marekatlanta71
23.05.05, 00:18
Wczoraj bylem o wlos ze zderzenia z sarna. Ale dalem ostro po hamulcach a
sarna laskawie sie usunela (bez pospiechu). Dla wyjasnienia - jechalem rowerem
po tzw. Alpharetta Greenway, zasuwalem dosc ostro bo bylo juz pozno i chcialem
przd noca dopedalowac do domu. Sarny na sciezce sa wyjatkowo bezczelne -
zupelnie nie boja sie ludzi, a powiedzialbym raczej ze zachowywaly sie dosc
wrogo. W kazdym razie dopiero pisk kol spowodowal ich niechetna i leniwa
reakcje. Spotkalem tez kilka zajecy, ktore na szczescie baly sie bardzej i
zwiewaly ile wlezie. Niestety w ich malych mozdzkach wydawalo sie ze
najlepszym sposobem ucieczki jest biegniecie przed rowerem zamiast danie susa
w las. Dopiero po jakims czasiegdy okazywalo sie ze nie sa wcale od roweru
szybsze, decydowaly sie na zmiane strategoo i dawaly susa w krzaki. W kazdym
razie nie dalo sie pojechac szybciej bo co chwila cos wlazilo pod kola :(