rozaola
20.12.03, 16:55
Wczoraj w nocy na swiatlach. Ruszalam wlasnie, bylam pierwsza, i zgasl mi
silnik. W czasie kiedy wlaczalam go znowu, cos trzasnelo mnie od tylu. To byl
stary maluch, wysiadla z niego roztrzesiona dziewczyna. Odpadl jej przedni
zderzak i blacha, reflektory po bokach zagiely sie do srodka, przedniej masce
nic sie nie stalo. Zjechalismy na bok, po kilkunastu minutach olej zaczal jej
wyciekac. (Uszkodzony silnik?) Naszemu autu nic, moze lekkie zadrapanie na
zderzaku, bylo ciemno, ale pod latarnia, niczego sie nie doszukalismy.
Spisalismy ptotokol z ujeciem jej winy, dane z dowodow i dowodow
rejestracyjnych. Szkoda mi bardzo tej dziewczyny, jest bezrobotna, a naprawa
bedzie cos kosztowac, rece jej sie trzesly (dluzej niz mnie, to moja pierwsza
stluczka). Mowila ze wpadla w poslizg, nie czula hamowania, mimo ze naciskala
hamulec. Na drodze bylo slisko, asfalt sie blyszczal.
Mimo ze zgasl mi silnik, kierowca za mna powinien umiec/ moc wyhamowac kiedy
widzi, ze autu przed nim znowu zapalaja sie stopy, prawda? Mnie sie tak pare
razy zdarzylo i zawsze spokojnie wyhamowalam za gasnacym silnikiem, bo mialam
odpowiedni odstep i nie ruszalam zbyt szybko. No i nie bylo slisko.
Czy mozna wpasc w poslizg ruszajac? Nie jestem pewna, czy ona mowila, ze
stala za mna, czy ze dojezdzala do mnie na swiatlach.
Rozstalismy sie zyczac sobie szczesliwej i bezpiecznej drogi i przepraszajac
sie nawzajem, ona bliska placzu. Strasznie mi jej szkoda i mimo ze nie
zawinilam mam troche poczucie winy. Moze by na mnie nie wpadla od tylu, gdyby
mi nie zgasl silnik.
Pozdrowienia
Roza