malzenstwo a roznice w libido

06.12.07, 11:03
To jest proste jak drut. Ja niemal nimfomanka najchetniej sex
codziennie no moze nie codziennie no ale tak pare razy w tyg by bylo
fajnie. On najchetniej w ogole zero seksu. Rozmowy byly na ten temat
klotnie obiecal ze sie poprawi, ale to chyba nie mozna sie w tej
kwestii poprawic, mozna? bo jak ktos ma takie libido jakie ma to juz
chyba nie da sie tego zmienic ? a mamy sie pobrac za jakies 2 tyg,
mam coraz wieksze watpliwosci, wszystko jest super, poza seksem
wlasnie. Tak bylo od poczatku to ja zawsze zaczynalam... za kazdym
razem bojac sie odrzucenia, czasami sie udaje czasami nie a i tak to
nie jest to co mnie zadowala - bo On chce przewaznie miec to juz
z 'glowy' i na szybko pyk i daj mi w koncu sw. spokoj. Poza tym jest
super, dobrze sie dogadujemy i w ogole, kochamy sie. Ale boje sie ze
juz tak bedzie zawsze :( juz mi zle a co bedzie pozniej ? oczywiscie
obiecal ze sie poprawi jakos znaczacej poprawy nie widze poki co :(
No i mamy Dziecko. Jest cudownym Ojcem.
    • jakniejatokto Re: malzenstwo a roznice w libido 06.12.07, 11:10
      z doswiadczenia ci powiem, ze nie bedzie lepiej i nic sie nie
      poprawi (w tym miejscu przemawia moja frustracja). Gdyby sie mialo
      poprawic, to by sie poprawilo juz dawno. Takie jest moje zdanie, ale
      moze ja sie nie znam.
      Ktos kiedys porownal seks do jedzenia (moim zdaniem slusznie). Jak
      ktos nie lubi duzo jesc, to nie ma sensu wpychac mu jedzenia na sile
      do ust. Jak ktos jest obzartuchem, to chyba troche okrucienstwem
      jest go glodzic.
      • deux-points Re: malzenstwo a roznice w libido 08.02.08, 18:25
        Potwierdzam, raczej nic się zmieni. A jeżeli już to na krótko.
    • a.b1 Re: malzenstwo a roznice w libido 06.12.07, 11:26
      załatw to przed śłubem, potem będzie jeszcze gorzej, tylko
      frustracja i płacz w poduszke, za duzo tu było takich samych
      historii...zreszta i moja była podobna...zakończona rozwodem...masz
      niewiele czasu ale załatwiaj, radze szybką wizyte u psychologa,
      jeśli się okarze że pod względem temperamentów sobie nie
      odpowiadaćie to musisz sam zastanowić się nad tym jka wazny jest
      seks dla Ciebie i jak długo możesz wytrzymac bez seksu, pozatym jaka
      masz wytrzymałość psychiczną na wieczne żebranie o seks...jesli ze
      wszystkim dasz sobie rade to ok bierz ten slub....jesli masz jakieś
      wątpliwośći to sugeruje przełożyć termin ślubu i powoażnie wziąść
      się za reforme związku
      • zelm71 Re: malzenstwo a roznice w libido 06.12.07, 12:25
        Nie wychodź za niego. Obiecanki cacanki - może się poprawi a może
        nie. Brak sexu w małżeństwie to prędzej czy później rozwód. Są
        faceci którzy mogą to zmienić ale czy twój luby zalicza się do tego
        gatunku trudno powiedzieć. Może on chce mieć gosposię w domu -
        ugotuje, posprząta, wypierze i może nawet nosek powyciera. A co Ty z
        tego będziesz miała?
    • hawwah22 Re: malzenstwo a roznice w libido 06.12.07, 12:51
      wyjsc wyjde za Niego za maz bo nie chce rzucac slow na wiatr, bo juz
      wszystko zalatwione, boo.. nie chce zawiesc rodziny, no ale przede
      wszystkim - bo jest wspanialym ojcem! nie chce tego zabierac Dzidzi,
      moze ja za duzo siedze w domu, mam za duzo wolnego ze mi takie psoty
      w glowie, jak bym pracowala od switu do zmierzchu ani bym o seksie
      nie pomyslala, moze sie musze jakos hmm 'uspic' w tej kwestii i juz
      tylko jak? do pracy od rana do nocy nie pojde narazie, On pracuje
      normalnie po 8 godz, myslalam ze to przez prace, ze zmeczony, ale to
      samo jest jak ma wolne, poza tym dobrze sie dogadujemy, pytanie
      tylko czy mozliwe jest aby jakos to zmienic ? jak nie u Niego, to u
      mnie ?
      • zelm71 Re: malzenstwo a roznice w libido 06.12.07, 13:05
        Mój brat ożenił się z dziewczyną która była w ciąży ale ożenił się
        wyłącznie dlatego bo chciał być honorowy i odpowiedzialny wobec niej
        i rodziny. Po 10 latach koszmaru (a ona była jak terminator -
        wyjątkowo złośliwa i intrygantka) - rozwód. Teraz ożenił się
        ponownie z miłości i jest szczęśliwy.
        Praca większego wpływu tu nie ma. Ja tyram na etacie i jeszcze
        ciągnę własną firmę a żona pracuje i studiuje a sex uprawiamy
        praktycznie codziennie a nawet często wieczore i rano.
        Twojego libido nie da się zmniejszyć zresztą po co? Jeśli ktoś się
        musi zmienić to właśni ON.
        Ale coś czarno to wszystko widzę. Jedyna metoda to rozmowa. Może
        spróbuj coś nowego w seksie. Nawet "loda" trzeba umieć zrobić bo
        jest lodzik i looodzik. Pogadaj znim jakie ma pragnienia.
        PS. Mój brat też był dobrym ojcem do dziś spotyka się z synem 2 razy
        w tygodniu ale reszta to katastrofa.
        • rarely Re: malzenstwo a roznice w libido 17.12.07, 18:50
          Praca większego wpływu tu nie ma. Ja tyram na etacie i jeszcze
          > ciągnę własną firmę a żona pracuje i studiuje a sex uprawiamy
          > praktycznie codziennie a nawet często wieczore i rano.

          i jeszcze udzielasz sie na forum brak seksu w malzenstwie
      • glosatorr Ostrzegam - bez obwijania w bawełne. 06.12.07, 13:12
        hawwah22 napisała:

        > wyjsc wyjde za Niego za maz bo nie chce rzucac slow na wiatr, bo
        juz
        > wszystko zalatwione, boo.. nie chce zawiesc rodziny, no ale przede
        > wszystkim - bo jest wspanialym ojcem!


        No to super - ze wzgledów organizacyjnych, bo jest dobrym ojcem (ale
        kochankiem do dupy) - wyjdziesz za niego za mąż mimo, że ejsteś
        typem nimfomanki. Ok - poczytaj sobie listy tych Pań, które miały
        dokładnie ten sam problem, popełniły dokładnie ten sam błąd co ty -
        czyli nie chciało im sie nawet przesunąc daty ślubu - i potem tu
        leją ślozy, podejrzewają mężów o zdradę, walą teksty w stylu "ale
        byłam głupia" etc. Uprzedzę to więc co tu zapewne za jakiś czas
        napiszesz. Jesteś .... ugryzłem się... nie powiem jaka jesteś.

        >nie chce tego zabierac Dzidzi,

        Ha ha ha - teraz Dzidzia nie kuma nawet co się zaczyna dziać. Na
        razie się wszystko pierniczy -a dzidzia chce wyłacznie papu i pać.
        Ale jak podrośnie i zobaczy, że tatuś i mamusia nie rozmawiają,
        potem usłyszy teksty w stylu "Ty głupia cip...." a Ciebie zobaczy
        szlochającą albo znikającą (nieobecną z powodu oficjalnie nawałów w
        pracy a nieoficjalnie szukającą i zaspokajająca się w ramionach
        kochanka), kiedy nie będzien wiedziało jak się zachowują kochający
        ludzie - to w efekcie końcowym: spierniczysz życie sobie, męzowi i
        dodatkowo dziecku i nawet swoim wnukom i jego przyszłemu/ej
        Partnerowi/erce! jak to się nazywa? Brak przewidywania skutków
        błędnych decyzji? Czy krótkowzroczność?

        > moze ja za duzo siedze w domu, mam za duzo wolnego ze mi takie
        psoty
        > w glowie,

        Nie - generalnie takie myśli mają zdrowe kobiety, które po prostu
        mają potrzeby których nie tłumią w sobie albo które wiedzą, że bycie
        w związku to coś więcej niż życie z sublokatorem, który zrobił
        dziecko sublokatorce.
        W tym co piszesz nie ma ani grama rozsądku, żadnego wyciągania
        wniosków z popełnionych błędów i co najgorsze - brak przewidywania
        konsekwencji swoich działań. Na ile znam życiem, młoda jesteś...

        > jak bym pracowala od switu do zmierzchu ani bym o seksie
        > nie pomyslala,

        Nie łudź się. Jeśli teraz przy dziecku nie potrafisz sobie
        kompensować braku seksu - to będzie tylko gorzej. Napewno koledzy w
        pracy, klienci - będa zadowoleni - a jak w końcu odkryje powody
        twojej nieobecności Twój mąż - to możesz nawet stracić kontakt z
        dzieckiem :-) i co - nadal chcesz brac slub?
        Świetnie - już zbieraj na adwokatów ;))

        > moze sie musze jakos hmm 'uspic' w tej kwestii i juz
        > tylko jak?

        Możesz - lobotomią!

        > do pracy od rana do nocy nie pojde narazie, On pracuje
        > normalnie po 8 godz, myslalam ze to przez prace, ze zmeczony,

        Poważnie? Facet po przewaleniu wagonu z węglem potrafi mieć taką
        chcicę! że nawet nie wiesz co to znaczy chcica u faceta.
        Jak Ci facet mówi "Nie" zwalając na zmęczenie po 8 godzinach na
        etacie - uwierz, że wciska Ci kit.

        > ale to
        > samo jest jak ma wolne,

        Ja to wiem i wie to większość piszacych i czytających tutaj!
        Takie niechcenie - to nie zmęczenie! To wymówka - a przyczyna?
        Zapytaj się czemu się miga - czy już zalicza panienki na boku
        czy może jest geyem? Jest jeszcze kilka innych powodów - ale z tym
        nie na to forum ale do seksuologa


        > poza tym dobrze sie dogadujemy,

        Jak dobrze? Czy tak dobrze - że bylibyście wspaniałymi przyjaciółmi,
        ale na małżeństwo na związek to ppredyspozycji nie macie żadnych?

        > pytanie
        > tylko czy mozliwe jest aby jakos to zmienic ? jak nie u Niego, to
        u
        > mnie ?

        Wszystko jest mozliwe - wszystko - możesz zacząć od siebie i
        wegetowac jako kaleka po lebotomii - takie warzywko, które zamiast
        się zaprzyjaźnić z facetem zakłada z nim związek z g óry skazany na
        porażkę! Co za głuupota!


        Sorry - nie mogłem się powstrzymać!
        • triss_merigold6 Dodam 06.12.07, 13:23
          Jestem absolutnie przekonana, że można wychować szczęśliwe dziecko
          niekoniecznie żyjąc z jego ojcem (dziecka oczywiście). Im młodsze
          tym lepiej zniesie rozstanie rodziców i przyzwyczai się do obecności
          ojca np. 2x po południu + weekendy zamiast codziennie. NIC nie stoi
          na przeszkodzie aby taki ojciec wykonywał normalne czynności
          opiekuńczo-wychowawcze: karmił, odbierał czasem z przedszkola, kąpał
          wieczorem, rozmawiał, czytał. Wystarczy, żeby matka umożliwiała
          takie normalne kontakty u siebie w domu + pozwalała na spędzanie
          przez ojca czasu z dzieckiem poza domem.

          BTW nawet małe dziecko świetnie wyczuwa cichą agresję, narastającą
          złość, pretensje, wzajmne obwinianie się. Tu rzekoma "przyjaźń i
          porozumienie" skończy się natychmiast jak tylko pani poczuje się
          głęboko i trwale olewana i lekceważona.
        • misssaigon korekta 08.12.07, 08:15
          zabieg chirurgiczny , o ktorym piszesz nazywa sie "lobotomia":))

          a wracajac do watku - moze wystarczy , ze maz zmacha autorce szóstke dzieci a
          wtedy "psoty" beda mialy szanse zostac na marginesie:))
    • triss_merigold6 Re: malzenstwo a roznice w libido 06.12.07, 13:16
      Cudów nie ma. Nie poprawi się a jeśli już to na chwilę. Ty będziesz
      coraz bardziej sfrustrowana i albo zaliczysz depresję albo prędzej
      czy później znajdziesz kochanka a wtedy klasyka tematu - kwasy,
      rozwód, nieprzyjemności etc.
      Świetnymi rodzicami mogą być ludzie nie mieszkający ze sobą pod
      jednym dachem jesli kontak ojca z dzieckiem jest regularny i nie
      ogranicza się do wyjścia do McDonalda w niedzielę. Cudowny ojciec
      niekoniecznie jest cudownym partnerem dla matki swojego dziecka.
      W imię pełnej rodziny przez następne lata mieć niezaspokojone
      istotne dla Ciebie potrzeby? Możesz oczywiście spróbować ale to
      kanał, wierz na słowo.
      • wiktoriada111 Re: malzenstwo a roznice w libido 06.12.07, 13:25
        Ja dokładnie przez taki układ trafiłam na to forum.
        Świetny facet, ciepły, kochany, świetnie nam się gadało,
        potrafiliśmy przegadać cały wieczór, wyglupiać się, uwielbiałam z
        nim jarać trawkę bo z nikim innym jak z nim łapaliśmy te
        same "fazy", uwielbiałam z nim chodzić na zakupy, bo zawsze mi
        pakował rzeczy z koszyka, zabierał mnie wszędzie samochodem,
        mieliśmy świetnych wspólnych znajomych, mogliśmy razem milczeć,
        spcerować, kąpać się, jeść , gotować...wszystko... był prawdziwym
        przyjacielem... tylko co z tego jak ja co noc ryczałam i
        zastanawiałam się czy go jeszcze pociągam, bo w pewnym momencie po
        prostu przestaliśmy się ze sobą kochać... Jako przyjaciel do tej
        pory sie sprawdza i nadal się lubimy, ale jako para
        unieszczęsliwilibyśmy się nawzajem...
        Miej w nim przyjaciela,ale na pewno nie meża. Miej w nim świetnego
        ojca dla swojej dzidzi ale nie partnera dla siebie...
        kiepskiego łóżka nie przeskoczysz, nie zastąpisz czymś innym...
        • glosatorr Re: malzenstwo a roznice w libido 06.12.07, 13:38
          wiktoriada111 napisała:


          > kiepskiego łóżka nie przeskoczysz, nie zastąpisz czymś innym...

          Gdzie tam! Zastąpi.
          Najpierw męża zastąpi wibrator - który będzie najlepszym
          przyjacielem na nocne smuty tak długo, az plastik będzie z niego
          odpadał. Potem zastąpią go mleczarz (jeśli takowy sie pojawi)
          hydraulik, dzielnicowy a może elektryk albo listonosz (jeśli potrafi
          donieśc avizo do adresata a nie zostawia go w skrzynce).
          Potem beda koledzy, może i kolezanki z pracy - jak dobrze to ukryje
          i mąż sie nie kapnie. Bo jak się kapnie - to wtedy mu na ambichę
          nadepnie, nastroszy się, będzie pokazywał jaki to z niego samiec!
          Pokaże to czego w łózku nie ma siły pokazywać! testosteron wrzaskiem
          mu się będzie wylewał albo ze łzami bedzie kapał!

          Masakra... sorry, ale mam dzisiaj jakąś alergie na głupote...
          • triss_merigold6 Re: malzenstwo a roznice w libido 06.12.07, 13:50
            E tam. Można próbować wytłumiać libido, są prochy, jest alkohol,
            można popaść w depresję albo nerwice, można wreszcie strzelić sobie
            drugie dziecko (trzecie, czwarte) z tym samym panem i przelać
            uczucia na dzieci. Tylko po kiego?
            • glosatorr Re: malzenstwo a roznice w libido 06.12.07, 14:08
              triss_merigold6 napisała:

              > E tam. Można próbować wytłumiać libido, są prochy, jest alkohol,
              > można popaść w depresję albo nerwice, można wreszcie strzelić
              sobie
              > drugie dziecko (trzecie, czwarte) z tym samym panem i przelać
              > uczucia na dzieci. Tylko po kiego?

              No jeszcze mozna sie powiesić ;)
              Ja bym dzieci w to nie wciągał.... dzieci to ani środek do celu ani
              antidotum.
    • avide Re: malzenstwo a roznice w libido 07.12.07, 15:21
      O ile w przypadku kobiety to różne możliwe są cuda pod tytułem ciąża, burza
      hormonów, magiczna trzydziestka, rycząca 40-stka itd. i jej libido może sie
      obracać wręcz o 180 stopni, to w przypadku faceta sprawa jest raczej jasna i prosta.

      To po było na początku to max. Później będzie tak samo lub gorzej. Chodzi mi
      tutaj oczywiście jednie o potrzeby ilościowe bo jakościowo akurat wiek "służy"
      facetowi.
      Ilość zbliżeń taka jak jest bez żadnych wspomagaczy, czy zaczepiania taka już
      pozostanie.

      Jemu się więcej nie zachce. Jeśli jest to dla Ciebie niewystarczające będziesz
      rwała włosy w głowy tłomacząc sobie że on taki cudowny ojciec i coraz bardziej
      jednocześnie popadając we frustracje. Niestety... facet jest prosty w obsłudze
      jak konstrukcja cepa. Wiesz co bierzesz, my faceci mamy duuużo gorzej w tym
      względzie ;))).

      Raczej Cię nie pocieszę jeśli takiej odpowiedzi oczekiwałaś. Będzie tylko
      gorzej. Jak będziesz miała odrobinę szczęścia może utrzyma się na tym samym
      poziomie. Zastanów się czy jesteś w stanie tak żyć ???

      Pozdrawiam.
      Avide
      • tlustaklucha Re: malzenstwo a roznice w libido 10.12.07, 00:30
        A może to przejściowy kryzys?
        Ja mam podobnie z moim partnerem. Strasznie nie chcę odejść od
        niego. Ale z seksem jest bardzo marnie. Jesteśmy ze soba trzy lata,
        na początku było juz dziwnie, potem coraz rzadziej, a teraz wcale.
        Mamy dla siebie badzro dużo czułości, tulimy się, całujemy, razem
        kąpiemy, tylko tego brak.
        Ja mam kłopot z agresją. Teraz jest już lepiej, ale byłam kiedyś,
        na początku bardzo agresywna. cięłam sie w kółko, wrzeszczałam,
        miałam takie ataki, że latałam goła po domu i waliłam siebie i
        wszystko dookoła.
        Teraz już z tym jest lepiej - ja się leczę, on mówi, że się bardzo
        zmieniłam. Ja juz się tak nie boję wchłonięcia przez niego, jak na
        początku. nie boję się, że mi zrobi krzywdę. A na początku się
        bałam.
        Więc czy nie dlatego on nie chce się kochać?
        Kto by to wytrzymał bez żadnych skótków? To były ciągłe awantury o
        nic, naprawdę.
        Wieć, czy możecie się powstrzymać i nie oceniać mnie, a ocenić, czy
        jeśli ja juz będę dobra, to czy jego pożądanie ma szansę wrócić?
        • avide Re: malzenstwo a roznice w libido 10.12.07, 09:57
          tlustaklucha napisała:

          > Wieć, czy możecie się powstrzymać i nie oceniać mnie, a ocenić, czy
          > jeśli ja juz będę dobra, to czy jego pożądanie ma szansę wrócić?

          Wiesz co z tego co zdążyłem zaobserwować w swoim krótkim życiu to o czym piszesz
          to raczej marzenie ściętej głowy. Jeśli od samego początku było marnie jeśli
          chodzi o potrzeby nie wierzę w to, że jak się druga strona nagle stanie
          cukierkowa spowoduje to eksplozję pożądania.

          Jedyna szansa jest w tym, że facet od samego początku trwania związku, bardzo
          intensywnie się masturbował. Wtedy po prostu trzeba zwalczyć jego masturbację by
          przerzucił zainteresowanie z własnej ręki na kobietę. Jeśli od początku poszedł
          w prace i milion innych rzeczy NIE WIERZE że problem tkwi w kobiecie.

          Tłustaklucho... a propos Ciebie. Moja żona również przez pierwsze trzy lata
          związku była KOSZMARNA. Jazdy miałem regularnie o przysłowiowe byle g..o. Nie
          przeszkadzało mi to jednak mieć na nią ochotę ani trochę. Chciałem już odejśc
          ale z przyczyn charakterologicznych a nie przez seks.
          Po prostu jak się chce facetowi kochać to mu się chce i już. Jak mnie wkurzała
          za mocno i nie mogłem z nią wytrzymać uciekałem w masturbacje. Jak się ocieplało
          był normalny seks. Jednak aktywność seksualna była zawsze. Dlatego jeśli Twój
          partner robi to ale bez ciebie to faktycznie szansa jest. Jeśli zaś swoimi
          "jazdami" zabiłaś w nim i tak wątła jego seksualność ... sorry, pozostaje Ci
          rwanie włosów i pytania w stylu "Why ???"
          Takie moje zdanie. Czy właściwe ... pozostawiam do samodzielnej oceny.

          Pzdr.
          A.
    • lookbill Re: malzenstwo a roznice w libido 13.12.07, 19:40
      hawwah22 mam dokładnie identyczną sytuację- wprost mogłabym sie
      podpisać pod Twoim postem, a ślub za nieco ponad tydzień...
      • malinowy000 Re: malzenstwo a roznice w libido 17.12.07, 21:33
        oj dziewczyny co wy robicie? same sobie krzywdę
    • bulk1 Re: malzenstwo a roznice w libido 24.12.07, 10:45
      Hej..ja juz kilka lat po slubie i mam podobny problem z zona..moge
      powiedziec Ci ze niestety to sie nie poprawia..wrecz przeciwnie..ale
      jakbys miala ochotę połączyć "nimfomańskie" siły to się odezwij:)
      • joasinska1 Re: malzenstwo a roznice w libido 28.12.07, 01:21
        Ja mam to samo jest coraz gorzej. Naczytałam się głupich książek np radośc sexu
        i podstawim to pod nos mojemu ale on tylko obrazki poogląda. Cały dzien się do
        mnei kleji głaszce mnie tuli do rany przyłóż ale w noc koszmar... raz na miesiąc
        i to jeszcze pięc minut z gra wstępną. Kiedys się zawziełam i powiedziam mu że
        wobec takiego stanu rzeczy nie chce w ogóle sexu . Było tak 3 miesiące wtedy
        zaczęło się wszystko walić bo bez sexu jest do kitu. Obiecał mi że będzie tak
        jak ja chcę i co było pierwszy raz potem wszystko wróciło do beznadziejnej jego
        normy. Szukałam juz kochanka ale nie mogę, ze znajomymi się boje że się wyda a z
        obcym facetem nie umiem i tyle... męczę się strasznie ale to mój drugi związek,
        trzeciego nie mam zamiaru szukać. Bo jak jest dobry do życia do kiepski w łóżku
        i na odwrót niestety ideałów nie ma.
        • kknms Re: malzenstwo a roznice w libido 27.01.08, 19:38
          Dla mnie jest to problem,dla mojego męża nie.I to nie jest takie proste: skoro
          wspaniały pod każdym innym względem a pod ty nie - to koniec, kropka, rozwód,
          beee. W małżeństwo weszłam świadomie, mając za sobą bogate doświadczenia z
          facetami. Latami uczyłam się czego szukać w moim przyszłym mezu a czego unikac.
          No i - spotkałam ten chodzący ideał.Nie ma rzeczy, którą mogłabym mu zarzucić,
          dba o mnie jak nikt, jest dobry,czuły, mogę na niego liczyć w każdej sytuacji,ma
          wspaniałą rodzinę, która przyjęła mnie jak córkę, mam z Nim życie takie o jakim
          zawsze marzyłam. Poza jednym. Przez naszą różnicę temperamentów kłócimy się o
          byle co, zazwyczaj,ok,niemal ZAWSZE to ja zaczynam, bo tego nie pojmuje, bo
          jestem zwyczajną młodą zdrową kobietą, która pragnie ukochanego, która chce
          kochać i dotykać, znależźć w tym radość po męczącym dniu, która chce sprawić
          przyjemność swojemu mężczyźnie (mnóstwo przyjemności:-)) Przed TYM związkiem
          miałam bogate życie seksualne, mam duży temperament, który teraz muszę na siłę
          usypiać. Z jednej strony buntuję się - bo z jakiej racji tłumić naturę?! Z
          drugiej myślę sobie, może być tak fajnie, bez kłótni, obwiniania siebie
          nawzajem, krzyków, frustracji, bo może ten seks to nie jest rzecz najważniejsza?
          Obecnie jestem po kolejnej kłótni, bo ostatnio ten temat stał się moją obsesją.
          Mąż mówi, że im dłużej to drążę, tym głębiej grzebię nadzieje na poprawę. Być
          może..tylko dlaczego na początku małżeństwa, kiedy nie drążyłam tematu i
          siedziałam cicho, miałam wrażenie,że jest mu na rękę,że go o to nie męczę,że
          jest zadowolony,że nie ma problemu?A problem zawsze był.Dodam,że mąż nie szuka
          we mnie gosposi i mamusi.Gotuje częściej ode mnie, dzielimy się obowiązkami w
          domu,wiem też że jak pojawi się dziecko - nie zostanę z tym sama,.Powtarzam -
          jest cudownym mężem i będzie wspaniałym ojcem.Kocham Go i nie chcę się z nim
          rozstawać. To nie wchodzi w grę.Chcę nam pomóc,a przez frustrację i moją
          wybuchowość ciężko jest mi nie podchodzić do tego emocjonalnie. Kilkakrotnie
          próbowałam rozmawiać o tym racjonalnie, pytałam gdzie może tkkwić problem,
          pytałam co mogę zrobić zeby było lepiej. Uciekał od tych pytań , bronił się ,w
          końcu jak zwykle kończyło się na moim płaczu - (no bo co można zrobić jeśli Twój
          największy problem dla najbliższej ci osoby NIE JEST problemem? ) i jego
          krzyku,albo odwrotnie- zaciętym milczeniu i obwinianiu mnie,że znowu zepsułam
          nam dzień..
          Nie wiem co robić, pierwszy raz w życiu czuję sie tak bezsilna. Udało mi się
          namówić go na wizytę u seksuologa. Obecnie szukam dobrego specjalisty - stąd
          wizyta na tym forum.Może ktoś zna dobrego specjalistę w Warszawie?
          Wiem, że dopóki ktoś nie znajdzie się w takiej sytuacji, nie zrozumie tego do
          konca. Uczucia to skomplikowana sprawa. Krytykować łatwo, ale w momencie kiedy
          staje przed tobą taki problem..trafiasz an takie forum i zwierzasz sie obcym
          ludziom.Czy to nie dno?Przyznajcie sami. To naprawde jest problem skoro sami nie
          potrafimy sie uporac i prosimy o pomoc..nawet nie wiemy kogo.Powoli osiągam
          dno..może ktoś,choc jedna osoba napisze,że jest chociaz cien nadziei,a raczej
          mały promyk nadziei.Jest?Jaki?Jak do tego sie zabrać, od której strony ugryźć?
          Może jest tu ktoś kto z tym sobie poradziŁ?
          • gomory Re: malzenstwo a roznice w libido 27.01.08, 20:53
            > Obecnie szukam dobrego specjalisty - stąd wizyta na tym forum.Może ktoś zna dobrego specjalistę w Warszawie?

            Na to pytanie forumowicze zawsze odpowiadaja: Zbigniew Lew-Starowicz.
            • kknms Re: malzenstwo a roznice w libido 02.02.08, 17:09
              Dzięki Gomory..tak, wiele osób poleca tego specjalistę, ale pomyslałam, że może
              ktoś ma zanadrzu jeszcze jakieś nazwisko godne polecenia..A może ktoś wie w
              takim razie jak do p. Starowicza dotrzeć? Sprawdzałam w necie, ale nie
              natrafiłam na żaden adres ani nr tel. Może ktoś już był i wie gdzie szukać?
    • szklany_klosz Znam problem od podszewki. :-( 01.02.08, 10:51
      Nie uważam się za nimfomankę. Po prostu jestem normalną kobieta,
      ktora kilka razy w tygodniu potrzebuje seksu. Mój mężczyzna - kilka
      razy w miesiącu.
      Na początku znajomości było fajnie. Może nie były to fajerwerki, ale
      czułam się zaspokojona. Jak dla mnie mój facet był trochę za szybki,
      a mnie gry wstępnej nigdy dość. Oboje jednak ciągle mielismy na
      siebie ochotę. Zdarzało się, że nachodziła nas ona w calkiem
      nietypowych miejscach.
      Było, minęło... W miarę upływu czasu zaczęlismy się kochać coraz
      rzadziej. Wielokrotnie próbowałam coś inicjować, ale on po prostu
      przestał mieć ochotę na seks. Dlaczego? Pracuje tyle samo, ile
      pracował. Jest zdrowy. Nie zmieniłam się fizycznie. Próbowałam
      różnych rzeczy. Bielizna. Seksowne koszulki. Kolacje przy świecach.
      Filmy. Nie działa. W innym watku poradzono mi noszenie seksownej
      bielizny. Mam taką. Co z tego, jezeli mój facet niektórych sztuk
      nawet nie widzial. Chyba że na sznurku z praniem.
      Jenocześnie cały czas zapewnia mnie o swojej miłości i daje mi jej
      dowody. Czuję się kochana. Ale ta obawa przed kolejnym odrzuceniem,
      kiedy próbuję zainicjować seks...
      Klops zupełny.
      • zaniedbywany_maz0 Re: Znam problem od podszewki. :-( 15.02.08, 09:05
        Masz odwrotny problem jak ja ;-)
        Ja tez musze sie plaszczyc i blagac o sex. A "Pani" laskawie mowi
        TAK lub NIE. A ja czekam jak .... .!
        Wielokrotnie rano mi obiecuje , ze wieczorem sie po kochamy a jak
        przychodzi wieczor to ... DOBRANOC KOCHANIE !! I tyle !
        Wlasnie przerzylem BARDZO smutne walentynki, mialo byc cudownie,
        rozmawialismy o tym, a tu klapa, uslyszlaem DOBRANOC KOCHANIE,
        KOCHAM CIE i juz !!
        Moje prosby o to zeby kupila sobie jakas sex bielizne ... szkoda
        mojego proszenia!! Jakis czas temu zgodzila sie na stringi ale
        wczoraj sie dowiedzialem, ze NIE narazie nie kuspi sobie bo ... MOZE
        kupi KIEDYS .... !! No to sie juz calkiem zalamalem !! A mialem juz
        nadzieje , ze cos sie zmieni. A tu nic ! ;-(
        Mam juz powoli dosc traktowania mnie jak ... PANI chce to jest sex
        jak PANI ma inny humor to nie bo ... NIE.
        Szukac innego sposobu rozladowania sie? nie wiem juz !?
        • lookbill Re: Znam problem od podszewki. :-( 15.02.08, 09:20
          Miałam pewnie podobne walentynki do Twoich, choć dostałam nawet
          piękną różyczkę. Zjedliśmy kolację, a potem mąż wypił 3 piwa strong,
          obejrzeliśmy film i "Dobranoc". Częściej ma ochotę na piwo niż na
          mnie i taka jest smutna prawda
      • sagittka Re: szklany klosz 16.02.08, 17:37
        > Na początku znajomości było fajnie. Oboje jednak ciągle mielismy
        na siebie ochotę. Zdarzało się, że nachodziła nas ona w calkiem
        > nietypowych miejscach.

        Czyli typowo dla początków znajomości i okresu zakochania, co wcale
        nie znaczy że taki tryb będzie zawsze.


        > Było, minęło... W miarę upływu czasu zaczęlismy się kochać coraz
        > rzadziej. Wielokrotnie próbowałam coś inicjować, ale on po prostu
        > przestał mieć ochotę na seks. Dlaczego? Pracuje tyle samo, ile
        > pracował. Jest zdrowy. Nie zmieniłam się fizycznie. Próbowałam
        > różnych rzeczy.

        Czyli po upływie okresu zakochania, poznawania się, fascynacji i
        silnej namiętności nastał okres normalnego życia. Nie doszukuj się
        nadzwyczajnych przyczyn, po prostu urok nowości minął, zaczęło się
        wspólne życie i regularne współżycie z częstotliwością uzależnioną
        od indywidualnego poziomu potrzeb.


        > Nie uważam się za nimfomankę. Po prostu jestem normalną kobieta,
        > ktora kilka razy w tygodniu potrzebuje seksu. Mój mężczyzna -
        kilka razy w miesiącu.

        Twój mąż tez jest normalnym mężczyzną. Jesli chodzi o ilość
        preferowanych zbliżeń, to nie ma norm dla wieku czy płci. Każdy ma
        swój poziom potrzeb i wystarczy to zgrać w związku. Tylko, ze
        właśnie to dopasowanie jest najtrudniejsze niestety.
    • zaniedbywany_maz0 Re: malzenstwo a roznice w libido 15.02.08, 09:08
      Nie wychodz za niego !! Nie patrz sie na znalomych i rodzine !!
      Zawalisz sobie cale zycie! Mam tak znajoma, zrobila to co ty, a
      teraz po 20 latach wreszcie sie UWALNIA o tego faceta.
      NIE popelniaj tego bledu i juz !!
      Jak jest cudownym ojcem to bedzie dalej.Nie wychodz za niego !!
      A przynajmniej wez slub cywilny a konkordatowy !!
      Wszystkiego dobrego !
      • w_ania3 Re: malzenstwo a roznice w libido 15.03.08, 21:12
        Dopóki nie trafiłam na to forum, nie wiedziałam jak wiele kobiet przezywa
        podobne stresy związane z brakiem seksu. Myślałam, że jestem jakaś dziwna. Ja
        przesuwałam datę ślubu, ale też myslałam o dzieciach i chyba bałam się życia w
        samotności, a teraz..... Jest tragicznie, na zewnątrz wszystko gra, tylko od
        pewnego czasu, szczególnie po alkoholu odkryłam w sobie straszną agresję wobec
        męża. Czuję się zapetlona. Załuję, że nie wycofałam się z tego związku
        wcześniej, im dłużej tkwię w nim tym trudniej uciec, a jakość i częstotliwość
        seksu spada zastraszająco. Poza tym, jeśli sie coś poprawia, to tylko na chwilę.
        Mam poczucie złego wyboru życiowego. Jak można rozkoszować się seksem, gdy jest
        wymuszony wyproszony i na dodatek byle jaki. Ostatnio to kochamy sie (za duze
        slowo) raz na 3 tyg, przewaznie jak dzieci maja drzemke w weekend. Potem
        zauwazylam ze tego unika, bo mówił ze nuda tak zawsze w tym samym czasie, potem
        mowil ze nie chce bo bylam dzis niemila, a potem ze ma kaca, albo jest zmeczony,
        albo ze nie ma klimatu, albo ze nie widac po mnie zebym naprawde chciala seksu.
        Wymówki wymówki. Jednocześnie on twierdzi, że lubi seks i zależy mu na nim.
        Widząc ze pożadanie opada na maxa, zaproponowalam moze wspolne obejrzenie filmu
        tak dla urozmaicenia, nie chcial. No i wczoraj nastapil chyba punkt przegięcia.
        Poszlismy na kolacje, na spacer, na saune, oddalismy dzieci na noc, kupilismy
        wino. Juz cala sie cieszylam ze bedzie seks, wreszcie, w innej porze, bedzie
        klimat, jestem mila, spelnilam wszystkie zachcianki, a tu KLOPS. Weszlismy do
        domu i juz widzialam ze on jest załamany wizją seksu, poszedl do lazienki, nie
        wychodzil godzine, potem probowal nieudolnie mnie piescic ale widzialam ze mu to
        nie sprawia radosci, az wreszcie doprowadzil mnie szybko do orgazmu nie przez
        stosunek. Wszystko trwalo moze 5-10 min, po czym lyknal winka. Nie wytrzymalam,
        rozplakalam sie, siedzialam w wannie i wyłam. I zrozumialam, ze ja juz tego nie
        zmienie, nie bedzie inaczej, to nie we mnie jest problem, tylko w nim lub w nas
        jako parze. Zamin do tego doszlo, to w glowie przygotowywalam sie na odrzucenie,
        a jednak nie przewidzialam, że tak strasznie to odbiore. Spelnilam tego dnia
        wszystkie warunki, nie mógl sie przyczepic, ja jestem zadbana, dosc zgrabna mimo
        dwoch porodów. Zazdroszczę ludziom, którzy zyją inaczej, którzy moga spełniac
        swoje oczekiwania i czują sie zaspokojeni, mnie dopada frustracja, żal. A gdy
        tak sobie płakałam to on sie obrazil, i twierdzi ze mam problem z glowa.
        Powiedzialam dziś calkiem powaznie, ze powinnismy naprawde sie rozstac, ze juz
        nie wierze ze sie cos zmieni. Najpierw krzyczal, potem sie obrazil a na koncu
        tlumaczyl ze bedzie dobrzez ze to MÓJ chwilowy dół. Pułapka. Radzę autorce
        wątku, żeby jednak to przemyślała. Ja nie wiem na co liczylam, jesli zwiazek
        podupada w czyms co jest jednym z filarów, to ta budowla zawsze bedzie sie walić.
    • blue_lena Re: malzenstwo a roznice w libido 15.03.08, 22:36
      nie wychodź za niego. jeżeli juz teraz brakuje Ci seksu co będzie
      dalej? będziesz potrafiła z tym żyć? wątpię. pragnienia można uśpić,
      ale nie będziesz z tym szczęśliwa. dojdzie do tego problem zasad -
      bo potrzeby nie zmaleją i możliwe ze będziesz chciala je zaspokoić.
      a tu Ci się ukłoni wlasna moralność.
      wiem ze niektórzy twierdzą iz seks nie jest najważniejszy. i pewnie
      nie jest - stanowi raczej dopełnienie. ale bez niego nie uda się
      zbudowac zdrowego zwiazku. to wcześnie czy później wypłynie. i oboje
      będziecie sie dusić - z braku zrozumienia swoich potrzeb.
      mój m też miał bardzo mały temperament. seks sporadycznie i jak dla
      mnie niezadowalający. na początku mi to nie przeszkadzało (raczej
      zamykalam na to oczy), za czasem zaczęło coraz bardziej, ale skały
      nie obudzisz. tak już jest ze albo sie ma duzy temperament albo nie.
      zeby było ciekawiej w tym roku będe sie rozwodziła bo odkrylam
      romans m. powiedzial - ze z nią nie spał, po prostu ją kocha. miłość
      platoniczna niby. hm...
      teraz jak patrzę z perspektywy tych 4 m-cy po rozstaniu wiem, ze
      nasz zwiazek był praktycznie martwy, próbowalam renimowac trupa. m
      chyba juz w czasie mojej ciązy(nomen omen)odpuścił sobie zupełnie
      starania o nasze malzeństwo. nie chcę go oceniać, może go przerosło,
      może nie dojrzał - choć wychodzi mi nieumiejętność bycia w zwiazku.
      możliwe tez ze to problem wychowania przez matkę, która nie umiala
      okazywać uczuc? gdybym wczesniej potrafiła widzieć to co teraz, nie
      bylibyśmy małżeństwem. ale cóż - człowiek się uczy na własnych
      błedach... przynajmniej powinien.
Pełna wersja