Dodaj do ulubionych

Blog szkockiego Truckera ;-)

30.06.06, 23:22
Zacznę sobie taki wątek, a co ;-)

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11207&w=44436660&a=44436660
Tu skrót do mojej relacji z podróży ;-)
Obserwuj wątek
    • lexus400 Re: Blog szkockiego Truckera ;-) 30.06.06, 23:36
      Rewelacja:))
      • pizza987 Re: Blog szkockiego Truckera ;-) 30.06.06, 23:38
        Orysiu, nagrodę naszego forumowego PenClubu masz już w kieszeni. Kiltu oczywiście :)
    • tomek854 Dzień pierwszy ;-) 30.06.06, 23:46
      Wstałem rano, jeść mi dano...

      Potem kupiłem sobie bilet na cały dzień jazdy w autobusie (za dwa funty) i
      pojechaliśmy do centrum do autobusiarni kupić sobie bilet na tydzień.

      Dzieki karcie EURO<26 załapałem się jeszcze na studencki, ale to już końcówka,
      za stary się robię.

      Zdjęcie robią człowiekowi na poczekaniu, drukują plastikową kartę, która ma
      chyba jakiegoś czipa w środku, bo w autobusie ją się kładzie na takim specjalnym
      czujniku i wyświetla od razu okres ważności i takie tam. Paska magnetycznego nie
      ma.

      A poznaniacy się podniecaja swoją kom-kartą jak murzyn blaszką...

      Nie muszę chyba mówic, ze karta (jak i mapa sieci) jest za darmo, za to powiem,
      ze bilet "unlimited travel" na tydzień kosztuje 11 funtów (gdzie pojedynczy
      przejazd kosztuje funta - niezłe proporcje).

      Oczywiście na dziś miałem już bilet całodzienny, więc swoją kartę postanowiłem
      aktywować jutro (bo się ją aktywuje w momencie pierwszego użycia)

      Następnie postanowiłem udać się do trelefoniarni, gdzie zakupiłem sobie
      brytyjską kartę SIM i załadowałem ją na 10 funtow. Potem sobie poszedłem do
      kafejki, w której nie dalo się wykupić mniej niż pół godziny za funta, a ja
      chciałem tylko dopisać nr trelefonu na CV i je wydrukować... Trudno.

      Potem sobie pojechalem do Driver-Hire autobusem- ciekawostką, o którym zaraz
      napisżę w ostatnim wątku (bo i tak wszyscy w pracy i nie mam nic do roboty a
      łazić samemu po mieście w taką szkocką pluchę to mi się nie chce. Będę tu
      mieszkał dłuższy czas, może się zdarzy jakiś dzień z ładną pogodą :P).

      Tam nieco zaznałem szoku - w Glasgow to była chyba jakaś franchizingowa firemka
      - obskurne biuro, za to sympatyczna załoga. A tutaj - wielka krawaciarska firma.
      Przyjęli mnie życzliwie i umówili na rozmowę na środę (mają urwanie glowy, bo w
      poniedziałek jest bank holiday, czyli takie brytyjskie święto nie wiadomo po co).

      Potem sobie poszedłem do dżob center, gdzie poprzeglądałem oferty - kiepskie, no
      ale JC to takie najgorsze z najgorszej. Choć jedna mi się spodobała - powożenie
      jakimś wynalazkiem (custom-build vehicle) w którym jest obwoźna galeria sztuki
      ;-) Ale chcą doświadczenia. Nic to, może w poniedziałek do nich zadzwonię.

      A, po drodze byłem jeszcze w jednej agencji, ale była tylko biurowa. Polecili mi
      inną, ale nie znalazłem, a chciałem zdązyć do JC (żeby popatrzeć jak tam
      sytuacja wygląda).

      Generalnie nie jest źle - Polaków kupę, ale w JC nie ma histeryzujących tłumów
      jak to miało miejsce rok temu w Glasgow :-) Ofert mniej więcej tyle samo, czyli
      nie za dużo... ;-)

      Na mieszkanku całkiem sympatycznie, do tego jest blisko do centrum, do Lidla i
      do Polskiego sklepu ;-)

      No i net mamy, to nie zginę ;-)

      Potem sobie pojechalem na zakupy, i tak pierwszego dnia poszło 50 funtów. Ale
      głównie na dalekosiężne inwestycje (bilet 11, komórek 15, zakupy jedzeniowe i
      coś tam jeszcze mnie kosztowało 15, ale za Chiny ludowe nie mogę sobie
      przypomnieć co :P)

      Teraz się zastanawiam skoro oni wszyscy pracują w weekend, to moze sie bujnę do
      Glasgow na stopa odwiedzić sobie znajomych...
      • tomek854 Re: Dzień pierwszy ;-) 30.06.06, 23:49
        A, zapomniałem napisać, że kierowcy autobusów Lothian są jacyś drętwi. W Glasgow
        to sobie człowiek wysiadał i wsiadał gdzie chciał, a tu tylko na przystankach.
        Ale moze to dlatego, ze tam bylo napisane "wysiadanie poza przystankami na
        wlasna odpowiedzialnosc" a tu jest napisane "wysiadanie poza przystankiami jest
        i niebezpieczne i nielegalne".
      • pizza987 Re: Dzień pierwszy ;-) 01.07.06, 00:09
        Wydrukuj i daj swojemu nowemu szefowi, żeby miał pod ręką :D
        www.funiaste.net/2006/lipiec/01/image8.php
    • tomek854 Dzień drugi 02.07.06, 02:13
      Dzisiaj odespalem wreszcie zaleglosci (spalem 12 godzin, od 3 am do 3 pm ;-) )

      Potem pointernecilem za praca - duzo mniej maja ofert tutaj niz w glasgow. Ale
      potem poszedlem sobie na Tron Artura (to taka gora w srodku miasta) - jak tu
      jest pieknie, to masakra. Musze tutaj znalezc prace :-)

      W ogole mieszkanko mamy zlokalizowane rewelacyjnie. Do centrum 5 minut autobusem
      lub jakies 20 piechotka. Na Tron Artura 10-15 minut (do podnoza). Nad morze tez
      jakos tak bedzie... :-)

      Pogoda dzisiaj piekna.

      Poznalem dzisiaj sympatycznych Polakow (co sie nieczesto zdarza) opowiadali,
      jakie przewalki sa z mafia - sciaga haracze od naszych i w ogole...

      Poznalem tez typowego Polaka, ok 40 z wąsem i w kamizelce skórzanej - lezal na
      trawie na przeleczy i spal. Jak przechodzilem to sie troche podniosl, cos
      pobełkotał po polsku (moze do mnie - mialem koszulke z wielkim polskim napisem)
      ale w polowie zdania musial przerwac, odwrocic sie i puscic pawia :S

      Wracajac sie wkurzylem, bo chcialem sobie piwko kupic, a zapomnialem, ze tutaj
      tylko do 22. Wiec pije fante ;-)

      Tyle na dzisiaj. Jutro tez bede baki zbijal, i pojutrze tez, bo sa bank holiday
      to nic nie zwojuje z szukaniem pracy raczej...
      • m.a.n.n Tron Artura 04.07.06, 18:50
        Bez bicia się przyznam, że pierwsze skojarzenie to takie, że idziesz do wc... :C
    • tomek854 Re: Blog szkockiego Truckera ;-) 03.07.06, 01:29
      dzisiaj mialem isc na miasto, ale byla burza z piorunami (co jest tu rzadkoscia).

      Za to obserwowalem kibicow idacych na mecz (przechodza pod moimi oknami).

      Cale rodziny, wesole, ale po cichu sobie ida. zadnego chamstwa, rykow, wrzaskow...

      Pogrzebalem sobie w necie, zapialem sie w paru miejscach i pozostawialem CV.
      Poprzegladalem sobie tez ogloszenia i znalazlem dwa ciekawe - jutro bede dzwonic.

      a teraz sobie gadam z moim kochaniem na ircu. Musi sie uczyc angielskiego, bo
      chcemy, zeby do mnie dobila na jesieni ;-)
    • tomek854 Dzien czwarty 04.07.06, 17:42
      Internet, job centre, firmy kurierskie...

      Wciasz szukam pracy. Jutro mam miec rozmowe w driver hire :-)
      • lexus400 Re: Dzien czwarty 04.07.06, 18:44
        tomek854 napisał:

        > Internet, job centre, firmy kurierskie...
        >
        > Wciasz szukam pracy. Jutro mam miec rozmowe w driver hire :-)

        3mam kciuki:)
      • tomek854 Dzien szosty 06.07.06, 23:50
        Jest pierwszy odzew - zadzwonili do mnie z ManPower Driving (praca czasowa dla
        kierowcow) ale im sie nie spodobalem, bo nie mam prawka brytyjskiego.


        Za to bylem dzisiaj w przeprowadzkowej firmie, gdzie sie spodobalem chyba,
        pogawedzilem sobie z sympatycznym panem, i mowi, ze nie wie, czemu tak robia, bo
        on byl kiedys w czechach i tam sie na pewno o wiele trudniej jezdzi.
        Poinformowalem go, ze w Polsce jest jeszcze gorzej.

        Ale chyba mam za dobre CV bo jak doszedl do "IT journalizm" to zrobil wielkie
        oczy i spytal, czy jestem swiadomy, ze u niego sie meble nosi :-)

        Po za tym zdziwienie budzi fakt, ze u nas mozna miec prawko C nie majac po
        drodze C1 i doswiadczenia na 7.5 tonowkach...

        Poza tym poskladalem jeszcze papiery w paru miejscach z branzy fraxa - w
        wypozyczalniach. W jednej sie pytali, czy umiem jezdzic limuzynami i
        oldtimerami. Powiedzialem, ze limuzynami to nie, ale oldtimerami to i owszem.
        Jak powiedzialem, ze jezdzilem trabantem (moze sobie pani taki w Glasgow Museum
        of Transport obejrzec) a do tego jeszcze przez 3 lata posiadalem na wlasnosc
        model fiata 125 (to taki z lat 70tych) to niezle zadalem szpanu ;-)

        Ciekawa tam mieli limuzyne - garbusa :-)

        Oni to w ogole maja fazy na te limuzyny - przedluzany hummer na przyklad...

        Ale tez widzialem pare ciekawostek - mercedes klasa E trzy rzedy siedzen, trzy
        pary drzwi... Ciekawe, czy zgapili od FSO 125p jamnika? :-)

        Poza tym podpisalem umowe z driver hire (taka agencja - wypozyczalnia kierowcow)
        i czekam na telefon. Co prawda placa marnie - 5.50 za busa i 5.75 za 7.5 tony, a
        na wieksze mnie nie chca, ale na razie potrzebuje kazdej pracy, bo kasy juz nie
        wiele, a za mieszkanko trzeba bedzie zaplacic :-)

        Trzymajcie kciuki.
        • tomek854 Re: Dzien szosty 06.07.06, 23:51
          cos mi sie posmerfowalo, toz to ja juz 7 dzien tu siedze :-)
        • bart.ez Re: Dzien szosty 07.07.06, 00:21
          na ciężarówki się pchasz a 'limuzynom' nie umiesz jeździć? ;-)

          Było kupić w Polsce jakiegoś kanta, wziąć ze sobą i wypożyczać jako oldtimera.
          Dopiero byś kasy natrzepał :-)
          • tomek854 Re: Dzien szosty 11.07.06, 14:30
            Do dupy jest to driver hire tutaj.

            Jeszcze do mnie nie zadzwonili.

            Za to bylem wczoraj w Glasgow i tam mnie chca od reki. Chyba sie dzisiaj
            przeniose, tylko musze zadzwonic, czy mieszkanko jakies dla mnie sie znajdzie ;-)

            Tymczasem w Glasgow powitali mnie jak starego znajomego i juz na dzisiaj chcieli
            mnie do roboty i pytali sie, czy sie nie boje 20 tonowego atego. To rozumiem ;-)
            • mrzagi01 Re: Dzien szosty 11.07.06, 14:44
              he! he! "20 ton... i ON" ! :))))))
            • pizza987 Re: Dzien szosty 11.07.06, 15:19
              tomek854 napisał:


              > Za to bylem wczoraj w Glasgow i tam mnie chca od reki. Chyba sie dzisiaj
              > przeniose, tylko musze zadzwonic, czy mieszkanko jakies dla mnie sie znajdzie ;
              > -)
              >
              > Tymczasem w Glasgow powitali mnie jak starego znajomego i juz na dzisiaj chciel
              > i
              > mnie do roboty i pytali sie, czy sie nie boje 20 tonowego atego. To rozumiem ;-)

              Taaa, i zaczną się nowe wykłady Cranmera o metodach zmiany biegów, a ja w trasę muszę lecieć i fotela na pneumatyku, ani kierownicy od jelcza do autka nie wepchnę. To mnie znowu ominie....
              • tomek854 Re: Dzien szosty 11.07.06, 15:32
                e, atego juz jezdzilem ;-)

                Problem jest w tych popieprzonych przepisach tachografowych. To trzeba miec
                doktorat z matematyki chyba

                Mozesz dziennie jezdzic tyle a tyle, ale mozesz sobie dwa razy w tygodniu
                przedluzyc do tylu i trzy razy w tygodniu skrocic odpoczynek do tylu, ale tak,
                zeby w sumie w tygodniu nie bylo wiecej niz tyle a tyle, tylko ze jak bedzie
                wiecej, to za to w nastepnym tygodniu musi byc mniej, zeby w ciagu dwoch tygodni
                nie bylo wiecej niz tyle a tyle. No a do tego musisz zrobic odpoczynek
                tygodniowy, minimum tyle, chyba ze cos to tyle, albo nawet tylko tyle, ale tak,
                zeby w sumie nie odpoczywac mniej niz tyle.

                A do tego jeszcze musisz zadbac o to, zeby srednia z 17 tygodni (!) nie byla
                wieksza niz tyle.

                Proste, prawda? ;-)
                • pizza987 Re: Dzien szosty 11.07.06, 15:36
                  Może kolega lepiej się astronomią i inną fizyką zajmie. Bo jak przeczytałem to tego i tyle, to mi ręcę opadły....patrz sygnaturka :D
                  • plawski Hej truckerze, żyjesz??? n/t 14.07.06, 10:36

                    • mrzagi01 Re: Hej truckerze, żyjesz??? n/t 14.07.06, 11:19
                      eeee, pewnie dorwał sie do trucka i teraz nami cieniasami gardzi ;) tylko z
                      Bajką i Cranmerem będzie gadał ;))))
                      • tomek854 Re: Hej truckerze, żyjesz??? n/t 15.07.06, 20:01
                        A idz ;-)

                        Nie mam czasu na internet.

                        W srode jezdzilem furgonetka.

                        W czwartek mnie wzieli do parkowania (znaczy podstawiania pod rozladunek, pomocy
                        w rozladunku i przestawiania na zaladunek) ciezarowek w tej pralni, co jezdzilem
                        rok temu. Powiedzialem tam nieopatrznie, ze potrzebuje wiecej godzin co by
                        splacic pozyczke, to wczoraj mialem 17 godzin roboty - w tym dwa kursy
                        furgonetka w sumie na 15 godzin!

                        Bylem miedzuy innymi w zamku Stirling (to tam gdzie krecili Waleczne Serce -
                        fajnie sie smiga busem po sredniowiecznym zamku majac w kazdej bramie po 3-4
                        (nie przesadzam!) centymetry od kazdego lusterka... No moze z tym "smiganiem" to
                        przesaczilem, bo raczej sie powoli i ostroznie toczylem.

                        Potem dla odmiany pojechalem do doliny, gdzie pochowany jest Rob Roy - nawet
                        zajrzalem na jego grob po drodze.

                        Klimaty fajne, w sumie z 20 mil droga wezsza od wjazdu do garazu mojego taty,
                        tak ze przodem sprintera trzeba bylo wyjezdzac poza asfalt zeby tyl za duzo nie
                        scinal... A droga byla kreta, miedzy skalami i drzewami, 2 metry od brzegu
                        jeziora.. Przepieknie tam jest.

                        Oczywiscie nadzialem sie na jakichs kretynow camperem, wlochow, co mieli wielkie
                        pretensje, ze sie nie mogli ze mna minac. Zwrocilem im uwage, ze jest zakaz
                        wjazdu autokarow, ciezarowek i camperow wlasnie, ale oni mieli pretnensje do
                        mnie, ze ja wjezdzam, mam taki sam samochod (ich camper tez byl na sprinterze) i
                        jeszcze psuje im wakacje...

                        W rezultacie musialem cofac z 600 m do najblizszej wiekszej mijanki, bo buce
                        oczywiscie nie potrafili cofac, a na mniejszej nie dalo rady sie wyminac.

                        Mam nadzieje, ze na koncu nie bylo miejsca do zawrocenia, ha ha ha (ja
                        zawracalem na terenie hotelu :P)

                        Jak bede mial jakis darmowy internet to wroce do blogowania, bo we tej kafejce
                        to pojde z torbami.

                        Pzdr
                        • skiela1 Re: Hej truckerze, żyjesz??? n/t 16.07.06, 04:19
                          Pozdrowienia.
                          Trzymaj sie :-)
                          ...i wypoczywaj ...TEZ:-)
                        • lexus400 Nie dałeś zdjęć to ja dałem:)) 16.07.06, 22:35
                          Fotki ze Szkocji i między innymi miejsca o których pisał Tomek.
                          g.pl/~frontier/trip1/index.html
                          • tomek854 Re: Nie dałeś zdjęć to ja dałem:)) 18.07.06, 19:17
                            Cos lexus lipe odstawia. Tu jest rekordowo cieple lato, a ten jakies sniezne
                            fotki daje...

                            Ale generalnie owszem - choc to nie akurat ten zamek, to i w takich klimatach
                            sie bywalo ;-)

                            Na razie mamy rekordowo cieple lato, agencja na ten tydzien zalatwila mnie
                            do 'parkowania ciezarowek' ale zapomnieli powiedziec, ze je trzeba najpierw
                            rozladowac. Powiedzialem ze takiego wala (znaczy uprzejmie powiedzialem, ze no
                            way, bo nie wiem jak jest takiego wala po angielsku) i ze dzisiaj ostatni raz.
                            Ale dzisiaj jak wlazlem do srodka, to tam jak w saunie, rozladowalem dwie i mi
                            sie slabo zrobilo, to poszedlem do domu.

                            Jutro mi obiecali 'class two job' czyli cos wiekszego niz 7.5 ton. Zobaczymy.

                            Pozdrowionka
                      • typson Re: Hej truckerze, żyjesz??? n/t 19.07.06, 16:20
                        > eeee, pewnie dorwał sie do trucka i

                        pojechał na torówki - taki chrzest bojowy w nowej pracy ;D
                        • tomek854 Re: Hej truckerze, żyjesz??? n/t 26.07.06, 15:58
                          Sam jestes Torówka.

                          ja jestem truckerem uduchowionym i pracuje w branzy artystycznej, ale o tym
                          bedzie mowa w osobnym watku.

                          Po za tym wzieli mnie do roboty na weekend do przeprowadzki Hewlett Packarda -
                          ile sie sprzetu marnowalo, oni laptopami rzucali po ciezarowce jak kapusta...

                          Pamietajcie, zeby nigdy nie zlecac przeprowadzki firmie Buisness Moves group z
                          Glasgow ;-)

                          Po za tym poprosili, zebym przyszedl w niedziele. To przyszedlem, a oni
                          wredniaki zagonili mnie do suwania szaf serwerowych. mialo byc do 13, bylo do
                          19, zrfypany bylem taki, ze im przyfasolilem ta ciezarowka w jakas naczepe i
                          maja teraz gustowne ryski.

                          Dobrze im tak - a mi tez dobrze, bo "po to placimy tle na ubezpieczenie, zeby
                          sie takimi bzdurami nie przejmowac, bo przeciez jak sie duzo jezdzi, to sie
                          takie rzeczy czasem zdarzaja i to normalne" jak powiedzieli w agencji. Czyli im
                          przysmazylem najnowsza ciezarowke, a mi z tego powodu wlos z glowy nie spadl -
                          to mi sie podoba.

                          Dla bajki dodam na pocieszenie, ze przyfasolilem renowka, a dzien wczesniej
                          jezdzilem DAFem i nic mu nie jest (ale on byl malutki :-) )

                          A o przedwczoraj i wczoraj to az napisze osobny watek - tak bylo zabawnie ;-)
                          • tomek854 Re: Hej truckerze, żyjesz??? n/t 29.07.06, 22:00
                            PRacy jest opor.

                            A w agencji maja taki burdel ze dzwonia do mnie po 3 razy dziennie i chca mnie
                            wysylac do roboty na ten sam dzien ;-) Tylko kazdy do innej.

                            Musze im powiedziec, zeby zrobili cos w rodzaju konkursu ofert - i sobie bede
                            wybieral najlepsza ;-)

                            A w ogole jest zabawnie - teraz robilem za pomocnika - pod dom podjezdzaja, pod
                            dom podwoza, 90% czasu baki zbijam, czasem wniose jakas lodowke, a placa jak za
                            jazde :-)

                            Ale generalnie nastepny tydzien znowu mam tak zawalony, ze chyba bede pusta
                            zasuwal, bo nie bedzie czasu ladowac, taki bedzie za pierdziel ;-)
    • tomek854 Re: Blog szkockiego Truckera ;-) 17.09.06, 20:34
      Zeby nie bylo, ze nie umiem korzystac z wyszukiwarki.

      Od tygodni nie robie nic ciekawego - glownie 7.5 tonowki, lokalne dostawy po
      Glasgow i okolicach. To jakis 'plumbing staff', to znowu drewno budowlane,
      innym razem materialy izolacyjne (o, to byla odmiana. 24 tonowym Atego az do
      Aberdeen). Wczesniej meble labolkatoryjne - w Aberdeen bywalem prawie
      codziennie. Zajechac, rozladowac, wrocic. Mila odmiana bylo to, ze zaczeli mi
      dawac ciekawsze kursy - pare razy bylem w Anglii. Tez 7.5 tonowka. Poniewaz nie
      ma ona miejsca do spania, nocuje w hotelach, czyli zamiast kwitnac na
      autostradowych parkingach wieczory i noce spedzam w centrach miast - i tak
      mialem okazje pozwiedzac sobie Doncaster, Coventry, Londyn (dwa razy) i Crewe
      (odwiedzilem znajomych). Widzialem tez fajny komis pod Yorkiem - same mini
      morrisy i relianty (te 3kolowe badziewia, co ich Jas Fasola nie lubi).

      Na liczniku stluczek i otarc - 4. Wczoraj wcofywalem w ciasna brame pod
      budynkiem, dluga na jakies 25 metrow. NIc nie widzialem w lusterkach, bo bylo
      za ciemno (cale swiatlo prawie zajalem plandeka) wiec staralem sie jechac
      prosto i utrzymywac odleglosc 4 cm od prawego lusterka. Niestety, okazalo sie,
      ze z czasem brama sie zweza - na drugim koncu mialem tylko po ok. dwa
      centymetry od kazdego lusterka.

      Z pewnymi wyjatkami od paru tygodni poruszam sie wylacznie DAFami LF, tymi
      najmniejszymi na 7,5 tony, ktore bardzo polubilem. Takie male, zwinne bzyczki.
      Jezdzi sie identycznie jak furgonetka.

      Chyba nie jestem taki najgorszy bo zaczynam otrzymywac propozycje zostania na
      stale. Dwie firmy takze dzwonia do mnie bezposrednio, bo jak potrzebuja kogos z
      agencji to kategorycznie chca, zebym to byl ja. Dobrze.

      Na razie prac na duze ciezarowki mam jak na lekarstwo bo w koncu nie zrobilem
      tej karty tacho - musze wyslac im prawo jazdy i paszport, a ciagle jest mi
      potrzebny (paszport, bo o prawo jazdy nikt nie pyta, a jak nie bede mial na
      kontroli policyjnej mam 28 dni na przedstawienie go na komisariacie). Najpierw
      bylem na rozmowie w celu wciagniecia mnie do systemu ubezpieczen spolecznych, a
      teraz mam jechac do Francji a potem do Polski - mam nadzieje, ze miedzy tymi
      dwoma wyjazdami zdolam zrobic sobie karte tacho.

      Pozdrawiam moich ewentualnych wiernych czytelnikow i zapraszam do wpisywania
      sie na moim blogu, a jak mi sie wpiszecie, to moze ja tez wam cos wpisze na
      waszych, to polecimy w gore w statystykach :P
      • pizza987 Re: Blog szkockiego Truckera ;-) 17.09.06, 20:41
        No to się wpisuję żebyś nie marudził że nikt nie czyta.... I czekam na dalsze informacje.
      • bart.ez Re: Blog szkockiego Truckera ;-) 17.09.06, 20:59
        "niech sie fpisujom wszyscy kturzy czytajom blog Tomka!!!!!11" ;-)
        • truskava Re: Blog szkockiego Truckera ;-) 17.09.06, 21:02
          Choć pisóje tó żadko, jednak czytóje posty wrzelakie,
          w tym blok tomka w szczegulnoźci...
      • szarykot Re: Blog szkockiego Truckera ;-) 18.09.06, 12:04
        "ooooo", "mhmmm", "ahaaaaa"
        pisz pisz, czytamy :)
      • typson Re: Blog szkockiego Truckera ;-) 18.09.06, 12:24
        czytam, czytam
        • speedone Re: Blog szkockiego Truckera ;-) 18.09.06, 18:56
          ooooooooooooooo :)
      • mrzagi01 Re: Blog szkockiego Truckera ;-) 19.09.06, 08:44
        BTW- nie wiem gdzie was tam wysyłają z tymi tobołami, ale gdybyś przypadkiem
        trafił na zieloną wyspę i gdyby tamże zdupiła ci się ciężarówka i wezwłbyś
        serwis, to mógłbyś się spotkać z moją tak jakby rodziną ( przyrodnim
        siostrzeńcem mojej konkubiny ;PPPP- a tak!;)gdyż ten i ów właśnie pracuje w
        takim tamtejszym truckowym ADAC-u)
    • tomek854 O oplacalnosci slow pare. 08.10.06, 20:21
      No prosze, niech mi to ktos wyjasni.

      Przychodze do pracy w czwartek rano. Dostaje 21 tonowa ciezarowke z sypialnia
      i wszystkim. Jade do Londynu. Jestem pod Londynem - na wieczor. Jade powoli i
      ostroznie bo na plecach prawie 10 ton szkla. Wjezdzam do samego centrum
      londynu - kilkaset metrow od Tower Bridge. Zostawiam tam dwa kartoniki - w
      kazdym po 20 butelek silikonu. Wyjezdzam z tej ciasnoty i uderzam na polnoc,
      za rzeke. Mam oczywiscie oplacony wjazd do centrum, ale i tak krazenie po
      starowce nic nie daje -jak nie ograniczenie wagowe, to za ciasny zakret (moja
      ciezarowka ma 12 metrow dlugosci i taki sobie promien skretu - typowy
      londynski autobus ma 10.5 metra dlugosci i zwrotny jest jak nie powiem co) a
      nie moge skakac po kraweznikach majac tak kruchy ladunek. Juz po 3 godzinach
      dojezdzam do drugiego miejsca w centrum londynu gdzie zostawiam 4 aluminiowe
      listewki. Aby wyjac te listewki musze rozpiac wszystkie pasy mocujace ladunek
      (bo tak je ktos madrze polozyl) po czym rozpiac je na dwie czesci (bo nie
      moge przerzucic po prostu przez ladunek szkla pasa z metalowym hakiem na
      koncu, bo jak uderzy to...) i zalozyc od nowa. Potem jade do Notthingam. Tam
      dostarczam 4 aluminiowe listewki a nastepnie wracam z powrotem na poludnie do
      birmingham gdzie rozladowuje szklo i wracam na pusto do Szkocji...

      Wyprawa na 3 dni .Z czego 2 dni to jezdzenie z tymi pierdolami bo do
      Birmingham i z powrotem jestem w stanie obrocic w jeden dzien jak nie bedzie
      korkow...

      Gdzie tu sens, gdzie logika? ;-)

      Oczywiscie jak dlugo mi placa to ja moge w kolko po parkingu nawet jezdzic...
      Ale o co tu chodzi?

      A jak ich pytalem, czemu nie biora ladunkow powrotnych, to mowia, ze im sie to
      nie oplaca :S
      • winnix Re: O oplacalnosci slow pare. 11.10.06, 15:53
        Pomimo wykształcenia ekonomicznego - nie wiem :)))
        Ale się odzywam, żeby nie było, że cie nikt nie czyta:) Ja czytam i bardzo
        lubię tę lekturę :)
        • lexus400 Re: O oplacalnosci slow pare. 11.10.06, 17:56
          winnix napisała:

          > Pomimo wykształcenia ekonomicznego - nie wiem :)))
          > Ale się odzywam, żeby nie było, że cie nikt nie czyta:) Ja czytam i bardzo
          > lubię tę lekturę :)

          .........czyta, czyta i chyba wiecej tu czytajacych:)) z ekonomia to chyba nie
          ma nic wspolnego.
          • winnix Re: O oplacalnosci slow pare. 12.10.06, 16:04
            > z ekonomia to chyba nie ma nic wspolnego.

            Z logistyką, która jakby nie było jest działem ekonomii:) A tak konkretnie u
            Tomka to nie wiem z czym to ma cokolwiek wspólnego, bo z liczeniem opłacalności
            trasy na pewno nie :)))
            Może jest tak jak pisze mejson, nikomu się nie chce usiąść i policzyć...
      • mejson.e Mają kiepskiego analityka! 11.10.06, 16:00
        Jakoś nikt nie analizował kosztów takiego zlecenia i zyskowności całej operacji,
        bo wątpię by listewki były tak dużo warte albo były tak potrzebne, że opłacało
        się gnać wielki samochód przez dwa dni i opłacać kierowcę, choćby tańszego :-).

        Listewki można było wysłać za parę funtów kurierem, a ładunek załatwić
        najkrótszą trasą.

        Ktoś zaplanował Ci robotę jakby planował wyjazd osobówką - na mapie wszystko
        ładnie wyglądało, ale diabeł tkwi w szczegółach (czas).

        Nie tylko Polacy sprawiliby, że piasku na Saharze by zabrakło.

        Szkoci mają wiele z nami wspólnego...

        Pozdrawiam,
        Mejson
        --
        Automobil
        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
        • tomek854 Re: Mają kiepskiego analityka! 14.10.06, 16:24
          Ja wcale nie jestem tanszy! Ja tylko mniej zarabiam!

          Zwykly kierowca w firmach w ktorych robie zarabia od 7 do 10 na godzine. Ja
          zarabiam od 6.25 do 7.50. Ale za moja prace taka firma musi zaplacic agencji
          blisko 15!

          A tak w ogole, to sie na mnie wypieli i choc mialo byc na 5 tygodni,
          podziekowali mi po tej jednej wyprawie (nic to, agencja ma opor roboty dla
          mnie). Ale mi gnoje nie oddali 8 funtow za wjazd do centrum londynu!
    • tomek854 To byla najfajniejsza jazda od kiedy przyjechalem 14.10.06, 16:36
      do Szkocji.

      Ale od poczatku.

      7.5 tonowa ciezarowka znanej wloskiej marki Ford, model Eurocargo (ech ci
      brytyjczycy.... w cywilizowanych krajach to sie nazywa Iveco). Nawet fajnie sie
      tym smiga. 6 biegow ma toto, zwawe jest i zwrotne, nie chybotliwe takie jak
      DAF/Leyland LF wiec mozna szybciej pocisnac.

      Rozwozilismy alkohol po wioseczkach w Dumfries and Galloway - slicznie tam
      jest.

      Drogi glowne sa szerokie, rowne, zniwelowane... Drogi drugorzadne sa waziutkie,
      krete, po wybojach.

      Jade sobie droga kategorii A, 80 km/h (50 mph) na tempomacie i slucham
      zrzedzenia mojego pomocnika - ze ja mam 'tylko' polskie prawo jazdy, wiec na
      pewno boje sie jezdzic po szkockich, waskich drogach, ze on nie rozumie,
      dlaczego tylko 50, on zawsze jezdzil szybciej, tylko mu akurat zabrali prawo
      jazdy na rok (:P), i tak dalej i tak dalej. Powiedzialem mu, ze nie bede
      przekraczal dopuszczalnej predkosci. Jest 50 - bede jechal 50. On w koncu
      powiedzial 'ok, ale to przynajmniej trzymaj te 50, ok?'

      Ciezarowka byla pusta. Jezdzilem nia juz caly dzien, wiec ja czulem dobrze. Za
      chwile skrecilismy w prawo, aby przejechac kilkanascie mil drugorzedna droga
      przez gory i przelecz do autostrady.

      Wiem, ze to glupie, ale powiedzialem 'OK'

      Tym sie smiga bardzo podobnie do duzego fiata - w koncu tylny naped, wszystko
      ciezko chodzi i mechaniczne, wywazenie tez jakos podobnie wyszlo... No a duzym
      fiatem to ja potrafilem zrobic pare rzeczy.

      Po 3 poslizgu (ale takim w sam raz, juz lecialem nieco bokiem, ale jeszcze nie
      musialem kontrowac) zapial pasy bezpieczenstwa. Po drodze spotkalismy tylko
      jeden samochod, ktory wyprzedzilem i znikl, oraz jakiegos golfa, ktory nas
      dogonil na prostej a potem na zakretach nie mogl dotrzymac mi kroku...

      Jechalo mi sie po prostu ZAJEBISCIE. Nigdy nie myslalem, ze mozna robic takie
      fajne poslizgi ciezarowka. Bylo tuz po ulewie, wiec od czasu do czasu
      przelatywalismy normalnie w brod przez strumienie...

      Oczywiscie zwalnialem, kiedy na zakretach byly kaluze, oraz gdy nie widzialem,
      co jest ze zakretami. Ale tak, to lecialem praktycznie na maksa moich
      mozliwosci.

      Ja to uwielbiam, i bylo to po prostu cudowne. I chyba moge powiedziec
      nieskromnie, ze bylem dobry, bo nie skonczylismy gdzies w skalach...

      Potem analizowalem tarczke - tylko raz przekroczylem na prostym odcinku
      predkosc dozwolona - dojechalem prawie do 100 km/h (na autostradzie mozna
      takimi jezdzic 112). Drugi raz, kiedy wpadlem na autostrade i po prostu
      wrzucilem szostke i trzymalem gaz do dechy, czekajac az skonczy przyspieszac,
      zeby zapiac tempomat. Nie skonczyl - nie mial speed limitera na 110 jak dafy.
      Mialem 124, zwolnilem do 70 mil, zapialem tempomat.

      Moj pasazer odetchnal i spytal czy jestem pojebany. Powiedzialem, zeby sie
      zdecydowal, czy mam jechac 50 mil na godzine po 'single carriage road' czy nie?

      Potem go poinformowalem, ze w Polsce takze mamy krete drogi, gory a nawet
      czasem deszcz pada.

      Do samego Glasgow nie odezwal sie ani slowem. Po 15 minutach od opuszczenia
      firmy otrzymalem telefon z agencji "Thomas, unfortunably your shift in Vaverley
      for tommorow was cancelled. We will try arrange something diffrent for you and
      will call you as soon as possible"

      Ale wiecie co? To jest jazda. NIe zadne grzanie 200 po autostradzie. Taka
      naprawde gorska jazda to jest to...
      • tomek854 Re: To byla najfajniejsza jazda od kiedy przyjech 14.10.06, 16:38
        Tak sobie pomyslalem, ze wywazenie to on ma calkowicie inne niz duzy fiat
        raczej - no ale byl dlugi i do tego z tylu na blizniakach...

        W kazdym razie czulem sie w nim, jakbym sie w nim urodzil... :-)
      • bart.ez Re: To byla najfajniejsza jazda od kiedy przyjech 15.10.06, 21:48
        No co Ty? Iveco fajne? I jeszcze lepsze niż DAF? Przepadłeś u Bajki:-P
        Nie znasz tego powiedzenia: "iveco i renówka to nie ciężarówka" :-)
        • tomek854 Re: To byla najfajniejsza jazda od kiedy przyjech 16.10.06, 20:51
          Moze dostane nadzwyczajne zlagodzenie kary w swietle tego, ze nie twierdze ze
          iveco lepsze od DAFa, tylko ze Ford lepszy od Leylanda ;P
    • tomek854 O tym jak orys poziom oleju w Eurocargo sprawdzal 14.10.06, 16:47
      Przyszlem ci ja do pracy. Switalo. Slonce ledwo wychylilo sie spoza horyzontu i
      oswietlilo komin dystylerni dumnie gorujacej nad centrum glasgow. Wesoly dymek
      z komina o dziwo lecial w przeciwnym kierunku niz caly smrod - ktory dziwnym
      trafem zawsze osiada na centrum miasta...

      Po zapoznaniu mnie z moim pomocnikiem pokazano mi moja ciezarowke. Przystapilem
      do rutynowych kontroli: cztery kola sa, buda jest, swiatla swieca, trabi (oj
      przepraszam, nie widzialem, ze Pani akurat przechodzila pod kabina) no to teraz
      olej. Zagladam pod maske? Nic nie widze. Zagladam za kabine - moze ma jak MAN?
      Nie ma. Przychodzi moj pomocnik. Pytam go. "E tam, nie musisz sprawdzac, nikt
      nigdy nie sprawdza, transport supervisor sie tym zajmuje, wsiadaj, jedziemy".

      Pojechalismy.

      Po paru godzinach wywalilo mi na desce rozdzielczej problemy z cisnieniem
      oleju. Trzeba jednak sprawdzic. Ponownie szukamy - za kabina nie ma. W kabinie
      nie ma - jak zreportowal mi moj pomocnik poczolgawszy sie po podlodze. Pod
      maska - nie ma. Jest spryskiwacz, jest woda, jest plyn do wspomagania, a oleju
      nie ma. Dzwonimy do firmy i pytamy - gdzie jest. Nie wiedza. Lacza nas z
      serwisem ( z firma leasingowa). Ci nam tlumacza: po lewej macie wlew plynu do
      wspomagania, po prawej na dole spryskiwacz a wyzej wode. A nad zderzakiem,
      przed chlodnica jest taka czerwona nakretka i bagnet - to tam. My mowimy, ze
      nie ma. Oni na to "musi byc, niemozliwe, zebyscie przeoczyli". My na to "jakby
      bylo niemozliwe, zebysmy przeoczyli, to bysmy nie przeoczyli. Jest zderzak, na
      dnim jest duzo pustej przestrzeni a w glebi widac chlodnice". Chwila
      konsternacji. "Sprawdze w instrukcji". Po chwili dzwoni i uparcie twierdzi ze
      powinno byc nad zderzakiem. Ale wciaz uparcie nie ma. W koncu zadaje glupie
      pytanie "a bardzo to jest powazna awaria" ja na to "nie, poza tym, ze sie
      kontrolka swieci, to sie nic nie dzieje". On po naradzie " To jedzcie, a jak
      stanie, to do nas zadzwoncie".

      NIe stanelo, kontrolka znikla, dojechalismy do konca zmiany bez problemu.
      Transport Supervisor popatrzyl pod maske, podrapal sie w glowe i powiedzial, ze
      on nie wie, jak sprawdzic poziom oleju i ze on wysle to auto do serwisu...

      No i dalej nie wiem, gdzie sie dolewa oleju do eurocargo...

      Sa diesle - dwusuwy? Bo mixolu tez nie dolalem, jak tankowalem rope...
    • tomek854 Oni tu uzywaja za duzo Windowsa. 14.10.06, 17:02
      Jade sobie ciezarufkiem. Wyglada na 20 letni i tak sie zachowuje, zardzewialy
      jest jakby mial 40 lat (ma nawet dziury w podlodze) a wyprodukowany jest w roku
      2001. Bude ma od leylanda, ale napisane ma DAF.

      Jade sobie z malej gorki i cos nagle mi tak sobie hamulce dzialaja. Odpuscilem,
      dalem jeszcze raz, jest ok.

      Pewnie sie jakis babelek w ukladzie zaplatal - pomyslalem sobie.

      Po dwoch skrzyzowaniach oswiecilo mnie, ze pneumatyczne hamulce raczej nie maja
      babelkow. Wtedy sie zaczalem bac i powiedzialem sobie, ze sobie stane za tymi
      swiatlami i zobacze co i jak. Niestety akurat bylo czerwone. Moj sprzet jednak
      wciaz zdecydowanie chcial sie zatrzymac za swiatlami a nie przed, problemem
      byla panienka w rozowej mikrze stojaca na moim pasie. W desperacji zaciagnalem
      reczny - nie powiem, zeby mi sie kola specjalnie zablokowaly, ale stanelo.

      Ufff.

      Swiatlo sie zmienilo, ja zdecydowanie chce zjechac za skrzyzowaniem ale na
      razie nie moge ruszyc - daje wiecej gazu, rzezi, wyje i dym sie wydobywa z
      okolic tylnej osi. Zjechalem na pobocze. Stoje.

      Dzwonie do firmy, mowie co i jak. Oni mi "wylacz i wlacz silnik i bedzie ok".
      Ja na to, ze juz tego probowalem wczesniej, i ze nie dziala". Oni mi "Wylacz i
      wlacz i jedz dalej, a jak sie znowu zdarzy to samo, to jeszcze raz wylacz i
      wlacz i zjezdzaj na baze".

      Ja ich zapytalem czy jak mi dziecko wybiegnie na droge, a hamulce akurat
      odmowia posluszenstwa to tez mam wylaczyc i wlaczyc szybko i zahamowac przed
      nim? Oswiadczylem ze to jest niebezpieczne jechac tym samochodem, i ze ja nie
      pojade nim nawet 5 metrow dalej.

      Konsternacja "dobra, czekaj, wyslemy kogos".

      Po godzinie zajechal kolo w focusie. Wsiadl (przez ten czas silnik nie chodzil
      tylko przez pare minut, bo to chlodnia byla i mrozonek pelno na pace) ruszyl -
      jezdzi. Zahamowal - zahamowalo. To mowi "Wsiadaj i jedz do bazy". Ja na to: "ja
      tym nie pojade". On sie wkurzyl, zaciagnal reczny, wysiadl i mowi "to jedz 10
      na godzine, a ja bede za toba na awaryjnych jechal". Pomyslalem "Ok." Ale
      reczny znowu nie odpuscil. Znowu dymn, wycie, zgrzyt...

      Facet pomyslal, mowi "czekaj tu". I pojechal.

      Po godzinie przywiozl mi... Firmowego kierowce. Ja wsiadlem do focusa, a on do
      DAFa. Ruszyl z rykiem silnika, przejechal pare metrow wygladajac jakby bral
      udzial w zawodach w paleniu gum, nagle cos jeb**nelo i pojechal dalej
      swobodnie... Tylko ze bez hamulcow...

      Luzaki...
      • tomek854 Re: Oni tu uzywaja za duzo Windowsa. 19.10.06, 20:55
        Jeszcze o hamulcach.

        Wczoraj jezdzilem leylandem 45
        imagebank.ipcmedia.com/imageBank/cache/i/IMG_0717_e_325efb05050708d9982c193928716501.JPG
        - straszne gowno generalnie. Bajka powinna to wszystko wykupic i dlutkiem
        poniszczyc wszystkie napisy DAF co na tym sie mieszcza. No i jezdzac sobie tak
        caly dzien dojechalem klocki do konca. Kiedy wracalem do bazy, zaczelo orac
        metalem o metal i sciagac na prawo (przynajmniej takie mialem odczucia). Moze to
        zreszta nie bylo to, ale moim zdaniem jezdzenie samochodem, ktory zamiast
        hamowac spowalnia nieznacznie i ostro skreca nie jest bezpieczne.

        Dzisiaj dostalem atego. Przebieg, bagatela 1 001 670 km. Jak wlaczylem komputer
        mi wyplul 148 bledow, po czym zaczal w rownych odstepach czasowych sympatycznie
        brzeczec, ze nie mam hamulcow. Moj pomocnik powiedzial 'ten komputer jest jakis
        dziwny, on zawsze tak robi'. No ale na pierwszym skrzyzowaniu na znaku stopu
        zatrzymalem sie trzecia osia mniej wiecej (a pierwsza mniej wiecej na lini
        wyznaczajacej srodek poprzedniej jezdni). Grzecznie wycofalem az do samej bazy i
        oznajmilem, ze ja tym jezdzic nie bede.

        Ok, rozumieja. Wyslali wlasnego kierowce, przynajmniej sie nauczy, bo do tej
        pory tylko 4 tonowym iveco daily smigal (!)

        Ja dostalem sprinterka 3.5 tony, smigal jak zloto, i wygladal jak prosto z
        salonu. Juz zapomnialem jak sie przyjemnie takimi bzyczkami, czy jak oni to
        tutaj mowia 'wee-cars' bzyka :-)

        Zglosilem -
        • tomek854 Re: Oni tu uzywaja za duzo Windowsa. 19.10.06, 20:56
          Aha, bo mi sie w koncu nie napisalo - tego leylanda zglosilem. Oni podziekowali
          za zgloszenie - i dzisiaj znowu pojechal w trase. Dam sobie glowe uciac, ze nikt
          go nie ruszyl...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka