Dodaj do ulubionych

Seksualny Hyde Park Znudzonych Zielonych Waleni

    • dixia Co jest "trendy" a co "passe"? 13.06.06, 10:20
      No właśnie co według Was rypki kochane ma teraz wzięcie na rynku?

      Czy rzeczywiście małżeństwa są "passe"? Czy dobry związek tylko z jednym
      partnerem to archaizm jak napisał Petar? Czy passe jest posiadanie dzieci?
      ______________________________
      Co jest więc trendy?
      Homikowanie? Znam parę osób, które zaczęły praktykowac odmienność właśnie przez
      modę! No nie wiem jak może być modna zmiana orientacji albo przynajmniej jej
      rozszerzenie...
      Związki dinksów? (DINKS - double income no kids) Japiszony? Groupies? Związki
      wolne lub artystyczne? Zdrady? A może jednak swingowanie jest trendy?
      ______________________________

      Zapraszam do dyskusji bo coś "walenie" przeżywają ostatnio kryzys... ;o)))
      • dixia Co jest "trendy" a co "passe"? ZDRADA!!! 14.06.06, 10:55
        Zdrada jest modna!! Stwierdzam to z całą stanowczością!!! Jest potrzebna w
        każdym związku choć tego nie powiemy głośno, nie przyznamy się itd. A czy my
        sami jesteśmy bez winy? Czy przenigdy nie zdażyła nam się chwilka zapomnienia? Hę?
        Po za tym zobaczcie tematy na forum - zdradza mnie mąż... zdradziła żona...
        Tłumaczenie zdrady, ze winę ponosi w równym stopniu zdradzany...
        Jest modna - ponieważ daje związkom powiew świeżości, pozwala się wyluzować,
        zapomnieć o troskach itd!

        Czy ktoś dołączy do dyskusji - czy też znów moje przemyślenia pozostaną na
        poziomie bloga dadaisty? ;o)))
        • misssaigon Re: Co jest "trendy" a co "passe"? ZDRADA!!! 14.06.06, 11:04
          to mozeminimy nazw forum z "brak seksu w malzenstwie " na "zdrada w
          malzenstwie" i beda mogli sie wpisywac ci ktorzy jeszcze nie zdradzili, w ten
          sposob zgromadzimy tu "elyte"

          poza tym ...gdyby nie bylo malzenstwa toby nie bylo pojecia zdrady - zatem nie
          ma sensu tego oddzielac..:))
          • dixia Re: Co jest "trendy" a co "passe"? ZDRADA!!! 14.06.06, 11:18
            Pojęcie byłoby... Z ojczyną się nie bzykam - ale zdradzić ją mogę... ;o)))
        • kici10 Re: Co jest "trendy" a co "passe"? ZDRADA!!! 19.06.06, 09:42
          Zdradę przyrównałabym do wykolejenia pociągu, który sobie jechał po wybranych
          torach. Jak podczas każdej kraksy może polec kochanek, kochanka, mąż, żona lub
          wszyscy. Pociąg można potem poskładać, wyklepać i postawić na inne tory. Ale
          pasażerowie będą już inni. Jacy? To zależy od pasażerów. W moim przypadku jest
          dużo lepiej niż było. Jak długo? Zobaczymy. Ja także się zmieniłam. Bardziej
          podoba mi się ta osoba, którą teraz jestem, a po którą kiedyś nie miałam odwagi
          sięgnąć. Carpe diem.
    • dixia Świadomość zdrady... 14.06.06, 11:41
      W jednym z wątków padło: ""Ona zrobila cos czego nie wolno było jej zrobic jako
      mojej zonie.I ciesze się ze nie mamy dzieci.Nie chciałbym żeby moje dzieci mialy
      taka matke". Z tych slow dla mnie wynika jedno: ja jestem panem i wladca i ja
      decyduje co ci wolno robic a co nie."

      Zapytanko: jak byście pogodzili się z myślą, że Wasza Mama - waliła w rogi Tatę?
      A Tata - łaził na dziwki? Czy wówczas też byście twierdzili jak aksamitka?
      • aksamitka35 Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 12:14
        I po co ta jalowa dyskusja? Jestes pewny ze zadna matka ani ojciec nikogo z
        forumowiczow nie mieli nikogo na boku?
        Dla wyjasnienia - sa dzieci ktore wiedza co robil ich ojciec i wcale sie od
        niego nie odwracaja z tego powodu. Pogodzily sie z mysla - bo dla dzieci
        nastaly rowniez trudne czasy ujawniania zdrad malzenskich (nie to co w
        ubieglych pokoleniach kiedy wszyscy zdradzali a nikt o tym nie mowil). Dla
        dziecka najwazniejsze jest czy ten ojciec nie odejdzie do kochanki. Dziecko
        chce tylko miec rodzine. A kazda rodzina jest w pewien sposob nienormalna.
        • dixia Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 12:20
          Nienormalna? W sumie tak - bo czymże jest norma w zwiąku? Indywidualna sprawa...
          Ale nie chciałbym wiedzieć, że moi rodzice zdradzali się wzajemnie - straciłbym
          przez to szacunek dla nich...
          • aksamitka35 Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 12:35
            Czy w twojej moralnosci nie ma takich pojec jak: przepraszam, przebaczenie,
            zblądzilem/lam, czlowiek jest bardzo slaby, trzeba wysluchac racji drugiej
            strony, wielkodusznosc, szansa? Jesli ktos jest szczesliwy w zwiazku nie szuka
            poza nim. A jesli nie jest szczesliwy - to trzeba sobie uswiadomosc ze zwiazek
            to dwoje ludzi a nie jedno. Nie wiem nic o zdradach moich rodzicow ale po
            swoich doswiadczeniach (bylam zdradzana) mysle ze probowalabym zrozumiec,
            widocznie czegos im brakowalo. To nie moja sprawa. Dla mnie byli super
            rodzicami i sa nadal.
            • dixia Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 12:46
              W mojej moralności jest bardzo wiele miejsca na przebaczenie... Ale nie ma
              miejsca na sklerozę...
              ______________________
              Świadomość ułomności rodziców w kontekście zdrady spowodowałaby naruszenie i
              dobrego imienia jakim się cieszą w moich oczach. Tak trudno to zrozumieć, że
              skoro nie są idealni pod wieloma względami to w oczach ich dziecka powinni być
              chociaż pod tym właśnie? Po za tym jakiego rodzaju zasady mogliby mi wpoić
              (wiecznemu buntownikowi bez powodu) gdyby nie dawali sami przykładu?
              Inaczej - czy ja chcę być wzorem dla dziecka? Chcę! I dlatego staram sie unikac
              pewnych zachowań, które są nie do wytłumaczenia dla niego! Miłość to rezygnacja
              z siebie na rzecz drugiej osoby. Zdrada jest zaprzeczeniem tego!!!
              • petar2 Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 12:56
                > W mojej moralności jest bardzo wiele miejsca na przebaczenie... Ale nie ma
                > miejsca na sklerozę...

                Dixia, nie wystawiaj się bezpośrednio na słońce ;-)

                > Świadomość ułomności rodziców w kontekście zdrady spowodowałaby naruszenie i
                > dobrego imienia jakim się cieszą w moich oczach.

                Zapewne. Podobnie jak inne, nieznane Tobie ich grzeszki.

                >Tak trudno to zrozumieć, że
                > skoro nie są idealni pod wieloma względami to w oczach ich dziecka powinni być
                > chociaż pod tym właśnie?

                Dość trudno.

                > Po za tym jakiego rodzaju zasady mogliby mi wpoić
                > (wiecznemu buntownikowi bez powodu) gdyby nie dawali sami przykładu?

                Podążając tą logiką należy przyjąć, że rodzice aby dobrze wychować dzieci muszą
                być lepsi od nich (no bo nie wszystkie zasady da się wpoić). Każde następne
                pokolenie powinno być gorsze a moralność powinna się toczyć po równi pochyłej.
                No i jak to mżliwe, że Kmicic jest bohaterem wielu pokoleń młodzieży?

                > Miłość to rezygnacja z siebie na rzecz drugiej osoby.

                Dixia, możesz tak uważać ale to bzdura.
                • dixia Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 13:10
                  Ale nie ma miejsca na sklerozę... Dixia, nie wystawiaj się bezpośrednio na słońce...
                  Wiem z doświadczenia własnego, że zdradę można wybaczyć ale nie sposób o niej
                  zapomnieć. Tkwi ona w na niczym zadra i bardzo boli... Dlatego napisałem o
                  sklerozie...
                  __________________________
                  Zapewne. Podobnie jak inne, nieznane Tobie ich grzeszki. - no jak tak
                  sobiepomyślę to możesz mieć rację. W 10%... Ponieważ owszem - nie wiedzą o moich
                  grzeszkach (jak to subtelnie nazwałeś) natomiast moje grzechy - są im znane! I
                  nie jestem przy tym ekshibicjonistą...
                  __________________________
                  Dość trudno. - no niestety na to ja już nic nie poradzę...
                  __________________________

                  Podążając tą logiką należy przyjąć, że rodzice aby dobrze wychować dzieci muszą
                  być lepsi od nich (no bo nie wszystkie zasady da się wpoić). Każde następne
                  pokolenie powinno być gorsze a moralność powinna się toczyć po równi pochyłej.
                  No i jak to mżliwe, że Kmicic jest bohaterem wielu pokoleń młodzieży?...
                  Tok rozumowania logicznie nawet do obrony - ale zdrowego rozsądku w nim za
                  grosz... Może zaczniemy się zastanawiać czy talerz stoi czy leży? Będziemy mieli
                  równie dobrą okazję by pochwalić się znajomością logiki, erudycją i lekkim
                  piórem... tylko jaki jest tego sens?
                  Czy chęć bycia dobrym rodzicem, ktory daje dobry przykład swoim postepowaniem,
                  to rzecz godna wyśmiania?
                  ____________________________

                  Miłość to rezygnacja z siebie na rzecz drugiej osoby. Dixia, możesz tak uważać
                  ale to bzdura.
                  :o))) No cóż... Pozwól, że pozostanę przy swoich poglądach. Zgodnych zresztą z
                  nauką KK...
                  • petar2 Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 13:39
                    > Zapewne. Podobnie jak inne, nieznane Tobie ich grzeszki. - no jak tak
                    >sobiepomyślę to możesz mieć rację. W 10%...Ponieważ owszem - nie wiedzą o moich
                    > grzeszkach (jak to subtelnie nazwałeś) natomiast moje grzechy - są im znane! I
                    > nie jestem przy tym ekshibicjonistą...

                    Spowiadasz się przed dziećmi?
                    > Tok rozumowania logicznie nawet do obrony - ale zdrowego rozsądku w nim za
                    > grosz... Może zaczniemy się zastanawiać czy talerz stoi czy leży? Będziemy
                    > mieli równie dobrą okazję by pochwalić się znajomością logiki, erudycją i
                    > lekkim piórem... tylko jaki jest tego sens?
                    > Czy chęć bycia dobrym rodzicem, ktory daje dobry przykład swoim postepowaniem,
                    > to rzecz godna wyśmiania?

                    Dixia, nie udawaj, że nie rozumiesz. Nie wyśmiewam chęci bycia dobrym rodzicem,
                    wręcz przeciwnie.
                    Wyśmiewam Twoją obsesję, mitologizowanie i absolutyzację zdrady.

                    > Miłość to rezygnacja z siebie na rzecz drugiej osoby. Dixia, możesz tak uważać
                    > ale to bzdura.
                    > :o))) No cóż... Pozwól, że pozostanę przy swoich poglądach. Zgodnych zresztą z
                    > nauką KK...

                    Że co? Rezygnacja z siebie to absurd z punktu widzenia psychologii i religii.
                    • dixia Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 14:00
                      Nie spowiadam się przed dziećmi... Zresztą sa na to za małe. Uważam jedynie, że
                      każde świństwo wyjdzie na jaw wczesniej czy później... Wiem nie przekonam
                      nikogo. Osmiesze się. Nicto!
                      Nie mitologizuję zdrady!!! Staję tylko w obozie przeciwnym to liberalnych
                      poglądów nt zdrady. Uważam ja za maksymalne świństwo jakie można wyrządzić
                      drugiej osobie! Dlatego bronię m4! Z tego też powodu uważam, iż ględzenie nt
                      udziału osoby zdradzonej w zdradzie partnera to mydlenie oczu i wynajdywanie
                      "okolicznosci łagodzących". Czemu nikt nie napisze - zdradziłem/łam i wstyd mi
                      za siebie? Czemu tyle osób broni tych, którzy zdradzają?
                      Nie potrafię zrozumieć co jest absuredem w moim przekonaniu. Czyż związek z inną
                      osobą nie jest rezygnacją z siebie? Przeciez zamiast rozmawiać z żoną mogę pójść
                      na piwo z kolesiami... Miłość to dar siebie na rzecz drugiej osoby. Rezygnacja
                      ze swojego ego na rzecz właśnie tej ukochanej... Przykro mi, ze nie potrafisz
                      tego zrozumieć...
                      • aksamitka35 Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 14:05
                        dixia napisał:

                        >Czyż związek z inn
                        > ą
                        > osobą nie jest rezygnacją z siebie? Przeciez zamiast rozmawiać z żoną mogę
                        pójś
                        > ć
                        > na piwo z kolesiami... Miłość to dar siebie na rzecz drugiej osoby. Rezygnacja
                        > ze swojego ego na rzecz właśnie tej ukochanej...

                        Biedny jestes skoro musiales zrezygnowac z siebie i ze swojego ego. To okropne.
                        Ciekawe jak dlugo bedziesz w stanie tkwic w takim wiezieniu? Nie, to wogole
                        bzdura jakas z ta rezygnacja z siebie. Po prostu oburzajace.
                        • dixia Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 14:09
                          Tak, tak... taki właśnie biedny żuczek jestem....
                        • kici10 Re: Świadomość zdrady... 19.06.06, 10:13
                          Bzdury opowiadasz Aksamitko. Związek to ustawiczne kompromisy. Zarówno po
                          jednej, jak i po drugiej stronie. A kompromis, to rezygnacja z części siebie.
                          Nie z całości. Z czegoś rezygnujemy, po to by dostać coś dla nas ważniejszego.
                    • dixia Miłość jako rezygnacja z siebie dla kochanej osoby 14.06.06, 15:24
                      W naszej wzajemnej miłości jesteśmy wezwani do takiej samej postawy względem
                      siebie: do oddania się sobie i szukania wypełniania swoich wzajemnych pragnień.
                      Rezygnacja z własnej woli i upodobań, by poddać je woli i upodobaniom kochanej
                      osoby, wyraża prawdziwą miłość i przyjaźń.

                      Poszukaj Petarze!!! :o)))

                      72.14.221.104/search?q=cache:kMkrL94MVVcJ:www.mateusz.pl/ksiazki/ja-cd/ja-cd-322.htm+mi%C5%82o%C5%9B%C4%87+rezygnacja+z+siebie&hl=pl&gl=pl&ct=clnk&cd=1&client=firefox-a
              • aksamitka35 Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 12:57
                Widzisz, dla mnie rodzice SA idealni pod wieloma innymi wzgledami, a ich sprawy
                lozkowe nie sa tematem interesujacym dzieci. Kazdy chce dawac dobry przyklad.
                Moj maz tez chcial. Ale zawalil i to okropnie. Teraz sie rehabilituje, daje
                dzieciom tyle ile nie jeden "wierny" matce ich dzieci facet nawet nie jest
                sobie w stanie wyobrazic. Chce pod innymi wzgledami dazyc do idealu. Moze nawet
                zrezygnowal z siebie (swojego nowego zycia i szczescia) dla drugiej osoby, dla
                dzieci wlasnie (bo nie smie marzyc ze dla mnie jednak tez).
                W kazdym razie po tym co rodzice dla mnie zrobili, jakie zapewnili mi
                szczesliwe dziecinstwo,, nie jest dla mnie wazne czy sie zdradzali a ja zylam w
                nieswiadomosci. Gdybym sie teraz o czyms takim dowiedziala to i tak ich kocham
                i szanuje za wybory jakich dokonali: tworzyli rodzine.
                • dixia Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 13:12
                  No a dla mnie jest ważne :o)))
                  Ważnym jest przykład. Zasady itd itp. Dlatego bardzo dobrze rozumiem m.4! Nie
                  chciałbym gdyby ktoś powiedział moim dzieciom, że ich ojciec to dziwkarz a matka
                  to latawica...
                  • aksamitka35 Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 13:16
                    Czy swiat Twoich wartości naprawde kreci sie wokół d..y?
                    • dixia Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 13:40
                      No tak... ten argument skutecznie mnie zniechęcił do dalszej dyskusji w tym
                      temacie...

                      Bez kszty poważania...
                      • petar2 Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 13:59
                        Uwaga Aksamitki celna.
                        Dixia, zwykle zrównoważony, wyluzowany i żartobliwy, w temacie zdrady strasznie
                        się stroszysz i radykalizujesz.
                        • dixia Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 14:04
                          Mnie zaś niesamowicie bawi fakt, że zdrada ma tak wielu adwokatów... :o)))

                          A uwaga wcale nie była celna. Bo jak skomentować ją skoro rozmawiamy o zdradzie
                          a więc o akcie płciowym? Gdybyśmy pisali o dorożkach - to również byłaby celna?
                          • petar2 Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 14:34
                            > Mnie zaś niesamowicie bawi fakt, że zdrada ma tak wielu adwokatów... :o)))

                            Spór nie dotyczy akceptacji czy obrony zdrady. Sam czyn jest negatywny, nie ma
                            rozbieżności. Natomiast co innego z oceną osób, motywacji, okoliczności, życia
                            po zdradzie.
                            Dla Ciebie to jakoś zadziwiająco proste.

                            >A uwaga wcale nie była celna. Bo jak skomentować ją skoro rozmawiamy o zdradzie
                            >a więc o akcie płciowym? Gdybyśmy pisali o dorożkach - to również byłaby celna?

                            Dixia, to Ty wynosisz zdradę ponad inne "grzechy", jest traktowana wyjątkowo.
                            To rzecz której byś nie wybaczył rodzicom czy partnerce.
                            • dixia Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 14:52
                              Rzeczywiście zadziwiająco proste. Uważam, że nie ma sensu szukać niepotrzebnych
                              wymówek! Zdradziłem kiedyś swoją dziewczynę bo inna mi się podobał. Żałowałem,
                              było mi wstyd. konsekwencje poniosłem. Ale nie doszukuje się winy w mej
                              ówczesnej partnerce. Zaraz dojdziemy do patologii i billboard'ów "bo zupa była
                              za słona". Nie dorabiam teorii... Ot i wszystko.
                              No niestety rzeczywiście rodzice lub żona - mają inne prawa. Dlatego zdradę bym
                              napewno wybaczył - ale jej nie zapomniał. Percepcja tych w/w osób jest inna. I
                              to jest powodem dla którego znacznie straciłyby w moich oczach.
                              Chcę wierzyć w mój prywatny świat gdzie nie ma miejsca na zdradę! Czy to za dużo?
                              • petar2 Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 15:01
                                > Chcę wierzyć w mój prywatny świat gdzie nie ma miejsca na zdradę! Czy to za
                                > dużo?

                                W dyskusji na forum wykraczamy poza nasz prywatny świat, wypowiadając się
                                formuujemy szersze opinie. Dlatego jeśli to dotyczy Twojego prywatnego świata
                                to to wyłącznie Twoja sprawa.
                                Tylko jedna uwaga. Taka postawa jest mało odporna. W przypadku nastąpienia
                                zdarzenia które wykluczasz lub choćby podejrzenia, ten świat się zacznie walić
                                i konsekwencje niewspółmierne do problemu.
                                • dixia Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 15:12
                                  Ale nasze dyskusje są prowadzone na gruncie naszych przekonań... No chyba, że
                                  nie a wtedy jedynie bawimy się słowem i mamy inny rodzaj rozrywki umysłowej.
                                  ___________________________
                                  Zgadzam się z Twoja uwagą. Podjąłem ryzyko świadomie!
                                  • marcin1973 Re: Świadomość zdrady... 14.06.06, 21:54
                                    A ja powtórzę za chrześniakiem Elżbiety I (Tudor) " że zdrada nie popłaca taki
                                    dowód kładą, bo kiedy popłaca któż ją nazwie zdradą".
                                    Nie w dyskusji wprawdzie, ale w temacie.
                          • kici10 Re: Świadomość zdrady... 19.06.06, 10:20
                            Mnie zaś niesamowicie bawi fakt, że zdrada ma tak wielu adwokatów... :o)))

                            I zadziwiające, że zwykle wśród tych, którzy się jej dopuścili.
                            • dixia Re: Świadomość zdrady... 19.06.06, 10:22
                              No to akurat jest zrozumiałe :o)))
                              • kici10 Re: Świadomość zdrady... 19.06.06, 19:53
                                Ale mało przekonujące
                  • ewolwenta No DIXIA 14.06.06, 13:21
                    Czemu z tematycznym wątkiem wynieśliście się do waleni???
                    • kawitator Re: No DIXIA 14.06.06, 15:46
                      Czemu z tematycznym wątkiem wynieśliście się do waleni???
                      Bowiem moga sobie spokojnie popisać Ci którzy ich czytają też nie muszą wyszukiwac postów wśród wielu innych - to o mnie.
    • abdulian lato wszędzie & testosteron :) 17.06.06, 21:42
      Hejka Walenie :)

      Dzisiaj popołudniu byłem w mieście (a przyjechałem na weekend do rodziców do
      miasteczka w tzw. Polsce C) i z racji obchodów "dni miasta" jest mnóstwo imprez
      itp. itd.

      Idę przez miasto i mnie skręca jak widzę dziesiątki roznegliżowanych,
      atrakcyjnych i młodych kobiet... Jestem wprawdzie amatorem wrażeń estetycznych,
      ale czasem skacze mi poziom testosteronu i odzywają się we mnie samcze
      instynkty. Nie wiem czy Wy też tak macie, ale ja po prostu czasem wymiękam jak
      to wszystko widzę...

      A piszę to dlatego, że moja kobieta niestety (czasem na prawdę tego żałuję) nie
      należy do najszczuplejszych i najbardziej atrakcyjnych kobiet... Cóż, za to ma
      piękne wnętrze...

      Głupie nie?
      • kawitator Re: lato wszędzie & testosteron :) 18.06.06, 00:44
        Głupie nie?
        Nie mój znajomy ma powiedzenie Taka wiosna wokłł, takie dziewczyny a ja taki
        żonaty.
        uwalony jak stodoła, radosny ja skowronek przyturlany do domu przez pierwszą
        slubna
        Kawi
        • dixia Re: lato wszędzie & testosteron :) 18.06.06, 08:11
          A mi się najbardziej podoba wielka ilość "miniówek" na cmentarzach 1'go
          listopada. Kiedyś z bratem robiliśmy nawet zakłady. On zwykle wygrywał bo
          obstawiał, że na 1 cmentarzu będzie około 20-30 tak ubranych panienek. Ja
          zakładałem, że 5-10 :o)))
          ________________________________
          Wo w/w trochę z boku od tematu ale w pobliżu ;o)))
          ________________________________
          A my dziś obchodzimy 1 rocznicę ślubu kościelnego.... Jak ten czas szybko leci ;o)))
        • dixia Re: lato wszędzie & testosteron :) 18.06.06, 08:49
          A tak swoją drogą... To lepiej jest mieć "reprezentacyjny model żony" (ja mam
          taki np... niż taki mniej...
          Kawi - nie wybierasz się do Wawki na jakiś "returnik" - w temacie stodoły? ;o)))
        • abdulian Re: lato wszędzie & testosteron :) 18.06.06, 10:10
          Powiedzenie wpisuję na listę złotych myśli, bo jest po prostu genialne :) swoim
          klimatem troszkę frywolnym Sztaudyngerem zalatuje, ale to oczywiście dobrze :)
    • dixia Poniedziałek kolejny... 19.06.06, 08:07
      Siemacie rypki! :o)))
      Jak tam kwitniw Wasza działalność w temacie "zdrada"? Czy posiłkujecie się nią
      gdy doskiwera BSwM? ;o))))
      A jak humory przed pełnowymiarowym tygodniem pracy? Napewno wszyscy sa wypoczęci
      itd... :o)))
      A tymczasem sennie pozdrawia dixanik ;o)))
      • woman-in-love Re: Poniedziałek kolejny... 19.06.06, 09:37
        taaaaaaa.....aaaaaaaa......
        • abdulian Re: Poniedziałek kolejny... 19.06.06, 10:49
          ziewanie jest zaraźliwe chociaż nikt tego naukowo nie udowodnił :)

          Czytałem to WILowe "aaaaaaaaaaaaa" i potężne ziewnięcie mało co mnie nie uśpiło
          :) a szkoda, chętnie bym sobie "komarka uciął"
          • dixia Re: Poniedziałek kolejny... 19.06.06, 10:58
            Nie no - komar w pracy to podstawa dobrego humoru ;o)))
            Mi się to wczoraj zdarzyło podczas kazania w kościele....
            • kawitator Re: Poniedziałek kolejny... 19.06.06, 11:44
              Drzemka nic zdrożnego. Walczyć z obgarniającą cię sennością kiedy nie możesz nie powinieneś usnąć to jest trauma To kieruję do Abduliana bowiem zrozumienie u niego będę miał. Po całodziennej walce w zimie z opornym cielskiem i dzika przyrodą udałem się na koncert. Grali świetnie ale był to kwartet smyczkowy a nie jakaś symfonia gdzie to co chwila kotły czy blachy wyrywają cię z uśpienia. Ciepełko, wygodny fotel, zmęczenie wyłażące każdym porem. Co ja nie robiłem żeby nie usnąć i nie dać ciała donośnym chrapaniem Tragedia, trauma, Pamiętam do dzisiaj i na samo wspomnienie pot zimny mnie oblewa
              • dixia Re: Poniedziałek kolejny... 19.06.06, 11:47
                Ooooo taaaaak!!!! Znam to aż za nadto dobrze!!!! Ja bym zaczął chrapać w
                operze... Było to na pierwszej "prawdziwej i kulturalnej" randce z moją przyszłą
                żoną... Walka była wyrównana... Alem w końcu zmógł senność. W sumie warto było
                bo randka zakończyła się śniadaniem... ;o)))
                • kawitator Re: Poniedziałek kolejny... 19.06.06, 12:11
                  I nagle pokazało się ze fakt niezaśnięcia na operze z pozoru błahy i nieistotny stanowił punkt zwrotny w życiu Dixi.
                  Nie zasnął : Szczęśliwy maż i tatuś.
                  Zasnął : Sfrustrowany samotnik dziwkarz i alkoholik i bym może strach pomyśleć gwałciciel .
                  Jak widać fakt „nie zaśnięcia” zmienił jego życie na plus .
                  Co prawda nie wiadomo co z żoną ?
                  Dla niej było to równie szczęśliwe ? Może gdyby zasnął a ona zdegustowana takim zachowaniem kandydata na męża wybrała by innego miała by lepiej ?
                  • dixia Re: Poniedziałek kolejny... 19.06.06, 12:24
                    No może niekoniecznie fakt niezaśnięcia o tym zdecydował... :o)))
                    A czy "dixiowa" miałaby przez to lepiej? Hmmmm.... Napewno inaczej... Może
                    częściej a może rzadziej...? ;o))))
                    ____________________
                    Ale co by było gdybym się zawczasu szybko nie uwinął? No w tym pewnie Szanowny
                    Kawitator ma rację... No może tylko gwałcicielem bym nie został... ;o)))
                    • kawitator Re: Poniedziałek kolejny... 19.06.06, 12:47
                      Ale co by było gdybym się zawczasu szybko nie uwinął? No w tym pewnie Szanowny
                      > Kawitator ma rację... No może tylko gwałcicielem bym nie został... ;o)))
                      Napoleon B. cesarz francuzów powiedział
                      Pan Bóg stoi po stronie silniejsztych batalionów. Czyli wykorzystałeś okazję a zmarnowania okazji kobiety nie wybaczają howgh!
                      • dixia Re: Poniedziałek kolejny... 19.06.06, 12:59
                        Napoleon, Napoloenem... "A ile dywizji ma papież?" Tez ktos tak powiedział po
                        czym cały jego system runął bez wystrzału i dywizji :o)))
                        ________________________________
                        Co do okazji... Hmmm - teraz cieszę się, że nie wszystkie okazje wykorzystałem ;o)))
                        • abdulian Re: Poniedziałek kolejny... 19.06.06, 14:30
                          A ja po prostu zwijam manatki i zmykam do domu, bo szkoda mojego czasu tutaj :)
                          na szczęście mam na tyle liberalnego bossa i na tyle fajną pracę, że nic się nie
                          stanie, jak udam się do domu na popołudniowe chrapanie (rymy układam jak
                          Mickiewicz Adam)

                          Tym optymistycznym akcentem plus mega ziewnięciem żegnam i pozdrawiam serdecznie :)
                • marcin1973 Re: Poniedziałek kolejny... 19.06.06, 21:53
                  Ja swoją wytestowałem na "Stworzeniu świata". Nie zasnęła. Potem długo też
                  nie:)))).


                  dixia napisał:

                  > Ooooo taaaaak!!!! Znam to aż za nadto dobrze!!!! Ja bym zaczął chrapać w
                  > operze... Było to na pierwszej "prawdziwej i kulturalnej" randce z moją
                  przyszł
                  > ą
                  > żoną... Walka była wyrównana... Alem w końcu zmógł senność. W sumie warto było
                  > bo randka zakończyła się śniadaniem... ;o)))
                  • dixia Re: Poniedziałek kolejny... 20.06.06, 08:36
                    A w naszym przypadku była to "Podróż do Reims". Mało ciekawe libretto, muzyka
                    mocno średnia - ale na szczęście reżyseria była fajna :o)))
    • dixia Wtorek... potworek :o))) 20.06.06, 08:52
      I co tu zagaić? Brak pomysłów i pustka pod kopułką...
    • dixia Ciekawa rzecz... 20.06.06, 10:13
      wiadomosci.onet.pl/1341952,12,item.html
      Może zastosować to u nas? W dowolnej konfiguracji np wynajmować mężów?

      ________________________________
      Swoją drogą - kłóci się to bardzo z poglądami wielu ludzi nt "wielkiej
      duchowości" orientu... No ale można się zachwycać przedsiębiorczością niektórych
      ludzi :o)))
    • dixia Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 12:24
      Napisałem o facetach...
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=43816534&a=43886838
      Chciałbym zaproponowac abyśmy napisali co nas drażni w kobietach. Zwłaszcza tych
      nowoczesnych, z partnerskich związków ;o))) wykształconych, dobrze zarabiających
      i... samotnych...
      Mnie drażni:
      - przekonanie, że wszystko można zrozumieć, omówić, szybko (tu i teraz) oraz
      bezboleśnie załatwić... Nieocenionym dowodem na to są posty zMagdy1 ;o)))
      - bezkrytyczne przyjmowanie tego co napiszą w pismach kobiecych...
      - życie ideałami i nagła konstatacja iz "turnus mija a ja niczyja"... :o))) -
      fenomen tej trzeciej, omawiany w wątku o artykule z "Polityki"...
      _______________
      To tak na początek... Może ktoś włączy się do dyskusji? Po cichu liczę na W-i-L,
      Marcina73, Kawitatora, Petara, Misssaigon, Drobiazg, Annubis74 i innych :o)))
      • misssaigon Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 13:09
        bo nowoczesne kobiety sa generalnie za:
        - madre
        -wyksztalcone
        -ambitne
        -dobrze zarabiajace
        -wymagajace np w lozku
        -pewne siebie i swojej wartosci itd itp
        natomiast faceci sa za:
        -wygodni
        -leniwi zeby dorownywac albo co gorsza przewyzszac
        -egocentryczni zeby zniesc konkurencje np dziecka w zwiazku...

        wniosek: rozkwit klubow dla singli
        • dixia Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 13:12
          :o)))
          A potem dziwić się, że np. jakiś fajny farmaceuta bierze sobie malowaną lalę,
          która potrafi tylko siedzieć i błyszczeć :o))))
          • misssaigon Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 13:19
            a to było w temacie jakim?
            • dixia Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 13:30
              A tak mi się przypomniało w temacie wymagających kobiet i jednego mojego
              znajomego ;o))))
              • misssaigon Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 13:34
                sa tacy co lubia skrajnosci...ponadto rzadko ktory mezczyzna jest w stanie
                zaakceptowac madrzejsza parnerke..za to jak sie znjdzie tlumoczka to mozna
                blyszczec ze hej...
                • dixia Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 14:29
                  Starzy i mądrzy ludzie mawiają, że mądra kobieta to taka, co nie da poznać po
                  sobie, iż jest mądrzejsza od swojego faceta... ;o)))
                  ________________________
                  A wracając do głównego nurtu czyli biadolenia nt nowoczesnych kobiet to dodałbym
                  jeszcze, że wymagania kobiet zwiększają sie nieporównywalnie wobec zmian jakie
                  następują w środowisku ;o)))
                  Faceci to zwykle konserwatyści. Kobiety zaś biegną za nowinkami... Może warto
                  poczekać parę lat i znaleźć faceta, który będzie odpowiedni albo zrezygnować z
                  części wymagań i założyć związek??? Albo zostać tą trzecią...
                  _________________________
                  Bo jak doświadczenie uczy nie mżna mieć wszystkiego naraz...
                  • petar2 Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 14:46
                    Dokładnie !!!

                    Tylko jeden komentarz:
                    > Starzy i mądrzy ludzie mawiają, że mądra kobieta to taka, co nie da poznać po
                    > sobie, iż jest mądrzejsza od swojego faceta... ;o)))

                    Nie chodzi o mądrość wynikającą z wykształcenia, przeczytanych książek czy IQ
                    tylko o mądrość życiową powodującą, że prości czy skromni ludzie są szczęśliwsi
                    od tych błyskotliwych i wykształconych. Mądrość, która daje nam satysfakcję z
                    realizacji i spokój wewnętrzny a nie rozterki i zagubienie.
                    • dixia Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 14:55
                      Problem wykracza trochę poza kwestie relacji damsko-męskich. Mozna pokusić się o
                      stwierdzenie, że należy zacząć od siebie i starać się być skromnym,
                      prostolinijnym człowiekiem. Wówczas szansa na znalezienie podobnej bratniej
                      duszy jest większa. Dla krzykliwych i wyzwolonych, nowoczesnych i
                      skomplikowanych ludzi będziemy po prostu nudni ;o))))
                  • misssaigon Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 14:56
                    "Starzy i mądrzy ludzie mawiają, że mądra kobieta to taka, co nie da poznać po
                    >sobie, iż jest mądrzejsza od swojego faceta... ;o)))" dixia, a czemu ty
                    utrwalasz anachroniczne stereotypy?
                    jakby twoja zona wykazala ci czarno na bialym ze jest madrzejsza od ciebie to
                    co bys zrobił? pogonil ja?
                    nie ma to jakis zgrabny truizm ukuc ...
                    • dixia Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 15:01
                      Ona nie musi!!! Jest mądrzejsza i tyle...
                      A przynajmniej w tym ją utwierdzam :o)))
                      _________________________________
                      A tak bardziej na poważnie - wcale nie uważam tego stwierdzenia, za
                      anachroniczny stereotyp... To sie sprawdza w życiu. Poczytaj link, jaki znalazł
                      nieoceniony Your_and (który dziwnie milczy nie włączając sie do dyskusji w tym
                      temacie) i wówczas może zmienisz lekko zdanie... Ale może i nie - bo nie ma to
                      jak byc wojująca oświeconą feministką ;o)))
                    • misssaigon Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 15:02
                      dixia w dodatku "nowoczesnosc" to dla ciebie pejoratywne
                      okreslenie....eh..szkoda słów
                      • dixia Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 15:09
                        Cóż... Coś w tym jest! Przyznaję, że rzeczywiście zbytnia nowoczesność mnie
                        mierzi... Przesada i egzaltacja, kursy medytacji i różnych zawiłych ćwiczeń,
                        rozmowy o wyższości kobiet wyzwolonych nad nikczemnymi facetami... ;o)))
                        Dla konserwatysty (w moherze) każdy kto myśli inaczej będzie liberałem ;o)))
        • petar2 Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 13:34
          Jeśli nowoczesne kobiety są takie jak piszesz to widzę sprzeczność.
          Jeśli mądre, wykształcone i pewne swojej wartości to dlaczego nie udaje im się
          zrealizować wewnętrznej potrzeby większości kobiet tzn rodziny i dzieci?

          Oczywiście jest część kobiet, która tego nie potrzebuje albo zagłusza potrzeby
          pracą zawodową, sukcesem, realizacją na innych polach.

          Nowoczesnej kobiecie po prostu wydaje się, że jest mądra i wiele rozumie.
          Wykształcona (co za problem z dyplomem w dzisiejszych czasach, więcej studentek
          niż studentów ale jakoś kiepsko się przekłada na sukces), wychowana postępowo z
          podkładem romantycznym szuka muzyka rockowego bez grosza przy duszy, wściekle o
          nią zazdrosnego, z 9-cyfrowym kontem w banku szwajcarskim, normalnego,
          konserwatywnego gościa, rozumiejącego jej zaintrygowanie nowymi facetami,
          ekstrawaganckiego, nieszablonowego itd

          Ale nawet nowoczesna kobieta w końcu dostrzega, że to utopia, niestety, często
          dość późno.
          • dixia Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 13:42
            W sumie tak. Zwykle opamiętanie przychodzi w wieku post balzkowskim ;o)))
          • misssaigon Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 13:57
            znasz takie kobiety? bo twoje argumenty sa wyszydzajace ale niemerytoryczne...
            kiedys mezczyna byl wartoscia sama w sobie teraz to za malo zeby znalezc
            normanalna i sensowna kobiete...
            te madre i wyksztalcone dlatego nie moga znalezc mezczyzn na swoim poziomie bo
            ich po prostu nie ma..a ich wymagania wcale nie sa takie aburdalne jak
            opisujesz..kiedys bylo "zeby tylko nie pił, nie bił i pensje do domu
            przynosil", obecnie kobiety wymaga wspoluczestniczenia w obowiazkach domowych,
            utrzymaniu domu, opiece nad dziecmi - to jest to mimimum minimorum do spelnienia
            • dixia Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 14:00
              Nie no, paru by się znalazło... :o)))
            • petar2 Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 14:19
              Nie wyszydzam. Rażą Cię moje zdecydowane sformułowania?
              Miałem 2 dość długie związki z takimi kobietami, z jedną z nich przyjaźnię się
              więc poznałem trochę zagadnienie.

              Miss, jeśli ubzduram sobie, że dla mnie autem na poziomie jest furka ze
              spalaniem 0,5l/100km i 5s do setki to oczywiste, że nie znajdę takiego.
              Czy wobec tego obecne samochody są nic niewarte i powinienem chodzić piechotą?

              Minimalne wymagania nie oznaczają wystarczających, te które podałaś to za mało,
              zresztą to sprawa indywidualna.
              A mówimy o wyborze partnera, te wymagania są do weryfikacji dopiero po
              założeniu związku, urodzenia dziecka.

              Facet to nie ekspres do kawy na półce w hipermarkecie gdzie bilansujemy
              oczekiwania z możliwościami i ceną i kupujemy lub nie. Zachowanie partnera w
              związku w przyszłości jest taką samą zagadką jak i nasze zachowanie. Należy
              zdawać sobie sprawę z tego, że decyzja podejmowana jest przy dużym stopniu
              niepewności i ograniczonej informacji. Z wiekiem gotowość na ryzyko spada,
              oczekiwania rosną bo wykształcenie, awans, niezależność itd i jak Dixia
              napisał "turnus mija a ja niczyja".
              • misssaigon Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 14:45
                ok, moge obnizyc poprzeczke pod warunkiem ze nie bede musiala wkopywac jej w
                ziemie....jednakowoz upieram sie ze istnieje nadpodaz "nowoczesnych" kobiet i
                nie jest to tylko moje stwierdzenie...bidulki zapuszczaja korzenie na Sympatii
                pl czy innych randkowych portalach z czasem coraz bardziej luzujac kryteria...
                faktem jest, ze jesli nie znajdzie sie partnera przed wlasnymi trzydziestymi
                urodzinami to potem mozna tylko grzebac kijem w metnym bajorku "wyławiajac
                nieciekawe niespodzianki meskiego gatunku"
                a tak btw - patrzac po sobie- coz za kuriosa meskie udawalo mi sie w
                zyciu "zlowic" i to nie bynajmniej z powodu ze mnie nikt inny nie chcial
                jakos tak jest w zyciu jak w dowcipie dixii o wyborze zony i samochodu - im
                dluzej sie przygladasz przed lubem tym wieksze prawdopodobienstop ze wybierzesz
                fatalnie:))
                • kawitator Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 15:13
                  W całej przyrodzie samce do których zaliczam tez między innymi siebie cechuje znacznie większa zmienność genetyczna niż samice z tej samej populacji Krzywa Gaussa w przypadku facetów jest znacznie bardziej płaska i rozciągnięta na boki. Mówiąc do kobitek wśród facetów jest znacznie więcej naukowców ale też więcej kretynów Ponieważ obecnie wykształcenie wyższe a co za tym idzie pewne wymagania stały sie powszechne łatwo można wykazać nakładając na siebie krzywe dla kobiet i facetów ze w interesującym kobitki przedziale facetów jest jak na lekarstwo Dlatego co bardziej mądre (nie mylić z wykształceniem ) już na pierwszych latach studiów zaklepują sobie co bardziej atrakcyjne z ich punku widzenia osobniki męskie. Koło trzydziestki zostają tylko przebierki lub z odzysku.
                  Przyczyny Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka. Każda zmiana w tym także emancypacja niesie ze sobą zmiany korzystne z punktu widzenia kobiet ale także niekorzystne bowiem na tym najlepszym ze światów nie ma nic za darmo. Nie można wybrać sobie dobrych cech emancypacji kobiet nie ponosząc jednocześnie jej kosztów tego stanu Z wypowiedzi wielu kobiet na forum widać że nie chcą przyjąć tego do wiadomości Bardzo je to bardzo dziwi. Że wyemancypowana współczesna kobitka nie jest traktowana jak dziewiętnastowieczna dama.
                  • dixia Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 15:15
                    No bo. która z nich zachowuje się jak dama?...
                    Hehehehehe :o)))
      • marcin1973 Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 20.06.06, 22:43
        Moja żona nie jest nowoczensa. Ani trochę. Nie czyta pism kobiecych, nie wierzy
        w zrozumienie wszystkiego, uważa że zdrowiej jest jak facet (czyli ja)
        zarabiam, a domem zajmuje się kobieta (czyli ona) przy lekkiej pomocy faceta no
        bo ona tez zarabia (1260 brutto czy 1500 mniejsza z tym - zatem pomoc musi byc
        lekka:)))).

        Marcin
        dixia napisał:
        > Chciałbym zaproponowac abyśmy napisali co nas drażni w kobietach. Zwłaszcza
        tyc
        > h
        > nowoczesnych, z partnerskich związków ;o))) wykształconych, dobrze
        zarabiającyc
        > h
        > i... samotnych...
        > Mnie drażni:
        > - przekonanie, że wszystko można zrozumieć, omówić, szybko (tu i teraz) oraz
        > bezboleśnie załatwić... Nieocenionym dowodem na to są posty zMagdy1 ;o)))
        > - bezkrytyczne przyjmowanie tego co napiszą w pismach kobiecych...
        > - życie ideałami i nagła konstatacja iz "turnus mija a ja niczyja"... :o))) -
        > fenomen tej trzeciej, omawiany w wątku o artykule z "Polityki"...
        > _______________
        > To tak na początek... Może ktoś włączy się do dyskusji? Po cichu liczę na W-i-
        L
        > ,
        > Marcina73, Kawitatora, Petara, Misssaigon, Drobiazg, Annubis74 i innych :o)))
      • drobiazg Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 21.06.06, 08:51
        Co kryje się pod szerokim pojęciem „nowoczesna kobieta”??? Dla jednego
        szczytem feminizmu i nowoczesności będzie wydepilowana okolica bikini i stringi
        wystające nad spodnie. Inny ma „wyzwoloną” kobietę, bo ona kilka razy do roku
        wylatuje na szkolenia na druga półkulę i przyznaje się do posiadania stałego
        gacha .
        Patrzymy na świat przez pryzmat osób posiadających pracę , stały dostęp do
        netu, pewnie większość z nas jest z wiekszych miast, taka perspektywa nie
        uprawomocnia do głoszenia „prawd objawionych” . Yoric napisał że uogólnianie
        daje nam poczucie bezpieczeństwa, że szukamy norm i reguł rządzących światem
        żeby poczuć się w nim pewniej. Może musimy.
        Dixie zarzuca tu różne „przynęty” na rozmowy. Tematem było co drażni panów.
        Osobiście nie ma przekonania, że wszystko można zrozumieć, omówić, szybko (tu
        i teraz) oraz bezboleśnie załatwić ale staram się zrozumieć i omówić (często po
        czasie bo na bieżąco byłby problem ;-) Nie mam wśród swoich znajomych kobiet
        bezkrytycznie dających wiarę tz. „babskim gazetką’ ale znam faceta
        którego „męski” magazyn przekonał, że BMW wystarczy, żeby kobietą miękły nogi (
        nie wystarczyło, żeby utrzymać własną żonę ).
        W temacie wymagań i szukania faceta po 30 …. nie szukam, kumpela, która szukała
        znalazła młodszego, mądrego i dobrze im, może to kwestia fartu;-) Druga
        znalazła faceta swojego życia (wcale nie z odzysku w wieku 33 lat, przed chwilą
        został mamą, promienieje szczęściem, facet jest wykształcony, ma dobra pracę,
        fajny jest z niego herbatnik ;-) Żyje w bajkowym świecie ??? Nie! wokół mnie
        ludzie też się rozwodzą, zdradzają, budują związki na nowo .
        Jestem po prostu totalnym przeciwnikiem głoszenia ”prawd absolutnych” i
        klasyfikacji. Dlatego nawet jak mi smutno to uśmiech na mojej twarzy wywołuję
        odkrywcze stwierdzenie „Nowoczesnej kobiecie po prostu wydaje się, że jest
        mądra i wiele rozumie.”
        A nowoczesny facet rekompensuje sobie różne niedostatki przekonaniem o wiedzy
        absolutnej ????? ;-)
        • ewolwenta Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 21.06.06, 10:18
          :)))))
          nic dodać
        • misssaigon Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 21.06.06, 10:23
          ad dixia: skad u ciebie podejrzenie ze dopadła mnie frustracja?????
          ad drobiazg: musze powiedziec ze rownie powazne dyskusje toczylam w czasach
          licealnych siedzac po lekcjach w Alhambrze, Borynie i innych gastronomicznych
          przybytkach - teraz tez chetnie bym podyskustowala przypominajac sobie chmurna
          i durna mlodosc ale dziecie mi zwykle wisi przy piersi podczas pisania - a
          jedna reka dluzszych tekstow pisac mi sie nie chce..poza tym mam nieodparte
          wrazenie ze sie bardzo powtarzamy, to wszystko zostalo juz odkryte, napisane,
          przedyskutowane wczesniej...
          • dixia Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 21.06.06, 10:48
            No jak to skąd? Przecież z Twoich postów jasno wynika, że:
            - dzisiejsi faceci są generalnie do bani...
            - nie lubisz facetów...
            - jesteś tu bo doskwiera Ci żal na męża, kochanka i paru innych....
            - gros wypowiadających się tu facetów to mizogyni... (czy jakoś tak) ;o)))
            A może nieuważnie czytam?

            ;o)))
            • misssaigon Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 21.06.06, 10:50
              a pewnie dixia pewnie, ale abo to ja jedna tu sobie gebe przyprawiam??
              • dixia Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 21.06.06, 10:55
                tzn co pewnie?
                • misssaigon Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 21.06.06, 11:08
                  wszystko co napisales - jestem totalna frustratka nienawidzaca facetow..hehe
                  • petar2 Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 21.06.06, 11:15
                    Tak jak my myzoginami wyżywającymi się na marniejszych istotach - kobietach.

                    Odnośnie tego co napisała Drobiażdżek, polemika na forum rządzi się swoistymi
                    regułami. Wypowiedzi bywają ostre, skrajne, przesadzone, prowokujące czy
                    żałośnie dowcipne. Nie zamierzam zaczynać co drugiego zdania od "myślę,
                    że", "to zależy" czy wystrzegać się uogólnień i stereotypów.
                    • misssaigon Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 21.06.06, 11:21
                      chyba mizogynami?
                      • petar2 Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 21.06.06, 11:24
                        > chyba mizogynami?

                        No, trudne słowo ale się uczę.
                    • drobiazg Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 21.06.06, 19:19
                      petar2 napisał:

                      > Odnośnie tego co napisała Drobiażdżek, polemika na forum rządzi się swoistymi
                      > regułami. Wypowiedzi bywają ostre, skrajne, przesadzone, prowokujące czy
                      > żałośnie dowcipne. Nie zamierzam zaczynać co drugiego zdania od "myślę,
                      > że", "to zależy" czy wystrzegać się uogólnień i stereotypów.

                      Pieknie opdisała i burza zabrała prąd i znikneło. Niecierpie jeszcze raz pisać ;-(
                      1. Nie czuję sie w żadnym stopniu marniejszą istotą, czasem się czuje marnie tak
                      poprostu ale to przechodzi ;-)
                      2. Reguły polemiki na forum są dla mnie klarowne i naprawę pojmuję, że skoro w
                      poście podpisanym Petar2 napisane stoi "że nowoczesna kobieta głupia jest" to
                      nie oznacza, że ona jest głupia tylko, że Petar2 tak uważa albo uznał, że fajnie
                      będzie jak tak napisze ;-)
                      3. Nie musisz co drugie zdanie pisać, że myślisz ;-) Uogólnień i stereotypów
                      również Ci nie zabronie (nawet nie myślałam, że jestem aż tak wielkoduszna ho
                      ho)ale za to ja mam prawo wysmarować odpowiedź na każdy Twoj post albo warczeć
                      na monitor czy uśmiechać się do niego z ... no mniejsza o to z czym ;-)

                      Zdrowego rozsądku, odrobiny dystansu do samego siebie i wyrozumiałaści dla
                      innych ... sobie i Wszystkim życząc pozdrawiam

                      Drobiazg
                      • ewolwenta Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 21.06.06, 21:09
                        mój ulubiony drobiazg, dyg :)
                      • petar2 Re: Pretensje do nowoczesnych kobiet :o))) 22.06.06, 13:17
                        > 1. Nie czuję sie w żadnym stopniu marniejszą istotą, czasem się czuje marnie
                        > tak poprostu ale to przechodzi ;-)

                        To faceci mają bardziej przechlapane (umieralność, jeden orgazm na godzinę itd)
                        więc łatwiej mi ich bronić.

                        > 2. Reguły polemiki na forum są dla mnie klarowne i naprawę pojmuję, że skoro w
                        > poście podpisanym Petar2 napisane stoi "że nowoczesna kobieta głupia jest" to
                        > nie oznacza, że ona jest głupia tylko, że Petar2 tak uważa albo uznał, że
                        > fajnie będzie jak tak napisze ;-)

                        Ejże, a gdzie to Petar tak napisał???

                        > 3. Nie musisz co drugie zdanie pisać, że myślisz ;-) Uogólnień i stereotypów
                        > również Ci nie zabronie (nawet nie myślałam, że jestem aż tak wielkoduszna ho
                        > ho)ale za to ja mam prawo wysmarować odpowiedź na każdy Twoj post albo warczeć
                        > na monitor czy uśmiechać się do niego z ... no mniejsza o to z czym ;-)

                        No jakoś nie mogę sobie wyobrazić tego warczenia tak miłej osóbki, jakiś *.avi
                        poproszę ;-)



    • dixia Gdzie ci mężczyźni? 21.06.06, 08:29
      Na kanwie wczorajszej dyskusji o kobietach (a także atakach na nas ze strony
      sfrustrowanej Misssaigon) ;o))) chciałbym się zapytać gdzie się podziali faceci?
      Orły, sokoły, herosy...
      Czy rzeczywiście jest tak, że faceci są zniewieściali? Że model "Radziu" albo
      "David" czyli metroseksualny, wypachniony, wydepilowany, opalony, delikatny
      kolunio ma takie wzięcie wśród kobiet?
      Jakie cechy powinien mieć prawdziwy facet? Czy musi byc delikatny czy też trochę
      szorstki? Macho czy mamisynek szukający schronienia w biuście partnerki?
      Czy rzeczywiście jest tak źle? Mamy kryzys osobowości facetów? Ojcostwa?
      Wreszcie jakimi jesteście facetami (to pytanie do mężczyzn rzecz jasna...) albo
      z jakimi facetami jesteście? (do kobiet) :o)))
      _________________________________
      Dixia - facet(?) ;o))) - brodaty, łysiejący (niektórzy mówią, że wyleniały),
      zaokrąglony w okolicach pępka. Typ macho!!! Z objawami szukania biustu... ;o)))
      • your_and Re: Gdzie ci mężczyźni? 21.06.06, 11:12
        dixia napisał:
        > Czy rzeczywiście jest tak, że faceci są zniewieściali? Że model "Radziu" albo
        > "David" czyli metroseksualny, wypachniony, wydepilowany, opalony, delikatny
        > kolunio ma takie wzięcie wśród kobiet?

        Wzięcie to ma ale na pierwszej randce. Po zaraz okazuje się że ten typ zamiast
        uwielbiać, adorować i zachwycać się kobietami sam jedynie szuka zachwytu na swój
        obraz w ich oczach. I czar pryska, bo ktoś tu musi byc płcia piękną...

        > Macho czy mamisynek szukający schronienia w biuście partnerki?

        Maminsynek ma się świetnie na początku związku u partnerki która lubi matkować.
        Potrafi być długo słodko. Ale taka kobieta z reguły szybko dąży do otoczenia się
        gromadką maluchów żeby się dalej realizować. I maminsynek natychmiast po
        pojawieniu się dziecka przegrywa uczuciową stawkę z rzeczywistym dzieckiem,
        odstawiony na bok i zagubiony. Zaczyna szukać dalej u innych tego co go zbliżyło
        do partnerki i co tak szybko utracił.

        Macho, ten model odchodzi po prostu w zapomnienie. Coraz trudniej imponować i
        dominować nad równie dobrze wykształconymi i zarabiającymi kobietami. Udaje się
        to miedzy starszymi panami najczęściej po rozwodzie i dzierlatkami wchodzącymi w
        życie które rozczarowane są płytkimi emocjonalnie rówieśnikami, albo w wersji
        nizin społecznych gdzie jakiekolwiek wątpliwości co do pozycji i braki szacunku
        do męża regulowane są zaraz pięścią.

        Generalnie w psychologii mówi się o najlepszym modelu: partnerstwa. Ale do tej
        pory kobieta miała wyższe o oczekiwania wobec związku a mężczyzna wyższą pozycje
        która umożliwiała kontrolę i konsensus. Dziś ta równowaga jest zakłócona.
        • misssaigon Re: Gdzie ci mężczyźni? 21.06.06, 11:24
          yuor& - czy naprawde wierzysz ze rzeczywiste partnerstwo jest mozliwe? ze uda
          sie utrzymac te rownowage w dawaniu i braniu w podziale obowiazkow i
          przyjmnosci? zwykle na poczatku zwiazku odbywa sie walka o pozycje i wplywy -
          zwykle w efekcie szala przechyla sie na jedna strone..uwazam ze naturalne jest
          ze w zwiazku ktos muis dominowac , narzucac ton, jak w zaprzegu - wtedy moze
          jechac prosto
          • dixia Re: Gdzie ci mężczyźni? 21.06.06, 11:33
            wazam ze naturalne jest
            > ze w zwiazku ktos muis dominowac , narzucac ton, jak w zaprzegu - wtedy moze
            > jechac prosto

            - oczywiście pod warunkiem, że będziesz to Ty... ;o)))
            • your_and Re: Gdzie ci mężczyźni? 21.06.06, 14:49
              Dominować? Pozwól że odpowiem ciekawym cytatem (kobiety zresztą):

              Wielokrotnie mówiono o małżeństwie jako karze dla mężczyzny (metaforyka
              pozbawienia wolności, kajdan małżeńskich czy galer jest powszechnie
              eksploatowana). Kara polega zaś przede wszystkim na rezygnacji z większości
              swoich praw i mnożeniu w zamian obowiązków. Wątek kary małżeńskiej i światowego
              życia streszcza taki aforyzm: Są mężczyźni, którzy mają to, na co zasłużyli.
              Pozostali są kawalerami.

              Gdzieś zaraz po rezygnacji z praw czyha na mężczyznę despotyzm kobiety, która
              chce mężem sterować, prowadzić go za rączkę (o tych, które nie umiały wpływać na
              męża mawiano - gąski, o tych, które nie chciały - święte). To bodaj
              najpoważniejsze wady instytucji małżeńskiej od strony męskiej.

              kobieta.wp.pl/kat,26339,wid,8229486,wiadomosc.html?P%5Bpage%5D=1
              • misssaigon Re: Gdzie ci mężczyźni? 21.06.06, 15:29
                your - jest jeszcze kilka innych mozliwosci oprocz kobiety z
                syndromem "ofiary " czy kobiety dominujacej , hetery itp...
                despotyzm mezczyzny w zwiazku jest rownie powszechny co kobiety a wbrew
                potocznym opiniom to raczej kobieta zaklada malzenskie kajdany a nie mezczyzna -
                na nia spada gros spraw zwiazanych z administrowaniem domem, opieka nad
                dziecmi, to z nia w razie rozwodu zostaja dzieci i musi sie utrzymywac z
                symbolicznych alimentow - ten tradycyjny wizerunek rodziny niestety jest pomimo
                XXI wieku nadal dominujacy...
                najlepszy przyklad z wlasnego podworka - kiedy maz chce sie wyrwac na piwo z
                kolegami to prosze go zebysmy ustalili termin mojego wyjscia i on wtedy
                zostanie z dziecmi - maz jest zdumiony - jak to? wyjscie na piwo z kolegami to
                swiety meski przywilej - jak moge sie domagac czegos w zamian?
                ponadto - w dobrym tonie jest w meskim tonie narzekac na swoja polowice,
                akcentujac roznorakie "poswiecenia" chocby ww byla najlepsza z zon - rzadko
                ktory mezczyzna ma odwage wylamac z tej konwencji
                • your_and Re: Gdzie ci mężczyźni? 21.06.06, 20:07
                  > potocznym opiniom to raczej kobieta zaklada malzenskie kajdany a nie mezczyzna
                  > na nia spada gros spraw zwiazanych z administrowaniem domem, opieka nad
                  > dziecmi,

                  Tu sie nie do końca zgadzam. Zobacz jak wyglądają domy samotnych facetów. Znam
                  paru. Oni nie poświecają czasu uwagi porzątkom w domu, jak dbają to głównie o
                  swój samochód... Więc tak sie to ma do "wspólnych" obowiązków, które odnoszą sie
                  często do potrzeb głownie jednej strony.
                • marcin1973 Re: Gdzie ci mężczyźni? 24.06.06, 00:11
                  Ja dlatego zaczynam odwrotnie: Najpierw wysyłam ją. A potem w rewanżu z
                  kolegami z pracy idziemy na jakąś wódeczkę, której nie piję, a którą sącza oni
                  wyglądając przezabawnie i licytując się w złosliwościach i innych zaletach
                  najdoskonalszych z żon.

                  > najlepszy przyklad z wlasnego podworka - kiedy maz chce sie wyrwac na piwo z
                  > kolegami to prosze go zebysmy ustalili termin mojego wyjscia i on wtedy
                  > zostanie z dziecmi - maz jest zdumiony - jak to? wyjscie na piwo z kolegami
                  to
                  > swiety meski przywilej - jak moge sie domagac czegos w zamian?
                  > ponadto - w dobrym tonie jest w meskim tonie narzekac na swoja polowice,
                  > akcentujac roznorakie "poswiecenia" chocby ww byla najlepsza z zon - rzadko
                  > ktory mezczyzna ma odwage wylamac z tej konwencji
          • marcin1973 Re: Gdzie ci mężczyźni? 24.06.06, 00:08
            Idealne partnerstwo niemożliwe rzecz jasna. Musi ktoś decydować. I moim (a i
            mojej żony zdaniem) jest to facet.

            misssaigon napisała:

            > yuor& - czy naprawde wierzysz ze rzeczywiste partnerstwo jest mozliwe? ze uda
            > sie utrzymac te rownowage w dawaniu i braniu w podziale obowiazkow i
            > przyjmnosci? zwykle na poczatku zwiazku odbywa sie walka o pozycje i wplywy -
            > zwykle w efekcie szala przechyla sie na jedna strone..uwazam ze naturalne
            jest
            > ze w zwiazku ktos muis dominowac , narzucac ton, jak w zaprzegu - wtedy moze
            > jechac prosto
            • ewolwenta Re: Gdzie ci mężczyźni? 24.06.06, 15:19
              tak o wszystkim?

              o naiwny ;P
              • marcin1973 Re: Gdzie ci mężczyźni? 25.06.06, 21:12
                Jasne, że nie o wszystkim, ale o najważniejszych sprawach, typu wychowywanie
                dzieci, iwestowanie pieniędzy itd.
                ewolwenta napisała:

                > tak o wszystkim?
                >
                > o naiwny ;P
    • dixia Prawdy absolutne... 21.06.06, 10:25
      Na kanwie tego co napisała Drobiazg - zadaję pytanie: czy są jakiekolwiek prawdy
      absolutne?
      Moim skromnym zdaniem takie pojęcie (poza teologią) nie istnieje!!! Po za tym
      jest jakby oksymoronem. Samo pojęcie "prawda" jest zero jedynkowe. A po co
      jeszcze włączać do tego absolut?
      _______________________
      I jak sobie tak pomyślę - tu raczej nikt nikogo nie przekona. Prezentujemy tu
      nasze zdania, poglądy itd :o)))
      • kawitator Re: Prawdy absolutne... 21.06.06, 12:12
        Na kanwie tego co napisała Drobiazg - zadaję pytanie:
        Trudność z dyskusją w gronie humanistów mam od wielu lat Klasycznym przykładem niech będzie że jeżeli stwierdzisz : Na podstawie danych statystycznych wypalanie paczki papierosów dziennie skraca życie około 8 lat natychmiast dostajesz odpowiedź A ja znam dziadka i jeszcze jednego starego co to palili i dożyli do 98 lat. No i co z tego Co to zmienia w ogólnych procesach czy danych statystycznych Nie potrafią zrozumieć ze nic To że Drobiazg zna taką czy inna parę nie zmienia danych statystycznych. W tej chwili różnica w ilości kobiet i mężczyzn kończących wyższe studia wynosi kilkadziesiąt tysięcy korzyść tych pierwszych Wynika z tego te kilkadziesiąt tysięcy dziewczyn po studiach chcąc sie wydać będzie musiało wybierać wśród absolwentów zawodówek czy techników. Tyle i tylko tyle
        • ewolwenta Re: Prawdy absolutne... 21.06.06, 12:28
          jasne, ale mając świadomość pewnych procesów można znaleźć się przez swe
          działanie we właściwym kwantylu
          • kawitator Re: Prawdy absolutne... 21.06.06, 14:14
            Z zadwoleniem konstatuję ze statystyka i prawdopodobieństwo co poniektórym białogłom nie jest obce.
            • misssaigon Re: Prawdy absolutne... 21.06.06, 14:19
              ale niektore musialy zdawac egzamin z logiki - ktory, o wstydzie pokonaly przy
              pomocy mini i dekoltu do pepka - egzaminator ogornal to rozumiejacym wzrokiem -
              wstawil "3 -" do indeksu i rzekl jedno slowo "miserere" ...
              • dixia Re: Prawdy absolutne... 21.06.06, 15:02
                Dobrze, że tylko na skąpym ubiorze się skończyło... ;o))))
          • dixia Re: Prawdy absolutne... 21.06.06, 14:15
            Zapomniałaś o percentylu :o)))
        • dixia Re: Prawdy absolutne... 21.06.06, 14:19
          Wszystko dlatego, że niewielka liczba humanistów orientuje się choćby z grubsza
          jak liczy się średnie statystyczne :o))))
          ______________________________
          A dziewczyny po studiach zawsze mogą:
          - zostać "tą trzecią"
          - zabawić się w "odbijanego"
          - pójść i zasilić szeregi zakonów
          - zmienić orientację preferncji seksualnych
          - wieść żywot "starych panien" wrzeszczących na dzieci i dokarmiających koty i
          gołębie :o)))
          Nie ma co - fajne perspektywy :o))))
        • drobiazg Re: Prawdy absolutne... 21.06.06, 19:30
          kawitator napisał:

          > To że Drobiazg zna taką czy inna parę nie
          > zmienia danych statystycznych. W tej chwili różnica w ilości kobiet i mężczy
          > zn kończących wyższe studia wynosi kilkadziesiąt tysięcy korzyść tych pierwszy
          > ch Wynika z tego te kilkadziesiąt tysięcy dziewczyn po studiach chcąc sie wyda
          > ć będzie musiało wybierać wśród absolwentów zawodówek czy techników. Tyle i t
          > ylko tyle

          Znasz jakieś dane statystyczne mówiące o tym, że nie może stworzyć wspaniałego
          związku kobieta mikrobiolog i facet technik poligraf ? Nie rozumiem problemu ??
          Będą za mądre, żeby mieć orgazm z mniej wykształconym gościem ?? (teoretycznie
          mniej bo wykształcenie w moim przekonaniu to nie tylko papier inforujący o
          skończeniu danego kierunku studiów a jeszcze do tego inteligencja, obycie
          kulturalne, czy choćby oczytanie często nie idą z tym papierem w parze ;-)
          • dixia Re: Prawdy absolutne... 22.06.06, 07:55
            Tu nie chodzi o kwestię samego wykształcenia. Bardziej o towarzystwo w jakim się
            kto obraca. Nie wmówisz mi, że będą mieli to samo towarzystwo oczytany murarz i
            polonistka... Już raz pisałem tu na forum podając przykład rozmowy o tym, że
            dziś w pracy były jaja bo się betoniarka przewróciła...
            Na początku wszystko jest OK ale potem zaczynają się schody. Niestety po pewnym
            czasie wszystko zaczyna drażnić - nawet to co kiedyś tak bardzo się nam podobało...
    • dixia Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 08:01
      Ten temat już pojawił się jakiś czas temu. Pisała dziewuszka o tym, że ona
      kończy studia a jej chłopak ma dyplom podstawówki. Pytała się czy jest to aż tak
      ważne... No właśnie Drobiazg twierdzi, że nie ma to wpływu na pożycie. Osobiście
      zgodzę się, że może nie mieć na pożycie seksualne (do pewnego czasu) ale na
      wspólne życie ze sobą ma! Nie wierzę, że polonistka z murarzem stworzą trwały,
      wieloletni związek, w którym nie będzie kwasów na tym tle!!!
      A jaka jest Wasza opinia? Może moje zdanie jest zbyt staroświeckie?
      Konserwatywne? Może szlachetny dzikus jest lepszy niż wykształcony facet?
      Szczególnie ciekaw jestem jak na to patrzą kobiety ;o)))
      • misssaigon Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 09:35
        eh dixia - mistrzu uogólnień- oczywiscie ze polonistka z murarzem nie
        stworza...jesli tylko uznamy ze polonistka musi miec IQ miedzy 100 a 120
        minimum a murarz ponizej 90 - do ukonczenia studiow inteligencja nie jest
        konieczna - czasami wystarczy duzo samozapracia a czasami tylko kasa ...uwazam
        ze problem lezy raczej w elastycznosci, otwartosci umyslu - murarz bedzie
        chcial sie rozwijac - podciagac a polonistka nie bedzie z nim dyskutowac o
        Haeglu np
        ponadto jka dla mnie wazniejsz esa roznice w wychowaniu, kindersztubie, obyciu,
        wzorcach wyniesionych z domu...
        • dixia Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 09:55
          Wzorce... Hmmm - mam znajomego, który jest inteligentnym nieudacznikiem,
          kokainistą... Z domu wyniósł raczej porządne wzorce... Matka - sędzia, Ojciec -
          filozof, działacz społeczny. Ożenił sie dziewczyną po podstawówce bo mu się
          bardzo spodobała jak melanżowali przez 2 miesiące. Po jakimś czasie doszedł do
          wniosku, ze nie ma o czym z nią rozmawiać...
          Inny przykład: ojciec inżynier, matka technik - a syn? Ma fajną żonę, dziecko -
          i od paru lat żyje na jej koszt. Markuje szukanie pracy i jest obrażony na cały
          świat.
          ____________________
          Moim zdaniem wychowanie może jedynie pomóc człowiekowi. Jeśli nie będzie chciał
          to zda się ono psu na budę... :o(((

          • misssaigon Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 10:13
            ok, tylko co wynika z tego co napisales? ze wyjatki potwierdzaja regule? albo
            ze nie ma zadnych regul? to wszystko prawda....i dlatego tez co kilka lat
            drukuje sie nowe podreczniki do socjologii, psychologii bo stare teoriee sie
            dezaktualizuja...teorie Freuda to stek brednii kostycznego staruszka w dodatku
            niezrealizowanego w malzenstwie i romansujacego ze swoja szwagierka...
            • dixia Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 10:28
              Czyli reasumując - oboje mamy rację i jej jednocześnie nie mamy... A wszystko
              przez relatywizm... Chyba wszędzie sprawdza się Szczególna Teoria Względności
              Einsteina :o)))
              • woman-in-love Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 11:22
                hej, Wy_Dwoje - wykształcenie dotyczy rejonu powyżej pasa, a o związku decyduje
                (tak, tak!) to co ponizej :-)
                • dixia Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 11:30
                  W-i-L gdybym Cię nie znał to faktycznie pomyślałbym, że tak myślisz :o)))
                  Ale co maja powiedziec faceci, którzy lubia blondyny z dużym cycem? Wszak te
                  walory są powyżej pasa...
                  ____________________________
                  A zresztą... Mawiają iż "czy księżniczka czy kucharka, ważane co by była
                  szparka..." :o))) Zgadam się więc z Twoja teorią!
                  I odtąd wszystkim będę powtarzał "nie ważne co myslisz, nie ważne co wiesz, nie
                  ważne jak mówisz, nie ważne ile zarabiasz itd... Ważne żebyś miał DUŻEGO!!!!!:

                  :o))))
                • misssaigon Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 11:31
                  w-i-l a czy to nie za daleko idace uogólnienie??? moze lepiej powiedziec ze
                  istotne jest dopasowanie sie powyzej i ponizej pasa???
                  • dixia Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 11:36
                    Czyż z czasem uogólnienie nie przeradza się w kolejny truizm z gatunku tych, że
                    dziś jest czwartek... ;o)))
                    • woman-in-love Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 11:48
                      no tak, żeśli chodzi o kobioety to zgodzę się, ze to co powyżej tez sie liczy :-
                      )))
                      • misssaigon Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 11:51
                        hhee, szczegolnie rozczulaja mnie te nasto lub dwudziestoletnie szukajace
                        mezow - "tylko zeby przystojny byl"
                      • dixia Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 11:52
                        Rozumiem, że nieważne jaka twarz dołączona jest do tego co poniżej pasa - bo
                        można przykryć gazetą, co? ;o)))
                    • woman-in-love Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 11:52
                      a zauważyłeś, jaka dzisiaj fajna data?
                      • misssaigon Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 12:07
                        za 3 miesiace moje urodziny...auuuuuuu...dixio wylenialy kto powiedzial ze w
                        trakcie gazetki nie mozna postudiowac??? polecam super expres lub fakt - maja
                        duze tytuly ktore robia za tresc...
                        • dixia Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 12:13
                          Masz rację! Zgadzam się w pełni, że studiowanie takiej gazetki jest dużo
                          bardziej ciekawe niz patrzenie na grymas twarzy żony, która akurat ma inne plany
                          a mąż ją dopadł gdzieś chytrze...
                          ________________________
                          Tylko w takim razie po co te wszystkie zabiegi kobiet z malowaniem oczu, twarzy itd?
                      • dixia Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 12:10
                        Dziś? Data? Czyżby związana z podbojem Rosji przez Napoleona i późniejszego
                        planu Barbarossa czyli Wehrmacht vs. Armia Czerwona?
                        • woman-in-love Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 14:15
                          dwie dwójki i dwie szóstki (pokerzyści - czy to wystarczy do sukcesu?)
                          • dixia Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 22.06.06, 15:12
                            Ło Matko :o))))
                            Dwójek jest 3... no i jeszcze 2 zera.... :o)))
                            • your_and Re: Wykształcenie a tworzenie związku... 23.06.06, 16:09
                              Wracając do wykształcenia, zobaczcie pewną prace doktorską:
                              RYZYKO ROZPADU MAŁŻEŃSTW W POLSCE. EMPIRYCZNE IMPLIKACJE TEORII LEVINGER
                              (...)
                              Przeprowadzone analizy pozwalają na rozstrzygnięcie postawionych na wstępie
                              hipotez. Potwierdzone zostały następujące hipotezy:
                              1.
                              Ryzyko rozpadu małżeństwa jest tym większe im wyższy jest poziom wykształcenia
                              2.
                              Ryzyko rozpadu małżeństwa jest tym większe im większa jest miejscowość
                              zamieszkania
                              3.
                              Ryzyko rozpadu małżeństwa jest tym większe im bardziej lewicowa jest
                              orientacja polityczna
                              4.
                              Ryzyko rozpadu małżeństwa jest tym większe im wyższe są dochody z pracy

                              www.roztocze.stalwol.pl/Prywat/levinger1.htm
    • dixia Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 08:19
      Czy ktos pamięta wątek, w którym W.S. Kawitator zadał pytanie "dlaczego nie ma
      seksu"? Później watek przekształcił się w bardzo wesołą gadaninkę...
      Aliści może wrócić do tego, co? Bo tak się zastanawiam - czy rzeczywiście brak
      seksu jest aż tak istotny w związku? Moja babcia z dziadkiem jakoś nie narzekali
      na brak ;o)))
      A może to jest tak, że jesteśmy już tak konsumpcyjnie nastawieni do życia, że
      seks traktujemy jak nienaruszalne prawo? Jak ulubiona zabawkę, której brak
      determinuje nasze prywatne fiksum dyrdum?
      A forum? Sądzę, że gros osób nie ma (już) problemów z seksem. Więc siedzi tu z
      potrzeby akceptacji i samorealizacji albo tylko i wyłącznie "dla jaj". A reszta?
      Może tak jak Zmagda1/groszek76 pisze aby dać upust emocjom ale nie traktuje
      naszych "rad" poważnie. Moze jak dixia i Petar2 siedzą tu przyczajeni by od
      czasu do czasu "sieknąć komuś zza roga centralnie między oczy" :o)) Czasem zaś
      powodowani wrodzoną męską próżnością - niczym rasowi MSS - będą prowadzić
      polemiki czyniac ze swoich filipik manifest sfrustrowanych facetów... ;o))) A
      może jak nestor Kawitator spoglądają z uśmiechem przy porannej kawie na radosną
      twórczość by potem celnym komentarzem usadzić towarzystwo... ;o))) Jest jeszcze
      W-i-L, która jakoś nie mieści się w żadnych w/w kryteriach i jej powody bytności
      na forum można raczej rozpatrywać w kategoriach misji lub silnego
      uzależnienia... ;o)))
      ____________________________
      I tyle mam do powiedzenia o poranku sennym, deszczowym i ciepłym (ale bez kawy)
      :o))) Czy ktoś dorzuci cegiełeczkę albo opitoli mnie znów, że pisze bloga? ;o)))
      • petar2 Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 08:59
        Dixia!!!
        Jakem romantyk twardo stąpający po ziemi, realista z napadami pesymizmu i
        marzycielskimi skłonnościami, konserwatysta z lewackimi poglądami na wolną
        miłość ;-) etc, no to teraz mnie przestraszyłeś! Albo jesteśmy bliźniakami
        jednojajowymi albo istnieje telepatia!
        Wczoraj wieczorem pomyślałem o tym samym, tzn o słynnym, zaginionym wątku
        Kawiego (swoją drogą, ciekawe czy On wie o tym).
        Może był bardziej głupawy niż śmieszny ale warto go przypomnieć z jednego
        powodu: miał największą dynamikę, z tego co pamiętam to blisko setki postów w
        1,5 godz.

        Więc prośba do miłych moderatorów, przywróćcie choć na krótko :-)
        To tak z jesieni jakoś.
        • dixia Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 09:05

          • dlaczego nie ma seksu
          kawitator 22.11.05, 14:53 + odpowiedz
          Proponuję przeczytać
          Moze zastanowi i sprowokuje do myślenia

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          dixia 22.11.05, 14:55 + odpowiedz
          Zastanawiam się właśnie....
          I zostałem mocno sprowokowany do myślenia....

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          petar2 22.11.05, 15:03 + odpowiedz
          ja też przeczytałem !
          Zajebisty tekst !!!

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          dixia 22.11.05, 15:05 + odpowiedz
          Ale nie uważasz, że gościu ma sporo racji? Zwłaszcza w tym "dlaczego"!!!!

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          drobiazg 22.11.05, 15:08 + odpowiedz
          chłopcy to tak jak z nowymi szatami cesarza...bo ja ..no ten ..no nie
          widzę...czy osiołek ze mnie jest ....

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          dixia 22.11.05, 15:10 + odpowiedz
          No, no... Ale osiołka się jakoś nie doczytałem w tym wątku... Ale jeszcze raz go
          przejrzę - może coś przeoczyłem. W końcu to dość poważna literatura...

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          drobiazg 22.11.05, 15:12 + odpowiedz
          ja mysałamże on tam coś załączył tylko jako osiołek tego nie widze nie
          potrafie uruchomić ? ale wychodzi mi teraz że sam topic wątku Was fascynuje i
          ta treśc enigmatyczna postu

          ja Wam moge dać odpowiedż na to pytanie nie pytanie ;-)

          BO NIE ;-)

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          dixia 22.11.05, 15:15 + odpowiedz
          A w ogóle to ktos pytał????

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          petar2 22.11.05, 15:15 + odpowiedz
          > BO NIE ;-)

          Nooo rewelka!!! Dawno już nie doświadczyłem tak głębokiego dialogu
          intelektualnego, jestem w szoku.

          Czerwony balonik dla tego wątku !!!!

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          dixia 22.11.05, 15:19 + odpowiedz

          Tylko balonik? Chorągiew, sztandar normalnie!!!

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          petar2 22.11.05, 15:12 + odpowiedz
          > chłopcy to tak jak z nowymi szatami cesarza...bo ja ..no ten ..no nie
          > widzę...czy osiołek ze mnie jest ....

          Drobiażdzku, zamknij tego świerszczyka pod biurkiem !!!

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          petar2 22.11.05, 15:09 + odpowiedz
          mnie mocno zaniepokoiła budowa zdania. Szyk wskazuje na pytanie ale nie ma na
          końcu znaku zapytania !
          Strasznie to mroczne i głęboko egzystencjalne !!!

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          dixia 22.11.05, 15:14 + odpowiedz
          No właśnie - chyba on po prostu jest. Gdyby nie było to wówczas było by pytanie.
          A tak owe "dlaczego" staje się "dlatego"! Ja bym widział tu odniesienie do
          Galileusza "a jednak się kręci" !!!

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          halaha 22.11.05, 15:19 + odpowiedz
          jesli potraficie dac tak dowcine odpowiedzi,, to tylo swiadczy o istnieniu sexu.
          Bo w koncu to on przyczynia się tez do lepszego krązenia , ukrwienia i lepszej
          pracy mózgu.

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          petar2 22.11.05, 15:19 + odpowiedz
          abstrahujesz w stronę kosmologii. Ja odłożyłem taką interpetację na wieczór, gdy
          złomotany 3 drinkami będę mógł
          spojrzeć w gwiazdy i jeszcze raz kontemplować ten traktat filozoficzny.

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          dixia 22.11.05, 15:20 + odpowiedz
          ja ten, tego - no wiesz...
          Ale w zasadzie to sam nie wiem po co i dlaczego...

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          drobiazg 22.11.05, 15:20 + odpowiedz
          jak nic znów nas wytną i banicja murowana

          bedzie mi Was brakowało

          a odpowiedź BO NIE jak wszystko co nie skomplikowane jest genialna w swej
          prostocie

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          dixia 22.11.05, 15:21 + odpowiedz
          Dlaczego gotujesz obiad w 10 garnkach...

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          drobiazg 22.11.05, 15:24 + odpowiedz
          dixia napisał:

          > Dlaczego gotujesz obiad w 10 garnkach...

          ja skądże dziś rosół z niedzieli przerabiam na pomidorową ,ale mężowi pewnie
          wsiorawno bo będzie złomotany po 3 drinkach ;-)

          (podobieństwo do osób w postach powyżej jest czysto przypadkowe ;-)

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          petar2 22.11.05, 15:31 + odpowiedz
          taaa, a jutro z resztek pomidorowej zrobisz kechup :)

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          petar2 22.11.05, 15:25 + odpowiedz
          Nie wiem czemu ale nieodparcie nachodzi mnie czytając ten wątek dowcip:

          Facet w sklepie:
          - jest piwo?
          - nie ma
          - a co jest?
          - pepsi, cola, fanta, mleko ...
          - nie nie, pytam co jest, że nie ma piwa??!??

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          drobiazg 22.11.05, 15:27 + odpowiedz
          petar2 napisał:

          > Nie wiem czemu ale nieodparcie nachodzi mnie czytając ten wątek dowcip:
          >
          > Facet w sklepie:
          > - jest piwo?
          > - nie ma
          > - a co jest?
          > - pepsi, cola, fanta, mleko ...
          > - nie nie, pytam co jest, że nie ma piwa??!??

          a facet hondą podjechał był ??

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          dixia 22.11.05, 15:28 + odpowiedz
          Pamiętaj!
          Nie stawiaj roweru przy lodówce bo ci się telewizor spali!!!

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          petar2 22.11.05, 15:38 + odpowiedz
          > a facet hondą podjechał był ??

          A co, nie było piwa wczoraj?

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          dixia 22.11.05, 15:28 + odpowiedz
          Popłakałem sobie trochę ze śmiechu...
          dawno nie miałem takiego ubawu :)))
          Ciekaw jestm kiedy zostaniemy "w pień wycięci"....
          ale ten watek powinien zostać - "ku pokrzepieniu serc"

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          drobiazg 22.11.05, 15:30 + odpowiedz
          potrzebuje zmienic pracę
          może jakis film nakrecimy
          remake "A teraz z innej beczki "

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          dixia 22.11.05, 15:32 + odpowiedz
          A nie znam tej pozycji filmowej...

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          wiesia42 22.11.05, 15:36 + odpowiedz
          A "Latający cyrk..." znasz?

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          dixia 22.11.05, 15:38 + odpowiedz
          Tak - słyszałem - ale osobiście owlę Mela Brooks'a

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          wiesia42 22.11.05, 15:40 + odpowiedz
          "Lęk wysokości"

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          dixia 22.11.05, 15:42 + odpowiedz
          Historia Świata...

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          petar2 22.11.05, 15:34 + odpowiedz
          no kurna, bywanie na tym forum (a głównie w Waszym towarzystwie) przyspiesza
          powstawanie zmarszczek wokół moich ust.
          Mam nadzieję, że jak nas wytną to na tydzień conajmniej!

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          wiesia42 22.11.05, 15:35 + odpowiedz
          i pracować nie mozna! Przeszkadzają cały czas!

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          dixia 22.11.05, 15:37 + odpowiedz
          Ej - ale przeciez to nie jest nasza wina... Ten post az się prosił o
          komentarz... Nie mów, że zostałeś zmuszony...

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          petar2 22.11.05, 15:41 + odpowiedz
          > Ej - ale przeciez to nie jest nasza wina... Ten post az się prosił o
          > komentarz... Nie mów, że zostałeś zmuszony...

          No trochę, jak napisałeś, że zostałeś zmuszony do myślenia. Przestraszyłem się,
          że sobie coś zrobisz ... ;-)))

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          dixia 22.11.05, 15:42 + odpowiedz
          I pomyślałeś o mnie... Och jak miło....

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          wiesia42 22.11.05, 15:32 + odpowiedz
          Jak dla mnie Kawitator to kwintensencja mężczyzny. Zwięźle i rzeczowo napisane.

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          dixia 22.11.05, 15:33 + odpowiedz
          Prawda? "Dlaczego nie ma seksu" i .... nic... :)))

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          petar2 22.11.05, 15:36 + odpowiedz
          Oczywiście Wiesia, krótko, rzeczowo i na odpowiednim forum!
          Wypowiedzi nie powinny przekraczać długości sms'a.
          Jak muszę przewinąć ekran przy 1 poście to nie czytam ;-)

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          wiesia42 22.11.05, 15:37 + odpowiedz
          No i Go nie wyrzucą:) Scwana gapa.

          • Re: dlaczego nie ma seksu
          dixia 22.11.05, 15:41 + odpowiedz
          Ale zobaczcie jak szybko ten post podgonił w ilo
        • dixia Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 09:06
          Wkleiłem to co mi zostało :o)))
          • drobiazg Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 09:27
            Czyli już na jesieni potrafiłam udzielać genialnych, lakonicznych odpowiedzi ...
            nie moge wyjść z zachwytu nad sobą ;-)

            Do Petara
            Drobiażdżek brzmi miło ale z osóbką waść popłynąłeś ;-)
            • petar2 Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 09:39
              > Do Petara
              > Drobiażdżek brzmi miło ale z osóbką waść popłynąłeś ;-)

              Zawsze muszę coś spieprzyć.

              Dixia, to tylko część ale dzięki.
              Rozkręcilismy dwie fajne dziewczyny, gdyby moderatorzy nie ucięli mogłoby coś z
              tego być, oj działoby się ... działo ...
              Forum o braku seksu a jak coś teges na horyzoncie to tną, no!
              • dixia Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 09:42
                Drobiazg to 1 a 2?
              • drobiazg Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 10:03
                petar2 napisał:

                > Zawsze muszę coś spieprzyć.

                Jaka róża taki cierń nie dziwi nic....

                Kawi wczoraj siedział z burszynowym płynem, ja dzis siedze z płatkami na mleku i
                musze przestać czytać dowcipy part next bo za diabła tego nie powydubuje z
                klawiatury...
                Umycie jej pod kranem to raczej kiepski pomysł...
                • dixia Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 10:10
                  To kup sobie taką co na MangoTV reklamują - można ją zrolowac i włożyc sobie np
                  to tuby ;o)))
        • kawitator Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 09:54
          Wczoraj wieczorem pomyślałem o tym samym, tzn o słynnym, zaginionym wątku
          > Kawiego (swoją drogą, ciekawe czy On wie o tym).
          Nie ma pojęcia o co chodzi!!. Czasami człek coś chlapnie i potem ciągnie się to za nim jak smród po gaciach.
          Wczoraj jako, że wieczór był piękny a kupała to już czas przeszły dokonany siadłem sobie z filiżanką w kolorze kości słoniowej wypełniona płynnym bursztynem i pod wpływem poprzednich dyskusji o jodze czytałem mój ulubiony esej "Księga herbaty" Okakura Kakuzo. Przybyłem wyluzowany na sieć rankiem o okazało się ze ludziska powołują się na coś co tam niby zrobiłem o czym nie mam najmniejszego pojęcia. Czyżbym wkroczył juz w ten błogi upragniony wiek, że codziennie wstajesz radosny bowiem przez noc zapominasz o wczorajszych kłopotach. Od jutra zaczynam podawać wam co celniejsze cytaty z Okakura Kakuzo a dzisiaj jednak to sygnaturka jak poniżej czyli co wynika z połączenia kultury wschodu ze współczesną polską


          Jestem oazą spokoju pierdolonym ,kurwa zajebiście wyluzowanym kwiatem na tafli jeziora
          • petar2 Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 10:00
            heheheeee
            <prawie zaplułem klawiaturę kawą>

            Założyłeś w listopadzie wątek:
            "• dlaczego nie ma seksu
            kawitator 22.11.05, 14:53 + odpowiedz
            Proponuję przeczytać
            Moze zastanowi i sprowokuje do myślenia"

            tylko zapomniałeś podać linku. A że wyglądało to dość zabawnie, sam rozumiesz,
            że nie mogliśmy z Dixią przepuścić takiej gradki :-)
            • kawitator Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 10:05
              że nie mogliśmy z Dixią przepuścić takiej gradki :-)
              Jak ktoś się wystawi na strzał do dostanie w tyłek i daleko nie ujdzie.
              Rozumiem i nawet popieram ale ten pesel juz tak ma.:-)))
              • dixia Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 10:08
                Jak mawiają: nosił wilk razy kilka - póki mu się ucho nie urwało...
          • dixia Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 10:02
            No dobra, rozeumiem pierwszą część ale dlaczego kwiat na tafli jeziora???
            • drobiazg Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 10:06
              Nenufar Dixia nenufar... albo lilja wodna ja tam mogę iść na kompromis ;-)
      • dixia Re: Seks, jego brak, forum i reszta.... 23.06.06, 09:32
        A co np się stanie z fajnym małżeństwem jeśli facetowi urwie interes w wypadku?
        Wówczas skazani są na rozwód albo na "kolegę żony ds. rozrywkowych"?
    • dixia Przed weekendem 23.06.06, 14:45
      Takie pytanko: co robicie w weekend? Cieszycie się?
      Ja mam chrzciny... ;o)))
      A po za tym - mój szef nie dał mi zgody na 1 dniowy urlop w poniedziałek...
      • woman-in-love Re: Przed weekendem 23.06.06, 17:35
        chrzcisz Młodego???
        • dixia Re: Przed weekendem 23.06.06, 21:11
          Nie no co Ty.... Miałem na myśli benzynę... Pracuję wszak na stacji CPN i trza
          jakoś se dorobić... ;o))))


          ________________________

          PS: Pewnie, że tak :o)))
          • woman-in-love Re: Przed weekendem 24.06.06, 13:45
            a tego szefa to ja bym....! przetrzymała ze trzy lata bez seksu!!!
            • kawitator Re: Przed weekendem 24.06.06, 14:18
              Wiesz dlaczego wycofano z liniowych oddziałow armii izraelskiej kobiety?
              Były zbyt okrutne czasami bez żadnej potrzeby.
              czytając twój post
              a tego szefa to ja bym....! przetrzymała ze trzy lata bez seksu!!!

              myślę, że to najprawdziwsza prawda.
    • your_and Gdzie ci mężczyźni?- czyli ofiary nadopiekuńczości 26.06.06, 11:22
      Wracam bo przypomniałem sobie trafny moim zdaniem głos w tej dyskusji:

      Stary, dobry, odpowiedzialny za siebie i rodzinę Adam umiera - alarmują
      psycholodzy i socjologowie. Coraz więcej mężczyzn to słabi, potrzebujący pomocy
      chłopcy, którzy nigdy nie dorastają. Cierpią na typowo kobiece przypadłości,
      takie jak migreny i nerwice. (...)
      Psychika dorastającego chłopca zbyt mocno kształtuje się w związkach z matką,
      często samotnie wychowującą dziecko. Potwierdzają to nawet badania, jakie
      przeprowadzono wśród stu amerykańskich pilotów samolotów odrzutowych, których z
      pozoru trudno posądzać o to, że są maminsynkami. (...)
      Brak męskiego wzorca lub nadopiekuńczość matki mogą sprawić, że mężczyźni
      szukają matkującej im partnerki. W efekcie wyemancypowane kobiety coraz częściej
      "stykają się z mężczyznami infantylnymi emocjonalnie" - zauważa niemiecki
      socjolog Matthias Horx(...)
      W życiu codziennym są jedynie słabymi psychicznie "mucho macho".
      Czy takich mężczyzn potrzebują kobiety, które w wielu krajach są już lepiej
      wykształcone i coraz częściej zarabiają więcej niż ich partnerzy? Nic podobnego.
      Mężczyźni gotowi zastąpić swą wybrankę w kuchni i przy dziecku, ale nudni i mało
      przebojowi nie są atrakcyjni. Aktywnym kobietom, których jest coraz więcej, nie
      imponują mężczyźni, którzy są tylko bezwolnym narzędziem w ich rękach.(...)
      każda kobieta pragnie silnego mężczyzny - takiego, który zawsze ma własne zdanie
      i potrafi podejmować decyzje.

      Czy współcześni mężczyźni są zniewieściali?
      www.wprost.pl/ar/?O=13229
      • woman-in-love Kordek gada bzdury n/t 26.06.06, 11:45
        • kawitator Re: Kordek gada bzdury n/t 26.06.06, 12:57
          Kordek tak ale cały artykuł juz nie.
          Co prawda opowiada o sprawach powszechnie znanych ala i tak pomimo swojej poprawności zostanie zaatakowany. Powiązana z tym jest sprawa wychowywania dzieci w takich związkach z facetem mimozą
          Zainteresowani dobrze wiedzą że 80% młodych ludzi mających kłopoty z prawem, narkotykami , sprawiającymi trudności wychowawcze czy będącymi po opieką psychologów i psychiatrów jest wychowywana w rodzinach bez ojca lub w rodzinach gdzie rola ojca jest z marginalizowana. Że najlepszym środowiskiem do wychowywania dzieci jest tradycyjna rodzina z silnym ojcem. . Jest to znane od dawna, tak jak to ze alkohol jest lepszy w leczeniu depresji niż prozac a także że zapobiega rozwojowi miażdżycy lepiej niz wiele drogich renomowanych leków.. Z takich też samych powodów nie jest powszechnie publikowane.
          • your_and Nadopiekuńczość 26.06.06, 14:40
            kawitator napisał
            > Co prawda opowiada o sprawach powszechnie znanych ala i tak pomimo swojejpopra
            > wności zostanie zaatakowany. Powiązana z tym jest sprawa wychowywania dzieci w
            > takich związkach z facetem mimozą

            To nie jest problem jedynie ojca "faceta mimozy", tylko aktualnych wzorców
            społecznych. Schemat najczęściej jest inny,faceci nie mimozy wycofują sie ze
            związków jak kobieta przestawia cały cieżar uczuciowy zwiazku na dziecko i
            oczekuje tego samego o partnera, wycofując z wszystkiego co tworzyło zwiazek do
            tej pory: chwil we dwoje, seksu, wspólnej aktywności którą ograniczają do
            obowiazków przy dziecku, bo dzieki nowym homonom przestaje jej to sprawiać
            przyjemność. Męzczyzna żadnej burzy homonalnej nie przeżywa, dalej te same
            przyjemości go pociągaja, a przyjemości macierzyńskie żony traktuje w kategorii
            jedynie obowiązków.
            Helliger i wielu innych upatuje kleskę wielu zwiazków tym że w świetle
            przekazanych wartości macierzyństwo jest o wiele ważniejsze dbania o zwiazek
            długoterminowo, relacji z partnerem i bez wahania młode matki odsuwaja na długo
            te wartości na trzeci plan po urodzeniu dziecka, oczekujac tego samego od
            partnera (który dostosuje sie do tego lub odejdzie) przenosząc całe
            zaangażowwanie na dziecko i robiąc go osia swego życia - co jest wrecz
            powszechnym wzorcem społecznym - ze szkodą zarówno dla zwiazku jak i dla samego
            dziecka!
            Nadopiekuńczość jest pokusą skrzywionej egoistycznej miłości rodziców, czesto
            pod presją społeczeństwa, środków przekazu rodziny, na bycie matką idealną. Mało
            tego nieraz jest wrecz gloryfikowana jako prawdziwe spełnianie sie kobiety!

            Kiedyś czytajac na ten temat znalazłem:
            Nadopiekuńczość ze strony rodziców może być również traktowana jako jedna z form
            przemocy psychicznej wobec dziecka, bo w intencji bezgranicznej miłości i
            poświęcania się dla dziecka, zabija się w nim lub nie pozwala rozwinąć własnemu
            "Ja". Pozbawia się je możliwości uczenia się na doświadczeniach, dokonywania
            wyborów i nabywania wiary w siebie, podejmowania samodzielnych decyzji, a więc
            skazuje się na uzależnienie od siebie, a w późniejszym czasie od innych.(...)
            Takie postępowanie prowadzi do wychowania człowieka z niskim poczuciem wartości,
            nieśmiałego i samotnego, ale z dużymi oczekiwaniami wobec świata.
            Nadopiekuńczość ze strony rodziców.
            www.ogniskowiec.znp.edu.pl/publikacje/inne/nadopiekuniczosczestronyrodzicow.htm
            Miłość i opieka rodziców nad dzieckiem jest powszechnie uważana za warunek jego
            prawidłowego rozwoju. Jednocześnie nad-opiekuńczość od lat postrzegana jest jako
            źródło nieprawidłowego rozwoju dziecka, niekiedy – wręcz jako przyczyna
            głębokiej patologii.(...)Jest uderzające, że pierwsi autorzy zwracali uwagę na
            relacyjny charakter związku: matka jest nadopiekuńcza, a dziecko (na przykład
            poprzez choroby lub inne biologiczne lub psychologiczne zagrożenia) tę
            nadopiekuńczość prowokuje i wzmacnia. Dostrzeganie sprzężenia zwrotnego
            sprawiało, że zjawisko nadopiekuńczości – nawet jeżeli było odnoszone do
            wyraźnej patologii – opisywane było wówczas bez popadania w ton oskarżeń pod
            adresem rodziców

            Dzieje pewnej idei, czyli o „matce nadopiekuńczej”
            Między miłością a wolnością
            www.tygodnik.com.pl/kontrapunkt/13-14/barbar.html
            Nadopiekuńczość mieści się w kategorii niezamierzonego krzywdzenia dziecka,
            jednak przy pogłębionej analizie sytuacji rodzinnej "sprawca" jawi się także
            jako ofiara zdarzeń życiowych, które w dużej mierze zadecydowały o kształcie
            jego osobowości.Matki, które nie znajdują satysfakcji w związku małżeńskim, albo
            samotnie wychowują dziecko, nieświadomie uruchamiają mechanizmy kompensacyjne i
            wszystkie swoje niezaspokojone potrzeby emocjonalne lokują w dziecku. Częściej
            takie przeniesienie uczuć dotyczy chłopców; syn jest wtłoczony w rolę "małego
            mężczyzny mamusi".(...) Niezależnie od przyczyny warunkującej powstanie cech
            nadopiekuńczych, nadopiekuńcze matki traktują dziecko jako swoją własność, nie
            postrzegają dziecka jako odrębnej jednostki, która ma pełne prawo do rozwoju
            swoich indywidualnych cech, a w przyszłości do realizacji swoich potrzeb i
            planów życiowych. Ta oczywista prawda jest niezrozumiała dla nadopiekuńczej
            matki, to, co nie mieści się w jej programie wychowawczym, uznane jest za
            niewłaściwe, niebezpieczne, wręcz szkodliwe dla dziecka.
            Matki nadopiekuńcze
            www.pismo.niebieskalinia.pl/index.php?id=311
            • aska372 Re: Nadopiekuńczość 26.06.06, 15:21
              Do Your_and.Dużo jest powiedziane na temat nadopiekunczych matek.Mam raczej
              pytanie o nadopiekunczych ojców i ich relacje z córkami.Wiele z tego co zostało
              przytoczone w kontekscie matek, moglabym smialo odniesć do relacji ojciec -
              córka.Czy jest gdzies opisane to drugie zjawisko?Z góry dziękuję za wskazówki.
              • your_and Re: Nadopiekuńczość 27.06.06, 09:39
                > córka.Czy jest gdzies opisane to drugie zjawisko?Z góry dziękuję za wskazówki.

                Jak piszą naopiekuńczość matek to obecnie reguła, podczas gdy nadopiekuńcość
                ojców to sytuacja rzadsza. Mechanizm jest ten sam przeniesienie uczuć i
                oczekiwań z partnera na dziecko płci przeciwnej, idealizacja i satysfakcja z
                pełnej władzy, kontroli, podziwu.
                Wpływ na przyszłe życie uczuciowe jest równie destrukcyjny.
                Czytałem w paru miejscach na temat naodpiekieńczości ojców wzg. córek ale nic mi
                sie przypomina oprócz ->
                Dzieciństwo - tam zaczyna się problem Wprowadzenie do psychopatologii cz. 5
                www.racjonalista.pl/kk.php/s,4348
                W późniejszym wieku dobrze jest opisana anoreksja córki jako wpływ zaburzeń
                psychosomatycznych o podłożu nadopiekuńczości ojca w rodzinie.
                psychotekst.com/strona.php?nr=254
                www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=85


              • your_and Re: Nadopiekuńczość 27.06.06, 10:02
                Zobacz jeszcze to: Córeczki tatusia - rozmowa Onet

                Przede wszystkim uzależni on ją tak bardzo emocjonalnie i psychicznie od siebie,
                że ona już nie będzie chciała żadnego innego, bo żaden nie będzie taki dobry jak
                tatuś...
                rozmowy.onet.pl/1,artykul.html?ITEM=1121830&OS=56111
                • dixia Nadopiekuńczość i inne.... 27.06.06, 10:09
                  Hmmm....
                  Your_and - mam pytanie - czy nie da się znaleźć jakichś wzorców pozytywnych? Bo
                  w kółko obacamy się w różnego rodzaju anomaliach, perwersjach, odstepstwach,
                  problemach itd... Czy może lepiej zmienić optykę i sięgnijmy po dobre wzorce a
                  nie te, które są negatywnym przykładem i odbiciem błędów ludzkich?
                  A może nie ma takich materiałów? Może rzeczywiście jesteśmy skazani na grzebanie
                  śmietniku?
                  • aska372 Re: Nadopiekuńczość i inne.... 27.06.06, 10:25
                    Oczywiście są i pozytywy takich relacji, nie przeczę.Moje pytanie dotyczylo raczej nadmiaru emocji,przeniesienia uczuć,podziwu,silnych wiezi miedzy partnerami z partnera życiowego na dziecko.Ojciec -córka.To nie grzebanie się, to raczej zapobieganie.Dixia jest OK :).Kochajmy nasze dzieci ale rozważnie.
                  • misssaigon normalka 27.06.06, 10:29
                    dixia - zauwaz ze porównanie świeci ws zbrodniarze wypada pod wzgledem
                    ilosciowym zdecydowanie na niekorzysc swietych..taka ludzka natura jest...
                    • dixia Re: normalka 27.06.06, 10:36
                      No ale to wcale nie oznacza, że mamy tworzyć apoteozę zbrodni tylko i wyłącznie
                      dlatego, że jest łatwiejszy dostęp do materiałów źródłowych... ;o)))
                      • misssaigon Re: normalka 27.06.06, 10:47
                        dixia..nie my tworzymy tylko tzw "srodki masowego przekazu" ktore na zywo
                        relacjonuja wojny, morderstwa, etc..i pomimo oczywistych rezultatow takich
                        dzialan a mianowicie systematycznego obojetnienia ludzkosci na zlo, patologie,
                        krzyde nikt nie ma zamiaru z tym nic zrobic bo to daje mediom "ogladalnosc"
                        ktora sie przeklada na PIENIADZE ...
                        z drugiej strony wiekszosc z nas to bezkrytyczni, bierni konsumnci, ktorych
                        zainteresowania sa ksztalowane np pzrez RealityTv i ktorzy nastepnie szukaja
                        podbnych podniet, doplywu adrenaliny....temat rzeka, juz kiedys na tym forum
                        przerabiany
                        • dixia Re: normalka 27.06.06, 10:52
                          Ty podałaś powody dlaczego ludzie lezą za złym przykładem i to ich rajcuje. Ja
                          zaś stawiam wniosek i zachętę by szukać pozytywnych worców.

                          ______________________
                          Miliony much nie moga się mylić!!!!
                          Jedzmy odchody!!!!
                          • your_and Re: normalka 27.06.06, 11:10
                            dixia napisał:
                            > Ty podałaś powody dlaczego ludzie lezą za złym przykładem i to ich rajcuje. Ja
                            > zaś stawiam wniosek i zachętę by szukać pozytywnych worców.

                            Dlatego namęczyłem się troche zeby pobrzebać w temacie nadopiekuńczości.
                            Moim zdaniem to wykęcony, źle pojmowany taki "pozytywny wzorzec"
                            • misssaigon Re: normalka 27.06.06, 11:13
                              to ja mam pytanie - kto moze byc ze wspolczesnych pozytywnym wzorcem dla mojego
                              pokolenia 30+????
                              patrze, patrze...i nie widze ..tylko plissss nie wciskajcie mi kitu ze JPII!
                              • dixia Re: normalka 27.06.06, 11:20
                                No Ferdek Kiepski nie bardzo... ;o)))

                                _____________________________________
                                Tom Hanks? - bo jest spokojnym mężem i ojcem, profesjonalistą w swoim fachu...
                                Ojciec Leon Knabit?
                                Warren Buffet?
                                św. Faustyna Kowalska albo św. Edyta Stein?
                                Jest parę autorytetów - tylko czy oni sa słynni? Nie bardzo - lepiej wygląda
                                maskotwarz Jacksona niż usmiechnięte oblicze o.Leona...
                              • petar2 Re: normalka 27.06.06, 12:37
                                Szukasz wspólnego wzoru czy autorytetu dla tak szerokiej grupy społecznej jak
                                pokolenie?
                                Jeśli jako kryterium przyjmiemy uniwersalność tego autorytetu, to będzie to
                                bardziej ikona niż ktoś imponujący wąskiej grupie.

                                Nie ma autorytetu bardziej uniwersalnego i niekwestionowanego przez większość
                                niż JPII. Bez względu na zastrzeżenia co do jego polityki czy płytkości i
                                ludowości uwielbienia u wielu.
                                • misssaigon Re: normalka 27.06.06, 12:53
                                  a Słowacki wielkim poeta był....
                                  • dixia Re: normalka 27.06.06, 13:32
                                    raczej Mickiewicz (w oryginale)....
                                    • dixia Re: normalka 27.06.06, 13:58
                                      Nie - jednak Słowacki, to cytat z Ferdydurke, Gombrowicza. Zwracam honor :o)))
                            • dixia Re: normalka 27.06.06, 11:14
                              No ale jaki jest właśnie ten wspomniany przez Ciebie "pozytywny wzorzec"? I co
                              trzeba uczynić byśmy do niego się zbliżyli? ;o)))
                • aska372 Re: Nadopiekuńczość 27.06.06, 10:20
                  Dziękuję za te informacje.Potwierdzaja one moje przypuszczenia.Zaburzona relacja z partnerem i przeniesienie uczuć na dziecko(nie fizyczne oczywiscie) równie destrukcyjne-gdy w nadmiarze.W zasadzie walka z wiatrakami jakakolwiek sugestia może byc odebrana jak proba inwazji.Glośno mysle.Dziękuję jeszcze raz.
                  • your_and Re: Nadopiekuńczość 27.06.06, 10:34
                    aska372 napisała:
                    > W zasadzie walka z wiatrakami

                    Bo naodpiekuńczość jest powszechnie uważana wręcz ża pozytywą cechę rodziców,
                    tylko specjaliści mają inne zdane, i otoczenie wzmacnia tylko poczucie rodzica
                    że postepuje właściwie i zbliża sie do wzorca "rodzica idealnego".
                    Każde kwestionowanie, atak na rozbuchane rodzicielskie uczucia to dla otoczenia
                    dowód twojej "niedojrzłości" i "egoizmu".
            • dixia Re: Nadopiekuńczość 27.06.06, 08:08
              No i dlatego najlepszą metodę na nadopiekuńczą mamusię jest zrobienie jej jak
              najszybciej kolejnego bobasa albo i dwóch. Wtedy nie ma czasu na "głupienie" i
              poświęcanie zbytniej uwagi tylko 1 dziecku...
              Nie od dziś uważa się, że jedynaki sa rozpieszczone...
              Dlatego apeluję! Faceci - do wyra i róbta dzieciaki ino żywo ;o)))
              • misssaigon masz problem? 27.06.06, 08:13
                masz problem? napisz do dixii!
                • dixia Re: masz problem? 27.06.06, 09:14
                  A co ja mam wspólnego z nadopiekuńczością mężczyzny nad córką? Wszak mam dwóch
                  synów a żona zastrajkowała i nie chce słyszec o nowym dzidziusiu...

                  To pytanie jest raczej do innych :o)))
                  • misssaigon Re: masz problem? 27.06.06, 09:33
                    z ekonomicznego pktu widzenia bardziej sie oplaca nowy samochod niz nowy
                    dzidzius...szczegolnie jezeli bedzie dla zony...;P
                    • dixia Re: masz problem? 27.06.06, 09:35
                      No pewnie... Co by miała więcej możliwości by mąż chodził w porożu ;o)))

                      Lepszy dzidziuś niż samochód - samochód nie zrobi ci kawy za 5 lat...
                • aska372 Re: masz problem? 27.06.06, 09:35
                  Sort of.Nie dotyczy bezposrednio mnie.Chciałabym zrozumieć ten mechanizm-przenoszenia uczuć z zony na córkę,co tym kieruje i jakie sa skutki na przyszłość dla ojca i jego potencjalnej partnerki zyciowej oraz corki.Nasuwa sie oczywista odpowiedz- nie pakować sie w ten układ!Jednak chce zrozumieć dlaczego tak się stalo? :D skoro Dixia nie czuje sie kompetentny czekam na Your_and.Pozdrawiam.
                  • your_and Re: masz problem? 27.06.06, 10:27
                    aska372 napisała:
                    > Sort of.Nie dotyczy bezposrednio mnie.Chciałabym zrozumieć ten mechanizm-przeno
                    > szenia uczuć z zony na córkę,

                    Odpowiedziałem ci już powyżej, co nie znaczy że czuje sie kompetentny. Jaki jest
                    mechanizm? Gdzie jest jego początek?

                    Drugi kryzys – zaczyna się wraz z przyjściem na świat pierwszego dziecka.
                    Zazwyczaj jedno z rodziców przelewa całą swoją miłość na dziecko. Tutaj każdy z
                    triady domowników może stać się osią konfliktów.
                    www.sciaga.pl/tekst/23232-24-kryzysy_malzenskie_i_ich_znaczenie_w_powstawaniu_przemocy
    • dixia Grzebanie w uchu... 27.06.06, 09:11
      Tak sobie siedzę i patrzę tępo w ekran. Ciepło dziś a u nas nie ma klimy...
      Naszła mnie refleksja peronowa w wątku m4. Ale czy w tym nie ma racji? Czy
      rzeczywiście jesteśmy tłumem gapiów podziwiającym z odrazą flaki rozprutego
      ciała? Czy nie zastanawiamy się nad losem opisywanych, tu na forum, ludzkich
      dramatów - własnie w ten sposób? Jak dzieci z ciekawościa grzebiemy patykiem w
      mrowisko albo zaglądamy psu do ucha?
      Tkwimy tu sobie podnosząc liczbę postów (ostatni wątek m.4 niedługo dogoni
      tygrysy...) Albo dyskutujemy o pedofilii na kanwie tabletek podnoszących
      libido... Takie tam dyrdymały - by się nie nudzić.
      Więc jak to jest????

      ;o)))
      • misssaigon Re: Grzebanie w uchu... 27.06.06, 09:35
        a bo to cos nowego??? "chleba i igrzysk" ....zreszta w dawnych wiekach
        najlepszym przedstawieniem sciagajacym mnostwo gapiow byly publiczne
        egzekucje....
        • dixia Re: Grzebanie w uchu... 27.06.06, 09:53
          No i na co był ten cały postęp cywilizacyjny? Rewolucje, oświecenia, parady
          równości, lobbing...
          Wniosek płynie taki, że faceci mają jedno w głowie, kobiety chca tego samego ale
          inaczej - a wszyscy i tak lubią popatrzeć jak komuś gdzieś łeb urwie...


          ;o)))


          PS: Powiedzenie "chleba i igrzysk" to odwołanie do praw przynanych ludowi
          rzymskiemu, któremu cezarzy przyznali darmowy deputat w mące oraz wolny wstęp na
          igrzyska...
    • dixia Kółko psychologiczne... 28.06.06, 08:34
      Siemacie Rypki!!! ;o))))
      W nawiązaniu do wczorajszych rozważań i sugestii jakie wynikły z naszych
      dyskusji zakładam to kółko. Możemy dzielić się tu różnymi teoriami, rozwiązywać
      problemy związane z psyche itd.
      Na początek proponuję quiz/zabawę. I tak: każde z nas ma różne skojarzenia.
      Często jest tak, ze jakaś rzecz, nawet banalna kojarzy nam się dziwnie. Co
      najciekawsze czasem nie ma ona odbicia w naszym doświadczeniu. Czasem ma. Weźmy
      przykład - z czym się Wam rypki kojarzy "hipopotam"? Albo "zapałki"? Czy
      "kaloryfer"?
      :o)))

      _____________________________
      Z moich dziwnych skojarzeń...
      - samochód ciężarowy "tatra" starego typu (ten pękaty): z twarzą mojego wujka...
      uważam, że są bardzo podobni...
      - "konik" - z informacyjną tablicą drogową (taką zieloną)... zupełnie nie wiem
      czemu...

      Czy to w/w oznacza, że mam problem ze śmiałością do kobiet? ;o)))
      • misssaigon Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 12:43
        dixia - ja mam podejrzenie ze ty cichaczem piszesz ksiazeczke " Gry i zabawy
        dla przedszkolakow" czyz nie tak?
        • kawitator Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 13:14
          Kółko psychologiczne to znaczne zawężenie. Stanowimy tu na forum ludzie piszący o różnym stażu kółko domorosłych psychologów, terapeutów małżeńskich , psychoterapeutów, filozofów i specjalistów wiedzy wszelakiej. Nikła lub tylko intuicyjna życiowa wiedza w tych tematach pozwala na formowanie kategorycznych sądów i opinii. Wszystkie moje dyskusje z prawdziwymi fachowcami w tych dziedzinach wiedzy, próby przedstawienia takich popularnych tutaj wypowiedzi jako prawd ogólnych lub tylko powszechnych wywoływały delikatny i ukryty uśmiech politowania. Ukryty bowiem koledzy moi mają bardzo wysokie mniemanie o gwałtowności mojej a jednocześnie o szybkości połączenia emocje-noga-kop. Rewanżuję się im takim samym głupim uśmieszkiem i i mruczeniem No może.... wiesz ..... to chyba nie tak.... kiedy rozmawiamy o sprawach technicznych
          Chcąc podnieść dyskusję na bardziej ogólny poziom sformułuje następującą tezę :
          Wszelkie różnice w głoszonych przez nas radach czy opiniach odzwierciedlają trwającą juz od stuleci walkę dwóch systemów filozoficznych Konfucjanizmu i Taoizmu. Konfucjanizm prospołeczny narzucający ograniczenia na jednostkę w celu osiągnięcia jakiegoś większego wspólnego celu walczy z Taoizmem stawiającym jednostkę jej odczucia i potrzeby jako środek i centrum wszechrzeczy.

          To by było na tyle bowiem na południu upał nie zmalał i aktywność życiowa ogranicza się mimo wysiłków do szukania cienia i ochłody.
          • misssaigon Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 13:46
            a skoro jest tak to skad ten niewytlumaczalny ped i upor aby gleboko intymne
            sprawy tu opisywac skoro mozna sie narazic tylko na absolutnie nieprofesjonalne
            rady, porad, pryncypilane oceny..etc? hę?
            • aska372 Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 13:53
              Ponieważ tu nic nie kosztuje:D- a może okazać sie pomocne i czesto tak bywa.
              Nawet nieprofesjonalista może stać sie profesjonalny po jakims
              czasie.Doswiadczenie+praktyka+wiedza książkowa.Sądzisz,że psycholog tuż po
              studiach jest w stanie pomóc?Dopiero wieloletnia praktyka otwiera jego
              horyzonty.Pozdrawiam.
              • misssaigon Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 14:01
                z moich doswiadczen wynika na na studia psychologiczne wybieraja sie czesto
                osoby majace bardzo powazne problemy ze swoja psyche i ze swoim zyciem
                generalnie...czesto te studoa wcale im nie pomagaja...
                a co do forum - opisane , zwerbalizowane problemy wygladaja juz zupelnie
                inaczej - i tak naprawde nie ma wiekszego znaczenia co i kto npisze,
                istotniejsze jest przelamanie wewnetrznych barier - zdobycie sie na odwage
                mowienia o problemach na szerszym forum - wtedy czesto udaje sie takze
                porozmawiac o nich z wlasnym partnerem...
                • aska372 Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 14:09
                  a co do forum - opisane , zwerbalizowane problemy wygladaja juz zupelnie
                  > inaczej- i tak naprawde nie ma wiekszego znaczenia co i kto npisze,
                  > istotniejsze jest przelamanie wewnetrznych barier - zdobycie sie na odwage
                  > mowienia o problemach na szerszym forum - wtedy czesto udaje sie takze
                  > porozmawiac o nich z wlasnym partnerem...

                  :) i dlatego warto kontynuować takie forum, tylko przypadkiem sie nie
                  uzaleznić bo to juz pachnie terapią:D

                • dixia Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 14:11
                  Hmmm... to skoro mamy przełamywać wewnętrzne bariery... to ja się przyznam, że
                  codziennie wieczorem siadam na łóżku, biorę w usta patyk i mówię pffff...
                  • aska372 Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 14:18
                    :D czyżby to objawy uzaleznienia od forum internetowego?Piszesz co slina na
                    język, sorry co lepkie palce wklepia do komputerka :D
                  • aska372 Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 14:19
                    Kłopoty z dykcją "R" ?:D
                    • dixia Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 14:33
                      Kłopoty z mózgiem... ;o)))
                      • aska372 Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 14:38
                        :D musi nadmiernie rozwinięty być ale to nie zespoł chorobowy tylko dar od
                        natury.I upal nie sprzyja :)...
                        • dixia Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 14:59
                          Nadmiernie? Hmmm... NIe zastanawiałem się nad tym... Pod czapką do tej pory się
                          mieścił....

                          ;o)))
                • petar2 Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 14:42
                  > z moich doswiadczen wynika na na studia psychologiczne wybieraja sie czesto
                  > osoby majace bardzo powazne problemy ze swoja psyche i ze swoim zyciem
                  > generalnie...czesto te studoa wcale im nie pomagaja...

                  Mam podobne spostrzeżenia. Kolega po 1,5 małżeństwie z psycholożką zwiał,
                  wziął "babę ze wsi" i jest szczęśliwy.

                  Co do rozmów specjalistów z amatorami to jest pewien problem. Sam jako
                  informatyk unikam jak ognia rozmów ze znajomymi o najnowszych kartach
                  graficznych, niuansach w nowych wersjach oprogramowania,
                  gadżetach, 'fjuczerach' i wodotryskach bo po prostu nie mam o tym zielonego
                  pojęcia. Prośby o doradztwo przy zakupie zbywam paroma filozoficznymi uwagami
                  typu "a po co Ci w ogóle ten komp" lub "czy kontrast 2000:1 w tym monitorze
                  wart jest rzeczywiście takiej kasy?" i odsyłam do ekspedienta w sklepie.
                  Sukcesem ostatnich dni było odwiedzenie sąsiada (nie wprost, trochę
                  manipulacji, czynnego słuchania, wywierania wpływu) od zakupu wypasionego
                  laptopa, zupełnie mu niepotrzebnego. A i względy sąsiadki zyskałem ;-)

                  Jednym słowem specjalizacja oraz wysokie mniemanie o sobie u profesjonalistów i
                  powierzchowność wiedzy połączona z zapalczywością u amatorów nie ułatwiają
                  takich rozmów.
                  • dixia Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 15:02
                    Mój znajomy zwiał od "egzaltowanej polonistki"... Jaka to była porażka...
                    Chłopie!! :o)))
                    Gdy mi ją przedstawił to pierwsze jej pytanie brzmiało: "słuchaj - a co myślisz
                    nt. teorii Schopenhauera w jego dziele pt..." - i ona tak w kółko... ;o)))
                    • petar2 Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 15:11
                      Eeee, ja lubię humanistki. 2 najdłuższe romanse to z nieodgadnioną, tajemniczą
                      polonistką i gorącą doktorantką historii.
                      • dixia Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 15:19
                        Ale tylko jako romasik...
                        W życiu codziennym lepsza jest kierowniczka mięsnego... ;o)))
                    • misssaigon Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 15:13
                      jak widac po przykladach - naklady na szkolnictwo wyzsze w przypadku kobiet sa
                      niepotrzebne albo co gordza szkodliwe bo sie "babom we lbach przewraca" -
                      • dixia Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 15:20
                        Bo to niestety smutna prawda....


                        ;o)))
            • kawitator Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 14:44
              skoro jest tak to skad ten niewytlumaczalny ped i upor aby gleboko intymne
              > sprawy tu opisywac
              Bo ludzie muszą się wygadać. Wyrzucić swoje frustracje emocje przemyślenia. Poddać swoje myśli czyny i zamierzenia pod ocenę innych. Bez wymiany myśli człowiek łatwo wpada w wytarte koleiny. Zapętla się. A dlaczego opowiadają o intymnych sprawach na forum.
              Syndrom przedziału kolejowego. W przedziale kolejowym spotykaj się przypadkowi ludzie nieznajomi nie związani Nie wiadomo kto wysiądzie pierwszy ale wiadomo ze jak pociąg dojedzie do stacji końcowej to przedział będzie pusty a pasażerowie rozejdą sie w swoje strony i nigdy więcej nie spotkają. Przyrównałbym forum do takiego pociągu. Nie znamy sie więc dyskutujemy o sprawach których nie poruszylibyśmy w gronie bliskich czy znajomych. Tam zawsze toczą się jakieś gry a nawet tak zwana zupełna szczerość jest też formą gry i to nie najlepszą. Siadamy w jakim przedziale (wątku) dosiada się ktoś nowy. Ktoś wysiada a dyskusje toczą się dalej.
              • dixia Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 14:58
                Ja bym jeszcze dorzucił "syndrom barmana" - podobna rzecz! Siadamy w barze i
                żalimy się kolesiowi albo koleance. Bywa też, że przypadkowy człek obok wysłucha
                naszej opowieści o życiu - albo my jej wysłuchamy...
                Masz rację. Czasem musimy się wygadać. jak ulzy - bierzemy się za bary z losem -
                albo zamawiamy kolejną kolejkę ;o)))
          • dixia Re: Kółko psychologiczne... 28.06.06, 14:08
            Hmmm.... A trochę jaśniej? ;o)))

            Ale przecież te dwa systemy filozoficzne nie pokrywają całości nauki w tej
            materii... Ja znalzłbym jeszcze kilka, do ktorych chętnie się odwołujemy ;o)))
            • kawitator Re: Kółko psychologiczne... 29.06.06, 18:07
              mmm.... A trochę jaśniej? ;o)))
              >
              > Ale przecież te dwa systemy filozoficzne nie pokrywają całości nauki w tej
              > materii... Ja znalzłbym jeszcze kilka, do ktorych chętnie się odwołujemy ;o)))

              Nic nie pokrywa całości lub choć większej części nauki., lub nie odzwierciedla życia
              Nie chciałbym dyskutować o teoriach szczegółowych więc odwołałem się do podstaw.
              Podstawowa różnica w aspekcie na który chcę zwrócić uwagę miedzy Konfucjanizmem a Taoizmem przebiega na styku człowiek -społeczeństwo w którym ten człowiek żyje . Trywializując i przenosząc temat we współczesne realia tego forum. Konfucjanista będzie żył długo w rodzinie bez seksu bowiem uważa, że rola społeczna którą ma do spełnienia jako rodzic jest ważniejsza od jego indywidualnych potrzeb jako jednostki Nie będzie cierpiał a jeżeli nawet to będzie czerpał satysfakcję ze wspaniałego wypełniania swej roli społecznej. Taoista jako skoncentrowany na swoim ego będzie dążył do poszukiwania szczęścia bez oglądania się na koszty ponoszone przez innych ludzi. Uprzedzając głosy, że na przykład taki to ataki filozof przedstawiciel jednej ze szkół powiedział ...... Wiem prawdopodobnie czytałem ale tu chodzi o świadome przejaskrawienie. Nasza postawa jak to zwykle bywa będzie gdzieś pośrodku Osoby o nastawieniu taoistycznym będą dawały rady :należy ci się ,wystaw walizki, jak się nie che kochać to poszukaj kogoś innego
              Konfucjaniści będą mówili: walcz o związek szczególnie jak są w nim dzieci masz obowiązki wobec rodziny dzieci społeczeństwa
              To tyle trochę jaśniej ale to jest tylko bardzo trochę
              • petar2 Re: Kółko psychologiczne... 30.06.06, 08:30
                Ciekawe spostrzeżenie.
                Niewiele wiem o kulturze i religiach Wschodu więc przetransponuję na nasz
                grunt.

                Konfucjanizm to konserwatyzm i tradycjonalizm gdzie na człowieka nakładane są
                pewne role społeczne i obowiązki. Wynika to z założenia, że człek z natury choć
                dobry to jednak słaby i powinien mieć wskazówki jak żyć i pewne ograniczenia,
                sygnały, że postępuje niewłaściwie odpowiednio wcześniej a nie dopiero jak
                popełnia wykroczenie czy przestępstwo. Te ograniczenia są nadmiarowe, mają
                chronić tych słabszych duchem głównie, więc naturalne jest fagodniejsze
                spojrzenie na łamanie czy naciąganie pewnych ograniczeń bez rozgłosu i
                udawadniania, że są bez sensu. Stąd hipokryzja, którą zarzucają takim postawom
                wyznawcy wolności i szczerości a która ma nie tylko znaczenie pejoratywne.

                Taoizm to z kolei permisywizm i wolność, tak dominująca obecnie. Założeniem
                jest, że człowiek jest dobry i rozsądny więc powinien robić co chce, bo sam
                wie, co dla niego najlepsze, zna granice i umiar. Ograniczeniem jest zasada by
                nie czynić innym krzywdy (tylko wielkie problemy, jak określić co jest krzywdą,
                w jakim wymiarze i perspektywie) i prawo. Jeśli prawo, to znaczy, że robimy co
                chcemy a dopiero jak jest źle, wkracza państwo i aparat przymusu. Ponieważ
                jednak, wbrew założeniom, są ludzie od początku słabi, nie dający sobie rady z
                życiem, pomóc ma im państwo (na które w krajach socjalnych, czyli prawie całej
                Europie płaci się horrendalne podatki). Jeśli więc zdarzy się jakaś miedialna
                tragedia, szuka się od razu winnych w pani z opieki socjalnej, urzędniku gminy,
                policji, służbie zdrowia, zapominając o rodzinie i sąsiadach.

                Oczywiście mówimy tu o aspekcie społecznym życia. Ciekawe, że w aspekcie
                gospodarczym jest na odwrót, ale to już za bardzo nie na temat :-)

                • dixia Re: Kółko psychologiczne... 02.07.06, 16:33
                  Wielkie dzięki Kawitatorze za tak dokładne przedstawienie mi tego tematu. Teraz
                  wiem przynajmniej do jakiej szkoły filozoficznej należę :o)))
                  Pozdrawiam serdecznie - juz wróciwszy z mocro urlopu ;o)))
    • dixia Kolejny poniedziałek :o)))) 03.07.06, 08:12
      Słońce świeci, wietrzyk dmucha a po kompie łazi mucha...
      _____________________________
      Jak tam rypki? Cieszycie się, że jesteście w pracy??? ;o)))

      Jam teraz przez tydzień słomianym wdowcem. Od razu lepiej :o)))
    • dixia Jak delikatnie zwrócić uwagę... 03.07.06, 11:22
      Na kanwie "brudnego wątku" chciałbym poruszyć kwestie zwracania uwagi drugiej
      osobie w związku. Jak to zrobić by kogoś nie urazić ale jednocześnie stanowczo
      dać znać, że sprawa jest ważna?
      Kiedyś zwróciłem uwagę swojej ówczesnej kobietce, najdelikatniej jak mogłem, w
      żartobliwej formie - by nie mówiła końcówki "em" tylko by wymawiała wyraźne
      "ę"... No i okazało się, że ona to zupełnie inaczej zrozumiała, pogłębiły sie
      jej kompleksy i w efekcie doszła do wniosku, że "za wysokie progi" i takie tam...
      Jak to więc zrobić? By było skutecznie acz w miarę bezboleśnie?
    • dixia Rady wujka "Dobra Rada" :o))) 03.07.06, 13:11
      1. Jak sie zona puszcza na boku tzn. że to wina faceta. Ona jest zaledwie
      nieodgadniona i kocha przeciez obu....
      2. Aby się dobrze poznac - trzeba z przyszłym partnerem przejść obóz
      survival'owy...
      • kawitator Re: Rady wujka "Dobra Rada" :o))) 03.07.06, 18:40
        2. Aby się dobrze poznac - trzeba z przyszłym partnerem przejść obóz
        > survival'owy...
        Nie wiem czy można się w ogóle dobrze poznać Można się jedynie poznawać bowiem
        człek zmienia się w czasie i ten którego poznalismy świetnie rok temu już
        gdzieś w przeszłości został a przed nami stoi ktoś choć trochę inny.
        Natomiast wydobycie człeka z piórek godowych jak najbardziej możliwe Trzeba
        tylko dać mu trochę w dupę i już piórka kolorowe spadają i wygląda z pod nich
        prawdziwa twarz Czasmi szpetna, czasami piękna zależy jak się trafi.
        • dixia Re: Rady wujka "Dobra Rada" :o))) 04.07.06, 07:55
          =o)) Kawitatorze drogi,
          Mój post był kolejnym mikro szelestem w celu polemiki... Atoli zgadzam się z
          Tobą (niestety - bo przez to cierpi dyskusja) nie od dziś ludzie mawiają o
          beczce soli, o przyjaciołach w biedzie itd. Kiedyś chadzałem na pielgrzymki.
          Wówczas miałem okazje obaczyć prawdziwe piękno ludzi. Bez makijażu, bez komórek,
          bez BMW itd. Liczyło sie tam i wtedy. Ludzie, Bóg i droga...
          Na żaglach też można poznać ciekawych ludzi. Jednak przy 10'tce wysiadają
          najlepsi ;o)))
    • dixia Wprawiło mnie w dobry nastrój... :o)))) 04.07.06, 10:40
      wiadomosci.onet.pl/1349769,69,item.html
    • dixia Ech ci Włosi... 04.07.06, 23:44
      ... zawsze jakoś sie doczołgają do finału...

      Może tak Polacy by wzięli od nich przykład?
      • dixia Re: Ech ci Włosi... 10.07.06, 07:46
        i tak czołgając się zdobywają MS....

        Jak ja nie lubię ich sposobu gry w piłkę.... ;o(((
    • dixia Może byśmy o czymś popisali, co? 05.07.06, 08:08
      Co Wy na to? Hę, rypki?
    • dixia Wkręcanie się w nakręcanie :o))) 05.07.06, 10:43
      Jak człowiek sam sobie potrafi wkręcać różne rzeczy, a potem jak sam sie potrafi
      nakręcić....
      Co Rypki na to?
      • kici10 Re: Wkręcanie się w nakręcanie :o))) 05.07.06, 18:52
        Wkręca się jakąś myśl, tak jak śrubkę. A nakręcanie polega na lataniu tylko
        wokół tej śrubki, nie widząc nic innego.
        • dixia Re: Wkręcanie się w nakręcanie :o))) 06.07.06, 07:48
          Faktycznie coś w tym jest. Jeśli stajemy się chorobliwie zazdrośni o swojego
          partnera, sprawdzamy jego pocztę, zaglądamy do komórki, robimy wymówki, itd to
          za jakiś czas skłonimy tego partnera do tego by zdradził...
          A może to jest projekcja myśli?
    • dixia Zjechałem z krzesła... 06.07.06, 08:18
      Polecam każdemu na dobry początek dnia :o)))))

      www.smog.pl/wideo/2135/the_final_count_down/
      • aska372 Re: Zjechałem z krzesła... 06.07.06, 09:31
        No nie przy jedzeniu!:D
        chociaż samobojca byl horrible-dla ludzi o mocnych nerwach.Poranna kawa
        niepotrzebna.
      • kici10 Re: Zjechałem z krzesła... 06.07.06, 10:09
        To ja też idę śpiewać na scenie!
        • dixia Re: Zjechałem z krzesła... 06.07.06, 13:35
          Śpieeeewać każdy mooooże - trooooche lepiej albo trocheeee goooorzej :o)))
    • dixia Kaczor, kaczor coś narobił... 07.07.06, 08:22
      I dzisiaj proszę nie denerwować dixii....


      ;o)))
      • woman-in-love a ja sobie pozwolę... 07.07.06, 13:24
        ...podrażnić Dixie! Pi-xi-Di-xi! Pi-xi-Di-xi! Pi-xi-Di-xi!
        • woman-in-love Re: a ja sobie pozwolę... 07.07.06, 13:32
          kwa kwa kwa! kwaki kwaki a coż tam za dixia jakiś?
          • dixia Re: a ja sobie pozwolę... 07.07.06, 13:40
            A jak tam świeca z Włochem? ;p

            ;o))))

            Już kaczorek mija ;o)))
    • dixia Your_and - wspomniane linki :o))) 10.07.06, 07:50
      W nawiązaniu do naszej rozmowy pozwalam sobie przesłać w ten sposób :o)))

      www.brooklyn.org.pl/index.htm
      www.pospoliteruszenie.org/ (to bardziej dla Petara...) ;o))))

      jurek.com.pl/bron2ws/index2.php?kraj=fr&rodzaj=okr
      ten jest dla zapaleńców (wielkie uznanie dla właściciela strony!!!)

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka