Łomatkokochana!!!
Zgłupieć mozna z 3 dzieci w domu w upał (nienawidzę długich
wakacji!!!), więc w przypływie miłosci matczynej postanowiłam
pojechac z nimi na basen, a właściwie kompleks basenów, coby
odmoczyły ciała i dały mi odetchnąć. Wizję miałam taką jak rok temu
w realu: przycupne sobie w cieniu drzewka przy brodziku, maluchy
będą się moczać, nastolatka pójdzie popływać. Raj, no po prostu,
zwłaszcza, ze jestem zimnolubna i nie cierpię temperatury powyżej 20
st.
Rzeczywistość mnie przerosła. Dzieci nakręcone na basen, a tu:
brodziki nieczynne

Efekt: 4 godziny w pełnym słońcu moczyłam tyłek w basenie zasypywana
komunikatami: mama skaczę łap mnie; nieeeee łap mnie, bo ja skaczę;
a czemu ona skacze a mnie nie łapiesz; popchnij mnie chce szybko
płynąć; nie pachaj go ja nie chce, zeby płynął; mama utopię się; ona
się topi dołóż mu; mama a ona mnie topi; mama daj kase na
zjeżdżalnie; ja też chcę; a czemu ja nie mogę, itp, itp.
Bez przerwy ratowałam, łapałam, negocjowałam. W pełnym słońcu.
Aaa jeszcze odsikiwałam młodsze.
HARDCOR.
Nie wiem jakim cudem nie rozbiłam samochodu w drodze powrotnej.
Miałam prawie udar słoneczny. Nigdy więcej. Musi być brodzik i MUSI
być tata.
A jaki bachorki miały power w domu!!! Takie schłodzone i
odprężone .............
Ku przypomnieniu: nastolatka, 6latek i 2,5latka.
Odkupiłam wszystkie swoje grzechy.