mejson.e5
19.12.03, 00:10
Stado nie musi myśleć.
Myśli za nie przewodnik stada.
Stado zmierza tam, gdzie inni członkowie stada. W jednakowym tempie, w jednakowym kierunku.
Jednostka traci inicjatywę, umiejętność podejmowania samodzielnych decyzji.
Pęd stada ogłupia i otumania.
Jeśli przewodnik wlezie do rzeki, to inni idą za nim. Jeśli przodownika zaatakuje krokodyl, stado nie wycofuje się z rzeki. Jest zagubione, włazi dalej do wody, gdzie jest celem dla innych krokodyli. Nie wie, co robić. Wiedział przodownik.
Jeśli początek stada spadł z urwiska, następne szeregi nadal prą do przodu spychając tych, co w przerażeniu próbują się zatrzymać nad przepaścią.
Obserwacja na filmach przyrodniczych zachowań stad jakoś dziwnie przypomina mi się podczas jazdy w intensywnym ruchu ? wakacyjnych wyjazdów, kolumn tworzonych przez samochody jadące podobnym tempem, spiętrzeń podczas trudnych warunków drogowych.
Jazda kilkupasmową drogą w towarzystwie innych samochodów jadących tym samym tempem, sprawia, że przestajemy kontrolować mijane znaki drogowe, własną prędkość.
Zatrzymani nagle przez policję nie potrafimy często odpowiedzieć na pytanie, z jaką prędkością można było jechać. Z jaką jechaliśmy, to raczej wiemy, bo po sygnale do zatrzymania zerkamy na szybkościomierz.
Jesteśmy ciągnięci przez poprzedników i poganiani przez ?następników?.
Następuje wymiana energii i wzajemne nakręcanie się.
Stada śmigłych mkną po naszych drogach, szczególnie w piękną pogodę, np. w ożywieniu wiosennym.
Jeśli samochody przed nami wjeżdżają setką w pasmo mgły, to my też. I jesteśmy zdziwieni, gdy nagle nic nie widzimy, zaczynamy zwalniać, potem już widzimy, ale CHOLERNIE BLISKO tył poprzednika. Z piskiem hamujemy, jeśli cudem nam się udaje wyhamować, to dalej cuda często się kończą. Następny za nami nie zdążył się zastanowić, gdzie mu zniknęliśmy, bo już nas zobaczył, STOJĄCYCH przed nimi.
No i co?
Zgadza się - BUM!
Jeśli czujemy się niepewnie w trudnych warunkach drogowych, to wolimy jechać w tempie poprzedników, nie ryzykując własnych decyzji i inicjatywy. Pomysł przejazdu przez np. bruzdę śniegu między koleinami przeraża nas swoją niepewnością.
Wleczemy się za poprzednikiem jego pasem, choćby to był skrajny, czyli najszybszy.
I dziwimy się, że ktoś nas wyprzedza, zmienia pas, jedzie innym, samodzielnym tempem.
Instynkt stadny to piekielnie niebezpieczne zjawisko na drodze.
Jest powodem karamboli wielu aut jednocześnie, otumania i blokuje reakcje kierowców postawionych znienacka w trudnej sytuacji, usypia i sprawia, że umykają im informacje o tym, że np. są właśnie wyprzedzani.
Widząc stado zwiększcie czujność! To nie grupa energicznych, rączych mistrzów podejmujących szybko właściwe decyzje. To często banda otumanionych baranów pędzących za tymi z przodu.
Czasami do celu, a czasami na skraj urwiska.
Ja tam chyba jestem samotnikiem...
Mejson