tomek854
11.03.08, 23:34
podebrane na innym forum:
Droga Matulu, Drogi Tatku!
Dobrze mi tu. Mam nadzieję, że Wy, wujek Józek, ciotka Lusia, wujek
Antoś,ciotka Hela, wujek Franek, ciotka Basia, wujek Rysiek oraz Heniek,
Stefan,Garbaty Bronek, Mańcia, Rózia, Kachna, Stefa, Wandzia ze swoim Zenkiem
i mój Zdzisiek też zdrowi. Powiedźcie wszystkim, że to całe wojsko to super
sprawa. Nasze Rokicice Górne się nie umywają. Niech szybko przyjeżdżają i się
zapisują, póki są jeszcze wolne miejsca. Najpierw było mi trochę głupio, bo
trza się w wyrku do 6-tej wylegiwać, że aż nieprzyzwoicie człowiekowi...
Żadnych bydląt karmić, doić, gnoju wywozić, ognia w piecu rozpalać...
Powiedzcie Heńkowi i Stafanowi, że trzeba tylko swoje łóżko zaścielić ( można
się przyzwyczaić ) i parę rzeczy przed śniadaniem wypolerować. Wszyscy faceci
muszą się tu codziennie golić, co nie jest jednak takie straszne, bo -uwaga-
jest ciepła woda. Zawsze! Powiedzcie mojemu Zdziśkowi, że jedynie śniadania
dają tu trochę śmieszne, nazywają je europejskim. Oj cienko się musi w tej
Europie prząść, cienko... Jedno jajeczko, parę plasterków szynki i serka. Do
tego jakieś ziarenka, co to by ich nasze kury nie ruszyły, z mlekiem. Żadnych
kartofli, słoniny, ani nawet zacierki na mleku! Na szczęście chleba można brać
ile dusza zapragnie.( Koledzy przezywają mnie od tego Bochenek...) Na obiad to
już nie ma problemów. Wprawdzie porcje jak dle dzieci w przedszkolu, ale
miastowi to albo mało jedzą, albo mięsa wcale nie tkną... Chore to jakieś czy
co..? Tak więc wszystko czego nie zjedzą przynoszą do mnie.
Ci miastowi to w ogóle dziwni jacyś są...Biegać to to nie potrafi. Bić się też
nie...Mamy tu takie biegi z ekwipunkiem. No tak jak u nas, tylko nie z
wiadrami. Krótkie takie. Jak z kościoła do remizy. Po obiegnięciu na miejsce
to miastowi tylko gały wybałuszają i dyszą jak parowozy. Nie wiadomo dlaczego
ale wymiotują przy tym, i to czasami z krwią. Po 5-ciu kilometrach i to
jeszcze w maskach ochronnych! A potem to trzeba ich z powrotem do koszar
ciężarówkami zawozić, bo się już do niczego nie nadają. Na ćwiczeniach z walki
wręcz to lekko takiego ściśniesz ...i już ręka złamana! To z tej kawy, co ją
litrami chleją, i przez to mięso, co go to
nie jedzą...! Najsilniejszy jest u nas taki Kozłowski z Rembowic koło Gałdowa,
potem ja. No, ale on ma 2 metry i pewnie ze 120 kg, a ja 1,66 m i chyba z 72
kg... bo trochę mi się ostatnio od tego wojskowego jedzenia przytyło.. A teraz
uwaga, będzie najśmieszniejsze! Koniecznie powiedzcie o tym wujkowi Ryśkowi,
Garbatemu Bronkowi i mojemu Zdziśkowi. Mam już pierwsze odznaczenie za
strzelanie!!! A tak mówiąc szczerze, to nie wiem za co... Ten czarny łeb na
tej ich tarczy wielki jak u byka. I wcale się nie rusza jak te nasze dziki i
zające. Ani nikt nie strzela do ciebie nazad, jak to u nas bracia Bylakowie, z
tych ichniejszych wiatrówek. Naboje - marzenie...i w dodatku nie trzeba ich
samemu robić! Wystarczy wziąć te ich nowiutkie giwery, załadować, i każdy co
nie ślepy trafia bez celowania! Nasz kapral to podobny do naszej belferki
Gorcowej z Rokicic. Gada, wrzeszczy, denerwuje się, a i tak nie wiadomo o co
mu chodzi. Trochę się z początku na mnie zawziął i kazał biegać w samym
podkoszulku, w deszczu, po placu apelowym. Dostał jednak raz ode mnie szklankę
tego samogonu od wujka Franka i go o mało szlag nie trafił. Ganiał potem cały
czerwony na pysku po tym samym placu, a potem przez pół dnia nie wychodził z
kibla. Kazał mi następnego dnia rano butelkę tego frankowego samogonu do
samego dna wypić. Na ex. No i co? I nic! Normalny samogon, taki, jaki znam od
dziecka. Kapral gapi się teraz na mnie podejrzliwie, ale mam już święty
spokój. Powiedźcie wszystkim, że to całe wojsko to super sprawa. Niech szybko
przyjeżdżają i się zapisują, póki są jeszcze wolne miejsca.
Całuję Was wszystkich mocno ( a szczególnie mojego Zdziśka )
Wasza córka Marysia