Dodaj do ulubionych

"Związek"/"nie związek"

14.06.04, 09:12
Cześć, już tu kiedys pisałam, ale znowu mnie "walneło" wiec znów cos napisze,
a raczej prosze o radę.Jestem w związku (nieformalnym) z mężczyzną, który
cierpi najprawdopodobniej (brak oficjalnej diagnozy) na CHAD.On sam uważa
(widzi problem), że ma cyklotymię.Problem polega na tym , że sama nie wiem
jak postepować.Jego "humory" sa na tyle dla niego mało dolegliwe, że nie
zgodzi sie na wizytę u terapeuty - przynajmniej na razie.Prosze was jednak o
jakaś rade, szczególnie osoby które same na to cierpia, albo maja partnera z
tym zaburzeniem.Konkretnie chodzi o to jak JA MAM SIE ZACHOWYWAĆ.Ostatnio
bylismy na wspólnym wyjeździe, pogoda ładna, sielsko, kilka pierwszych dni
rewelacyjnych. Duża bliskość, z jego strony bardzo duzo czułości,
przytulania, głaskania, rozmowy,prośby skierowane do mnie bym nie narzucała
dystansu (tak sie troche bronie emocjonalnie).Jak ja juz troche wyluzowałam i
sie odprężyłam (tzn sama dążyłam do bliskości)nagle zwrot, milczenie, dziwna
obcość, teksty typu; "prosiłem bys sie nie zakochiwała " itp;Dodam, że ten
schemat zachowania powtarza sie cyklicznie, na przemian teksty: "jestes moja
druga połówka, jak możesz myslec że cie olewam" itp;po jakimś czasie
wycofywanie i tak w kółko.Znamy sie 2 lata, wiemy o sobie bardzo duzo, ale
poprostu mnie taka chustawka rozwala emocjonalnie.Który "on" jest prawdziwy,
co mam myslec, jak postępować, czy przeczekiwać fazy obcości, czy krzyczeć na
niego wtedy, płakac , ustawiac do pionu czy udawac ze sie nic nie dzieje,
prosze poradzcie coś!!!!!
Obserwuj wątek
    • neo422 Re: "Związek"/"nie związek" 14.06.04, 10:02
      Czesc!!
      Trudno radzic w takiej sytuacji.Wiec prosba o rade jest nieco chybiona.
      Mysle ze powinnas sie dowiedziec jak najwiecej o chorobie.I wowczas Sama
      zdecydowac.
      Ze swojej strony dodam ze sam jestem ciezkim przypadkiem tej choroby.
      Ale ma ona rowniez lagodniejsze objawy.
      Pozdrawiam serdeczniesmile))
      • luna15 Re: "Związek"/"nie związek" 14.06.04, 11:37
        Neo, dzieki za odzew wiem , że teoretycznie sama muszę "działac", ale poprostu
        chciałabym tez zaczerpnąć z doświadczeń innych.Skoro Ty jesteś/ byłes
        tą "trudną" połówką w związku mógłbyś napisac jak tego typu relacje wygladały z
        twojej strony...Co do ciężkości to masz racje , mój "pan" jest delikatnie
        dotkniety tym schorzeniem i tym trudniej namówić go choćby na rozmowe z
        terapeutą.
    • matt35 Re: "Związek"/"nie związek" 14.06.04, 11:55
      Luno,

      znam to z drugiej strony - tego przyciągającego/ odpychającego.
      Tak jak pisze Neo - trudno coś jednoznacznego doradzać, niestety.
      Ale na pewno - i tu się po raz drugi podpiszę pod tym, co napisał Neo -
      postaraj się jak najwięcej dowiedzieć o ChAD - to na pewno nie zaszkodzi, a
      może Ci pomóc.

      Niestety, nie pocieszę Cię co do chwiejności emocjonalnej twojego partnera -
      musisz się liczyć z tym, że on taki będzie - raz będzie przyciągał jak magnes,
      to znów będzie odpychał, osłaniając własną niepewność swoich uczuć tekstami w
      takim stylu, jaki cytowałaś.
      Mnie samego to na dłuższą metę zazwyczaj męczyło i w końcu się wycofywałem,
      stwierdzając, że jednak chcę czegoś/ kogoś innego.

      Ale teraz dochodzę do wniosku, że to raczej właśnie wynik rozchwiania
      emocjonalnego wywołanego przez ChAD.
      Ale - jak mówię - to moje doświadczenie.

      Poza tym jeszcze jakąś-tam rolę odgrywa jednak wiek i suma osobistych
      doświadczeń (np. ilość nieudanych związków w związku z ChAD). U mnie dopiero w
      zeszłym roku doszło do przekroczenia "masy krytycznej" - zacząłem ostro szukać
      przyczyn, "co jest ze mną nie tak", że wszystko mi się tak pięknie wali,
      chociaż raczej nie powinno...

      Może powinnaś - jeśli Ci bardzo na nim zależy - w zamian za niego zacząć
      prowadzić (albo uzupełnić częściowo z pamięci) taki "dzienniczek" jego wahań
      nastroju i emocji - krótko, hasłowo, wraz z krótkim opisem tego, jak Ty w tych
      momentach się czułaś - tak, by można było potem odtworzyć sytuację. I za jakiś
      czas pokaż mu to. Może to pomoże Ci w zachęceniu go do odwiedzenia
      psychiatry/psychoterapeuty.

      Oczywiście nic na siłę, obserwuj i spróbuj znaleźć dogodny moment i działaj
      wtedy szybko - kuj żelazo, póki gorące.

      Wcześniej doradzałbym Ci samodzielne znalezienie dobrego, raczej nie starego
      (żeby nie "stara szkoła i rutyniarstwo") psychiatry i skonsultowanie z nim
      twoich obserwacji i wątpliwości nt. partnera ze wskazaniem, że podejrzewasz u
      niego ChAD. Możesz spróbować się dogadać z tym psychiatrą, że postarasz
      się "skierować" do niego swojego partnera, kiedy będzie do tego dogodny moment.
      On/ona Ci zresztą może coś na ten temat doradzi dodatkowo.

      Zrób to dla własnego dobra, bo niestety, nieprzyjemne wersje takich sytuacji -
      to porzucenie partnerki przez ChAD-owca, a ona biedna przejmuje ogromne
      poczucie winy, że to z nią jest coś nie w porządku, "bo jej nie chciał" -
      efekt - deprecha murowana i miesiące stracone na wygrzebywanie się i
      wylizywanie z ran, które może nie są konieczne...

      Pewnie Cię za bardzo nie pocieszę tym, co napisałem, ale lepiej, żebyś sobie z
      tego zdawała sprawę. To, niestety, jest trudne doświadczenie. Bycie razem z
      osobą albo chorą na ChAD, albo posiadającą tego rodzaju objawy jest chyba
      bardzo trudnym doświadczeniem dla osoby zdrowej i wymaga ogromnego dystansu (o
      który trudno), mądrości i - najlepiej - jak największej wiedzy o ChAD oraz
      stałej obserwacji partnera i jego charakterystycznych zachowań...

      Życzę Tobie i Wam dużo powodzenia...
      matt
      • luna15 Re: "Związek"/"nie związek" 14.06.04, 12:16
        Matt, dzięki za wyczerpująca wypowiedź.Co do tego "dzienniczka nastrojów", to
        juz miałam taki pomysł, chciałam tam sobie robic cos w rodzaju
        amplitudy...Ostatnio przez dłuższy czas było dobrze (2 msc)i odeszłam od tego
        pomysłu, ale chyba trzeba będzie zacząć...W okresach "dobrych" zapominam o jego
        akcjach i wydaje mi sie ze przesadzałam...Co do jego związków to miał liczne,
        zazwyczaj nie dłuzsze niz 2-3 msc (po tym okresie panna się "nudziła". Ten
        nasz "zwiazek" jest dziwny, własnie przez swoją długość i mimo wszystko dużą
        zażyłość i bliskość psychiczną.Pewnie to głupie ale zaczełam sie czuć za niego
        odpowiedzialna i w zasadzie czuje , że on mnie jakoś po swojemu kocha, choc
        jest to miłość jakby "za mgłą".Próby rozstania z mojej strony (były 2 , po
        akcjach)uderzały nie tylko we mnie (tęskniłam)ale też widziałam, że w niego -
        cos w rodzaju żalu przemieszanego ze złościa, smutkiem, i taką troche
        paniką...uważałam, te reakcje za wynikające z niedojrzałości, ale teraz mam
        wrażenie, że to poprostu zaburzenie, z którym on sie sam zmaga.Co do tej
        potrzebnej mądrości...oj przydałaby sie i to taka co najmniej z perspektywy 60-
        latka.
        • matt35 Re: "Związek"/"nie związek" 14.06.04, 12:35
          > Co do tej potrzebnej mądrości...oj przydałaby sie i to taka co najmniej z
          > perspektywy 60-latka.

          Oj, tu się zgodzę. Wiesz z mojej perspektywy - czasami czuję się jak młody bóg,
          jak mi dobrze, ale czasem mam wrażenie, jakbym swoimi doświadczeniami mógł
          obdzielić kilka osób i wystarczyłoby tego na kilka żyć, a ja mam dopiero 35 lat
          i nawet na nie nie wyglądam (podobno).

          Jeśli chodzi o ilość związków -
          > Co do jego związków to miał liczne,
          > zazwyczaj nie dłuzsze niz 2-3 msc (po tym okresie panna się "nudziła".

          to ja mam (niestety) podobne doświadczenia, choć aż tak krótkie, to już dość
          zamierzchła przeszłość (okres studiów, czyli dobre 8-10 lat temu) - ale jak to
          przeczytałem, to sobie pomyślałem - "o, rany, skąd ja to znam..."

          4 lata temu "rozwalił mi się" (tzn. ja rozwaliłem) najlepszy i najdłuższy i
          najpoważniejszy do tego momentu - 2,5 roczny. A było już tak blisko stworzenia
          czegoś solidnego i długotrwałego (tak mi się przynajmniej wydawało).
          No i masz dziadu placek - rozpieprzyłem.

          Wtedy nie przeszło mi przez głowę, że może to być "sprawka" ChAD-u, choć
          podejrzewałem u siebie cyklotymię i wiedziałem (niby) o swoich wahaniach. A
          mimo to nie dotarło do mnie. Dopiero teraz z perspektywy paru lat i tej wiedzy,
          ktorą posiadam teraz, widzę, że to była faza hipomanii, albo nawet lekko
          powyżej i wydawało mi się, że jestem super-atrakcyjnym i przystojnym facetem i
          zasługuję nie tylko na mądrą, zaradną, zorganizowaną, kochającą mnie,
          niebrzydką, wspaniałą kobietę, ale dodatkowo na super-lukierkową ślicznotkę,
          która będzie sobie ładniutka, a oprócz tego będzie (oczywistość!) posiadała
          wszystkie te cechy, które miała moja partnerka...

          No cóż... musiało tąpnąć...

          Pozdrawiam
          matt
          • luna15 Re: "Związek"/"nie związek" 14.06.04, 13:09
            Matt, a czy Ty podjąleś jakies konkretne kroki? Leczysz się? Masz teraz kogoś?
            Powiedz mi jak to jest z tym "zasługiwaniem na lepszą kobietę".Bo jak to
            przeczytałam to od razu sobie uswiadomiłam, że mój przyjaciel, zawsze "musiał"
            miec atrakcyjne kobiety (konkretnie typ: zgrabnej, ładnej blondynki).Podobno
            niewiele sobą reprezentowały poza tym...ale były ATRAKCYJNE.Ja nieskromnie
            powiem, że jeśli chodzi o wygląd to sie nie wyłamałam (blondynka, ładna,
            zgrabna itp;-olewam to, pisze dla jasności), róznica podobno tylko w mózgu (że
            jest, tzn; stwierdził, że jestem jedyną kobietą z mózgiem jaka miał przyjemność
            poznać).Ale zastanowiło mnie to że Ty tak napisałeś: zasługiwałem na lepszą (w
            sensie ładniejszą)jak myslisz o co chodziło, czemu to było tak ważne-czemu
            akurat to stawało sie decydującym kryterium wyboru, moze masz jakieś wnioski?
            • matt35 Re: "Związek"/"nie związek" 14.06.04, 13:42
              Luno,

              postaram się do twoich pytań jeszcze wrócić i dokładniej odpowiedzieć, choć
              pewnie nie napiszę tutaj absolutnie o wszystkim (i w sensie wyczerpania tematu
              i w sensie szczegółów - do tego celu proponowałbym maila gazetowego).

              A wracając do tego, co piszesz:
              > czy Ty podjąleś jakies konkretne kroki? Leczysz się? Masz teraz kogoś?

              Może po kolei:
              Tak. Zeszły rok był dla mnie bardzo trudny emocjonalnie co z lekkiej tzw.
              subdepresji doprowadziło mnie do depresji.

              W styczniu poznałem bardzo "fajną", ładną, atrakcyjną, inteligentną kobietę, z
              poczuciem humoru, inteligencją emocjonalną, sporymi pokładami empatii i w ogóle
              kompetencji socjalnych oraz ogromnym urokiem osbistym. Wydawało mi się, że
              świetnie się rozumiemy i zaczynamy zmierzać w podobnym kierunku. No, krótko
              mówiąc, zakochałem się jak sztubak.
              Ona wpuściła mnie "w maliny", tzn. najpierw były sygnały przyzwalająco-
              akceptujące, a potem ściana i wycofanie - w momencie, kiedy "utonąłem już po
              uszy". (Nie wiem, czy sama nie ma trochę zaburzonej osobowości).

              Należy tu gwoli ścisłości dodać także, że w tej chwili - post-factum
              stwierdzam, że od stycznia do czerwca zeszłego roku miałem najprawdopodobniej
              tzw. hipomanię, czyli m.in. stan podwyższonej aktywności, samooceny,
              zmniejszoną potrzebę snu (6 godz. - norma, nierzadko 4,5h snu) itp (wywołanej
              prawdopodobnie kilkoma bardzo pozytywnymi splotami spraw zawodowych /sukcesy/).

              Na tej "fali", wydawało mi się, ze nareszcie znalazłem kobietę mojego życia.
              Że nareszcie koniec mojego wieloletniego cierpienia (tak, tak! - również
              mojego!) i poczucia winy w związku z ciągle rozpieprzającymi się relacjami z
              coraz to nowymi "przyjaciółkami".

              W czerwcu okazało się, że nic z tego nie będzie.
              Poszedłem do knajpy nawalić się na maksa, żeby zapomnieć choć na chwilę, jak mi
              źle. Wyszedłem stamtąd z wizytówką niezwykle sympatycznej kobiety, do której (z
              wzajemnością) usmiechałem się zza baru.

              Spotkalismy się parę dni później.
              I spotykamy się od tego czasu do teraz. Ona wie o tym, że mam ChAD i z czym się
              to może wiązać. Pomogła mi w depresji, w którą wpadłem po śmierci mojej matki,
              chorej na raka (zmarła we wrześniu, ale już od maja-czerwca było z nią coraz
              gorzej). Pomogła mi się zebrać i wybrać do psychoterapeutki, do psychiatry, a
              potem do kolejnego - nareszcie - trafiony.

              W tej chwili leczę się z fazy średniej depresji, biorę łagodny lek
              antydepresyjny i właśnie zaczynam odczuwać znaczącą poprawę...
              • luna15 Re: "Związek"/"nie związek" 14.06.04, 14:53
                Dzieki jeszcze raz Matt, oczywiście licze ze w wolnej chwili podrzucisz" mi cos
                jeszcze...jeżeli wolisz na maila-a to oczywiście chetnie.Pozdrawiam
                • matt35 Re: "Związek"/"nie związek" 16.06.04, 00:46
                  Witaj,

                  Ok. No to wracam po kolei do konkretnych kwestii, od samego początku...

                  > Konkretnie chodzi o to jak JA MAM SIE ZACHOWYWAĆ.Ostatnio
                  > bylismy na wspólnym wyjeździe, pogoda ładna, sielsko, kilka pierwszych dni
                  > rewelacyjnych. Duża bliskość, z jego strony bardzo duzo czułości,
                  > przytulania, głaskania, rozmowy,prośby skierowane do mnie bym nie narzucała
                  > dystansu (tak sie troche bronie emocjonalnie).Jak ja juz troche wyluzowałam i
                  > sie odprężyłam (tzn sama dążyłam do bliskości)nagle zwrot, milczenie, dziwna
                  > obcość, teksty typu; "prosiłem bys sie nie zakochiwała " itp;Dodam, że ten
                  > schemat zachowania powtarza sie cyklicznie, na przemian teksty: "jestes moja
                  > druga połówka, jak możesz myslec że cie olewam" itp;po jakimś czasie
                  > wycofywanie i tak w kółko.

                  1.
                  JAK MASZ SIE ZACHOWYWAĆ?
                  Hmm, udzielanie konkretnej rady i odpowiedź na to pytanie nie jest prosta i
                  próba jej podania może graniczyć z uważaniem siebie za cudotwórcę, ale spróbuję
                  przynajmniej parę ogolników:

                  Na pewno się nie poddawaj. Bardzo uważnie obserwuj. Na ile potrafisz, i na ile
                  jesteś w stanie - próbuj się trochę dopasować do jego nastroju, ale nie na siłę
                  i nie całkowicie wbrew sobie, bo Cię to wykończy. ("taka huśtawka rozwala
                  emocjonalnie") Spróbuj spojrzeć na sprawę z dystansu, tzn. kiedy twój partner
                  się oddala i tracisz oparcie emocjonalne - nie panikuj, ale staraj się możliwie
                  jak najdelikatniej i dyskretnie (o ile to możliwe) nie tracić go "z pola
                  widzenia" (jakiś krótki telefon, sms,...).

                  Raczej nie próbuj go obarczać dodatkowym poczuciem winy ("jesteś niedobry dla
                  mnie")- on sam pewnie ma kłopot, bo ta choroba właśnie na tym polega, że nie
                  można okiełznać emocji, które sterują człowiekiem jak chcą - sama zresztą
                  pisałaś:

                  > Próby rozstania z mojej strony (były 2 , po
                  akcjach)uderzały nie tylko we mnie (tęskniłam)ale też widziałam, że w niego -
                  cos w rodzaju żalu przemieszanego ze złościa, smutkiem, i taką troche
                  paniką...uważałam,te reakcje za wynikające z niedojrzałości, ale teraz mam
                  wrażenie, że to poprostu zaburzenie, z którym

                  >>on sie sam zmaga.

                  Dokładnie tak - on się z tym zmaga. Tym trudniejsze to zmaganie, bo dopóki jako
                  ChAD-owiec, nie uświadomi sobie pełnego zakresu wahań nastroju, dopóki nie
                  zacznie czytać na ten temat i nie dowie się więcej - rozpoznając w trakcie
                  lektury podobieństwa w swojej "historii", dopóty będzie się męczył podwójnie:
                  podświadomie wiedząc, czując, że coś jest nie tak, ale nie wiedząc co i
                  dlaczego.

                  Tutaj istotna sprawa: z tego, co widzę do tej pory po sobie - niezwykle ważna
                  jest przy tym zaburzeniu "autoedukacja" oraz tzw. psychoedukacja - którą jednak
                  (tę ostatnią) powinien prowadzić psychoterapueuta lub psychiatra.

                  To, niestety będzie problem, dopóki nie uda Ci się namówić twojego faceta na
                  wizytę u odpowiedniego specjalisty. Myślę, że w W-wie nie powinno być większego
                  problemu ze znalezieniem kogoś dobrego i to wcale nie musi być koniecznie jakiś
                  profesor, czy ktoś taki.

                  Spróbuj popytać tutaj na forum (jest zdaje się kilku użytkowników z W-wy) lub
                  na "Duplikat- smutne forum" (forum prywatne) lub na "Depresja", popytaj
                  znajomych, itp.

                  Jeszcze raz powtórzę, to co pisałem już wcześniej - doradzałbym, żebyś sama
                  najpierw zweryfikowała takiego psychiatrę - np. zwróć uwagę na to, czy jest
                  naprawdę komunikatywny i czy nie ma maniery "chemika", jak ja to nazywam, czyli
                  wyłącznego skupienia na farmakologiczno-organicznym aspekcie z
                  pominięciem "duszy". (Psychiatrzy często tak chyba mają, a to odstręcza, jeśli
                  jesteś pacjentem - bo mało, że głupio się czujesz w roli tzw. świra, to jeszcze
                  masz wrażenie, że twoje ważne problemy zostaja zredukowane do łykania jakichś
                  cholernych tabletek, które do tego np. są psychotropami, czyli w
                  ogóle "wyklęte").

                  Ważne, żeby zaproponował dla twojego partnera psychoedukację. No i żeby Ci się
                  z nim udało dogadać co do przyprowadzenia M. w dogodnym momencie.

                  2.
                  > Duża bliskość, z jego strony bardzo duzo czułości,
                  > przytulania, głaskania, rozmowy,prośby skierowane do mnie bym nie narzucała
                  > dystansu (tak sie troche bronie emocjonalnie).Jak ja juz troche wyluzowałam i
                  > sie odprężyłam (tzn sama dążyłam do bliskości)nagle zwrot, milczenie, dziwna
                  > obcość, teksty typu; "prosiłem bys sie nie zakochiwała "

                  Hmm, to jest trudna sprawa, dopóki nie podejmie leczenia - widzę tu coś, co
                  wygląda trochę jak opis niektórych moich zachowań.

                  Ten twój dystans być może powoduje u niego z kolei wrażenie, że się oddalasz -
                  to rodzi poczucie zagrożenia, że jednak może Cię stracić - więc zaczyna się
                  starać. Kiedy Ty się wyluzowujesz - jego dopadają wątpliwości, czy nie jesteś
                  aby za blisko, bo wtedy czuje, że ma za mało "przestrzeni", wolnego pola do
                  podejmowania suwerennych decyzji, a przede wszystkim - po tym, co przeszedł
                  (wiele krótkich zwiazków) - na pewno zdaje sobie sprawę z tego, że rozwalając
                  kolejny, może skrzywdzić kolejnego człowieka w swoim życiu. Nikt z natury tego
                  nie chce, bo wiąże się to, pominąwszy wszelkie inne aspekty - z ogromnym,
                  przytłaczającym poczuciem winy. Coraz trudniej sobie coś takiego wybaczyć.

                  Pisałem w jednym z poprzednich postów, żebyś spróbowała rejestrować jego
                  nastroje i związane z tym twoje odczucia. Nie wiem, czy mieszkacie razem i jak
                  często się w związku z tym widujecie. Jeśli nie mieszkacie razem - to będzie to
                  dość trudno wykonalne w sensie precyzyjnej, codziennej rejestracji.
                  Ale przynajmniej jakieś główne wątki, to ułatwi potem zdiagnozowanie typu ChAD-
                  u oraz częstotliwości zmian faz i ich trwania. Na pewno czytałaś - jest tego
                  wiele odmian.

                  > Dodam, że ten schemat zachowania powtarza sie cyklicznie,
                  > na przemian teksty: "jestes moja druga połówka, jak możesz myslec że cie
                  > olewam" itp;po jakimś czasie wycofywanie i tak w kółko.

                  Choćby takie zdarzenia na początek spróbuj zarejestrować.

                  c.d.n.

                  Mam nadzieję, że ta moja pisanina zda Ci się na coś, bo już mi ręce "usychają"
                  tak długiego tego posta wysmarowałem wink

                  ciepłe pozdrowienia z Poznania
                  matt
                  • luna15 Re: "Związek"/"nie związek" 16.06.04, 09:35
                    Cześć, mam nadzieje, że ci rece zupełnie nie uschły...wink
                    1.Tak staram sie dostosowac i nie panikować, wypracowałam sobie na
                    okazje "humorów" zachowanie neutralne, czyli staram sie nie "ugłaskiwac",
                    raczej zachowuje sie normalnie, głupie teksty (jego) albo bagatelizuje, albo
                    obracam w żart (choc czasem sie we mnie gotuje).Co do "pola widzenia" to na
                    poczatku jego oddalenia brałam bardzo osobiście i się "obrażałam" co
                    przejawiało sie że demonstracyjnie nie dzwoniłam czy nie sms-
                    owałam...Stwierdziłam jednak, że to bez sensu, bo sie denerwuje czy u niego
                    wszystko ok i tak naprawde co ja chce tym udowodnić...Teraz dzwonie i wysyłam
                    kontrolne sms-y , nie za często, ale tak wlasnie kontrolnie.
                    2.Nie wywołuje juz poczucia winy, jezeli cos mnie drażni to najwyżej mówie że
                    jest niewychowany, a nie że zły, tym bardziej, że juz zauważyłam , że w
                    przypadku moich "dąsów" jego reakcja jest nastepująca: "Tak, tak i co powiesz
                    mi, że ja zły jestem, że to moja wina..." omijam więc oceny wprost do osoby,
                    raczej mówie konkretnie co mi sie w zachowaniu nie podoba np; "wkurza mnie że
                    nie zadzwoniłes"
                    3.On wie ze jest cos nie tak, nazywa to ciągłym poczuciem winy, nie wiadomo za
                    co i w związku z czym, tak jak w "Procesie" Kafki....To jest rodzaj ciagłego
                    udręczenia za słabego by cos zrobic, za silnego by zapomnieć.
                    4.Bliskość...czasem mam wrażenie że on chce czegos nierealnego, tzn opcji
                    takiej, że ja jestem blisko i on ma wszystko co sie z tym wiąże ale z
                    jednoczesna gwarancją , że jak bedzie chciał odejść, to uda mu sie to zrobic
                    bezbolesnie, że ja niejako bede umiała "wyłaczyc" uczucia w każdej chwili...
                    5.Nie mieszkamy razem, ale blisko...widujemy sie 2, 3 razy w tygodniu, teraz
                    pracuje poza wawa, wiec najwczesniej zobaczymy sie za miesiąc, pozostaja
                    kontrolne telefony....
                    pozdrawiam
                    • solar_30 Re: "Związek"/"nie związek" 16.06.04, 11:56
                      Witajcie,

                      Wedlug mnie to dobrze postepujesz. Musisz sie starac opanowywac i brac go
                      takiego jakim jest, wiem to trudne. Nic na sile, i bez natrectw, bo to moze
                      przyniesc inne nastawienie jego. Samo kontaktowanie musi byc, moze nie czeste,
                      ale jak napisalas, aby wiedzial ze ktos jest.

                      Cyt "....: .Bliskość...czasem mam wrażenie że on chce czegos nierealnego, tzn
                      opcji takiej, że ja jestem blisko i on ma wszystko co sie z tym wiąże ale z
                      jednoczesna gwarancją , że jak bedzie chciał odejść, to uda mu sie to zrobic
                      bezbolesnie, że ja niejako bede umiała "wyłaczyc" uczucia w każdej chwili..."

                      Mysle, ze sporo w tym prawdy, jesli nie wszystko sad On sie boi zrobic krzywde,
                      kazdy sie boi ja zrobic komus innemu sad

                      3maj sie,
                      Pozdrawiam forumowiczow,
                      solar_30





                • matt35 Re: "Związek"/"nie związek" 17.06.04, 14:45
                  No to ciąg dalszy do twojego pierwszego postu:

                  > Znamy sie 2 lata, wiemy o sobie bardzo duzo, ale po prostu mnie taka hustawka
                  > rozwala emocjonalnie.

                  >> Który "on" jest prawdziwy,

                  co mam myslec, jak postępować,

                  >> czy przeczekiwać fazy obcości, czy krzyczeć na niego wtedy, płakac ,
                  >> ustawiac do pionu czy udawac ze sie nic nie dzieje,
                  prosze poradzcie coś!!!!!

                  Myślę, że częściowo odpowiedzi na ten fragment twojego pierwszego postu już
                  padły w naszej rozmowie.
                  Widzę, że zależy Ci bardzo na twoim przyjacielu, bo mimo chwil zwątpienia sama
                  już nauczyłaś się instynktownie z nim postępować i - z mojej
                  perspektywy, "lekkiego" ChAD-owca - wydaje mi się, że kierunek jest dobry:

                  > Co do "pola widzenia" to na poczatku jego oddalenia brałam bardzo osobiście i
                  > się "obrażałam" co przejawiało sie że demonstracyjnie nie dzwoniłam czy nie
                  > sms-owałam...

                  >> Stwierdziłam jednak, że to bez sensu, bo sie denerwuje czy u niego
                  >> wszystko ok i tak naprawde co ja chce tym udowodnić...Teraz dzwonie i
                  >> wysyłam kontrolne sms-y , nie za często, ale tak wlasnie kontrolnie.

                  Super. W ten sposób chociaż ta strona, która w tym momencie jest "sprawna
                  komunikacyjnie" utrzymuje przynajmniej luźny kontakt.

                  Jeśli twój facet jest rzeczywiście psychicznie podobny do mnie, to może być
                  tak, że czasem nie ma siły, wewnętrznej energii do podtrzymywania kontaktów z
                  otoczeniem - i nawet niezupełnie świadomie i bez premedytacji izoluje się od
                  otoczenia.

                  Powody, oczywiście bywają róznorakie, ale:
                  może to być np. związane z gorszym samopoczuciem w stosunku do fazy
                  hipomaniakalnej (tej z podwyższoną aktywnością, samopoczuciem, samooceną i
                  zwiększonym popędem seksualnym) - wtedy do głosu może dochodzić poczucie
                  bezwartościowości, własnej nieatrakcyjności, niemożności zaoferowania z siebie
                  otoczeniu tyle, co podczas tych "dobrych" okresów. Stąd wycofanie.

                  Druga wersja jest też taka: w fazie hipomaniakalnej - szukanie nowych wrażeń,
                  nowych "wyzwań", odcinanie się od nieprzyjemnych emocji związanych ze złym
                  samopoczuciem fazy obniżonego nastroju.

                  Ale to jest rozpoznawalne: wtedy może nie chcieć się wprawdzie kontaktować z
                  Tobą, ale np. będzie chodził z kumplami na piwo, albo poznawał więcej ludzi niż
                  zwykle (nie chodzi o kontakty zawodowe), będzie błyszczał i lśnił (jak
                  ten "ślizgacz"), wszystko mu będzie gładko i szybko szło, będzie bardzo
                  zadowolony z pracy i będzie odnosił w niej sukcesy.

                  Będzie miał podwyższoną samoocenę i poczucie własnej atrakcyjności (w tym
                  seksualnej), więc nietrudno mu będzie poznać jakąś kolejną kobietę. W tej fazie
                  po prostu "ściąga się" na siebie uwagę, akceptację i zainteresowanie
                  otoczenia...

                  Dla Waszego związku to ta faza jest bardziej niebezpieczna, a dla Ciebie samej
                  może być - niestety - bolesna. To wtedy zdarzają się zdrady, nadużywanie
                  alkoholu, papierosów, ostra ("dynamiczna") jazda samochodem, szastanie
                  poiniędzmi ale też i pokonywanie barier i ograniczeń. W literaturze pisze się
                  generalnie o skłonności do "zachowań ryzykownych".

                  Ale - ostrzegam - jeśli nie chcesz go stracić, to, niestety, musisz być na to
                  przygotowana psychicznie i przemyśleć zawczasu, czy będziesz to potrafiła
                  wybaczyć i przyjąć takie doświadczenia. Jeśli nie, to twoja "walka" o niego
                  może być skazana na niepowodzenie...

                  Jednocześnie - przy najgorszych wersjach scenariusza bolesnych przeżyć dla
                  Ciebie - to wcale nie musi oznaczać, że on to robi, by cię upokorzyć,
                  sprawić "celowo" przykrość - to właśnie jest jego balast, bo post-factum (i to
                  niekoniecznie od razu - czasem potrzeba do tego wielu miesięcy) może mu być z
                  tym bardzo, bardzo źle. Poczucie winy, złość na siebie, itp.

                  To jest, niestety, koszmarna cena "emocjonalnej niesterowności" w
                  nieleczonym ChAD-ie.

                  Po tych okropnościach, które tu wypisałem - jedno pocieszenie - akurat dla
                  Ciebie. Pisałaś, że jesteś atrakcyjna, zgrabna, itd, a twój przyjaciel znalazł
                  w Tobie do tego partnerkę intelektualną - to jest połączenie, które daje Tobie
                  duże szanse, o ile wytrzymasz do chwili, gdy twój facet da
                  się "uświadomić" nt. ChAD-u i podejmie leczenie. Bądź świadoma tego, że to może
                  być długa droga i będzie wymagała od Ciebie dużo mądrości i siły...

                  Tego właśnie Ci życzę z całego serca
                  (bo sam chciałbym mieć taką partnerkę "na życie", hehe wink

                  Pozdrawiam
                  matt
                  • matt35 Re: "Związek"/"nie związek" 17.06.04, 15:03
                    PS

                    Ważnym elementem z twojej strony, który wspiera utrzymanie długotrwałego
                    związku jest - paradoks?! - zapewnienie mu przystani, schronienia,
                    emocjonalnego portu, do którego może zawinąć po burzy. I może, jeśli
                    mocno "nabroił" - nie spotka się od razu z całkowicie otwartymi ramionami, ale
                    też nikt go dodatkowo nie będzie obwiniał. Bo sam w sobie będzie miał już taki
                    balast, że więcej może nie unieść.
                    Musi wiedzieć, że go akceptujesz - to powoli wiąże z bliską osobą. Dzięki temu
                    masz szansę być dla niego coraz bliższa i "bezpieczniejsza" emocjonalnie.

                    A ChAD-owiec - nawet, jeśli "zaszaleje" potrzebuje takiej przystani i
                    bezpieczeństwa - może nawet bardziej niż inni, bo są momenty, kiedy czuje się
                    wobec świata całkowicie bezbronny...

                    matt
                    • luna15 Re: "Związek"/"nie związek" 17.06.04, 15:31
                      Dzięki za odzew (doceniam, że siedząc w robocie macie jeszcze sile by mi cos
                      skrobnąć (solar i matt).
                      1.Co do wewnętrznej energii o której piszesz, to kiedys dostałam od niego list
                      (po jednej z 1 awantur, miałam pretensje, że po aktywnie spedzonych dniach
                      razem - po kilka godzin, nagle zaczął mnie "olewać").Napisał mi coś
                      takiego: "Lubie uszczęsliwiac kobietę, kiedy czuję do tego energie, wtedy
                      jestem dac jej z siebie wszystko, w każdym sensie, ale w dłuzszym okresie czasu
                      mnie to męczy".Tak a'propos nasz spotkania wlasnie sa tego typu po kilka-
                      kilkanascie godzin , bardzo intensywne pod każdym wzgledem, a potem znów
                      cisza...
                      2.Faza niżu: tak minimalna aktywność, pytania po co sie ze mna spotykasz itp;
                      3."Błyszczenie" no tak to jest najgorsze przyznaje, umie uwodzic, ma tak zwany
                      dobry bajer...nie złapałam go za reke jak cos krecił na boku, ale jakby próbuje
                      mnie przygotować na to (teksty dotyczace naturalnej poligamii mężczyzn, tego że
                      to nie zdrada tylko zwykły seks-czytaj fizjologia bez uczuć, "bo wy kobiety
                      inaczej to rozumiecie,ale to nie zdrada itpwink.
                      "Zachowania ryzykowne", zgadza się: szybka jazda samochodem, alkohol
                      Nie napisałes żadnych okropności to jest to co ja obserwuje od 2 lat, czyli
                      zycie, już chyba troche stężalam wewnetrzne, poprostu boli mnie to że widze
                      jak on sie spala wenetrzne, taka walka z cieniem czy demonem...
                      • marcepanna Re: "Związek"/"nie związek" 17.06.04, 21:45
                        Przepraszam Luna ale ja nadal nic niezdrowego nie widze.
                        Kazdy mezczyzna marzy o zdobywaniu (zwycieskim) wielu kobiet. Nie kazdy ma na
                        tyle odwagi aby robic cos takiego.
                        Popatrz na Neo i porownaj go ze swoim M.

                        Ja mojego obecnego przylapalam ze klamal w sprawie dzieci. Ma jeszcze jedno z
                        nieformalnego zwiazku, a jedno ktore sam wychowuje i o ktorym wiadomo.
                        Spzreczne i szokujace ale co mnie do tego?
                        Po drugie sa inne kobiety. Przypadkowo dostalam smsa do tej drugiej ))))
                        Obsmialam go i albo ja olal albo lepiej sie kamufluje
                        Jesli sie chce zdobyc mezczyzne to jest na to jedna recepta: trzeba wlozyc tyle
                        wysilku aby byc lepsza niz reszta jego pan.
                        Wciaz go bawic i zadowalac
                        Sposob dziala niezawodnie
                        Jak sie wysilisz bedzie olewal inne dla ciebie
                        Tylko mnie sie to nudzi po jakims czasie.

                        Zreszta na tym forum gdzies pisze ze zazywanie lekow antydepresyjnych skutkuje
                        u mezczyzn impotencja wiec nie widze powodu aby go uszzcesliwiac taka kuracja

                        Najlepiej niech Matt sie wypowie .....

                        Twoj M. mowi szczerze co mysli i to faktycznie jest trudny partner. Nielatwo go
                        okielznac. matt ci w tym nie pomoze i wspomnisz moje slowa kiedys.
                        Po pierwsze jesli on ma kase i pozycje spoleczna to warto z nim trzymac , jelsi
                        nie to ja bym go bez wahania kopla w dipę.
                        Po drugie, to ze on "cierpial" po probie zerwania.
                        Ja bym to inaczej zinterpretowala. On chcial wywrzec na tobie nacisk, zauwaz ze
                        to ty zerwalas nie on a to wiele mowi. Przestraszyl sie, to cos co ugodzilo w
                        jego ego, zaszantazowal cie uczuciami
                        Poza tym szukanie kolejnego partnera to jednak czas i wysilek no i pieniadze
                        niekiedy a ty jestes pod reka.
                        Nie pisze tego zlosliwie gdyz wg takiego klucza ja rozumiem mezczyzn i
                        postepuje z nimi
                        Pozdrawiam




                        • solar_30 Re: "Związek"/"nie związek" 17.06.04, 22:19
                          KOCHANI: NIE DAJMY SIĘ PROWOKOWAĆ!!! NIE ODPOWIADAJMY!!! IGNORANCJA
                          IGNORANTOM...

                          solar_30
    • profiler Re: "Związek"/"nie związek" 14.06.04, 12:44
      Ja bym przede wszystkim poszła do lekarza, żeby postawił diagnozę, bo jeśli to
      jest choroba, to chorobę można leczyć.
    • agawa50 Re: "Związek"/"nie związek" 15.06.04, 13:01
      Chyba się znowu włączę. Na różnych wątkach pisałam trochę o mojej sytuacji -
      dla Ciebie krótko - zostałam sama po 20 latach związku, bo moj mąż "się
      wypalił" i potrzebował lepszej (czytaj młodszej w tym wypadku) partnerki. Niby
      proza życia, jednak wiele szczegółów wskazuje u niego na ChAD, psychiatra się z
      taką opinią zgadza. Jak widzisz długotrwały związek jest możliwy, jeśli choroba
      rozwija się od łagodnej cyklotymii, ale wymaga od partnera ogromnej siły,
      stopniowego przejmowania odpowiedzialności za kolejne aspekty życia, związane
      choćby z wychowaniem dzieci, w efekcie - jeśli CHADowiec nie podejmie leczenia -
      jest przeraźliwie niszczący. Skutki jak wyżej. Gwoli prawdy - jest to też
      związek niezwykle barwny, w którym można przeżyć wiele wspaniałych chwil,
      człowiek w hipomanii bywa niezwykle atrakcyjny i przeżycia z nim też. Ale cena
      potworna. Tyle że z czasem te zachowania (zwłaszcza właśnie hipo - i
      maniakalne) stają się szalenie uciążliwe (niefrasobliwość finansowa, pokłady
      irytacji, alkohol, zdrady). Rady nie będzie - nie potrafię Ci jej udzielić.
      Sama usiłuję lizać rany od pół roku, "uczę się" tej choroby i próbuję
      zrozumieć, co się stało w moim życiu. Nie napiszę Ci uciekaj, póki pora, ale
      też ostrzegam: bez leczenia czeka Cię zapewne koszmar. Może jeśli związek
      rokuje, spróbuj przekonać chłopaka że nieleczona choroba się rozwija, i z
      czasem przyniesie przykre konsekwencje także jemu.
      Pozdrawiam serdecznie!
      Agawa
      • luna15 Re: "Związek"/"nie związek" 15.06.04, 13:09
        Dzięki Agawa za twoje spostrzeżenia, wiem, że nie napiszesz "uciekaj", sama nie
        uciekłas, choc pewnie sympomy (cyklotymia)widziałas juz na poczatku
        znajmości.Jeżeli możesz w wolnej chwili to skrobnij mi jeszcze wląsnie o
        tych "początkach". Sciskam cie ciepło
      • matt35 Re: "Związek"/"nie związek" 15.06.04, 13:34
        Witaj Agawo!

        Miło Cię tu znów widzieć (abstrahując trochę od kontekstu sytuacyjnego, przez
        jaki się tu znalazłaś).

        napisałaś do Luny:
        > Jak widzisz długotrwały związek jest możliwy, jeśli choroba
        > rozwija się od łagodnej cyklotymii, ale

        >> wymaga od partnera ogromnej siły,

        >> stopniowego przejmowania odpowiedzialności


        > za kolejne aspekty życia,
        > związane choćby z wychowaniem dzieci, w efekcie - jeśli CHADowiec nie
        > podejmie leczenia - jest przeraźliwie niszczący. Skutki jak wyżej.

        No cóż, to jest, niestety prawda,

        > że nieleczona choroba się rozwija, i z
        > czasem przyniesie przykre konsekwencje także jemu.

        O rany!, wiem, o czym piszesz - właśnie dlatego mając 35 lat nie mam rodziny,
        ani stałej partnerki życiowej, moje życie prywatne jest gruzowiskiem, z
        mnóstwem ruin spalonych mostów, a i zawodowe (choć jestem dobry w tym, co
        robię) nie wygląda najlepiej i tak jak mogłoby wyglądać z moimi umiejętnościami
        i doświadczeniem...

        ChAD-wiec jest trochę jak ślizgacz o ogromnej mocy bez sternika:
        dopóki ma paliwo i jest blisko brzegu - płynie na pełnej mocy, z fascynującą
        prędkością. Jest piękny. Błyszczy i lśni w słońcu. Jego odbicie w wodzie jest
        wprost zniewalające. Ślizga się po falach, przeskakując od jednego wierchołka
        do drugiego, nawet się głębiej nie zanurzając...
        I tak sobie płynie daleko w morze, znikając już po kilku chwilach za
        widnokręgiem...

        Kończy się paliwo.
        Więc zwalnia, aż wytraca całkowicie prędkość. Niesiony prądami, ukrytymi pod
        nagle zupełnie spokojną powierzchnią wody - zaczyna dryfować. Bo nie ma napędu.
        Silnik potrzebuje przecież paliwa, a ono - się skończyło.

        Zmienia się pogoda.
        Słońce znika za gęstymi chmurami...
        Nadciąga burza...
        potem - sztorm...
        Ślizgacz zalewają coraz większe fale, a on nie może im stawić czoła, bo bez
        silnika - to niemożliwe...
        Bez sternika i paliwa nie zawinie z powrotem do portu...

        ...

        matt
        • luna15 Re: "Związek"/"nie związek" 15.06.04, 14:06
          Ładnie to napisałes Matt,ale lepiej byc żaglówka z napedem dodatkowym, by
          płynąc nie za szybko a w razie problemów uzyc żagla....Tak, tak, marzenia.Matt
          napisz cos o swoim dzieciństwie, było "normalne", ze sie tak wyraże?
          • matt35 Re: "Związek"/"nie związek" 15.06.04, 18:37
            To taki obraz, który mi się nasunął, a który w dość prosty i krótki i - jak
            sądzę - zrozumiały sposób odzwierciedla moje postrzeganie ChAD, w łagodniejszej
            wersji i - jeszcze raz powtórzę - z mojej perspektywy.

            > napisz cos o swoim dzieciństwie, było "normalne", ze sie tak wyraże?

            Hmm, hehe, tutaj się muszę trochę pośmiać pod nosem wink

            Wiesz, Luno? - taka generalna uwaga o mnie: ja w ogóle jestem zupełnie
            normalnym, zwyczajnym, dość inteligentnym facetem, z umiejętnościami
            socjalnymi, które w pewnych fazach są postrzegane jako spory urok osobisty. He,
            he.
            Gdyby nie wstępne rozpoznanie ChAD-u miesiąc temu i te wszystkie historie z
            mojego życia, które świadczą jednak o tym, że dostałem "w standardzie" trochę
            inne wyposażenie niż inni ludzie, to na ulicy niczym szczególnym bym się nie
            wyróżniał. A ChAD i tak postrzegam trochę jak "nie mój balast", kiedyś się
            zstanawiałem, za co dostałem taki bagaż do noszenia w życiu i za czyje grzechy
            mam odpokutować, albo - co zrobiłem w poprzednim życiu nie tak, że dostałem do
            testowania tak trudny egzemplarz mózgu i software'u zwanego "psyche-pro" wink

            Dzieciństwo miałem w miarę OK i gdyby nie liczyć rozwodu rodziców, kiedy miałem
            jakieś 5-6 lat, to - przynajmniej na pierwszy rzut oka - trudno byłoby się
            doszukać jakichś dramatycznych i traumatycznych przeżyć takiego kalibru, z
            jakim stykają się dzieci z np. patologicznych rodzin, żeby podeprzeć się
            przykładem ekstremalnym z drugiego bieguna...

            Wprawdzie paręnaście i jeszcze nawet parę lat temu przychodziły mi do głowy
            różne oskarżenia pod adresem matki, ojca, ojczyma, ale myślę, że choć moje
            dzieciństwo nie było może przykładem sielanki i pełni szczęścia, to też pewnie
            nie było najgorsze.

            Na tym na razie kończę, bo co mi zostanie na maila wink.
            Jak będziesz miała pytania - pytaj śmiało, a ja postaram się odpowiedzieć.

            Pozdrowienia

            matt
            • agawa50 Re: "Związek"/"nie związek" 15.06.04, 19:21
              Mnie też się podobają Twoje posty, Matt.
              Nie ma co ukrywać - trochę przypominasz młodszą wersję mojego faceta... Ten
              urok osobisty, żagle pełne wiatru, możliwości zawodowe - niekoniecznie
              wykorzystane, skąd ja to znam... Trudno z tego zrezygnować, prawda? A jednak
              wierz mi - im dalej, tym trudniej, min coraz więcej, lawina się toczy i coraz
              więcej z sobą porywa. Mam nadzieję, że oswoisz, okiełznasz chorobę.
              Też ciepło pozdrawiam
              Agawa
              PS Luna, Tobie wyślę raczej maila, myślę, że moje doświadczenia mogą Ci się
              przydać
              • matt35 Re: "Związek"/"nie związek" 15.06.04, 23:54
                Agawo, hmm,

                mam się cieszyć?
                Nie, -no pewnie, miło mi, że to, co mam na ten temat do powiedzenia, jest dla
                Ciebie i innych uczestników forum interesujące i spotyka się z odzewem.
                Przecież ja się tutaj też pojawiłem po to, żeby się dowiedzieć więcej na temat
                ChAD-u i poczytać o różnych doświadczeniach ludzi, którzy muszą z tym żyć i
                jakoś dawać sobie radę. Dla mnie ciekawe są z kolei twoje dramatyczne
                doświadczenia, czy to, co pisze np. Luna - czyli dla mnie wgląd w to, jak ta
                sytuacja może wyglądać "od drugiej strony". W tej chwili naczytałem się już
                dość sporo i np. twoje posty są dla mnie swoistym memento, a jednocześnie
                dodatkową motywacją, żeby podjąć walkę z tym, co tak naprawdę mnie niszczy (z
                czego - jak widać zdaję/ zdałem sobie sprawę).

                Życzę Tobie dużo, dużo siły i pozytywnego zwrotu w twojej sytuacji.
                Do przeczytania.

                matt

                PS
                A jak w tej chwili wygląda sytuacja? Jeśli wolno mi zapytać?
                Tzn. jak się czujesz, czy zaczynasz już wychodzić na prostą - w sensie
                codziennego funkcjonowania? Pracujesz zawodowo? (Nigdy chyba nic nie pisałaś na
                ten temat).

                Pozdrawiam ciepło
                matt
                • agawa50 Re: "Związek"/"nie związek" 18.06.04, 08:59
                  Hej, Matt,
                  to nie było do cieszenia...To miało być memento. To cholerstwo (mam na myśli
                  ChAD) się jednak straszliwie nakręca...
                  Ale mądrze myślisz, na pewno dasz sobie radę!
                  Pozdrawiam!
                  • agawa50 Re: "Związek"/"nie związek" 18.06.04, 09:04
                    PS
                    Pytałeś, co u mnie. Zbieram się w sobie. Sęk w tym, że jestem całkowicie
                    odpowiedzialna za trzy osoby, w tym jedną bardzo ciężko chorą. W depresji to
                    niełatwo, ale paradoksalnie ma to pozytywne działanie terapeutyczne. Pracuję,
                    choć mam poczucie, że nie nadążam. Jestem tylko śmiertelnie zmęczona.
                    Pozdrawiam bardzo ciepło
                    Agawa
              • luna15 Re: "Związek"/"nie związek" 16.06.04, 12:55
                Dzieki Agawa, czekam, pozdrowienia
            • luna15 Re: "Związek"/"nie związek" 16.06.04, 08:50
              Hej, dzieki za 2 posty.Pytałam się o to dzieciństwo bo w przypadku mojego
              przyjaciela też było "normalne".Choć ta normalnośc niestety charakteryzowała
              sie brakiem realnej więzi emocjonalnej, jednocześnie z dośc duzym naciskiem na
              rozwój ambicji i talentów dzieci.
              Co do "umiejetności socjalnych" znane mi sa bardzo dobrze. Mój przyjcel w
              swoich "dobrych" lub "normalnych" okresach jest duszą towarzystwa i "wujkiem
              dobrą radą".Nie ukrywam , że ja sama dużo wyniosłam z jego rozważań, a ponieważ
              ma tendencje do ciągłej autoanalizy wie duzo o ludziach i tzw; wnetrzu (sporo
              czyta, nigdy nie widzialam u innego faceta tylu ksiazek psychologicznych)
              szkoda, że to wszysytko "siada" gdy jest ten gorszy okres....
              • matt35 Re: "Związek"/"nie związek" 16.06.04, 13:21
                Witaj,

                > Pytałam się o to dzieciństwo bo w przypadku mojego
                > przyjaciela też było "normalne".Choć ta normalnośc niestety charakteryzowała
                > sie brakiem realnej więzi emocjonalnej, jednocześnie z dośc duzym naciskiem
                > na rozwój ambicji i talentów dzieci.

                Wiesz co? - jedna charakterystyczna sprawa: otóż ja od bardzo dawna miałem
                bardzo ograniczony kontakt emocjonalny z rodzicami. Byłbym nawet skłonny
                twierdzić, że od ok. 20go roku życia, kiedy to zacząłem się usamodzielniać i
                wyprowadziłem sie ostatecznie z domu, wynająłem pokój, zacząłem studiować -
                te "więzi" jeszcze osłabły, żeby nie powiedzieć, że zaczęły
                całkowicie "usychać".

                Moja tendencja wtedy - "odizolować się" całkowicie. Uzyskać pełną samodzielność
                i niezleżność (co najmniej "fizyczną") - w sensie nie mieszania się rodziców do
                moich spraw i nie narzucania ich woli (byłem wychowywany raczej pod kloszem i
                silną kontrolą dość autorytarnej matki i "dalekiego" emocjonalnie ojczyma).
                Miałem do nich wtedy coraz więcej pretensji, np. o tę kontrolę, izolacyjnie
                wpływającą na moje kontakty z rówieśnikami.


                ... przepraszam, muszę teraz przerwać, wrócę do tego później...
                matt
    • marcepanna Re: "Związek"/"nie związek" 16.06.04, 20:09
      Ja nie widze zadnego prblemu tutaj
      Z opisywanych zachowan to ten twoj facet jest najnormalniejszy, ale wygodny w
      zwiazku. Ja nie widze tutaj niczego nienormalnego
      To samo stary agawy ktory sie rzucil na mloda dupe. Normalka a stara porzucona
      zona USILUJE sobie wmawiac ze to chad.
      Agawa! Twoje cialo ma 50 lat to nie to samo co 30!

      Mat czy moglbys jej z solarem wytlumaczyc ze chlopu nie staje na widok
      50latki????

      Agawo twoj maz jest najnormalniejszy na swiecie, zdaje sobie sprawe ze juz
      koncowka jego sprawnosci seksualnej i chce to wykorzystac W PEŁNI
      Cieszac sie nowym mlodym cialem bo Twoje juz go nie podnieca az tak

      Dotrze to do ciebie kiedys wreszcie czy nie dotrze ?????????????????????????


      A ty droga Luno , nie doszukuj sie w swoim facecie jakichs anomalii

      NIEKTORZY LUDZIE NIE POTRAFIA STWORZYC TRWALYCh ZWIAZKOW JAK MATT ALE TO NIE
      ZNACZY ZE SA NIENORmALNI

      Nienormalni ludzie nie moga byc tak inteligentni jak Matt. Porownaj posty
      domeniks i grety i tego czuba od elektrowstzrasow. No i mirona ktory nie
      potrafi nic sensownego wydusic z siebie , tylko zamyka sie w milczeniu

      Slowo daje ze zmyslacie cos sobie
      • profiler Re: "Związek"/"nie związek" 16.06.04, 20:45
        A psychopatia jest według Ciebie chorobą psychiczną? Psychopata to taki
        człowiek, który szuka słabszych od siebie np. chorych psychicznie żeby ich
        ranić.
      • luna15 Re: Marcepanno 17.06.04, 11:57
        Marcepanno (droga moja)wiesz , że ja nawet bym sie z toba zgodziła, co więcej
        nawet przez długi czas myslałam tak jak ty..tylko juz tak nie myślę. Oczywiscie
        twoja interpretacja zachowań byłaby słuszna, gdybysmy rozmawiali o 17-latkach,
        ale nie o 30-sto i "dalej-latkach".Powtórzysz, że niektórzy nie potrafia mimo
        wieku stworzyc trwałych związków, toz to zadne odkrycie Ameryki, własnie tu o
        tym piszemy, ale "nie potrafią" , nie zanczy " nie chcą"...czujesz róznice czy
        nie za bardzo? Wiesz ja tu nie weszłam tylko przez to , że mi momentami jest
        ciężko, ale dlatego, że widze jak osoba mi bliska poprostu cierpi.Gdybym mogła
        powiedziec o moim panu ; "zwykły h... jestes" to chyba byłoby mi lżej, tylko że
        nie moge. "Normalność", co to jest normalnośc Marcepanno? Czy ty uważasz się
        za "normalną" czy raczej za "zwyczajną". "Niedojrzałość" ...znam osoby
        niedojrzałe ,mnóstwo, tylko wiesz czym one róznia sie od Matta , czy mojego
        przyjaciela , tym, że albo wogóle nie traktuja tego w kategoraich problemu,
        albo wisi im co czuja w zwiazku z tym inny.Zasadnicza roznica.
        Nie rozumiem czemu uważasz że facetowi nie stanie na widok 50-latki, zapewniam
        cie że to kwestia tego czy jest pociągajaca czy nie , a to z wiekiem wiąże sie
        tylko w niewielkim stopniu, no i prawda taka , że nie każdy lubi młode siksy.Ja
        mam 29 lat i wyglądam dobrze, co nie znaczy że za 20 chce wygladac nadal
        fajnie."Staje nie staje", kobieto masz 37 lat i tak upraszczasz....musisz sie
        jeszcze troche o seksie dowiedzieć."Stara porzucona żona..." buhahaha, to
        tobie do starości zostało juz tylko 13 lat (nabierz tempa)....Kobieto starośc
        to 75-80 jak dla mnie, mając 50 zamierzam nieźle figlować.Neo napisał że sie
        boisz starości, ma racje, to co ty praktykujesz, jest rodzajem "specyficznego
        autokodowania", gadasz cały czas o starości (50!), nienormalności(!)bo sa to
        rzeczy które jak przeczuwasz czekaja cie (lub juz mentalnie dopadły)i próbujesz
        je oswoić, jednocześnie udając przed całym światem, że to żaden problem.Mówisz,
        że jestes normalna, oczywiscie w swoim rozumieniu tego słowa tak...ale,
        obserwujesz to forum, czytasz, napisałas "nie potrafiłam stworzyć związku",
        czyli chciałas a nie wyszło.Uważasz, że to normalne? Uważasz, że to normalne że
        patrzysz rano w lustro i nie lubisz coraz bardziej tej twarzy, uważasz, że
        normalne, że tak ciężko jest ci ucieszyc sie z czegoś naprawde szczerze,
        uważasz, że to normalne że boisz sie kazdego dnia choc pozornie nic ci nie
        grozi? Uważasz, że to normalne, że ktoś cie zawodzi, że nie szanuje (czasem
        nieświadomie) twoich uczuć, uważasz brak MIŁOSCI w swoim życiu za NORMALNOŚĆ?
        KOBIETO OBUDŹ SIĘ!
        • agawa50 Re: Marcepanno 17.06.04, 13:20
          Ładnie to napisałaś, Luna. Ale popieram matta i innych - szkoda klawiatury.
          Podobno mądrość w ostatecznym rozrachunku zwykle z głupotą wygrywa, pod
          warunkiem, że istnienie głupoty przyjmie do wiadomości....
          Pozdrawiam
          agawa
          • luna15 Re: Agawa 17.06.04, 15:38
            Dzięki za list, jutro cos skrobne dłużej na priv.Trzymaj sie
            • marcepanna Luna 17.06.04, 18:42
              Dziekuje za odzew. Nie czytam wszystkiego tutaj, np posty Domeniks i Grety sa
              zbyt meczace. Ale MAtt pisze logicznie i jego czytam. Ciebie tez.

              Co do diagnozy jaka mnie postawiliscie, zupelnie nie przystaje do
              rzeczywistosci.
              Dlaczego mialabym sie bac starosci?
              Mam swoje zycie i swoj swiat. Mezczyzni sa w nim obecni ZAWSZE.
              Natomiast co do 50letniej kobiety. No wlasnie czego powinnam sie nauczyc o
              seksie?
              Tego akurat nie rozumiem.
              Poza tym ja wiem ze poczuwasz sie do solidarnosci z Agawa ale nie jest ona
              jedyna kobieta z ktorej maz zrezygnowal dla kogos mlodszego. Wielu mezczyzn to
              robi, nieprawdaz?
              Czy kazdy facet odchodzacy do mlodszej to wariat?
              No ludzie !!!!
              Poza tym nie sadze aby grozilo mi szajbusiarastwo.
              Wrecz przeciwnie. Mam kilka celow do osiagniecia w zyciu i nie mam czasu na to
              aby leczyc sie elektrowstrzasami jak nieszczesny Neo
              • luna15 Re:marcepanna 17.06.04, 19:41
                Hej
                To nie diagnoza (nie jesteśmy lekarzami)raczej tak sobie głośno
                myslałam...Czemu miałabyś bac sie starości (mam na mysli 75 i up)?Bo starość
                to niedołężność, to zależność, to choroba, często samotność, to coraz bliższa
                perspektywa śmierci, świadomość że odpowiedzi na pewne pytania nie można juz
                odwlekać...a Ty, mam wrażenie, że jesteś osobą ,która troche sobie "pędzi"
                życiowo, taki lekki kołowrotek, by nie myslec, nie analizowć, ale przed soba
                nie uciekniesz, dlatego boisz sie starości ...(tak sądze)
                Czego o seksie miałabys sie dowiedziec? No może tego, że seks to nie tylko
                ciało (w domysle piekne,jędrne , opalone)ale zapach który przypomina pierwszy
                wspólny raz,ciepło które czujesz od drugiej osoby, radość że chwila razem
                pozwoliła zapomieć np; o kłopotach w pracy.To że ktos dał siebie mimo iż był
                zmęczony.To, że nie wstydzisz sie swoich reakcji i umiesz pozwolic sobie na
                szaleństwa mniejsze i wieksze.Mistycyzm i zwyczajność muszą koegzystować w
                seksie jeśli seks ma byc dobry, nie tylko mechaniczny.Jeżeli to wiesz to dziwi
                mnie, że jako kobieta mozesz sprowadzać pociąg do pożadania młodego
                ciałka.Taki seks to jak Mamba, słodko w buzi, dobre, ale za chwile znika...ok,
                Mamba czasem dobra , ale czy warto? Nie jesteśmy "jednorazowi" i powiem Ci, że
                po chwilowym zachwycie jest gorycz...(blablabla, filozofka sie odezwała, tak
                wiem , tylko szkoda, że to prawda).
                Czy każdy odchodzący do młodszej to wariat? Jasne, że nie - przyczyny bywają
                rózne, kobiety też odchodzą...Co nie oznacza, że mąż Agawy nie ma problemu ze
                sobą i dlatego odszedł.Jeżeli dlatego odszedł by "podkręcić" swoje ego, w
                stanie manii, tym gorzej, duża szansa że skrzywdzi też porządnie tą młoda
                dziewczyne.
                "Szajbusiarstwo mi nie grozi..." a to juz , wybacz pycha, tego akurat nie wiesz
                i to że masz cele w życiu nie ma z tym nic wspólnego.Troche pokory , los bywa
                złośliwy...Pozdrawiam
                • solar_30 Re:marcepanna 17.06.04, 21:00
                  Witam,

                  KOCHANI: NIE DAJMY SIĘ PROWOKOWAĆ!!! NIE ODPOWIADAJMY!!! IGNORANCJA
                  IGNORANTOM...

                  solar_30
                  • marcepanna Solar 17.06.04, 21:15
                    jak masz cos ciekawego do dodania to klep jak nie to ....
                • marcepanna Luna 17.06.04, 21:14
                  Dziekuje za post.
                  To prawda ze jestem lekki kolowrotek w zyciu.
                  Starosci sie nie boje bo mam sposob na nia. Zbieram pamietniki, diariusze,
                  wspomnienia i zamierzam to przeczytac wszystko bo teraz nie mam czasu.
                  Tzn conieco czytam ale wieksza reszta lezakuje sobie na polkach

                  Ja dalej sie nie zgadzam z tym seksem i cialem

                  Tzn generalnie i owszem tylko ze stara kobieta ma jednak nieciekawe cialo.
                  Zgoda? Inaczej nie byloby takiej dyscypliny jak chirurgia plastyczna no a Agawa
                  powiedzmy sobie szczerze nie ma tyle kasy co Jane Fonda i w zwiazku z tym nie
                  wyglada tez jak i ona.
                  • agawa50 Re: Marcepanna 18.06.04, 08:57
                    No, chyba jeszcze raz dam się sprowokować, bo panna Marcepanna mnie setnie
                    rozbawiła. A skąd wiesz, panienko, jak to jest z tym ciałem? Moje wymiary
                    90/62/92 chyba nie wymagają chirurgii plastycznej. Biorąc pod uwagę twoją
                    namiętność do słodyczy, z tobą pewnie mogłabym śmiało stanąć do konkurencjii...
                    A co do seksu - skoro nie stworzyłaś stałego związku, to kto wie, czy ja nie
                    mam za sobą więcej frajdy niż ty za i przed sobą razem?
                    • marcepanna Re: Marcepanna 18.06.04, 11:21
                      owszem lubie slodycze ale po nich sie nie tyje jesli sie umiejetnie tego uzywa
                      UMIAR
                      popatzr na swoja szyje, czolo, oczy , zeby (tak tak zeby!)

                      Nie denerwuj sie ja widze siebie w lustrze codziennie i codziennie widze ajk
                      moje cialo sie starzeje wiec sie nie oszukuj
                      • luna15 Re: Marcepanna 19.06.04, 17:58
                        Hmm, troche się juz wszyscy wyciszylismy, więc pisze wam co dalej...Miałam do
                        niego zadzwonic dopiero w nastepnym tygodniu (jest poza Wawą)ale ogarnął mnie
                        dziwny niepokój i nie wytrzymałam...Trafiłam (tym razem) na dobry humor,
                        ucieszyło mnie to ale jednocześnie odbiło sie automatycznie na mojej kieszeni-
                        rozmowy na komore kosztująsadjak ma dobry nastrój gada jak katarynka i dostaje
                        szczegółowe sprawozdanie z tego co sie działo jak sie nie
                        widzieliśmy/słyszelismy).Generalnie pewnie teraz kilka dni bedzie dobrze
                        (pogoda sie poprawia).Problem u niego jest o tyle upierdliwy , że te nastroje
                        zmieniają sie w cyklach dniowych , tygodniowych ciężko jest nadążyć, w momencie
                        gdy ja sie dostosuje on przeskakuje na drugi cykl i w sumie ostatecznie to ja
                        czuje sie jak "wariatka", no nic grunt to praktykawink .Pozdrawiam was ciepło.
                        • marcepanna zwiazek nie zwiazek 20.06.04, 05:40
                          ale skad wiesz ze on cierpi na chad?
                          • neo422 Re: zwiazek nie zwiazek 20.06.04, 07:12
                            Mysle ze Luna nie wie mowi o prawdopdopienstwie.Szuka stara sie wyjasnic stad
                            tez jej obecnosc na tym forum.Musi Go bardzo kochac to jest piekne.
                            Ale to prwda Marcepano nie kazdy kto ma zmienne nastroje ma CHAD.
                            Gdyby tak bylo to kazdy czlowiek na swiecie bylby cyklofrenikiem,bo kazdemu
                            zdarza sie zmieniac nastroje kazdy w zyciu ma jakis dol i kazdy w zyciu
                            przezywa euforie.To jest za malo do zdiagnozowania czy ktos ma chad czy nie.
                            Lekarze rowniez ulegli nazwie tej choroby i wielokrotnie naduzywaja tej nazwy
                            do wielu pacjentow ktorym tak naprawde zdarzyly sie chwile slabosci.Wracajac do
                            Luny wpytaniu co robic? jak sie zachowac? to trudne pytania i jak ja chory moge
                            poradzic? powiem tak ze moja zona mowi ze w zyciu bylo jej ze mna cudownie i
                            tragicznie i w sumnie rozchwialem ja emocjonalnie niszczylem jej zycie i swoje
                            Przetrwalismy pomimo wielu burz w naszym zyciu jest co opowiadac.Ale ja gdybys
                            mnie dzis spytala czy powtorzylbym swoje zycie mowie zdecydowanie nie(mowie to
                            z pozycji czlowieka chorego)Czy ona by powtorzyla nie wiem? Pomimo tego ze mam
                            2 fantastycznych dzieci kocham moja rodzine.Ale przed oczyma mam obraz swojego
                            zycia to bylo pieklo a co przede mna moze czysciecsmile)
                            Na zakonczenie Luno nie kazdy przypadek do Chad nic na sile zadnych lekarzy Ty
                            narazie piszesz o cyklicznie zmieniajacych sie humorkach.A to za malo zreszta
                            nawet jeslibym wiedzial wiecej nie osmiele sie postawic jakiej kolwiek diagnozy.
                            Proponuje Ci natomiast okres wyczekiwania no i dzielenia sie z nami swoimi
                            spostrzezeniami moze wowczas wszyscy razem pomozemy Ci.Narazie czekaj.Zycze
                            wytrwalosci
                            Darek
                            • luna15 Re: zwiazek nie zwiazek 20.06.04, 08:32
                              Hej! Skąd wiem że ma chad...nie wiem, podejrzewam.Miał w swoim życiu 2 epizody
                              depresyjne (jeden leczony, drugi nie).Po drugie sam nie akceptuje swoich
                              zachowań, do tego stopnia ze troche pogrzebał w literaturze i sam sie
                              zdiagnozował (cyklotymia).Poza tym jak sie z kims jest blisko to widzi sie że
                              cos sie dzieje, problemem jest jeśli to jest takie pozornie "normalne"-nie ma
                              skrajnych, że tak powiem odjazdów....u niego zdecydowanie jest wiecej faz
                              smutku, wycofania, zamykania sie w sobie, "nicnierobienia", fazy aktywnosci sa
                              zdecydowanie krotsze i raczej porównałabym je do akcji jakie robi osoba na
                              lekkim rauszu (ten typ zachowań)...jest to jeszcze przeplatane obsesyjna,
                              ostra, praca, az ze tak powiem do padniecia na pysk.....To tyle narazie
                              pozdrawiam
                              • matt35 Re: zwiazek nie zwiazek 22.06.04, 02:33
                                Witaj Luno smile

                                Bardzo miło było poznać Cię w realu smile
                                Echh, te długie nogi wink hehe.

                                A trochę poważniej: bardzo się cieszę, że moglismy sobie trochę "podebatować"
                                na żywo, bo to jednak inny rodzaj kontaktu - i też możliwości i skojarzenia i
                                tok, jakim płyną myśli.
                                Trzymam za Ciebie kciuki.
                                A co do tego, o czym rozmawialiśmy - chyba jutro będę dzwonił do mojej lekarki
                                i umawiał się z nią. Zapytam o to, o czym rozmawialiśmy, ale dopiero jak się z
                                nią spotkam.

                                Czy mogę Cię prosić, żebys mi jeszcze o tym przypomniała na GG?

                                Serdecznie ściskam i macham białą chusteczką, hehe wink
                                matt
                                • luna15 Re: zwiazek nie zwiazek 22.06.04, 08:11
                                  Hej Matt smile
                                  Też cieszę się że sie spotkaliśmy...ach ten urok osobisty i chadowa energia wink
                                  (mam nadzieję , że odespałeś zjazdo-konferencję).
                                  Dzięki za pamięć w sprawie o której rozmawaialiśmy, oczywista przypomnie na gg.
                                  No i nie pal tyle
                                  Pozdro
    • luna15 Re: "Związek"/"nie związek" 09.07.04, 08:43
      Witajcie,
      Znowu jade do mojego "lubego", znów kilka dni tylko razem....hmmm.Postanowiłam
      zachować zimną krew i być jednoczesnie "dobra" dla siebie i dla
      niego.Zobaczymy...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka