bassooner
24.08.08, 21:34
Od pewnego czasu polubiłem łiskacze. Wiecie dwie kostki lodu, szklaneczka do
połowy, ćmikor i pasuje. Problem w tym, że nie bardzo się, a właściwie moje
podniebienie na nich rozeznaje. Bo tak: piłem ich chyba z kilkanaście rodzajów
i smakują mi wszystkie - i te droższe (najdroższych nie próbowałem, bo i po co
skoro np. sir Edwards jest dla mnie okej) i te tańsze. Ciekaw jestem waszych
opinii, a w szczególności łiskaczowych upodobań, bo pewnie bardziej jesteście
w tej kwestii oczytani (czytaj: opici) niż ja i moja "chłopsko-robotnicza"
gardziel przywykła od pokoleń do zwykłej berbeli... ;-)))