Dodaj do ulubionych

mam pytanie

15.02.11, 23:18
Ksiądz Sopoćko uważa , że cierpienie ,które ma sens innymi słowy jest ofiarowane za kogoś przynosi radość.Chciałabym was się spytać jak to jest u was , bo ja nie zawsze złapać ten sens cierpienia u siebie , czasem mi to umyka gdzieś tam , rozmywa i nie za bardzo umiem to poukładać sobie. Czy uważacie ,że ofiarowanie cierpienia za kogoś , w współczesnym świecie nadal ma sens, według mnie ma , bo jest to też swoisty dar człowieka dla człowieka....
Obserwuj wątek
    • twoj_aniol_stroz Re: mam pytanie 16.02.11, 08:21
      Ma sens, jak najbardziej, natomiast ta radość, o której mówi x Sopoćko niekoniecznie jest wybuchem dzikiego szczęścia w człowieku cierpiącym wink Ja bym tę radość określiła raczej jako radość wynikającą z podarowania czegoś komuś. To nie zmienia mojego cierpienia, bo ono jest, ale nadaje jemu sens, jest po coś. Wiem o jaką radość chodzi, kiedyś zdarzyło się tak, ze na jednym z for zostałam dość solidnie skopana przez kogoś, od kogo nie spodziewałabym się takiego ataku i to dodatkowo w bardzo wstrętny sposób. No cóż, bywa. Faktem jest, że cierpiałam bardzo i w momencie kiedy uświadomiłam sobie, że tę krzywdę mogę ofiarować w intencji jednej konkretnej osoby poczułam jak buzia mi się rozjaśnia, poczułam, że wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z tego jak bardzo miałam ją ściągniętą i nagle się wyprostowała. Oczywiście poczucie skrzywdzenia nie minęło, bolało nadal, ale sens tego bólu był kompletnie inny. Niejako, bardzo upraszczając widziałam, że to cierpienie nie poszło "na marne" smile
      Natomiast niestety ludzie mają tendencję do likwidacji cierpienia (i nie mówię tu o uśmierzaniu bólu, leczeniu paliatywnym), ale o usuwaniu, nie dostrzeganiu cierpienia wokoło siebie. To tylko pozornie jest łatwiejsze życie.
      • wiesia140 Re: mam pytanie 16.02.11, 10:52
        A co z ludźmi , którzy nie potrafią się do końca pogodzić z własnym cierpieniem , są źle nastawieni do wszystkich i wszystkiego . To nie jest takie proste pogodzić się z własnym cierpieniem zwłaszcza ,że otoczenie generalnie mówiąc tego też nie ułatwia.
        • wiesia140 Re: mam pytanie 16.02.11, 10:55
          I ja w tej sytuacji przełamać siebie i się z tym pogodzić?
          • twoj_aniol_stroz Re: mam pytanie 16.02.11, 11:02
            Się nie łamać i nie zmuszać, bo na dłuższą metę to i tak bez sensu smile Raczej prosić o akceptację tego cierpienia. Ten brak akceptacji tez jest rodzajem cierpienia, które możemy ofiarować. Jezus nie wymaga od nas byśmy sami zwojowali nasze słabości, nasze lęki, ale chce, żebyśmy z tymi lękami lecieli do Niego, byśmy nie działali metodą "ja sama", ale byśmy pozwolili się zaopiekować Jemu. Moc w słabości się doskonali i ten brak akceptacji wobec cierpienia jest własnie tą słabością, z której Jezus uczyni siłę.
            Tak jak w tej piosence do Ducha Św:
            Przyjdź jako mądrość do dzieci
            Przyjdź jak ślepemu wzrok
            Przyjdź jako moc w mej słabości
            Weź wszystko co moje jest.

            • wiesia140 Re: mam pytanie 16.02.11, 11:27
              no ja to wiem , tylko ,że sama taka prośba o akceptację jest czasem nie lada wyczynem i wymaga sporej siły do uznania własnej słabości i chyba to jest w tym najtrudniejsze, czasem zwyczajnie po ludzku boję się ,że mi tych sił nie wystarczy, ale mimo wszystko czuję ,że On jest obok i chce się mną zaopiekować, czasem brakuje mi zaufania i wtedy czuję ,że jestem w Jego ramionach i odpoczywam.
              • twoj_aniol_stroz Re: mam pytanie 16.02.11, 20:24
                Ale Pan Jezus nie chce nas doskonałych, więc to co robisz jest tym co należy robić smile
    • kotkowa Re: mam pytanie 16.02.11, 09:16
      A ja nie do końca to rozumiem. Cierpienie jest czymś co nas spotyka często wbrew naszej woli i niezależnie od naszych decyzji, co więcej, spotyka nas także, gdy postępujemy dobrze. Zawsze było mi trudno zrozumieć sens cierpienia, zwłaszcza u np. dzieci. Skąd się wzięła teoria, że cierpienie jest ofiarowane za kogoś? Ja sobie zawsze tłumaczę, że to musi mieć jakiś sens, którego nie rozumiemy, to jest wola Boga, który ma w tym jakiś plan - ale najczęściej nie wiemy jaki, albo nie umiemy go dostrzec. Nie jestem przekonana, że cierpienie jest ofiarą za kogoś - nie wiem czy w ten sposób nie pójdziemy czasem na łatwiznę - może Bóg chciał nam coś przekazać, a my się zadowolimy tym, że to ofiara za kogoś. Czy to jest oficjalne stanowisko kościoła? taka interpretacja? bo spotkałam się z nią już kilka razy, ale nie jestem jej pewna, albo nie do końca ją rozumiem.
      • twoj_aniol_stroz Re: mam pytanie 16.02.11, 09:32
        Ale zaraz! Tu są dwie kwestie:
        1. cierpienie zawsze jest po coś, ma nas czegoś nauczyć, ma w czymś pomóc, ma skierować nas na drugiego człowieka. To nie ulega wątpliwości. Oczywiście, że cierpienie noworodka nie uczy samego noworodka, ale nas - rodziców.
        2. to my możemy dodać jeszcze coś do tej lekcji, do tej nauki. Możemy to nasze cierpienie ofiarować w jakiejś intencji, ale to już jest nasz wybór a nie obowiązek.
        Myślę, że większość ludzi zmaga się z pytaniem o sens cierpienia zwlaszcza malutkich dzieci. Sama się zmagam smile No, ale poza zadawaniem takiego pytania jest jeszcze zaufanie Bogu, że wie co robi, że jest w tym jakiś sens i być może kiedyś mi to wyjaśni (oczywiście pod warunkiem, że mi się to do czegoś przyda smile)
        • kotkowa Re: mam pytanie 16.02.11, 10:33
          No tak to ok, z tym się zgadzam i nie mam wątpliwości.
          • wiesia140 Re: 16.02.11, 11:34
            no dobra wracając do cierpienia dzieci , czy to ,że się rodzą chore często terminalne , ma jakiś sens. Przeciwnicy aborcji twierdzą ,że tak , zwolennicy ,że nie , a ja choć jestem przeciwnikiem aborcji ( bo uważam, że aborcja odbiera dziecku w ogóle szansę na cokolwiek, nawet chociaż by na szansę na to ,że mimo wszystko medycyna zdąży wynaleźć lek nim ono się narodzi) , czasami mam wątpliwości i nie łapię tu sensu. Co o tym myślicie Anioł , kotkowa.
            • kotkowa Re: 16.02.11, 14:59
              Przyznaję, że nie łapię jak dotąd sensu cierpienia niewinnego dziecka. I nikt mi jeszcze tego sensownie nie wyjaśnił. Aborcja dla mnie to zło samo w sobie, niezależnie od tego, czy się lek znajdzie, czy jest na to szansa, po prostu "nie zabijaj", to nie my decydujemy o życiu i śmierci. Nie mówiąc o tym, że nie wyobrażam sobie jak może człowiek człowiekowi coś takiego zrobić i to w łonie matki, które powinno być ostoją bezpieczeństwa dla bezbronnej istotki, która nie może uciec, krzyknąć, nic. Nie wiem, staram się tylko ufać, że Bóg jest dobry, że Bóg nie może chcieć dla człowieka niczego, co jest złe. Że Bóg nie cieszy się ze zła i cierpienia. O ile rozumiem, że cierpienie dorosłego człowieka może go czegoś nauczyć, co najmniej pokory, to w przypadku dzieci tego nie rozumiem. Może nauczyć oczywiście rodziców, ale czy o to chodzi? I czy to jest potrzebne? No niestety, czekam, żeby ktoś mądry mi to wyjaśnił, jak widzi tą sprawę kościół - ale może po prostu nikt tego nie wie, mamy jedynie ufać Bogu.
              • aka21 Re: 16.02.11, 18:26
                Cierpienie jest tajemnicą i pewno nią pozostanie. Ja cierpienie dzieci widzę jako konsekwencję błędów, złych decyzji osób starszych. Tak może drastycznie, Bóg dał wolność i jest temu wierny. Podczas II wojny św były prowadzone eksperymenty na ludziach, część z nich przeżyła, załozyła rodziny, ale konsekwencje tych eksperymentów mogą wyjść po latach, u pra, czy praprawnuków też niestety. Tak moze być z wieloma chorobami... Ja tak sobie to tłumaczę.. Wiem jedno, Bóg cierpienia nie zsyła, ani go nie chce. On tylko może z już zaistniałego cierpienia wyprowadzić dobro. Na pewno Bóg nie daje cierpienia dziecku po to by rodzice się nawrócili! Bóg jest miłościąsmile
                • wiesia140 Re: 17.02.11, 07:52
                  no dobra ako , ale w Biblii mamy przykład cierpienia niezawinionego ( choć nie do końca , bo kudzie są grzeszni) czyli Hioba i co z tym .....
                  • kotkowa Re: 17.02.11, 08:41
                    No tak, ale to właściwie nie stoi w sprzeczności z tym, co pisze aka21. Mój mąż właśnie tak samo rozumie tą sprawę. Uważa, że każde cierpienie jest wynikiem naszych grzechów i naszych decyzji - niekoniecznie tej osoby, która cierpi - może to być dalekoidąca konsekwencja czyichś wcześniejszych błędnych decyzji, grzechów. Te skutki mogą być tak odległe, że nawet nie dojdziemy ich przyczyny, ani związku z jakimś wcześniejszym wyborem. Aka21 podała przykład eksperymentów w obozach koncentracyjnych - może to, że wówczas ktoś komuś wyrządził takie zło, odbija się jeszcze dziś na potomkach ludzi poddanych ekperymentom. Oczywiście, że jest to cierpienie przez nich niezawinione - ale jest zawinione przez kogoś innego. Z Hiobem też mogło tak być - Bóg tylko pragnie, żebyśmy w tym naszym cierpieniu Jemu ufali.
                    • wiesia140 Re: 17.02.11, 09:39
                      Bóg tylko pragnie, żebyśmy w tym naszym cierpieniu Jemu ufali.

                      no tak i ja się z tym zgadzam , ale dlaczego to takie trudne , to tak jakbym musiała iść po rozżarzonych do białości węglach , no jakoś trzeba przejść i wiem ,że muszę , ale się boję , a znowu z drugiej strony wyciągam ręce ku Panu i to takie trochę dziwne niby chcę , a jednak się boję.
                      • sylwia0405 wiesiu 17.02.11, 10:13
                        Wiesiu - to tak jak dziecko, które uczy sie chodzić. Najpierw wstaje i stawia pierwsze kroki przy szafkach, stołkach, czymkolwiek - czego można sie przytrzymać. Potem chciałoby iść dalej... bardzo by chciało - ale się boi, szczęśliwie ryzykuje, zostawia szafki i stawia pierwszy samodzielny krok, potem drugi... czasem upadnie, ba porządnie nieraz się poobija - ale wstaje i znowu próbuje. Myślę, że w życiu też musimy być jak te dzieci. Jak nie zaryzykujemy to nie nauczymy się chodzić
                      • bratyska Re: 17.02.11, 10:53
                        Ja w cierpieniu jakoś tracę kontakt z Bogiem. Po prostu nie potrafię wyjść poza nie. Pochłania mnie zupełnie zarówno cierpienie fizyczne jak i psychiczne. I nie mam myśli o tym, że mogę za kogoś je ofiarować, że ma sens itp. Jest mi źle i jedyne czego chcę by było lżej. I kręcę się wokół tego. I nieważne że teraz np. wiem, że mogę je ofiarować, że pewnie jest po coś, bo jak przychodzi, to zapadam się. Za każdym razem... a potem mam myśli że mogłam uczynić dar, a egoistycznie byłam skupiona tylko na sobie...

                        Co do cierpienia niezawinionego. Przekładam to na własną optykę. Nie chcę, by moje dziecko cierpiało, a jednak idę z nim na pobranie krwi, szczepienie. Przecież z punktu widzenia dziecka to okrutne. Ono nie rozumie, że to ma sens, że jest ważne. Widzi tylko, że rodzic zamiast ochraniać, trzyma rączkę, że zgadza się by cierpiało. W trakcie krzyczy, wyrywa się, a potem wtula się i wypłakuje w rodzica. I nie ma żalu, sprawa zamknięta.

                        Podobnie sprawa cierpienia dziecka by nawrócił się ktoś w rodzinie (a może nawet nie w rodzinie, tylko ktoś obcy). Gdyby moje jedno dziecko było śmiertelnie chore i jedynym ratunkiem byłaby operacja czy coś podobnego, co by sprowadziło cierpienie na drugie dziecko, to też bym się zgodziła. I byłabym z tym niewinnie cierpiącym, ale mam inną perspektywę niż dziecko i wiem, że to jest dobre.
                        Co jest dla mnie bez sensu w oczach Boga ma sens. I tego się trzymam i tego że Bóg potrafi ze zła wyprowadzić dobro a więc to ono jest zawsze na końcu smile
    • marzek2 Re: mam pytanie 17.02.11, 12:46
      Myślę, że Bóg nie chce, żebyśmy cierpieli. Jest kochającym Tatą, a żaden rodzic nie cieszy się, gdy jego dziecko cierpi. Z drugiej strony jednak czasem ból, cierpienie przynoszą owoc w postaci zmian w nas, jakiegoś kształtowania się dojrzałości. Tak jak ja, gdy widzę, że moje dziecko cierpi ucząc się czegoś, przykro mi, że ono cierpi, ale cieszy mnie, że to cierpienie nie idzie na marne, że służy jakiemuś większemu dobru, np rozwojowi charakteru dziecka.

      A teraz o cierpieniu, które wg naszego ludzkiego pojmowania nie ma sensu - choćby cierpieniu malutkich dzieci. Ja sobie tłumaczę to tak, że po prostu nie żyjemy w idealnym świecie. Żyjemy w chorym świecie, chorym na grzech. I nie ma co liczyć na to, że będzie idealnie, dopóki Jezus nie powróci po raz drugi i wszystko nie poukłada się tak jak powinnosmile

      Mój pastor powiedział mi kiedyś dobrą radę, w chwilach, gdy nie rozumiesz, gdy cierpisz uchwyć się wiary, choćby jednego wersetu, jednej prawdy o Bogu i tego się trzymaj. Nie zaprzeczaj swoim uczuciom, przyznaj, że jest Ci trudno, przyznaj, że nie rozumiesz, że boli. Ale potem - przez wiare, przez zaufanie do Boga powiedz: "Jest tak i tak. Ale... Ale chwycę się tej jednej rzeczy i zaufam, że Bóg poprowadzi mnie przez te wątpliwości choćby o tej jednej tratwie ratunkowej".
      • sion2 Re: mam pytanie 17.02.11, 15:00
        Mogę się podpisać pod tym co napisala Marzek.
        Mocno wierzę i też jest to jakaś wykładnia Kosciola aczkolwiek nie w sensie dogmatu wiary, to tylko próba wytłumaczenia rzeczywistosci w jakiej żyjemy - że świat to system naczyn połączonych. Swiętośc jednego człowieka owocuje nie tylko w jego życiu ale ma szerokie odbicie wokoł takiego człowieka. Podobnie grzech.
        Swiat po grzechu pierworodnym chociaz odkupiony przez Chrystusa nie cały jeszcze dostąpił zbawienia. Szatan działa nadal. Choroby - według Pisma św są konsekwencja grzechu, pierwszego grzechu człowieka. Nie zawsze wprost i bezposrednio u jednego człowieka, nie o to chodzi. Przeciez niemowleta choruja a nie grzeszyły swiadomie. Chodzi o to że choroby i cierpienia w ogóle zaistnialy na swiecie dlatego że człowiek zgrzeszył.
        Konsekwencjami grzechu pierworodnego jest ogarnieta cała natura, cały swiat stworzony. Dlatego cierpia tez zwierzeta.
        I choroba niewinnego dziecka może własnie o tym przypominac - o ludzkiej kondycji wobec Stwórcy, może dawać do myslenia że jesli człowiek na skutek złej hierarchii wartości żyje w pędzie, biegu, stresie, źle sie odzywia, mało spi, uzywa bardzo duzo chemii, stosuje antykoncepcje, oddycha skazonym powietrzem - to rodzenie się chorych dzieci czyż nie jest własnie tego konsekwencją? I to że ja tak żyje a nie inaczej to może moje dzieci urodzą sie zdrowe a "padnie" na dziecko sąsiada ale czy mozna miec pretensje do Boga?

        Odnosnie ofiarowywana cierpienia za kogos. Dla mnie to coś bardzo ważnego łączyc swoje cierpienia z Ofiara Chrystusa. To nie moje cierpienie komus pomoże ale moje cierpienie ofiarowane Chrystusowi - tak. Mozna znalezc wiele frgamentów w listach apostolskich gdzie zwlaszcza sw Paweł pisze o rodzeniu wierzacych w bólach, o cierpieniu dla nich, wręcz o "dopełnianiu udrek męki Chrystusa". To wielka łaska że możemy sobie nawzajem ofiarowywac takie dary. Gdyby nie ta mozliwosc, jaka wartośc mialoby zycie setek tysiecy ludzi przykutych do łóżek przez całe życie, gdy wszyscy wokoł muszą sie nimi zajmowac?

        Fragmet z "Matka Teresa: Ukryty Ogien"
        " W tak radykalnym miłosierdziu Bóg bierze na siebie nie tylko nasz grzech, ale także towarzyszące mu ból i wstyd. Musimuy tylko wyrazić to Boże Miłosierdzie za pomocą ludzkich określeń aby lepiej pojąc jego radykalną rzeczywistość. Jaki dentysta bierze na siebie ból swoich pacjentów? jaki sędzia, bez względu na to jak bardzo jest miłosierny, wziłaby na siebie wyrok oskarżonego? Bóg nigdy nie ucieka przed konsekwencjami swojego pragnienia wobec nas, bez względu na cenę "aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej" (Flp2,8). Nie ignoruje ani nie wywołuje ludzkiego cierpienia - cały się w nim zanurza. Wypełnia nasz ból, Swoją miłością, bierze go na siebie, doswiadcza go w pełni jego okrucieństwa i rozsadza jego więzy od srodka. Bóg przemienia nasz ból i umieranie nie jedynie wnowe życie (to znaczy wznawia nasze poprzednie życie), lecz w jakościowo inne życie, bedące udziałem w Jego życiu jako wolnym darze. "
      • aka21 Re: mam pytanie 17.02.11, 15:04
        Marzek! Dokładnie tak! Tylko wybrani potrafią z radością przyjmować cierpienie i o nie prosić, o jego dopuszczenie(To święci wg KKsmile)! Cierpienie nie pochodzi od Boga! My mamy je przetrwać, mamy pełne prawo prosić Boga by nas od niego uwolnił, bo pomógł nam przez nie przejść, wcale nie mamy się z niego ciszyć! Ofiarować możemy jak potrafimy, ale nie musimy! Tak naprawdę nic nie musimysmile. Bóg dał nam wolnośćsmile i mamy ją jak najlepiej wykorzystaćsmile
        Oj, fajnie Cię przeczytaćsmile Dobrze, że jest Twój blog, bo przynajmniej wiadomo, że żyjeciewink.
        Serdecznie pozdrawiam!!
    • 11.jula Re: mam pytanie 17.02.11, 17:00
      O cierpieniu mogłabym napisać pracę doktorską. To moje drugie życie, niestety. I o ile to fizyczne dam radę znieść, psychicznego już coraz mniej. Ostatnio jak byłam w szpitalu, to całe ówczesne cierpienie fizyczne, ofiarowałam w intencji osoby, która się do moich cierpień mocno przykłada. Nie powiem, dużo mnie to kosztowało, ale przemogłam się i... na drugi dzień niesamowita ulga.
      Myślę, że gdybym nie była wierząca i nie ofiarowała tego wszystkiego Bogu, nie pogodziła się z Jego wolą (choć nie powiem, kłócę się z Nim często), to dawno bym zawisła na jakiejś gałęzi. A tak, jest ciężko, ale wiem, że to ma jakiś sens, który może niekoniecznie w tym życiu zrozumiem. Zresztą gdzieś przeczytałam, że lepiej tu na ziemi cierpieć długie lata, niż po śmierci choć jeden dzień. Kiedy mam juz serdecznie dość, to wkurzam się na to zdanie, buntuję całą sobą - ale wiem, że to prawda.
      Cierpienie niezawinione - chore dzieci itd. Nie staram się tego zrozumieć. Bo tego nie pojmę, tak jak nie pojmuję dlaczego Jezus zgodził się dobrowolnie cierpieć. I to tak okrutnie - zarówno fizycznie jak i psychicznie. I to między innymi dla mnie. A kimże to ja takim ważnym jestem??? Jeśli to pojmę, to każde inne cierpienie też pojmę.
    • wickedwoman Re: mam pytanie 26.02.11, 11:38
      dla mnie ma ogromhy...ponieważ jest to świat w którym panicznie uciekamy od cierpienia
      na wszystko apap i goździkowa...
      a cierpienie jest też częścią życia, bardzo trudno mi je przyjąć-zwłaszcza to psychiczne, ale zauważyłam, że zawsze wynika z niego jednak coś dobrego
      • sion2 trochę cytatów 26.02.11, 16:01


        Jeżeli człowiek staje się uczestnikiem cierpień Chrystusa — to dlatego, że Chrystus otworzył swe cierpienia dla człowieka, że On sam stał się w swoim odkupieńczym cierpieniu poniekąd uczestnikiem wszystkich ludzkich cierpień. Człowiek odkrywając przez wiarę odkupieńcze cierpienie Chrystusa, odkrywa zarazem w nim swoje własne cierpienia, odnajduje je przez wiarę na nowo, nasycone nową treścią i nowym znaczeniem (Salvificis Doloris, 20).

        (…wink Cierpieć — to znaczy stawać się jakby szczególnie podatnym, szczególnie otwartym na działanie zbawczych mocy Boga, ofiarowanych ludzkości w Chrystusie. W Nim Bóg potwierdził, że chce działać szczególnie poprzez cierpienie, które jest słabością i wyniszczeniem człowieka — i chce w tej właśnie słabości i wyniszczeniu objawiać swoją moc (Salvificis Doloris, 23).


        Zawiera się w cierpieniu jakby szczególne wyzwanie do cnoty, którą człowiek musi wypracowywać ze swojej strony. Jest to cnota wytrwałości w znoszeniu tego, co dolega i boli. Czyniąc to, człowiek wyzwala nadzieję, która podtrzymuje w nim przeświadczenie, że cierpienie go nie przemoże, nie pozbawi właściwej człowiekowi godności wraz z poczuciem sensu życia (Salvificis Doloris, 23).

        (…wink Przy boku Chrystusa pierwsze i uprzywilejowane miejsce zajmuje Jego Najświętsza Matka, która całym życiem złożyła godne naśladowania świadectwo tej szczególnej ewangelii cierpienia. Wszystkie cierpienia, które złączyły się w Niej jakby w jedno, nieprzerwane pasmo, świadczą nie tylko o niewzruszonej wierze Maryi, ale stanowią Jej wkład w dzieło powszechnego zbawienia (…wink. Jako świadek męki Syna, dzięki obecności i jako jej uczestniczka poprzez współcierpienie, Maryja dała jedyny w swoim rodzaju wkład w ewangelię cierpienia (Salvificis Doloris, 25).

        Poprzez wieki i pokolenia stwierdzono, że w cierpieniu kryje się szczególna moc przybliżająca człowieka wewnętrznie do Chrystusa, jakaś szczególna łaska. Tej łasce zawdzięcza swoje głębokie nawrócenie wielu świętych, jak choćby św. Franciszek z Asyżu, św. Ignacy Loyola i wielu innych. Owocem owego nawrócenia jest nie tylko to, że człowiek odkrywa zbawczy sens cierpienia, ale nade wszystko to, że w cierpieniu staje się całkowicie nowym człowiekiem. Znajduje jakby nową miarę całego swojego życia i powołania (Salvificis Doloris, 26).

        (…wink Prawie każdy [człowiek] wchodzi w cierpienie z typowo ludzkim sprzeciwem oraz z pytaniem „dlaczego”. Pyta o sens cierpienia i szuka na to pytanie odpowiedzi na swoim ludzkim poziomie. Niejednokrotnie zapewne stawia to pytanie również Bogu — i stawia wobec Chrystusa. Nie może przy tym nie dostrzegać, że Ten, wobec kogo stawia swe pytanie, sam cierpi — a więc, że chce mu odpowiadać z Krzyża, z pośrodka swego własnego cierpienia. Trzeba jednakże nieraz czasu, nawet długiego czasu, ażeby ta odpowiedź zaczęła być wewnętrznie słyszalna. Chrystus bowiem na ludzkie pytanie o sens cierpienia nie odpowiada wprost i nie odpowiada w oderwaniu. Człowiek słyszy Jego zbawczą odpowiedź, w miarę jak sam staje się uczestnikiem cierpień Chrystusa (…wink.Chrystus nie wyjaśnia w oderwaniu racji cierpienia, ale przede wszystkim mówi: „Pójdź za Mną!” Pójdź! (Salvificis Doloris, 26).

        Każdy chory jest wezwany do bycia apostołem wobec dzisiejszego człowieka. Umierając na krzyżu, Jezus Chrystus mówi: (…wink Pamiętaj, że twoje cierpienie ma charakter zbawczy, gdyż człowiek cierpiący jest zjednoczony z Chrystusem i nie tylko znajduje moc do zaakceptowania swojego cierpienia, ale własnymi cierpieniami dopełnia udręk Chrystusa… (…wink. Zbawienie realizuje się również przez wasze cierpienie (Jan Paweł II, Przemówienie do chorych w katedrze Southark, 28.V.1982r.)

        Cierpienie jest zaproszeniem do upodobnienia się do Syna spełniającego wolę Ojca. Ono ofiarowuje nam możliwość naśladowania Chrystusa, który umarł, aby okupić ludzkość z grzechu. Tak więc Ojciec chciał, żeby cierpienie ubogaciło jednostkę i cały Kościół (Jan Paweł II, Przemówienie do chorych w katedrze Southark, 28.V.1982r.)

        Cierpienie pozwala doskonalić czynienie daru z siebie i osiągnąć najwyższy stopień miłości (por. J 13,1), dzięki temu, który „umiłował i samego siebie wydał za nas” (Ef 5,2). Cierpienie jako uczestnictwo w tajemnicy krzyża może być przyjęte i przeżywane jako współpraca zbawczym posłannictwie Chrystusa (…wink. Ziemskie cierpienie, kiedy zostaje przyjęte w miłości, upodabnia się do gorzkiej pestki zawierającej ziarno nowego życia, skarb boskiej chwały, którą człowiek otrzyma w wieczności (…wink (Jan Paweł II, środowa audiencja generalna, 27 .IV. 1995r).

        Krzyż Chrystusa jest najdoskonalszym objaśnieniem sensu cierpienia oraz jego wartości w życiu i historii… Krzyż jest też wezwaniem do odpowiedzi miłością na miłość. Nie zawsze jesteśmy w stanie znaleźć w planach Bożych odpowiedź na pytanie dlaczego cierpienie znaczy drogę naszego życia. Dzięki jednak wierze możemy osiągnąć pewność, że chodzi tu o plan miłości, w którym cała ogromna gama krzyży, małych i dużych, zmierza do całkowitego złączenia się w jednym Krzyżu (Jan Paweł II, Audiencja z 30 marca 1983r).

        Z paradoksu krzyża rodzi się odpowiedź na najbardziej niepokojące nas pytania. Chrystus cierpi za nas: bierze na siebie cierpienie wszystkich i je odkupią. Chrystus cierpi z nami, pozwalając nam dzielić z Nim nasze cierpienia. Zjednoczone z cierpieniem Chrystusa, ludzkie cierpienie staje się środkiem zbawienia. Oto dlaczego człowiek wierzący może powiedzieć za św. Pawłem: «Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony dopełniam niedostatki udręk Chrystusa w moim ciele dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół» (Kol 1, 24). Cierpienie, przyjmowane z wiarą, staje się jakby bramą wprowadzającą w tajemnicę odkupieńczego cierpienia Chrystusa. Takie cierpienie nie odbiera już pokoju i szczęścia, bo opromienia je blask zmartwychwstania (Jan Paweł II, Orędzie na Światowy dzień chorego, 2004, 4).


        (…wink
        • sion2 nie wiem czemu 26.02.11, 16:02
          ..... wszystkie cytaty się wkleiły z przymrużeniem oka!
          • wiesia140 Re: nie wiem czemu 01.03.11, 17:43
            pewnie były tam jakieś znaki , które system odczytał jako emotikony
        • wiesia140 Re: trochę cytatów 02.03.11, 00:27
          znalazłam też w sieci ciekawy artykuł myślę ,że dobrze oddaje sens zawierzenia swojego cierpienia Bogu. Chciałam się was zapytać , czy potraficie tak zaufać Bogu i Mu się powierzyć, w tym cierpieniu, bo u mnie czasem jest z tym trudno ...

          Najlepsze pigułki

          Zapadł w mocny sen, który był silniejszy od bólu. Tabletka rozmowy z Matką Jezusa pomogła.

          W czasie mojego kapelańskiego obchodu spotkałem pana Wiesia, który przeszedł bardzo ciężką operację. - Jak się pan czuje? - zgadnąłem. - Trochę lepiej, ale czasem bardzo boli. - Jest pan bardzo dzielny i cierpliwy. - Tak, jeśli wezmę sporą dawkę moich ulubionych pigułek.

          I zaczął mi opowiadać, że następnego dnia po operacji, kiedy ból zaczął się wzmagać, a on wyczerpany myślał, że to już koniec, zażył małą pigułkę modlitwy. Powiedział do Maryi: ja już naprawdę nie dam rady, pomóż mi, bo nie wytrzymuję tego bólu. Maryjo, Ty jesteś pomocą chorym. Po tych słowach nic już nie pamięta. Domyślił się następnego dnia, że zapadł w mocny sen, który był silniejszy od bólu. Tabletka łagodnej rozmowy z Matką Jezusa pomogła.

          Chrześcijanin, którego wiara jest żywa i pełna zaufania, umie zwrócić się do Boga w różnych sytuacjach swojego życia. Modlitwa przynosi ulgę i światło, rozlewa pokój w sercu człowieka. A to jest ważne właśnie w chorobie, która bardzo rozbija, wprowadza w lęk i drżenie. Piękny jest człowiek, gdy się modli.

          Podchodzę do pani Zosi. Zaczynam od typowych pytań. Spostrzegam w jej rękach różaniec, a w oczach łzy, twarz ma lekko wystraszoną. Okazuje się, że trafiła wczoraj do szpitala z objawami zawału, przeprowadzono zabieg, po którym czuje się lepiej. - Modlę się, dziękując Bogu za lekarzy, ale również dlatego, że przy Nim jestem bezpieczna. To takie moje stałe tabletki, które kilka razy w ciągu dnia połykam. - Udzielę ci sakramentu chorych - mówię - bo to duchowa pomoc Jezusa dla braci i sióstr, którzy cierpią.

          Wielokrotnie przekonałem się w mojej praktyce duszpasterskiej, jak wielką łaską i pomocą dla cierpiących jest namaszczenie chorych. Pani Ela, młoda kobieta, matka czworga dzieci, trafiła do szpitala z powodu guza w głowie. Kiedy przyprowadzono ją do kaplicy szpitalnej, była pełna niepokoju i mocno rozbita, nosiła w sobie czarne scenariusze, że po operacji nie będzie mogła ruszać nogami ani wykonywać żadnych czynności. Po każdej Mszy Świętej pytam obecnych na niej pacjentów, czy chcą przystąpić do sakramentu chorych. Również jej zaproponowałem przyjęcie tego sakramentu. Zgodziła się. Już po operacji, kiedy przyszła na kontrolne badanie, przyznała się, że po namaszczeniu świętym olejem doświadczyła wewnętrznego pokoju i pewności, że operacja się powiedzie. - Proszę księdza, poczułam się tak, jakbym zażyła tabletkę uspokajającą i wyciszającą.

          Zawsze mnie zadziwiało, że Jezus nie wyjaśniał sensu cierpienia; wolał wezwać każdego do pójścia za Nim, mówiąc: weź swój krzyż i naśladuj mnie. Chodź za mną. Twoje cierpienie będzie częścią dzieła zbawienia, które spełnia się przez moje cierpienie, przez mój krzyż. Jeśli nauczysz się obejmować swój krzyż, jednocząc się duchowo z moim krzyżem, objawi ci się zbawczy sens cierpienia.

          Zachęcam pacjentów, którzy przyjmują łaskę sakramentu chorych, aby swoje cierpienie, chorobę, ból oddali Jezusowi za konkretnych ludzi, za ich zbawienie, prosząc o rozwój dobrych dzieł, za misjonarzy, za posługę papieża. Przyjmują to ze zrozumieniem, wręcz pytają: czyja mogę ofiarować cierpienie za mojego syna, który odszedł od Boga, i prosić o jego nawrócenie?

          Noszę też w pamięci, można rzec, cudowne uzdrowienia po przyjęciu sakramentu chorych. Marcin, odwiózłszy znajomego na lotnisko, w drodze powrotnej uległ ciężkiemu wypadkowi. Kiedy trafił na oddział intensywnej opieki medycznej, lekarze nie dawali mu szansy przeżycia. Podszedłem do niego, udzieliłem mu sakramentu chorych, a jego mama poprosiła o dziewięć Mszy Świętych w intencji uratowania życia syna. Szturmowaliśmy niebo. Dziś Marcin jest doktorantem na jednej z uczelni lubelskich, a w sierpniu zawrze sakrament małżeństwa.

          Modlitwa osobista, zamówiona Eucharystia, a także udzielanie sakramentu chorych stanowią dla chrześcijanina swoistą pigułkę duchową, która wzmacnia słabe, bolejące ciało, ale nade wszystko ducha, który pomaga pokonywać ból ciała i go ukierunkowywać. W ten sposób w każde cierpienie ludzkie wchodzi Ktoś, Kto je z nami dzieli i znosi; to współczująca miłość Boga jest źródłem pocieszenia.


          ks. Arkadiusz Zawistowski
          • sion2 Re: trochę cytatów 02.03.11, 15:20
            Ja mogę tylko potwierdzić że zwracanie sie do Matki Jezusa naprawdę skutkuje Jej wstawiennictwem u Boga i łaskami. Błagam nie piszcie komentarzy w rodzaju "ach, a nie lepiej prosto do Boga" " a gdybys sie zwrocila prosto do Boga to nie dostalabys tej łaski" etc.
            Do Boga zwracam się wiele wiele razy w ciagu dnia, nieustannnie, On jest moim punktem odniesienia jedynym, najwazniejszym. Wstawiennictwo Maryi jest tylko pomocą w nawiązywaniu głebszej relacji z Bogiem, z Jezusem.
            Nie sposób mi zliczyc łask jakie otrzymalam dzieki Jej macierzynskiej opiece. Z ostatnich tygodni chocby to że mialam problem z narastająca niechęcią do modlitwy w ciagu dnia. Nie w postaci aktów strzelistych ale tak że poswięcic Bogu czas od... do... żeby zarezerwowac swoją uwagę, mysl i siły tylko dla Niego przez jakis czas w ciagu dnia. Zaczłęam sobie skracac ten czas, wymigiwac sie... zauwazylam to, walczylam z tym sama i zero efektu. Zawierzyłam ten problem Maryi, prosiłam "pomóz mi, zrób cos z tym, naucz mnie modlić się". I widze po tych ładnych paru tygodniach że nie wiem kiedy ale czas na modlitwe sie wydłużył, mniej uciekam, jestem więcej wierna.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka