Dodaj do ulubionych

zmeczona mania

10.07.04, 10:09
jestem juz potwornir zmeczona ta mania/ hipomania/ jak zwal tak zwal.
Wczoraj latalam jak z pieprzem spotykalam sie ze znajomymi, zalatwialam 10000
spraw. Juz mam dosc sad
Pragne SPOKOJU.
Poplakalam sie dzis z zalu nad soba, z bezsilnosci, ze juz zawsze bede
nienormalna, zawsze bede musiala jesc te tabletki. Boze, dlaczego nie moge
byc zdrowa, przecietna i taka jak wszyscy ?m Czemu, do cholery, mam tak
cierpiec ? Teraz tez placze, wiem, ze jestem zalosna, byc moze placze,
bo ...okres dostalam wink to sie robie placzliwa.
W kazdym razie - jestem zmeczona.
I Awanturko, mialas racje, jak ja mam sobie normalnie zycie poukladac, bedac
tak niezrownowazona osoba ?
Pozdrawiam Was, przepraszajac za to publiczne uzalanie sie nad soba. Tu mam
ten komfort, ze moge, i ze zrozumiecie.

sheila

p.s. Co sie dzieje z greta ? Jest w szpitalu caly czas ?
Obserwuj wątek
    • awanturka Re: zmeczona mania 10.07.04, 11:36
      Sheilo!

      Skoro jestes zmęczona to znaczy i pragniesz spokoju to znaczy, że hipomania się konczy. Trzeba miec nadzieję, że teraz że teraz będzie remisja (a nie depresja).

      Jak już przestanie Cię "nosic" pozwol sobie na odpoczynek (na przykład dzien, a nawet kilka dni w łóżku) a potem powolutku przejdź do normalnej aktywności.

      A co do życia, to mozna je sobie poukładac, tyle, że jest to trudne.
      Ja próbuję unieżaleznic swoje najważniejsze sprawy życiowe od zmieniajacych się nastrojów. Przyjęłam pewne założenia, których się staram trzymac za wszelka cenę, mimo tego, że widzę sprawy, ze wzgledu na zmieniajacy sie nastrój, co chwilę inaczej. To troche stabilizuje i pomaga utrzymac w życiu jakiś kierunek, a nie miotac sie na wszystkie strony. Ale to wymaga nabrania dużego dystansu do własnych emocji i nie przychodzi od razu. Wiesz, czasem przygladam się sobie jak "okazowi klinicznemu" i mówię sobie, że sprawy pod widzę pewne sprawy tak a nie inaczej, myślę i działam akurat w ten, a nie inny sposób, bo mam depresje, stan mieszany czy hipomanię. I skupiam sie wtedy głównie na tym, żeby działanie pod wpływem chorobowego zmienienionego nastroju nie wywróciło mi życia "do góry nogami". I wyobraź sobie, że mi się to w mniejszym lub większym stopniu, od pewnego czasu, udaje!

      Gdyby nie to, nigdy nie wyszłabym za maż za człowieka, którego kocham. A już się na to zapowiadało. Dwanaście lat bycia z soba, trzy nieudane podejścia do małżenstwa... Gdy miałam depresję wydawało mi się, że jestem go nie warta, że unieszczęśliwię go w tym zwiazku, że trzeba go jak najprędzej z tego zwiazku wywikłac..., gdy miałam hipomanię wydawało mi się, że jest beznadziejny i nudny, że "stac mnie na kogoś lepszego" i wszyscy inni meżczyźni wydawali się byc bardziej interesujacy niż on... w stanach mieszanych (dopiero od niedawna, że to się tak nazywa), wydawało mi się, że zwiazek z nim jest przyczyna wszystkich moich nieszcześc i podłego samopoczucia i muszę ten zwiazek natychmast zerwac...

      Co ja wtedy nie wyprawiałam!

      Aż w koncu zebrałam fakty:

      Dwanascie lat razem mimo mojej choroby, mimo moich niezrozumiałych dla niego zachowan, mimo tego, że zrywalismy ze soba, zrywane były nawet zaręczyny... No i nieudane próby zastapienia go kimkolwiek innym...

      Nie można było tego tłumaczyc inaczej tylko tym, że się kochamy...

      No więc przyjęłam to za pewnik i starałm się tego trzymac mimo zmieniajacych się nastrojów... czasem zaciskałam zęby z całych sił, aby znowu nie wywrócic wszystkiego pod wpływem targajacych mna emocji do góry nogami...

      Wydaje mi się, że taka taktyka sie sprawdza (przynajmniej u mnie). Aczkolwiek budzi zgrozę i święte oburzenie w każdym psychologu, z jakim udało mi się rozmawiac... Ale to w koncu moje życie i można łatwo przewidziec jakby wygladało, gdyby nie dyscyplina jaka sobie narzuciłam... I nikt, żaden psycholog nie potrafił mi podac innego, alternatywnego sposobu, który zabezpieczałby mnie od "wywracania życia do góry nogami" przy zmianie fazy. A statystyki sa zatrważajace, większosc osób z CHAD nie tworzy trwałych zwiazków...

      "Wywnętrzyłam się trochę przed Toba i innymi. Miałam trochę opory, bo sa to Dosc intymne wyznania, ale jeżeli jest jakaś szansa, że komuś pomoga, to myślę, ze było warto...

      Pozdrawiam Cię! - awanturka
    • sheila_take_a_bow Re: zmeczona mania 10.07.04, 15:55
      Dziekuje Awanturko,
      Jak zawsze Twoje slowa podzialaly na mnie niczym balsam.
      Dziekuje, NIE NA DARMO sie wywnetrznilas, bo Twoje slowa pomagaja. dziekuje za
      zaufanie i odwage.

      Wiesz, troche Ci zazdroszcze Twojego meza. Mialas wielkie szczescie, ze dane Ci
      bylo spotkac kogos takiego.
      Mnie juz co najmniej trzech facetow nie dalo rady sad
      Wiesz, zaczynam sie godzic z faktem, ze nie bede miala stalego partnera, ze nie
      bede miala faceta W OGOLE, no trudno, bede samotna. Bede sobie zyla otoczona
      przyjaciolkami i kumplami, kupie sobie psa wink i jakos dam rade sama, coz innego
      mi pozostalo ?
      Moze bede szwendac sie po Europie ? Kto to wie......

      Jestem przekonana, ze nikt ze mna nie wytrzyma, z moimi humorami itp.

      Smieje sie, ze musialabym zwiazac sie z psychiatra wink To zart, rzecz jasna.

      Nawet czuje jakas ulge, kiedy pomysle sobie, ze najwyzej bede stara
      panna...Srednio mnie to martwi... No dobra, czasem brakuje tego kogos, zeby sie
      poprzytulac (bo z sexem - coz mam pewne problemy nadajace sie do seksuologa).
      Na razie - rozkoszuje sie "posiadaniem" znajomych mezczyzn, z ktorymi sie
      kumplowac moge i poflirtowac i nic wiecej nie chce. Nie potrafie. Boje sie
      mezczyzn....Ech....

      Raz jeszcze dziekuje Ci Awanturko, jestes dla mnie swiatelkiem w tunelu, serio.
      Jesli moge spytac, w jakiej fazie teraz jestes ?
      Urlopujesz ?
      Jesli masz ochote na wiecej prywatnosci, to napisz do mnie na priva.

      Bardzo serdecznie Cie pozdrawiam
      • awanturka Re: zmeczona mania 10.07.04, 17:48
        Urlopuję, jak najbardziej...Właśnie wyjeżdżam na dwa tygodnie w góry. Mam nadzieje, że sobie troche odpocznę, ale na jakiś super odpoczynek nie za bardzo mogę liczyc bo będę miała pod opieka trójkę dzieciaków (11 i 13 lat) oraz towarzystwo mojej mamy, która ciagle mimo tego, że przekroczyłam czterdziestkę czuje się upoważniona do udzielania mi bezustannie pouczen i zwracania uwagi, jeżeli jej zdaniem coś robię nie tak jak trzeba. Raczej staram się to obracac w żart i traktowac cała ta sytuację z przymrużeniem oka, ale nie zawsze się mi udaje i czasem puszczja nerwy... No cóż...

        Ja obecnie jestem chyba w remisji z lekkimi elementamii subdepresji. W każdym razie jest nieźle.

        Co do mojego męża to rzeczywiscie trafiłam na wyjatkowego człowieka, choc dla uzupełnienia całosci obrazu trzeba napisac, że on też ma swoje "za uszami" i z nim też czasem nie łatwo wytrzymac (tyle, że z zupelnie innego powodu).

        Czsem się śmiejemy, że dobralismy się jak w korcu maku. Ze mna nie wytrzymałby żaden inny mężczyzna, to pewne, ale pewne jest też to, że z nim nie wytrzymałaby żadna inna kobieta...

        A zostanie singlem czyli "stara panna" to nie żadne nieszczęście. I życie "pojedynczo" i z facetem ma i swoje wady i zalety. Ale nie zakładaj z góry, ze z nikim sie nie zwiażesz., bo życie lubi robic niespodzianki...

        Może po powrocie napiszę do Ciebie na priv, ale nie obiecuję.

        Pozdrawiam! Daj znac jak się czujesz. - awanturka




    • lera1999 Re: zmeczona mania 13.07.04, 07:57
      eeeh Sheila, zazdroszcze Ci troche hipomanii. bo mnie w tej chwili depresja
      gniecie... jestem na przeciwnym begunie... Lera

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka