zapytalam mądrze u lekarz rodzinnej, czy jeśli pacjent zgłasza myśli "s" odwożą go do szpitala. i sie rozryczalam (przezornie miałam ze sobą duże okulary przeciwsłoneczne) tak, odwożą i gest zawahania. poprosilam, aby tego nie robiła, ale spryciula przepisala później 60 tabl. zamiast 120 lamitrinu, fuckkk. poinformowała mnie, że tegretol jest najmniej toksyczny i w ogóle... była kochana. uwielbiam młodych, mądrych, dalekich od rutyny (jeszcze?) lekarzy. z mojej poradni ta pani pewnie niebawem zniknie (jest krótko), bo płace są żenujące. wzięła ode mnie numer tel, ale blagałam, aby nie dzwoniła na policję/pogotowie. jak już bedzie bardzo zle i zachce mi sie do szpitala bez klamek, netu

komorek - wezmę urlop i pojdę sama.
było źle. bardzo żałuję, ale czasem nie myślę logicznie i problem zaczyna miec taka rangę, że zaczynam myśleć o śmierci. zaczynam się mazać -> osłabiam organizm -> brak sil, chęci i ochoty na cokolwiek. i pytanie: czy oz ratuje w takich przypadkach? lekarz mówiła, ze psychiatryk z mojego rejonu ma dobrych lekarzy, którzy w istocie przejmują się pacjentem. już nie wiem, co lepsze... umieranie w domu, sen do bólu, niejedzenie a jednak przybieranie na wadze (kurrrrrr) czy kraty w oknach i jakieś zajęcia, i jednak calkowite odcięcie od świata.
dziś jest już ufff lepiej. problem znalazł swoje dosyć logiczne rozwiązanie, jeszcze jest przygnębienie, ale mogę pisać, chociaż tyle.
pozdrowienia, A.