Mój syn jest w domu już ponad dwa tygodnie. Myślałam że one (bezdechy)stopniowo zaczną zanikać. Myliłam się. Prawie każde karmienie to ciągłe podróże Mateysza Tam i z powrotem. Poza karmieniem jest ok. Nie wiem co mam robić. Boję się że Jego małe serduszko jest zbyt obciążone ciągłym "zwalnianiem tempa"...

No i podobno ciągłe niedotlenienie mózgu też może mieć straszne konsekwencje (dziury).
Proszę - napiszcie - czym są te dziury i co mogę zrobić by sytuacja ulegała poprawie? A może te bedechy skończą się gdy urośnie? Ale kiedy? Czy ktoś z Was miał lub ma podobny problem?