bosa_mysz
22.06.08, 14:43
taka sobie historyjka. właśnie od niego wróciłam.
więc tak: mój tata nie jest moim tatą. w dzisiajszych czsach to nic
niezwykłego tyle, że... mama postanowiła mi prawdę w wieku ok 14 lat
ujawnić ratalnie. najpierw w jeden weekend powiedziala mi że są z
tatą rozwiedzeni. jakoś wrażenia to na mnie nie zrobiło- chociaż się
przestałam wyróżniać.
w następny weekend oświeciła mnie właśnie, że człowiek którego
kompletnie nie pamiętam jest moim ojcem. no to to mnie walnęło.
przetrawiłam to i powiedziałam tacie że wiem. i że go kocham, że
zawsze będzie moim tatą i ja chce być jego córką. wiele lat później
powiedział mi, że w tamtym całym szaleństwie zachowałam się
dojrzalej od nich. i że był to najważniejszy dzień jego życia.
pominąć nie można, że mama taty nie uprzedziła o planach
doinformowania mnie.
mama nigdy nikogo o niczym nie uprzedza.
od kiedy się wyprowadziłyśmy regularnie się z tatą widuję. nie jest
łatwym człowiekiem, a nawet bardzo trudnym. mam wrażenie, że to moja
kara za poprzednie wcielenie - cała rodzina trudna.
zawsze mnie akceptuje.
kiedy pierwszy raz wylądowałam w psychiatryku to jemu pierwszemu
pozwoliłam się odwiedzić. do matki po moje rzeczy i z informacjami
jeździł mój anioł stróż. ja nie chciałam jej nawet widzieć.
tata nigdy nie był dobry w okazywaniu uczuć. mama mówi, ze chyba
nikogo z ludzi nie kochał tak jak mnie - będąc skłonnym do poświęceń.
czasem choroba zabiera mi emocje i wtedy nie czuje żebym kogokolwiek
kochała.
czasem tak jak dziś wystarczy mały gest żebym poczuła jak bardzo
kocham tatę i jak bardzo on kocha mnie.
ja jestem rocznik 1984. tata 1941.