addria
24.10.04, 23:35
Wiecie co, jakoś mi tak przykro się zrobiło po wątku antykoncepcyjnym, bo
uświadomiłam sobie jak wiele nas - chrześcijan z różnych denominacji -
dzieli. Zazwyczaj staram się nie zabierać głosu w podobnych tematach, żeby
się niepotrzebnie nie nakręcać. Nie przejmować się tym na co nie mam wpływu,
bo nie mam żadnego wpływu na sposób myślenia innych ludzi, nawet jeśli w
sposób oczywisty (dla mnie) nie jest on zgodny z rzeczywistością. Ale dzięki
tej dyskusji zdałam sobie sprawę, że te wszelkie próby porozumienia, mówienie
do siebie bracie, siostro, ochy i achy grzecznościowe, składanie sobie życzeń
świątecznych itp. to tylko gra pozorów. Przykrywka, pod którą kryje się
smutna prawda. A prawda zwykle kłuje w oczy i to każdego. Dlatego lepiej się
do niej nie przyznawać. Bo prawda jest taka, że jest między nami przepaść.
Jedni drugich uznają za morderców swoich "niezaplanowanych" dzieci, a drudzy
mówią o pierwszych, że czczą bałwany i że wiara ich dawno odbiegła od nauki
Chrystusa (choć to drugie wydaje mi się o niebo łatwiejsze do przełknięcia).
Jedni uważają, że tamci są tacy i owacy i na odwrót. Tak naprawdę to toniemy
w uprzedzeniach, ale wszyscy idą w zaparte, że tak nie jest.
Choć internet zazwyczaj udaje mi się traktować z dużym dystansem, to jednak
jest mi teraz przykro...
Żałuję, że wzięłam udział w tamtej bezsensownej dyskusji.