurs judo,
                    ormianskiej kultury lub wloskiego jezyka. a nie do garow i
                    sprzatania gonic. skoro jeszcze na dodatek partner uwaza, ze 'po co
                    to wszystko?'.

                    ja rozumiem, ze mozna sie maniacko starac o dom, pod warunkiem, ze:
                    a) pozostali domownicy tez sie staraja; i / lub b) ktos to docenia
                    i komus to sprawia radoche.

                    ale tak cos z tego wychodzi, ze Annjen sie stara, bo jej sie wydaje,
                    ze powinna. i ze to cos zagwarantuje. szczesliwosc w malzenstwie
                    wiekuista? no, nie wiem.
                    • kicia031 Re: wspólne wakacje - porażka 26.07.09, 21:34
                      ja rozumiem, ze mozna sie maniacko starac o dom,

                      No moglabym ostatecznie maniackie stranie sie o wlasny dom, nie o
                      cudzy, umowmy sie

                      >
                      > ale tak cos z tego wychodzi, ze Annjen sie stara, bo jej sie
                      wydaje,
                      > ze powinna. i ze to cos zagwarantuje. szczesliwosc w malzenstwie
                      > wiekuista? no, nie wiem.

                      A ja wiem - im bardziej sie kobieta stara, tym wieksza pogarde budzi
                      w mezczyznie.
                      • konstancja16 Re: wspólne wakacje - porażka 26.07.09, 22:09
                        no, z pogarda to moze przesada. ja ostatnio zaczelam bardziej dbac
                        o dom, bo do wrzesnia mam wiecej czasu. i nie spotkalam sie na
                        razie z pogarda. spotkalam sie za to z ogromnym zdziwieniem. i
                        niedowierzeniam. 'to naprawde Ty? dobrze sie czujesz?' wink))

                        i wlasciwie z wdziecznoscia tez sie spotkalam.

                        jak w zeszlym roku ja zapierdzielalam jak motorek (zawodowo i
                        naukowo) to mialam: wyprane i rozwieszone pranie (bez prasowania,
                        niestety) i czesto lunch na nastepny dzien przygotowany i zapakowany
                        do pracy oraz owoce na drugie sniadanie. zakupy zrobione. teraz ja
                        mam lekkie przestoje (mniej obowiazkow w pracy), a NM troche
                        bardziej nerwowy okres. wiec nie widze nic zdroznego w tym, ze
                        teraz ja czesciej zmywarke oprozniam, a w zeszlym tygodniu
                        przygotowalam nawet odjazdowego kurczaka w sosie z mleczka
                        kokosowego. oboje mielismy na dwa dni. i uslyszalam 'wielkie
                        dzieki' od NM. i 'strasznie sie ciesze, ze mam lunch na jutro'.

                        bo to nie jest codzienna rzecz, ze tylko jedna strona zapierdala.
                        • nsc23 Re: wspólne wakacje - porażka 27.07.09, 00:40
                          Szkoda Konstancja, ze nie mieszkasz na Wyspach, mialabym fajna znajoma wink
                          A tak na serio to zgadzam sie z Toba w 100% i u nas tez to tak wyglada - czasem
                          W ma wiecej czasu, czasem ja. Sa pewne stale obowiazki (na przyklad Gruby nie
                          widzi sensu prasowania ciuchow, wiec ja to robie, bo nie moge na niego takiego
                          wymietolonego patrzec - jak juz jednak wyprasuje, to i wdziecznosc widze smile),
                          ale ogolnie to jak ktores z nas ma wiecej czasu, to i wiecej robi - na przyklad
                          mnie ostatnio wzielo na ten chleb domowy i pieklam, ale wdziecznosc na twarzy W
                          i jego zapewnienia, ze jest najpyszniejszy na swiecie, sa tego warte. Jakby mial
                          burkac, ze tylko balagan robie w kuchni, to po pierwszym razie by sie skonczylo.
                          • annjen Re: wspólne wakacje - porażka 27.07.09, 08:52
                            bo Wy jesteście z tego nowego pokolenia, jak napisała Konstancjasmile ja pochodzę z
                            tradycyjnej rodziny, podobnie zresztą jak mój mąż, i ciężko byłoby się nam
                            przestawić na inny podział. z tego co wiem, jednym z powodów rozwodu mojego męża
                            z Eksią było to, że nie dbała o dom ani o dziecko. nie boję się, że gdy ja sobie
                            odpuszczę, to mnie rzuci, bo sam często podkreśla, że przesadzam. fakt, że ja
                            czasem pracuję i do 20 i wtedy nocuję u siebie, ale obiad moi mają zawsze do
                            odgrzania. poza tym, że facet siedzi w firmie do 16, to jeszcze przynosi robotę
                            do domu, czasem ma spotkania po południu... nie mam lekko, obiektywnie rzecz
                            biorąc, ale nie obowiązki domowe mi przeszkadzają. zresztą kiedy mam nawał pracy
                            zawodowej, to minimalizuję wysiłki. tylko ja chyba jestem niereformowalna.
                            wczoraj wybieralismy się do rodziny i ja mówię "no widzisz, ten żakiet*** dziś
                            by mi się przydał jak znalazł. widziałam u nas inny podobny, ale już nie za
                            takie pieniądze." on na to: "to ci dołożę", a ja: "nie, nie wiem, czy go chcę".
                            chyba pogrążyłam się całkiem w Waszych oczach, ale jak mną potrząśniecie, to
                            może odważę się na radykalne cięcia. bo już intensywnie myślę.
                            • nsc23 Re: wspólne wakacje - porażka 27.07.09, 10:49
                              Pokolenie-szmokolenie, kolejna wymowka annjen. Jezeli Ty jestes z tradycyjnej
                              rodziny, to moi rodzice pewnie tymbardziej, a problemu nie maja. Wez sie kobieto
                              w garsc, zamiast sie uzalac - w sumie rozumiem, ze chcialas sie wygadac, ale co
                              Ci ktos cos powie, to masz wymowke, ze to nie do konca tak - oprocz narzekania
                              powinnas jeszcze uskutecznic jakies akcje, czyny czy cos, bo inaczej nic sie nie
                              zmieni.

                              tylko ja chyba jestem niereformowalna.
                              > wczoraj wybieralismy się do rodziny i ja mówię "no widzisz, ten żakiet*** dziś
                              > by mi się przydał jak znalazł. widziałam u nas inny podobny, ale już nie za
                              > takie pieniądze." on na to: "to ci dołożę", a ja: "nie, nie wiem, czy go chcę".

                              Z wielkiej laski to ja tez bym nie chciala.
                            • kicia031 tradycja w rozumieniu waszej rodziny 28.07.09, 11:04
                              ja pochodzę
                              > z
                              > tradycyjnej rodziny, podobnie zresztą jak mój mąż, i ciężko byłoby
                              się nam
                              > przestawić na inny podział.

                              Jakas nowa wershja tradycji, jak widze: ty pracujesz na dwoch
                              etatach, utrzymujesz dom, a maz ma rozdzielnosc majatkowa i swoja
                              kase dla siebie. A jak umrze, pasierb wykopie cie z domu do twojego
                              mieszkania i zostaniesz bez grosza przy duszy.

                              Ale najbardziej przerazajace jest to, ze juz 2 raz dajesz sie tak
                              robic w bambuko.
                        • kicia031 konstancjo, juz wyjasniam 28.07.09, 13:05
                          > no, z pogarda to moze przesada. ja ostatnio zaczelam bardziej dbac
                          > o dom, bo do wrzesnia mam wiecej czasu. i nie spotkalam sie na
                          > razie z pogarda. spotkalam sie za to z ogromnym zdziwieniem. i
                          > niedowierzeniam. 'to naprawde Ty? dobrze sie czujesz?' wink))
                          >
                          > i wlasciwie z wdziecznoscia tez sie spotkalam.

                          Nie chodzi o to, co robisz. Ja tez prowadze dom (bo chlopa jednak te
                          2 - 4 dni w tygodniu nie ma, choc jak jest, to na ogol wlacza sie
                          aktywnie), chodzi o nastawienie. Jesli kobieta podchodzi do zwiazku
                          z poczucie,m, ze musi sie starac i zasuwac, i skrecac sie w chinskie
                          8, i nie umie stawiac jasnych wymagan, czego oczekuje, jesli
                          pozwalal sie zle to traktowac, i sadzi, ze zalatwi sprawe stratajac
                          sie jeszcze bardziej i robiac jeszcze wiecej, to niestety - bardzo
                          to niesprawiedliwe - nie budzi wdziecznosci, tylko pogarde.
                          My sadzimy facetow wlasna miara - u wielu kobiet reakcja na dobroc i
                          zyczliwosc jest wdziecznosc. u mezczynz - niekoniecznie, chyba ze
                          najpierw sie ich ustawilo do pionu i wiedza, ze robisz to, bo
                          chcesz, a nie dlatego, ze sie boisz ich utraty, czy tez nie masz do
                          siebie szacunku.

                          I to jest odpowiedz na pytanie Why men love bitches wink)
                • edw-ina Re: wspólne wakacje - porażka 27.07.09, 08:46
                  Annjen - po pierwsze reformowalny jest każdy, tylko jeśli jest mu
                  wygodnie to znajdzie tysiąc wymówek, by niczego nie zmieniać.
                  Przeczytaj jak sama go tłumaczysz: do niego
                  > niewiele dociera, bałaganu w domu nie widzi, więc nie ma sensu
                  sprzątać.
                  > gotowanie odpada, bo nie umie i pracuje min. do 16.

                  Jeśli bałaganu nie widzi, to sprzątnij tylko po sobie i zaciśnij
                  zęby. Gotować nie umie więc odpada? Żartujesz chyba!? Dwie lewe
                  rączki ma i okulary z nosa tak strasznie spadają, że przepisu w
                  książce nie przeczyta???
                  A z tą pracą to już pojechałaś totalnie. To o której Ty wracasz, że
                  jego min. 16 uważasz za późną? Ja jak uda mi się wyjść o 16 jestem
                  super hiper szczęśliwa. Ale mniejsza o to.
                  Mówisz, że nie wiesz jak się zabrać za reformy. Ja bym to załatwiła
                  prosto z mostu, choć z drugiej strony w ogóle nie wyobrażam sobie
                  takiej sytuacji. Lecz jeśli nie chcesz z nim omówić całości
                  zagadnienia, to rób to krok po kroku. - kochanie, jutro wrócę
                  później z pracy, zrób zakupy, bo w lodówce jest pusto.
                  Albo: jestem zajęta, czy możesz mi pomóc i pokroić cebulę/skoczyć do
                  sklepu po sok/ pilnować, żeby sos się nie przypalił - w to miejce
                  wpisz co chcesz.
                  Albo: cieszę się, że obiad ci smakował, ale jestem taka zmęczona
                  teraz. Może ty posprzątasz po obiedzie?
                  Kobieto, nie daj z siebie robić sprzątaczki, kucharki i kochanki w
                  jednym. W dodatku takiej, której można powiedzieć "twoje wydatki,
                  twój problem" (wybacz, ale strasznie ten tekst zapamiętałam). Jeśli
                  twój facet czegoś chce, to niech sam ruszy swoj szanowny tyłek i ci
                  pomoże!!!
                  A z tekstem o pokazywaniu szafek to mnie rozbroiłaś. I co, ty
                  biegałaś trzy dni ze szmatą, żeby on się mógł pochwalić?
                  Oszalałaś?????? I pewnie jeszcze po zakupy do sklepu biegałaś i
                  spędziłaś dzień w garach, żeby on mógł mamusię ugościć?
                  Jeśli facet czegoś chce, ma się też wykazać!!!!!!!!!!
                  I jeszcze jedno - co on robi, kiedy ty pichcisz obiadek, sprzątasz,
                  prasujesz itp.? Bo mnie szlag trafiał jak widziałam własnego M
                  zajętego kolejną zabawką, kiedy ja gotowałam, zmywałam itp. I m.in.
                  dlatego zaczął dostawać zadania. Było: ja teraz gotuję, więc ty
                  rozwieś pranie/ odkurz mieszkanie czy cokolwiek było w tym momecie
                  potrzebne. Później jeszcze nauczył się gotować, bo kiedy ja zaczęłam
                  później wracać z pracy, ktoś musiał.
                  • annjen Re: wspólne wakacje - porażka 27.07.09, 09:55

                    > Jeśli bałaganu nie widzi, to sprzątnij tylko po sobie i zaciśnij
                    > zęby.

                    kiedyś tak zrobiłam, ale ja długo nie wytrzymam...
                    > A z tą pracą to już pojechałaś totalnie. To o której Ty wracasz, że
                    > jego min. 16 uważasz za późną?

                    pracuję w róznych godzinach, częściowo w domu.

                    > Mówisz, że nie wiesz jak się zabrać za reformy. Ja bym to załatwiła
                    > prosto z mostu, choć z drugiej strony w ogóle nie wyobrażam sobie
                    > takiej sytuacji.

                    no właśnie ja niby też wiem jak, ale nie wyobrażam sobie, żebym miała to zrobićsmile

                    Lecz jeśli nie chcesz z nim omówić całości
                    > zagadnienia, to rób to krok po kroku. - kochanie, jutro wrócę
                    > później z pracy, zrób zakupy, bo w lodówce jest pusto.
                    > Albo: jestem zajęta, czy możesz mi pomóc i pokroić cebulę/skoczyć do
                    > sklepu po sok/ pilnować, żeby sos się nie przypalił - w to miejce
                    > wpisz co chcesz.
                    > Albo: cieszę się, że obiad ci smakował, ale jestem taka zmęczona
                    > teraz. Może ty posprzątasz po obiedzie?

                    zdarza mi się tak robić, gdy nie mam czasu lub źle się czujęsmile


                    > A z tekstem o pokazywaniu szafek to mnie rozbroiłaś. I co, ty
                    > biegałaś trzy dni ze szmatą, żeby on się mógł pochwalić?
                    > Oszalałaś?????? I pewnie jeszcze po zakupy do sklepu biegałaś i
                    > spędziłaś dzień w garach, żeby on mógł mamusię ugościć?

                    dokładnie tak było, a kiedy wieczorem w sobotę przed imprezą padałam na pysk i
                    chciałam wyegzekwować obiecaną wcześniej pomoc, to mąż się jakoś tak "źle poczuł"...

                    > I jeszcze jedno - co on robi, kiedy ty pichcisz obiadek, sprzątasz,
                    > prasujesz itp.? Bo mnie szlag trafiał jak widziałam własnego M
                    > zajętego kolejną zabawką, kiedy ja gotowałam, zmywałam itp.

                    jakbym widziała mojego...

                    I m.in. choć czasem rzeczywiscie pracuje.

                    > dlatego zaczął dostawać zadania. Było: ja teraz gotuję, więc ty
                    > rozwieś pranie/ odkurz mieszkanie czy cokolwiek było w tym momecie
                    > potrzebne. Później jeszcze nauczył się gotować, bo kiedy ja zaczęłam
                    > później wracać z pracy, ktoś musiał.

                    mój najwyżej kupi danie z garmażerki, którego ja nie ruszę... wiesz, był czas,
                    kiedy mieszkał sam z synem i nie miał nikogo do pomocy, a dziecko było mało
                    samodzielne... wtedy sam prowadził dom i jakoś sobie musieli dawać radę.
                    ale ja cały czas podkreślam: nie chodzi mi o podział obowiązków, bo z tym sobie
                    radzę. wkurza mnie, gdy facet nie potrafi się zachować jak mąż/dżentelmen
                    głownie w sprawach finansowych. chyba te jego wyskoki, których przykłady
                    podałam, sprawiają, że wiele razy czuję się upokorzona. nie liczę,że będzie
                    mnie utrzymywał, żyjąc sama ze swojej pensji chyba lepiej bym sobie radziła, niż
                    z nim.
                    • edw-ina Re: wspólne wakacje - porażka 27.07.09, 11:43
                      Przeczytaj, co Ci napisała nsc23 - ogólnie rozleniwiłaś chłopa w każdej kwestii. Będziesz pilnowała, żeby żyć tylko ze swoich pieniędzy, nie wpadnie na to, że Ci nie starcza, bo o tym nie mówisz. Widzi, że sprzątasz/gotujesz i jakoś na twarz nie padasz, to nie chce mu się rączek podnieść.
                      Ja też jestem samodzielna, a mimo wszystko kilka razy się uniosłam. Mój M miał jakąś ekstra forsę i padło: on sobie kupi to, kupi tamto itd. Że bywam nerwowa i na język nie choruję, wkurzyłam się i powiedziałam, czy nie wpadł na to, że mógłby coś również sprezentować mi? W końcu ja jak mam ekstra forsę pamiętam o nim. Coś tam pomarudził, ja stwierdziłam, że tematu nie było, ale kilka dni później zabrał mnie na obiad, a kiedy w witrynie zobaczyłam fajną kieckę, to mi ją kupił. Niby nic, stać mnie na nią było, ale miło, że to M mi ją kupił.
                      Dlatego Annjen zacznij mówić, czasami może nawet krzyczeć (to ściema, że grzeczne dziewczynki idą do nieba, choć jeśli tak, to wcześniej same sobie piekło fundują). I przede wszystkim się nie przejmuj. Nie ma czasu pomóc ci przy gotowaniu? Co tam, zrobisz sobie sałatkę, wystarczy. Nie widzi bałaganu? To sprzątaj tylko w sypialni, by mieć gdzie uciec, kiedy już brud z każdego kąta wyłazi. Nie wpadł na to, że nie masz pieniędzy? Kiedy on ich nie ma nie płać tak łatwo, nie unoś się honorem, tylko przypomnij, że dałaś mu stówkę czy dwie na coś tam. Nie musisz kupować prezentów jego synowi, wystarczy, że o niego dbasz. Nie musisz biegać ze szczotką i gotować, bo ma przyjść jego mamusia. Można zamówić catering, a szanowny małżonek może za to zapłacić. A jak "źle się poczuje", kiedy powinien pomóc, to sugeruję byś następnym razem dostała ataku tak strasznej migreny, że przez tydzień przed wizytą będziesz leżała w łóżku.
                      Jak nie zawalczysz o swoje to niczego nie dostaniesz. Powiedz mi kto, może poza kobietą, jest w stanie zrezygnować z układu, w którym jest mu zwyczajnie wygodnie???
    • dyderko Re: wspólne wakacje - porażka 27.07.09, 11:56
      Mam zupełnie inny układ, wszystko jest wspólne, poza częścią, którą
      comiesięcznie odprowadzamy sobie na własne konta by mieć kawałek
      grosza naprawdę własnego (ja nie wnikam na co wydaje swoje
      pieniądze, on nic nie mówi widząc u mnie piętnaste kolczyki). Całość
      naszych funduszy leży na wspólnym koncie które prowadzę ja (bom
      lepiej zorganizowana) ale do którego on ma pełny wgląd i prawo
      głosu. Mimo tego że on to swoje w sumie nieduże „kieszonkowe” wydaje
      na siebie i na swoje dzieci (bo tylko prezenty „z okazji” idą ze
      wspólnego budżetu) potrafi mnie zaskoczyć kupując mi coś z własnej
      woli i kasy, bo pomyślał że mi się spodoba, czy też jeśli mam na coś
      zachciankę a nie mam akurat pieniędzy (nasze własne pieniądze
      naprawdę są nieduże) a on ma to nigdy nie zdarzyło się żeby nie
      zapłacił za mnie (bez określania że pożyczka czy że zwrócę).
      Nie wyobrażam sobie bym musiała go specjalnie prosić o pożyczkę.
      Natomiast wyobraziłam sobie że nie mogę w takich sprawach na jego
      pomoc liczyć... po takim numerze, jak przez Ciebie opisany zwłaszcza
      przy takich układach finansowych, mój pan słyszałby często
      komunikat „widziałam rzecz która Ci się podoba, możesz sobie kupić
      ją w...”, „dawno nie robiłam Ci kotletów jak chcesz na pojutrze to
      jutro kup mięso, i pamiętaj że skończyła się też bułka
      tarta”. „Twojemu synowi podobała się koszulka, którą widzieliśmy w
      sklepie na drugim końcu miasta”. Do tego wyliczyłabym dokładnie ile
      wydaję na życie i zażądałabym wkładu połowy, bez wpływu tego wkładu
      na konto rodzina przechodziłaby systematycznie w połowie miesiąca na
      obgryzanie resztek.
      A, jest jeszcze kwestia zachowania się przy młodym. Twój mąż będąc
      ojcem ma obowiązek pokazać swojemu synowi jak powinny kształtować
      się stosunki w dobrym związku. To co pokazuje synowi to on pewnie
      będzie powielał we własnym związku. Czy on ma tego świadomość?
      • dyderko Re: wspólne wakacje - porażka 27.07.09, 12:01
        Kiedyś gdzieś przeczytałam ze marzeniem współczesnego mężczyzny jest
        utrzymać kobietę za jej własne pieniądze. Nie za współczesny ten
        Twój...?

        A Ty nie unoś się dumą, obowiązek utrzymania domu spoczywa na Was
        obojgu. Jak nie umiesz powiedzieć że trzeba dołożyć do kubeczka to
        po prostu pewnego dnia nie kup nic i skwituj „moje pieniądze już
        przejedliśmy a w kubeczku nie ma nic od ...”.
    • natasza39 Facetowi trzeba mówić wprost 27.07.09, 12:19
      99% chłopów nie kuma podtekstów, aluzji, niedomówień.
      Im trzeba mówić wprost. Tak samo w uczuciach, w zyciu w finansach.
      Jak mu nie powiesz, że Ci nie wystarcza na zycie, to on Ci nie
      dołoży. Jak do tej pory sobie radziłas i nie zwracałaś mu tyłka
      cenami zarcia, to nie licz na to, że on sie sam od siebie
      zainteresuje. Jak do tej pory on co"pozyczał" a Ty mu bez szemrania
      oddawałaś, to pewnie myśli, że Ty taka niezalezna finansowo jesteś i
      tak wolisz.
      Facetowi mówi się wprost o co kamman, bo inaczej nie zakuma.
      Dopiero po prostym wyartykułowaniu o co chodzi i co Cię boli i
      dalszym nie zastosowaniu sie osobnika do Twoich wytycznych mozna
      zastosowac srodki łagodnego przymusu.
      Np. chca obiad? Zakupić ziemniaki, skwasić mleko dnia poprzedniego i
      podac na obiad mówiąc, ze nie starczyło ci na nic więcej.
      Mozna posłać z listą raz, czy dwa na zakupy. Niech wie ile co
      kosztuje, bo oni zazwyczaj nie maja pojęcia ile kosztuja podstawowe
      rzeczy. Po powrocie jeszcze opieprzyć, że przepłacił i wyłożyć gdzie
      jakie promocje się poluje, aby nie przepłacić.
      Brudno? A niech będzie. Niektóre meżczyzny tak juz maja, że
      wyobrażaja sobie, że śmieci się w tajemniczy sposób dematerializują,
      a o tym, ze gacie i skarpetki nalezy prać, suszyć, składać i wkładac
      do szafy przypimnaja sobie wtedy, gdy nie mają juz czystych.
      Każdy człowiek, a płeć męska w szczególności jest wygodnicka.
      Do dobrego przyzwyczaja się moment, a oduczyć takiego, jednego z
      drugim jest bolesne.

      Zycze powodzenia w oduczaniu męskiej czesci domu od dobrego i
      nauczeniu partnerstwa.

      ---------------------------------------------------------------------
      Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
      jest z głupcami.
      • konstancja16 troche odbiegamy od tematu.... 27.07.09, 13:10

        natasza39 napisała:

        "Każdy człowiek, a płeć męska w szczególności jest wygodnicka".

        ja mysle, ze kazdy, bez "w szczegolnosci". tyle tylko, ze u malych
        dziewczynek to wygodnictwo sie tepi i wyrabia poczucie
        odpowiedzialnosci za dom, rodzine. a u chlopcow to wygodnictwo sie
        pielegnuje. tradition. pamietam z wlasnego domu, gdzie bylo nas
        dwoje dzieci: moj starszy brat i ja. dlaczego do nakrywania do
        stolu, sprzatania, zmywania to ja bylam w pierwszym rzedzie wzywana,
        a nie moj brachol? tradition. chlopiec sie bawi, odrabia lekcje.
        tatus oglada telewizje. obaj panowie sa 'zajeci'. a baby
        zapierdzielaja w kuchni i podaja posilek. a nastepnie sprzataja.

        moja babcia jeszcze sie tak dawala, ale i moja mama sama sobie
        sciagala na glowe bardziej odpowiedzialne prace, chociaz pracowala
        zawodowo na 100% i zarabiala lepiej od taty. ja sie buntowalam i
        tak mi zostalo. moge troche podlubac w kuchni jak mam czas i
        natchnienie, ale nie w sytuacji kiedy jakies swiete krowy, ktorym
        zawsze sie balagan sam dematerializowal, leza na tapczanie i
        pachna.

        Niezaleznie mam wrazenie, ze odbiegamy od tematu. Annjen wyraznie
        napisala, ze nie chce uczyc chlopa partnerstwa (moze to nas wkurzac,
        ale to ich zycie). jej problem dotyczyl ukladu finansowego w
        rodzinie. skoro ona wklada tyle wysilku osobistego to jest dla mnie
        oczywiste, ze jej maz powinnien ponosic koszty finansowe. no i
        powrot do pani do pomocy tez mi sie wydaje uzasadniony. zupelnie
        nie rozumiem dlaczego z niej zrezygnowalas (tzn domyslam sie, na
        pewno sprzatasz LEPIEJ i DOKLADNIEJ. tylko dlaczego za darmo?). a
        jesli teraz Ty i Mlody bedziecie wiecej czasu spedzac w Twoim
        mieszkaniu to logicznie byloby kogos zatrudnic tam. no, chyba ze
        Mlody jest tak samodzielny i pomocny przy sprzataniu, ze nie
        bedziesz musiala sie przy nim narobic. w ogole omowiliscie jakos
        koszty mieszkania Mlodego w Twoim mieszkaniu? czy jego ojciec
        przejmuje czesc oplat? czy teraz jeszcze oprocz zakupow w domu
        Twojego Meza bedziesz obslugiwac i utrzymywac jego syna? slowo
        daje, zawsze chcialam miec prawdziwa Matke-Polke za zone...

        • annjen Re: troche odbiegamy od tematu.... 27.07.09, 13:38
          co do pani prowadzącej dom, to sama odeszła, bo dostała etat. ponieważ to było w
          czasie, kiedy miałam mniej pracy i wkrótce urlop, zaproponowałam, żeby na razie
          nie szukał nikogo, a potem się zobaczy... no i się zobaczyło, że ja gotuję
          lepiej (obaj byli zgodni), sama zaś uznałam, ze ja sprzątam lepiej i tak
          zostało. powiedzieć teraz "jednak poszukaj tej pani do pomocy" to jak przyznać
          się do porażkiwink... ale przede wszystkim ja nie bardzo lubiłam, kiedy obca baba
          łaziła mi po mieszkaniu, poza tym sama dobrze gotuję i niełatwo mi dogodzić. co
          do pobytu Młodego u mnie, to faktycznie nie ustaliliśmy jeszcze, na jakich to
          będzie zasadach i nie bardzo liczę na to że mąż sie wychyli z jakąś propozycją.
          na razie zapytał mnie tylko, jakie moim zdaniem Młody powinien dostać
          kieszonkowe na to trochę-samodzielne życie. czy ma się za to również utrzymywać,
          nie okreslono, ale pewnie jakieś konkrety wkrótce się pojawią.
          • dyderko Re: troche odbiegamy od tematu.... 27.07.09, 13:47
            Przepraszam, ale czy Ty masz coś do gadania we własnym stadle? Nie
            chodzi mi tu o kwotę na życie dla nie Twojego dziecka, ani o kwotę
            jego kieszonkowego, chodzi mi o całą resztę, czy Ty masz cokolwiek
            do powiedzenia, czy Twój głos tak bardzo się nie liczy że nawet nic
            nie planujesz, bo i tak nikt nie wysłucha?
          • konstancja16 Re: troche odbiegamy od tematu.... 27.07.09, 14:13

            powiedzieć teraz "jednak poszukaj tej pani do pomocy" to jak
            przyznać
            się do porażkiwink

            co za bzdura!!!!! powiedziec 'jednak poszukaj tej pani do pomocy'
            to wyartykulowac: 'jednak nie chce mi sie juz byc kucharka i
            sprzataczka za darmo. tym bardziej, ze sie przekonalam, ze tobie to
            zwisa i powiewa co sie w domu 'samo' robi'. chociaz wydaje mi sie,
            ze Ty jednak chcesz ciagnac te dodatkowe funkcje, taki cel
            ambicjonalny. 'uchetam sie, ale nie poprosze o pomoc ani sie nie
            poskarze na niewdziecznosc'. moze niebiosa wynagrodza. czyz nie?

            wiec ja tego nie mam. od poczatku mieszkania razem mamy pania do
            pomocy. co ja gadam, ja mialam pania do pomocy nawet jak mieszkalam
            sama! pani przychodzi od czasu do czasu, nie gotuje i nie prasuje,
            ale ogarnia chate w miare regularnie. ja nie umiem dobrze sprzatac,
            nie lubie i nie chce. mam malo wolnego czasu na ogol i jak go mam
            to wole isc pobiegac, poplywac albo sie pobyczyc niz sprzatac. albo
            isc do kina lub na piwo z NM.

            ale znam doskonale typ kobiet, ktore nie usiedza na tylku jak jest
            pylek kurzu na polce. mialam takie potworne ciotki i to jest chyba
            trudno uleczalne. wiec nie ma co z tym walczyc wbrew sobie. wcale
            nie musisz byc kobieta 'nowego pokolenia' wink jesli nie chcesz
            sama. ale logiczne jest, ze jesli juz zapieprzasz w tym dwoch
            domach, pierzesz, sprzatasz, prasujesz robisz zakupy i gotujesz
            (plus praca normalna) to ktos komu tyle obowiazkow nagle odpada z
            jego listy zadan nie przyjmuje tego jako cos naturalnego
            (wynagrodzenie dla Ciebie ze masz teraz 'portki' w szafie, dodatkowe
            do prania i prasowania wink) tylko kurna chata jakos sie poczuwa do
            czegos! do finansowania wspolnego zycia w wiekszej czesci, do
            przejecia wiekszosci kosztow, do usmiechu i przytulenia 'kochanie,
            ciesze sie ze ja i moj dzieciak mamy taki zajebisty dom DZIEKI
            TOBIE'.

            bo jesli nie to w imie czego sie tak napinac? przeciez Ty pracujesz
            i zapieprzasz w domu, a Twoj maz pracuje i.... i co?
            • annjen Re: troche odbiegamy od tematu.... 27.07.09, 14:36
              słowa zajebisty raczej nie użyją, bo oni są większymi wrogami wulgaryzmów niż
              jasmile ale tak, zdarza mi się słyszeć podobne w treści komunikaty. a tak poza
              tematem, to dzięki za zaangażowanie w mój problem, poza sensownymi radami fajnie
              się Ciebie czytasmile
    • annjen Re: wspólne wakacje - porażka 30.07.09, 10:05
      no i mamy kryzys w związku... nigdy nie myślałam serio o odejściu, a teraz
      zaczynam, bo dotarło do mnie, ze to ja kocham i jestem gotowa poświecić
      wszystko, a facet... wygodnie się ustawił, wziął sobie gospodynię i niańkę do
      dziecka, formalnie jest ok, niewiele ryzykuje pod każdym względem. ponieważ jest
      osobą inteligentną i zna się na ludziach, więc wie, że raczej go nie zostawię. a
      ja... kolejny raz okazuje się, że swoją dobrocią tylko przyciągam cwaniaków, bez
      skrupułów mnie wykorzystujących. wiecie co mnie pozbawiło złudzeń? w niedzielę
      zdarzył się w mojej rodzinie tragiczny wypadek - zginęła siostra ojca i jej mąż.
      przez kilka godzin żyli w szpitalu i pojechaliśmy tam z mężem zabierając moich
      rodziców. w trakcie jazdy roztrzęsiona dużo mówiłam, i wtedy usłyszałam od męża:
      "kłapiesz i kłapiesz, już się zamknij". przedwczoraj pojechałam do rodziców,
      wczoraj wróciłam. chciałam trochę z nimi pobyć, bo ciężko im się pozbierać. mąż
      mnie dość chętnie wyprawił. gadaliśmy przez telefon, ale nie zapytał, jak się
      czuję ja czy rodzice... w zamian opowiadał długo i ze szczegółami o swoich
      wygłupach off-roadowych. wczoraj wieczorem wróciłam (wcześniej przez telefon
      upomniałam się o kolację, bo sam o tym nie pomyślał, że jak żona wraca z trasy
      przed północą, to może by coś zjadła). widział, ze byłam zmęczona i smutna, ale
      nie zapytał o nic, pogadał trochę o swoich wyczynach w terenie i poszedł do
      komputera... nie muszę chyba dodawać, jak się czuję...
      • nsc23 Re: wspólne wakacje - porażka 30.07.09, 10:55
        Wiesz co Annjen? Zrozumialabym to zachowanie gdyby bylo wyjete z kontekstu -
        trudna sytuacja, facet nie wie jak sie zachowac, glupio reaguje, wiadomo, ze
        jest przykro, ale trudno - trzeba powiedziec, ze nie tego sie spodziewalas i
        liczyc na to, ze nastepnym razem bedzie lepiej. ALE w kontekscie wszystkiego
        innego chyba by mnie trafilo na amen. I tekst z klapaniem ponizej wszystkiego -
        znajac siebie poplakalabym sie na miejscu, bo by mi nerwy puscily.
        Albo posadz goscia i mu jednak wszystko wywal jak leci, albo nie wiem juz co.
      • aurelia-k jedyna reakcja - brak reakcji 30.07.09, 12:18
        współczuję Ci bardzo... aż chciałabym powiedzieć, że może nie
        wytrzymuje ciśnienia, ale spotykam się z podobnymi reakcjami. W
        wykonaniu mojego partnera najlepszą reakcją na trudności (dowolnego
        typu) jest unikanie, lekceważenie i ogólny brak kontaktu. I
        przeczekanie, przecież od dawien dawna wiadomo, że problemy
        rozwiązują się same, trzeba je tylko odpowiednio długo przetrzymać.
        Wychodzą z tego całkiem zabawne sytuacje: jak sprawi mi przykrość to
        się na mnie obraża, więc w domyśle powinnam rozwiązać tę
        niedogodność, żeby wszystko wróciło do pogodnej i niczym niezmąconej
        normy...wyjaśnienie prosto z jego ust: bo u mnie w domu nie
        rozmawiało się o problemach, nie mam wzorców. Ręce opadająsad
      • edw-ina Re: wspólne wakacje - porażka 30.07.09, 12:28
        Annjen, przede wszystkim moje szczere kondolencje. Płacz, złość się, wyrzuć to z
        siebie i nie pozwól, by zostało.
        odnośnie twojego M. Hm, ludzi poznajemy w kryzysowych sytuacjach. Wówczas dość
        szybko wychodzi, kto jest przyjacielem, a kto nie. Jak minie najgorszy okres,
        musisz (!!!!!!!!!!!!) przeprowadzić z mężem kategoryczną rozmowę. Być może nawet
        taką prowadzącą do zakończenia tego związku. Bo jeśli nie możesz liczyć na niego
        w trudnych sytuacjach, to nie jest ci osobą oddaną.
        I jeszcze jedno - Ty pojechałaś wspomóc rodziców, a on pobawić się???
        Ile ten człowiek ma lat? 15? Nawet jeśli ta wycieczka była od roku planowana, to
        mógł sobie odpuścić.
        Trzymaj się dziewczyno i nie zamykaj się w sobie.
        • konstancja16 Re: wspólne wakacje - porażka 30.07.09, 13:46

          wspolczuje Annjen. Tobie i Twojej Rodzinie.

          'w mojej rodzinie tragiczny wypadek' + caly opis stosunku Twojego
          meza do sytuacji dosc mocno wpisuje sie w podkreslony wczesniej
          podzial na moje-twoje. moja rodzina, moje problemy. twoje konto,
          twoje pieniadze.

          odwroc sytuacje, gdyby cos podobnego zdarzylo sie w jego rodzinie?
          jakie byloby Twoje zaangazowanie?

          trzymaj sie i pobadz z Rodzinka, ktora Cie teraz potrzebuje bardziej
          niz kiedykolwiek. potem, na spokojnie juz, rozstrzygniesz czy masz
          w mezu przyjaciela i wsparcie jakie on ma u Ciebie. czy tylko
          swiadczysz darmowe uslugi roznych rodzajow. jednostronnie dosc.
      • kicia031 annjen 30.07.09, 14:06
        szczere wyrazy wspolczucia. Trzymaj sie.
      • 13monique_n Wyrazy współczucia Annjen 30.07.09, 14:47
        Dla Ciebie i Twojej Rodziny. Trzymajcie sie razem, to trudny okres i
        potrzebujecie wzajemnego wsparcia.

        PS A mąż - hmmm, mój eks w podobnej sytuacji (śmierć mojej Babci)
        zachował się podobnie - totalnie lekceważąc moje uczucia. To był
        koniec ostateczny naszego związku. Już wyraźniej nie musiał mi
        pokazywać, kim dla niego jestem i co dla niego znaczę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka