Dodaj do ulubionych

Jak blisko śmierć musi przejść obok nas...

02.03.04, 07:42
No i stało się. Wczoraj o 19 zmarła moja Babcia. przez ostatnie dwa tygodnie
była nieprzytomna, byliśmy na to przygotowani, a jednak...
Zmarł też kolega, 29-letni chłopak, po przedawkowaniu leków. Często go
spotykałem, nie wiedząc, że też choruje psychicznie. On też nie wiedział o
mnie. A może gdybyśmy się tak nie ukrywali jeden przed drugim, byłbym w
stanie jakoś Mu pomóc? Ilu ludzi co dzień mijamy, nie wiedząc jakie problemy
niosą? Co zrobić, żeby schorzenia psychiczne przestały być wstydliwe, żeby
móc normalnie mówić o swoich problemach?
Pozdrawiam smutno
Miron
Obserwuj wątek
    • neo422 Re: Jak blisko śmierć musi przejść obok nas... 02.03.04, 08:08
      Wspolczuje serdecznie z powodu smierci Babci.Co do smierci kazdego dnia
      przechodzi kolo kogos jest to nieuniknione i jak rzeka plynie tak smierc zawsze
      kogos zabiera.A takie pytania nasuwaja sie wowczas co do smieci kiedy
      doswiadcza nas bezposrednio.Natomiast co do wstydliwosci nie ja sie nie wstydze
      nie jestem z tego dumny ale tez nie zarzekam sie ze nie choruje.To nie my
      powinnismy sie wstydzic to spoleczenstwo powinno sie wstydzic bo to ono nie wie
      jak sobie poradzic z problemem chorych psychicznie.Nie w nas jest problem my
      sie z tym urodzilismy.Ale to ludzie calkowicie zdrowi maja problem.Nie
      rozumieja przeinaczaja boja sie i wstydza.Niestety dotrzec do nich to jakby
      strzelac slepakami.Mozna tylko pofolgowac wyobrazni i pocieszyc sie ze jeszcze
      troche i depresja bedzie strasznie modna w naszym kraju i dotykac bedzie
      wiekszosci rodzin w Polsce.Wowczas to postrzeganie nas bedzie laskawsze.A nie
      jak jakis dziwolagow. Pozdrawiam serdecznie w ten smutny dla Ciebie
      dzien,krotko mowiac trzymaj sie.smile))))
      • katara Re: Jak blisko śmierć musi przejść obok nas... 02.03.04, 10:36
        Przeżyłam dwie śmierci, babci z którą byłam bardzo związana, mieszkałyśmy razem
        i ojca. Wiem co to znaczy. Tak jakoś ktoś jest a potem go niema, a życie kręci
        się dalej. Jakąś pociechą jest myśl, że oni są w lepszym świecie i że może nas
        z tamtąd wspierają. Chociaż dla mnie osobiście, wolałabym żeby żaden świat
        tamten nie istniał, jak sobie pomyślę, że tu się męczę i śmierć niczego nie
        zmieni bo dalej będę istnieć to robi mi się słabo. Pozdrawiam ciepło i mam
        nadzieję, że mój post cię w jakiś sposób nie uraził, nie takie było
        zamierzenie. Trzymaj się.
      • awanturka Re: Jak blisko śmierć musi przejść obok nas... 02.03.04, 12:54
        neo422 napisał
        > To nie my powinnismy sie wstydzic to spoleczenstwo powinno sie wstydzic bo to ono nie wie jak sobie poradzic z problemem chorych psychicznie.
        > Nie w nas jest problem my sie z tym urodzilismy. Ale to ludzie calkowicie zdrowi maja problem. > Nie rozumieja przeinaczaja boja sie i wstydza.
        Neo!
        Bardzo podoba mi się Twój sposób myślenia. Całkowicie się z Toba zgadzam!!!


        A poza tym cieszę sie, że się odezwałęś. Długo Cie na forum nie było. A może właśnie byłes telko była to "milczaca obecnosc".
        Porozumiewanie sie na forum dydkusyjnym ma niestety to do siebie, że "milczacej obecności" nie sposób zauważyc.
    • planasana Re: Jak blisko śmierć musi przejść obok nas... 02.03.04, 10:50
      Wspolodczuwam, mironie, jak potrafie.
      Chyba nigdy nie jestesmy przygotowani na czyjas smierc, nawet, jesli wiemy, ze
      to niedlugo.
      Niestety jestesmy tak zajeci soba, ze latwo nie zauwazyc, ze obok ktos cierpi.
      I nie oskarzam tutaj "znieczulonego" spoleczenstwa, nie zwalam winy na innych,
      bo sama jestem zbyt zapatrzona w siebie, niestety.
      Miron, nie mogles pomoc temu chlopakowi, moze nie wysylal jednoznacznych
      sygnalow, moze on nie chcial pozwolic sobie pomoc ?
      pozdrawiam Cie bardzo

      > spotykałem, nie wiedząc, że też choruje psychicznie. On też nie wiedział o
      > mnie. A może gdybyśmy się tak nie ukrywali jeden przed drugim, byłbym w
      > stanie jakoś Mu pomóc? Ilu ludzi co dzień mijamy, nie wiedząc jakie problemy
      > niosą? Co zrobić, żeby schorzenia psychiczne przestały być wstydliwe, żeby
      > móc normalnie mówić o swoich problemach?
      > Pozdrawiam smutno
      > Miron
    • abdon Re: Jak blisko śmierć musi przejść obok nas... 02.03.04, 11:23

      [,][,]
    • morgana_le_fay Mironie..... 02.03.04, 11:54
      Mironie, współczuję. Bardzo mocno.

      Dziś są imieniny mojej babci. Zmarła pół roku temu. Była przy mnie całe moje
      życie. Przeżyła o wiele lat mojego ojca, mamę, myślałam, że ona nie umrze...
      Była ostatnim łącznikiem, ze swiatem którego juz nie ma. Prawdziwa hrabiną,
      zawsze wprawdzie nieco dumną i nieprzystępną, ale przeżyła i rewolucję i
      transport na Sybir i tysiące rzeczy, które dla nas są tylko mniej lub bardziej
      papierowymi historycznymi faktami. Przeżyła i bogactwo i skrajną nędzę, i tak
      sobie myślę, że przez samo to, że była, a nawet przez to, że dane mi było wiele
      razy buntować przeciwko jej spojrzeniu na świat - przez samo to bywam silna jak
      skała.

      Pozdrawiam Cię gorąco. Trzymaj się.

      morgana
    • awanturka Re: Jak blisko śmierć musi przejść obok nas... 02.03.04, 12:44
      Jestem z Toba, bardzo Ci współczuję. Myślę, ze na śmierc osoby bliskiej nie można sie przygotowac.

      Kolegi też szkoda, musiał miec poważne problemy psychiczne skoro targnał sie na swoje życie. Wiem, że ludzie potrafia badzo dużo wysiłku włożyc w "nieujawnianie się" ze swoja choroba. Potrafia "kamuflowac sie" bardzo skutecznie. I w przypadku Twojego kolegi pewno tak było, że nie miałeś żadnych szans zauważyc, że ma problemy i z nim porozmawic.

      Jeżeli chodzi o stosunek społeczestwa do chorych psychicznie to całkowicie sie z Toba zgadzam. Wiekszośc ludzi leczacych sie psychiatrycznie ukrywa ten fakt przed otoczeniem tak długo jak długo sie daje. A o chorobach psychicznych mówi się najczęsciej przy ojazji jakiś drastycznych wydarzen (samobójstwo lub zabójstwo lub inne). W ten sposó utrwala się obraz chorego psychicznie jako osoby niebezpiecznej, której zachowania nie mozna zrozumieci i od której lepiej trzymac sie z daleka.

      W ten sposób ludzie chorzy psychicznie, którzy się "zdemaskowali" musza zmagac sie nie tylko z sama choroba ale i z izolacje i odrzuceniem przez społeczenstwo.

      Ja, właśnie po to, żeby przełamac to milczenie mówię, że choruję nawet wtedy, gdy możliwe jest utrzymanie tego w tajemnicy. Ale ujawniam sie tylko przed osobami, z którymi mam na tyle częste kontakty, że maja szansę widziec we mnie człowieka, a nie tylko patrzec na mnie przez pryzmat mojej choroby.

      Nie ujawniam sie w pracy (myślę, że częśc osób i tak wie). Robie tak dlatego, że moja szefowa powiedziała mi, że jak taka wiadomosc dotrze do uczniów (jestem nauczycielka) to będę musiała pożegnac się z zawodem (nawet mi wytłumaczyła jakby to wygladało od strony formalnej).

      Dziekuje Ci za to forum, to też jakiś krok w kierunku przełamania "milczenia" na temat osób chorujacych psychcznie.

      Myslę, ze jeżeli trafi tu osoba zdrowa to ma szanse dostrzec, że pomimo, że zmagamy sie z choroba, mamy uczucia i problemy takie sami jak inni (na przykład śmierc osoby bliskiej i smutek po jej stracie), że dla osÓB zdrowych i chorujacych psychicznie istnieje jakaś wspólna, wcale niemała, przestrzen w której się moga spotkac i zrozumiec.


      awanturka
    • empeka Re: Jak blisko śmierć musi przejść obok nas... 02.03.04, 20:35
      Bardzo Ci gorąco współczuję, Babcia to ktoś niezwykle ważny w naszym życiu. Nie wiem jak
      Twoja - ale moja była jedyną osobą w rodzinie, która kochała mnie bez wymagań, tylko za to że
      istnialam.

      Kolega - cóż, żal i to nie wiadomo do kogo kierowany: on jako ofiara społeczeństwa? genów?
      losu?

      Choroby psychiczne będą ukrywane tak długo, jak długo nie będzie normalnego rynku pracy.
      Boimy się, że pracodawca nas nie zechce, a on rzeczywiście nie zechce, bo sądzi że choroba
      powoduje gorszą naszą skuteczność zawodową. Może obawia się zwolniń chorobowych. Błędne
      koło.
      Myślę też, że leczenie jest wciąż jeszcze na niskim poziomie, nie mam wrażenia żeby choroby
      psychiczne były "na postronku".

      Jeśli zaś przepełniają Cię myśli o wielkiej tajemnicy śmierci, to nie ma rady, tylko czas, mimo że
      to truizm, uwolni od ich uporczywości.
      Marta

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka