Dodaj do ulubionych

a co wy na to ?

13.07.13, 14:48
Umiesciłam to na forum "rodziny wielodzietne z wyboru"

A co Wy na to ?





Dzisiaj nasza pani zachowała się bardzo dziwnie. Czekała na nas w klasie wydając głębokie westchnienia, a przecież zawsze jest wesoła. Wzdycha tylko, jak odpytuje Klotariusza, a wtedy Klotariusz robi się całkiem czerwony.
Powiedziała –„No dobrze, skoro pan minister, który zajmuje się naszą edukacją zdecydował odwołać się do młodzieży, by zmienić naszą mentalność, będziemy mieć lekcje wychowania seksualnego. A pierwszy, który zacznie się robić głupie żarty, pójdzie się zobaczyć z Rosołem”. Nikt nie miał ochoty robić głupich żartów, bo nasz Rosół też z nami nie żartuje.
Pani popatrzyła na nas i powiedziała, że najważniejsze w życiu, to być tolerancyjnym. My jesteśmy cholernie tolerancyjni. Więc wszyscy powiedzieli tak. A Ananiasz, który jest pieszczoszkiem naszej pani i zawsze siedzi w pierwszej ławce powiedział, że jest jeszcze bardziej tolerancyjny niż cała klasa, bo przecież ze wszystkiego jest najlepszy w klasie, z wyjątkiem w-f. Euzebiusz powiedział mu – „Nie bądź taki cwany kolego, bo zobaczysz, jaki ja jestem tolerancyjny” ! Myślę, że pani zrozumiała, że nie pójdzie łatwo.
Pani podeszła do tablicy, poczekała aż się uspokoimy i spytała z bardzo poważną miną : « Dobrze, kto jest dziewczynka, niech podniesie rękę”. Wszystkie dziewczynki podniosły ręce, także Klotariusz ale z trochę zakłopotaną miną.
Ale pani powiedziała tak : »Bardzo dobrze, Klotariusz, to twój wybór, jeśli chcesz być dziewczynką, masz prawo zadecydować”. Klotariusz zrobił się cały czerwony –„Nie proszę pani, ja chce iść siku”. Dobrze, powiedziała pani –„Możesz iść”. „Tylko nie wchodź do dziewczynek” – zawołał Euzebiusz. Ale pani uderzyła w biurko i powiedziała, że jeśli Klotariusz chce iść do toalety dziewczynek, to jego wybór i nie można sobie z tego robić żartów. Obowiązuje nas gender theory, która pozwala każdemu mógł wybrać płeć. I kazała nam napisać w zeszytach – „Każdy ma prawo wybrać płeć!”
„Jeszcze czego” - powiedział Rufus – „ja mam siusiaka, nie mogę zdecydować, że będę dziewczynką”. Pani mu wytłumaczyła, że to, co on robi, nazywa się heteroseksizm. I że trzeba wreszcie skończyć z heterokracją. Że jak tak dalej pójdzie, to nas wsadzą do ciupy jako homofobów. Popatrzyłem na Ananiasza, nawet on zrozumiał.
Wszystko się komplikowało, juz wolałbym chyba lekcję matmy. Pani wyczuła, że się trochę zgubiliśmy, postarała się wyjaśnić innym sposobem: „Macie ciała… to wy decydujecie… „ „A ja mam drugie śniadanie, a nie jakieś ciało !” zawołał Alcest. „Moje ciało to ja !” Muszę wam powiedzieć, że Alcest to taki kolega, który ciągle je, cały dzień coś przeżuwa, ma czas zastanawiać się nad życiem. Jak się z kimś bije, to mu trzymam rogalika, a potem zawsze mi daje ugryźć kawałek.
« Dobrze » - powiedziała pani –« kontynuuję ». Dziwne nam się to wydało, ale nic nie mówiliśmy, bo nie chcieliśmy jej robić przykrości. Zabrała się za rysowanie białego kółeczka na tablicy. „To jest spermatozoid”. I poprosiła mnie, żebym powiedział, co rozumiem przez to słowo. Dobrze się złożyło, bo właśnie tata w zeszłym tygodniu opowiadał mi, że jest kupa takich małych ziarenek, które tata daje w prezencie mamie i potem z tego rośnie dzidziuś i cyk ! - Dziecko się rodzi ! Wszyscy je całują i dzwoni się do babci, że została babcią.
„Dziękuję Mikołaju” – powiedziała pani. „Kontynuuję. Oczywiście myślicie wszyscy, że rodzina to tatuś, mamusia i dzieci. Jednak są inne modele i byłoby zupełnym wstecznictwem tego nie uznać. Jeśli dwaj panowie albo dwie panie kochają się nie ma powodu, żeby im zabronić zawrzeć związek małżeński i pozwolić adoptować dziecko”.
„To fajnie się składa” – zawołał Rufus. ”Ja bardzo kocham Leonię i Kloe, to się ożenię z nimi obydwiema, bo one też mnie kochają”. Leonia powiedziała, że absolutnie się nie zgadza, a Kloe powiedziała, że ożeni się ze swoim tatą. Jeśli dwaj panowie mogą się żenić, to ona może ze swoim tatą, bo ona bardzo kocha swojego tatę. ”Acha” – zawołał Rufus – „ale on już jest ożeniony z twoja mamą” !
Pani powiedziała, że nie jest to tematem lekcji, szkoda,akurat zaczęliśmy się fajnie bawić. Znowu zastukała w stół i dalej tłumaczyła, że postęp techniki pozwala nam robić, co nam się zamarzy. Można robić dzieci w szkle, trzymać w lodówkach i wynajmować sobie brzuchy.
Wytłumaczyła nam, że pan może dać te małe nasionko dwom paniom, które z pomocą pana doktora już sobie dalej same poradzą. Albo dwaj panowie pomieszają swoje nasionka i pójdą w odwiedziny do pani, żeby dała swoje nasionko i to wszystko można dać innej pani, która zrobi sobie dziecko w brzuszku i potem odsprzeda je tym panom.
« Ja » - powiedział Rufus –« widziałem reportaż w telewizji, że niedługo będzie można mieć swojego klona ! Jeśli ktoś siebie kocha, ma prawo mieć swojego klona !» Ananiasz powiedział, że byłoby najlepiej, żeby jego sklonować, bo się najlepiej uczy. Na pewno pan minister będzie wolał, żeby klonowac jego zamiast Rufusa.
Już mieli się zacząć bić, ale Geoffroy spakował się i założył plecak. ”Dokąd idziesz ? - spytała pani. „Idę sobie. Jeżeli można wybrać płeć, można wybrać i gatunek. Ja chce być pingwinem. Pingwiny nie chodzą do szkoły, idę do domu”. Popatrzyłem na Geoffroy’a, on naprawdę jest podobny do pingwina ! I zresztą to jego wybór ! Ale Geofrroy spojrzał na panią i zrozumiał, że lepiej wrócić na swoje miejsce.
Już mieliśmy znowu zacząć rozróbę, ale przestaliśmy, bo okazało się, że na końcu klasy płacze Julietka. Ona nigdy nic nie mówi. Julietka płakała, bo jeśli to jest tak, to ona rzuci się z mostu. I tak jest trudno żyć, jak się ma rodziców w separacji. A jeśli teraz zaczną robić dzieciaki bez taty i mamy, to ona uważa, że to niesprawiedliwe i głupie. I jeśli wszyscy mają prawo do miłości, to może nie należy zapominać, że dziecko ma prawo do mamy i taty. I że to jest po prostu równość wobec prawa. I że można dać tyle tatusiów dziecku, ile się chce, ale to nie zastąpi mamy !
Powiedziała to jednym tchem, pani patrzyła na nią z otwartymi ustami i widziałam, że zaraz zacznie płakać. Ale nie płakała. Przytuliła Julietkę, ucałowała jak mamusia czasem mnie i coś jej miłego szepnęła do ucha. Potem popatrzyła na nas, jednym ruchem wytarła tablicę i powiedziała -to wszystko jakieś głupoty, nie można pozwalać robić ludziom wszystkiego, co im się zamarzy. I żeby pan minister spróbował zrobić tę lekcję za nią. A na razie, to zrobimy lekcję gramatyki. No nie…
Obserwuj wątek
    • mader1 Re: a co wy na to ? 13.07.13, 19:15
      " Popatrzyłem na Geoffroy’a, on naprawdę jest podobny do pingwina ! I zresztą to jego wybór ! Ale Geofrroy spojrzał na panią i zrozumiał, że lepiej wrócić na swoje miejsce. " smile))

      Nie pamiętam tego wcale smile
      • andrzej585858 Re: a co wy na to ? 13.07.13, 20:10
        To ja zapytam się raczej co wy na to? Taki ma być "katolicyzm postępowy"? Papiez ma propagować politeizm?

        "- Słuszny wydaje mi się powrót do politeizmu, czyli uznania wielu bóstw – powiedział w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” były jezuita prof. Stanisław Obirek. - To brzmi jak oksymoron, ale on pozwoli odkryć pierwotną intuicję monoteistyczną, w której nie chodziło o wykluczanie innych, tylko o odkrycie nitki porozumienia z jedyną transcendencją – dodaje.

        Obirek przekonuje także, że promocją politeizmu powinien zająć się papież Franciszek, a także imamowie i rabini. - To zadanie dla Franciszka, dla imamów i rabinów, żeby pozwolić ludziom utrzymywać w sobie iskrę bożą bez konieczności utożsamiania jej z określonym Kościołem. Przychodząc na świat mamy w sobie zakodowany program boski i ważne, by nikt nam go nie zepsuł religijną socializacją – oznajmia były jezuita.

        Ale politeizm w istocie Obirkowi nie wystarcza. On chce wyeliminować nawet określenie Bóg ze swojego słownika. - Coraz mniej lubię używać rzeczownika „Bóg”, bo za szybko uruchamia cały świat skojarzeń, które polaryzują świat – dodaje. A dalej przekonuje, że polski Kościół jest totalitarny, a Jarosław Gowin „chciał nam urządzić teokrację”."

        Jednym słowem - Bóg to relikt, ewentualnie konstrukt kulturowy.
        • twoj_aniol_stroz Re: a co wy na to ? 13.07.13, 22:37
          sumienie to straszna rzecz - czego to człowiek nie wymyśli byle tylko odzyskać choć odrobinę spokoju...
        • katriel Re: a co wy na to ? 14.07.13, 02:54
          Czy oryginalny wywiad, z którego pochodzą cytowane zdania prof. Obirka,
          jest gdzieś dostępny w sieci? Chciałam je przeczytać w kontekście.
          • mader1 Re: a co wy na to ? 14.07.13, 12:04
            Wyguglałam i wychodzi mi na to, że wywiad jest w dodatku świątecznym GW

            Za prof. Obirka się modlę i tyle. Nie szukam specjalnie jego wypowiedzi od jakiegoś czasu, ale jak znajdę, nie unikam.
            • otryt MądrośćSalomona. Dlaczego nie nawrócił się z błędu 09.09.13, 10:02
              mader1 napisała:

              >Za prof. Obirka się modlę i tyle.

              Oczywiście. Jako chrześcijanie powinniśmy tak robić. Zastanawia mnie jedna rzecz. Czy ktoś, kto grzeszył fałszywą teologią, zatrutą myślą kiedykolwiek się nawrócił? Szukam w myślach takiej osoby, czy to w Biblii czy w świecie i nie mogę znaleźć. Zazwyczaj chyba mamy ruch w jedną stronę aż do spektakularnego upadku. Znam przypadki ludzi, którzy nawracali się z drogi zbrodni i z innych grzechów. Może ktoś mi podpowie, czy są przypadki ludzi głoszących fałszywą teologię, którzy się nawrócili?

              Zawsze zastanawiała mnie postać króla Salomona. Podziwiałem jego mądrość. Pan Bóg dał mu wielki dar mądrości, o który prosił. Bogu bardzo podobała się prośba Salomona. Nikomu innemu nawet nie przyszło do głowy, by prosić o mądrość. Mądrość przyniosła Salomonowi niejako automatycznie wielkie bogactwo, sławę, potęgę w czysto ludzkim i militarnym rozumieniu. Dzięki mądrości posiadł wszystkie inne dary, o których człowiek może tylko pomyśleć.

              I nagle to wszystko się kończy. A może nie nagle? Może rzecz dzieje się w ukryciu a degradacja następuje w sposób niewidoczny, lecz systematyczny i nieunikniony?

              Na pewno ważne jest, aby modlić się za wszystkich księży i osoby w stanie duchownym, by wytrwały na dobrej drodze, by ich duszy i myśli nie skaził żaden toksyczny bakcyl. By ten bakcyl nie zatruł innych.
              • twoj_aniol_stroz Re: MądrośćSalomona. Dlaczego nie nawrócił się z 10.09.13, 07:49
                Bóg obdarza charyzmatami: Salomona charyzmatem mądrości, księży oprócz mądrości jeszcze innymi darami. To jest bardzo duże niebezpieczeństwo, bo komu wiele dano, wiele się od niego będzie wymagać. Taki charyzmat jest jak dziecko: z czasem wielu ludzi uważa je za swoje, coś co ma przynieść mu chwałę, coś na co zasłużył, czy wreszcie coś co posiada na własność i może tym dowolnie dysponować. Salomona zgubiła jego pycha i dążenie do potęgi za wszelką cenę. Stąd sojusze z państwami ościennymi często poparte małżeństwem z córkami władców tychże państw. Salomon widział w tych małżeństwach rozbudowywanie potęgi Izraela. Dla wzmacniania własnego państwa, swojej pozycji chciał iść na kompromisy z Bogiem i Jego zasadami. Bo przecież co jest złego w ślubie z Moabitką, czy Ammonitka, czy córką faraona egipskiego. To "tylko" ślub, a to, że Bóg zabronił ślubów poza ludem Izraelskim? Eeee, jakiś niedzisiejszy ten Bóg wink Albo co złego jest w wybudowaniu świątyni bóstwu moabickiemu, no przecież żona chce mieć blisko taką świątynię, by czcić swojego boga... No w sumie też drobiazgiem jest pójście z grzeczności od czasu do czasu do takiej świątyni... Bóg tego zabraniał? Ale przecież to było dobre na pustyni, wtedy te prawa miały znaczenie, teraz jest inna sytuacja, inne czasy... KLASYK I jak to się skończyło? Rozbiciem państwa izraelskiego, niewolą babilońską... Pycha, która pozwoliła Salomonowi myśleć, że charyzmat jest jego własnością... Podobnie jest z księżmi, może w mniejszej skali, ale mechanizm ten sam...
                A co do ludzi głaszących fałszywą teologię... Grzebię w pamięci i takiego jegomościa co to najpierw głosił prawdę, potem zszedł na manowce, potem się nawrócił i znów głosił prawdę to przychodzi mi tylko do głowy Dawid - ojciec Salomona.
                • luccio1 Re: MądrośćSalomona. Dlaczego nie nawrócił się z 19.09.13, 14:42
                  Jeszcze św. Augustyn, który na pewnym etapie utożsamiał się z manicheizmem.
          • mader1 Re: a co wy na to ? 14.07.13, 12:08
            Wyguglałam i wychodzi mi na to, że wywiad jest w dodatku świątecznym GW
            Tu?
            wyborcza.pl/magazyn/1,133158,14261207,Nie_psuc_boskiego_planu_religijna_socjalizacja.html
            Za prof. Obirka się modlę i tyle. Nie szukam specjalnie jego wypowiedzi od jakiegoś czasu, ale jak znajdę, nie unikam.

            "W swojego. Czuję, że we mnie jest jakaś iskra, którą przyrównałbym do daimoniona Sokratesa. Rzadko mi mówi, co mam robić, częściej, czego nie powinienem. Wierność sobie, autentyzm - to moja religia. "

            Tego nie będę szukała, nawet by zaspokoić ciekawość
            • andrzej585858 Re: a co wy na to ? 07.09.13, 07:55
              A co powiecie na tego typu zachowania? Co to ma wspolnego z rzetelnością i etyką, tak gorliwie zachwalana na łamach GW?

              "W fundacji mamy zasadę - gramy zawsze w otwarte karty. Prawda nie potrzebuje spisków, bo broni się sama. Kiedy swego czasu na jednym z większych kursów dla prolajferów znalazł się "kret", rozpropagował dodatkowo nasze działania w środowiskach feministycznych, pisząc na ich portalach jak to "nasza strona" jest dobrze zorganizowana i ile działań podejmuje. Kolejne podejście do "kreciej roboty" chciała zrobić Katarzyna Wiśniewska z Gazety Wyborczej. Zgłosiła się do nas na kurs jako ... prolajferka.

              Oczywiście te same dane osobowe łatwo nam było wytropić, ale postanowiliśmy ciągnąć temat z samą zainteresowaną. Najpierw skłamała, że nie pracuje, tylko studiuje. Na pytanie dlaczego chce przyjść na kurs odpowiedziała: „Jestem przeciwniczką aborcji i dlatego chciałabym się dowiedzieć, jakimi metodami przekonywać ludzi że aborcja jest złem." Na pytanie o pracę w Gazecie Wyborczej nie dostajemy odpowiedzi.

              Dzwonię więc pod numer, który nam podała - żadnej odpowiedzi. Gdy w końcu dodzwoniłam się do GW recepcjonistka, która mnie właśnie do Wiśniewskiej przełączyła, pyta jeszcze skąd dzwonię. "Fundacja Pro-prawo do życia" - odpowiadam. Na to hasło recepcjonistka przerywa połączenie mówiąc, że Wiśniewska nie podnosi słuchawki. Nie może mi podać do niej numeru, nie może powiedzieć o której będzie dostępna.

              Po co były te kłamstwa i prowokacja. Czy dziennikarz nie ma obowiązku mówienia prawdy? Czy Kodeks Etyki Dziennikarskiej nie stanowi, że tzw. dziennikarstwo śledcze można stosować tylko w przypadku "zbrodni, korupcji czy nadużycia władzy"? Ciekawe jakie zbrodnie Katarzyna Wiśniewska spodziewała się odkryć w środowisku obrońców życia? Prosimy pytać wprost, nie mamy nic do ukrycia."

              www.stopaborcji.pl/index.php/670-katarzyna-w-prolajferka
              Każda metoda jest dobra i etyczna, jezeli przy jej pomocy mozna będzie ośmieszyć religię, a zwłaszcza KK. Takie myslenie, jak widac z przytoczonego powyżej tekstu, wydaje się być dominujące w pewnych środowiskach.
              Najbardziej smutne jest natomiast to, że tzw. "postepowi" katolicy, mniej lub bardziej świadomie akceptują podobny typ myślenia, dając sobie narzucić styl narracji prezentowany przez "postępowe" media.
        • otryt Politeizm Obirka 09.09.13, 09:27
          Gdy czytam, to co napisał ten Obirek to robi mi się żal człowieka. Jeszcze kilka lat temu wydawało mi się, że niektóre z jego przemyśleń były ciekawe i godne zastanowienia. To, co czytam dzisiaj budzi moją litość i zażenowanie. Przecież jedną z podstawowych prawd wiary jest stwierdzenie, że jest jeden Bóg. Tego uczyliśmy się na lekcjach religii już w pierwszej klasie podstawówki. Słowo Bóg pisane z małej litery to ta sama maniera małych antyklerykałów na przeróżnych forach, którzy koniecznie chcą podkreślić swoją niechęć lub dystans do prawdziwego Boga, łamiąc nawet odwieczne zasady pisowni Z roku na rok wypowiedzi upadłych księży są coraz bardziej bełkotliwe, w myśl zasady, że jak Pan Bóg chce kogoś ukarać to mu rozum odbiera. To widać gołym okiem i z każdym rokiem pogłębia się. Myślę, że za parę lat wszyscy gorliwi czytelnicy Obirka, Bartosia i im podobnych chwycą się za głowę, że takimi banialukami poważnie się interesowali i aktywnie poszukiwali artykułów i książek. A jeśli tak się nie stanie, to zwolennikom Obirka Pan Bóg także rozum odebrał. W końcu Salomonowi, najmądrzejszemu człowiekowi wszechczasów też to samo się przytrafiło, że zgłupiał do reszty, gdy uwierzył w politeizm. Upadły ksiądz uczy papieża Franciszka teologii, to niezły kabaret.

          I zastanawia mnie tylko jedno. Dlaczego byli księża zamiast zająć się nowym życiem, poszukać nowej dziedziny w której mogliby być nawet profesorami, wciąż zajmują się teologią i Kościołem, który porzucili? Czym oni się różnią od mężów i ojców, którzy porzucili swe żony i dzieci, łamiąc daną przysięgę? Najśmieszniejsze jest to , że w mediach robią za ekspertów od Kościoła. W dniu wyboru papieża Franciszka na gorąco komentowano wydarzenia. Gazeta Wyborcza wystawiła dwóch, pożal się Boże ekspertów: Bartosia i Obirka. A ja pękałem ze śmiechu, gdy ich twarze widziałem na głównym portalu GW. Jakby nie było innych ludzi w Kościele do komentowania tych ważnych wydarzeń. Pomyślałem sobie, że wszyscy uczciwi księża i teologowie odmówili Gazecie.
          • andrzej585858 Re: Politeizm Obirka 11.09.13, 17:00
            otryt napisał:

            >
            > I zastanawia mnie tylko jedno. Dlaczego byli księża zamiast zająć się nowym życ
            > iem, poszukać nowej dziedziny w której mogliby być nawet profesorami, wciąż zaj
            > mują się teologią i Kościołem, który porzucili? Czym oni się różnią od mężów i
            > ojców, którzy porzucili swe żony i dzieci, łamiąc daną przysięgę? Najśmieszniej
            > sze jest to , że w mediach robią za ekspertów od Kościoła. W dniu wyboru papie
            > ża Franciszka na gorąco komentowano wydarzenia. Gazeta Wyborcza wystawiła dwóch
            > , pożal się Boże ekspertów: Bartosia i Obirka. A ja pękałem ze śmiechu, gdy ich
            > twarze widziałem na głównym portalu GW. Jakby nie było innych ludzi w Kościele
            > do komentowania tych ważnych wydarzeń. Pomyślałem sobie, że wszyscy uczciwi ks
            > ięża i teologowie odmówili Gazecie.

            Zamiast komentarza. Polecam artykuł A. Potockiego:

            "„Poczet świętych i błogosławionych”, „Żywoty świętych” czy „Święci wielcy i pomniejsi” – to tytuły wydawnictw, które wiernym i nie tylko, starają się przedstawić życiorysy najwybitniejszych postaci z historii Kościoła.

            Poświęcenie się prawdzie głoszonej przez Ewangelię, dotrzymywanie jej wierności oraz nieodłącznie związane z takim postępowaniem cierpienie, czy też używając innych słów „niesienie krzyża”, wyniosły tych ludzi na ołtarze, by stali się wzorem do naśladowania przez kolejne pokolenia ludzi. Na tym w dużym skrócie polega istota świętości. Pozazdrościła tej idei Kościołowi „Gazeta Wyborcza” i naśladując ją zaczęła lansować swoich świętych. „Wielkich i pomniejszych”.

            „Pomniejsi” to ci, którzy z różnych przyziemnych względów wystąpili ze stanu duchownego i teraz z pozycji świeckich potępiają w czambuł politykę Kościoła. Do czołowych „pomniejszych” zaliczają się: były jezuita, Stanisław Obirek oraz były dominikanin, filozof Tadeusz Bartoś. Do „byłych”, lansowanych przez „Gazetę Wyborczą” należał także suspendowany doktor habilitowany nauk humanistycznych Piotr Natanek. Jednak nawet jak dla tego „tolerancyjnego” środowiska zbyt daleko „odjechał”, tworząc praktycznie własny kościół. Taka postawa wychodzi jednak poza ramy dogmatu „świętego”, który wyznacza Czerska i „lans” się skończył. Natomiast Obirek i Bartoś spełniają normy i dalej są na topie.

            Bartoś uważa, że eutanazję trzeba zalegalizować, a wiarę w zmartwychwstanie Chrystusa porównuje do mitu, że Elvis Presley żyje. Z kolei skandalista Obirek, który swoje zainteresowania holocaustem i dialogiem polsko-żydowskim zakończył efektowną woltą – nawiązując romans z żoną ambasadora Izraela w Polsce, co skończyło się dyplomatyczną draką, skrzętnie zamiecioną pod dywan (w końcu stała się jego partnerką życiową), dalej wygłasza swoje tezy w mediach tzw. „głównego nurtu”. Już w 2005 r. ksiądz Adam Boniecki pocieszał:


            " On się pozbywa habitu, a nie intelektu. Na pewno będzie wykładał, pisał książki i artykuły, na naszych łamach chociażby."


            - Najgłośniejszy polski krytyk Jana Pawła II, jezuita Stanisław Obirek odchodzi z zakonu – martwił się „Przekrój”. - Męczennik za przekonania czy skandalista? To nie takie proste, bo wątki osobiste mieszają się tu z najważniejszymi problemami Kościoła.


            Rzeczywiście nie takie proste. Za jednym zamachem złamał dwa przykazania i łamie następne, a publicysta gazety ma dylemat. I tu w sukurs rusza niezawodny ksiądz Kazimierz Sowa, który znajduje odpowiedź na postawione pytanie. Stawia tezę, że Obirek po prostu jest … niepokorny.

            " - W mediach zawsze chętnie się udzielał i prawie zawsze miał inne zdanie."


            I tak powstała nowa grupa „niepokornych”. Do nich należą ci „wielcy”. Księża pełniący czynnie posługę. Ich posługa polega głównie na ciągłym byciu w mediach wrogich Kościołowi i wygłaszaniu różnych krytycznych opinii. Wyrosły dwie gwiazdy, świecące tak jasnym blaskiem, niczym Gwiazda Betlejemska. To ksiądz Boniecki i Wojciech Lemański były proboszcz z Jasienicy. Kiedyś przypomnę do lansowanych przez „Gazetę Wyborczą” „niepokornych” należał Ksiądz Michał Czajkowski były wiceprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. Ale z racji ujawnionej współpracy z komunistyczna Służbą Bezpieczeństwa (donosił m. in. na błogosławionego księdza Jerzego) musiał opuścić „parnas” vel „Agorę” i przepadł w medialnym niebycie.

            Ale pozostali mają się niezgorzej. 11 września w siedzibie na Czerskiej odbędzie się debata z udziałem m. in. ks. Lemańskiego, czy znanego ze swojej sympatii do Kościoła Katolickiego publicysty i teologa Jarosława Makowskiego. W loży ekspertów zasiądą psycholog społeczny, prof. Krystyna Skarżyńska, specjalistka od zmian w narodowej tożsamości Polaków poprzez „terapię”, dalekich od prawdy historycznej, książkami Jana Tomasza Grossa i epatowanie Jedwabnym. Leitmotivem panelowej dyskusji, moderowanej przez Agnieszkę Kublik (tez socjolog) ma być taki problem:


            zakaz publicznej wypowiedzi dotyka kolejnych księży, którzy odważyli się głosić opinie zgodne z własnym sumieniem, za to sprzeczne z sądami przełożonych. Takie restrykcje nałożono między innymi na księdza Adama Bonieckiego i na Wojciecha Lemańskiego.


            Organizatorzy stawiają jeszcze jedno pytanie:


            dlaczego księża, którzy odważnie przełamują kościelne tabu, narażeni są na represje, a jednocześnie kontrowersyjne sądy padające z ust o. Tadeusza Rydzyka oraz gości Radia Maryja znajdują poklask biskupów?”


            Otóż dlatego, że ojciec Rydzyk nie biega „pod rękę” z Nergalem, jak ksiądz Boniecki. Nergalem, który postponuje Biblię i uważa się, za zwolennika ideologii szatana. Nie mówi „róbta co chceta” młodzieży na „Przystanku Woodstock”, by po raz kolejny zabłysnąć w mediach. Tylko sam media tworzy i krytykuje w nich takie właśnie postawy.

            Może księdzu Bonieckiemu wydaje się, że w ten sposób nawraca. Znałem kilku takich, którzy w imię podnoszenia „upadłych aniołów” zaczynali „chodzić pod rękę” z kobietami „zawodowo lekkomyślnymi”. Skończyło się tym, że sami upadli, wśród kpin otoczenia, a „upadły anioł” dalej robił swoje”. Po prostu byli na to za słabi.

            Czy ksiądz Boniecki to tytan woli? Księża z jego otoczenia twierdzą, że jest bardzo uzależniony od swego towarzystwa z „Tygodnika Powszechnego” i mediów. Kilkakrotnie przy nich wypowiadał inne zdanie, ale kiedy pytali się go, czemu tego nie napisze tego w „Tygodniku”, odpowiadał - Nie, nie. Przecież redakcja mi tego nie puści. Niepokorny inaczej.

            Drugim, ostatnim nabytkiem Czerskiej et consortes jest ks. Lemański. Tylko czemu jest niepokorny wobec swego biskupa, którego nie bójmy się użyć tego słowa – spostponował, sugerując najpierw molestowanie seksualne, na antysemityzmie kończąc. Do swojej prywatnej wojenki z przełożonym używa chwytów po niżej pasa posługując się manipulacją i kłamstewkami. Ale już w polityce medialnej jest pokorniejszy. Pełno go u „troszczących się” o dobro Kościoła Moniki Olejnik, Lisa, czy w antykatolickiej Superstacji.

            Kiedy starałem się o wywiad, przy okazji pisania artykuł o nim, to było go tyle, co wiatru w polu. Też niepokorny, ale inaczej. Nie jest sztuką w postokrągłostołowej Polsce być niepokornym inaczej. Wystarczy wykorzystując swoja pozycję, w tych przypadkach kapłana, podważać doktrynę i postępowanie Kościoła, a sława zapewniona. Cytując Zagłobę:


            Już tak widać jest, że kto się o Radziwiłła otrze, ten sobie wytarty kubrak zaraz ozłoci. Łatwiej tu, widzą, o promocję niż u nas o kwartę gniłek. Wsadzisz rękę w wodę z zamkniętymi oczami i już szczupaka dzierżysz.


            A wszystko dlatego, że pewna grupka mianowana przez establishment I
    • dominikjandomin Re: a co wy na to ? 09.09.13, 21:17
      Tekst fajny. Stylizacja na Mikołajka? Tylko pewne imiona mi się nie zgadzają...

      Kto jest autorem? Może gdzieś to wykorzystam...?
      • plater-2 Re: a co wy na to ? 09.09.13, 22:50
        À l’école, la maîtresse était toute bizarre aujourd’hui. Elle nous attendait dans la classe en poussant des gros soupirs, alors que d’habitude elle est toute rigolote, et qu’elle pousse des gros soupirs que quand elle interroge Clotaire et que Clotaire est tout rouge.
        Elle a dit: Bon! Que comme M.Peillon, le ministre chargé de notre éducation, avait décidé de s’appuyer sur la jeunesse pour faire évoluer les mentalités, on allait faire un cours d’éducation sexuelle et que le premier qui rigole, il irait voir le Bouillon. Nous on n’avait pas du tout envie de rigoler parce que le Bouillon, c’est pas un rigolo.
        La maîtresse nous a regardés et elle a dit que l’important dans la vie, c’était d’être tolérant. Nous on est drôlement tolérants alors on a tous fait oui et Agnan qui est le chouchou, et qui se met toujours devant, il a dit qu’il était encore plus tolérant que tout le monde puisque de toute façon il est le premier de la classe partout sauf en sport. Eudes, il lui a dit: «Fais pas le malin, mon petit pote, sinon tu vas voir comment je suis tolérant». Et là, je crois que la maîtresse elle a compris que ce serait pas facile aujourd’hui.
        Elle est allée au tableau, elle a attendu qu’on se taise, et elle a demandé avec un air très sérieux: «Bon… Alors… Si vous êtes une fille, levez la main!» Toutes les filles ont levé la main, et aussi Clotaire, qui avait l’air embêté. Mais la maîtresse elle a dit comme ça: «Très bien Clotaire, c’est ton choix, si tu veux être une fille, c’est à toi de décider». Là, Clotaire, il est devenu tout rouge et il a dit «Non, M’dame, c’est juste que je veux aller faire pipi». «Bon, a dit la maîtresse, tu peux y aller». «Va pas chez les filles! », a dit Eudes en rigolant. Mais la maîtresse a tapé sur son bureau et elle a dit que si Clotaire voulait aller dans les toilettes des filles, c’était son choix, et qu’il fallait par rigoler avec ça. Et que c’était la théorie du genre, et qu’il fallait que chacun choisisse, et elle nous a fait écrire sur nos cahiers: «Chacun est libre de choisir son genre».
        «N’empêche, a dit Rufus, moi j’ai un kiki , et je vais pas décider que je suis une fille. » La maîtresse a répondu que c’était de l’hétérosexisme, et qu’il fallait en finir avec l’hétérocratie, et que si ça continuait comme ça on finirait au bagne parce qu’on était tous homophobes. J’ai regardé Agnan, et j’ai vu que même lui il avait rien compris.
        Ça devenait vraiment compliqué et j’aurais presque préféré faire de l’arithmétique. Elle a senti qu’on était un peu perdus, alors elle a essayé d’expliquer de manière pas pareille: «Vous avez un corps… c’est à vous de décider de…». «Moi, j’ai un goûter, mais j’ai pas un corps!, il a dit Alceste. Mon corps, c’est moi! » Faut que je vous dise, Alceste, c’est un copain, il aime bien manger, il mâche lentement un peu toute la journée, et ça lui donne sûrement le temps de bien réfléchir à la vie. Souvent quand il se bagarre, c’est moi qui lui tient ses croissants et après il m’en donne toujours un bout.
        Un petit rond blanc sur le tableau tout noir
        Bon, a dit la maîtresse, je continue. Nous on a trouvé ça bizarre, mais on a rien dit parce que des fois la maîtresse c’est comme si elle allait pleurer et nous on veut pas lui faire de peine. Elle s’est mise à faire un petit rond blanc sur le tableau tout noir en disant: «Ça, c’est un spermatozoïde ». Et elle m’a demandé d’expliquer ce que c’était. Ça tombait bien parce que Papa m’avait expliqué la semaine dernière le coup des petites graines que le papa donne à la maman… et après ça fait un bébé dans le ventre de la maman et paf!, le bébé sort. On lui fait des tas de câlins et on appelle Mémé pour la prévenir qu’elle est encore grand-mère.
        «Merci Nicolas, a dit la maîtresse, je reprends la leçon. Bien sûr vous pensez tous qu’une famille c’est un papa, une maman et des enfants. Eh bien, il y a d’autres modèles, et ce serait drôlement rétrograde de pas l’accepter. Et si deux monsieurs s’aiment ou deux dames on voit pas ce qui les empêcherait de se marier et de faire ou d’adopter des bébés.»
        «Ça tombe bien! a dit Rufus. Moi j’aime bien Léanne et Chloé, alors je me marierai avec les deux en même temps puisqu’on s’aime. » Léanne a dit qu’elle était pas d’accord du tout, et Chloé a dit que de toute façon elle épouserait son papa, et que puisque deux monsieurs qui s’aiment pouvaient se marier, elle pourrait bien se marier avec son papa, parce qu’elle aimait très fort son papa. «Oui, a dit Rufus, mais il est déjà marié avec ta maman!»
        La maîtresse a dit que c’était pas le sujet et elle s’est remise à taper sur sa table, juste quand on commençait à drôlement bien s’amuser. Et elle a continué à expliquer: avec la technique on peut faire tout ce qu’on veut et tout ce qu’on pourra faire on le fera. On peut faire des PMA ou des GPA (1), et d’ailleurs louer son ventre ou louer ses bras à l’usine, c’est du pareil au même.
        Et elle a expliqué qu’un monsieur peut donner une petite graine à deux dames, qui avec un docteur sauront bien se débrouiller pour faire un enfant. Ou bien deux monsieurs peuvent mélanger leurs petites graines et aller voir une dame pour qu’elle donne sa petite graine à elle, et on donne tout ça à une autre dame qui va faire le bébé dans son ventre et le revendre aux deux monsieurs.
        Puisque je m’aime, j’ai droit à mon clone!
        Moi, a dit Rufus, j’ai vu un reportage à la télé, et on pourra bientôt faire des clones! Puisque je m’aime, j’ai droit à mon clone! Mais Agnan a dit que ce serait mieux de le cloner lui, parce qu’il était le premier de la classe et que M. Peillon préférait sûrement qu’on le clone lui et pas Rufus.
        Ils allaient commencer à se battre quand Geoffroy a rangé ses affaires et pris son sac. «Où vas-tu?», a demandé la maîtresse. «Je m’en vais, a dit Geoffroy. Puisqu’on peut choisir son genre, bah moi, je vais aussi choisir mon espèce. Je suis un pingouin. Et comme les pingouins vont pas à l’école, je rentre chez moi. » J’ai regardé Geoffroy, et je me suis dit que c’était vrai, il avait un peu une tête de pingouin et qu’après tout, c’était son choix. Mais Geoffroy, lui, il a regardé la maîtresse et il a compris que pingouin ou pas, il valait mieux revenir à sa place.
        On allait chahuter, mais on s’est arrêté parce qu’au fond de la classe Juliette pleurait. Juliette on l’entend jamais, elle dit jamais rien… Et Juliette elle a dit que si c’était comme ça, elle allait se jeter sous un pont… Parce que déjà c’était pas facile de grandir surtout quand on a des parents séparés, que si en plus on faisait des enfants sans papa ou sans maman, alors c’était pas juste, c’était simplement moche, et que si tout le monde a le droit de s’aimer il faudrait pas oublier non plus qu’un enfant, ça a besoin d’un papa et d’une maman, et que c’est peut-être ça d’abord l’égalité des droits, et qu’on pourrait donner autant de papas qu’on voudrait à un enfant ça lui ferait jama
        • plater-2 Re: a co wy na to ? 09.09.13, 22:50
          une maman.
          Elle a dit tout ça d’un coup, et la maîtresse elle est restée longtemps la bouche ouverte et j’ai bien vu qu’elle avait très envie de pleurer. Mais elle a pas pleuré. Elle a pris Juliette dans ses bras, elle lui a fait un gros câlin comme Maman fait avec moi, en lui disant des choses gentilles dans l’oreille. Après, elle nous a regardés. Et puis d’un coup, comme ça, elle a essuyé le tableau en disant que zut, tout ça c’était des bêtises et qu’on allait pas se laisser faire, et que si M.Peillon voulait faire cours à sa place, qu’il essaie un peu, mais qu’en attendant on allait faire de la grammaire. Non mais sans blague!
          Luc Tesson
          (1) PMA: procréation médicalement assistée; GPA: gestation pour autrui.
          • plater-2 Re: a co wy na to ? 10.09.13, 09:22
            Luc Tesson, Famille chrétienne n°1830 du 9 février 2013

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka