esterrra
14.05.06, 11:31
Postaram się krótko.
Zdaję sobie sprawę, że nasze łózkowe kłopoty wynikaja troche z mojej winy.
Otóż bardzo długo, mimo zdrowego temperamentu :-)) nie mogłam osiągnąć
orgazmu. Jeszcze długo zanim poznałam mojego jeszcze-nie-małża miałam z tym
duże kłopoty. I nagle, w wieku 28 lat (krótko przed naszym poznaniem) udało
się, za pomoca wibratora i filniku porno. Jaka to była radość, zrozumieja
tylko te kobiety, które miały - lub mają - podobny problem. Nie śmiejcie
się, ale najzwyczajniej poleciały mi łezki ze szczęścia, już myślałam, że
jestem jakaś wybrakowana i orgazm będe znała tylko z opowieści... No ale do
rzeczy.
Okazało się niestety, że od tego czasu i owszem, orgazm osiągałam juz bez
problemu, bywało, że szczytowałam po kilkanaście razy pod rząd, ale tylko z
wibratorem i filmami... W czasie normalnego seksu jak zwykle porażka.
A my jesteśmy ze sobą już 4 lata i, jak się łatwo domyslić, jest coraz
gorzej. Coraz trudniej się podniecam, mam problemy z lubrykacją i doszły do
tego różne kobiece dolegliwości, które tylko pogłębiają łóżkowe problemy.
Oczywiście wibrator mnie nigdy nie zawodzi i czasem dwa razy w miesiącu,
czasem rzadziej robię sobie samotna sesję z filmem i przyjacielem na baterie,
dzięki czemu jakoś się rozładowuję.
Oczywiście mój partner wie o moich kłopotach i wie, jak się zaspokajam.
Próbowaliśmy wprowadzić wibrator do łóżka (zawsze onanizuję sie w
samotności), ale nic z tego nie wyszło. Nie osiągnęłam nawet połowy zwykłego
w takim razie podniecenia, nie mogłam sie w ogóle skupić, no, porażka jednym
słowem.
Dochodzą jeszcze do tego... jakby to nazwać... średnie umiejętności łóżkowe
mojego partnera. Mimo, że jestem od niego kilka lat młodsza, mam większe
seksualne doswiadczenia od niego i czasem to czuję. Jest trochę nieporadny,
nie umie obchodzić się z łechtaczką, a na moje delikatne
uwagi "naprowadzające" spina się i wybucha, że on tak nie umie pod dyktando.
Więc jak, do jasnej ciasnej, mam mu pomóc? Telepatycznie?! naprawde staram
się to robić delikatnie, ale jego męskie ego widocznie nie dopuszcza do
jakiejkolwiek oceny :-(
Oprócz etgo chciałabym zaznaczyć, że bardzo się kochamy, mamy wspólne
zainteresowania, pasje, świetnie się rozumiemy i życie uczuciowe jest chyba
coraz lepsze i jesteśmy bardzo blisko, ale to łóżko... Boje się, że to nas w
końcu zniszczy.
On ostatnio powiedział w sprzeczce, że nie czuje się przy mnie jak
mężczyzna.. że nie może mnie zaspokić i przegrywa z wibratorem - zabolało.
A ja coraz częściej myślę o zdradzie, kobieta, mężczyzna, wszystko jedno,
byleby móc wreszcie szczytowac w czyichś ramionach...
Ha, jest jeszcze jeden problem. Otóz mój miły nie lubi przytulać. Serio. Nie
umie, nie nauczono go, nie lubi. Robi to tylko na moja wyraźna prośbę i
wiem ,że czuje przy tym dyskomfort. Seks seksem, ale dziewczyny, chyba
przyznacie mi rację - czasem czułe przytulenie i pocałunek znaczy i daje
więcej od półgodzinnego, forsownego seksu! Tak mi cholernie tego brakuje,
żeby wieczorem w lóżku przytulił się do mnie od tyłu całym ciałem, może do
cholery wtedy wreszcie bym sie podnieciła. Ale nie - od przytulania jest mu
GORĄCO, tak, dobrze usłyszeliście.
Nie żebyśmy nie rozmawiali, próbowałam mu to wiele razy wytłumaczyc, z nikłym
rezultatem.
Jesli chodzi o terapię - będzie baaaardzo ciężko, on uważa psychologów za
oszołomów, którzy wmawiają ludziom ich problemy. A poza tym to przeciez JA
mam problemy, on iść nie musi.
Czuję straszny żal i frustrację, że tak fajny związek może się rozpaść, że
rośnie między nami ściana niezrozumienia, którą będzie coraz trudniej
rozbijać.
On uważa, że przegrywa z wibratorem. A ja sobie czasem myslę, że na własne
życzenie....
Czy ktoś był w podobnej sytuacji, czy tylko ja jestem taka pokręcona? :-((