wujaszek_joe
12.08.12, 00:57
lanos przegiął i idzie w świat.
Razu pewnego ujechałem do pracy 300metrów. laweta, nowa pompa paliwa, a raczej jakis jej kluczowy fragment. i cos w zamku, bo w takich momentach mam podobno za dużo siły.
Tego samego dnia wrócił, ale zaczął coś szarpać. bardziej niż zwykle bo on nigdy nie był na sto procent zdrowy (lexus namawiam, to niezwykle ciekawy samochód:)
Do tego pojawiły się strzały znikąd. Mechanik w pracy rzucił okiem. Otwarłem maskę, zapaliłem. dupło tak potężnie, że chłop ledwo przeżył. Skurczył się jakby nieco i nabrał szacunku do mojego wozu. A silnik zarzygany olejem.
Na drugi dzień ledwo doczołgałem sie tym padłem na trzech cylindrach do warsztatu. Mam nowe świece i kable, 160zł.
U mechanika chodził wspaniale, teraz go przestawiałem to znowu słabo mu na benzynie, podświetlenie też dziwnie się zachowuje. To auto ma coś z prądem nie tak i zawsze tak miało.
shit okrutny. 118 tyś km przebiegu, z czego u mnie przez 4 lata 35tyś. Wymieniłem prawie całą instalację gazową, świece i kable ze cztery razy itd.
Ale do rzeczy.
Mechanik powiedział że jego znajomy chce sprzedać punto IIFL 1.2 60km 2005r. 78tys. km za osiem tysięcy.
I że on je zna i auto jest w porządku.
No i kupiłem. za 7400zł. cena super, auto jak nowe. tylko radio zepsute. No i słabe trochę. na miasto starczy ale nic poza tym. lanos jest wyraźnie mocniejszy. W prowadzeniu różnica epokowa. Przemyslane te punto w środku i nie takie małe.
Teraz lanosa trzeba umyć i szukamy chętnego. więcej niż jakieś 3500zł nie nalezy chyba oczekiwać