jowita771
10.08.09, 11:01
Zawsze miałam dla pasierbicy dużo serca, starałam się o jak najlepszy kontakt
z moja córką. Jak miały dłuższą przerwę między spotkaniami, to pokazywałam
córce zdjęcia siostry, opowiadałam jej, żeby pamiętała. Od paru tygodni córka
nakręcała się na spotkanie z siostrą. Nie widziały się "na żywo" kilka
miesięcy, bo pasierbica mieszka na końcu świata. Kontakt mamy telefoniczny i
przez skype'a. M kupił dla swojej starszej córki wymarzony prezent, drogi i
kłopotliwy dla nas przez ostatnie prawie dwa tygodnie, ale co tam, ucieszy
się. No i mieliśmy się spotkać, M dzwoni, a pasierbica powiedziała, że nie
przyjdzie, bo się umówiła z rodziną, która mieszka w tej samej miejscowości,
co ona, czyli widzą się kilka razy w tygodniu. M powiedział, że przecież
prezent, a ona na to, żeby jej podrzucił. M powiedział, że musi prezent
odebrać, to chciała przysłać wujka, żeby wziął. M powiedział, że musi odebrać
sama, to wpadła, jak po ogień. Powiedziała, że po obiedzie przyjdzie na
dłużej. Potem zadzwoniła, że jednak nie przyjdzie. Żal mi M i żal mi mojej
córki, bo się nastawiła na spotkanie z siostrą, rano były poszukiwania korali
od siostry, bu MUSI je założyć. Jest mi przykro jak cholera. Już nie będę
przypominać córce, że ma siostrę, bo nie ma. Przykro mi było patrzeć, jak moja
córka skacze koło tamtej i gada jak nakręcona, a pasierbica patrzyła tylko,
żeby zgarnąć prezent i się zmyć.