czubata
08.01.11, 12:20
Nie wiem czy wiecie,ale jest u mnie moja siostra,przyjechała na urlop.Od dłuższego czasu ciągnie się między nami wątek o jej powrocie do Polski na stałe.Uważa ona bowiem że jesteśmy sensem jej życia.Uważa że gdyby była blisko nas miałaby powód do życia i marzy o tym że będziemy mieli domy na jednym podwórku a ona będzie kochaną ciocią która wstaje rano po to by robić dzieciom gofry na śniadanie,będzie odprowadzać dzieci do szkoły i będzie przeszczęśliwa.Ja natomiast dochodzę do wniosku że to jej idealizacja i próba ucieczki od choroby,która jak sądzę nie opuści jej nawet wtedy gdy będzie żyła w wymarzonych dla siebie warunkach.Widzę że stara mi się pokazać że ona się do tego nadaje.Więc przez równo trzy dni udawało jej się wstawać o 7 rano,robić śniadanie,odprowadzać dzieci.Ale to były tylko trzy dni,potem powróciła do stanu pierwotności,czyli spanie do 13 i depresyjny,beznadziejny nastrój po przebudzeniu któremu ostro sama przed sobą zaprzecza.Staram jej jakoś wytłumaczyć że moje życie też nie jest idealne,a to iż nie odczuwam pełni szczęścia nie wynika z tego iż mam takie a nie inne życie,ale wynika z choroby,która nie ustąpi chociaż przeprowadziłabym się na Bahamy,i spędzała całe dnie pod palmami.Czuję się winna.Ale mam też odczucie że ona nieświadomie zwala na mnie odpowiedzialność za swoje szczęście.A prawda jest taka że dwóch chadowców pod jednym dachem do duży problem,bo slepy nie poprowadzi kulawego.Nie wiem co jej powiedzieć,jak wytłumaczy że to co sobie uraja to tylko mrzonka,a życie jest po prostu życiem.