Witam,
Właściwie to zaczęłam się udzielać na forum, a nie przedstawiłam siebie ani
bombla. to robię to teraz.
Matyś urodził się 14 miesięcy temu (23.08.2005 r) w szpitalu na ul. Karowej.
Była zagrażająca zamartwica, przypadkowo (!!!) wykryta na czas. Pewnie wiele z
Was miało podobny przypadek - spadki tętna dziecka. Miałam nadciśnienie, które
wywołało niewydolność łożyska. W konsekwencji Mati przestał rosnąć ok. 6
miesiąca (hipotrofia). Po ciężkich bojach w szpitalu, bombel urodził się przez
cesarskie cięcie. Dostał 10 pkt w skali Apgar. Ponieważ był maleńki (1300),
musiał zamieszkać na trochę w inkubatorze (ok. 3 tyg., na sali bananowej

).
Ogólnie spędził w szpitalu 6 tygodni. Bombelek miał szczęście - oddychał
samodzielnie, jego organizm poradził sobie z przeciwnościami losu. Właściwie
nie było problemów - na początku zalegał mu pokarm, ale problem szybko się
rozwiązał.
Rzeby nie było tak wesoło, okazało się, że Matyś ma retinopatię. Co tydzień
byliśmy w CZD na badaniu. Wada rozwinęła się do II stopnia po czym, na
szczęście, zaczęła się wycofywać. Dziś Matyś ma zdrowe oczka. Był również
problem z rozwojem ruchowym. Nie trzymał główki, miał asymetrię. Po półrocznej
rehabilitacji wszystko się wyrównało. Bombel szybko nadrobił i teraz biega po
domu, aż za nim nie nadążam. Wagowo również dorównał innym dzieciom. Teraz
waży 10 kg i mierzy 82 cm. Jest ślicznym, energicznym i wesołym chłopaczkiem.
Wiem, że losy wielu maluszków były ciężkie.
Jednym się udało, innym nie...(*)(*)(*)
Wiem również, że moja wiedza i doświadczenie oraz ciężkie przeżycia są niczym,
w porównaniu z przejściami innych mam. Mimo wszystko chcę dołączyć do Waszego
grona. Tak naprawdę nasze maluchy z czasem przestają być wcześniakami, ale my
na zawsze zostaniemy mamami wcześniaków...
Wspomnienie zanikającego sygnału KTG, trwoga o życie dziecka, które jest
bliżej niż ktokolwiek, a jednak tak bardzo daleko... że nie możemy nic zrobić,
że możemy je stracić...Przenikliwy alarm monitorów oddechu, widok maleńkich
ciałek ponakłuwanych igłami, podłączonych do urządzeń pozwalających im żyć.
Ten widok i tamte odczucia pozostaną w nas na zawsze.
To taka blizna na sercu, która nie daje o sobie zapomnieć.