Dodaj do ulubionych

Neokatechumenat - kto i ile?

02.02.04, 08:09
Czesc,

kto z Was jest w Neo? Ile lat? Jakie sa wasze odczucia o tej wspolnoscie
pochrzcielnej? Czy zamierzacie wychowywac swoje dzieci w Neo?

Moze ktos wylozy tutaj cala droge - kolejne stadia, bo jakos to wszystko
tajemnica jest owiane...
Obserwuj wątek
    • alinaw1 Re: Neokatechumenat - kto i ile? 02.02.04, 08:39
      Tak jakoś się złożyło, że poczytałam sobie Twoje różne wypowiedzi na innych
      forach i... to powstrzymało mnie przed wypowiedzią na temat tu zadany.
      Pomyślałam (wybacz, bo srogo oceniam), że niezbyt dobremu celowi służyć będą te
      szczere wypowiedzi. Tyle krytyki i negowania przeczytałam w Twoich innych
      postach, że po prostu odechciało mi się dawać tu jakieś świadectwo. Bardzo Cię
      przepraszam.
    • addria Re: Neokatechumenat - kto i ile? 02.02.04, 09:23
      >
      > Moze ktos wylozy tutaj cala droge - kolejne stadia, bo jakos to wszystko
      > tajemnica jest owiane...
      >

      Z tego co zdążyłam się zorietować, to raczej Ci nikt nie wyłoży.

      Zaiteresowałam się neokatechumenatem właśnie pod wpływem postów na tym forum,
      chociaż dopiero od niedawna podczytuję co nieco, ale jestem trochę zadziwona
      niektórymi internetowymi publikacjami, np.:

      www.antyk.org.pl/wiara/neokatechumenat.htm
      www.antyk.org.pl/wiara/neokatechumenat/swiadectwa.htm
      Jestem ciekawa opinii osób mających pozytywne doświadczenia.

      Ps. Jesli chodzi o mnie to nie chcę nikomu nic udowadniać, inie mam żadnych
      ukrytych intencji, ja tylko zwyczajnie i po prostu wszystkim, co ma związek z
      chrześcijaństwem (no, prawie wszystkim) się interesuję smile
      • philosophus Re: Neokatechumenat - kto i ile? 02.02.04, 10:25
        Pracuje dla jednej parafii rzymskiej jako badz-co-badz wolontariusz. Z Neo mam
        stycznosc od czasu do czasu, np. ostatnio bylem na Jaselkach zorganizowanych
        przez Wspolnote. Mam tam paru znajomych, ale mam takze kilkunastu, ba, moze
        nawet kilkudziesieciu przeciwnikow. W samym Neo nie bylem, a to co wiem, to
        wiem ze slyszenia i od osob, ktore odeszly, wiec chcialem sie dowiedziec co
        mowia o tym Ci, ktorzy wen sa, gdyz od tych, ktorzy byli dowiedzialem sie tylko
        tyle, ze "bedacy na drodze" nie moga mowic innym - czy to w mlodszych
        wspolnotach czy tez postronnym - o tym co sie tam dzieje [na agapach,
        konwiwencjach, szemach itd itd]. Moze mi ktos wyjasni chociaz dlaczego?
        • mader1 Re: Neokatechumenat - kto i ile? 02.02.04, 15:45
          Nieprawda, ze nie mowia smile Mamy przyjaciol w Neo, sa bardzo
          zaawansowani, poznalismy ich, jak juz byli w Neo. Odpowiadaja na nasze
          pytania, nasza corka byla zaproszona na spotkanie... My tez zreszta mamy
          nieustajace zaproszenie smile To bardzo otwarci ludzie. Bylismy tez na takich
          Jaselkach i wwystepowalo tam dwoje dzieci spoza Neo.
      • kramla Re: Neokatechumenat - kto i ile? 02.02.04, 17:58
        Jeśli chodzi o publikacje Antyku, to może wystarczy napisać, że to są Ci sami
        ludzie, którzy mają ostatnio sprawę w prokuraturze o publikacje antysemickie.
        Marcin Dybowski, szef Antyku, w szczególności nie znosi Żydów i
        neokatechumenatu.

        Teraz jestem w terenie , ale w wolnej chwili podam odsyłacze do neo. Można np.
        na Mateuszu poszukać Neokatechumenta, wejdzie parę strom prywatnych. Zresztą
        wystarczy zaglądać wszędzie na strony katolickie Antyk jest nieco
        lefebryzujący, a więc blisko schizmy. Gobbo
    • praktycznyprzewodnik Re: Neokatechumenat - kto i ile? 02.02.04, 09:57
      O jaki egzamin Ci chodzi ?
      • philosophus Re: Neokatechumenat - kto i ile? 02.02.04, 10:28
        Mowisz rozumiem o moim podpisie, tak? O tym:

        W polskich szkołach religia przygotowuje do egzaminu a etyka przygotowuje do
        życia. Co wybierzesz dla Swojego dziecka?

        Egzamin - taki semestralny, czy tez jak kto woli sprawdzian, klasowka. Jest na
        Gazecie pewien ciekawy artykul o Etyce. Jak znajde linka to podam Ci. To on
        mnie zainspirowal do tego podpisu. A jak bys chciala podyskutowac o tym to
        proponuje oddzielny watek.
        • kramla Re: Neokatechumenat - kto i ile? 02.02.04, 17:51
          Tym razem spotykamy się na innym wątku? Wiesz, cenię swoją prywatność,
          odpowiadam tylko na te pytania ,które sama wybiorę, o Tobie wiem tylko tyle,że
          jesteś w jakiejś tajemniczej wspólnocie ptotestanckiej (no chyba,że już coś
          więcej zdradziłeś na różnicach, ale przestałam śledzić ten wątek)i prawdę
          powiedziawszy nie dziwię się, że masz nie wielu przyjaciół w neo.Na szczęście
          na drodze uczymy się kochać naszych nieprzyjaciół.Myślę ,że powinna Ci znawco
          KK wystarczyć ta informacja, którą i tak zapewne masz, że neokatechumenat jest
          w Kościele Katolickim.
          Agnieszka 9 lat na Drodze Neo

          Addria czekaj napiszemy na priva(Kramla i Gobbo)



          • ashan Kramla... :-) 02.02.04, 18:17
            jeśli można, to też chciałabym wiedzieć, jak to jest z neokatechumenatem w
            świetle tekstów z podanych przez Addrię linków. Zetknęłam się z bardzo
            oszczędnymi (aczkolwiek pozytywnymi smile) publicznymi świadectwami ze wspólnoty
            np. Litzy czy Malejonka i miałam bardzo ciepłe odczucia. Po lekturze linków
            nie wiem co o tym myśleć.Jeśli możesz odpowiedz tutaj. Chyba, że faktycznie to
            wiedza tajemna wink
            To forum jest czytane nie tylko przez Ph. z małżonką smile.
            pozdrawiam smile
            ashan, jak najbardziej rzymski katol smile
            • alinaw1 Re: Kramla... :-) 02.02.04, 19:07
              Co do tajemnic, tajemniczości itd. Mnie się wydaje, że stopniowanie i
              przechodzenie pewnych etapów to nie to samo, co tajemne praktyki, czy coś w tym
              stylu. Ludziom religijnym, a niewierzącym prawdziwie i nienawróconym niektóre
              rzeczy mogą po prostu nie mieścić się w głowie. W moim nibykatolickim
              środowisku nie do przyjęcia jest np.fakt, że można prowadzić udane pożycie
              małżeńskie bez antykoncepcji, że można być szczęśliwym bez zasobnego konta itd.
              Nawrócenie, jak w przypadku Szawła, tylko czasem jest faktem natychmiastowym.
              Do niego trzeba czasem długo się przygotowywać, poszukiwać i kształtować,
              doświadczać....
              Nie zdążyłam przeczytać linków, słyszałam tylko o jakimś świadectwie z
              pogrzebem. U nas we współnocie był raz pogrzeb, nie widziałam nikogo ubranego
              na biało, nie widziałam żadnych śmiechów i wielkiej radości. To jakaś bzdura!
              Aha, i żeby wszystko było jasne. Po 8 latach uczestnictwa w neo. opuściłam je -
              ale to zupełnie inna historia i powód tkwi we mnie, a nie we wspólnocie(nie
              mówię, że nie wrócę na drogę), ale neo. pozostawiło we mnie tylko pozytywne
              ślady, dzięki niemu moje życie diametralnie się odmieniło, otworzyłam się
              naprawdę na Słowo Boże. Macie więc świadectwo (o konkretach innym razem)kogoś,
              kto był, ale nosi w sobie bardzo pozytywne emocje dot. neokatechumenatu.
              • ashan Re: Alinaw1 02.02.04, 19:41
                Wiesz, zastanawia mnie tylko opinia, że poza neo nie można być zbawionym! A
                taka właśnie tam się pojawiła. Ciekawi mnie PO CO ponowny chrzest i
                eucharystia. Myślę, że każdy ma swoją drogę do Pana. Tobie pozwolił iść przez
                jakiś czas neokatechumenalną, komuś innemu drogą Odnowy, a ktoś inny będzie
                realizował powołanie w kółku różańcowym. Czy ktoś jest wierzący, czy tylko
                religijny nie rozsądzam - nie zaglądam nikomu w serce. Ale może zamiast
                zamykać drzwi lepiej wyjaśnić, uzasadnić takie, a nie inne postępowanie? Może
                wtedy tym "mniej wierzącym" otworzyłyby się oczy? Może nie jesteś najlepszym
                adresatem moich pytań smile, ale może wyjaśnisz, skąd zarzut o protestantyzacji
                (ło matko, czy jest takie słowo?) drogi neokatechumenalnej? A może Kramla da
                mi znać? Czy też, jak zrozumiałam z Twojego postu, faktycznie nie można mówić
                o konkretach?
                pozdrawiam smile
                a.
                • krajarrek Re: parę sprostowań 02.02.04, 21:59
                  Pierwsza rzecz - w neokatechumenacie nie ma mowy o drugim chrzcie. JUż sama
                  nazwa na to wskazuje. To katechumenat (jak w Kościele pierwotnym) jest drogą
                  do chrztu. Neokatechumenat pozwala odkryć chrzest w życiu dorosłego człowieka,
                  który przeżył go jako małę dziecko, jak to zazwyczaj - na przykład w Polsce -
                  bywa. Cała formacja polega na tym, że powoli odkrywa się w swoim życiu to, co
                  zostało zasiane,ale jakby zapomniane. Chrzest jest ważny!!! Można co najwyżej
                  odnowić przyrzeczenia chrzcielne, co zresztą czyni się w Kościele rokrocznie
                  podczas Wielkiej Soboty.
                  Najważniejsze Prawo Izraela: Będziesz miłował Pana Boga swego ze WSZYSTKICH
                  swoich sił, CAŁYM swoim sercem... To prawda że Bóg jest najważniejszy. Ja
                  wiem, że to co poniżej napisała Debora jest bardzo smutne. Nie mi to oceniać,
                  nie znam sytuacji, nie znam zdania drugiej strony, więc nie będę z tym
                  polemizował, ale jeśli rzeczywiście Boga stawia się na pierwszym miejscu, to
                  wtedy wszystko jest na swoim miejscu.
                  Droga Neokatechumenalna jest bardzo prorodzinna. Rodzina jest bardzo ważna,
                  stąd często sporo dzieci. I nie zaleca się aby dzieci pozostawiać same sobie,
                  z kluczem na szyi. Inaczej kładzie się nacisk.
                  Ja na Drodze jestem od 9 lat, choić pierwszy raz katechez słuchałem jeszcze
                  dawniej. Wcześniej poszukiwałem w wielu religiach, nie tylko chrześcijańskich.
                  Zahaczyłem także o niektóre ruchy w Kosciele. I jedno mogę stwierdzić - rzadko
                  można spotkać taki radykalizm w podejściu do Ewangelii, jak właśnie w Neo.
                  Żeby była jasność - nie TYLKO w Neo, ale nieczęsto. Z drugiej strony to jest
                  oczywiste, że Droga nie jest dla wszystkich. Jest tyle różnych wspólnot w
                  Kościele, każdy znajdzie coś dla siebie. Na tym włąśnie polega fenomen i
                  bogactwo Kościoła. Tutaj obok siebie, mogą współistnieć tak różne ruchy i
                  wspólnoty, i jednocześnie być w Kościele, że gdyby to było w protestantyzmie,
                  to już dawno byłyby podziały. Kolejne denominacje...
                  Że jest wtajemniczenie? To oczywiste. Tylko że nie w sensie tajemnicy, jakichś
                  tajnych obrzędów itp. Mu raczj mówimy o stopniowym wtajemniczaniu, taj jak
                  było w Kościele pierwszych wieków, kiedy prowadzono katechumenów do chrztu
                  (przez kilka lat). Można o tym poczytać w wielu kisiążkach nie mających nic
                  wspólnego z neokatechumenatem. Zresztą prosty przykład - ucząc się
                  czegokolwiek, zawsze zaczyna się od podstaw: żeby umieć czytać, trzeba
                  najpierw poznać alfabet.
                  Katechezy, które można usłyszeć w Kościołach, są dla wszystkich. Nie są
                  zamknięte. Każdy może przyjść i wysłuchać. Mówi się na nich o całej istoci
                  neokatechumenatu, do czgo to zmierza, w ogóle wszystko. I można tego
                  posłuchać. Kto ma uszy, niechaj słucha. Tak, że włąściwie nie ma żadnej
                  tajemnicy. Problem w tym, że ludzie już nie potrafią słuchać, a przecież
                  włąśnie wiara rodzi się ze słuchania. Gdybyśmy rzeczywiście USŁYSZELI to, co
                  się mówi na katechezach wstępnych, od razu moglibyśmy zakończyć formację
                  katechumenalną> Kiedyś ludzie przyjmowali to szybciej - w pierwszych wiekach
                  katechumenat trwał około trzech lat, dziś znacznie dłużej, jeżeli traktuje się
                  poważnie.

                  Jeszcze jedna ważna rzecz. Neokatechumenat nie zakłada, że człowiek ma wiarę.
                  Ktoś, kto ma wiarę. może robić tysiące rzczy w Kościele, z przynależnością do
                  różnych wspólnot, stowarzyszń itp. Neokatechumenat ma dopiero dać człowiekowi
                  wiarę. Formacja ta ma pewien kres. Po jej zakończeniu można dopiero podejmować
                  wszelakie działania na rzecz parafii. Dlatego Droga Neo nie stoi w
                  sprzeczności z żadnym ruchem w Kościele, to się dzieje na nieco innej
                  płaszczyźnie.

                  A, i jeszcze o tej protestantyzacji...
                  Tymczasem Neokatechumenat jest bardzo maryjny. Ikona - symbol Neo - jest z
                  Maryją. Pulpit, z którego czytamy Słowo Boże, jest z Maryją, mnódstwo pieśni
                  jest maryjnych - przykładów można mnożyć...


                  To tyle. Nie chcę więcej pisać, bo to w sumie jest tylko teoretyzowanie. Ktoś
                  kto odszedł z Neo, będzie wieszał na niej psy i to jest normalne. Tak robi
                  prawie każdy, kto z czegoś odchodzi, kto poczuł się w jakiś sposób zraniony -
                  myślę że znacię tę postawę. Jeśli chcecie to poznać - zapraszam na katechezy.
                  Drzwi Kościoła zawsze są otwarte.

                  Poza Kościołem nie ma zbawienia, ale poza neokatechumenatem oczywiście jest
                  • philosophus Re: parę sprostowań 03.02.04, 08:34
                    Proboszcz, dla ktorego pracuje obecnie smile, prowadzil I wspolnote w moim
                    miescie. Po 8 latach i jakims kolejnym zjezdzie [szemie? konwiwencji czy czyms
                    takim] wspolnota wymogla na nim, by oddal (czyt. sprzedal i oddal pieniadze na
                    wspolnote) samochod. Naciskali tak dlugo, ze to zrobil, a nastepnie podziekowal
                    za prowadzenie i zajal sie pracami renowacyjnymi naszego barokowego kosciolka.

                    Nie bede ukrywal, ze mam niejasne mysli jezeli chodzi o neo. Wplynelo na to
                    wiele czynnikow, np. znajomych z Gda odrzucili na drodze, bo wlozyli za malo do
                    worka; Mam tez zastrzezenia do Statutu i calej historii jego podpisywania przez
                    JP2. I jeszcze wiele innych spraw....

                    I Krajjarku: Twoja teoria z odchodzeniem sie nie sprawdza. Odszedlem od KK
                    jakis czas temu. Nie mam do nikogo o nic pretensji, nie mowie, ze to sa zli
                    ludzie. Krytykuje nauke, nie osoby i postawy. Sam pracuje dla KK, dla Parafii,
                    chorow, orkiestry kameralnej. Kiedys ludzie z neo wyciagneli mnie z kina, bo
                    potrzebowali mojego rzutnika [w trakcie seansu!]. I jeszcze raz powtarzam - nie
                    ludzie sa zli - nauka jest zla.

                    Krajjarku: ustosunkuj sie prosze, jak mozesz do spraw:
                    1) zakazu notowania, nagrywania [generalnie rejestracji] nauczania prowadzonego
                    przez katechistow;
                    2) spowiedzi powszechnych "przy wszystkich";
                    3) finansowej dzialalnosci wspolnoty
                    4) zakazu mowienia o szczegolach tego, co sie dzieje we wspolnoscie
                    5) interpretacji fragmentu "o rozdaniu wszystkiego co sie posiada"
                    6) interpretacji fragmentu "o nienawisci matki i ojca"

                    Dzieki. Ph.
                    • krajarrek Re: parę sprostowań 03.02.04, 17:11
                      Przeczytałem, i jakakolwiek polemika jest bez sensu. Żegnam.

                      "Demon" z Kościoła Katolickiego
                      • philosophus Re: parę sprostowań 04.02.04, 07:56
                        > Przeczytałem, i jakakolwiek polemika jest bez sensu. Żegnam.
                        Bye! Sam sobie odpowiem na pytania big_grin. Mam juz info z innego zrodla.

                        > "Demon" z Kościoła Katolickiego
                        Jak bys sie doczytal to chodzilo o szatana a nie o neo. Ale... widac
                        interpretacje dobrales chyba wg wlasnego mniemania o sobie.

                        Tak wiec:
                        1) Z tego co wiem podczas nauczan katechistow nie mozna w zaden sposob
                        rejestrowac tego, co mowia. Wytlumaczenie: "bo Duch sam Ci podpowie, co masz
                        mowic, a nie wiedza, ktora posiadziesz". Zalety: brak; Wady: nie mozna
                        skontrolowac poprawnosci nauki [np. po nauczaniu trwajacym 2h pamieta sie max
                        10minut, a jezeli pozniej jest jeszcze jakies nabozenstwo lub agapa to jeszcze
                        mniej].

                        2) Podczas niektorych "zlotow" jest spowiedz "z zycia", podczas ktorej swieccy
                        katechisci oskarzaja spowiadajacego sie i wyciagaja zen fakty tak intymne. I
                        tak np. dzieci slysza, ze ojciec zdradzal swoja zone albo ze kradl. Zalety:
                        ponoc tak wielkie ponizenie oczyszcza. Wady: niszczy to psychike czlowieka i
                        upadla.

                        3) "Worek" o ktorym juz wspominalem trafia do rak katechistow. Nikt tego nie
                        ksieguje, nikt nie sprawdza na co ida pieniadze. Gdy w worku jest kasy za malo
                        to wraca on miedzy ludzi az sie uzbiera tyle, ile trzeba. I Wspolnota z mojej
                        miejscowosci zostala "cofnieta" za to, ze w worku bylo za malo. Przy nastepnym
                        takim "wtajemniczaniu" moja tesciowa wrzucila 2 tys zlotych, ktore wziela z
                        Providenta, bo jakis przelozony ich wspolnoty powiedzial jej, ze to byla jej
                        wina. Pozyczke splacilismy my wraz z bratem zony, bo tesciowa nie mogla. I tak
                        to sie powtarza od czasu do czasu... Zalety: ktos moze sie utrzymac za te
                        pieniadze. Wady: trzeba splacac czyjes pozyczki big_grin.

                        4) Wspolnoty maja zakaz mowienia o tym co jest "dalej" na drodze innym
                        wspolnotom. Powod: "tmci nie sa jeszcze gotowi, by to zrozumiec". Prawdziwy
                        powod: "jeszcze ich umysly nie zostaly wyprane dostatecznie, by slepo postapili
                        tak, jak im kazemy". Bedacy "na drodze" nie moga mowic innym spoza wspolnoty o
                        szczegolach swojej dzialalnosci, co z reszta widac na tym forum [jak juz sie
                        mowi, to ogolniki, bez dokladnych informacji]. Zalety: mozna nauczyc sie
                        trzymac jezyk za zebami. Wady: same, brak kontroli z zewnatrz.

                        5) "Rozdaj wszystko co posiadasz" - jak juz pisalem, nie miala nic to wziela
                        kredyt. Bez komentarza.

                        6) "Nienawisc" - o tak, tesciowa i inni zostali tak nakreceni przez
                        prowadzacych i warczeli na nas [na moja zone i na mnie] jak wsciekle psy.
                        Powod: bo on odszedl, a razem sa inni, obcy i moga Ci namacic w glowie.

                        Reszte mozecie wyciagnac z tych tekstow na stronie, ktora gdzies tu padla, pod
                        warunkiem odsaczenia tresci antysemickich i bzdurnych.

                        A i jeszcze jedna sprawa. Neo twierdzi, ze do wiary dochodzi sie krokami, owa
                        droga i dlatego niektorzy nie dozywaja jej konca. Widac nie czytali Dziejow
                        Apostolskich, bo gdyby czytali, to zrozumieliby, ze do wiary [i chrztu] dojsc
                        mozna w ciagu paru godzin - bo ile moze trwac podroz? big_grin.

                        Dzieki i mysle, ze ten watek umarl, wiec mozna juz o nim zapomniec, bo i tak
                        sie niczego nie dowiemy.
                        • kateri Re: parę sprostowań 04.02.04, 14:39
                          Ale czy te właściwości, o których piszesz, są integralną częścią ruchu neo?
                          Czy też może są to "błędy i wypaczenia" tej akurat grupy, z którą miałeś okazje
                          się zetknąć ? Bo jeśli to drugie to takie uogólnienia są szalenie
                          krzywdzące...
                          A może i Twoja teściowa coś źle zrozumiała i stąd takie jej postępowanie ?

                          • philosophus Re: parę sprostowań 04.02.04, 17:39
                            Proponuje, zeby wypowiedzial sie ktos z neo.
                            • kateri Re: parę sprostowań 04.02.04, 19:30
                              philosophus napisał:

                              > Proponuje, zeby wypowiedzial sie ktos z neo.

                              Wiesz, ale to Ty podniosłeś garść poważnych zarzutów w stosunku do neo, tym
                              samym więc stawiasz członków neokatechumenatu w trudnej sytuacji - mają
                              udowodnić, że nie są wielbłądem...

                              Natomiast wydaje mi się, że wysoce niewłaściwym jest generalizowanie na
                              podstawie jednostkowego przypadku (publikacje "antyku"... - za inteligentny się
                              wydajesz, aby wiedzę czerpać z tego rodzaju źródeł wink; jak już pisałam - takie
                              uogólnienie może wyrządzić wiele krzywdy i złego.
                              Biblia wszak w wielu miejscach ostrzega przed złośliwymi oszczerstwami i
                              lekkomyślną plotką. Św. Paweł w Liście do Efezjan wskazuje: „Niech nie wychodzi
                              z waszych ust żadna mowa szkodliwa” (Ef 4, 29). W Psalmach wielokrotnie mówi
                              się o znaczeniu i niebezpieczeństwie „długiego języka”, który przywodzi
                              człowieka do lekkomyślnych słów, bluźnierstw przeciwko bliźnim, a tym samym
                              Bogu, oraz kłamstw „Kto przebywać będzie w namiocie twoim? Kto zamieszka na
                              twej górze świętej? Ten, kto żyje nienagannie I pełni to, co prawe, I mówi
                              prawdę w sercu swoim. Nie obmawia językiem swoim, Nie czyni zła bliźniemu swemu
                              Ani nie znieważa sąsiada swego.” PS. 15,1-3 . W Nowym Testamencie przeciwko
                              nadużywaniu słowa występuje szczególnie apostoł Jakub:

                              „Jeśli kto nie grzeszy mową, jest mężem doskonałym, zdolnym utrzymać w ryzach
                              także całe ciało. Jeżeli przeto zakładamy koniom wędzidła do pysków, by nam
                              były posłuszne, to kierujemy całym ich ciałem. Oto nawet okrętom, choć tak są
                              potężne i tak silnymi wichrami miotane, niepozorny ster nadaje taki kierunek,
                              jaki odpowiada woli sternika. Tak samo język, mimo że jest małym członkiem, ma
                              powód do wielkich przechwałek. Oto mały ogień, a jak wielki las podpala! Tak i
                              język jest ogniem, sferą nieprawości. Język jest wśród wszystkich naszych
                              członków tym, co bezcześci całe ciało i sam trawiony ogniem piekielnym rozpala
                              krąg życia. Wszystkie bowiem gatunki zwierząt i ptaków, gadów i stworzeń
                              morskich można ujarzmić i rzeczywiście ujarzmiła je natura ludzka. Języka
                              natomiast nikt z ludzi nie potrafi okiełznać, to zło niestateczne, pełne
                              zabójczego jadu. Przy jego pomocy wielbimy Boga i Ojca i nim przeklinamy ludzi,
                              stworzonych na podobieństwo Boże. Z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i
                              przekleństwo. Tak być nie może, bracia moi! Czyż z tej samej szczeliny źródła
                              wytryska woda słodka i gorzka?” (Jk 3, 2—11).
                              • philosophus Re: parę sprostowań 05.02.04, 07:44
                                Moja znajomosc wspolnot neokatechumenalnych nie ogranicza sie do jakichs
                                jednostkowych przypadkow. Gdyby tak bylo, to by w ogole nie zaczynal tego watku.

                                A co do Twoich zarzutow - przyzwyczailem sie juz, ze jak cos wyplywa na swiatlo
                                dzienne to wszyscy wieszaja na mowiacym psy - patrz watek o roznicach. I po raz
                                kolejny powtorze sie: "nie sadzcie abyscie nie byli sadzeni, bo jaka miara
                                mierzycie taka i wam odmierza".

                                Bog z Wami. w.
                              • addria Re: parę sprostowań 05.02.04, 07:52
                                >
                                > > Proponuje, zeby wypowiedzial sie ktos z neo.
                                >
                                > Wiesz, ale to Ty podniosłeś garść poważnych zarzutów w stosunku do neo, tym
                                > samym więc stawiasz członków neokatechumenatu w trudnej sytuacji - mają
                                > udowodnić, że nie są wielbłądem...
                                >

                                Ludzie, no ale bądźmy odrobinę sprawiedliwi. Podniósł, bo chyba miał powód,
                                osobiście go ta sprawa dotyczy, więc mógł człowiek mieć szczere intencje
                                wyaśnienia pewnych rzeczy, zwłaszcza, że na forum są osoby z neo. Może właśnie
                                chciał ułyszeć, że: tak, mogą i zdarzają sie niebezpieczne wypaczenia i
                                przydałoby się nad tym popracować. A kto miałby popracować, jeśli nie osoby z
                                wewnątrz KK, no przecież nie osoba z KZ czy KADS, i tak od razu zarzucono by im
                                oszczerstwo. Jakiekolwiek nie byłyby intencje philosophusa, to takie "plotki"
                                nie biorą się moim zdaniem tak zupełnie z nikąd.

                                > na
                                > podstawie jednostkowego przypadku (publikacje "antyku"... - za inteligentny
                                się
                                >
                                > wydajesz, aby wiedzę czerpać z tego rodzaju źródeł wink;

                                Ja jak widać jestem mało inteligentna wink, bo zaczerpnęłam i stąd. Szczerze?
                                Nie znałam antyku wcześniej, ot obiło mi sie o uszy, ale nie interesowałam się.
                                W końcu człowiek nie musi wiedzieć wszystkiego. A jeśli trafia na takie
                                publikacje to mają one prawo go zastanowić, nawet zszokować. Może też potem
                                próbować zasiegnąć informacji od innych osób, np. tu na forum, co ja też
                                zrobiłam. I dziękuję Kramli i Krajarkowi za to wszystko co napisali, wierzę, że
                                ich konkretna wspólnota neo niesie im wiele pozytywnych przeżyć religinych, że
                                pozwala im wzrastać w wierze.
                                Ale czy tak NA PEWNO jst wszędzie? Czy aby NA PEWNO ktoś nie napisał prawdy,
                                nawet na tych nieszczęsnych stronach antyku? Czy mam od razu zakładać, że
                                philosophus kłamie pisząc o historii znajomego księdza i swojej teściowej? Nie
                                jestem wcale przekonana. Może jednak zdarzają sie nadużycia, i to może dość
                                często, skoro tyle niejasności i rzekomych plotek krąży wśród ludzi i choćby w
                                internecie. Czy ktoś może zagwarantować, że tak nie jest?

                                No i to tyle na ten temat.
                                Pozdrawiam,
                  • philosophus Re: parę sprostowań 03.02.04, 08:35
                    > Poza Kościołem nie ma zbawienia, ale poza neokatechumenatem oczywiście jest

                    O ktorym kosciele mowisz?

                    Ph.
                    • kramla Re: parę sprostowań 03.02.04, 10:36
                      Z tego co mi się zdaje masz dostęp do dokumentów soborowych.Tam masz dokładną
                      wykładnię co jest rozumiane przez Kościół.W szerszym rozumieniu są to również
                      ludzie,którzy nigdy o Jezusie nie słyszeli ale kierują się w swoim życiu dobrą
                      wolą i sumieniem ,w którym zawsze jest pierwiastek Boży.
                      Philosophusie Ty już o nas wiesz na prawdę dużo i to forum świadkiem,że
                      odpowiadamy szczerze,nie ukrywamy swoich poglądów, religii, przynależności
                      wspólnotowej i powiązań rodzinnych.Chcesz wiedzieć coraz więcej zadając
                      pytania niczym w wywiadzie.Ja o Tobie ciągle wiem niewiele.Kościołów
                      protestanckich jest na prawdę więcej niż wspólnot w Kościele, a Ty chcesz być
                      tajemniczy ukrywając szczegóły życia w swojej denominacji.A przecież byłeś już
                      o to pytany.Jakaż to tajemnica spowija Twoją osobę i protestancką
                      przynależność? Nie nie interesuje mnie to aż tak jak Ciebie szczegóły z życia
                      mojego Kościoła.Już mam za sobą okres poszukiwań, odnalazłam, teraz chcę w tym
                      wzrastać.A Ty co już zauważyłam jesteś osobą inteligientną,masz liczne
                      kontakty choćby wunikające z Twojej wolontaryjnej pracy, zdaje się,że i tak
                      znasz odpowiedzi na pytania,które zadajesz i nie wydajesz sie być taki zielony
                      jakby wynikało z "wywiadu",który prowadzisz.Więc po co? Dla ogółu?
                      Jeszcze pomyślę,że tak jak Addria poszukujesz swojego miejsca na mapie
                      chrześcijaństwa a szególne upodobania masz w KK.Jakoś nie widzę Twoich
                      dobrych lub przynajmniej obojętnych intencji zapoczątkowując ten
                      wątek.Jeszcse raz kończąc ten temat zapraszam wszystkich na prawdę
                      poszukujących na otwarte katechezy dla wszystkich(ostatnio na takiej widziałam
                      dziewczynę z dyktafonem której nikt nie wygonił ani nie zlinczował),które
                      odbywają się w większości większych miast Polski.
                      • philosophus Re: parę sprostowań 03.02.04, 11:25
                        Nie pytalem o katechezy "otwarte" tylko te odbywajace sie juz wewnatrz
                        wspolnoty...

                        Czy wiem duzo? Wystarczajaco, ale zawsze mozna wiedziec wiecej. Dla jednych
                        wiedza nie jest potrzebna, dla innych jest.

                        O mnie nie wiesz? Prosze: 11 lat sluzby dla oltarza w KK, swiadomej i wiazacej
                        wieksza przyszlosc z nia -> dominikanin. Wiare mialem od dziecka, bo tak bylem
                        wychowywany. Nawrocony poprzez wiedze [dogmatyka]. Obecnie we wspolnocie
                        penteakostalnej, czyli w Kosciele Zielonoswiatkowym w Rzeczy Pospolitej
                        Polskiej. Liczne wyjazdy zagraniczne i kontakty z ewangelikami roznych
                        denominacji, glownie z Ewangelikami Augsburskimi w Sopocie, Cieszynie i Wisle
                        oraz Baptystami. Wspolnota mi najblizsza - Assemblies of God [KZ w USA, 12mln
                        wiernych], Zbory Chrystusowe i Wolni Chrzescijanie. Jak wiadomo jestem zonaty,
                        oczekuje potomka. To chbya wystarczy?

                        Nie mialem okresu poszukiwan. To KK sie mnie pozbyl, nie ja jego [-> Breviarum
                        Fidei].

                        Moje kontakty wynikaja z zyczliwosci, bo "nikomu nie odmawiam". Pomagam
                        wszystkim i wszedzie jezeli tylko moge.

                        Moje szczegolne upodobania do KK wynikaja z mojej empatii do
                        nieswiadomych/swiadomych dusz, ktore pojda rzedem w ogien ciemnego demona.

                        Gdy bylem w KK myslalem podobnie o wszystkich innych - ze oni sa tylko po to by
                        macic wode. Teraz mam inne na to spojrzenie - po latach ponizen i zniewag ze
                        strony "wierzacych" prawowiercow, ktorych opuscilem.

                        Skoro Neo jest taka otwarta wspolnota to podzielcie sie ze wszystkimi wiedza
                        jaka posiadacie. Czy znam odpowiedzi? Moge sie domyslac. Ale z checia uslysze
                        to od osob bedacych "na drodze". Przeciez nie sklamia, prawda?!?

                        Wojciech aka Ph.
                • alinaw1 Re:Kramla 03.02.04, 22:11
                  Tylko małe sprostowanie... Pisząć:"o konkretach innym razem" miałam na myśli
                  konkrety z własnego życia, a nie konkrety neokatechumenatu. A propos...
                  konkretów... Po owocach ich poznacie. I jednak- w przeciwieństwie do Ciebie-
                  dla mnie jest bardzo istotne, czy jest się religijnym, czy wierzącym.
                  Niesamowite wydarzenie zdarzyło się dzisiejszego wieczoru. Zadzwoniła koleżanka
                  ze studiów. Od jakiegoś czasu nosi się z zamiarem wstąpienia na drogę, ale
                  jakaś "dziwna" podsłyszana wiadomość (ot i mamy problem owianych tajemnicą
                  historyjek)nie daje jej spokoju. Otóż boi się, że ktoś będzie kazał jej zrzec
                  się mieszkania, które właśnie odziedziczyła po babci... Pomyślałam wtedy o tej
                  dyskusji na forum. To jest właśnie przykład "przekazywania tajemnic".
                  Dziewczyna uspokoiła się wtedy, gdy powiedziałam jej, że mnie teraz wiedzie się
                  gorzej, w czasie neokatechumenatu nie tylko podróżowałam po świecie ale także
                  ciągiem dalszym spraw neokat. był zakup mieszkania i spłata kredytu. Nie wiem,
                  czy ją uspokoiłam. Jedna z osób napisała do mnie prv. i m.in. zarzuciła, że w
                  neo. tworzą wszystko od nowa, tylko dla siebie, oddzielną teologię, czego
                  przejawem są np.pieśni. Jeśli PSALMY są nową i oddzielną teologią - to
                  gratuluję pomysłowości!
                  Przecież w Kościele powstają wciąż nowe pieśni, czasem- dalekie od poprawności
                  dogmatyczej. No bo jak np. ocenić wers:"Panie, tyś najwyższy z wszystkich
                  INNYCH bóstw" (piosenka śpiewana na Jasnej Górze). Mój mąż, który jest
                  autorytetem muzycznym nie może ścierpieć czasem ani muzyki ani tych rymów (ale
                  to kwestia ucha!). Po raz kolejny widzę, jak wiele wydumanych zarzutów kieruje
                  się wobec neo.
                  • ashan alinko.. 04.02.04, 10:40
                    Skoro już tak sobie sprostowywujemy smile to wbrew temu co napisałaś:
                    alinaw1 napisała:

                    >I jednak- w przeciwieństwie do Ciebie-
                    > dla mnie jest bardzo istotne, czy jest się religijnym, czy wierzącym.

                    dla mnie to jest również istotne, tylko, że nie mam odwagi osądzać ludzi, czy
                    pod ich powierzchowną (wg mnie) religijnością jest wiara, czy jej nie ma. Ale
                    już wiem, chyba z postu Karrajanka (pewnie przekręciłam nick, jeśli tak -
                    przepraszam), że droga zakłada, że na początku wiary się nie ma i na drodze
                    się ją zdobywa. Cóż... Nie muszę się z tym chyba zgadzać, prawdasmile?
                    I nie przeciwstawiałabym wiary i religijności smile.
                    pozdrawiam
                    a.
          • debora_stein Re: Neokatechumenat - kto i ile? 02.02.04, 19:53
            W Neo byliśmy z bratem prawie dwa lata. Brat był Kantorem - nie był
            zachwycony, bo wspólnota wywierała na niego presję ciągłych przygotowań i
            długotrwałych spotkań, a on dojeżdżał do pracy, gdzie spędzał czas od świtu do
            wieczora i nie mógł sobie na pozwolić na jej zmianę. Ja byłam zadowolona-
            rozwijałam się (dowiedziałam sie wiele o życiu Izraelitów, pierwszych wspólnot
            chrześcijańskich, poczytałam historię Kościoła, ale i od proboszcza
            usłyszałam że nie ma czyśćca , a w katolickim czasopiśmie ( w owym czasie)
            przeczytałam że dogmat o wniebowzięciu Marii oparty jest na legendach
            chrześcijańskich smile. To mi dawało dużo o myślenia). Moi znajomi "odeszli"
            do "zielonych", chciałam ich "nawracać", ratować. Prosiłam wciąż proboszcza o
            argumenty do rozmów, pożerałam Pismo Święte i książki katolickie, szukałam
            odpowiedzi na pytania, które zadawali mi znajomi... Gdy nie dawała mi spokoju
            sprawa wstawiennictwa i współodkupienia przez Marię zniecierpliwiony proboszcz
            w pewnym momencie powiedział: "Zadajesz pytania jak Świadek Jehowy"...sad
            Byłam w W-wie na spotkaniu z Kiko. Wrażenia z modlitwy "Ojcze nasz"- tysiące
            ludzi z podniesionymi rękami- miałam uczucie, że ta modlitwa ma moć
            podniesienia sufitu nad halą. Ale kazanie Kiko i jego pani zastępcy- to był
            jeden wielki krzyk. Po nim ponad stu młodych ludzi wyszło do przodu deklarując
            wstąpienie do seminarium. Tylko, że ja czułam ... manipulację na uczuciach
            ludzi tam obecnych...
            Moja mama jest w Neo ponad 12 lat. Na początku się cieszyłam, że się nawróciła-
            jej życie uległo zmianie, ale... no właśnie- miejsce rodziny zajęła wspólnota
            i służba dla niej. Potrafiła wyjechać na weekend zostawiając w domu dwoje 10-
            letnich chorych dzieci z kluczem na szyi i bez zapewnienia im nie tylko
            opieki, ale i finansów na jedzenie. Argument?- "Bóg ważniejszy" wytrącał mnie
            z równowagi. Teraz też zdarza się, że "robi głupstwa"- nie płaci za czynsz,
            albo zaciąga długi w podejrzanych firmach na wyjazdowe konwiwencje, a potem
            przychodzi prosić o pożyczkę "na chleb"... Po jakimś czasie oddaje z uśmiechem
            i stwierdza: "Pan Bóg się troszczy" (tzn. że wzięła "z worka" albo
            Odwiedzialny dał na jej usilne prośby ) i tak od X lat. Nie czyta nic na co
            nie ma pozwolenia katechistów, a był taki czas, że Odpowiedzialni na forum
            wspólnoty zrugali ją za to, że kontaktuje się ze mną ( "córka, która odeszła z
            domu, nie jest już twoją córką- nic cię z nią nie łączy!"). Co więcej, jak
            zobaczyli mnie u niej w domu- niemal to samo usłyszała (przy mnie). Cóż...
            Niedawno dosłownie na siłę wlekła moich dwóch trzynastoletnich braci na
            katechezy i wbrew jawnemu oporowi wysłała na Konwiwencję Założeniową, a teraz
            jak żandarm pilnuje by chłopcy uczęszczali na spotkania "ich" wspólnoty...
            Tak jak byłam kiedyś zadowolona z Neo, mówiłam że lepiej być tam niż tylko
            niedzielno-światecznym katolikiem, tak teraz nie mam zbyt dobrej opinii o tym
            ruchu...

            Debora

            PS. Tylko jedni znajomi z Neo (on teolog) mają u mnie "plusy" za miłość do
            Żydów Mesjańskich smile
    • matna_b Re: Neokatechumenat - kto i ile? 04.02.04, 23:48
      Miałam się nie wtrącać, ale ta dyskusja schodzi na coraz mniej bezpieczne
      tory. Rozumiem, że można mieć złe doświadczenia w kontaktach z
      neokatechumenatem, odnową w Duchu Świętym i czym tam jeszcze chcecie, bo
      ludzie są tylko ludźmi. Ja nie zostawiłabym chorych dzieci i nie wyjechałabym
      beztrosko na konwiwencję, i datego Debora, nie obwiniaj całego
      Neokatechumenatu za dewotyzm Twojej mamy i nadgorliwość jej odpowiedzialnych.
      Wszędzie takich ludzi znajdziesz. Ja ciągle jestem w Kościele, choć często mam
      dosyć głupoty wielu księży i wiernych.
      Wybrałam Neokatechumenat, bo naprawdę pomaga mi w mojej drodze do zbawienia i
      choć w mojej wspólnocie nie brakuje nadgorliwców i ludzi za którymi nie
      przepadam, wiem, że tu jest moje miejsce.
      Pozdrawiam
      Martyna
      PS. A z tym uwielbieniem dla Żydów Mesjańskich to chyba przesadzasz. Nie
      podejrzewam, aby którykolwiek z moich braci ze wspólnoty miał pojęcie, kim są
      Żydzi Mesjańscy. Na pewno natomiast Neo leczy z antysemityzmu.
      • wegielek Re: Neokatechumenat - kto i ile? 12.02.04, 22:41
        a ja jestem na drodze prawie 7 lat. mam meza ze wspolnoty, urodzilismy niedawno
        dziecko i nie zamienilabym wspolnoty na nic innego. ani meza tez na innegosmile)))

        tyle. piszcie, co chcecie. ale jak widze ile dobrego robi Droga, i Kiko i
        Carmen tez, a co!, to nikt mi nie powie, ze to cos zlego.
        poza tym papiez i kongregacja nauki wiary zatwierdzili statuty Drogi. mozna je
        sobie poczytac.... ale raczej trzeba byc na Drodzesmile)
        pozdrawiam.
    • piotrsko Re: Neokatechumenat - kto i ile? 13.02.04, 10:03
      Domyslam się, że Ph sprowokował te dyskusję żeby postwić Drogę w negatywnym
      świetle ( z resztą - moze nie mam racji ? ). Mimo tego, a może włśnie dlatego
      chce napisac coś o sobie:

      Wychowałem sie w tradycji katolickiej. W okresie szkoły podstawowej i liceum
      byłem mocno związny z Kościołem: byłem lektorem, jeździłem na oazy. Później,
      moja grupa oazowa rozsypała się, a ja widząc postawy niektórych księży zraziłem
      sie nieco do Koscioła. Wciąż jednak chciałem znaleźć w nim swoje miesce.
      Wydawało mi się, że najlepsza byłaby wspólnota charyzmatyczna. Fascynowały mnie
      dar języków, proroctwa, modlitwy o uzdrowienie itp. W ten sposób będac na
      początku studiów trafiłem do pewnej grupy modlitewnej, która przedstawiła mi
      się jako Odnowa w Duchu Św. Nie przeszkadzało mi, że zamiast przy parafii
      spotykają się u kogoś w pokoju w akademiku. Powiedzieli mi, że z powodu studiów
      nie mogą jeździć na spotkania swojej macierzystej wspólnty i z tego powodu
      postanowili spotykać się na modlitwie w budynku akademickim.
      Na początku byłem zafascynowany. Dopiero znacznie później okazało się, że
      spotkania modlitewne to tylko czubek góry lodowej, bo w rzeczywsitości ci
      ludzie są już poza Kościołem. Kiedy się o tym dowiedziałem byłem już tak daleko
      mw tej "wspólnocie", że trudno było zakwestionowac wszystko co tam do tej pory
      przeżyłem. Ponieważ nosiłem w sercu zadrę do księży nie było mi trudno uznac,
      że Kosciół Katolicki to apokaliptyczna nierzadnica, a oto tutaj jest prawdziwy
      Kościół.
      Po dwóch latach czy trzech latach bycia w tej grupie zaczałem jednak dostrzegać
      pewne rzeczy, których wczesniej nie widziałem, a które skłaniały mnie od
      myślenia, że tak naprawde jestem w sekcie. Zerwać z tą grupą nie było łatwo.
      Okazało się,że straciłem grunt pod nogami. Wpadłem w poważny kryzys
      egzystencjalny. Wątpiłem czy w ogóle Bóg istnieje ? Czułem się oszukany i
      rozgoryczony. Kiedy juz zerwałem z tą "wspólnotą" jedyne co mi zostało to wołać
      do Boga: jeśli jesteś, jeżeli mnie słyszysz - ratuj mnie. W kółko modliłem się
      słowami psalmu: Boże, szukam Cie od świtania, jak ziemia zeschła bez wody tak
      dusza moja pragnie Ciebie Boże. W tym czasie robiłem pewną rzecz: otwierałem
      codziennie Pismo Sw. i czytałem czytania z dnia wg klucza z kalendarza
      liturgicznego. Nie wiem czemu tak robiłem skoro nie uznawałem Koscioła.
      Niektóre rzeczy notowałem w swoim kalendarzu. Mam tam np. zapisane: poucze Cię
      i wskażę drogę , która pójdziesz. Pamietam, że któregoś dnia poszedłem w
      niedzielę na Mszę Św. ale wyszedłem w połowie bo nic do mnie nie trafiało.
      Któregoś dnia ( to był luty 1995 r. ) szedłem ulicą i zobaczyłem informację o
      katechezach neokatechumenalnych w jedej parafii. Pomyślałem, że może to jest
      jakaś szansa dla mnie. Poszedłem na pierwszą katechezę mówiąc sobie, ze jeżeli
      nic do mnie nie trafi na kolejną już się nie wybiorę. Ale poszedłem i na
      kolejną. W trakcie katechez - podczas liturgii pokutnej - mogłem wyspowiadać
      sie po długiej przerwie. To była najkrótsza spowiedź. Wyrzuciłem z siebie
      tylko, że moim grzechem było to, ze opusciłem Kościół. Wieczorem w domu byłem
      bardzo zadowolony. Zostałem do końca katechez, a potem wszedłem do wspólnoty i
      na drogę. To było tak jakby Pan Bóg otworzył mi na nowo furtkę do Koscioła.
      Dzisiaj mogę powiedzieć, że Droga uratowała mnie, bo byłem owcą zagubioną.
      Mogłem na nowo uczyć się wiary. mogłem na nowo uczyć się kochać Kościół.
      Dzisiaj nie widzę swojego życia bez Eucharystii. Dzisiaj widzę, że jedyne co ma
      sens to ewangelizować. Widzę, że poprzez Droge Pan Bóg pomagał mi w moim
      małżeństwie. Jesteśmy we wspólnocie razem z moją żoną. Takze nasze dzieci (
      mamy dwoje ) - można powiedzieć - że są dzięki Drodze, bo Słowo Boga dawało mi
      odwage aby je przyjmować. W mojej wspólnocie jest co najmniej kilka osób, które
      były kiedyś w sektach. Jest dwóch niepijących alkoholików. Są małżeństwa
      pojednane. Są osoby starsze pogodzone z historią swojego życia. Dzisiaj też nie
      niszczy mnie to, że niektórzy - takze w Kościele - atakują Drogę. Nie zabija
      mnie też letniosć niektórych księży. Widze, ze Chrystus wzywa aby tak jak On
      brać na siebie grzechy innych, nie gorszyć się ale kochać.
      Niektórzy opowiadają o Drodze niestworzone rzeczy. Nie podoba sie im to, że do
      wspólnoty nie moze wejsc sobie każdy, ot tak kiedy chce. Ale jeśli poczytamy
      historię Koscioła to okaze się, ze podobnie było w początkach chrześcijaństwa.
      Nie każdy mógł wejść na Eucharystię. Katechumeni np. byli wypraszani po
      Liturgii Słowa.
      Powiem dlaczego wspólnoty są zamknięte: bo podczas liturgii jest szczególny
      moment, który nazywamy Echem Słowa. Wtedy bracia mówia bardzo szczerze o swoim
      życiu. Chodzi o to aby dać im pewną intymność, storzyć atmosferę zaufania. Bo
      czasami mówia o wydarzeniach trudnych ze swojego życia. Po kilku latach bycia
      we wspólnocie bracia znają się nawzajem i nie boją sie powierzać sobie różnych
      trosk.
      Ale katechezy są otwarte dla wszystkich. Tak samo zapraszamy każdego kto chce
      na niektóre liturgię jak np. na liturgię Paschy w Wielką Noc.
      Mogę powiedziec jedno: byłem w sekcie i nikt nie oszuka mnie w tej kwestii.
      Wiem jak funkcjonuje sekta. Ten kto mówi, że Droga to sekta - nic nie rozumie.
      Tak jak w każdej grupie tak i tutaj zdarza się, że niektórzy bracia w swojej
      gorliwości czasem przesadzają. To ma miejsce zwłaszcza na początku we
      wspólnotach młodych, kiedy ci co wchodza do wspólnoty są zachłyśnięci Drogą.
      Ale potem Pan Bóg uczy patrzeć na sprawy trzeźwo. Sam słyszałem jak moi
      katechiści radzili jednej siostrze, ze jak jak jej mąż ( który nie był z nią na
      Drodze ) nie akceptuje że ona przychodzi do wspólnoty - to niech na jakiś czas
      zamiast przychodzić na liturgie zostaje w domu z mężem, żeby mu pokazac, że go
      kocha. Bo wzniejsza od Drogi jest jedność małżeństwa. Takich historii mógłbym
      przytaczać wiele. Co do etapów na Drodze, wszystkie opisane są w Statucie, a
      ten można przeczytac na stronie www.camminoneocatecumenale.it
      To tyle z moje strony. Zostańcie w pokoju.
      • philosophus Re: Neokatechumenat - kto i ile? 15.02.04, 21:43
        "Ale potem Pan Bóg uczy patrzeć na sprawy trzeźwo" - wlasnie dane mi bylo sie
        wczoraj przekonac jak logiczna i trzezwo myslaca jest Droga [dokladnie takich
        samych slow jak w/w uzyli] - gdy katechisci stwierdzili, ze podczas pogrzebu
        mojego ojca [+ 13.02.2004, pog. 18.02.04] powinni zatanczyc na jego grobie i
        zaspiewac "Wez mnie do nieba".

        Koniec dyskusji.

        Wojciech
        • mader1 Re: Neokatechumenat - kto i ile? 16.02.04, 16:15
          Bardzo mi przykro z powodu Twojego Taty . Moj tez odszedl nie tak dawno.
        • krajarrek Re: Neokatechumenat - kto i ile? 16.02.04, 16:51
          A ja będę chciał, żeby na moim pogrzebie śpiewano "Weź mnie do nieba". I
          żałuję, że nie mam takiej wiary, aby coziennie wołać do Ojca - "Błagam, weź
          mnie do nieba..."

          "Grzebanie umarłych zostawcie umarłym", Philosophusie. I nie ma w tym niec
          sprzecznego z Ewangelią czy chrześcijaństwem.
          • svistak Re: Neokatechumenat - kto i ile? 16.02.04, 20:00
            Byłam na kilku pogrzebach ludzi naprawdę wierzących, ale tylko na jednym ludzie
            z neokatechumanatu nie zwazając na uczucia krewnych śpiewali wesołe pieśni
            przez ok. 40 minut... Pomijam już fakt,że nikt spoza wspólnoty nie znał melodii
            ni słów, a i ksiądz był "lekko" zniecierpliwiony...
            Rozumiem,że wierzą iż zmarła osoba jest z Panem- szcześliwa, ale rodzina
            przeżywa rozłakę... należałoby to uszanować. I to jest po chrześcijańsku (Jana
            11:35;Łukasza 7:13).
            svistak
          • philosophus Re: Neokatechumenat - kto i ile? 16.02.04, 20:59
            1) Uczynek miłosierdzia co do ciała, tzn. umarłych grzebać
            2) Chcialbym Cie zobaczyc tanczacego na grobie wlasnego ojca, gdy Twoja matka
            stoi obok.

            Glupota ludzka nie zna granic.
            • kramla Re: Neokatechumenat - kto i ile? 16.02.04, 23:45
              Zdaje się z tego co napisałeś nikt Ci tańczyć nie kazał i jakoś nie wyobrażam
              sobie żeby jakikolwiek katechista zmuszał kogokolwiek do tańca zwłaszcza kogoś
              nie z drogi (i na dodatek protestanta).I rzeczywiście był ten taniec? Pytam z
              ciekawości.Nasuwa mi się jednak co innego.Twój tata musiał w jakiś sposób być
              związany z Drogą i nie przypuszczam, żeby jedynym związkiem z Neo była Twoja
              teściowa.Być może taki pogrzeb był konsekwencją jego wyborów, albo wyborów
              najbliższych np.żony.W przeciwnym razie miałeś-jako syn pełne prawo wyprosić z
              ceremonii pogrzebu delikwentów, a jeśli nie wyraziliby zgody(u Was z tego co
              piszesz różne dziwne rzeczy się dzieją) postraszyć policją.
              Do Swistaka
              Sama uczestniczyłam w takich pogrzebach, gdzie przez 40 minut śpiewaliśmy przy
              grobie radosne pieśni o Zmartwychwstaniu i jak najbardziej Weż mnie do nieba.
              Nikt (przynajmniej na zewnątrz) się nie gorszył.Co najwyżej ze zdziwieniem
              pytał: co, taka Helenka co to śmieci zbierała, taka ostatnia ma taki pogrzeb?
              Młodzi ludzie grają i śpiewają, najdłużej zostają przy grobie, czynnie włączają
              się w liturgię słowa...A Helenka pewnie z góry się uśmiechała i pomagała nam w
              śpiewie.Tak jak zawsze...


              Też jesteśmy z Gobbem w temacie śmierci-tej fizycznej i egzystencjalnej.Na
              pogrzebie babci Jarka organista w kościele śpiewał Alleluja(ze sweej natury
              radosne, chociaż w Kościele-nad czym boleję większość radosnych pieśni brzmi
              pogrzebowo, może stąd tak drażnią konkretne śpiewy z Drogi),czyli jednak jest
              to jakaś oznaka radości przejścia ze śmierci do życia.Dodam, że w czasie
              Wielkiego Postu z tego Alleluja podczas liturgii się rezygnuje, na pogrzebie
              zaś nie.
              I już zupełnie na koniec do Wojtka.
              Na prawdę wspólodczuwam z Tobą z powodu śmierci taty.Wiem jak bardzo śmierć
              boli.Ja doświadczyłam jej w ostatnim czasie egzystencjalnie.Ale wierzę w
              zmartwychwstanie.Wierzę i już zaczynam go powoli doświadczać.Nie gniewaj się na
              moich braci z Drogi. Jest mi szczerze przykro, że się ich zachowaniem
              zgorszyłeś.Proszę Cię za nich o wybaczenie.Na pewno nie było ich wolą
              sprawienie Ci przykrości.Przepraszam...
              Agnieszka Drogowa Neonka
              • magdalena_76 Re: Neokatechumenat - kto i ile? 17.02.04, 09:09
                Dokładnie rok temu był pogrzeb mojego dziadka w zwykłym parafialnym malutkim
                brzydkim wiejskim kościółku... i na zakończenie jak organista huknął "Zwycięzca
                śmierci"!!!
                To było niesamowite, taka dawka nadziei...
              • addria Re: Neokatechumenat - kto i ile? 17.02.04, 13:37
                Po pierwsze, szczere wyrazy współczucia dla ph.-Wojtka z powodu śmierci Taty.

                Po drugie, jestem w stanie zrozumieć radosne pieśni nad grobem zmarłego,
                wynikające z wyznawanej wiary. Nawet jestem w stanie to zaakceptować, ale
                tańców na grobie nie. Mam nadzieje, że do tych tańców nie dojdzie, że to była
                tylko jakaś przenośna, czy coś takiego. W końcu jakiś szacunek zmarłemu się
                należy, a i jakby nie patrzeć pogrążonej w smutku rodzinie - również. Tym
                bardziej, jesli rodzina ta jest wielowyznaniowa, bo w innym przypadku: wolnoć,
                Tomku...

                ŚJ też uważają, że należy radować się jeśli ktoś odejdzie z tego świata i
                oczekuje już tylko na wskrzeszenie z martwych. Byłam na pogrzebie kogoś z
                rodziny męża, kto był ŚJ. Na pogrzebie byli więc ŚJ, katolicy i ja-
                niezdiagnozowana narazie wink Była też dość radosna pieśń, ale wszystko odbyło
                się w granicach rozsądku i dlatego nikt się nie gorszył. Nikt nie manifestował
                ostentacyjnie swojej odrębności religijnej, ani wyższości. Potem nawet odbyło
                się wspólne spotkanie na herbacie. Wszystko jest możliwe, tylko trochę chęci
                potrzeba.
                Pozdrawiam serdecznie,

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka