m.a.n.n
01.08.06, 23:13
...wracałem sobie wczora z wieczora, kole 20, ze z wycieczki poza miasto.
Poleciałem dojazdówką przez las do promu dla krajanów (w centrum za dużo
ludzi), jakieś 5km dodatkowe (zaoszczędzone w braku kolejkach). No i jade,
jade, jakoś 100, beztrosko, fajno. No i nagle jak mnie coś włochatego z
krzaków wyleciało (dzik? pies? nie wiem, ale coś tej wielkości) zaraz przed
maską u jak dupło to mnie życie przed oczami przeleciało. Zatrzymałem się,
tego czegoś nie było już w okolycy. Parę bluzgów pod nosem i czas na
oględziny. Stłuczony kierunkowskaz, nadłamany i popękany zderzak, grill
wyszczerbiony. Nie jest źle, zderzak i grill mam w piwnicy, trzeba tylko na
kierunkowskaz wydać... Dziś zajechał ja do blacharza. Auto zostawiłęm a jemu
kazałem zrobić wycenę... no i wyszło: zderzak, reflektor, 2 nadkola, 2
błotniki, chłodnica, maska, pas przedni - alles do naprawy, reflektor,
kierunek, belka zderzaka - do wymiany. 2 tysiące kuźwa 8set PLN. No to już
kombinuję, czy od pracodawcy nie pożyczyć (tj od łojca), ale przypomniałem
sobie o takiej sztucznej magiczce jak AC. No to poleciałem do Hestii,
policzyli, że za rok poleci mi tylko 15% kwoty, a więc 200 złotych przy
przedłużaniu polisy... UF! Jutro umawiam się z rzeczoznawcą, w warsztacie mają
mi zrobić kosztorys i czekać trzeba. Zobaczymy, ile to potrwa. Ale to mnie
akurat nie martwi, bardziej mnie martwi fakt, że potrzebna jest zgoda banku na
wypłatę odszkodowania, która, w przypadku ostatnim, została wydana na piśmie
po 4 miesiącach! A więc bigos, duży. Zwłaszcza, że jadę niedługo na spływ,
przyjeżdza wcześniej też rodzina... Auto oczywiście jeździ, ale... dziadowskie
jest teraz. Pięknie, kurwa, pięknie!
A teraz zdrowie, małym lechłem.