Chcialam sie pozalic.
Symiś znow chory, nie ma miesiaca zeby nie chorowal. Udawalo sie dlugo unikac antybola, albo dawac zastrzyki, ale wczoraj uległam no i mam jazde.
Symi za chiny nie chce nic brac do buzi, zadnych lekow ani zarcia. Wciskam na sile antybiotyk, trzymam go za rece i nogi, wlewam strzykawka a on wymusza kaszel i wymiotuje. Szkoda mi jezdzic z nim 2 razy dziennie na zastrzyki

Nawet flavamedu nie chce połknąć, krople z ucha wyciera, echhh.. Do tego nie jadl nic od wczoraj, wyglada jak zombi, since pod oczami.
Ja znowu na L4, boje sie ze mnie zwolnią.
Wygadałam sie.