27.11.06, 19:41
Komu się chce czytać, niech zerknie.kobieta.gazeta.pl/wysokie-
obcasy/1,53581,3751324.html Zawsze to inne spojrzenie...:-). W sumie nic
nadzwyczajnego, ale parę złotych mysli w tym znalazłam.
KLara
Obserwuj wątek
    • klaris29 Re: jeszcze raz, sorki:-) 27.11.06, 19:44
      kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,3751324.html
    • your_and Re: artykulik 27.11.06, 19:59
      Poprawny link: Łaska małżeńska
      Ciekawe, chociaż komentarze jeszcze ciekawsze :)

      PS: Argument o katastrofalnym skutku wspólnego mieszkania przed nierozerwalną i
      dozgonną przysiegą małzeńską mocno pojechany...
      • klaris29 Re: artykulik 27.11.06, 20:12
        your_and napisał: > PS: Argument o katastrofalnym skutku wspólnego mieszkania
        przed nierozerwalną i
        >
        > dozgonną przysiegą małzeńską mocno pojechany...

        Tak, z tym się zgadzam. Zresztą,nic innego nie mógł powiedzieć, .
        Mi natomiast najbardziej podobał się fragment :

        "Rozumiem, że jak ktoś jest wierzący, pamięta, że przysięgał Bogu, i chce tej
        przysiędze pozostać wierny, a źle mu się dzieje w małżeństwie, to ta przysięga
        jest już wystarczająco dużą podstawą do pracy nad związkiem?

        Na zasadzie wierności można decydować się na wytrwanie i pracę nad związkiem.
        Nie gwarantuje to natychmiastowej satysfakcji, ale nie o to przecież chodzi.
        Stawką jest coś większego - głębokie poczucie, że życie nie jest zmarnowane.
        Może być nawet wielkim trudem, ale z głębokim poczuciem sensu. I to się nazywa
        szczęściem.

        Rozmawiam teraz z taką parą, która jest ze sobą z sześć lat, i dla mnie są
        supermałżeństwem, ale oni nie są szczęśliwi. Odkryli, że im dłużej są razem,
        tym bardziej się różnią i jest im coraz trudniej. Mówią, że jeśli to ma tak
        dalej być, to oni czują się nieszczęśliwi.

        No i co im Ojciec powiedział?

        Moim zdaniem odkrycie różnicy to jeszcze nie jest koniec świata, ale właśnie
        dotarcie do prawdy. Teraz można zacząć budować na nowo z większym realizmem, ze
        świadomością, że się jest dwiema różnymi osobami, które się kochają.

        A Ojciec myśli, że to w ogóle możliwe, żeby dwie osoby zlały się w jedno?

        Tylko w układzie chorym emocjonalnie. Tylko gdy ktoś się podporządkuje czyjejś
        chorej wizji związku."


        Klara
        • your_and Re: artykulik 27.11.06, 20:29
          klaris29 napisała:
          > Mi natomiast najbardziej podobał się fragment (...):

          Możesz od siebie bo nie znajduje tu nic błyskotliwego?

          > Nie gwarantuje to natychmiastowej satysfakcji, ale nie o to przecież chodzi.
          > Stawką jest coś większego - głębokie poczucie, że życie nie jest zmarnowane.
          > Może być nawet wielkim trudem, ale z głębokim poczuciem sensu. I to się
          > nazywa szczęściem.

          Zwróciłem już uwage na ludzi wyobcowanych wzajemnie żyjących wręcz w
          nienawiści, ale cieriących i przeżuwających swoje złości w imię religii zasad
          nierozerwalności zwiazku i nic nie odajduję w tym wzniosłego.

          > przysiędze pozostać wierny, a źle mu się dzieje w małżeństwie, to taprzysięga
          > jest już wystarczająco dużą podstawą do pracy nad związkiem?

          Zdecydowanie ważniejszą motywacją o której przy tym zapominają w mnisich
          wyrzeczeniach jest wzajemna empatia i pragnienie uszczęśliwienia partnera. W
          końcy kazdy kto nie maskrzywień psychicznych lubi byc świętym Mikołajem i
          uszczęliwiać dawać prezenty.
          Nie bagatelizuje sensu przysiegi małzeńskiej, ale w momencie gdy
          nierozerwalność jest celem samym w sobie to wszystko jest wywrócone do góry
          nogami.
          Dobieramy sie w pary by być szczęśliwi razem - a nie by być razem za wszelką
          cenę, choćby i nieszczęśliwi :(

          Pozdrawiam
          • klaris29 Re: artykulik 28.11.06, 20:01
            Odpowiem w najbliższym czasie. teraz troszkę cierpię na brak czasu, a, skoro
            chcesz "czegoś ode mnie" ( co z przyjemnością uczynię ) muszę troszkę dłuższą
            wypowiedź sklecić,ale obiecuję, że w najblizym czasie to zrobię - myślę , że
            koło soboty :-)
            Klara
          • klaris29 Re: artykulik 02.12.06, 20:19
            your_and napisał: > Możesz od siebie bo nie znajduje tu nic błyskotliwego?

            Nie znajdujesz, bo nie rozumiesz. Sorki, ale wypowiedziałeś stek sloganów,
            którymi każdy przeciwnik wizji katolickiej ma w rękawie ;-). oczywiści ja
            również, bo do osób wierzących nie należę. Nie zrozumiałeś, bo to, co
            powiedział zakonnik dopasowałeś do własnej wizji tego, "jak oni myślę" To
            podstawowy błąd. Bo z artykułu nie wynika, że w związku mają trwać mimo
            wszytko "ludzie wyobcowani, cierpiący, przeżuwający swoje złości w imię religii
            zasad nierozerwalności związku...". Dalej pytanie prowadzącego, jak by nie było
            trochę prowokacyjne jest dla Ciebie tym , co ów zakonnik sądzi. Wystarczy
            przejrzeć dalsze akapity, by dojsć do troszkę innych wniosków.

            Pod tym jednak, co napisałeś, zupełnie abstrahując od wyp. zakonnika, zgadzam
            się w zupełności. Nie mam więc po co prowadzić dyskusji, chcę jednak
            powiedzieć, jak zrozumiałam te słowa, i wytłumaczyć dlaczego uznałam je za
            ciekawe.

            Powtarzam więc: Na zasadzie wierności można decydować się na wytrwanie i pracę
            nad związkiem.
            Nie gwarantuje to natychmiastowej satysfakcji, ale nie o to przecież chodzi.
            Stawką jest coś większego - głębokie poczucie, że życie nie jest zmarnowane.
            Może być nawet wielkim trudem, ale z głębokim poczuciem sensu. I to się nazywa
            szczęściem.

            Rozmawiam teraz z taką parą, która jest ze sobą z sześć lat, i dla mnie są
            supermałżeństwem, ale oni nie są szczęśliwi. Odkryli, że im dłużej są razem,
            tym bardziej się różnią i jest im coraz trudniej. Mówią, że jeśli to ma tak
            dalej być, to oni czują się nieszczęśliwi.

            Odrzucmy w tym miejscu wszytskich, którzy są ze sobą tylko ze względu na
            przysięgę, wiarę, powinności, bez miłości, w bólu i złości; odrzućmy także
            tych, którzy ze strachu czy z wygodnictwa odrzucaja mozliwosć innego wyboru,
            który uszczęśliwiłby, lub po prostu zdjął z serca ciężar; Kto został? Czy ci,
            którzy są św. Mikołajami i Mikołajkami? Sami szczesliwcy z nieodpartą chęcią
            uszczęsliwiania drygiej osoby z niesłabnącą empatią, itp. itd? Takie stawianie
            sprawy to oczywiście wrzucanie ludzi według kategorii czarno -biały. Nie podoba
            mi się takie stawianie sprawy. Ludzie są o wiele bardziej skomplikowani.
            Kierują nami różne motywy, mamy swoje imperatywy. powiedzmy, że nie wszystkim
            szczeście daje bycie empatycznymi nastawionymi na przyjemności ludźmi, Nie jest
            powiedziane, że jesli będę dbać o szczęście druguiej osoby, to będę szczęsliwa,
            może mi to wyjsć bokiem, Uważam, ze przede wszystkim powinnismy odpwoidzieć na
            pytanie ,c o daj nam szczeście, bo mi szczęście dają wyzwania. Lubię trud i
            zobowiązania. Realizacja ich daje mi zadowolenie , w przeciwienstwie do wygody
            i komfortu. Odrzucmy więc tych Mikołajków.
            Raz , z powodu kontuzji nogi, wyjechałam na Kasprowy kolejką...miałam jeden
            dzien na góy i wybrałam taką formę, czułam się nieswojo. Radosć daje mi
            wspinanie się, nie łatwizna. Jestem osobą z duzym temperamentem. Mój maż nie.
            Okazji do zdrady w małżeństwie miałam parę. Nie skorzystałam. CHoć było trudno,
            bo związek się w pewnym momencie sypał, postanowiłam wytrwać, Nie wiem,
            dlaczego,c zułam, że tak po prostu chcę. I kiedy stwierdziałam, że tego chcę,
            pokusa zdrady, odejścia, wyboru innego zycia odeszły. Podjęcie takiej decyzji
            dało mi dużo satysfakcji. Trud się opłacił. Jestem z nim z wyboru, ucze się go
            kochać innego, chorego, bez seksu, z trudem. I kocham go więcej. Nie dla Boga
            wieary religii wygodnictwa. CHcę w życiu wyjątkowowści a takie zycie daje mi
            poczucie tejże. Niekt mnie do tego nie zmusza. My również, jak ta para o któej
            zakonnik mówił, odkryliśmy to, że jesteśmy zupełnie innymi, osobami, wolnymi,
            robimy to , co chcemy, zyjemy tak jak chcemy, osobno i razem. Mamay lepszy
            kontakt, niż w najlepszych latach mąłżeństwa, i wiemy, że jeśli któreś
            zdecyduje odejsć to odejdzie. takie podejści daje nam poczucie wolności.
            Jesteśmy ze sobą z woli.
            Tak rozumiem słowa zakonnika, i myślę, że o to mu chodziło, o podjęcie wyzwanie
            o niepójście na łatwiznę. Tyle
            pozdrawiam
            Klara

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka