Dodaj do ulubionych

pytania o wiarę

08.06.10, 12:12
Chcę zrozumieć. Mój Bóg powiedział „nie zabijaj”. Jednocześnie w walce o to co
mam teraz zginęło wielu ludzi – oddali życie, ale jednocześnie odbierali komuś
życie – zabijali. Jak to się ma jedno do drugiego? Jestem wdzięczny tym
ludziom, którzy wywalczyli wolność dla Polski i Polaków w pierwszej wojnie i
drugiej, w powstaniach, w państwie podziemnym i w czasach nam bliższych i
dalszych. Mam do nich ogromny szacunek, za to że byli gotowi poświęcić siebie,
swoje życie rodzinne i WSZYSTKO co mieli aby walczyć o wolność. Mówi się o
nich, że gotowi byli poświęcić oddać swoje życie. Bardzo rzadko mówi się o
tym, że odbierali życie innym ludziom. To jest moim problemem. Czy ja byłbym
gotów odebrać komuś życie? Zabić?

Znam tłumaczenia, że tamci to wrogowie, okrutni ludzie, którzy przyszli
krzywdzić, palić, zabijać.... i dlatego musieliśmy się bronić. Ale
jednocześnie wiem, że mój Bóg – Jezus z Nazaretu – cierpiał, zginął. I wiem
(wciąż słyszę), że powinienem Go naśladować. Nie wiem co bym zrobił w sytuacji
wojny: czy bym się najpierw bronił, a później poszedł naprzód, czy też
zniósłbym to jak mój Bóg – wciąż pomagając innym? Na takie pytania nie
potrafię odważnie i poważnie odpowiedzieć...



Na samym początku trzeba poczynić dwa podstawowe rozróżnienia. Otóż Chrystus
nie poniósł męki i śmierci, dlatego że Jego etyka nie pozwalała mu się bronić
wobec oskarżycieli. Jego misja od samego początku była jasna – odkupić
człowieka. Zapowiedź tych wydarzeń znajdujemy na wielu miejscach Starego
Testamentu (por. Iz 50,6; Ps 22,19), a i sam Chrystus niejednokrotnie
zapowiada, że będzie wydany, umęczony, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie
(por. Mt 17, 22. 20,18; Mk 9,31; Łk 18,32-33). Stąd też uzasadnianie
przykazanie „Nie zabijaj” tego typu argumentacja jest chybione.

Druga sprawa równie istotna. Należy z cała mocą podkreślić, że życie ludzkie
jest wartością, lecz nie jest wartością absolutną. Istnieją bowiem sytuacje, w
których to życie może zostać poświęcone w imię wyższych wartości i ideałów.
ideałów drugiej zas strony życie drugiego człowieka, nie może w żaden sposób
być chronione w imię utraty własnego zycia. Każdy bowiem ma prawo, by cieszyć
się darem życia. Stąd tez czyniąc zagrożenie dla życia drugiej osoby, możemy
się spodziewać, iż skorzysta ona z prawa jego ochrony, nawet kosztem zabicia
napastnika. Spróbujmy pokrótce to wszystko usystematyzować na sposób
akademickiego wykładu.

1. Problematyka wojny w Biblii i tradycji chrześcijańskiej

Stary Testament nie potępia wojny ani służby żołnierskiej. Izrael prowadząc
działania wojenne ma świadomość, że staje do walki w sprawach Jahwe. Wielcy
wodzowie, którzy prowadzili Naród Wybrany na wojnę (Jozue, Saul, Dawid) są
wychwalani przez Boga. Wielu przywódców wojennych cieszy się opinią świętości.

W Ewangeliach choć Chrystus bezpośrednio nie wyraża się ani negatywnie ani
pozytywnie o wojnie, pośrednio można wnioskować, że Jego pragnieniem jest
pokój na ziemi. „Błogosławieni czyniący pokój...” (Mt 5,9) oraz „Jeśli kto cię
uderzy w jeden policzek...” (Mt 5,38-41). Z powyższych tekstów można
wnioskować, że Chrystus otwiera pewien proces do wprowadzenia pokoju.

Paweł, choć w swoich listach bardzo często odwołuje się do porównań z użyciem
terminów żołnierskich i wojskowych, jednak nie przychyla się do aprobaty wojny.

W tradycji chrześcijańskiej nikt nie potępia służby wojskowej. Tradycja stawia
nawet Sebastiana, który był żołnierzem w rzymskich legionach za wzór
świętości. Ojcowie Kościoła nie negują służby wojskowej i obrony państwa.
Klemens Aleksandryjski zachęca do posłuchu i wierności dowódcom wojskowym.
Orygenes, choć jest niechętny wojnie stwierdza, że obrona własnego kraju jest
czymś słusznym i koniecznym.

2. Teoria wojny sprawiedliwej

Naukę na temat wojny rozwinął św. Augustyn, który twierdził, że wojna sama w
sobie nie jest ani dobra, ani zła. Chrystus bowiem nie potępiał wojny jako
takiej, jednak nie pozwalał, by jej nadużywano. Na synodzie w Eina w 1027 r.
wprowadzono zasadę pokoju Bożego, która przewidywała dla chrześcijan określone
dni rozejmu. W sumie zasada ta obejmowała 230 dni w ciągu roku.

Ostatecznie naukę o wojnie sprecyzował św. Tomasz z Akwinu, który uważał pokój
za wielkie dobro społeczne. Jednakże dopuszczał wojnę jako dochodzenie
sprawiedliwości. Wojna obronna jest dopuszczalna pod następującymi warunkami:

– szkoda wyrządzona przez przeciwnika jest długotrwała, poważna i niezaprzeczalna,

– nie ma innych skutecznych i realnych środków do jej usunięcia,

– istnieją uzasadnione możliwości powodzenia,

– użycie broni nie pociągnie za sobą jeszcze poważniejszego zła.

Do wypowiedzenia wojny uprawniona jest kompetentna władza. Wojna nie może być
wypowiedziana z zawiści czy chęci podboju.

3. Rewizja doktryny o wojnie sprawiedliwej

Gdy technika wojenna poszła do przodu, okazało się, iż jakiekolwiek działania
wojenne mogą przyczynić się do ogromnych zniszczeń (broń masowego rażenia).
Dlatego właśnie już Sobór Watykański II z naciskiem podkreślał, by świat dążył
do pokoju (por. KDK 77-90). Jednakże Sobór nie zabrania wojny sprawiedliwej,
gdyby tego wymagała konieczność. Kościół wypowiada się, że wszelka agresja
zbrojna jest moralnie niedopuszczalna i godna potępienia.

4. Konieczność budowania pokoju i wychowania do pokoju

Zbrojenia pociągają za sobą ogromne finanse, które najbardziej uderzają w
ubogich. Największa plaga ludzkości – „wyścig zbrojeń” – skupia na sobie uwagę
całego świata, a przez to są zaniedbywane inne dziedziny życia. Kościół
nieustannie podkreśla, by skierować wysiłki ku wychowaniu młodego pokolenia do
służby dla pokoju.

* * *

Każdy człowiek ma prawo do obrony, nawet z użyciem siły, która spowoduje
śmierć napastnika. W takiej sytuacji należy przyjąć fakt, że napastnik w
pewnym sensie, sam się sam sprawcą własnej śmierci, podejmując ryzyko napaści.
Stąd nie można potępić tych, którzy bronią swego prawa do życia, narażając
życie napastników.

Jerzy Szyran OFMConv
Obserwuj wątek
    • wiesia140 Re: pytania o wiarę 08.06.10, 12:13
      Źródło mateusz.pl/pow/060502.htm
      • malwa200 Re: pytania o wiarę 08.06.10, 14:51
        a co sądził o tym Jan paweł II? z tego, co pamiętam-to nawoływał do
        pokoju jak każdy duchowny ale w sprawie samej wojny? chyba potępiał
        jednoznacznie
    • mary_ann V przykazanie - przyczynek językoznawczy 08.06.10, 18:12
      O ile mi wiadomo, hebrajskie brzmienie V przykazania należy prawidłowo tłumaczyć
      nie jako "nie zabijaj", ale jako "nie popełnisz mordu" (i takie tłumaczenie
      znaleźć można w niektórych nowszych przekładach chrześcijańskich ST). Spod
      działania tego przykazania wyjęte były zatem np. osoby nastające na życie innych
      czy zwierzęta.
      • sulla Re: V przykazanie - przyczynek językoznawczy 09.06.10, 10:06
        "Spod działania tego przykazania wyjęte były zatem np. osoby nastające na życie
        innych czy zwierzęta."

        W jaki sposób?
        • mary_ann Re: V przykazanie - przyczynek językoznawczy 09.06.10, 11:08
          Per sesmile Tzn. że nie było/nie jest przekroczeniem przykazania zabicie kogoś w
          obronie własnego życia ani zabicie zwierzęcia na ofiarę czy w celu zjedzenia (w
          granicach określonych Prawem, tj. rytualnie czystego i zgodnie w z wymogami
          koszeru).
        • sulla Re: V przykazanie - przyczynek językoznawczy 09.06.10, 11:35
          Aaaa, już rozumiem - bo ja zrozumiałam, że osoby nastające na czyjeś życie nie
          muszą przestrzegać tego przykazania, a to chodzi o to, że są wyjęte spod
          działania przykazania - ok, teraz już jasne.
    • wiesia140 Re: pytania o wiarę 09.06.10, 09:07
      Jestem osoba poszukującą (pewnie jak każdy świadomy człowiek) sensu życia.
      Poszukującą w filozofii, nauce, religii. Ostatnio na mojej drodze pojawiła się
      osoba, która „zapoznała” mnie z Bogiem, ale tak naprawdę. Jak każdy człowiek,
      choćby najbardziej wierzący boję się śmierci, ale wiem, że jest nieunikniona, że
      może przyjść w każdej chwili, dlatego trzeba być zawsze na nią przygotowanym.
      Rozmawiając o życiu po śmierci dowiedziałam się, że kiedy odejdę, nawet jeśli
      będę mogła cieszyć się oglądaniem Boga, nie będę pamiętać życia ziemskiego, nie
      będę mogła „spotkać” ludzi których kochałam na ziemi, mojego dziecka, mojego
      męża, rodziców. To dla mnie jest straszne. Czy tak jest naprawdę?



      Nauczanie Kościoła odnośnie do życia wiecznego jest odmienne od tego, co
      przekazała osoba, o której Pani wspomniała. Nie wiem, czyje nauczanie ona
      przekazywała. Ale z pewnością inne niż Kościoła Katolickiego.

      Zachęcam do krótkiej lektury Katechizmu Kościoła Katolickiego. Proponuję lekturę
      tekstów:

      – o Kościele: nr 759, 769;

      – komunia Kościoła w niebie i na ziemi: nr 954-962;

      – szczęście chrześcijańskie: nr 1720-1722;

      – oraz o życiu wiecznym: nr 1042-1050.

      Wskazane przeze mnie wypowiedzi Kościoła przeczą stwierdzeniom, że po śmierci
      nie będziemy pamiętać życia ziemskiego i nie będziemy mogli spotkać ludzi,
      których znaliśmy na ziemi. Dotychczasowy świat (i to, co go tworzyło) nie będzie
      zatracony, lecz odnowiony, a ludzie, jeśli nie znajdą się w stanie potępienia,
      będą we wspólnocie zbawionych. Nie wiem, dlaczego ktoś chciałby innym odbierać
      tę pewność, jaką daje wiara w Jezusa Chrystusa przekazywana przez Kościół
      Katolicki. Ale to już inna sprawa i inny temat do poszukiwań.

      Ks. Tomasz Trzaskawka

      źródło jak wyżej
      • wiesia140 Re: pytania o wiarę 09.06.10, 11:38
        Jaki wpływ na realny los, mają nasze myśli i słowa; czy „ktoś” podsłuchuje i je
        spełnia? Czy „ktoś” słyszał jak mówiłam do Karoliny: „wstawaj z łóżka. Nie
        szkoda Ci życia, jest za krótkie żeby je przespać!?”, albo „Karolina, ja będę
        przez całe życie przez Ciebie płakać”, albo „jak trudno jest o 3-osobowy pokój
        hotelowy”, albo „Boże, zrób coś, żebym przestała żyć jak bydlę: od stołu, do
        biurka, od biurka do łóżka i tak w kółko; gdzie jakaś duchowość”.

        No i zostałam wysłuchana. W zeszłym roku, w maju podczas burzy, moja córka jadąc
        ulicami miasta zginęła w samochodzie, przygnieciona ogromnym drzewem. Samochód
        prowadził jej kolega a drzewo złamało się akurat wtedy, gdy oni przejeżdżali.

        Czy „ktoś” słyszał, jak Karolina mówiła: „nie chcę obchodzić 18-tki”, „co
        zrobić, żeby nie mieć 18-tki?”, „Mamo, czy ja mogę wyjechać gdzieś daleko i
        zacząć samodzielne życie?”, „Ja chcę być zkremowana” – trzy dni przed śmiercią
        tak powiedziała. Ja wiem, że to przypadek. Ale: Śmierć jest zbyt poważną rzeczą,
        żeby mogła być dziełem przypadku... Że przez nasze usta przechodzą dobre, ale i
        złe słowa i życzenia, i że oba są spełniane (lub nie).

        Wiem, że jest takie przysłowie: uważaj o co prosisz, bo może się spełnić. Ale te
        zdania teraz mnie nie opuszczają i mam wielkie poczucie winy, że to ja
        „sprawiłam”, że nie odczytałam znaków, że coś zaniedbałam. Że nie pojechałam
        wtedy po Karolinę, że się ten jeden jedyny raz nie dosyć zatroszczyłam, jak
        wróci do domu. To są absurdalne myśli, ale realne.

        Wszystko się sprowadza do pytania: czy Opatrzność ingeruje w drobiazgi, w los
        pojedynczego człowieka, czy tylko globalnie, w wielkiej skali, przynajmniej w
        życie jako całość (choć „włosy na głowie są policzone”wink? To bardzo trudne
        przyjąć, że opatrzność działa nie tylko wtedy, gdy życie „idzie jak po sznurku”,
        ale gdy z naszego punktu wiedzenia, gdy idzie kulawo i źle (choć „jeden jest Pan
        smutku i nagrody”wink. Czy w ogóle wolno mieszać Pana Boga w takie drobiazgi. No,
        ale się modlimy, dziękujemy, prosimy, błagamy o różne sprawy, małe i duże...
        Więc ma wpływ, ktoś słucha i wysłuchuje?

        To na razie tyle. Lżej mi, gdy to napisałam. Bardzo liczę na komentarz, albo
        proszę to wrzucić do kosza i zalecić mi zimny prysznic.



        Zimny prysznic już był, zatem nie zalecam. Natomiast na pewno proponuję
        rzetelnie (czyt.: uczciwie) zastanowić się nad swoim stosunkiem do
        rzeczywistości. Mamy wybór: albo akceptujemy Pana Boga w całej prawdzie o Nim,
        albo kwestionujemy prawdę (nawet pojedynczą zadając w ten sposób kłam Prawdzie
        Bożej) i pretensje możemy mieć wyłącznie do siebie.

        Przyjmując pierwszą opcję, należy założyć, że Bóg jest i skoro nas powołał do
        życia to nie po to by się bawić z nami w chowanego robiąc nam złośliwe psikusy.
        On chce naszego dobra bo nas po prostu kocha. Jest Miłością! Chce się z nami
        dzielić swoim szczęściem wiecznym! A że nasze wyobrażenia o szczęściu bywają
        dalekie od perspektywy Bożej? To już nasz problem. Z tego prosty wniosek: to co
        daje (lub nawet tylko dopuszcza) jest po to by nas doprowadzić do siebie.
        Człowiek wierzący żyjąc jako osoba świadomie, nie powinien bezmyślnie chodzić na
        pasku swoich zachcianek lub projektów. Zawsze powinien wszystko odnosić do Boga.
        W Nim upatrywać swoje źródło i cel jedyny.

        Należałoby zatem zastanowić się: co dla mnie oznacza takie czy inne wydarzenie?
        Bo to co jest rzeczywistym złem (śmierć), nie musi wcale takim się okazać w
        ostatecznym rozrachunku. I to dla wszystkich uczestników dramatu. Zależy tylko
        co my zrobimy z tym wydarzeniem i jakie wyciągniemy wnioski. A On potrafi nawet
        ze zła wyprowadzić dobro, bo jest Wszechmogący.

        Pozostaje tylko jeden problem. Niewielki, ale dla naszej małostkowości
        urastający do olbrzymich rozmiarów. Chodzi mianowicie o uwierzenie. Powtarzam
        wyraźnie: uwierzenie, a nie tylko przyjęcie prawdy, że On tam gdzieś jest i na
        tym koniec.

        Rozumiem trudności. Bóg nie obraża się na nas gdy pytamy (On zresztą nigdy się
        nie obraża!). Boli go tylko, że mając rozum potrafimy być tacy głupi w
        pojmowaniu siebie. Może zatem należałoby złożyć nadzieję w Nim, że dla córki
        skończy się wszystko pomyślnie, a dla Pani zaś nadejdzie czas odnalezienia się
        na nowo w Bogu. Czego szczerze życzę.

        Ks. Tomasz Schabowicz
        źródło takie samo

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka