Dodaj do ulubionych

Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawiać?

04.12.07, 12:27
Witam,

Dostałem info o tym forum od znajomego, któremu bardzo pomogliście.

Dlatego zdecydowałem się opowiedzieć o swoim problemie, bo sam już
nie wiem co robić.

Jestem żonaty od 3 lat, mamy małe dziecko (2,5 roku). Na początku
nasz związek był sielanką - pierwszy rok znajomości bez żadnej
kłótni - po prostu idylla. Moja dziewczyna, później narzeczona i
finalnie żona była ideałem: czuła, troskliwa, ciepła, namiętna.
Przez 2 lata świata poza sobą nie widzieliśmy - moja praca składa
się z wyjazdów na 2,3 dni - zawsze jej było przykro że wyjeżdżam,
rozmawialiśmy ze sobą 5 razy dziennie + 20 sms'ów i maili.

Wzięliśmy ślub, potem było dziecko - dalej idylla - szczęśliwi,
zakochani - nie przeszkadzało nam małe dziecko i obowiązki - każdą
wolną chwilę spędzaliśmy ze sobą.

Potem (jakieś pół roku po urodzeniu dziecka) zaczęło się psuć. Ja
dalej byłem na etapie zakochania, fascynacji, a moja żona już nie.

Dalej o nią dbałem zarówno jeśli chodzi o obowiązki domowe jak i
strefę emocjonalną - przychodziłem wcześniej do domu, robiłem
zakupy, opiekowałem się dzieckiem, załatwiałem wszystkie sprawy
domowo-urzędowe. Cały czas też starałem się żeby było miło między
nami: przynosiłem kwiaty, organizowałem kolacje, romantyczne
chwile...

Trafiałem na obojętność - na pytanie czy ma ochotę na kolację z
winem słyszałem: nie wiem, możemy, na propozycję wyjścia do teatru:
nie wiem, jestem zmęczona, nie chce mi się.

Zaczęła wieczory spędzać przy komputerze (praca) albo szła spać
zaraz po umyciu dziecka.

Radosny i częsty seks się skończył - teraz raz na 2 tygodnie i to z
musu (pozycja na kłodę) na moją prośbę.

Pytałem co się stało, dlaczego nastapiła taka zmiana: odpowiedziała
że już okres fascynacji i namiętności się skończył, że teraz jest
dziecko, że jest przepracowana i że muszę poczekać aż wróci do
normy, ale że nie mogę liczyć na to że będzie jak wcześniej.

Czekałem kilka miesięcy - zmiana była tylko na gorsze - coraz mniej
o mnie dbała, nic ją nie interesowało oprócz pracy i dziecka (a
dziecko traktowała bardziej jak lalkę do strojenia - rzadko ją
przytulała czy całowała, raczej siedziała i się z nią bawiła)

Po tych kilku miesiącach zacząłem ją podejrzewać o zdradę ale
przekonałem się że to raczej nie ma miejsca - nigdy nie miałem
żadnego dowodu chociaż byłem czujny.

Zaczęliśmy się coraz częściej kłócić - ja jej zarzucałem brak
zaangażowania i troski a ona mi że ciągle marudzę i że to ją jeszcze
bardziej oddala.

Potem nastapił kryzys - po kolejnej awanturze stwierdziła że nie wie
czy ze mną chce być i czy mnie kocha; powiedziała mi że nie ma
ochoty na bliskość (nie kochamy się od pół roku) i że potrzebuje
czasu żeby do siebie wrócić.

Przeprosiłem ją za moje zachowanie - za awantury, za zbyt
wygórowanie oczekiwania, powiedziałem że się zmienię, że nie będę
natarczywy i że poczekam aż dojdzie do siebie.

Trwało to 5 miesięcy - nie udało się - nie robiła żadnych ruchów w
moją stronę, żadnej czułości, a ja (uczciwie przyznając)
wytrzymywałem tak 2 tygodnie a potem przychodziłem do niej pytając
czy jest lepiej, czy już jej przeszło - wtedy robiła mi awanturę
mówiąc że wszystko zepsułem bo już prawie było dobrze i nastepnego
dnia by było super, a tak to zepsułem i znowu jest daleko.
Ja szalałem, miałem stany euforii (jak przyszła pocałować mnie) i
depresji (jak przez 4 dni nawet się nie przytuliła) - ona była
spokojna, wyluzowana, obojętna

Łudziłem się tak przez kilka miesięcy, a potem zrozumiałem że
nieważne ile bym czekał, to zawsze bym usłyszał że "Było prawie
dobrze"

2 tygodnie temu powiedziałem że ja nie chcę byc w takim związku i że
albo będziemy normalnym małżeństwem albo się rozstańmy - usłyszałem:
dobrze, to rozwód.

Było mi przykro - rozmawialiśmy pół nocy, ja mówiłem o rozpadzie
rodziny, o tragedii dziecka, a ona że rozwód jej skomplikuje życie,
bo będzie musiała wcześniej wracać z pracy...

Wtedy zrozumiałem że żyłem z robotem w ludzkiej skórze - z osobą
niezdolną do budowania relacji, do troski o drugą osobę, do miłości

Rozmawiałem z jej byłym facetem z którym była 3 lata (znajomy
znajomego) - powiedział mi że ich związek rozpadł się z tego samego
powodu - on dbał i troszczył się - ona brała to jako jego obowiązek.
Jak zaczął się dopominać o swoje prawa - zostawiła go)

Rozmawiałem z jej matką - też mi to powiedziała, że jej córka
zostawiała facetów jak się jej znudzą, że potrafiła 2 letnią
znajomość zakończyć w ciągu pół godziny, bez żalu i sentymentu -
zostawiała i za miesiąc była z kimś innym. Powiedziała mi że ona
jest niezdolna do głębszych uczuć, że wszystkie związki traktowała
powierzchownie, że nigdy nie widziała żeby dla kogoś cokolwiek
poświęciła - że jest egocentryczką, materialistką zapatrzoną w
siebie - jej własna matka mi to powiedziała!!!.

Teraz, jak już postanowiliśmy się rozstać, widzę że ona chyba do
końca w to nie wierzyła - była przekonana że za tydzień wrócę na
kolanach błagając o pogodzenie się. Ale nie, w mnie coś pękło i wiem
że pomimo tego że ją kocham, mogę żyć bez niej. A teraz jej zaczęło
chyba zależeć - chodzi koło mnie, pyta czy nie jestem głodny (po raz
pierwszy od 3 lat), czy pójdziemy na zakupy, co chcę robić wieczorem

A ja jestem obojętny - nie udaje, nie gram - po prostu mi siadło

A moje pytanie jest takie: czy myślicie że istnieje ułamek szansy na
to że ona może się chcieć zmienić? Czy jest w stanie zanegować
siebie, poddać się terapii z psychoanalitykiem - nauczyć się kochać
i dbać o drugą osobę, budować rodzinę? Że jak w końcu zrozumiała że
może stracić rodzinę, to coś w tej skorupie pękło i chce się zmienić?

Czy te jej zachody są po to żeby mieć stabilizację i jelenia do
zajmowania się domem i dzieckiem?

Pytam, bo nie chcę niszczyć rodziny i zostawiać ukochane dziecko,
ale nie chcę też dalej tkwić w związku w którym jestem głęboko
nieszczęśliwy.

Przepraszam za tak długi list

pozdrawiam
smutny misiek
Obserwuj wątek
    • yadrall Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 04.12.07, 12:41
      Wiesz to zalezy,ale decyzje musisz podjac Ty, nikt tego za Ciebie
      nie zrobi.
      Ja jedynie niesmialo zasugeruje,ze zdarza sie,ze sprawa juz jest w
      sadzie,a potem pary sie dogaduja i jest ok,ba zdarzaja sie
      wypadki,ze jest rozwod,a potem ponowny slub z tym samym
      partnerem,wiec wszystko jest mozliwe. Ty musisz podjac decyzje czy
      chesz jeszcze raz sprobowac, czy warto i na jakich zasadach. W
      zwiazku musi byc rownowaga miedzy braniem i dawaniem inaczej nic
      dobrego z tego nie wyniknie...
    • glosatorr Gdy opadają różowe okulary... 04.12.07, 13:11
      Cześć

      Przeczytałem z uwagą Twój list. Nim Ci odpowiem, zacytuję tutaj
      fragment artykułu z dzisiejszego Dziennika:

      "Co się stało, że im nie wyszło? "To nie kwestia braku poznania.
      Mieszkaliśmy ze sobą trzy lata. Doszliśmy do momentu, że oboje
      potrzebowaliśmy jakichś zmian. Już jak braliśmy ślub, umówiliśmy
      się, że gdy nadejdzie ten moment, to się rozwiedziemy" - przyznaje
      kobieta. Magda i Jasiek wytrzymali ze sobą 11 miesięcy.

      Już więcej niż co piąty z 70 tysięcy rozwodów w Polsce dotyczy
      ludzi, którzy powiedzieli sobie "tak" nie dawniej niż przed czterema
      laty. Mało tego. Obecnie każdego roku rozpada się prawie pięć
      tysięcy związków ludzi, którym nie udaje się ze sobą wytrzymać nawet
      pierwszych 12 miesięcy. To aż trzykrotnie więcej niż pod koniec lat
      90.

      Dlaczego młodzi rozstają się tak szybko? "Dziś lansuje się zbyt
      wyidealizowany wizerunek rodziny" - twierdzi w rozmowie z "Metrem"
      doktor Maria Gdowska, znana terapeutka małżeństw, wieloletni
      mediator i biegły sądowy w sprawach rodzinnych. "W reklamach widzimy
      różowe obrazki szczęśliwych i uśmiechniętych małżeństw. Młodzi się
      tym zachłystują. Potem, kiedy rośnie kontrast między tym, co jest, a
      tym, co by chcieli, sięgają po najprostszą rzecz - rozwód. Stał się
      dla nich przepustką do kolejnej szansy na szczęśliwość" - dodaje."

      Obawiam się Smutny Miśku, że Twój problem - to właśnie taki częsty
      problem o jakim wspomniałem cytując artykuł. Ludzie czasami myślą,
      że związek to taka sielanka, która trwa wiecznie. A to naprawdę
      czasami harówka na ugorze. Czasami jedna strona się stara, pokonuje
      przeróżne problemy jakie się pojawiają z czasem, a potem nagle się
      budzi w innym swiecie, gdzie o wszystko trzeba się starać, gdzie
      trzeba o wszystko zabiegać - by było dobrze.
      Niestety jeśli trafiłes na kobietę, która ma tak wyidealizowane
      spojrzenie na związek - masz przerąbane. Ktos kiedyś powiedział, że
      to taka współczesna forma uzaleznienia od zauroczenia. Ten stan jak
      długo trwa, tak jest dobrze. Ilekroć wszystko jest codzienną
      nowością, jest super. Ale kiedy któregoś dnia - kazdy następny dzień
      jest prawie identyczną kalką poprzedniego - u męża lub żony zaczyna
      się pojawiać znudzenie. Ty faktycznie się starałeś - wszystko
      wskazuje, że byłeś bardziej przystosowany do bycia w związku. Ale
      Twoja pani już nie. Może jest tez jakieś drugie dno - może Ty nie
      pomagałeś jej i ona wpadła w stan notorycznego przemęczenia -
      chociaż z Twojego opisu tego nie widać. Ale może w tym tkwił błąd,
      że Ty bardziej podchodziłeś do tego romantycznie a ona po prostu
      kiedy zobaczyła odlatujące motylki nie poczuła się dobrze w roli
      matki i żony? Tak bywa. Czy warto się dalej starać.
      Myślę, że inni tez się podzielą swoimi uwagami i zbierzesz spory
      materiał do przemyśleń. Możesz żonie powiedzieć, że ona może tak w
      nieskończoność zmieniac partnerów byleby stan zauroczenia trwał i
      trwał, ale któregoś dnia będzie musiała dorosnąć i zdać sobie
      sprawę, że związek to nie wzajemne zabawianie się, ale wspólna praca
      i wspólne dążenie pomimo przeciwności do własnego szczęścia.
      Jak będzie? Myslę, że Twoja żona wyszła z jednego złudzenia i brnie
      w następne - że z kims innym będzie inaczej. Niestety nie będzie i
      jeśli to jesteś w stanie jej wytłumaczyć i ona zrozumie, że w
      nastepnym związku będzie dokładnie tak samo albo nawet gorzej, i
      zmobilizujesz ją do wysiłku, w którym to ona obudzi się ze swojego
      snu księżniczki - to może coś z tego będzie?

      Ona napewno któregoś dnia odkryje, że popełniła błąd - bo w tym co
      napisałeś widac jej błąd. Nie widzę błędów w tym co Ty robiłeś - ale
      jesli się tutaj wybielałeś - to mija się z celem Twoje pisanie
      tutaj. Więc zakładam Twoją prawdomówność. Sam musisz podjąć decyzję.
      Sam musisz decydować. Napewno jedno Ci poradzę - zrób wszystko co
      tylko mozliwe, byś miał święty spokój i świadomość, że zrobiłeś
      wszystko co tylko mozliwe.
      Jesli jesteś w stanie pomóc jej dojrzeć - jeśli jesteś w stanie
      budzić ją z iluzji, że w innym układzie będzie jej lepiej - to
      będziesz godny podziwu. Ale jeśli masz do czynienia z kobietą zdolną
      wyłacznie do zadurzenia się, za to niezdolną do Miłości (a to są dwa
      różne stany), do budowania więzi a nie tylko korzystania z niej,
      zdolną do poświęceń, do cięzkiej pracy nad związkiem a nie tylko
      brania - to czeka Cię harówa.
      Ja Ci życzę powodzenia - tak długo jak rozmawiacie z sobą - jak
      długo ona słucha Ciebie i tego co jej mówisz (mów zawsze spokojnie,
      z troską a nigdy w nerwach!) - masz szansę, na jej przebudzenie.
      Jeśli zamknie się na Ciebie, jesli stanie się obojętna - czeka Cię
      niestety rozwód. Nie spiesz się. Ale pamiętaj - Ty ocenisz sam, czy
      jeszcze warto działać dalej czy warto już sobie odpuścić.
      Życze powodzenia.
      • smutny_misiek Re: Gdy opadają różowe okulary... 05.12.07, 16:21
        Dziekuję bardzo za Twoją wypowiedź - zgadzam się z tym co
        powiedziałeś. Tak rzeczywiście było - moja żona przede mną miała
        kilka związków które łatwo kończyła - bo nie było chemii, bo się
        często kłóciliśmy, bo to nie miało przyszłości. Faceci szaleli bo
        byli w niej zakochani, a ona zapominała o nich po tygodniu

        Obawiam się niestety że rozmowy już nic nie dają - tyle się
        kłóciliśmy że jakakolwiek próba spokojnej, nawet miłej rozmowy,
        kończy się źle. Ona już reaguje histerycznie - mówi że za dużo było
        awantur, żeby mogła spokojnie rozmawiać, że "rzygać jej się chce od
        tego ciągłego gadania"...

        Ciekawy jest za to dzisiejszy status: po decyzji o rozwodzie
        pośpieszała mnie do napisania pozwu (oczywiście, pomimo że to ona
        chce rozwodu, to ja mam go przygotować...) - jak powiedziałem że nie
        ma sprawy, to już nie wracała do tematu. Od 2 tygodni jesteśmy w
        zawieszeniu - niby już osobno, choć mieszkamy i jemy razem - temat
        rozwodu i ustaleń nie jest wcale poruszany - nie wiem o co chodzi.

        Ja jej unikam - zamykam się w pokoju i czytam książkę albo siedzę
        przy komputerze, ona próbuje nawiązać luźny kontakt, zagaduje,
        śmieje się - nie wiem zupełnie o co chodzi - jestem nieufny

        Co mam robić dalej?
        • kanapony Re: Gdy opadają różowe okulary... 14.12.07, 01:40
          HOPIE ;)
          nie daj się sprowokowac - jeśli jeszcze nie złożyłeś wniosku
          jeśli ona chce rozwodu to niech ona złoży wniosek
          piszę z doświadczenia
          w sądzie, gdy powiesz, że to ona chciała - nikt Ci nie uwierzy!!!!
          i obróci się wszystko przeciwko Tobie

          zrobiz oczywiście tak, jak uważasz
          ale czy nie lepiej poczekac?
          jeśli ona to oleje to zacznij się zachowywac jakj rozwiedziony:
          znajdź mieszkanie, spotykaj z innymi kobietami (oczywiście bądź z
          nimi szczery)
          ale nie składaj pozwu o rozwód, którego ona bardziej chce od Ciebie
          i to jej jest bardziej potrzebny
    • sagittka Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 04.12.07, 13:21
      > Rozmawiałem z jej matką - też mi to powiedziała, że jej córka
      > zostawiała facetów jak się jej znudzą, że potrafiła 2 letnią
      > znajomość zakończyć w ciągu pół godziny, bez żalu i sentymentu -
      > zostawiała i za miesiąc była z kimś innym. Powiedziała mi że ona
      > jest niezdolna do głębszych uczuć, że wszystkie związki traktowała
      > powierzchownie, że nigdy nie widziała żeby dla kogoś cokolwiek
      > poświęciła - że jest egocentryczką, materialistką zapatrzoną w
      > siebie - jej własna matka mi to powiedziała!!!.


      > nie chcę niszczyć rodziny i zostawiać ukochane dziecko,
      > ale nie chcę też dalej tkwić w związku w którym jestem głęboko
      > nieszczęśliwy.

      Jesli nie będziecie mogli razem żyć, to biorąc pod uwagę to, co
      napisałeś w pierwszym cytacie, postaraj się o prawa do wychowywania
      córki.

    • gomory Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 04.12.07, 13:30
      > A moje pytanie jest takie: czy myślicie że istnieje ułamek szansy na to że ona może się chcieć zmienić?

      Jakos nie chce nic pisac o Twojej smutnej historii :-/.
      Odnosze sie tylko do powyzszego zdania. Sadze, ze jak najbardziej moze istniec szansa na chec zmiany. Jesli czlowiek jest zdolny do wgladu w siebie, to zwlaszcza w sytuacjach gdy jego swiat peka moze miec ochote na zmiane.
      Chociaz nie twierdze, ze wlasnie teraz dzieje sie tak w jej zyciu, a zona gubi swoj cynizm i wyrachowanie.
      Jesli ktos ma odpowiedni poziom intelektualny i emocjonalny by byl w stanie dostrzec swoje postawy, wykarze sie checia na wspolprace, nie bedzie uciekal przed bolesnymi objawieniami to pracujac z ODPOWIEDNIM dla siebie psychoterapeuta moze wiele zmienic i poprawic w sobie. Ale bodaj najwiecej zalezy od jego nastawienia.
      No i rzecz druga - miej swiadomosc, ze takie "leczenie" osobowosci, nie przykroi zony do Twoich oczekiwan. Byc moze bedzie bardziej swiadoma, nauczy sie nie chowac uczuc, ale to wcale nie musi oznaczac, ze zapala miloscia do np. Ciebie. Pamietaj, ze powrot do przeszlosci jest NIEMOZLIWY. Juz nigdy nie bedzie taka jak na poczatku. Moze byc inna jesli zechce, ale nie taka jak wtedy.
    • a.b1 Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 04.12.07, 13:33
      a jakie były relacje w jej domu?
      jeśli kiepskie, to może być wielki problem, terapia moze zakończyc
      sie porażką...
      nic nie ryzykujesz jeśli podejmiecie terapie, zawsze warto, będziesz
      miał poczucie, zę zrobiłeś wszystko co mogłeś by ratować
      rodzine...pozatym ja zawsze jestem za tym, zeby rozmawiać, rozmawiać
      szczerze rozmawiać
      • smutny_misiek Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 04.12.07, 14:53
        relacje w domu - kiepskie - jej rodzice sie rozwiedli (dwukrotnie),
        matka ją wychowywala sama, zle kontakty z ojcem (traktowanym jako
        zlo konieczne). Obawiam się że dla niej rozwód to naturalny środek
        na zakończenie kryzysu.

        Rozmawialiśmy kiedyś to terapii - zaproponowałem żebysmy poszli
        razem do specjalisty - odmówiła argumentując że ona jest normalna i
        żebym sam poszedł
        • twins_aaaster Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 04.12.07, 15:09
          Wiesz, wcale nie musisz mnie sluchac, ale jest cos co mozesz zrobic. Pokaz jak
          bedzie wygladac jej zycie bez Ciebie. Stan sie arogancki, zartuj z niej,
          ironicznie komentuj jej wypowiedzi. Musi zobaczyc, jak dobrze zyje Ci sie bez
          niej. Przestan sie starac, bo im wiecej czegos pragniesz tym bardziej to sie od
          Ciebie oddala. Jesli zacznie okazywac chodz cien zainteresowania Twoja osoba to
          znaczy, ze jednak cos do Ciebie czuje. Nie licz, ze rzuci sie na Ciebie jak
          dzika kotka, mowie raczej o dowodach sympatii. Nigdy juz nie wroca czasu, ze
          bedziecie spedzac cale dnie w lozku i cieszyc sie niekonczacym seksem, zapomnij
          o tym, to juz przeszlosc. Wkraczacie na inny poziom dojrzalego zwiazku, motylki
          juz dawno odlecialy. W tej chwili ona zastanawia sie, czy Ty jestes ta osoba, z
          ktora chce spedzic reszte swojego zycia.

          Porozmawiaj z nia, mow otwarcie, ze taki zwiazek Ci nie odpowiada. Jesli ona nie
          podejme wspolpracy, wyprowadz sie z domu. Nie masz wyjscia. Sam niczego nie
          zmienisz, uwierz mi. Im bardziej bedziesz sie staral tym ona coraz bardziej sie
          bedzie od Ciebie oddalac. Nie dajesz jej motywacji, bo wszystko za nia
          zalatwiasz, ma wszystko, czego sobie za zyczy. Przemysl to.

          Inna sprawa jest, ze niestety ludzie wychodzacy z takich rodzin rzadko sa zdolni
          do okazywania uczuc, ciepla. Oni nauczeni sa innego zycia, nie potrzebuja sie
          przytulic, znalezc ukojenie w ramionach ukochanej osoby. Tego tez musisz sie
          nauczyc.

          Pozdrawiam
          • kanapony Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 14.12.07, 01:47
            niegupia rada, ale z jednym się nie zgodzę:
            > Pokaz jak
            > bedzie wygladac jej zycie bez Ciebie. Stan sie arogancki, zartuj
            > z niej,
            > ironicznie komentuj jej wypowiedzi. Musi zobaczyc, jak dobrze zyje
            > Ci sie bez
            > niej. Przestan sie starac, bo im wiecej czegos pragniesz tym
            > bardziej to sie od
            > Ciebie oddala.
            z tym się absolutnie nie zgodzę
            kiedy to arogancja kobietę przyciągnęła?
            stanie się wręcz odwrotnie moim zdaniem
            a jeśli nawet miłośc do żony, przywiązanie czy dobroc... (i inne) ze
            strony autora wątku nic nie dadzą to przynajmniej on nie da jej
            oręża do ręki
            przecież wtedy murowane, że w sądzie przy rozwodzie ona poruszy
            sprawę jego aroganckiego zachowania się względem niej
            to jest wyrafinowanie, ale teraz - w takij sytuacji - on chyba musi
            zwracac uwagę na swoje zachowanie, dla własnego i dziecka dobra
            i przekornie, ale jej również
        • wiktoriada111 Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 04.12.07, 15:53
          > relacje w domu - kiepskie - jej rodzice sie rozwiedli
          (dwukrotnie),
          > matka ją wychowywala sama, zle kontakty z ojcem (traktowanym jako
          > zlo konieczne). Obawiam się że dla niej rozwód to naturalny środek
          > na zakończenie kryzysu.
          >
          > Rozmawialiśmy kiedyś to terapii - zaproponowałem żebysmy poszli
          > razem do specjalisty - odmówiła argumentując że ona jest normalna
          i
          > żebym sam poszedł

          Ja nie jestem absolutnie żadnym autorytetem w tej materii, tylko tak
          z własnego doświadczenia mogę napisać...
          Dla mnie rozwód moich rodziców ( byłam wtedy pod koniec liceum) stał
          się takim sygnałem, taką przepustką do własnego szczęścia... że
          kobieta ma wyjście z sytuacji zawsze, nawet po 25 latach
          małżeństwa..ale w połączeniu z kiepskimi relacjami z ojcem ( tzn
          właściwie brakiem relacji od podstawówki, jak przestałam być uroczą
          curónią tatunia, do momentu jak zostaliśmy sami w domu i musieliśmy
          nauczyć się ze sobą egzystować) stworzyło to u mnie mieszanką
          wybuchową... ja dojrzałam z czasem do tego, że to nie jest
          wyjście,ale... brak umiejętności budowania trwałej relacji z facetem
          + rozwód rodziców = potrafiłam w ułamek sekundy bez cienia żalu
          zerwać relacje z partnerem argumentując to : TO NIE TEN.Nie
          wiedziałam jak ma wyglądać relacja uczuciowa pomiędzy partnerami, bo
          pomiędzy moimi rodzicami choć wszystko wygladało poprawnie (bez
          kłótni itp), nie było uczucia...odkąd pamiętam :(
          Z czasem się wielu rzeczy nauczyłam, do wielu dojrzałam...
          Ale do czego zmierzam...
          Chyba te wszystkie zawichrowania w domu rodzinnej Twojej żony
          spowodowały u niej właśnie brak dojrzałości do związku. Ona nie wie
          jak wygląda życie w rodzinie, z jakimi problemami i pracą to się
          wiąże, jak buduje się relacje uczuciowe... bo jej mama jak zaczynały
          się problemy brała rozwód.I nie oskarżam jej absolutnie, tylko to na
          pewno nie zostało bez echa u Twojej żony.
          Terapia? Jak miałam 22 lata i partner wyskoczył mi z terapią, to
          nawet nie wiedziałam po co mam niby isc na terapię, przecież ze mną
          jest wszystko ok ( sama nie czułam przecież chłodu jaki bił ode mnie
          na tysiąc kilometrów)
          Może ona potrzebuje czasu, albo rzeczywiście kopa w postaci
          separacji...Nie chcę gdybać, opisałam tylko swoją historię, bo może
          coś Ci naświetli w sprawie Twojej żony. Tyle..
          Nie smuć się miśku...będzie dobrze.
          Mi się jakoś smutno zrobiło jak czytałam Twój wątek... :(
    • misssaigon Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 04.12.07, 15:47
      jak sie zje dwa kilo lodów na raz to sie mozna porzygac...

      za slodko, za idealnie...

      za dobry byles i przesadziles - jak z lodami.

      moim zdaniem powinienes teraz zonie zafundowac "zimny chow"

      nie spieszyc sie do rozwodu - dziecko jest jeszcze male
      mieszkac i prowadzic razem gospodarstwo donmowe i egzekwowac konsekwetnie
      podzial rol i prac w domu

      wymagac i egzewkowac, nie przymilac sie, nie lasic , nie popatrywac wdziecznie w
      oczeta, nie zachecac...zorganizowac sobie jakas przyjaciolke na wieczorne wypady
      (moga byc najzupelniej przyjacielskie relacje)


      hmmm... tylko czy teddy bear potrafi sie zamienic w niedzwiedzia grizzly?

      "twardym trzeba byc a nie mientkim"
      • avide Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 05.12.07, 18:08
        Byłem ciekaw czy ktoś to zauważy czytając dotychczasowe wypowiedzi... :))
        Jak zwykle niezawodna Mis...

        Do Autora:
        Z tego co piszesz jak dla mnie jasno wynika, że wy całkowicie nie pasujecie do
        siebie osobowościowo-charakterologicznie.
        Macie zupełnie inny profil psychologiczny.

        TY
        Czuły, ciepły, umiejący okazywać emocje, taki .. ciepłym miś. Nawet Twój nick
        mówi sam za siebie. Jesteś taki dobry, ciepły chłopak. Pewnie wiele kobiet
        byłoby szczęśliwych z takiego faceta... Jednak miałeś pecha, nie Twoja żona.

        Ona:
        Zimna, wyrachowana. Bardzo charakterystyczne było to co napisałeś po rozmowie z
        jej matką i byłym chłopakiem. Czy też słowa "wszystko zepsułeś a już było
        dobrze" a przecież ty chciałeś odrbinę ciepła od kochanej kobiety.
        To rodzaj kobiety modliszki. Ty całkowicie do nie nie pasujesz ze swoimi
        pragnieniem ciepła i sielanki.


        Co dalej...
        Jak dla mnie masz całkowicie złe podejście do swojej żony. Ty jej oferujesz
        ciepło, ona tym ciepłem gardzi, męczy ją to. Ty oferujesz uczucia ona odbiera to
        jak ciepłe kluchy. Niestety to typ kobiety fatalistki.
        Musisz nią czasem pomiatać.
        Musisz jej powiedzieć od czasu do czasu "pieprz się", "chcesz wyjść... proszę
        bardzo, ale w tej chwili" i otworzyć drzwi na oścież. Musisz pokazać jej
        niedźwiedzia Gryzli (jak to napisała Miss.) a nie smutnego miśka. Twoja słabość
        ją nakręca.

        Zimny prysznic, stanowczość, ZDECYDOWANIE, wyrachowanie, duuużo mniej
        romantyzmu, (ona na w d..e romantyzm). Zamiast kolacji przy świecach jak już da
        Ci się dotknąć KAŻ (!!!) jej klęknąć i zrobić Ci loda, a jak się będzie opierała
        i buntowała (a będzie !!!) rzuć ją na łóżko i pokaż jej kto ma w tym związku
        testosteron. Musi czuć twoją dominację w tym związku, twoją obojętność tak by to
        ona zabiegała o czułość.
        Zobacz jak zareagowała jak zgasłeś, jak w Tobie coś pękło. Przemyśl to. Jak ją
        olałeś sama przyszła w łaskę. Musisz się pogodzić z faktem że za żonę masz taką
        trochę kobietę fatalną. Zycie z nią już zawsze będzie takim ścieraniem się
        żywiołów. Tylko w taki sposób uzyskasz w jej oczach szacunek, pożądanie.

        Czy da się to posklejać ?? Da.
        Tylko czy będziesz potrafił żyć z taką kobietą. Musisz zrozumieć jej psychikę.
        Ona nie potrzebuje ciepłego misia. Dużo większe szanse ma u niej zimny cham co
        to będzie setki razy przepraszał a ona będzie mu wybaczała i wybaczała....
        Musi w Tobie zobaczyć twardego, zdecydowanego faceta, samca któremu nie
        podskoczy, o którego ONA będzie musiała zabiegać tak jak to czyni teraz, a jak
        już Ty ją swoim chłodem, olewatorstwem, zimnym prysznicem doprowadzisz do
        granicy rozstania, wtedy zafunduj jej tą kolację ze świecami. Niech najpierw
        zatęskni a później doceni romantyzm jaki jesteś w stanie jej zaoferować. I jak
        już się znowu zrobi cukierkowo, zaczynasz całą zabawę od początku ... i tak
        przez najbliższe 30 lat.. Lubi huśtawki nastrojów, męczy ją sielanka... fundnij
        jej to co tak kocha, niech poczuje jak to fajnie.

        Musisz się stać kimś dokładnie przeciwnym niż jesteś teraz. Niestety, Twoja
        wizja romantycznego faceta podziała na 8 z 10 kobiet ale miałeś pecha... ten
        model tego nie łyka.

        Jednak powtarzam... nie pasujecie do siebie. Kochasz ją ale dzień po dniu
        będziesz się przy niej wypalał, bo ty jesteś inny, Ty czego innego w związku od
        kobiety potrzebujesz. Kiedyś wypali się Twój zapał, Twoja siła, energia... może
        spotkasz kobietę która na widok kwiatów rozpłynie się w Twoich ramionach, wtedy
        odejdziesz mówiąc że żyłeś z zimnym głazem przez lata.

        Najlepsze jest to że są faceci którzy tylko z taką kobietą jak Twoja żona mogą
        żyć, bo wszystkie inne będą ich nudzić, tak jak ty teraz nudzisz swoją żonę. Po
        prostu... musi trafić swój na swego.

        Powodzenia.

        Pozdrawiam
        Avide

        PS. Wpadnij tu za rok i napisz jak to się skończyło.
        • lookbill Avide :) 13.12.07, 19:29
          Twoja wypowiedź jest po prostu boska!
          Czytałam z zapartym tchem :)
          • druginudziarz Re: Avide :) 31.12.07, 05:31
            lookbill napisała:

            > Twoja wypowiedź jest po prostu boska!
            > Czytałam z zapartym tchem :)

            A w dodatku może mieć rację ;)

            Tylko widzę "małe ale", mianowicie z tym rzucaniem na łóżko. Dla dzieci nie było
            by to miłe, chyba. Tzn na pewno nie miłe ale może to bez znaczenia?
            I wątpliwość druga. Wydaje mi się, że jest podtyp "typu fatalistycznego", że po
            rzuceniu na łóżko (=każdym akcie braku akceptacji, ew. przemocy) kobieta zamknie
            się w sobie i już nie otworzy. Czyli w typie: "miałam rację że musiało sie coś
            złego wydarzyć, teraz jedyny problem by jak najmniej bolało".
    • renebenay po co komplikowac sobie zycie 04.12.07, 20:18
      Osobiscie w takiej sytuacji bym juz wczesniej odszedl-raczej bym ci radzil abys
      raz na tydzien na kilkanascie minut wpadl do chalupy aby zobaczyc
      corke,powinienes pokazac zonie ze,tez potrafiles sie nauczyc byc obojetny.Byc
      moze z czasem ona zrozumie i bedzie chciala abys wrocil,nie wiem czy to by bylo
      z uczucia czy raczej z potrzeby i w takiej sytuacji bym radzil wielka
      ostroznosc aby znowu nie w depnac w g...o.Pozdr.
      • alicjat5 Re: po co komplikowac sobie zycie 05.12.07, 21:38
        Przede wszystkim cala energie i czas poswiec corce.Bo to ona bedzie ofiara
        Waszego zwiazku.
        Sam piszesz,ze zona nie okazuje jej czulosci i nie daje ciepla.
        Zrob wszystko,by opieke nad dzieckiem dano Tobie.
        Az mnie serce boli jak mysle o tej dziecinie.Ty jestes dorosly,poradzisz
        sobie.Priorytet-walcz o corcie.
        • aserka Twoi poprzednicy.. 06.12.07, 00:39
          Nie powinies porownywac sytuacji poprzednich zwiazkow Twojej zony do
          swojej.. To wlasmnie z Toba wzilea slub i to z Toba ma dziecko.
          Jestes wyrozniony..

          Zycie z malym dzieckiem samej.. to wielki bagaz, to multum spraw
          codziennych, to obowiazkii, ktorych przy dwoch osobach nie widac

          a swoja droga-bardzo szybka decyzja, aby sie pobrac...2 lata to
          blyskawica, zlaszcza ze z doswiadczena wiem, ze poczatki sa zawsze
          cudowne

          • undostres Re: Twoi poprzednicy.. 07.12.07, 11:13
            wydrukuj sobie post Avide i zdecyduj czy mozesz tak zyc, bo inczej
            nie bedzie....

            chyba naleze do tego typu kobiet, ale, jak to zawsze w zyciu bywa,
            wcale mnie do tych zimnych nie ciagnie... za to tym misiom urzadzam,
            musze sie przyznac, pieklo...
            smutne to, ale tak wlasnie jest.
            to, co Ty jej dajesz, w ogole do niej nie trafia, nie tego oczekuje,
            nie za to bedzie Cie kochac i pozadac-((((
            • undostres Re: Twoi poprzednicy.. 07.12.07, 11:16
              aha, jeszcze jedna rzecz. wydaje mi sie, ze treaz panuje w domu
              spokoj bo w jej glowie sprawy poukladaly. masz zlozyc papiery
              rozwodowe, jej meka sie skonczy... nie zdziw sie jak za niedlugo
              wybuchnie awantura, czemu jeszcze tego nie zrobiles....
              ale sama nie zlozy....
              jestem prawie pewna, przynajmnie jeszcze nie.
              • kanapony Re: Twoi poprzednicy.. 14.12.07, 01:58
                pewnie, że nie złoży!

                ludzie z uczciwymi zamiarami sami składają
                ci, co kombinują - chytrze chcą, by to małżonkowie składali

                a w sądzie się okaże, że to Misiek był ten zły, to ona chciała
                utrzymac związek, ona walczyła ale on nie pozwolił...

                w moim przypadku to nawet zostały wydrukowane pozwy i podsunięte -
                tylko podpisac i zanieśc do sądu (nawet opłatę chciał zrobic!)
                a jako powód - alkoholizm i bicie
                (perswadował, że to pomoże - przyspieszy rozwód i będzie on z
                orzeczeniem z jego winy)
                na pewno wiecie, jak łatwo udowodnic, że człowiek nie pije.,..
        • druginudziarz Re: po co komplikowac sobie zycie 31.12.07, 05:36
          alicjat5 napisała:

          > Przede wszystkim cala energie i czas poswiec corce.Bo to ona bedzie ofiara
          > Waszego zwiazku.
          > Sam piszesz,ze zona nie okazuje jej czulosci i nie daje ciepla.
          > Zrob wszystko,by opieke nad dzieckiem dano Tobie.
          > Az mnie serce boli jak mysle o tej dziecinie.Ty jestes dorosly,poradzisz
          > sobie.Priorytet-walcz o corcie.

          Hehe, "córcia". I tak jest duża szansa, że wyrośnie na potwora, niezależnie kto
          się będzie nią opiekował. Modliszka rodzi modliszkę, takie są prawa natury.
    • gonia64 Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 11.12.07, 13:38
      Zgadzam się z avide.
      Jednak czy warto zatracać swoją osobowość po to aby zaspokoić jej
      oczekiwania?

      Czy przy zmianie swojego postępowania nie będziesz miał dość za 10,
      20 lat takiego udawania bycia kimś innym niż jesteś?

      To bardzo trudnie zmienić siebie o 360 stopni. Wiem coś o tym.

      Zazdroszczę Twojej żonie, że trafiła na takiego faceta i żal mi jej
      że nie umie docenić tego co ma.
      • avide Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 12.12.07, 11:35
        gonia64 napisała:
        >
        > To bardzo trudnie zmienić siebie o 360 stopni. Wiem coś o tym.
        >

        eeee tam, z tego co mi wiadomo 360 stopni to tyle samo co 0 stopni czyli nie
        robiąc nic zaliczasz 360 stopni :))))
        180 stopni ... to jest sztuka :))))).
        Pozdrawiam.
        Avide
        • gomory Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 12.12.07, 15:41
          > eeee tam, z tego co mi wiadomo 360 stopni to tyle samo co 0 stopni czyli nie robiąc nic zaliczasz 360 stopni :)

          No nie calkiem. Bo zauwaz, ze zanim wrocisz w miejsce startu to musisz zaliczyc wszystkie po drodze :P. Ilez to doswiadczen nalapiesz ;).
          • kanapony Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 14.12.07, 01:59
            a jak to ni8e obrót tylko salto ?
            to dopiero sztuka!
    • al9 separacja 11.12.07, 15:49
      Misiek!
      nie bądź smutny!
      na pewno rady - zimy chów i zmiana nastawienia są słuszne - ale
      praktycznie niewykonalne..
      Przebywanie pod jednym dachem - będzie Wasz związek rozwalać..
      Moja rada - chwilowa separacja. Miesiąc. Dwa. Trzy.
      a potem powazna rozmowa i zobaczysz jak będzie..
      Próbuj ratować małżeństwo ale nie za wszelką cenę.. Nie za cene
      własnej godności...
      Daj jej od siebie odpocząć. Moze zrozumie.
      ale nie maiłbym zbyt wielkiej nadzieji.. Chyba jest wampirem
      energetycznym :-(
      Pozdr
      al
    • kanapony Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 14.12.07, 01:32
      pierwsza myśl - ja bym odeszła
      taka rodzina gorzej odbije się na dziecku niż brak rodziny
      sama wolałabym, aby moi rodzice rozwiedli się lata temu, jak byłam
      dzieckiem

      druga myśl - dlaczego zakładasz, że rozwód = "zostawic ukochane
      dziecko"?
      nie myślę tu o walce, sądy są chyba coraz sprawiedliwsze w tej
      kwestii, może zostani z Tobą?
      ponadto- spróbowalibyście rozstac się bez orzekania o winie i przy
      wspólnej opiece nad dzieckiem...
      jeszcze się okaże, że Ci je podrzuci na chwilę - zajęta nowym
      związkiem - i zostanie na zawsze...

      a teraz zabieram się za czytanie innych odpowiedzi na Twój post
      ;)
      • kanapony Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 14.12.07, 02:01
        może - jak już skończymy Ci tu7 radzic ;) pokaż żonie ten wątek??
        może choc na terapię się zgodzi? - kilka wątków świetnie do tego
        namawia (bo jest opartych o własne przeżycia)
        no i kilka postów musisz wyciąc... by nie podsuwac żonie jakichś
        pomysłów na machlojki w sądzie ;)
        • anna.p1 Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 14.12.07, 09:23
          wiesz co misiek-nie warto. ja mam taka sama sytuacje w malzenstwie.
          moj maz oswiadczyl, ze nawet nie chce mu sie juz starac i ma mnie
          centralnie gdzies. po tej wypowiedzi cos we mnie umarlo i nawet nie
          chce mi sie z nim rozmawiac. nie chce tak zyc przez nastepne 10 lat,
          bo zwariuje... a najbardziej ucierpia na tym moje blizniaki. chce
          zamknac ten rozdzial w zyciu. moze kiedys spotkam kogos takiego jak
          ty, kto wie ze zwiazek dwojga ludzi, to nie tylko radosci, ale tez
          problemy, ktore trzeba wspolnie rozwiazywac. uwazam, ze powinienes
          zakonczyc ten zwiazek dla siebie i swojej coreczki.
          • vuurvliegje Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 14.12.07, 09:34
            Jak najbardziej terapia.Moze pomoc,a nic nie stracisz.Bedziesz przynajmniej
            wiedzial,ze zrobiles wszystko,zeby ratowac malzenstwo.Zadnej arogancji czy
            nasmiewania sie z zony,ohyda!
    • joasinska1 Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 28.12.07, 01:52
      Po prostu nie wierzę że to napisał facet...Gdzieś ty sie uchował, jak już się
      rozwiedziesz napisz do mnie, w małym palcu od nogi mam więcej ciepła i miłości
      niż twoja żona w całym ciele.Fakt chyba szukała łosia a potem myślała że juz go
      ma na wyłaącznośc to nawet przestała o niego minimalnie dbać. Jeśli do tego
      dodasz że jest klasyczna pięknością to portret mamy gotowy. Z ładnego garnka się
      nie napijesz jak mawiała moja koleżanka ;) Bo ja trafiam na samych egoistów
      którzy nawet w łóżku są do bani by myślą tylko o sobie...
      • pomarancza1977 Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 28.12.07, 04:00
        oczywiscie ,ze warto rozmawiac ja sama bylam zimna suka, ktora faceta traktowala jak fajna zabawke, hm pilota do telewizora;)
        az sie zbuntowal, chyba spadly mu rozowe okulary i zazadal traktowania go w tym zwiazku na rowni ze mna...najpierw sie wkurzylam "ze jakto to taK? ja rozpieszczona coreczka tatusia , ktorej zawsze wszystko podawano pod nos mam teraz komus'uslugiwac..a w zyciu'
        no ale tak gdy emocje opadly przyjrzalam sie sobie swojemu pustemu zyciu bez uczuc, zimnemu cialu i powoli bo powoli zaczelam byc'lepsza' starac sie nie myslec'ja' a 'my'- facet nadal jest moim facetem i nie jest jeszcze idealnie ale z kazdym dniem coraz lepiej:)
        taki zimny prysznic dobrze jej zrobil- naprawde zasluguje na druga szanse ( nie zdradzila cie, nie okradla, nie zamordowala Twojego kota...) DAJ JEJ JA:)
        • psychopatka.0 Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 28.12.07, 15:37
          Ja też chyba jestem taką zimna suką a mój mąż to tzw typ miękki,
          który sam nie wywołuje awantur ale bywa arogancki, zachowuje się
          irracjonalnie i bywa nawet ze chamsko, kiedy wymagam od niego
          określonych zachowań względem mnie lub dziecka, ale te chamskie
          zachowania bynajmniej nie przybliżają mnie do niego, raczej
          upewniają w tym, że decyzja o rozwodzie będzie rozsądnym wyjściem.
          Ja na miejscu Twojej żony nie rozwodziłabym się właśnie dlatego, że
          starasz się o związek, nie można Tobie nic zarzucić jeśli chodzi o
          odpowiedzialnosć za rodzinę, udział w wychowywaniu dziecka i
          okazywanie zainteresowania żonie. Mnie tylko to byłoby w stanie
          zatrzymać. Mój mąż jednak nie jest tak idealny jak Ty, sam nie daży
          do przytulania, nie rozumie mojej tego, że ja pomimo że nie pracuję
          tylko jestem z dzieckiem w domu, jestem tym stanem zmęczona i
          znuzona. Co gorsza, moja mama podobnie jak matka Twojej żony ma o
          mnie podobne zdanie, uważa mnie za egocentryczkę, egoistkę i nie
          rozumie mojego zmęczenia i znużenia siedzeniem w domu i tym, że
          jedyne co mogę i POWINNAM robić to wychowywać potomstwo i jeszcze
          mieć siły na dbanie o samopoczucie męża. Ja przepraszam, ale krew
          mnie zalewa na samą myśl, że tak mało zrozumienia spotyka
          nieracujące kobiety wychowujące dzieci, nie tylko ze strony mężów,
          ale często ich rodzonych matek. Szczerze, to uważam, że Twojej zonie
          na dobre wyjdzie i pomoże wyjść z marazmu kiedy znajdziesz jej
          niańkę a ona będzie mogła pójśc do pracy i zyska także czas na
          zajecie się swoimi zainteresowaniami. Naprawdę trudno jest kobiecie
          być dobrą matką, żoną kiedy jej życie jest monotonne. Męzowie
          powinni to rozumieć i dla własnego dobra umożliwić żonom
          realizowanie sie np zawodowo bądź zająć jakimiś zainteresowaniami.
          • smutny_misiek Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 30.12.07, 17:19
            moja żona realizuje się zawodowo - pracuje normalnie - nigdy (poza
            urlopem wychowawczym) nie była nieczynna zawodowo.

            A opiekunke do dziecka mamy :)
            • druginudziarz Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 31.12.07, 05:44
              smutny_misiek napisał:

              > moja żona realizuje się zawodowo - pracuje normalnie - nigdy (poza
              > urlopem wychowawczym) nie była nieczynna zawodowo.
              >
              > A opiekunke do dziecka mamy :)

              A chociaż ładna ta opiekunka?
            • anetus28 Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 01.01.08, 14:58
              smutny_misiek napisał:

              > moja żona realizuje się zawodowo - pracuje normalnie - nigdy (poza
              > urlopem wychowawczym) nie była nieczynna zawodowo.
              >
              > A opiekunke do dziecka mamy :)


              Sprawdz pocztę i napisz czy coś się wyjaśniło.
          • druginudziarz Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 31.12.07, 05:55
            psychopatka.0 napisała:

            > Ja też chyba jestem taką zimna suką a mój mąż to tzw typ miękki,
            > który sam nie wywołuje awantur ale bywa arogancki, zachowuje się
            [ciach]
            >Ja przepraszam, ale krew
            > mnie zalewa na samą myśl, że tak mało zrozumienia spotyka
            > nieracujące kobiety wychowujące dzieci, nie tylko ze strony mężów,
            > ale często ich rodzonych matek. Szczerze, to uważam, że Twojej zonie
            > na dobre wyjdzie i pomoże wyjść z marazmu kiedy znajdziesz jej
            > niańkę a ona będzie mogła pójśc do pracy i zyska także czas na
            > zajecie się swoimi zainteresowaniami. Naprawdę trudno jest kobiecie
            > być dobrą matką, żoną kiedy jej życie jest monotonne. Męzowie
            > powinni to rozumieć i dla własnego dobra umożliwić żonom
            > realizowanie sie np zawodowo bądź zająć jakimiś zainteresowaniami.

            To wprawdzie wątek misia ale nie mogę się opanować:
            No zaraz zaraz, a kto Cię zamknął z dzieckiem i skazał na monotonne życie??
            Dlaczego opiekowanie się niemowlęciem jest "monotonne"? Co zamyka drzwi i
            uniemożliwia wyjścia z dzieckiem?
            No bez jaj, aż tak absorbującym zajęciem to to nie jest, monotonnie to zaczyna
            być jak dzieci są starsze i ruchliwe i trzeba z nimi się bawić, no ale tu już
            żłobek i przedszkole pomaga.
    • smutny_misiek Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 31.01.08, 14:14
      No i nastąpił ciąg dalszy - jeśli kogoś interesuje ta historia...

      Przeżyliśmy 3 tygodnie na statusie rozwodu - mieszkanie razem ale
      osobno.

      Potem była długa szczera rozmowa że zrobiliśmy źle i szkoda niszczyć
      to co mamy. Długie deklaracje ze strony mojej żony że wie co robiła
      źle, że się zmieni, że się będzie starała, że mnie kocha i że
      zrozumiała co straciła.

      No i się starała - całe 3 tygodnie, a potem znowu się zrobiła taka
      jak była przedtem.

      Wytrzymałem jeszcze kilka tygodni, potem jej powiedziałem że znowu
      jest taka sama, że odpuściła sobie - skończyło się awanturą, po
      której następnego dnia musiałem wyjechać - przez 5 dni się nie
      odezwała słowem, żadnego sms'a, choć do niej pisałem i dzwoniłem.

      A dziś wróciłem dzień wcześniej z tej 5-dniowej podrózy służbowej i
      podczas robienia prania znalazłem w koszu na bieliznę jej
      najładniejszą najseksowniejszą bieliznę, używaną tylko przy
      wyjątkowych okazjach, brudne kieliszki do wina w zmywarce i świeżo
      wypraną pościel na suszarce...

      A najdziwniejsze jest to że nie jestem zrozpaczony ani załamany -
      wręcz przeciwnie - teraz wreszcie straciłem wszystkie resztki uczuć
      do niej - nareszcie wszystko zrozumiałem - teraz czuję tylko odrazę.

      Nareszcie się ten koszmar skończył!!! Tylko dziecka żal

      mogę zacząć życie od nowa

      pozdrawiam
      • verdifirst Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 31.01.08, 23:01
        Powodzenia w nowym życiu!
        Mnie się zdaje że za dobry byłeś i trafiłeś na osobę która to wykorzystała...
        Pozdrawiam
    • san1 Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 31.01.08, 17:41
      misiu mam to samo ,narazie bez kieliszkow.ona zimna do bólu ja taki
      ciepły uśmiechnięty i czekający na rozkazy misiek,ona namawia mnie
      na rozwód nie wiem co bedzie dalej pozdrawiam
      • ab554 Re: Rozwód - czy po decyzji warto jeszcze rozmawi 31.01.08, 23:46
        Misiu , to moze byc pic na wode.Taka gra.Zeby sie na Tobie zemscic, zebys myslal
        , ze stalo sie to najgorsze , ale i tak swiadczy to o tym ze dziewucha powinna
        sie leczyc.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka