Mamy jesień.W zeszłym roku depresja w tym okresie,w tym pomimo spodziewanej
depresji zapukała hipo.Silna... Trochę głupot narobiłam.
Wdałam się w niepotrzebną mega dyskusję,opindalam wszystkich,którzy akurat są
pod ręką.Rachunki za tel stacjonarny i komórkę zabiją mojego męża ;/ zanim on
zabije mnie

Sama zwiększyłam sobie dawkę Ketipinoru.Do tej pory brałam
malusieńką-zawsze gwałtownie i bardzo szybko reaguję na nawet najmniejszą
dawkę więc od niej zaczęłyśmy.Poza tym zawsze dopadają mnie skutki
ubocze-działania niepożądane.Jedynym lekiem ok jest Lamo.Przeżyłam wejście na
kwetiapinę jakoś cudem po 3 tyg.mdłości.
Lęk ogromny,czasem nie mogę usiedzieć na miejscu.Okropnie mnie nosi.Ręce
drżą.Podpieram się uspokajaczami,które chociaż na moment mnie otępiają i w ten
sposób mogę zasnąć i jeść.
Od wczoraj zwiększyłam tą dawkę Keti.Szybko reaguję na każdy lek,więc mam
nadzieję ,że tym razem tak będzie i szybko mnie ściągnie na przyzwoity
poziom.Skonsultuję to jeszcze z moją psych.,ale pewnie podpisze się pod tym.
Mam tylko cholerną nadzieję (tylko nią),że nie wywijam większych głupot i nie
wplączę się w nowe sytuacje.Chwilami doświadczam świadomości,że przegięłam.Tak
jak teraz.To szybkie,nędzne chwile.
Mąż mnie stopuje,chociaż nie wie że to hipo(a może mańka-chociaż ona kojarzy
mi się ostrymi jazdami.Być może to tylko mój złudny pogląd).
Nie wie,bo nie rozmawiam z nim na temat choroby.Sama jestem pewnie sobie
winna,że potem nie potrafi mi pomóc.Jedna rozmowa nie załatwiła przecież tego
problemu.
W tym stanie potrzebuję mocnej akceptacji,za wszelką cenę.Nawet ośmieszenia
się.Waszej także.