Dodaj do ulubionych

Wartość życia

01.02.10, 13:23
Jakoś smutno się robi po przeczytaniu podobnego apelu:

www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/swiat/terry-pratchett-za-trybunalami-eutanazyjnymi,52934,1
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Wartość życia 01.02.10, 13:59
      Cóż, a ja bym była szczęśliwa, gdyby taka możliwość istniała.
      Człowiek zdrowy bowiem może popełnić samobójstwo. Człowieka, ktory
      jest np,. sparaliżowany, a w pełni wladz umysłowych, takiej
      możliwosci się pozbawia. Czułabym się zdecydowanie bezpieczniej,
      wiedzac, ze istnieje możliwość zwrócenia się o eutanazję.
      Oczywiscie dopuszczam ja tylko w wypadku prosby osoby
      zainteresowanej.
      • andrzej585858 Re: Wartość życia 01.02.10, 14:56
        Nauka Kościoła jest akurat jednoznaczna jeżeli chodzi o eutanazję. Takze z
        założeniem że człowiek zdrowy może popełnić samobójstwo nie bardzo bym się
        zgodził - gdyż jednak w tym momencie jednak nie jest w pełni władz umysłowych,
        instynkt samozachowawczy nie funkcjonuje.
        Pozostaje jednak jeszcze jeden aspekt - pole do nadużyć, takie samo jak i
        przypadku orzekania wyroku kary śmierci.

        Nie wiem jak naprawdę zachowałbym się w takiej sytuacji, ale ufam w miłosierdzie.

        Pozwolę sobie na dołączenie krótkiego wprowadzenia dotyczącego nauki Kościoła
        w kwestii eutanazji:

        Nie usprawiedliwia pozbawiania życia człowieka nawet pragnienie zmniejszenia
        jego cierpienia wywołanego przez chorobę lub starość. Piąte przykazanie zakazuje
        eutanazji, o czym jasno przypomina Katechizm Kościoła Katolickiego.

        „Eutanazja bezpośrednia, niezależnie od motywów i środków, polega na położeniu
        kresu życiu osób upośledzonych, chorych lub umierających. Jest ona moralnie
        niedopuszczalna.” (KKK 2277) „Eutanazja zamierzona, niezależnie od jej form i
        motywów jest zabójstwem. Jest głęboko sprzeczna z godnością osoby ludzkiej i z
        poszanowaniem Boga żywego, jej Stwórcy.” (KKK 2324)

        „W ten sposób działanie lub zaniechanie działania, które samo w sobie lub w
        zamierzeniu zadaje śmierć, by zlikwidować ból, stanowi zabójstwo głęboko
        sprzeczne z godnością osoby ludzkiej i z poszanowaniem Boga żywego, jej
        Stwórcy.” (KKK 2277)

        Zdrowi nie powinni zabijać ludzi chorych i upośledzonych, lecz mają im pomagać.
        „Osoby, których sprawność życiowa jest ograniczona lub osłabiona, domagają się
        szczególnego szacunku. Chorzy lub upośledzeni powinni być wspierani, by mogli
        prowadzić, w takiej mierze, w jakiej to możliwe, normalne życie.” (KKK 2276)

        Szczególną troską powinni być otoczeni ludzie konający, którzy kończą swoje
        ziemskie życie, aby przejść do wieczności. Okres ziemskiego życia jest czasem
        przygotowywania się do wieczności. Tylko Bóg wie, ile czasu potrzeba na to
        przygotowanie się. On więc decyduje, kiedy ma nastąpić śmierć człowieka. W
        swojej wszechwiedzy dobry Ojciec wie, kiedy jego dziecko jest najlepiej
        przygotowane do swego wiecznego istnienia po śmierci. Ponieważ my nie znamy
        tego, dlatego nie wolno nam zadawać nikomu śmierci ani jej celowo przyśpieszać.

        Ponieważ moment śmierci ma decydujący wpływ na wieczność człowieka, dlatego
        trzeba konającym pomóc się przygotować na spotkanie z Panem. „Należy okazywać
        szacunek i troskę umierającym, by pomóc im przeżyć ostatnie chwile w godności i
        w pokoju. Powinna wspomagać ich modlitwa bliskich, którzy winni zatroszczyć się
        o to, by chorzy w odpowiedniej chwili przyjęli sakramenty, przygotowujące na
        spotkanie z Bogiem żywym.” (KKK 2299)

        Piąte przykazanie zakazuje zabijania lub celowego przyśpieszania śmierci. Może
        jednak zrodzić się pytanie, czy istnieje obowiązek moralny przedłużania za
        wszelką cenę ludzkiego życia. Czy można zaprzestać podtrzymywania życia różnymi
        środkami medycznymi?

        Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy odróżnić zwykłe środki od środków
        nadzwyczajnych stosowanych przez medycynę. Katechizm poucza, że zwykłych środków
        medycznych nie należy odmawiać człowiekowi nawet wtedy, kiedy jego śmierć jest
        pewna: „Nawet jeśli śmierć jest uważana za nieuchronną, zwykłe zabiegi
        przysługujące osobie chorej nie mogą być w sposób uprawniony przerywane.” (KKK 2279)

        Inaczej sprawa wygląda ze stosowaniem przez lekarzy środków nadzwyczajnych w
        celu przedłużania życia pacjenta. Katechizm poucza, że ich stosowanie nie zawsze
        jest obowiązkiem moralnym: „Zaprzestanie zabiegów medycznych kosztownych,
        ryzykownych, nadzwyczajnych lub niewspółmiernych do spodziewanych rezultatów
        może być uprawnione. Jest to odmowa "uporczywej terapii". Nie zamierza się w ten
        sposób zadawać śmierci; przyjmuje się, że w tym przypadku nie można jej
        przeszkodzić. Decyzje powinny być podjęte przez pacjenta, jeśli ma do tego
        kompetencje i jest do tego zdolny; w przeciwnym razie – przez osoby uprawnione,
        zawsze z poszanowaniem rozumnej woli i słusznych interesów pacjenta.” (KKK 2278)

        Przykazanie: „Nie zabijaj” nie zakazuje leczenia i zmniejszania bólu chorego
        takimi środkami, które pobocznie mogą przyśpieszyć jego śmierć. „Stosowanie
        środków przeciwbólowych, by ulżyć cierpieniom umierającego, nawet za cenę
        skrócenia jego życia, może być moralnie zgodne z ludzką godnością, jeżeli śmierć
        nie jest zamierzona ani jako cel, ani jako środek, lecz jedynie przewidywana i
        tolerowana jako nieunikniona. Opieka paliatywna stanowi pierwszorzędną postać
        bezinteresownej miłości. Z tego tytułu powinna być popierana.” (KKK 2279)
        • godiva1 Re: Wartość życia 01.02.10, 15:13
          Ale nie wszystkie religie tak podchodza do samobojstwa, a i w nurcie
          judeochrzescijanskim sa rozne szkoly myslenia. W spoleczenstwie
          wielokulturowym trzeba to brac pod uwage, ze dla wielu ludzi
          przedluzanie ich zycia wbrew ich woli nie jest okazaniem
          milosierdzia, a wrecz przeciwnie.
          • verdana Re: Wartość życia 01.02.10, 15:27
            Otóż to. Uwazam, że lekarz - chrzescijanin ma prawo odmowić udziału
            w eutanazji. Pacjent-chrzescijanin może o nia nie prosić. Ale ja nie
            jestem chrzescijanką i uważam, ze prawo państwowe nie moze uznawać
            wyłącznie wartosci religijnych.
            W mojej rodzinie samobojstwa są bardzo częste. Wiekszość była
            skutkiem albo choroby, albo depresji, albo - czy ja wiem - obłąkania
            (jak bowiem nazwać sytuację, gdy mój cioteczny prapradziadek, lat
            dwadziescia z hakiem zastrzelił się z miłosci do Konponickiej, lat
            pięćdziesiąt z hakiem). Ale w mojej rodzinie zdarzyło się także
            samobójstwo, które ja popieram i rozumiem - dwoje bardzo starszych
            ludzi, wieloletnie małżenstwo - on śmiertelnie chory, ona tracaca
            wzrok - postanowili razem umrzeć. Cóż, potępić?
            • andrzej585858 Re: Wartość życia 01.02.10, 18:12
              Mors tacet - śmierć milczy. Nigdy nie dowiemy się jaka była ostatnia myśl
              człowieka w chwili gdy życie z niego uciekało.
              Nie, nigdy nie wolno potępiać - nawet nie wolno tak myśleć. Tak uważam.

              Prawo państwowe powinno być neutralne i szanować wszystkich niezależnie od
              wyznawanych wartości religijnych - trudno nie zgodzić się z powyższym.
              Ale trudno też oczekiwać zgody Kościoła na czyny fundamentalnie sprzeczne z
              wiarą które mogą zostać usankcjonowane prawnie.
              • verdana Re: Wartość życia 01.02.10, 18:17
                Ależ ja nie oczekuję zgody Koscioła. Przeciwnie, oczekuję, ze
                Kosciół bedzie zdecydowanie pouczał swoich wiernych, co jest dla
                nich moralnie dopuszczalne, a co nie. I że będzie wypowiadał się
                publicznie, prezentując swoje poglady.
                Natomiast nie chcę, aby te poglady były wyznacznikiem dla prawa
                państwowego.
                • nati1011 Re: Wartość życia 01.02.10, 20:28
                  1. samobójstwo może być jeszcze neutralne moralnie. Ktoś sam sobie
                  odbiera życie.
                  2. Eutanazja zakłada - z założenia - udział kogoś trzeciego. I ta
                  osoba jest tym czynem obciążona. Jakby na to nie patrzeć zadaje
                  śmierć komuś innemu. Nawet nie odnosząc sie do żadnej religii trudno
                  nie mieć tu wątpliwości moralnych.

                  3. zwolennikom dopuszczalnosci eutanazji polecam - oficjalne -
                  raporty z Holandii. W ciagu zaledwie kilku lat praktyka odeszła
                  baaardzo daleko od - z pozoru - szczytnych założeń. I sami "lekarze"
                  przyznają, że obecnie eutanazja w Holandi bardzo często bywa
                  zupełnie niedobrowolna.
                  polecam "sprawozdanie holenderskiej komisji rządowej w sprawie
                  eutanazji" z roku 1991
                  • verdana Re: Wartość życia 01.02.10, 20:42
                    Trudno się nie zgodzić, że nieprawdlowości być mogą. Z drugiej
                    strony jednak utrzymywanie przy życiu kogos, kto nie ma możliwosci
                    poruszania się, zdecydowanie nie chce żyć, a jest do tego zmuszany -
                    też przecież przez osoby trzecie - także nie wydaje mi się moralne.
                    Bo przeciez tu chodzi zwykle o osoby, ktore nie przezylyby bez
                    pomocy...
                    • nati1011 Re: Wartość życia 01.02.10, 21:57
                      poczekaj, osoba sprawna umysłowo - bo przecież tylko o takich mozemy
                      tu rozważać, ma prawo poprosić o zaprzestanie leczenia, a nawet
                      odmówić spożywania pokarmu. Moze to uczynić nawet formalnie -
                      przeciez dla osoby obłożnie chorej najcześciej nawet przeziebienie
                      moze być śmiertelne. I ja zakładam, ze osoba opiekujaca się nią z
                      miłością na pewno uszanowałaby życzenie tej osoby i nie utrzymywała
                      jej siła przy życiu. Tego nawet kościół nie zabrania. Uporczywa
                      terapia jest traktowana jako zła. Z drugiej strony, jeżeli zakąłda
                      się, że ten opiekun nie ma dobrych zamiarów, to tym bardziej nie
                      należy mu powierzac kwestii skrócenia życia chorego.

                      I nie oszukujmy się, tak naprawe to niewielu jest chorych chcących -
                      na poważnie - umrzeć, którzy nie mogą pozbawić się sami życia. To
                      raczej chodzi o to, by ktoś im zapewnił "komfort" samobójstwa. Czyli
                      tzw szybką i bezbolesna śmierć. A to już mocno się rozmija
                      ze "szczytnymi" założeniami eutanazji.

                      Jeżeli ktos chce się zabić - to powinien robić to samodzielnie, a
                      nie "zmuszać" do pomocy innych.
                      Jeżeli chory cierpi, to może z tego cierpienia chcieć umrzeć. Ale
                      naprawdę obecnie medycyna jest w stanie zapewnić znosny komfort
                      życia nawet cieżko chorym. A ten chwilowy krzyk rozpaczy, to prośba
                      o zabranie bólu a nie o unicestwienie (wiem z własnego
                      doświadzczenia). Mało tego, gdyby ból był nie do wytrzymania, to
                      mozna podać zwiększona dawkę leku p/bólowego RYZYKUJĄC nawet smierc
                      pacjenta i nie jest to wtedy eutanazja. Tak naprawe to przypadki
                      podawane jako powód do usankcjonowania eutanazji są bzdurne, bo już
                      dziś - zgodnie z prawem mozna je rozwiazac. Przyzwolenie na
                      eutanazję jest potrzebne w 2 celach:
                      - by zabijać ludzi, którzy nie są aż tak bardzo chorzy -
                      uzasadnienie eutanazji mói, o śmiertelnej, nieuleczalnej chorobie,
                      której towarzyszy ból nie do zniesienia.
                      - by zabijać tych, co nie do końca sami chcą tej śmierci - i tu
                      oficjalny raport rządu Holandii pokazuje jak wielkie jest to
                      niebezpieczeństwo.
                      • verdana Re: Wartość życia 01.02.10, 22:37
                        Czyli osoba sprawna umyslowo ma prawo umrzeć w męczarniach, z glodu,
                        na oczach rodziny, ktora widzi powolne konanie, a nie ma prawa
                        poprosić o szybka, bezbolesna śmierć? Czy patrzenie, jak ktoś umiera
                        z glodu jest etyczne? To nie jest proste, szczególnie, ze przeciez
                        chodzi o osoby, ktore stale są pod czyjąś opieką i nie moga jeść
                        same... czyli osoba, ktora wie, ze ktoś umiera z głodu, ma swiadomie
                        nie karmić. Nie wydaje mi się to możliwe.
                        Mowimy tu wyłacznie o chorych, ktorzy sami nie moga popełnic
                        samobójstwwa - bo inaczej to zgadzam się - absurd.
                        Środki przeciwbolowe to jedna sprawa, a osoby ktore żyja
                        sparaliżowane - zupelnie inna.
                        Przyzwolenie na eutanazję jest potrzebne po to, by pozwolić
                        śmiertelnie lub nieuleczalnie chorym ludziom umrzeć spokojnie, a
                        nie umierać latami, choć maja absolutnie dosyć zycia.
                        • andrzej585858 Re: Wartość życia 01.02.10, 23:28
                          verdana napisała:
                          .
                          > Przyzwolenie na eutanazję jest potrzebne po to, by pozwolić
                          > śmiertelnie lub nieuleczalnie chorym ludziom umrzeć spokojnie, a
                          > nie umierać latami, choć maja absolutnie dosyć zycia.

                          Mogę w jakiś sposób zaakceptować powyższe zdanie, tym bardziej że chyba prawie
                          każdy miał do czynienia z tak poważnie chorymi, zwłaszcza gdy już nie jest się
                          tak młodym.
                          Cierpienie jest czymś trudnym do wyobrażenia dla kogoś kto nie cierpi.
                          Tylko ciągle pozostaje ten dylemat - a jeżeli choć jedna osoba umarła mimo że
                          tak naprawdę nie chciała?
                          Kto może w pełni odpowiedzialnie zapewnić że nigdy nie dojdzie do żadnego
                          nadużycia?
                          Nie potrafię znależć odpowiedzi na powyższe pytania.
                          A przecież dochodzi do nadużyć i pojawiają się takie sygnały.
                          • verdana Re: Wartość życia 02.02.10, 15:06
                            Cóż, pewnie ze to nie jest proste. Bo tu chodzi o to, co kazdy uwaza
                            za wartość najwyższą i większe niebezpieczeństwo - możliwść
                            pozbawienia życia kogoś, kto jest śmiertelnie chory, ale chce żyć,
                            czy utrzymywaniu przy życiu kogoś, kto cierpi i chce umrzeć?
                            Myslę, ze na to pytanie nie ma odpowiedzi - dlatego też uwazam, ze
                            każdy powinien decydować sam, spisując swoja wolę - i ryzykujac to,
                            czego boi się mniej...
                            • franula Re: Wartość życia 02.02.10, 15:35
                              bardzo bym chciała by ktoś wyjaśnił mi dobrze stanowisko kościoła w tej kwestii
                              bo to jeden z moich trudnych tematów

                              dokadnie jak napisałą Anik. w zasadzie przeciw ale wyobrażam sobie cierpienia
                              np. mojego dziecka ...

                              zdaje mi się że patrząc historycznie obrona życia w każdej postaci do dosyć nowe
                              stanowisko Kościoła. Prowadzono wojny i błogosławiono wojska przed bitwami, o
                              wyprawach krzyżowych i inkwizycji nie wspominając
                              • nati1011 Re: Wartość życia 02.02.10, 15:56
                                "nie zabijaj" to już dość wiekowe jest wink I z tego co pamietam
                                obowiązuje bez przerwy.


                                > dokadnie jak napisałą Anik. w zasadzie przeciw ale wyobrażam sobie
                                cierpienia
                                > np. mojego dziecka ...
                                i tu lezy problem. Wyobrazić to sobie można dużo. I nie do końca na
                                podstawie tych wyobrażeń nalezy stanowic prawo. Może zamiast sobie
                                wyobrażać porozmawiać z rodzicami cieżko chorych dzieci. Jaki jest
                                ich stosunek do cierpienia własnego dziecka.


                                bardzo bym chciała by ktoś wyjaśnił mi dobrze stanowisko kościoła w
                                tej kwestii
                                > bo to jeden z moich trudnych tematów

                                tu nie chodzi o stanowisko Kościoła. To raczej przykazanie: nie
                                zabijaj. Kiedys było prościej. Chyba. Medycyna miąl mniej
                                możliwości. Teraz - teoretycznie - możemy przedłużac życie (i
                                cierpienie) bardzo długo. Dlatego pojawia się termin: uporczywa
                                terapia. Czyli można (a wręcz powinno się) pogodzić z nieuniknionym
                                i nie przedłużac życia w nieskończoność, gdy brak jest szans na
                                wyleczenie (oczywiście w przypadkach cieżkich chorób, a nie np
                                cukrzycy). Al enie wolno tej śmierci powodować. Gdzieś pośrodku mamy
                                cały wachlarz sytuacji, gdzie decyzję trzeba podjąć we własnym
                                sumieniu. Podam przykład ze swojej dziedziny: moja babcia długo
                                umierała. Choroba była mocno degradująca i nieuchronnie prowadziłą
                                do śmierci. Ale trwało to latami. Na końcuu już nie wstawała, nie
                                rozpoznawała nikogo, potem trzeba było dożywiać kroplówką. I wtakim
                                stanie pojawia się zapalenie płuc. Co robić? Za pierwszym razem był
                                szpital i leczenie. Za drugim zostały podane jedynie leki
                                wspomagajace: kroplówka dożywiająca i nawadniajaca, leki p/bólowe,
                                p/obrzękowe itp. Dzieci chciały babcię jeszcze ratować. Lekarz na
                                szczeście zdecydował, że nie ma już sensu. Dzieci długo miały potem
                                wyrzuty sumienia, czy nie mozna było zrobić czegoś jeszcze. A ja
                                miałam problem, by wytłumaczyć, że przedłuzanie tego cierpienia było
                                już okrócieństwem.

                                Nie uda nam się napisać algorytmu: do tego miejsca trzeba ratować, a
                                w tym już nie. Granica jest płynna, a decyzje trudne.

                                Ale w terminie uporczywej terapii na pewno nie mieści się podawanie
                                trucizny.
                                • franula Re: Wartość życia 02.02.10, 16:17
                                  i tu lezy problem. Wyobrazić to sobie można dużo. I nie do końca na
                                  podstawie tych wyobrażeń nalezy stanowic prawo. Może zamiast sobie
                                  wyobrażać porozmawiać z rodzicami cieżko chorych dzieci. Jaki jest
                                  ich stosunek do cierpienia własnego dziecka.

                                  trochę raniąca jest Twoja odpowiedź. Lekceważąca, tak przynajmniej ją odbieram.
                                  masz akurat przed sobą osobę, która przechodzi kryzys wiary i resztkami się
                                  czepia żeby spróbować coś ZROZUMIEć by nie odejść całkiem. taki ton nie pomaga.

                                  Ale ok, nie mam akurat takich rodziców przed sobą. Co wg Ciebie by mi odpowiedzieli?
                                  • verdana Re: Wartość życia 02.02.10, 16:22
                                    Otóż to. Co wiecej rodzice nie będą odpowiadać tak samo...
                                    I co gorsza Nati sugerujesz, ze żaden rodzic nie zechce skrócić
                                    cierpień dziecka - a dowody na to, ze czesto chce, znajdujemy w
                                    toczacych się na świecie sprawach sądowych.
                                    • nati1011 Re: Wartość życia 02.02.10, 17:15
                                      verdana napisała:

                                      > Otóż to. Co wiecej rodzice nie będą odpowiadać tak samo...
                                      > I co gorsza Nati sugerujesz, ze żaden rodzic nie zechce skrócić
                                      > cierpień dziecka - a dowody na to, ze czesto chce, znajdujemy w
                                      > toczacych się na świecie sprawach sądowych.


                                      Jestem juz w tym wieku, Ty zresztą też, że obie wiemy że o niczym na
                                      świecie nie da sie powiedzieć że KAŻDY albo ŻADEN. A sprawy sądowe o
                                      zabójstwo (czy jego próbę) nie rozstrzygaja niczego. Zawsze jakaś
                                      grupa ludzi wykracza przeciw obowiazującym normom. Bo czy z faktu,
                                      że niektórzy rodzice katują swoje dzieci wolno wysuwać tezę, że
                                      wszyscy rodzice są sadystami?
                                  • nati1011 Re: Wartość życia 02.02.10, 17:10
                                    Franula, nie miałam zamiaru cię urazić, ani potraktować lekceważąco.
                                    Z tą wyobraźnią odnosiłam się bardziej do siebie - sama często
                                    wyobrażam sobie różne sytuacje i się ich boję. Odkąd jestem matką to
                                    najcześciej boję się o dzieci. I to nie tylko o ich zdrowie. I wiem,
                                    że boję sie czegoś, czego nie znam. Mogę tylko sobie wyobrazić daną
                                    sytuację. Nie wiem jak NAPRAWDĘ wtedy bym się czuła, i jaką
                                    podjęłabym decyzję. A ponieważ nie wiem, to nie mogę wyobrażać
                                    sobie, że zrobiłabym tak, czy tak. Wiem też, ze te lęki najczesciej
                                    sa mocno na wyrost, a jeszcze częściej zupełnie obok tego, co takim
                                    sytuacjom naprawde towarzyszy. Rozmawiamy w wątku o eutanazji. Cała
                                    strategia ustalania prawa dopuszczajacego eutanazje opiera się na
                                    STRACHU ludzi przed bólem (swoim lub najbliższych). A to nie jest
                                    właściwy powód podejmowania inicjatyw ustawodawczych. Prawo powinno
                                    ustalać sie w oparciu o fakty, a nie wyobrażenia. Mniej wiecej to
                                    miałam na myśli. Choć pewnie wytłumaczyłam bardzo pokretnie.

                                    > Ale ok, nie mam akurat takich rodziców przed sobą. Co wg Ciebie by
                                    mi odpowiedz
                                    > ieli?

                                    Nie tylko rodzice chorych dzieci, ale też doświadczenia pracy w
                                    hospicjum pokazują zupełnie inny obraz cierpienia i umierania niż w
                                    dyskusji nakłaniajacej do legalizacji eutanazji.

                                    a co do stanowiska Kościoła - nie bardzo zrozumiałam pytanie.
                                    Stanowisko wobec czego cie interesuje? Chętnie odpowiem.

                                    I jeszcze raz przepraszam, ze poczułaś się dotknieta. Nie było to
                                    moim zamiarem w najmniejszym stopniu. Jak chcesz to możesz napisać
                                    na priva.
                                    • verdana Re: Wartość życia 02.02.10, 18:53
                                      Cóż, bardzo wiele praw - jesli nie wiekszość, oparta jest własnie na
                                      tym, ze ludzie się boją. Emerytury to przeciwdziałanie strachowi, ze
                                      nie zaoszczedzimy na starość, renty - ze w razie wypadku
                                      pozostaniemy bez grosza, prawa rodzicielskie - ze kto inny bedzie
                                      decydował o naszych dzieciach, obowiazek szkolny - że część dzieci
                                      nie zostanie wyslana do szkoły. To pierwsze przyklady, jaki mi
                                      przyszly do glowy, ale za bardzo wieloma prawami, z gwarancją
                                      wolnosci w Konstytucji włącznie, stoi strach. Fakty? faktem jest,
                                      ze medycyna potrafi utrzymać przy życiu ludzi, ktorzy bez
                                      wspomagania umarliby szybko. I prawo jeszcze nie umie sobie z tym
                                      poradzić.
                                      Nati, mam wrażenie, ze walczysz nie z eutanazją, ale z jakimś
                                      wyimaginowanym prawem, nakazującym pozbywanie się cięzko chorych i
                                      cierpiacych, ktortzy chcą zyć. A przecież to nie o to chodzi. Ci,
                                      którzy są w hospicjum, pogodzeni z losem i chcący umrzec naturalnie -
                                      ich eutanazja w ogole nie dotyczy. Dotyczy tylko tych - być może
                                      wyjątków - którzy chcą umrzeć.
                                      • nati1011 Re: Wartość życia 02.02.10, 19:18
                                        > Nati, mam wrażenie, ze walczysz nie z eutanazją, ale z jakimś
                                        > wyimaginowanym prawem, nakazującym pozbywanie się cięzko chorych i
                                        > cierpiacych, ktortzy chcą zyć. A przecież to nie o to chodzi. Ci,
                                        > którzy są w hospicjum, pogodzeni z losem i chcący umrzec
                                        naturalnie -
                                        > ich eutanazja w ogole nie dotyczy. Dotyczy tylko tych - być może
                                        > wyjątków - którzy chcą umrzeć.

                                        Przykład Holandi dowodzi, ze prawo zezwalające na zabijanie chorych
                                        dotyka wszystkich. NIe tylko tych co chcieliby umrzeć. Uparcie
                                        ignorujesz fakty - do tego publicznie wiele osób się przyznaje - że
                                        eutanazja jest nadużywana. Nie tylko w Holandii.
                        • nati1011 Re: Wartość życia 02.02.10, 08:19
                          verdana napisała:

                          > Czyli osoba sprawna umyslowo ma prawo umrzeć w męczarniach, z
                          glodu,
                          > na oczach rodziny, ktora widzi powolne konanie, a nie ma prawa
                          > poprosić o szybka, bezbolesna śmierć? Czy patrzenie, jak ktoś
                          umiera
                          > z glodu jest etyczne? To nie jest proste, szczególnie, ze przeciez
                          > chodzi o osoby, ktore stale są pod czyjąś opieką i nie moga jeść
                          > same... czyli osoba, ktora wie, ze ktoś umiera z głodu, ma
                          swiadomie
                          > nie karmić. Nie wydaje mi się to możliwe.

                          ok. Tylko powyższy przypadek to tak naprawdę promil przypadków. To
                          taki wytrych sytuazcyjny mający usankcjonować prawo, które potem
                          bedzie wykorzystywane w 99.99% przypadków drastycznie odbiegających
                          od wyżej opisanego.

                          Verdana przeczytaj przywołany raport. Jest też świtny opis sytuacji
                          w Holandi opisany przez Ryszarda Fenigsena, "eutanazja. śmierć z
                          wyboru?". Tu nie chodzi o propagandę. Ale lekarze biorący udział w
                          procederze sami przyznają, ze - czesto - zdarza im się uśmiercac
                          pacjętów WBREW ich woli. Uzasadniają to oczywiście powodami
                          obiektywnymi, z których pacjent nie zawsze zdaje sobie sprawę.
                          Oczywiście wszystko pod przykrywką eutanazji. Wybacz, ale ja nie
                          chcę obawiac się, że w szpitalu trafie na lekarza, który moze oceni,
                          ze moje zycie straciło odpowiednią jakość i lepiej bedzie dla mnie
                          odejść.

                          NIestety możemy juz oceniać nie tylko domysły jak takie ustawy
                          funkcjonują, ale i fakty. A te są przerażające. Dodać należy
                          tez "eutanazję" dzieci. Wybaczcie, ale w przypadku chorych
                          niemowląt, czy starszych dzieci nie może być nawet mowy o ICH
                          dobrowolnej i ŚWIADOMEJ zgodzie. To samo dotyczy osób nieprzytomnych
                          czy chorych umysłowo. A na takich pacjentach też dokonuje
                          się "eutanazj".
                          • verdana Re: Wartość życia 02.02.10, 14:05
                            Mówimu o eutanazji. pozbawienie kogoś zycia wbrew jego woli to
                            pospolite morderstwo, nie eutanazja. Ten raport został napisany w
                            celu zmiany prawa, jest zatem oczywiste, ze wyciąga wypadki naduzyć.
                            Nadużycia powinny byc karane jak zabójstwo i tyle. Nie istnieją
                            żaden "obiektywne "powody, z wyjątkiem jednego, dosyc istotnego -
                            uśmierzania bólu kosztem długości zycia. Powinien być także
                            rejestr, podobny do rejestru dawców, do ktorego zglasdzaliby się
                            ludzie , ktorzy absolutnie nigdy, w żadnych okolicznościach nie
                            zgadzają się na eutanazję. Bo kazdy boi się czego innego - Ty
                            wolałabys żyć w kraju, gdzie masz pewność, ze nie skrócca Ci zycia
                            bez Twojej zgody, ja wolę zyć w kraju, w ktorym nie jestem do życia
                            zmuszana wbrew wlasnej woli - nawet kosztem niewielkiego ryzyka, ze
                            ktoś bez mojej zgody skroci mi życie, gdy będę nieuleczalnie chora.
                            Wszystko zależy bowiem od tego, co uwazamy za większa wartość -
                            życie jako takie, czy pewną jakość tego życia.
                            Eutanazji dzieci dokonywalabym tylko w przypadku ogromnych cierpień
                            dzieci i śmiertelnej choroby w stadium terminalnym - a i to dortyczy
                            niemowlat, pozostałe dzieci musiałby wyrazić taka chęć. Osoby
                            nieprzytomne - tylko w wypadku pozostawienia wczesniej stosownych,
                            bardzo dokładnych dyspozycji. Bez nich - nie.
                            • nati1011 Re: Wartość życia 02.02.10, 15:40
                              verdana napisała:

                              > Mówimu o eutanazji. pozbawienie kogoś zycia wbrew jego woli to
                              > pospolite morderstwo, nie eutanazja. Ten raport został napisany w
                              > celu zmiany prawa, jest zatem oczywiste, ze wyciąga wypadki
                              naduzyć.
                              > Nadużycia powinny byc karane jak zabójstwo i tyle. Nie istnieją
                              > żaden "obiektywne "powody, z wyjątkiem jednego, dosyc istotnego -
                              > uśmierzania bólu kosztem długości zycia.

                              Verdana, raport, który przywołałam nie jest raportem przeciwników
                              eutanazji. To neutralny raport rządowy, kótry miał sprawdzić jak
                              ustawa działa w praktyce. Dzięki temu jest wyjątkowo wiarygodny.
                              I tym bardziej przerażający.
                              • verdana Re: Wartość życia 02.02.10, 16:11
                                Raporty radowe w Polsce wskazują na ilość aborcji w okolicach
                                kilkuset rocznie... Raporty rzadowe też pisane są przez konkretne
                                opcje i w konkretnym celu.
                            • otryt Re: Wartość życia 03.02.10, 12:46
                              verdana napisała:

                              >Czułabym się zdecydowanie bezpieczniej,
                              >wiedząc, ze istnieje możliwość zwrócenia się o eutanazję.

                              Słowo „bezpieczniej” jakoś mi nie pasuje w tym zdaniu. To słowo bywa
                              ostatnio często nadużywane, np. w reklamach. Bezpieczeństwo
                              zapewniają nam podpaski, produkty banku i wiele innych rzeczy. Gdy
                              mówimy o bezpieczeństwie w tle czai się jakiś strach. Bezpieczeństwo
                              zapewnia nam ochrona. Niepostrzeżenie służba zdrowia zamieniła nam
                              się w ochronę zdrowia. Nie chcą służyć drugiemu, wolą być
                              ochroniarzami. Użycie tych a nie innych słów wpływa na świadomość.

                              >Oczywiscie dopuszczam ja tylko w wypadku
                              >prosby osoby zainteresowanej.

                              Z moim teściem bardzo ciężko się dogadać. Pięć minut trzeba się
                              dopytywać, czy chce kawy czy herbaty? Trzeba dużo cierpliwości i
                              uwagi, by zrozumieć. Ta sama jednostka choroba, co JPII.
                              Jeszcze jak był w miarę sprawny, gdy żył JPII byliśmy u neurologa,
                              by uzyskać skierowanie na rehabilitację, bo to opóźnia rozwój
                              choroby. Lekarka nawet nie próbowała rozmawiać z teściem. Rozmawiała
                              z nami tak jakby był bezmózgowcem. A on wszystko doskonale słyszał i
                              rozumiał, miał jedynie kłopot z mówieniem. Na początku nie chciała
                              dać skierowania, bo to zbyteczne dla takich ludzi, którzy powinni
                              odejść. W tym momencie nagle zeszła na temat Jana Pawła II, dlaczego
                              on jeszcze nie odszedł? Dlaczego wciąż jeździ po świecie i jest
                              pokazywany w telewizji. Nawet była rok temu na audiencji w Watykanie
                              i widziała, że ten człowiek już nic nie myśli. To była opinia
                              lekarza specjalisty wypowiadana w tonie niezrozumiałej dla mnie
                              irytacji. Nie pytałem, czy "odejść" znaczy na emeryturę, czy na łono
                              Abrahama?

                              >Ale ja nie jestem chrzescijanką i uważam,
                              >ze prawo państwowe nie moze uznawać
                              >wyłącznie wartosci religijnych.

                              >Natomiast nie chcę, aby te poglady były
                              >wyznacznikiem dla prawa państwowego.

                              Prawo państwowe w demokracji oddaje poglądy większości i to jest
                              normalne. Ludzie religijni są pełnoprawnymi obywatelami, a ich
                              poglądy i wartości nie są poglądami i wartościami drugiej
                              kategorii. A taki przekaz płynie między wierszami z Twoich postów.
                              Wynika to w jakiś sposób z mitu, który jest od dawna głoszony, że
                              religia jest prywatną sprawą człowieka. Najlepiej jakby siedział
                              cicho w swojej izdebce i nic o swojej religijności nie mówił. Myślę,
                              że na gruncie czysto świeckim też można uzasadnić niedopuszczalność
                              eutanazji.

                              >>Cała strategia ustalania prawa dopuszczajacego eutanazje
                              >>opiera się na STRACHU ludzi przed bólem
                              >>cryingswoim lub najbliższych). A to nie jest właściwy powód
                              >>podejmowania inicjatyw ustawodawczych. (Nati)

                              >Cóż, bardzo wiele praw - jesli nie wiekszość, oparta jest własnie
                              >na tym, ze ludzie się boją. Emerytury to przeciwdziałanie
                              >strachowi,

                              To prawda, strach jest potężnym motorem działań ludzkich. Emerytury
                              nie są może najlepszym przykładem. Przede wszystkim, moim zdaniem,
                              wynikają z rozsądku, nie ze strachu. Trzeci czy czwarty filar
                              emerytalny być może bardziej wynika ze strachu niż z rozsądku.
                              Jednak strach nigdy nie jest dobrym doradcą. Strach bywa celowo
                              podsycany w ramach różnych strategii. Najpierw dobrze nastraszyć, a
                              potem sprzedawać to, co zapewni nam bezpieczeństwo. Przykłady:
                              histeria świńskiej grypy była sztucznie wywoływana. Dokładna analiza
                              przekazu medialnego stawiała wiele pytań o rzetelność przekazu.
                              Straszenie asteroidami daje wymierny efekt w postaci dotacji
                              rządowych na badania naukowe. Straszenie komputerami w roku 2000
                              spowodowało boom w sprzedaży nowych komputerów. Luźniejsze związki
                              rodzinne i przyjacielskie przekładają się na większe zyski banków i
                              firm ubezpieczeniowych, bo w razie czego liczymy na bank, nie na
                              rodzinę. Promocja eutanazji daje wymierne korzyści towarzystwom
                              ubezpieczeniowym, kasom chorych. Kiedyś podawano statystyki, że
                              leczenie człowieka w ciągu ostatnich kilku miesięcy życia kosztuje
                              tyle samo, co leczenie w pozostałym okresie życia. Jest więc o co
                              walczyć. Skrócenie leczenia nawet o miesiąc daje duże oszczędności.

                              >Nadużycia powinny być karane jak zabójstwo i tyle.

                              Powinny, powinny. Lecz nie są karane. Ciekawe dlaczego? Myślę, że
                              dlatego, że coraz więcej ludzi ma mentalność eutanazyjną, tak jak
                              lekarka, u której byliśmy z teściem. Takie poglądy mają sędziowie,
                              coraz więcej ludzi różnych zawodów.

                              >Powinien być także rejestr, podobny do rejestru dawców,
                              >do którego zgłaszaliby się ludzie , którzy absolutnie nigdy,
                              >w żadnych okolicznościach nie zgadzają się na eutanazję.

                              To postawienie sprawy na głowie. Do rejestru powinni się wpisywać
                              raczej ci, którzy chcą, by im skrócić życie. Gdy nie ma zapisu
                              powinno być domniemanie, że chory chce żyć.
                              Poza tym, uważam, że powołaniem lekarza jest bronienie życia aż do
                              końca, wbrew przeciwnościom. Lekarze o mentalności i praktyce
                              eutanazyjnej szybciej rezygnują z walki o życie, w każdym przypadku,
                              także tych, których da się wyleczyć. Mentalność eutanazyjna powoduje
                              degradację lekarza. Bałbym się u takiego leczyć, nawet w błahych
                              przypadkach. Dlatego, jeśli już kiedyś powstanie prawo eutanazyjne,
                              tym procederem powinien zajmować się ktoś inny, nie lekarz, ale np.
                              przeszkoleni odpowiednio pracownicy zakładów pogrzebowych lub inni
                              prowadzący tego rodzaju działalność gospodarczą. Zabijać jednak jest
                              dużo łatwiej niż leczyć. Nie powinno się tego robić nigdy w
                              placówkach służby zdrowia, by pacjenci nie bali się iść do
                              szpitala. Holenderscy staruszkowie jeżdżą do Niemiec, bo boją się
                              własnych szpitali. Ta masowa turystyka szpitalna ma chyba jakieś
                              powody. Polskie szpitale też mogłyby zarobić, przyjmując pacjentów z
                              Holandii i innych krajów o zalegalizowanej eutanazji.


                              >Wszystko zależy bowiem od tego, co uwazamy
                              >za większa wartość - życie jako takie, czy pewną
                              >jakość tego życia.

                              Największe niebezpieczeństwo pojawia się wtedy, gdy o jakości
                              czyjegoś życia decydują inne, niż sam zainteresowany, osoby. Skini
                              uważają życie bezdomnego za pozbawione jakiejkolwiek wartości. To
                              był motyw wielu zbrodni. Ktoś młody, zdrowy i bogaty patrzy na
                              chorego i biednego i nie może zrozumieć, że ten jeszcze nie rzucił
                              się pod pociąg. On będąc w takiej sytuacji już dawno by to zrobił.
                              Robili kiedyś badania, z których wynikało, że to właśnie młodzi i
                              zdrowi, bardziej popierają eutanazję, niż starzy i chorzy. To można
                              zrozumieć. Dla młodych i zdrowych, to niewyobrażalne, że można tak
                              żyć. Jednak jest mechanizm adaptacji. Najpierw diagnoza i związany z
                              nią szok. Psychologia wymienia kolejne etapy: bunt, dlaczego to
                              akurat mnie spotkało? Wypieranie i zaprzeczanie. Potem płacz i żal.
                              Potem stanięcie w prawdzie nowej sytuacji i podjęcie walki. Jakaś
                              forma pogodzenia się i dostrzeżenia piękna i wartości w tym życiu,
                              które jeszcze pozostało. To oczywiście u każdego przebiega inaczej.

                              Pozdrawiam









    • maadzik3 Re: Wartość życia 01.02.10, 18:16
      Pratchett jest chory na szybko postepujaca odmiane Alzheimera. Mysle ze ten
      wyklad jest czyms niezwykle dla niego osobistym, ze jest czescia jego obecnej
      wewnetrznej dyskusji, odpowiedzia na strach przed ta choraba i jej skutkami. I
      zdecydowanie go nie potepiam.
      • maadzik3 Re: Wartość życia 01.02.10, 18:24
        Odnosnie samobojstwa wspomaganego - nie oczekuje od kosciolow ktore potepiaja
        samobojstwo (choc juz czyn a nie osobe) poparcia idei ani zachwytu nia, ale
        uwazam ze wspomagane samobojstwo powinno byc dostepne. Sila rzeczy - wylacznie
        na zadanie osob doroslych i w pelni wladz umyslowych a niezdolnych fizycznie do
        jego popelnienia i w przypadku braku watpliwosci odnosnie ich woli (depresja,
        moment slabosci czy pogorszenia musialyby byc wykluczone). Odnosnie pacjentow z
        choroba Alzheimera zyczenie musialoby byc wyrazone przed postepem choroby
        skutkujacym brakiem rozeznania. Jedyne co mnie autentycznie martwi to
        potencjalne naduzycia.
    • anik801 Re: Wartość życia 02.02.10, 08:47
      Łatwo jest mówić jestem "za" lub "przeciw".Ja nie wiem za czym
      jestem.Wiem co mówi kościół w tej sprawie,ale...Mój tata umierajac
      niesamowicie cierpiał,a do tego był sparaliżowany.To było straszne
      patrzeć jak musi się udusić,by w końcu umrzeć.Gdybym wtedy
      miała "cudowny" zastrzyk żeby już nie musiał przechodzić przez to
      piekło...Oczywiście nie chciałabym brać na siebie tej decyzji,ale
      chciałabym zrobić wszystko żeby przestał cierpieć-w jego przypadku
      nie było nic co mogłoby uśmierzyć te męki(w tej postaci raka nie
      podaje się morfiny,bo nie działa).Kiedy wiesz,że już nie ma żadnej
      nadziei,że to już powolne konanie chcesz żeby to się
      skończyło.Mogliśmy jako rodzina przedłużyć jego życie o tydzień-
      godząc się na założenie sądy.Nie zgodziliśmy się,choć chcieliśmy by
      żył choć jeszcze tydzień dłużej,ale nie w takim stanie.Czy nie
      zgodzenie się na "podtrzymanie"jeszcze tych kilku dni przy życiu nie
      było zgodą na wcześniejszą śmierć?Czy te kilka dni naprawdę coś
      zmieniają?Ja nie mówię o ludziach,którzy mogą żyć bez bólu(są
      np.sparaliżowani)ale nic ich nie boli-w takim przypadku nie
      chciałabym żeby ta osoba odeszła(a co ona by chciała to już inna
      sprawa).Mi chodzi o ludzi,którzy na końcu swojej drogi muszą przejść
      męczarnie.Czy to rzeczywiście taka zbrodnia/morderstwo pomóc im w
      odejściu poprzez zastrzyk.Oczywiście etanazja dla mnie ma swoją inną
      czarną stronę-nadużycia.Niewygodna babcia w domu starców mogłaby
      mieć wpisane,że chce etanazji(niekoniecznie wiedząc co
      podpisuje).Dla mnie to temat rzeka-jak aborcja(choć ten wydaje mi
      się mniej kontrowersyjny).
      • maadzik3 Re: Wartość życia 02.02.10, 10:39
        Dokladnie. Musialibysmy wpierw dokladnie zdefiniowac czym jest eutanazja i gdzie
        koncza sie jej granice. I potem mozna nad jej dopuszczalnoscia/
        niedopuszczalnoscia i elementami etycznymi dyskutowac. Niezalozenie sondy ktore
        opisalas to raczej brak uporczywej terapii ktory dla mnie nie budzi watpliwosci
        etycznych (a bylam w podobnej sytuacji gdy osobie bardzo bliskiej mozna bylo
        przedluzyc zycie - o kilka godzin, moze o 2-3 dni kosztem jej cierpienia, my sie
        tez nie zgodzilismy). Niemniej za upokarzajace dla czlowieczenstwa uwazam tez
        procesy ludzi ktorzy fizycznie nie bedac w stanie popelnic samobojstwa chca
        umrzec (jeden ze slynniejszych - w UK). Przez lata przed sadami walcza o prawo
        do smierci, trudno odmowic im konsekwencji, sa do bolu konsekwentni, dorosli,
        sprawni umyslowo, a jednak... nie pozwala im sie. To troche jak z rozwodami
        (choc to znacznie mniejszy kaliber i nie ten ciezar gatunkowy). Skoro panstwo
        nie pyat przy slubie czy ludzie sa wystarczajaco dojrzali, zdecydowani,
        przemysleli i sa pewni swojej decyzji nie powinno tez traktowac ich jak dzieci w
        piaskownicy gdy sie rozstaja (zwlaszcza gdy nie ma maloletnich dzieci ktorych
        interes nalezy zabezpieczyc). I to nie oznacza ze jestem zwolenniczka rozwodow
        bez zastanowienia - jestem tylko zdecydowana przeciwniczka kazdej poza niezbedna
        ingerencji panstwa w nasza prywatnosc, moralnosc, poglady etyczne. To nie jest
        rola panstwa. Z kolei wskazywanie tu drogi jest rola kosciolow ale nie moga byc
        do tego uzyte instrumenty panstwowego przymusu.
      • zuzasza Re: Wartość życia 02.02.10, 17:00
        W takich dramatycznych sytuacjach jak ta opisana przez anik myślę sobie zawsze, że cierpienie tych ludzi nie jest bezsensowne. Może w ten sposób odkupują swoje lub innych winy? Może mogą to w czyjeś intencji ofiarować ratując życie (wieczne?) innym? tego nie wiemy, ale jeśli się wierzy, że to Bóg decyduje co dla nas najlepsze, trzeba walczyć z pokusą naprawiania tego "po ludzku", bo może dla tego człowieka to jest akurat szansa...
        • verdana Re: Wartość życia 02.02.10, 17:28
          Ale w kraju są nie tylko wierzacy.. I prawdę mowiac, zadecydowanie ,
          ze cudze cierpienie ma być sensowne dla mnie brzmi fatalnie -
          poswiecać mozna tylko siebie. A nie uznać, ze ktoś ma cierpieć, bo
          my ustalilismy, ze tak będzie dla niego lepiej.
        • anik801 zuzasza 02.02.10, 19:58
          My z mamą też sobie to tak tłumaczymy,bo inaczej człowiek by
          zgłupiał! Wiara pomaga i współczuję w takich chwilach tym co jej nie
          mają.Wierzę,że jego cierpienie miało czemuś służyć.Osobiście
          myślę,że było odkupieniem win za życia(tak się pocieszam).Mój tata
          znosił chorobę z niezwykłą(dla mnie aż niezrozumianą)pokorą.Chorował
          długo,bo długo nie wiedzieli co mu tak naprawdę jest.On nigdy nie
          zapytał "dlaczego ja?","dlaczego Bóg mi to robi?".Czasem tylko
          płakał tak po ludzku-nie z bólu,tylko z żalu,że musi odejść.Nie był
          nastawiony na branie typu "umieram,więc macie skakać nade mną i mi
          współczuć".Przeszedł wiele i na koniec te męki przed śmierciąsad
          Myślę,że Bóg wystawił go na wielką próbę.Bardzo mi brak taty,ale
          wierzę,że pomaga nam z góry.
          • zuzasza Re: zuzasza 03.02.10, 15:41
            My mamy taką sytuacje z babcią. Chyba nie cierpi fizycznie za bardzo, ale
            zamknęła się zupełnie i nie reaguje na nikogo... i to jest bardzo trudne, bo ja
            ją pamiętam jako taką energiczna kobitkę, która całą rodzinę trzymała w ryzach,
            a teraz nie potrafi sama NIC. I trzeba wierzyć, ze jakiś sens to ma, choć po
            ludzku trudno go dostrzec
    • otryt Dr Zbigniew Żylicz i była minister Els Borst 03.02.10, 09:35
      Skoro mowa w wątku o Holandii, warto wiedzieć o polskim lekarzu dr
      Zbigniewie Żyliczu, który prawie całe życie zawodowe poświęcił
      budowaniu hospicjów i rozwojowi opieki paliatywnej w
      samej „ojczyźnie eutanazji”. Za swoją pracę otrzymał od królowej
      holenderskiej, jedno z większych odznaczeń państwowych Holandii.
      Jego praca przyniosła wymierną korzyść tysiącom chorych. Jest
      jeszcze inna korzyść, chodzi o świadomość społeczeństwa
      holenderskiego ( i nie tylko). Wojna o świadomość jest długa i ciężka

      www.hospicja.pl/aktualnosci/news/4066.html
      Warto jeszcze dodać wiadomość, która przebiegła przez media w
      ostatnim czasie. Otóż Els Borst była minister zdrowia Holandii,
      która kilkanaście lat temu stała na czele ruchu, mającego na celu
      wprowadzenia prawa eutanazyjnego, dziś mówi, że to był błąd.

      www.rynekzdrowia.pl/Prawo/Byla-minister-zdrowia-Holandii-zbyt-szybko-wprowadzilismy-prawo-do-eutanazji-,13406,2.html

      www.pro-life.pl/?a=news&id=338
      Serdecznie pozdrawiam



      • andrzej585858 Re: Dr Zbigniew Żylicz i była minister Els Borst 03.02.10, 16:16
        Mam podobne wrażenia związane właśnie z Holandią. W trakcie swojego pobytu
        jakieś 10 lat temu miałem przyjemność poznać panią dyrektor jednego z większych
        szpitali. Niechętnie rozmawiała na temat eutanazji od strony praktycznej, w
        każdym bądż razie padło stwierdzenie o nadużyciach, które praktycznie są nie do
        udowodnienia.
        Po prostu rodziny współdziałały z lekarzami i to jest problem które niestety
        jest często przemilczany.

        Zastanawia mnie także sytuacja kiedy będąc zdrowy i w pelni władz podpisuję taką
        zgodę na wykonanie zabiegu eutanazji w przypadku nieodwracalnej choroby, tak jak
        w tym konkretnym przypadku choroby Alzheimera.
        Tylko że w międzyczasie na skutek przebytego wylewu, jestem całkowicie
        sparaliżowany ale posiadam świadomość. I teraz pomimo swojego stanu nie chcę
        jednak umierać a mimo to zostanę poddany takiemu zabiegowi bo przecież taka była
        moja wola.
        Co z tego że teraz nie chcę jak nie jestem w stanie tego zakomunikować?
        Może nadto abstrakcyjny przykład ale czy aż taki nierealny?

        Jeszcze jedna wątpliwość związana z prawem państwowym. Jak mają postąpić
        posłowie czy członkowie rządu jeżeli dajmy na to są w większości osobami
        wierzącymi i pragnącymi postępować zgodnie z zasadami swojej wiary?
        Czy nie uchwalenie ustawy dopuszczającej eutanazję- to jest ingerencja Kościoła
        w ustawodawstwo? Czy też w momencie głosowania poseł jest automatem?
        Dlaczego nieuchwalenie takiej ustawy lub też podobnej jest najczęściej
        traktowane jako ingerencja Kościoła w stanowienie prawa?

        Za dużo wątpliwości na które chyba nikt odpowiedzialnie nie jest w stanie
        udzielić odpowiedzi.
        • verdana Re: Dr Zbigniew Żylicz i była minister Els Borst 03.02.10, 16:20
          Realny przyklad, ale z tym trzeba się liczyć. Tzn. jesli tego akurat
          się boisz - nie podpisuj nigdy zgody na eutanazję. To proste.
          Ja z kolei się boję dokładnie odwrotnej sytuacji - nie mam kontaktu,
          leżę latami i nie moge zakomunikować, ze chcę umrzeć.
          Ostatecznie bardzo podobna sytuacja jest w USA przy podpisywaniu
          dokumentu o nie reanimowaniu, a nikt się na to nie oburza.
    • madziaq Re: Wartość życia 04.02.10, 11:28
      Chciałabym mieć możliwośc podjęcia decyzji o zakończeniu swojego życia. Co
      oczywiście nie znaczy, że kiedykolwiek bym ja wykorzysrtała. Być może nawet w
      obliczu nieuleczalnej choroby, gdyby lekarze mogli mi pomóc, zwalczając ból,
      chciałabym do końca wykorzystać czas, który tutaj jest mi dany. Ale czułabym się
      bezpieczniej, może nawet miałąbym więcej siły i zapału do walki z chorobą,
      gdybym wiedziała, że kiedy już będzie bolało tak, że więcej nie dam rady, będę
      mogła tę walkę zakończyć i nikt nie każe mi z godnaścią znosić bólu i totalnej
      bezsilności bez nadzei na poprawę. Bo są sytuacje, gdzie całą godność diabli
      biorą. Takiej sytuacji chciałabym uniknąć w odniesieniu do siebie.

      Oczywiście, jest to temat, w którym jest pole do nadużyć. Choć może nadużyć
      wcale nie ma aż tak dużo więcej niż w innych sferach życia, tyle że ich skutki
      są w oczywisty sposób nieodwracalne...

      Co do tego, jak mają głosowac posłowie. Oczywiście, wierzący poseł w przypadku
      debaty nad taką ustawą będzie głosował przeciw. I nic w tym złego nie widzę, tak
      działa demokracja. Chodzi o to, że warto w ogóle wziąć pod uwagę zdanie osób,
      które są za legalizacją eutanazji w pewnych przypadkach, poddać tę kwestię pod
      osąd społeczeństwa, a nie wpadać w święte oburzenie, bo skoro kościół jest temu
      przaeciwny, to kto w ogóle śmie coś takiego postulować. Nie wszyscy są członkami
      kościoła. Jego cżłownkowie nie mają obowiązku korzystać z możliwości jakie
      dawałaby taka ustawa, ale tez nie powinni odbierać innym prawa do skorzystania z
      niej.
      • maadzik3 Re: Wartość życia 04.02.10, 14:28
        Mysle ze dotknelas sedna sprawy. Tak jak w walce o prawo pacjenta do informacji,
        swiadomej zgody i paru innych w rzeczywistosci nie chodzi o nieszczesna
        eutanazje (choc to bardzo powazny problem) a o autonomie i poszanowanie
        czlowieka, o traktowanie go jako zdolnego do podjecia decyzji i przyjecia jej
        konsekwencji mimo ze jedno i drugie nam sie moga nie podobac. O brak
        paternalizmu - "ty musisz cierpiec bo trzeba zyc", "ty nie musisz wiedziec o
        mozliwych powiklaniach terapii i potencjalnych skutkach bos za glupi" a "ty to
        rob tak bo ja tak mowie". Do lat 50-ych paternalistyczny stosunek lekarzy do
        pacjentow byl oczywisty. Kwestionowac go zaczeto w latach 70-ych, a dzis widzac
        orzeczenie sadu najwyzszego w Irlandii z 1953 r. ze lekarz nie musial udzielac
        pacjentce informacji o zlamanej igle w jej ciele (otoczyl opieka i pare dni
        pozniej wyciagnal, medycznie niegrozne, ale jej nie powiedzial) bo ona nalezala
        do klasy ktora zwykle takich informacji nie rozumie i przesadnie na nie reaguje"
        (sic!!!). Ochrona godnosci czlowieka i istoty czlowieczenstwa to m. in.
        autonomia podejmowania decyzji o wlasnym leczeniu/ nie leczeniu, integracji
        cielesnej, granicach interwencji medycznej. I chyba dlatego uwazam ze prawo o
        eutanazji - kontrowersyjne - nie jest zle, ale decyzja nigdy nie moze byc
        niczyja poza pacjentem (zreszta, jak Verdana napisala to wtedy nie eutanazja
        tylko morderstwo - skrajne pogwalcenie czyjejs autonomii)
    • atama Re: Wartość życia 11.03.10, 07:27
      W dzisiejszej Rzepie artykuł: "Śmierć zamiast emerytury".
      Kończy się takim akapitem:

      "Statystyki wykazują także rosnącą liczbę przypadków „paliatywnego
      usypiania” pacjentów, nazywanego Verstevering (zagłodzeniem).
      Pacjent jest usypiany, a następnie nie otrzymuje płynów oraz pokarmu
      tak długo, aż umrze z wycieńczenia. W 2008 roku prawie 10 tys.
      pacjentów umarło w ten sposób w holenderskich szpitalach. Ponieważ
      ta metoda nie jest uważana za eutanazję, nie podlega zgłoszeniu w
      resorcie zdrowia, a co za tym idzie – nie pociąga za sobą żadnych
      konsekwencji prawnych.

      W grudniu 2009 roku była minister zdrowia Holandii dr Els Borst
      przyznała, że legalizacja eutanazji doprowadziła do obniżenia
      poziomu opieki paliatywnej do tego stopnia, że „pacjenci wolą
      umrzeć, niż korzystać z hospicjów, w których panują tragiczne
      warunki”. – Legalizacja eutanazji nastąpiła zbyt szybko – dodała
      Borst, która przeforsowała ustawę przed ośmiu laty.

      W 1,2-milionowym Amsterdamie działają dziś tylko dwa hospicja. W
      innych miastach, gdzie jest ich więcej, zwolennicy eutanazji
      urządzają przed nimi pikiety, domagając się prawa do śmierci na
      życzenie dla przebywających w nich pacjentów. – Ruch proeutanazyjny
      skutecznie unicestwił opiekę paliatywną – potwierdza dr Anne-Marie
      The, holenderska lekarka, która prowadzi badania nad eutanazją.
      Według niej osoby nieuleczalnie chore „od razu domagają się
      zastrzyku, nie rozważając innych możliwości pomocy”.

      Dla mnie to obraz dehumanizacji.
      Eutanazja doprowadziła do strasznego przewartościowania.
      Śmierć na życzenie już nie tylko dla ciężko chorych i cierpiących,
      ale dla po prostu starych. Człowiek stary w naszych i swoich oczach
      wart jest tylko śmierci... sad(((
      • andrzej585858 Re: Wartość życia 11.03.10, 08:54
        atama napisała:

        >
        > Dla mnie to obraz dehumanizacji.
        > Eutanazja doprowadziła do strasznego przewartościowania.
        > Śmierć na życzenie już nie tylko dla ciężko chorych i cierpiących,
        > ale dla po prostu starych. Człowiek stary w naszych i swoich oczach
        > wart jest tylko śmierci... sad(((

        Świat propagowany prze reklamę i wszelkiego rodzaju media promuje tylko i
        wyłączeni młodość oraz urodę. Przy okazji zanika też cos takiego jak szacunek
        dla osób starszych, czego ewidentnym przykładem jest popularność określenie "zgred".
        Przykładów można mnożyć. Najgorsza jest jednak zwłaszcza dla osób starszych
        obojetność z jaką podchodzi sie do ich cierpień. Czasem wręcz niechęć ze strony
        lekarzy do zajmowania się tak niewdzięcznymi pacjentami.
        Moi rodzice maja już oboje ponad 80 lat i widziałem już kilkakrotnie łzy w
        oczach mojej Mamy po wizycie u lekarza i słyszałem z jej ust słowa będące
        pragnieniem śmierci, żeby już się nie męczyć. Słowa podyktowane nie tyle
        cierpieniem fizycznym ile cierpieniem psychicznym.
        Oczywiście nie można uogólniać i nie jest też moim zamiarem obarczać służbę
        zdrowia zarzutami o znieczulicy, ale niestety tendencja do lekceważenia osób
        starszych jest coraz głębsza. O dziwo, w zalewie haseł o tolerancji, walce o
        wszystkie istoty żyjące następuje jednocześnie głęboka dehumanizacja.
        To, co niektórzy uważają za największe osiągnięcie współczesnego świata czyli
        postępującą laicyzację życia publicznego rodzi jednak skutki odwrotne od
        zamierzonych. Owszem człowiek nadal zachowuje swoje miejsce , ale tylko człowiek
        zdrowy.
        Tylko że mówienie o tym powoduje że można dostać etykietkę nienowoczesnego
        człowieka, tak jak podejrzewam zostanie skomentowany artykuł w "Rzepie" - bo to
        gazeta prawicowa i wiadomo czego mozna po niej spodziewać się.
        • atama Re: Wartość życia 11.03.10, 11:19
          Zastanawiam się, co mogę zrobić w swoich granicach, żeby zatrzymać
          tę pogardę dla starości. Co zrobić, żeby odwrócić trend do szukania
          użyteczności we wszystkim i wszystkich?
          Mogę tylko świadczyć swoim życiem. Dawać przykład moim dzieciom
          przez szacunek okazywany starszym ludziom.

          Dostałam niedawno kartkę imieninową od naszego duszpasterza.
          Poważnie już chory, w wieku ponad 80 lat. Życzył mi, abym uczyła
          młode pokolenie tego szacunku i troski dla starszych osób.
          Jakie to mądre!
          Tyle mogę i tyle będę robić. Między innymi głęboko nie zgadzając się
          na utylitarne traktowanie życia i człowieka.
          • capriglione Re: Wartość życia 11.03.10, 11:28
            Z pewnością bardzo wartościowe byłoby zaangażowanie się w wolontariacie w
            hospicjach. z pierwszej ręki wiem, jak bardzo potrzebna jest taka pomoc. Mam na
            myśli też pracę w ramach działalności hospicjum domowego. Czasem wystarczy
            przyjść poczytać komuś książkę, porozmawiać.
            • atama Re: Wartość życia 11.03.10, 11:34
              Kiedyś odwiedzałam na tej zasadzie starszą panią.
              To była niesamowita znajomość i wspaniałe chwile razem spędziłyśmy.
              Z łzą w oku wspominam rozmowy z nią prowadzone, kiedy jeszcze
              randkowałam z obecnym moim Mężem...
              • capriglione Re: Wartość życia 11.03.10, 11:40
                atama napisała:

                > Kiedyś odwiedzałam na tej zasadzie starszą panią.

                Urwał się potem kontakt?
                • atama Re: Wartość życia 11.03.10, 11:59
                  Pani Maria już nie żyje.
                  Była osobą długowieczną. Przeżyła swojego męża, a nawet syna! Na
                  koniec została samiuteńka. Nie była w stanie samodzielnie wychodzić
                  z domu. Odwiedzała ją jeszcze jedna rodzina na podobnej zasadzie,
                  jak ja. Robiliśmy jej regularne zakupy, ale przede wszystkim
                  rozmawialiśmy, rozmawialiśmy i rozmawialiśmy. Wiele z niej we mnie
                  zapadło.
                  Pracowała w gazecie. Do końca żywo interesowała się polityką
                  (zachwalała TVN 24 smile) ).
                  Zmarła w szpitalu, na oddziale neurologicznym.
                  Jeszcze dzień przed śmiercią czytałam jej gazetę... Małymi
                  odcinkami... Chciała.
      • otryt Kolejny krok cywilizacji śmierci... 11.03.10, 09:54
        atama napisała:

        >Dla mnie to obraz dehumanizacji.

        Cytat z GW:

        "Prawo do wspomaganego samobójstwa miałoby przysługiwać osobom po
        70. roku życia, które "uważają swoje życie za dokończone" i życzą
        sobie śmierci."


        wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,7640774,Ponad_112_tys__Holendrow_za_prawem_osob_starszych.html


        A więc mamy kolejny krok, jaki robi cywilizacja śmierci. Już nie
        chodzi o nieuleczalnie i śmiertelnie chorych, których cierpienie
        jest niewyobrażalne. 112 Tysiąc ludzi domaga się ustanowienia prawa,
        by każdy, który osiągnie określony wiek, niezależnie od stanu
        zdrowia, mógł zostać zabity.

        Myślę, że cywilizacja śmierci nie powiedziała jeszcze ostatniego
        słowa. Pojawią się kolejne propozycje, gdy mentalna granica tego, co
        dopuszczalne i niedopuszczalne, zostanie przesunięta w świadomości
        wielu obywateli. Nie da się od razu osiągnąć wszystkiego, bo ludzie
        stanęliby okoniem. Trzeba metodą małych kroczków.
        • atama Re: Kolejny krok cywilizacji śmierci... 11.03.10, 11:13
          > Pojawią się kolejne propozycje, gdy mentalna granica tego, co
          > dopuszczalne i niedopuszczalne, zostanie przesunięta w świadomości
          > wielu obywateli

          Właśnie o tę granicę chodzi... O jej przesuwanie.
          I o to jaki ogólnie klimat tworzymy. Z jaką świadomością będzie się
          żyło starszym ludziom w państwie, które dopuszcza uśmiercanie ludzi,
          którzy czują się niekochani i niepotrzebni. No nie dziwne, że czują
          się niepotrzebni, skoro zamiast chronić ich życie chcemy je skracać
          i szybko "pozbywać się problemu" sad((

          Mi się to nie mieści w głowie.
          • otryt Re: Kolejny krok cywilizacji śmierci... 11.03.10, 12:56
            atama napisała:

            >Z jaką świadomością będzie się żyło starszym ludziom
            >w państwie, które dopuszcza uśmiercanie ludzi,
            >którzy czują się niekochani i niepotrzebni.

            To prawda. Ale jest jeszcze coś. Dzieci i młodzież też żyją w tym
            klimacie. I też chłoną tę niewidzialną truciznę, która płynie z
            wielu miejsc. Chłoną wbrew temu, czego uczą ich poważnie traktujący
            swoją wiarę rodzice, czego uczy Kościół. Ta granica mentalna
            przesuwa się wciąż. Te dzieci są małe, nie decydują dziś o tych
            sprawach, nie decydują w sprawach dotyczących starości, choroby,
            opieki nad ich dziadkami. Będą decydować za 20-30, może 50 lat o
            losach nas tu obecnych, gdy złożeni chorobą będziemy w coraz
            większym stopniu zależni od innych. Dlatego tak bolesne jest, że w
            tym wątku, na forum o chrześcijańskim wychowaniu dzieci, w obecności
            wielu ludzi poważnie traktujących swoją wiarę, pojawiają się
            pochwały eutanazji.

            Warto przeczytać, cały artykuł, którego tylko część przekopiowałaś.
            Dobre są również komentarze czytelników:


            www.rp.pl/artykul/445413_Smierc_zamiast_emerytury.html

            Mnie zainteresował ten fragment:

            "Dla jego zwolenników liczy się jednak to, że wywoła debatę. –
            Podobnie było z eutanazją, która w obecnym kształcie jest u nas
            dozwolona od 2002 roku. Jej legalizację poprzedzały dekady rozmów i
            negocjacji"

            Okazuje się, że pierwszym krokiem jest zawsze wywołanie debaty
            publicznej. Zaczynamy dyskutować o temacie, który dotąd był poza
            dyskusją. W wątku o regulaminie forum powstała kontrowersja, że ktoś
            chce komuś usta zamykać „twardym nie”, uniemożliwić dyskusję, która
            (w domyśle) zawsze rozwija, może tylko wzbogacić nas o jakąś nową
            mądrość. Wolność wypowiedzi wszak jest wartością absolutną. I
            przychodzi na myśl jedna z pierwszych scen w raju. Diabeł
            przychodzi z niewinną propozycją: "Porozmawiajmysmile))". Ilu z nas
            potrafi się oprzeć kłamliwej i podchwytliwej argumentacji,
            przygotowanej nierzadko przez specjalistów od dezinformacji i
            dezintegracji? Ilu przejrzy, że stali się obiektem manipulacji? Z
            pewnością dzieci i młodzież ulegną najszybciej.




            • sulla Re: Kolejny krok cywilizacji śmierci... 11.03.10, 13:06
              W wątku o regulaminie forum powstała kontrowersja, że ktoś
              chce komuś usta zamykać „twardym nie”, uniemożliwić dyskusję, która
              (w domyśle) zawsze rozwija, może tylko wzbogacić nas o jakąś nową
              mądrość. Wolność wypowiedzi wszak jest wartością absolutną. I
              przychodzi na myśl jedna z pierwszych scen w raju. Diabeł
              przychodzi z niewinną propozycją: "Porozmawiajmysmile))".

              Otrycie, rozumiem Twój niepokój. Problem polega na tym, że to jest broń
              obosieczna. Jeśli chcielibyśmy zamykać usta innym, nawet będąc przekonanymi że
              to dla dobrej sprawy, musimy liczyć się z tym, ze inni będą czuli się uprawnieni
              do zamykania ust nam.

              • otryt Re: Kolejny krok cywilizacji śmierci... 11.03.10, 13:46
                sulla napisała:

                > Otrycie, rozumiem Twój niepokój.

                Ależ ja się nie niepokoję, Sullo. Raczej pokazuję mechanizm, jak to
                działa. Najpierw propozycja rozmowy, debaty. Potem manipulacja
                nieprzygotowanym uczestnikiem rozmowy. Wreszcie osiągnięcie celu.
                Chciałbym rozwiać Twój niepokój, że chcę komuś zamykać usta. Czy
                kiedykolwiek coś takiego robiłem?
                • sulla Re: Kolejny krok cywilizacji śmierci... 11.03.10, 14:00
                  > Chciałbym rozwiać Twój niepokój, że chcę komuś zamykać usta. Czy
                  > kiedykolwiek coś takiego robiłem?

                  Oczywiście, że nie smile
            • andrzej585858 Re: Kolejny krok cywilizacji śmierci... 11.03.10, 14:06
              otryt napisał:
              >
              > Okazuje się, że pierwszym krokiem jest zawsze wywołanie debaty
              > publicznej. Zaczynamy dyskutować o temacie, który dotąd był poza
              > dyskusją. W wątku o regulaminie forum powstała kontrowersja, że ktoś
              > chce komuś usta zamykać „twardym nie”, uniemożliwić dyskusję, która
              >
              > (w domyśle) zawsze rozwija, może tylko wzbogacić nas o jakąś nową
              > mądrość. Wolność wypowiedzi wszak jest wartością absolutną. I
              > przychodzi na myśl jedna z pierwszych scen w raju. Diabeł
              > przychodzi z niewinną propozycją: "Porozmawiajmysmile))". Ilu z nas
              > potrafi się oprzeć kłamliwej i podchwytliwej argumentacji,
              > przygotowanej nierzadko przez specjalistów od dezinformacji i
              > dezintegracji? Ilu przejrzy, że stali się obiektem manipulacji? Z
              > pewnością dzieci i młodzież ulegną najszybciej.

              Masz rację w tym co piszesz odnośnie powolnego nasiąkania różnymi treściami
              które docierają do dzieci, młodzieży. Treśćmi które powodują iz obniża się
              wrażliwość na drugiego człowieka.
              Tylko że w tym fragmencie poruszyłeś inną, dość niebezpieczną jednak moim
              zdaniem tendencję.
              Wolność wypowiedzi - owszem dla mnie jest wartością nadrzędną. Mimo wszystko
              zawsze lepiej dyskutować niż tworzyć bariery dla tej dyskusji. Tylko czym innym
              jest dla mnie dyskutowanie z poszanowaniem poglądów innych osób a czym innym
              propaganda treści na które nie wyrażam zgody.
              Dla chrześcijanina nie ma zgody na eutanazję, ale zgoda na rozmowę o takim
              zjawisku powinna mieć miejsce.
              Moim zdaniem żle się dzieje gdy próbuje się tworzyć enklawy do których nie ma
              dostępu to co uważamy za złe i niedobre.
              Istniał i ciągle przecież istnieje problem odbioru muzyki rockowej, zwłaszcza
              tej która jest określana jako "black metal" czy też "death metal". Owszem treści
              jak i postawa prezentowana przez muzyków z tego gatunku jest antychrześcijańska
              ale czy z tego powodu należy kategorycznie zabraniać jej słuchania?
              Przecież z tego nurtu wywodzi się także twórca "Arki Noego", istnieją także inne
              grupy grające równie agresywną muzykę a jednocześnie wyrażające inne poglądy.
              Jedynym, naprawdę rozsądnym i efektywnym wyjściem jest wchodzenie w takie nurty,
              działalność misyjna. Bardzo podoba mi się to co robią teraz benedyktyni
              tynieccy. Ten prastary zakon mniszy zaadaptował do swojej działalności
              nowoczesne środki.
              Owszem, zawsze jest ryzyko ze nastąpi skażenie treściami których nie chcemy a
              mimo to one wnikną. Ale czy zamknięcie się poza murami prawdziwymi czy też
              ideologicznymi uchroni nas przed tym?
              To, że propagatorzy nihilistycznej koncepcji zycia są świetnymi fachowcami w
              tworzeniu dobrego PR wokół swoich poglądów nie może wywołać także interakcji?
              Dobry PR-owiec od propagowania chrześcijańskich wartości, czy jest w tym coś złego?

              Największym problemem jest atrakcyjność zła, atrakcyjność polegająca na
              możliwości nic nie robienia.
              Na czym przecież polegała odnowa chrześcijaństwa w XIII wieku? na wyjściu do
              ludzi. Zarówno św. Franciszek jak i św. Dominik wyszli do społeczeństwa, głosząc
              Ewangelię nie w katedrach tylko pod drzewami.
              Podobnie tez robił Jan Paweł II - zapraszajc do modlitwy i rozmowy wszystkich,
              tak jak w Asyżu.
              Według mnie jest to droga która już kilkakrotnie sprawdziła się w historii
              Kościoła i teraz jeszcze bardziej powinna stać się priorytetem.
              Rozmowa, dyskusja ale tez pamięć o zasadach. Tutaj musi być jasność trzeba mieć
              odwagę powiedzieć - tak nie wolno, nie ważne czy jakąś petycję podpisze 120
              tysięcy czy 120 milionów - tak po prostu nie wolno.
              Ale ten głos winien być słyszany nie wśród przekonanych, winien być słyszany
              także wśród tych którzy podpisują taką petycję.

              Wrócę jeszcze na chwilę do muzyki, gdyż jest mi ona bliska. Zawsze słuchałem
              ciężkiego rocka, do dzisiaj lubię ten rodzaj muzyki. Ale ja słucham dżwięków -
              nie czułem nigdy żadnej tożsamości ideologicznej z twórcami takich gatunków,
              obracałem się w takim środowisku - a wcale nie jestem jakimś świętym człowiekiem
              a nawet wręcz przeciwnie, gdyż jak to powiedział Irek Dudek - bluesa nie słucha
              się pijąc mleko.
              Jednak jak mi się wydaje, pozostałem człowiekiem wierzącym i jednoznacznie
              uznającym stanowisko Kościoła zwłaszcza tam gdzie chodzi o obronę życia.
              Mamy wolną wolę i z niej korzystamy, czasem bardzo żle. Ale zawsze możemy wrócić.
              Ale aby wrócić, ktoś musi nam pomóc czasem. To takie moje nieuporządkowane
              przemyślenia w powyższej kwestii.
              • sulla Muzyka rockowa 11.03.10, 14:36
                Ja się na rocku wychowałam i darzę go niezmienna miłością smile
                Choć metalu już nie słucham, bo z czasem i treść i muzyka okazały się dla ni to
                śmieszne, ni to straszne.

                Ale odnośnie rocka - bardzo mnie wzruszył ostatnio film na Youtubie o nawróceniu
                gitarzysty zespołu Korn.
                Historia Litzy z Acid Drinkers też jest poruszająca (to on potem założył Arkę
                Noego). Że nie wspomnę Malejonka, Budzyńskiego..

                Wszystko można robić z Bogiem smile
              • otryt Re: Kolejny krok cywilizacji śmierci... 11.03.10, 14:42
                andrzej585858 napisał:

                >Tylko że w tym fragmencie poruszyłeś inną, dość niebezpieczną
                >jednak moim zdaniem tendencję.
                >Wolność wypowiedzi - owszem dla mnie jest wartością nadrzędną.

                A czy ja gdzieś napisałem, że dla mnie nie jest? Pokazałem jedynie
                mechanizm manipulacji i tyle. Widzę, że wiele osób mnie opacznie
                zrozumiało. Z pozostałą częścią Twojej wypowiedzi zgadzam się.
                Działalność misyjna, to jest to!
                • andrzej585858 Re: Kolejny krok cywilizacji śmierci... 11.03.10, 14:52
                  Ależ wcale nie zrozumiałem opacznie!! To tylko moja nieudolność w formułowaniu
                  myśli. Po prostu podchwyciłem temat bronienia wartości poprzez odgradzanie się.
                  W ogóle to uważam że to co piszesz jest tak dobrze napisane że nic nie widzę pod
                  czym nie mógłbym się podpisać.
            • mary_ann Re: Otrycie... 13.03.10, 14:23
              Napisałeś:


              Okazuje się, że pierwszym krokiem jest zawsze wywołanie debaty
              > publicznej. Zaczynamy dyskutować o temacie, który dotąd był poza
              > dyskusją. W wątku o regulaminie forum powstała kontrowersja, że ktoś
              > chce komuś usta zamykać „twardym nie”, uniemożliwić dyskusję, która
              >
              > (w domyśle) zawsze rozwija, może tylko wzbogacić nas o jakąś nową
              > mądrość. Wolność wypowiedzi wszak jest wartością absolutną. I
              > przychodzi na myśl jedna z pierwszych scen w raju. Diabeł
              > przychodzi z niewinną propozycją: "Porozmawiajmysmile))". Ilu z nas
              > potrafi się oprzeć kłamliwej i podchwytliwej argumentacji,
              > przygotowanej nierzadko przez specjalistów od dezinformacji i
              > dezintegracji? Ilu przejrzy, że stali się obiektem manipulacji? Z
              > pewnością dzieci i młodzież ulegną najszybciej.

              A ja myślałam, ze znamy się dość dobrze, byś tak moich słów nie zinterpretowałsad
              Dyskusja była o regulaminie, uzasadnienie mojego wniosku z konieczności
              skrótowe, ale dziwię się, że tak je zinterpretowałeś.

              Dla jasności - owszem, uważam, że takie kwestie jak aborcja i eutanazja
              zasługują na więcej uwagi ze strony chrześcijan niż twarde "nie". Dlatego, że
              występują w bardzo różnych życiowych sytuacjach (w ogromnym uproszczeniu -
              przypuszczam, że inaczej ocenisz w swoim sumieniu aborcję dokonaną dla czystej
              wygody, inaczej z powodu letalnej wady dziecka, nawet, jeśli obie uważasz za
              niedopuszczalne). Dyskusja taka nie będzie jednak w sposób konieczny częścią
              żadnej mrocznej kampanii na rzecz rozmycia norm. Skąd w ogóle taki pomysł?
              Przypisałeś mnie do czegoś, czego częścią się nie czujęsad
              • otryt Re: Otrycie... 13.03.10, 22:21
                Mary_ann, tak ładnie się wczoraj dogadywaliśmy w sprawie wolności słowa i
                trudnych dyskusjach. Te moje słowa do których dziś się odnosisz były dzień
                wcześniej. Bardzo Cię przepraszam. Nie miałem racji.
              • otryt Re: Otrycie... 17.03.10, 11:17
                Jeszcze gwoli wyjaśnienia, Mary_ann. Przeanalizowałem wszystkie
                wątki, by zrozumieć skąd wynikło to nieporozumienie między nami?
                Ten mój post pod którym się podpisałaś był zwykłym pokazaniem
                mechanizmu uwiedzenia opinii publicznej. Pokazałem, że analogiczna
                sytuacja miała miejsce w raju i pokazałem, że początek polega zawsze
                na rozpoczynaniu dyskusji na temat będący do tej pory tabu. W tym
                konkretnym przypadku rzecz dotyczyła pomysłu wprowadzenia przez
                eutanazistów prawa do śmierci na życzenie, gdy osiągnie się 70 lat i
                nie chce się dalej żyć. Im zależało na tym, aby wywołać publiczną
                debatę na ten temat. Mówili o tym wprost, w cytowanym przez Atamę
                artykule z Rzepy. Proszę zauważ, że pokazując ten mechanizm,
                nigdzie nie napisałem, by komuś zakazać wypowiadania się. Sam za to
                usłyszałem od paru osób, ale od Ciebie najmocniej:

                >a nie urywania dyskusji na twardym "nie"

                Ta słowa niosą sporo emocji. Myślę że lepsze byłoby:
                stanowcze „nie”. A teraz zróbmy sobie taki mały eksperyment
                psychologiczny, albo przeanalizujmy wiersz, gdzie mamy dwóch ludzi.
                Jeden z nich wyraża swój sprzeciw wobec czegoś stanowczym „nie”, a
                drugi urywa dyskusję twardym „nie”. Czy widzisz różnicę między tymi
                ludźmi, tak samo jak ja? Pierwszy z nich to człowiek asertywny,
                rzeczowy, spokojny. Drugi to sztywny dogmatyk, z zaciśniętymi ustami
                i pięściami, twardy zamordysta.

                Na tamtym etapie dyskusji nad regulaminem prezentowałem zdanie, że
                są jakieś granice w wyrażaniu swoich poglądów na forum (oczywiście
                nie mówię o wulgaryzmach czy złośliwościach), jednocześnie
                rozumiałem Twój głos, jako sprzeciwiający się wszelkim
                ograniczeniom. Nie godziłaś się na zapis:

                >Pragniemy jednak zastrzec, że jest to forum chrześcijańskie,
                >i nie jest miejscem na dyskusję podstaw naszej wiary.

                Następnego dnia jednak po zamianie słowa „dyskusja” na „podważanie”
                i paru innych poprawkach precyzujących i łagodzących doszliśmy do
                zgody.

                Jeśli zaś chodzi o Ciebie, zawsze uważałem Cię za osobę
                nowocześniejszą ode mnie, rozumiejącą i ciekawą świata oraz nowych
                zjawisk w nim występujących, szczególnie w sferze społecznej,
                religijnej i ideowej. Ja także jestem od dziecka zainteresowany
                nowoczesnością, nie wzdycham z nostalgią do minionych czasów, jednak
                podchodzę do nowego z większym dystansem. Lubię dogłębnie i do bólu
                rozpoznać nowe zjawiska, zapoznając się przy okazji z opiniami z
                bardzo różnych źródeł. Uważam, że Bóg chce byśmy byli otwarci na
                świat i na nowoczesność, prowadzili z nim dialog, rozumieli go a nie
                zamykali się w kruchcie czy obrażali na ten nowoczesny świat. I w
                tym sensie Cię podziwiam. Co jednak nie zmienia mojego poglądu, że
                są sytuacje, gdy trzeba powiedzieć stanowcze „nie”, niezależnie od
                konsekwencji, jakie mogą z tego wyniknąć. Takimi sytuacjami jest np.
                słynne „Non possumus” kardynała Wyszyńskiego, albo „Idź precz
                szatanie” Chrystusa. Przecież Jezus miał wystarczająco dużo
                inteligencji by wygrać na polu intelektualnym z szatanem. Jednak z
                jakiegoś powodu powiedział mu stanowcze „nie”.

                Swój stosunek do obowiązku uczestnictwa we mszy świętej oraz do
                eutanazji wyraziłem w innych postach, które niestety zostały
                wykasowane przez moderację. (ale ja tego u siebie nie wykasowałem)
                Posty te były częścią większej dyskusji. Być może do nieporozumienia
                przyczynił się po części mój sposób pisania, że syntetycznie odnoszę
                się do wypowiedzi różnych osób w jednym poście zamiast wielokrotnie
                podpisywać się pod postami poszczególnych osób. Może to sprawiać
                wrażenie, ze puszczam aluzję w przestrzeń, miast bezpośrednio
                zwrócić się do osoby, z którą prowadzę dyskusję. Taka sytuacja może
                irytować. Jeszcze raz przepraszam. Mam nadzieję, że to
                nieporozumienie puszczamy w niepamięć?

                Pozdrawiam serdeczniesmile



        • sulla A ja się zastanawiam... 11.03.10, 11:48
          Czy to jest chęć pozbycia się starszych ludzi, czy raczej lęk przed włąsną
          starością?
          Czy Ci, którzy domagają się prawa eutanazji dla osób starszych, robią to, żeby
          się pozbyć własnej babci, czy raczej dlatego, że sami będą chcieli z takiego
          prawa skorzystać na starość?

          I zgadzam się, to jest tendencja, żeby uznawać za wartościowe tylko życie o
          określonej jakości. Życie osoby zdrowej, młodej i sprawnej, życie bez większych
          problemów. Stąd też często w tabloidach hasła "Przegrał życie!", tak jakby życie
          było jakąś grą o wynik.

          Mój mąż kiedyś powiedział, że nie ma czegoś takiego jak "przegrane życie", że
          każdy z nas ma życie takim, jakie ono jest po prostu. Nie ma lepszego i gorszego
          życia, jest życie po prostu. Każde ma tę samą wartość.
          • atama Re: A ja się zastanawiam... 11.03.10, 12:02
            Jak najbardziej Su!
            Ta pogarda dla starości odnosi się przede wszystkim do siebie
            samego. To my chcemy potem móc zakończyć swoje życie, kiedy uznamy,
            że jest bezwartościowe.
            To my nie chcemy przyjmować nie mogąc nic dać w zamian.
            Nie chcemy być ciężarem dla rodziny.
            Nie godzimy się na własną słabość i to, że zależymy od kogoś.
          • otryt Re: A ja się zastanawiam... 11.03.10, 12:09
            sulla napisała:

            >Czy to jest chęć pozbycia się starszych ludzi,
            >czy raczej lęk przed własną starością?

            Może ten fragment z cytowanej przez Atamę Rzepy da Ci odpowiedź, na
            zadane przez siebie pytanie:

            >W 1,2-milionowym Amsterdamie działają dziś tylko dwa hospicja.
            >W innych miastach, gdzie jest ich więcej, zwolennicy eutanazji
            >urządzają przed nimi pikiety, domagając się prawa do śmierci
            >na życzenie dla przebywających w nich pacjentów.

            W bogatym kraju brak pieniędzy na hospicja. Niewielu widzi potrzebę
            finansowania tego rodzaju opieki. Mało hospicjów i mają trudne
            warunki materialne. Jakby tego było jeszcze mało zwolennicy
            eutanazji urządzają przed nimi pikiety, domagając się prawa do
            śmierci na życzenie dla przebywających w nich pacjentów.

            Pomyślcie tylko, to nie nieuleczalnie chorzy robią te pikiety, nie
            ich rodziny, które ich tam umieściły. Pikietujący nie proszą o
            śmierć dla siebie czy swoich najbliższych, lecz dla innych ludzi,
            którzy tego nie chcą. Gdyby chcieli poprosiliby o eutanazję, prawo
            bowiem na to zezwala. Ich do szału doprowadza sam fakt istnienia
            hospicjów. I w aktywny sposób dają temu wyraz. Co więc nimi kieruje?
            • verdana Re: A ja się zastanawiam... 11.03.10, 12:43
              Cóż, pozbywanie się starych ludzi nie jestb wynalazkiem współczesnej
              epoki. Bylo zawsze. ten "szacunek" dla starych ludzi jest jednym z
              mitów - chlop na "wycugu" u dziecka dostawal zwykle resztki po
              domownikach, a nie siedział u szczytu stołu.
              Problem jest chyba nie ze starością - raczej z możliwością
              przedlużania życia osobom bardzo ciężko chorym. Zwroćcie przeciez
              uwage na jedno - pomoc w samobójstwie nie dotyczy osób zdrowych,
              poruszających się - chocby mieli i lat 90. Tylko tych, co sa
              absolutnie, totalnie zalezni od innych ludzi.
              • atama Re: A ja się zastanawiam... 11.03.10, 12:52
                Otóż nie, Verdano:

                "Ponad 112 tysięcy Holendrów podpisało się pod obywatelską
                inicjatywą ustawodawczą stowarzyszenia Z Wolnej Woli. Organizacja ta
                chce, by prawo do śmierci na życzenie przysługiwało wszystkim osobom
                powyżej siedemdziesiątki, które „nie widzą sensu w dalszym życiu i
                chcą je zakończyć”, bez względu na to, czy ludzie ci są chorzy czy
                zdrowi".
                • verdana Re: A ja się zastanawiam... 11.03.10, 13:05
                  A ja pytam - na cóż zdrowym jakiekolwiek pozwolenie???? Popełnic
                  samobójstwo nie jest znowu tak trudno - chyba, ze w KK Holandii
                  samobójstwo jest nadal przestępstwem, jak kiedyś - ale wątpię.
                  • atama Re: A ja się zastanawiam... 11.03.10, 13:12
                    Dobre pytanie Verdano.
                    Co leży u podstaw decyzji 70-latka proszącego o eutanazję???
                    On nie chce się zabić sam. Prosi o to "asystenta", zwraca się do
                    odpowiedniej instytucji.
                    I ta instytucja wspiera go w jego decyzji. Niejako obiektywizuje i
                    potwierdza - "tak, jesteś nam już niepotrzebny. masz rację". Niejako
                    wszystko usprawiedliwia.

                    No dobra. Zabijcie mnie, skoro nie jestem wam potrzebny i takim
                    jestem ciężarem.
                  • otryt Re: A ja się zastanawiam... 11.03.10, 13:18
                    verdana napisała:

                    >A ja pytam - na cóż zdrowym jakiekolwiek pozwolenie????

                    Dobre pytanie, Verdano. Przecież sami mogą odebrać sobie życie. Tu
                    zwykła logika zawodzi. Może jednak chodzi o wywieranie presji
                    psychicznej na 70-latków?

                    Był taki jeden człowiek stojący na czele jakiejś organizacji w
                    Holandii (nie pamiętam nazwiska), który proponował by państwo
                    każdemu po ukończeniu 70 lat wysyłało ampułkę cyjanku. Trzymałby ją
                    sobie w kredensie, a gdyby dopadła go chandra, wiedziałby gdzie
                    sięgnąć. Na razie to jeszcze nie przeszło.
            • sulla Re: A ja się zastanawiam... 11.03.10, 13:12
              >W 1,2-milionowym Amsterdamie działają dziś tylko dwa hospicja.
              >W innych miastach, gdzie jest ich więcej, zwolennicy eutanazji
              >urządzają przed nimi pikiety, domagając się prawa do śmierci
              >na życzenie dla przebywających w nich pacjentów.


              Pikietujący nie proszą o
              śmierć dla siebie czy swoich najbliższych, lecz dla innych ludzi,
              którzy tego nie chcą. Gdyby chcieli poprosiliby o eutanazję, prawo
              bowiem na to zezwala.

              Przeprasza, ale się pogubiłam. Prawo w końcu zezwala czy nie zezwala? Czego
              konkretnie domagają się ci pikietujący, skoro prawo zezwala na eutanazję? Na co
              konkretnie zezwala holenderskie prawo?
              • verdana Re: A ja się zastanawiam... 11.03.10, 13:18
                A może w prawie holenderskim samobójstwo jest przestepstwem, jak
                jeszcze niedawno w brytyjskim?
                Bo inaczej to skonczony idiotyzm.
                • sulla Re: A ja się zastanawiam... 11.03.10, 13:26
                  A z czystej ciekawości- jakie konsekwencje ponosił samobójca-przestępca? Skoro
                  już nie żył...
                  • verdana Re: A ja się zastanawiam... 11.03.10, 13:28
                    Około 2/3 samobójców przezywa samobójstwo. Wśrod kobiet - skutecznie
                    popelnia samobojstwo tylko 1/4.
                    • sulla Re: A ja się zastanawiam... 11.03.10, 13:34
                      I jaka była ta kara dla niedoszłych samobójców?
                      • verdana Re: A ja się zastanawiam... 11.03.10, 13:47
                        Więzienie.
                        • otryt Re: A ja się zastanawiam... 11.03.10, 13:55
                          W XIX wieku.

                          Samobójstwo nigdzie w Europie nie jest karalne. Nawet KK wycofał się
                          z oskarżania samobojców.
                          • verdana Re: A ja się zastanawiam... 11.03.10, 14:08
                            W Wielkiej Brytanii z kary za samobójstwa wycofano sie - o ile mnie
                            pamięć nie myli - dopiero w 1961 roku.
                            • otryt Re: A ja się zastanawiam... 11.03.10, 14:23
                              verdana napisała:

                              >W Wielkiej Brytanii z kary za samobójstwa wycofano sie - o ile mnie
                              >pamięć nie myli - dopiero w 1961 roku.

                              Zauważ Verdano, że od tego czasu minęło 49 lat. A Ty używasz
                              argumentu o penalizacji samobóstw, by usprawiedliwić eutanazję!

                              • verdana Re: A ja się zastanawiam... 11.03.10, 14:30
                                Przepraszam Cię bardzo - gdzie użyłam takiego argumentu????
                                Napisałam jedynie, ze ta akcja jest na tyle niezrozumiała (po co
                                zdrowym pozwolenie na legalne samobojstwo?), ze być moze pod tym
                                kryja się jeszcze pozostałosci dawnego prawa. Bowiem inaczej jest to
                                szczyt idiotyzmu.
                                • otryt Re: A ja się zastanawiam... 11.03.10, 15:19
                                  Powiedziałaś pomiędzy wierszami, tworząc alternatywę "Jeśli nie to,
                                  to to."
                                  • sulla Re: A ja się zastanawiam... 11.03.10, 16:45
                                    No nie nie nie.
                                    Verdana po prostu odpowiadała na moją wątpliwość - dlaczego w Holandii
                                    pikietujący domagają się prawa do eutanazji dla pacjentów hospicjów, skoro - jak
                                    są napisałeś - ci pacjenci już mają to prawo.

                                    Bo ja tego zupełnie nie rozumiem.
                                    • otryt Re: A ja się zastanawiam... 11.03.10, 22:20
                                      Ja myślę Sullo, że wszystko już się wyjaśniło.

                                      Verdana napisała:

                                      >A może w prawie holenderskim samobójstwo (1)
                                      >jest przestepstwem, jak jeszcze niedawno w brytyjskim?

                                      >Bo inaczej to skonczony idiotyzm. (2)

                                      Verdana stworzyła alternatywę ze zdań (1) i (2). Skoro udowodniliśmy, że zdanie
                                      (1) jest fałszywe (bo w całej Europie już od dawna nie ma kar dla niedoszłych
                                      samobójców), to patrz zdanie (2), czyli sama Verdana musi przyznać, że
                                      pikietowanie hospicjów przez eutanazyjnych aktywistów to skończony idiotyzm.
                                      (c.b.d.o.)

                                      Pozdrawiam serdecznie i życzę dobrej nocy obu Miłym Paniomsmile))
                                      • sulla Re: A ja się zastanawiam... 11.03.10, 22:25
                                        Otrycie,

                                        Zdanie Verdany odnosiło się do mojego pytania - chodzi o tom, że skończony
                                        idiotyzm to jest pikietowanie o prawo, które już istnieje. Bo to właśnie Ty
                                        napisałeś, że oni pikietują o prawo do eutanazji dla pacjentów hospicjów, a
                                        zaraz potem, że ci pacjenci mają już to prawo. I ja tego w dalszym ciągu nie
                                        rozumiem. I proszę o wyjaśnienia, bo to dla mnie ważne, nie chcę się w tej
                                        rozmowie pogubić.

                                        O co właściwie pikietują w Amsterdamie?
                                        • otryt Re: A ja się zastanawiam... 11.03.10, 22:52
                                          sulla napisała:

                                          >Bo to właśnie Ty napisałeś, że oni pikietują o prawo do eutanazji
                                          >dla pacjentów hospicjów, a zaraz potem, że ci pacjenci mają już to >prawo.

                                          Przeczytaj jeszcze raz artykuł w Rzepie (jest gdzieś link), Tam wszystko pisze.
                                          Jest dokładnie tak jak napisałaś. Sęk w tym, że pacjenci hospicjów ani ich
                                          rodziny nie chcą z tego prawa skorzystać. W swoim zacietrzewieniu ideologicznym
                                          pikietujący nie chcą zauważyć, że prawo do eutanazji to nie jest to samo, co
                                          obowiązek. Oni są kompletnie szurnięci. Na tym przykładzie doskonale widać, jak
                                          cywilizacja śmierci odbiera rozum jej najzagorzalszym bojownikom.
                                          • sulla Re: A ja się zastanawiam... 11.03.10, 23:09
                                            No jeśli tak jest, jak piszesz, to to jest domaganie się morderstwa, a nie
                                            eutanazji.
                                            • otryt Re: A ja się zastanawiam... 11.03.10, 23:26
                                              Świetnie to ujęłaś, Sullo. Teraz chyba już naprawdę pójdziemy spać? Dobranocsmile
                                              • sulla Re: A ja się zastanawiam... 11.03.10, 23:32
                                                Och, Otrycie, gdybym to ja mogła iść spać...
                                                Ale Tobie dobrej nocy życzę smile
    • atama o. Badeni 11.03.10, 13:51
      Dziś w nocy zmarł o. Joachim Badeni OP
      Dożył 97 lat.

      Tak mówił m.in. o starości w rozmowie z Aliną Petrową-Wasilewicz:

      "Nadzieja. Na tym polega starość czy okres emerytalny, gdy człowiek
      nie ma już żadnych zajęć: ani naukowych, ani duszpasterskich.
      Samotność w celi też na tym powinna polegać – na szukaniu Boga. Taki
      jest sens starości. Gdy Pan Bóg zobaczy, że ktoś czeka na Niego
      modlitewnie, na pewno się w taki czy inny sposób do niego zbliży i
      da mu pewne widzenia tajemnicy życia przyszłego. Ale musi być
      głęboka wiara, ufność i prośba do Boga, żeby przygotował nas do
      przejścia na tamtą stronę.

      Mówi Ojciec o wyjątkowych ludziach: rozmodlonych, skupionych na
      Bogu. A co mogą wiedzieć o tej rzeczywistości zwykli ludzie? Wiara w
      ogóle dziś zanika...

      Irlandia, Hiszpania, arcykatolickie kiedyś kraje, straciły już
      wiarę. Mam nadzieję, że Polska nie.

      Naturalnie, wiara jest absolutnie konieczna, aby do tego świata się
      zbliżyć. Jest to więc kwestia wiary i to żywej. A ponieważ ona
      zanika, dlatego trzeba wciąż powtarzać tak, jak apostołowie
      Chrystusa: „Panie, przymnóż nam wiary”. To najbardziej aktualna dziś
      modlitwa. Jeśli wiara będzie, to w jakiś sposób stanie się widzeniem.

      Czego?

      Myślę, że w pierwszej kolejności tego, czego świat dzisiejszy i
      świat dawniejszy nigdy dać nie może: pełni miłości, pełni prawdy i
      pełni obecności. Ten świat staje się bardziej dostępny dla ludzi,
      którzy żyją samotnie, nieraz zawiedli się w miłości małżeńskiej czy
      rodzinnej, są otoczeni kłamstwem, podczas gdy chcą prawdy.
      Współczesny świat jest w ogóle przeważnie zakłamany. Owe najgłębsze
      pragnienia proszącego i głęboko wierzącego człowieka będą w jakiś
      sposób już teraz, przez objawienie tajemnic prawdy, miłości i
      obecności, zaspokojone. Do tego potrzebne jest jednak milczenie,
      spokój i samotność. Czyli najwyższą szkołą nauki o przyszłości, o
      żywocie wiecznym jest samotność: albo wybrana dobrowolnie, tak jak w
      zakonie, albo przymusowa, gdy współmałżonek umrze, a dorosłe dzieci
      rozejdą się po świecie.
      (...)
      Przypuśćmy, że ktoś jest bardzo aktywny zawodowo – pracuje, wykłada,
      prowadzi prace doktorskie, albo jako duszpasterz ciągle głosi
      konferencje, organizuje obozy letnie, wędrówki. Szybko płynie jego
      młode życie. Powoli, powoli, z biegiem lat, okazuje się jednak, że
      nie jest już w stanie dorównać tempu życia młodych ludzi. Stało się
      ono tempem starego człowieka. Wobec tego, siłą rzeczy, albo jest
      zwalniany przez przełożonych z niektórych obowiązków, albo sam
      widzi, że nie da rady spełniać pewnych posług, więc się wycofuje,
      przechodzi w samotność. Nagle zanika w nim żywioł młodości.
      Ciekawość, dociekanie prawdy przez studium nie jest już tak
      ekscytujące. Nie interesuje go już nauka, sprawy zawodowe ani
      kontakt z ludźmi młodymi. Zostaje zupełnie sam, bez życia, bez
      zadań. Nieraz pojawia się wtedy depresja, czyli choroba braku życia.
      Bo człowiek albo się z tym godzi, albo przed tym broni, wynajdując
      sobie rozmaite zajęcia, szukając czegoś zastępczego. Zamiast szukać
      Pana Boga, zaczyna hodować króliki lub zbiera znaczki pocztowe, żeby
      się czymś zająć. Nie zajmuje się Bogiem, tylko czymkolwiek. To
      oczywiście nasza ludzka słabość.

      To właśnie ci zwyczajni ludzie, o których pytałam, tak robią.

      To nasza powszechna ludzka słabość. Może my, księża, za mało o tym
      mówimy. Powinniśmy pomagać w otwarciu się na wiarę w Boga i czekać.
      Pan Bóg nie reaguje od razu. Czasem działa błyskawicznie, ale
      zazwyczaj wymaga cierpliwości. Tak od Izraela wymagał, by cierpliwie
      czekał na Jego pomoc. Po pewnym czasie cierpliwości, bardzo
      męczącej, może nastąpić oczyszczenie z egoizmu – takiego czy innego –
      które tamuje Bogu dojście do człowieka.

      Boleści samotności mogą być bardzo poważne. Dużo i dobrze pisał o
      tym św. Jan od Krzyża. Nazywał ten stan ciemną nocą zmysłów i ciemną
      nocą ducha. Ludzie starzy je przechodzą, a że o tym nie wiedzą, to
      biorą różne pigułki, leczą się. To jest niepotrzebne. Gdyby ich
      poinformowano, że są to oczyszczenia przed przyjęciem Boga samego w
      Jego tajemnicach, to może tym emerytom czekającym na koniec byłoby
      łatwiej ten okres przeżyć".
    • atama Hospicja w Polsce 12.03.10, 13:30
      W Holandii pikiety pod hospicjami a na rodzimym podwórku
      pokrzepiające statystyki:

      "Ze statystyk wynika, że najchętniej jednak pomagamy chorym
      dzieciom, zwłaszcza cierpiących na nowotwory. Według danych Izby
      Skarbowej w Gdańsku w zeszłym roku mieszkańcy województwa
      pomorskiego najchętniej 1 procent oddawali fundacjom i
      stowarzyszeniom hospicyjnym. Najwięcej bo aż ponad 3,5 mln zł z
      Pomorza wpłynęło na Fundację Dzieciom "Zdążyć z Pomocą" pod
      patronatem prof. Zbigniewa Religi. Drugie miejsce z 1,2 mln zł
      zajęła gdańska Fundacja Hospicyjna, i gdyńskie Stowarzyszenie
      Hospicjum im. Św. Wawrzyńca, które w ubiegłym roku zanotowało ponad
      milion zł wpłat z 1 procenta".
      • otryt Re: Hospicja w Polsce 12.03.10, 13:57
        Ja też mam powód do radości. Byłem podczas weekendu byłem w swoim
        rodzinnym mieście. Patrzę na lokalną gazetę, a tam zdjęcie młodszej
        siostry mojego najlepszego przyjaciela. Obsypana kwiatami,
        szczęśliwa. To mieszkańcy miasta w plebiscycie ogłosili ją
        człowiekiem roku. Od lat kieruje miejscowym hospicjum, tworzyła je
        od podstaw. Raduje się serce, gdy tak wielu ludzi docenia pracę
        hospicjów i widzi potrzebę ich istnienia i wspierania. smile))
        • andrzej585858 Re: Eutanazja w przeszłości 16.03.10, 21:18
          Znowu znalazłem w sieci ciekawą informację. W każdym bądź razie nie znałem tych
          faktów z przeszłości - ciekawe dlaczego o tym się nie mówi.

          www.deon.pl/religia/kosciol/aktualnosci/art,890,dyskusja-o-eutanazji-ale-to-juz-bylo.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka