Dodaj do ulubionych

Kangurowanie w szpitalu- do wszystkich mam

15.02.06, 18:25
Kto z was kangurował wasze dziecko w szpitalu-albo teraz to robi? kiedy było
to mozliwe? Czy ktos kangurował dziecko podłączone do respiratora, czy to
tylko teoria z ksiażki prof. Helwich?
A trzymanie reki na głowce 840 g malucha to czesty widok czy nie?
Personel zachęcał czy wręcz przeciwnie?

Pytam , bo wydaje mi sie, ze jednak jest to mało rozpowszechnione w Polsce,
a jesli juz sie to robi to jak dzieci sa w otwartych łóżeczkach.
Z moich obserwacji wynikało,ze rzadko wyjmuje sie Malucha z inkubatora i
przytula- przynajmniej my z meżem musielismy o to zawalczyć( było to możliwe
dopiero na patologii noworodka, na OJOM-ie udało sie to tylko raz, a może aż
raz)

Pisze to po to żeby min. zachecić rodziców dzieci bedących jeszcze w
szpitalu do tej formy okazania uczuć swoim kruszynkom.
Osobiście sądze( a może to bardziej wiara) ze bardzo to nam pomogło- i mnie i
Julci- naszym psychikom- wspominam to jako coś absolutnie pieknego- kiedy po
raz pierwszy po 1,5 mca mogłam przytulić swoje dzieciątko.....

KANGUROWAĆ KANGUROWAĆ! Co Wy na to?
Obserwuj wątek
    • hanti Re: Kangurowanie w szpitalu- do wszystkich mam 15.02.06, 18:55
      moja córka była wyjmowana z inkubatora do kangurowania jak miała tydzień, ale ja
      sama codziennie o to prosiłam. Inna sprawa że moja córka była dość duża jak na
      30 tydzień (1700 g, spadek do 1610).
    • mamamix Re: Kangurowanie w szpitalu- do wszystkich mam 15.02.06, 18:59
      W szpitalu w którym przebywał moj synek ja i mąż mogliśmy do woli przebywac z
      synkiem. Oczywiście na początku pielęgniarki pokazywały jak zajmowac się
      dzieckiem, ale z czasem sami nauczyliśmy się wyjmowac go, przewijac, kąpac. Fakt
      moj syn nie był podłączony do respiratowa i waży 1400, ale z tego co razmawiałam
      z pielęgniarkami jeśli tylko istnieje taka możliwość rodzice kangurują dzieci.
      I oczywiście zgadzam się z Tobą, iż każda forma kontaktu jest niezbędna do
      prawidlowego rozwoju dziecka i jest cudowna dla rodziców..

      Pozdrawiam.
    • magda_w24 Re: Kangurowanie w szpitalu- do wszystkich mam 15.02.06, 20:21
      Marcelek ur. się z wagą 980g.i od początki mogłam go dotykać.Kangurowanie
      rozpoczeliśmy gdy miał ok 2-3 tygodnia.Pielęgniarka sama mi to zaproponowała
      (początkowo się bałam brać taką kruszynkę ale strach szybko minął).Zaczynaliśmy
      od kilku minut (ok 10),potem jeśli tylko jego stan na to pozwalał to dostawałam
      go kiedy tylko chciałam.Kiedy leżał w łóżeczku uczyłam się go
      przebierać,przewijać,karmić.
      Pozdrawiam
    • witka55 Re: Kangurowanie w szpitalu- do wszystkich mam 15.02.06, 20:21
      W szpitalu w którym ja rodziłam nie było kangurowania wcale sad Mało tego, nikt
      nie powiedział mi, że mogę córeczkę która była w inkubatorze głaskać po główce
      czy dotykać. Nie była podłączona do żadnych urządzeń, miała 1840g. Mam to za
      złe personelowi sad
    • edy77 Re: KANGUROWAĆ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 15.02.06, 20:28
      Jest to najepsza i jedyna rzecz jaką można zrobić w takiej sytuacji dla swojego
      dziecka. Bartuś leżał w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-
      Prokocimiu. Jakieś 2 miesiące leżał w otwartym inkubatorze. Kiedy był
      podłączony do respiratora nie było mowy o kangurowaniu bo jego stan był bardzo
      ciężki. Wtedy głaskałam go po główce, rączkach i dużo do niego mówiłam. Nie
      zawsze dawał się głaskać bo czasami gdy miał gorszy dzień to go denerwowało (
      spadała saturacja i podnosiło się tentno). Pierwszy raz mogłam go wziąść na
      ręce po 2 miesiącach. Jak to jest ważne przekonałam się kiedy studenci uczyli
      się na nim robić usg główki i bardzo mu się to nie spodobało. Tak jak był
      zawsze spokojny to wtedy darł się w niebo głosy. Wystarczyło, że na chwilę go
      przytuliłam i jak ręką odjął. Nie kangurowałam go w klasyczny sposób(na
      golaska) ponieważ dość długo nie potrafił utrzymać temteratury. Teraz widzę, że
      to chyba przynosi efekty bo Bartuś to straszna przylepa. Ja też jestem
      wcześniakiem (33 tydz. ciąży). To były takie czasy,(prawie 30 lat temu) że moja
      mama mogła mnie tylko oglądać przez szybę. Prawdopodobnie dlatego przez jakieś
      12 lat nie potrafiłam się przytulać. Na pewno wiecie,że naukowcy udowodnili, że
      małe dzieci pamiętają bicie serca, zapach swojej mamy i czują się wtedy
      bezpiecznie. W szpitalu nigdy nikt nie robił problemów z kamgurowaniem, inne
      mamy też w miarę możliwości chętnie to robiły. Dla tego tych, którzy teraz mają
      swoje maluchy w szpitalu jeżeli tylko stan zdrowia waszych dzieci na to
      pozwala róbcie to jak najczęSciej.
      Pozdrawiam
      Edyta
    • magda_w24 Re: Kangurowanie w szpitalu- do wszystkich mam 15.02.06, 20:32
      Dziwne że nie pozwalano wam kangurować,przecież gdy dziecko dzuje bliskość i
      bicie serca matki lepiej i szybciej do siebie dochodzi (jest to podobno
      udowodnione-w moim przypadku się spełniło) i te pielęgniarki o tym wiedzą.
      To wspaniałe uczucie gdy taka malutka istotka leży na piersiach i śpi... tak
      jej dobrze.
    • ania.silenter Kangurowaliśmy Olę przez cały pobyt w szpitalu, 15.02.06, 21:02
      z wyjątkiem 2 tygodni, kiedy była chora na sepsę. Personel Kliniki Patologii
      Noworodka IMiDz bardzo nas do tego zachęcał (nic w tym dziwnego bo to
      podwładni prof. Helwich, która jest wielką zwolenniczką kangurowania). A
      kangurowaliśmy Olunię na zmianę - raz ja, raz mążsmile.Pierwszy raz kangurowaliśmy
      Olę jak miała niecałe dwa tygodnie.
      pozdrawiam
    • tabaluga0 Re: Kangurowanie w szpitalu- do wszystkich mam 15.02.06, 21:38
      ja kangurowalam Szymka jak osiagnal 1 kg, potem zlapal sepse i czułam sie wiina
      ze wyjmujac go narazilismy go na powazna chorobę. Potem długo nie chcialam zeby
      go wyjmowano.
      • brzdac_22 Re: A mnie zaszczuto.. nie kangurowałam 16.02.06, 01:07
        A ja nie kangurowałam wcale... Mateusz był w inkubatorze przez 35 dni. Przyczyna nie leżała we mnie, bo bardzo pragnęłam tej formy kontaktu z moim dzieckiem.

        Wyglądało to tak, że wokół mnie wszystkie mamy i ojcowie kangurowali swoje dzieci a ja nie. Poszłam do pielęgniarki by mi pozwolono bo Mati ma juz 1400 gram i chciałabym Go przytulić. Powiedziano mi że lekarz prowadzący musi wpisać zalecenie kangurowania na karcie dziecka. Poszłam do prowadzącej (nazwiska nie wymienię) i usłyszałam takie słowa:
        "Ja na Pani miejscu nie zrobiłabym czegoś takiego swojemu dziecku. On jest mały, dla niego takie wyjęcie z inkubatora to wielki szok. Jest Pani egoistką bo mysli Pani wyłacznie o sobie. Nie pozwolę Pani na kangurowanie. Rozumiem że Pani chce Go przytulić (ja stałam już zalana łzami w tym miejscu jej wypowiedzi) ale niech Pani pomyśli o swoim dziecku a nie tylko o sobie, jak będzie gotowe do wyjęcia z inkubatora to zostanie wyjęte na stałe... a nie na chwilkę i znów powrót. Jak Pani nie zmieni myślenia i nie zacznie myśleć o synu a nie o sobie to nie będzie Pani dobrą matką sad. Albo wie Pani co... niech sobie Go Pani kaguruje, pozwalam, ale tylko dzisiaj... tylko prosze nie mieć pretensji że dziecko wróciło na OIOM, bo stan może ulec znacznemu pogorszeniu"

        Dodam że rozmowa ta miała miejsce dopiero gdy Mati został odłaczony od cpap-u, nie miał podawanego tlenu do inkubatora i nie był już żywiony pozajelitowo. Czyli nie miał żadnych wkłuć... wczesniej nie chciałam go brac ze względu na te kabelki, ale wtedy czułam że jest nam to potrzebne...

        Odpowiedź lekarki okupiłam morzem łez... płakałam zawsze gdy inny rodzic pytał mnie dlaczego nie kanguruję, płakałam gdy widziałam innych rodziców kangurujących... w domu przytulałam się do ubranek Matiego i płakałam że tylko tak mogę czuć jego zapach...

        Jak tylko Mati znalazł sie w łóżku przestałam pytać o cokolwiek lekarkę. Wyjęłam go z łózeczka, rozebrałam i kangurowąłam po każdym jedzeniu... do tej pory tak jest (choć nie zawsze na golaska). Mati uwielbia te tylko nasze momenty i wiem że bardzo Mu tego brakowało w inkubatorze bo to straszny pieścioch jest (tak jak mama).

        Nigdy nie wybaczę tego co zrobiła nam lekarka... byłam wtedy itak zdruzgotana i zaszczuta, miałąm ogromne poczucie winy że Mati urodził się tak wcześnie... czułam sie z tego powodu zła matką... Ona sprawiła że poczułam sie jeszcze gorzej, jak totalny zwyrodnialec... Do tej pory nie mogę uwierzyć że nie skończyło sie to poważny depresją...

        Powiem tylko tyle... rozmowa miała miejsce gdy Mati ważył 1390 gram w sobotę (od tygodnia nie przybierał na wadze po odłączeniu dożywiania pozajelitowego)... poszłam do synka i opowiedziałam Mu o tej rozmowie, powiedziałam Mu tez że przytulę Go jak tylko wyjdzie z inkubatorka... jak osiągnie 1600 gram (bo tyle życzyła sobie prowadząca)... Płakałam i prosiłam by w końcu zaczął tyć bo ja już nie mam siły i tak bardzo za nim tęsknie...
        Od niedzieli waga ruszyła... a za tydzień, gdy lekarka wróciła do szpitala po weekendzie Mati ważył 1660 gram i wyszedł do łóżeczka!
        Dziękuję Ci za to synku! Uratowałeś mnie od zguby... i ratujesz każdego dnia swoją obecnością smile
        • tiya Re: A mnie zaszczuto.. nie kangurowałam 16.02.06, 08:12
          Noż k..wa mać, życzylabym sobie, zeby to, co napisalaś, było żartem. Co za
          babsko ^%^&%$!!!
        • barmagos Re: A mnie zaszczuto.. nie kangurowałam 16.02.06, 09:47
          Współczuje CI Brzdącu bardzo, że trafiłaś na taka bezduszną osobę, i zdaję
          sobie sprawe jak musiało byc Ci ciężko- okropnośc, tym bardziej, ze Maluch był
          już , jak piszesz, w dobrej formie.
          Szkoda, że wtedy nie poszłaś do KIEROWNIKA KATEDRY,zeby dowiedzieć sie co on
          sądzi na ten temat. Lekarz prowadzący to nie GURU- są tez Jego przełożeni,
          którzy moga zadecydować w takich sutuacjach, albo wrecz poruszyć to na
          codziennej naradzie lekarzy- i wtedy wypowiadaja sie wszyscy.
          CO do egoizmu:
          Owszem jest to niezmiernie przyjemne uczucie dla rodzica móc przytulić swoje
          dziecko- dziwne to jakieś, zupełnie tego nie rozumiem......
          Ale: jesli do była tylko moja przyjemność to dlaczego moje dziecko : uspokoiło
          sie, zasnęło, wyrównała jej sie saturacja do normalnych parametrów, nie traciła
          ciepła bo była z jednej strony przytulona do mnie( a byłam goraca jak piec)a z
          drugiej strony okryta kocykiem polarkowym)
          Nasze dzieci, nawet na OJOMie są(były) wyjmowane regularnie, codziennie,
          całkowicie na zewnatrz, w celu umycia inkubatora od wewnątrz-
          I właśnie wtedy, chociaż wtedy, można by potrzymać własne dziecko, zamiast
          odkładać go na wysuwaną półkę......

          W jakim szpitalu byłaś?
          • brzdac_22 Re: A mnie zaszczuto.. nie kangurowałam 16.02.06, 11:00
            Odpowiem krótko... bo i tak nie zmienie tego co było, nie cofne czasu, a wtedy chciałam zeby ratowano mojego syna i nie chciałam sie kłócić bo nie wiedziałam jak długo tam zostaniemy...
            Byliśmy na Karowej w Wawie... ta lekarka już tam nie pracuje (nie znam powodu). Najdziwniejsze jest to że inni jej podopieczni byli kangurowani... heh... nie mam siły tego rozpamiętywać...
    • sabi35 Re: Kangurowanie w szpitalu- do wszystkich mam 16.02.06, 10:01
      Ja wam napiszę jak jest w DE. Otóż na początku aż do osiągnięcia wagi 1800g
      dziecko leży w inkubatorze (nie ma raczej szans na łóżeczko z klapką). Rodzice
      mogą go odwiedzać od samego początku (mnie położna zawiozła w fotelu zaraz po
      porodzie i sama mnie do tego prawie zmusiła, natomiast tatuś był tam
      kilkanaście minut po porodzie). Do rodziców przychodzi zaraz lekarz i zdaje
      sprawozdanie ze stanu dziecka, ew. terapii, leków i delikatnych prognoz.
      Lekarze są bardzo szczerzy. Każde dziecko na intensywnej terapii ma swojego
      opiekuna albo pielęgniarkę. Rodzice mogą odwiedzać dziecko zawsze (nawet w
      nocy) z wyjątkiem zmiany lekarzy i pielęgniarek albo jeżeli inne dzieci są
      intubowane albo coś się z nimi robi. Wtedy przed pokojem świeci się czerwone
      światło. Nie trzeba się specjalnie ubierać ani zakładać ochraniaczy na buty,
      tylko dezynfekować ręce. Codziennie pielęgniarka informuje rodziców o
      odstawieniu lub zastosowaniu nowych leków, jeżeli jest niedobrze, robi to
      lekarz. Od samego początku można dziecko dotykać, zachęca się rodziców do
      kładzenia rąk na główce. Jeżeli stan dziecka jest w miarę stabilny,
      pielęgniarka pomaga wyjmować go z inkubatora i tak się kanguruje jakąś godzinkę
      albo dłużej. W tym samym czasie można dziecku dać butelkę albo pokarm sondą
      (wszyscy bardzo się cieszą, kiedy mama przynosi mleko, nawet jak jest tego
      10ml). Rodzce mogą dziecku mierzyć temperaturę, zmieniać pieluszki, przebierać,
      przynosić zabawki i własne ubrania.
      Jeżeli stan dziecka jest stabilny (u nas po tygodniu) przenosi się go na
      intensywną opiekę. Tam jedna pielęgniarka ma 3-4 dzieci w inkubatorach albo
      specjalnych łóżeczkach pod opieką. Można dzieci przewijać, mierzyć temperaturę,
      kąpać, myć, ważyć, dawać leki, niektórzy rodzice pomagają przy zabiegach
      medycznych (np. przy płukaniu jelit czy zmianie opatrunków)a nawet przynoszą
      własną muzykę (wtedy słucha cała sala). Zachęca się do przystawiania do piersi.
      Na intesywnej opiece można dzieci wyjmować kiedy się chce i kangurować ile
      wlezie, nie pytając o zgodę. U nas tylko się trochę dąsały, bo sami
      obsługiwaliśmy monitor. I po osiągnięciu 37tc do domku (wcześniej bardzo trudno
      uzyskać zgodę).
      W otwartych łóżeczkach dzieci leżą rzadko, bo dopiero po osiągnięciu jakiś
      2,5kg, a wtedy są już zwykle w domu. Leżą natomiast w podgrzewanych łóżeczkach
      z klapką.
      • barmagos Re: Kangurowanie w szpitalu- do wszystkich mam 16.02.06, 10:56
        To pocieszające- pięknie i po ludzku.
        Co to jest DE, jesli można spytać?
        • barmagos Re: Kangurowanie w szpitalu- do wszystkich mam 16.02.06, 10:57
          Już wiemsmile doczytałamsmile Piękne masz dziewczyny!
    • hania.wiecewicz Re: Kangurowanie w szpitalu- do wszystkich mam 16.02.06, 13:36
      Kangurowałam młodego ale jak był w łożeczku.
      W ubraniu niestety. Słyszałam że najlepiej gołe ciałko do gołego ciałka
      maluszka.
      W domu chyba najwięcej się kangurowalismy. Tak jak to teraz wspominam to były
      cudowne chwile.

      Pozdr
      Hania

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka