hanti
12.12.04, 10:43
No i pierwszy atak astmy mamy już za sobą. Wczoraj w nocy zaczęło się po
19-stej jak Kuba położył się w łóżeczku. Zaczął kaszleć, nie mógł swobodnie
oddychać, wzięłam go do siebie do łóżka z zaczeliśmy się inhalować, po
kolejnej dawce leku zadzwoniłam do mojego małżona. Po 15-stu minutach karetka
była pod domem.
Straszliwie się cieszę że mój małżon miał wczoraj dyżur, bo Kuba wszystkich
chłopców z zespołu zna więcodpadł nam dodatkowy stres, a pozatym przeleczyli
go w domu i nie zawieźli do szpitala.
Noc była paskudna, ale dziś jest już dobrze.