Kilka lat temu prosiłam na tym forum o pomoc dla samotnego ojca z 9-miesięczną wówczas córeczką. Matka zginęła w wypadku, potrącona przez samochód, gdy spacerowała z małą. Ojciec (niekoniecznie najlepiej przystosowany społecznie) został sam, bez pomysłu na cokolwiek. Kilka osób zareagowało na ten apel, udało się ich jako-tako zaopatrzyć, pomoc prawną pomogłam zorganizować, leczenie dziecku (alergiczka) itp.
Młodą zaopiekowała się finalnie siostra zmarłej ze swoim mężem (bezdzietni, ona po resekcji guza mózgu), zamieszkali w "komunie" z ojcem dziecka i wspólnie się nią opiekowali (żeby ojciec nie tracił kontaktu z dzieckiem, a jednocześnie miał codzienne wsparcie i mógł pracować zawodowo). Ta ciocia małej Esterki zmarła niecały miesiąc temu

Ale powiem Wam jeszcze, że Jarek (ojciec ten) ożenił się 1.5 roku temu z b. porządną kobietą. Są we 3 strasznie fajną rodziną, mała z żoną ojca zżyta, po alergii nie ma śladu, jakieś wspomaganie rozwoju itp też uskuteczniają. Stanęli na nogi. Nic im do szczęścia nie brakuje
I choć znowu jest o jedną osobę mniej, to jej dzieło pomocowe dało fajny efekt - pomogła w ostatnich latach życia stworzyć normalny dom dziecku, dała nadzieję ojcu tego dziecka, że "jeszcze będzie normalnie". Cieszę się, że przed śmiercią zobaczyła, że im się udało

I "zbudowała sobie pomnik trwalszy niż ze spiżu", bo pamięć o dobrych czynach zostaje - i w sercach ludzi, i w sercu Najwyższego.