Dodaj do ulubionych

ze względu na Chrystusa...

24.04.05, 10:30
Czy zdarza się Wam coś zrobić nie dlatego, że jesteście dobrzy, czy że kogoś
kochacie, ale TYLKO dla CHrystsusa?
Podam konkretny przykład: kolega oglądał telewizję, a jego żona zabierała się
za zmywanie naczyń. Chciał jej pomóc, ale równocześnie chciał odpocząć. I
pomyślał : CHrystus by chciał, żebym ją wyręczył" I pozmywał. Powiedział mi
potem, że w tym drobnym przypadku argument miłości do małżonki był zbyt mały,
dopiero wspomnienie Jezusa zadziałało.
Ja przeżyłam wczoraj coś podobnego. Ktoś, kogo nie lubię zaproponował
spotkanie. MOgłam i chciałam odmówić. Byłoby to całkiem ludzkie, tym bardziej,
że mam całkiem dobry wykręt (choroba). Ale sumienie nie dawało spokoju -
wiedziałam, że Panu Jezusowi to się nie podoba. I przemogłam się.
Pisze o tym wszystkim, bo często ateiści mówią, ze można być dobrym ot tak,
dla samego siebie, dla innych. Zgadzam się, ale jednak uważam, że
chrześcijaństwo przekracza tę zwykłą ludzką chęć bycia dobrym
Obserwuj wątek
    • darcia73 Re: ze względu na Chrystusa... 24.04.05, 10:48
      Ja to odczuwam też jako odpowiedzialnośc przed naszym Panem. Oddałam swoje
      zycie Jezusowi, powinno ono być całe, w kazdym szczegole, na Jego chwałę. Gdy
      jestem blisko Niego w codziennej społeczności jest to takie naturalne, ze
      czynienie tzw dobrych uczynków przychodzi bez zastanowienia. Ale sa tez chwile
      ciemnej doliny. Kłopoty, ktore zamiast przyblizac do Boga, oddalaja. Wtedy
      rzeczywiście trzeba się głęboko zastanowic nad tym czego ode mnie wymaga w tej
      chwili Jezus. Ja mialam tak ze swoim bylym mężem. Dałam mu słowo, ze jezeli
      wyzna mi prawdę i powie bez kretactw,ze mnie juz nie kocha i chce byc z inna -
      nie wyrzucę go z mojego mieszkania i podzielę się z nim jedzeniem. Nie mial
      wtedy pracy, byl pokłocony z matką i bycie ze mna bylo wygodne, zabezpieczalam
      mu ekzystencję.Z ludzkiego punktu widzenia ktosby powiedzial - na głowe upadła.
      Facet odszedł od Boga, jawnie cudzołoży, a ta jeszcze trzyma go pod swoim
      dachem i karmi. A ja nie mogłam inaczej. POmogłam znaleźć mu pracę, mieszkanie;
      staram się pomimo wszytstko pamiętać o nim w modlitwie, chociaż już go dawno
      nie kocham. Wrecz jestem wdzięczna Bogu, ze mnie od niego uwolnil. Ale on jest
      moim bratem w Chrystusie. Kiedys się nawrocił, potem odszedł ale cały czas ma
      szanse by być zbawionym. Jego przykład jest tez dla mnie przestrogą - jezeli za
      daleko zagalopujemy się w grzechu - diabel tak zatwardzi nam serce, ze powrot
      moze być bardzo ciężki.
      • otryt Re: ze względu na Chrystusa... 24.04.05, 13:27
        Niesamowite świadectwo smile
        • verdana Re: ze względu na Chrystusa... 24.04.05, 14:48
          A ja mam jednak pewne wątpliwości - jak to ateistka.
          Człowiek, który nie pomaga żonie, ze względu na żonę, tylko na to, ze Bóg tak
          chce, jakoś nie widzi w żonie po prostu wymagajacego pomocy drugiego człowieka,
          któremu CHCE pomóc, bo kocha. Pomaga żonie, aby zblizyć sie do doskonałości,
          wykonać nakaz religijny, a nie zwyczajnie po to jej ulżyć. Robi to więc dla
          siebie, nie dla żony.
          Jeśli codziennie niemal odbieram telefony mojej sfrustrowanej przyjaciółki,
          która rujnuje mi wszystkie wieczory, opowiadając godzinami, co ja spotkało -
          robię to DLA NIEJ, a nie żeby być lepszą w oczach Boga. Rozumiem chęć bycia
          lepszym, doskonalszym, wypełnianie nakazów wiary. Ale jakoś robienie czegoś "w
          imię Chrystusa", a nie po prostu "w imie dobra bliźniego" wcale nie wydaje mi
          się wznioślejsze, ani lepsze - przeciwnie. Bo kieruje dobro "na mnie" a nie "na
          bliźniego".
          Przepraszam, trochę to metne, ale mam nadzieję, że zrozumiecie.
          • otryt Re: ze względu na Chrystusa... 24.04.05, 18:50
            To co piszesz jest logiczne. Jeśli Boga nie ma, trudno ze względu na niego
            cokolwiek robić. Nie możesz jednak negować słów ludzi, którzy wierzą. Oni mają
            zupełnie inną perspektywę. Jest nawet napisane: "Cokolwiek uczyniliście jednemu
            z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili."

            Pozdrawiamsmile
            • darthx Re: ze względu na Chrystusa... 24.04.05, 20:14
              Mi się wydaje, że jeżeli coś robimy ze względu na Chrystusa to i tak robimy to
              dla bliżniego, tylko argument jest dla nas silniejszy i pozwalający na większą
              mobilizację sił i pokonywania swojego "niechcenia".
              Jednak po przeczytaniu Waszych postów, rodzi się we mnie pytanie: jakie są
              granice robienia czegoś dla kogoś, nawet w imię Chrystusa, a asertywnością, i
              dbaniem o własne potrzeby, które przecież też są ważne - "kochaj bliźniego JAK
              siebie samego", czyli nie bardziej i nie mniej. Jak zachowujecie równowagę?
              Czy uważacie że Bogu zawsze się podoba gdy spełniamy potrzeby innych ludzi,
              nawet kosztem zaniedbywania własnych? Co myślicie na ten temat?
              Pozdrawiam
          • mamalgosia Re: ze względu na Chrystusa... 25.04.05, 17:18
            Ale to nie chodzi o to, że on nie pomaga ze względu na żonę. pomaga i to bardzo
            często, bo ją bardzo kocha. Ale są chwile, kiedy tej zwykłej ludzkiej miłości
            nie wystarcza.
    • anndelumester Re: ze względu na Chrystusa... 24.04.05, 22:08
      Miałam baaardzo mieszane uczucia czytając ten przykład o męzu przed TV. Bo czy
      zmywanie to aż taki gest? Czy do czynności techniczno-domowych potrzeba aż siły
      wyższej? Bo mnie się to jednak bardziej z lenistwem kojarzy i ze zwalczaniem
      tegoz, a nie z miłością małżeńską - no nie wiem jak bym zareagowała gdyby mój
      m. powiedział mi, że zmywa/sprząta/gotuje a)dla mnie b)z miłości małżeńskiej.
      Obowiązki to obowiązki. Kiedyś i tak trzeba je zrobić, a dorabianie do tego
      ideologi...nieee
      Z drugiej strony, wierzę, że w naprawdę powąznych sprawac, wiara
      daje "dodatkowe siły" i dodatkową motywację smile
      • mamalgosia Re: ze względu na Chrystusa... 25.04.05, 17:20
        Wiesz, ale to nie chodzi o to, że on nie zmywa, tylko stale ogląda TV.
        Przeciwnie, wiem, ż ebardzo pomaga żonei. CHodziło o pewną konkretną sytuację,
        kiedy oboje mieli prawo być wyjątkowo zmęczeni
        • jancze Re: ze względu na Chrystusa... 26.04.05, 11:30
          Ja jeszcze pociągnę o moim mężu, który nie zajmuje się kuchnią (w tym i
          zmywaniem) ze względu na Chrystusa. (Przykład męża jest mi najlepiej znany).
          Jest na pewno po ludzku zmęczony. Pracuje na dwóch etatach, w tym do jednej
          pracy dojeżdża 2 godziny. Zdarzają mu się 24-godzinne dyżury na nogach, z
          których wraca do drugiej pracy. Potem przychodzi do domu, je, odsypia i zajmuje
          się gotowaniem i zmywaniem. Według niego to nie Chrystus kieruje życiem.
          Chociaż ten wątek skłania mnie ku myśleniu, że oczywiście kieruje i dodatkowo
          mi samej pokazuje, jak można kogoś kochać.
          No nie wiem, czy dobrze to wszystko napisałam, ale mnóstwo myśli chodzi mi na
          ten temat po głowie. Pierwsza to ta, że dzięki tej rozmowie zauważam pewne
          rzeczy, na które do tej pory byłam slepa. (To tak na usprawiedliwienie
          niewielkiego byc może odstępstwa od głównego wątku).
    • jancze Re: ze względu na Chrystusa... 25.04.05, 12:15
      W kwestii zmywania ... To będzie o moim mężu - ateiście. Mój mąż gotuje i
      zmywa. A ja coś w tym czasie robię albo sobie leżę, odpoczywam, nie tylko
      teraz, gdy jestem w ciąży. Czytając Wasze posty, zastanawiam się, dlaczego on
      to robi. Nigdy nie robiliśmy świadomie podziału obowiązków, tak jakoś się
      ułożyło, że mąż zajmuje się kuchnią (i tym zmywaniem). W ogóle dużo zajmuje się
      domem. Myślę sobie, że robi to z poczucia obowiązku, wynikającego z troski o
      dom rodzinny, o rodzinę, o mnie, taka dbałość o NAS. Jak bardziej się
      zastanowię, to dochodzę do wniosku, że jest lepszym (dużo lepszym)
      chrześcijaninem niż ja.
      (I nikomu nic nie chciałam zarzucić albo urazić).
      • glupiakazia Re: ze względu na Chrystusa... 26.04.05, 11:40
        jancze, z gory przepraszam, jesli moje pytanie jest nie na miejscu, ale zaraz
        sie wytlumacze.
        Kto, zdaniem Twojego meza kieruje naszym zyciem, tzn. chodzi mi o to, ze jesli
        odrzuca sie istnienie Boga, to dlaczego myslimy, a przede wszystkim kochamy i
        jestesmy zdolni do poswiecen? Dlaczego jestesmy zdolni wybrac postepowanie
        niekorzystne dla nas, tylko dlatego, ze jakies sumienie mowi nam, ze powinnismy?
        Przepraszam za to pytanie, ale po prostu nigdy nie mialam okazji zapytac o to
        ateisty. Nie znam w realu zadnego ateisty, a nawet jakbym znala, no to wiadomo,
        trudno o taka rozmowe.
        Oczywiscie nie odpowiadaj, jesli nie chcesz. smile
        • jancze Re: ze względu na Chrystusa... 27.04.05, 12:33
          Wcale Twoje pytanie nie jest nie na miejscu. Ja się nie gniewam ,ani nic
          takiego.
          Pytanie jest z gatunku tych filozoficznych i żeby na nie odpowiedzieć, to muszę
          się spytać męża. On robi to, co robi tak "po prostu", nie zastanawia się, nad
          tym, kto lub co nim kieruje. Więc zmuszę go trochę do myślenia i dam znać, gdy
          się dowiem.
          Pozdrowionka
          • glupiakazia Re: ze względu na Chrystusa... 27.04.05, 13:36
            Fajne, ze sie nie obrazilas smile)
            • samboraga Re: ze względu na Chrystusa... 27.04.05, 23:04
              Kaziu, tak przeczytałam Wasze posty i ...zazdroszczę tak homogenicznego
              otoczenia, naprawdęsmile))
              ja nie mam takiego szczęścia, często za to słyszę o tym że
              wszystkimi rządzi EGOIZM i własny zysk, psychiczny, duchowy, nie mówiąc już o
              materialnymsad((((((((((
              i tak:
              jak mąż zmywa (żeby się trzyamć powyższych realiów) to dlatego żeby była dla
              niego 'potem' miła (Jancze, to oczywiście cytat z moich znajomych, broń Boże
              nie a propos Twojego męża)
              jak ktoś ratuje tonącego to dla własnej chwały (że taki dzielny, że świetny z
              niego pływak itp.)
              itd.

              no, jeszcze raz przepraszam że 'wcięłam' w Waszą dyskusję, ale tak mnie
              melancholijnie naszło
              i miło mi czytać ten wąteksmile))))
              • jancze Re: ze względu na Chrystusa... 28.04.05, 14:36
                Coś Ty! "Wcinaj" się jak najwięcej, zawsze będzie milej i może weselej albo
                bardziej melancholijnie... A na pewno nie będzie jednotorowo.
                (Swoją drogą ja też, gdy coś napiszę, to jeszcze się zastanawiam, czy ktoś tego
                nie odbierze za bardzo do siebie, co raczej nie jest moją świadomą intencją, i
                na wszelki wypadek piszę , że nie chciałam nikogo urazić)
                Samboraga, pisz śmiało!
                • samboraga Re: ze względu na Chrystusa... 28.04.05, 14:40
                  o, akurat weszłam na forum!
                  dziękismile
                  • jancze Re: ze względu na Chrystusa... 28.04.05, 14:59
                    O! to od razu Ci cos napiszę.
                    "jak mąż zmywa (żeby się trzyamć powyższych realiów) to dlatego żeby była dla
                    niego 'potem' miła"
                    Mój mąż też, gdy go wczoraj męczyłam dopytywaniem i poszukiwaniem filozoficznej
                    odpowiedzi, powiedział coś podobnego. Ale powiedział to żartując i udając
                    smutnego, bo przecież, gdy żona na początku ósmego miesiąca ciązy, to jak może
                    być "miła"...
                    • samboraga Re: ze względu na Chrystusa... 29.04.05, 11:30
                      wiesz to oczywiste że czasami robimy coś dla kogoś bez jakiejś
                      dodatkowej 'ideologii', ale mi jednak smutno że są ludzie którzy wierzą tylko w
                      miłość podyktowaną dobrym wychowaniem 'jak ja tobie dobrze to i ty mi też, więc
                      bycie dobrym po prostu się opłaca'

                      rozmawiałam kiedyś po tym potwotnym tsunami o ratowaniu ludzi (był tam i taki
                      cud że kobieta ratując swoje dzieci jedno dziecko wypuściła, bo sił jej
                      starczyło tylko na ratowanie młodszego a potem to starsze jakoś sie znalazło)-
                      dla mnie miłość (prawdziwa) 'nie szuka swego', dla mojeje znajomej-to był
                      zwykły humanitarny odruch a co do tej matki to oczywistym jest że ratowała
                      dzieci, czyli swoje potomstwo, bo 'człowiek kocha swoje dzieci, rodzinę, bo
                      kocha i już, bo to JEGO rodzina (z dobrze pojmowanego egoizmu)
                      pewnie nie ma w tym nic złego, ot świat jest różnorodny,ale...czasami smutno mi
                      i tyle

                      acha, Jancze, pozdrów Męża-mój by nie wytrzymał takiego maglowania przez tyle
                      ciekawskich babwink i życzę szczęsliwego rozwiązania zaa miesiącsmile
            • jancze Re: ze względu na Chrystusa... 28.04.05, 14:53
              "Donoszę" na mojego męża. Pytałaś się g-kaziu, co nim może kierować. Mniej
              więcej się domyślałam, co odpowie (bo zwykle zna się swojego męża, chociaż
              mniej więcej). Ale Twoje pytanie natchnęło mnie, że przecież nie zawsze mozna
              być pewnym tego, co ktoś myśli, dopóki się nie zapyta. Zatem się spytałam,
              dlaczego mój mąż robi dla mnie tyle dobrych rzeczy, chociaż wcale nie ma ochoty
              tego robić. Przytoczę kilka odpowiedzi, prawie cytując, bo dopytywałam się
              wnikliwie:
              - Bo Cię kocham.
              - Bo Ty też dla mnie wiele robisz. (to akurat nieprawda, bo sama wiem
              najlepiej , jaki ze mnie leń, i jak go wykorzystuję, i jak trudno mi to
              zmienić. Wydaje mi się, że w domysle mogłaby to być odpowiedź w rodzaju "bo Ty
              mnie też kochasz").
              Na dalsze dopytywanie się, co nim może właściwie kierować, odpowiedział:
              - Ja jestem prosty człowiek.
              - Nie zmuszaj mnie do myślenia, przecież wiesz, jak mnie to męczy (z uśmiechem
              na ustach).
              I w ten sposób okazało się, że odpowiedź jest prosta - mój mąż mnie kocha.
              Bez żadnej metafizyki, mistycznych uniesień czy jakiejś filozofii. Można tu
              oczywiście stwierdzić, że taką ma hierarchię wartości - na pierwszym miejscu
              żona, rodzina, on gdzieś dalej. Ale powiedział wprost to, co czuje.
              I do tego ma facet poczucie humoru. Dzięku gKaziu za pytanie!
              Im więcej piszę o moim mężu, tym bardziej dostrzegam, że to cudowny chłop. I
              wierzcie, że nie dlatego to piszę, żeby się nim chwalić (mam zawsze obawy, czy
              tak tego nie odbierzecie). Ja po prostu na co dzień tego nie dostrzegam. Po
              prsotu każde z nas wykonuje pewne obowiązki domowe i ten zachwyt nad drugąa
              połową, jej troską, zmęczeniem, poświęceniem gdzieś ucieka. Także jak Wam
              napiszę, to lepiej to zobaczę.
              Pozdrowionka!
              PS. A może ząłożyć wątek , tym, co dobrego robią nasze drugie kochane połowy?
              • glupiakazia Re: ze względu na Chrystusa... 28.04.05, 15:05
                hmm, fajnie sie czyta, to co napisalas smile
                tyle ciepla z tego bije.
                troche mnie swierzbi, zeby sie jeszcze troche popytac (nie o wasze osobiste
                relacje, ale bardziej w kierunku jesli nie Bog, to co), no, ale domyslam sie,
                ze nie chcesz go za bardzo meczyc smile)) No i racja, niech se chlop odsapnie.
                Fakt, poczucie humoru ma!
                • jancze Re: ze względu na Chrystusa... 28.04.05, 15:15
                  Męczyłam go prawie 20 minut. Dopytując się w kółko o to samo. I ponieważ już
                  nie miał co powiedzieć, to zaczął żartować.
                  On na prawdę robi to, bo mnie kocha. I nie ma innej możliwości.
                  • glupiakazia Re: ze względu na Chrystusa... 28.04.05, 15:43
                    jancze napisała:

                    > Męczyłam go prawie 20 minut. Dopytując się w kółko o to samo. I ponieważ już
                    > nie miał co powiedzieć, to zaczął żartować.
                    > On na prawdę robi to, bo mnie kocha. I nie ma innej możliwości.

                    Ja wiem. On kocha i innej mozliwosci nie ma. Ale nie chodzi mi o te inne
                    mozliwosci, tzn. inne powody, dla ktorych jest dobry. Chodzi mi o to, co -
                    jego zdaniem - powoduje, ze potrafi kochac? Nie chodzi mi o to, dlaczego kocha
                    Ciebie (bo masz x cech, ktore dla niego sa najwazniejsze), ale o to, dlaczego
                    czlowiek kocha w ogole?
                    Bo widzisz, wedlug mnie (pozwole sobie na odrobine ekshibicjonizmu) zdolnosc
                    kochania jest jednym z dowodow na istnienie Boga. Potrafie kochac, bo jest Bog.
                    Bog jest miloscia. I dlatego tak sie dopytuje: jesli ktos jest ateista, to
                    wedlug niego dlaczego kocha? Czy milosc jest reakcja chemiczna w mozgu?
                    Przepraszam, naprawde mnie to nurtuje. Oczywiscie nie pytaj go, jesli nie
                    chcesz i w ogole kaz mi sie odczepic.

                    Addrio, Gobbo, Samborago! Jesli jancze mnie nie pogoni, a wy myslicie, ze
                    zasmiecam watek, prosze mi kazac wyniesc sie na priv. dziekuje.
                    • jancze Re: ze względu na Chrystusa... 28.04.05, 16:25
                      No coś Ty!
                      Chociaż patrząc na drugą połowę tego wątku, to rzeczywiście, masz rację, mało
                      kto się odzywa. Jakby co, podaję mojego maila - j.agata@op.pl, bo jak mają nas
                      wyrzucić, to chyba obie!
                      (A co do ekshibicjonizmu, to ja sam się sobie dziwię, skąd we mnie tyle
                      otwartości.)
                      Dopytam się mojego ukochanego o to, jak wg niego jest z tą miłością. Najwyżej
                      nie powie. Ale myślę, że dla niego jest to po prostu bardzo proste - kocha i
                      już. W ogóle w jego postępowaniu, wartościowaniu, jest tak jakoś wiadome, co
                      trzeba zrobić. (W odróżnieniu ode mnie, ja to się zawsze 100 razy zastanawiam,
                      analizuję różne opcje i w końcu nie wiem, co zrobić.) On się nie zastanawia,
                      tylko robi to , co uważa za słuszne. A że ma taki a nie inny system wartości,
                      wiec został moim mężem. Wiem, Kaziu, że to trochę ominięcie Twojej odpowiedzi,
                      ale to nie jest ominięcie tak na prawdę. Kochania nie można sprowadzić tylko do
                      reakcji chemicznej, to jest jednak głębokie uczucie, chociaż związane z
                      konkretnymi impulsami elektrycznymi w naszym mózgu. Przecież, gdy czujemy
                      smutek czy radość, to się nie myślimy o prądach w naszym mózgu, tylko cieszymy
                      się lub płaczemy. Dopiero zastanawiając się głębiej nad sensem życia, miłości
                      itd niektórzy dochodzą do wniosku (lub wiedzą to od zawsze), że wszytkim z
                      miłością kieruje Bóg. Myślę, że mój mąż nie analizuje tak swojego życia.
                      W Twoim pytaniu odnajduję założenie, że jest coś więcej - i tego właśnie, jeśli
                      dobrze to odczytuję, szukałabyś u innych. A tu, w tym konkretnym przypadku,
                      okazuje się, że nie ma nic więcej (zabrzmiało, jakby już nic nie było, a nie o
                      to mi chodziło). Jest uczucie i wynikające z niego zachowanie. Miłość, poczucie
                      obowiązku, zmywanie naczyń i przytulenie.
                      Ale zapytam się! Z tych samych powodów, co poprzednio.
                      Napisałaś:
                      "zdolnosc kochania jest jednym z dowodow na istnienie Boga. Potrafie kochac, bo
                      jest Bog."
                      Bo Bóg jest przecież miłością!

                      PS. Jancze nikogo nie pogoni.
                      • glupiakazia Re: ze względu na Chrystusa... 28.04.05, 16:35
                        Fajnie, popytaj! tylko nie zamecz chlopaka na smierc smile)
                        • maika7 Ateistyczne patrzenie na świat 28.04.05, 17:43
                          Kaziu, wtrącę się w Waszą rozmowę, bo mogę chyba odpowiedzić na kilka pytan -
                          nie w imieniu męża Jancze, ale w swoim, ateistycznym smile

                          >>>Kto, zdaniem Twojego meza kieruje naszym zyciem,

                          My sami.

                          >> tzn. chodzi mi o to, ze jesli odrzuca sie istnienie Boga, to dlaczego
                          myslimy, a przede wszystkim kochamy i jestesmy zdolni do poswiecen?

                          Jeśli nie wierzy się w Boga, to nie bierze się zupełnie pod uwagę Jego
                          ingerencji w nasze zycie. Nie wierzy sie, że powstaliśmy na skutek stworzenia.
                          Ateisci zazwyczaj są ewolucjonistami - czyli sądzą, że człowiek powstał bez
                          bożej ingerencji w procesie ewolucji.

                          >>Dlaczego jestesmy zdolni wybrac postepowanie niekorzystne dla nas, tylko
                          dlatego, ze jakies sumienie mowi nam, ze powinnismy?

                          To kwestia wychowania, przyjęcia wartości humanizmu (bardzo spójnych w gruncie
                          rzeczy z dekalogiem z wyłączeniam przykazan odnoszących się do Boga).

                          >>co powoduje, ze potrafi kochac? dlaczego czlowiek kocha w ogole?

                          Bo jest człowiekiem - czyli istotą świadomą. Czy z Bogiem czy bez Boga -
                          kochająca, cierpiącą, współczującą, radującą się, rozpaczającą itd...

                          smile
                          M.
                          • glupiakazia Re: Ateistyczne patrzenie na świat 29.04.05, 09:31
                            Maiko, bardzo dziekuje Ci za tak konstruktywne wlaczenie sie do naszej
                            rozmowy smile
                            Jesli pozwolisz, to jeszcze sie troche podopytuje.

                            > Ateisci zazwyczaj są ewolucjonistami - czyli sądzą, że człowiek powstał bez
                            > bożej ingerencji w procesie ewolucji.

                            Ale jesli wezmie sie pod uwage fakt, ze genotyp czlowieka rozni sie od genotypu
                            malpy o 0.6%, to jakas dziwna dla mnie ta ewolucja, wybiorcza taka, czy co?

                            > Bo jest człowiekiem - czyli istotą świadomą. Czy z Bogiem czy bez Boga -
                            > kochająca, cierpiącą, współczującą, radującą się, rozpaczającą itd...

                            No, ale wlasnie dlaczego czlowiek jest istota swiadoma? Nie chodzi mi tu
                            wlasnie o swiadomosc pozwalajaca na cierpienie, radosc, rozpacz, bo to sa
                            uczucia, ktore zwierzeta, przynajmniej niektore gatunki tez posiadaja. Ale
                            wlasnie chodzi mi szczegolnie o umiejetnosc kochania. Dlaczego czlowiek ma
                            taka swiadomosc, ktora pozwala mu kochac? Wroce, jesli pozwolisz, jeszcze raz
                            do mojego wczesniejszego pytania: czy to jest, zdaniem ateistow, reakcja
                            chemiczna w mozgu?

                            > To kwestia wychowania, przyjęcia wartości humanizmu (bardzo spójnych w
                            gruncie
                            > rzeczy z dekalogiem z wyłączeniam przykazan odnoszących się do Boga).

                            A to kolejny argument powodujacy podobne pytanie jak wyzej - dlaczego to
                            wlasnie czlowiek posiada zdolnosci wychowywania, przyjmowania lub nie jakiegos
                            systemu wartosci - a wiec wyboru w sferze abstrakcyjnej. Czy tez reakcja
                            chemiczna?

                            Moze Ci sie zachce jeszcze troche "powtracac"? smile)

                            Pozdrawiam serdecznie.
                            • maika7 Re: Ateistyczne patrzenie na świat 29.04.05, 10:15
                              >>Maiko, bardzo dziekuje Ci za tak konstruktywne wlaczenie sie do naszej
                              rozmowy smile Jesli pozwolisz, to jeszcze sie troche podopytuje.

                              smile) Proszę uprzejmię - nareszcie mogę pogadać na tym forum smile

                              >>Ale jesli wezmie sie pod uwage fakt, ze genotyp czlowieka rozni sie od
                              genotypu malpy o 0.6%, to jakas dziwna dla mnie ta ewolucja, wybiorcza taka,
                              czy co?

                              Dlaczego wybiórcza? Tak duża bliskość genetyczna pomiędzy nami a szympansami
                              (bo to o nich chyba myslisz) świadczy o jedności naszej ze światem zwierząt.

                              >>No, ale wlasnie dlaczego czlowiek jest istota swiadoma? Nie chodzi mi tu
                              wlasnie o swiadomosc pozwalajaca na cierpienie, radosc, rozpacz, bo to sa
                              uczucia, ktore zwierzeta, przynajmniej niektore gatunki tez posiadaja. Ale
                              wlasnie chodzi mi szczegolnie o umiejetnosc kochania. Dlaczego czlowiek ma taka
                              swiadomosc, ktora pozwala mu kochac? Wroce, jesli pozwolisz, jeszcze raz do
                              mojego wczesniejszego pytania: czy to jest, zdaniem ateistow, reakcja chemiczna
                              w mozgu?

                              smileNie chciałabym sie wypowiadac w imieniu wszystkich ateistów - bo to
                              strasznie róznorodna grupa. Sama nie wiem jaka jest istota umiejętności
                              kochania. Reakcje chemiczne to jedno (niewątpliwie mają wpływ), ale nie
                              wszystko. Ale nie wystarcza mi tez tłumaczenie - że miłość pochodzi od Boga i,
                              że to wyjaśnia sprawę.

                              >>A to kolejny argument powodujacy podobne pytanie jak wyzej - dlaczego to
                              wlasnie czlowiek posiada zdolnosci wychowywania, przyjmowania lub nie jakiegos
                              systemu wartosci - a wiec wyboru w sferze abstrakcyjnej. Czy tez reakcja
                              chemiczna?

                              Hm... bo własnie człowiek oprócz ewolucji biologicznej podlegał ewolucji
                              kulturowej. Splot tych dwóch procesów spowodował wykształcenie się cech
                              typowych tylko dla człowieka. Pytan jest mnóstwo. Odpowiedzi nie są proste i
                              jednoznaczne smile

                              Kaziu - nie jestem naukowcem - ewolucjonistą - moja wiedza jest bardziej
                              dziurawa niż to co faktycznie juz wiemy o biologicznej stronie człowieka - a
                              wiemy jeszcze w sumie niewiele.
                              Ale zauważ, że tłumaczenie - piękne w swojej prostocie- "bo to od Boga, bo my
                              na jego podobieństwo" nie daje nam poznania, daje uspokojenie.

                              >>Moze Ci sie zachce jeszcze troche "powtracac"? smile)

                              Chętnie się "powtrącam". Oba spojrzenia są dla mnie ciekawe, a zawsze
                              zastanawia mnie jaki jest obszar wspólny w pojmowaniu świata przez osoby o
                              róznym światopoglądzie, a gdzie jest ściana, za którą wzajemne zrozumienie
                              patrzenia na świat osób wierzących i niewierzących jest już "nie do przejścia".

                              >Pozdrawiam serdecznie.
                              Wzajemnie smile
                              M.

                              • glupiakazia Re: Ateistyczne patrzenie na świat 29.04.05, 10:35
                                No to sie troche "powtracajmy"smile

                                > Dlaczego wybiórcza? Tak duża bliskość genetyczna pomiędzy nami a szympansami
                                > (bo to o nich chyba myslisz) świadczy o jedności naszej ze światem zwierząt.

                                Owszem, ale tej biologicznej. Poza tym, przyznasz, roznica miedzy nami a
                                szympansami jest raczej spora, wlasnie - moim zdaniem - daleko wykraczajaca
                                poza owe 0.6% - z wiec cos jeszcze musi byc w nas ludziach, co pozwala nam tak
                                roznic sie od szympansow.

                                > Hm... bo własnie człowiek oprócz ewolucji biologicznej podlegał ewolucji
                                > kulturowej.

                                Ale bede upierdliwa smile A dlaczego to czlowiek, a nie inne stworzenie podlegal
                                ewolucji kulturowej?

                                > Ale zauważ, że tłumaczenie - piękne w swojej prostocie- "bo to od Boga, bo my
                                > na jego podobieństwo" nie daje nam poznania, daje uspokojenie.

                                A co nam daje poznanie? Oczywiscie nie chce przez to powiedziec, ze nic i
                                nalezy dac sobie z tym spokoj. Wrecz przeciwnie, dla mnie poznanie jest
                                kolejnym dowodem na istnienie Boga, bo zauwaz - im wiecej czlowiek wie, np. o
                                kosmosie, tym wiecej pojawia sie pytan. Czlowiek nie jest w stanie "poznac"
                                wszystkiego, a to istnieje, istnieje poza mozliwosciami poznawczymi czlowieka,
                                a wiec dlaczego istnieje? Bo - wedlug mnie - jest cos wiecej niz czlowiek, jest
                                cos "ponad" czlowiekiem.

                                a
                                > wiemy jeszcze w sumie niewiele.

                                no wlasnie, wiec poznawajmy, dowiadujmy sie - bo to wedlug mnie jedna z drog do
                                Boga.

                                > Wzajemnie smile
                                i jeszcze raz wzajemnie smile)
                                • maika7 Re: Ateistyczne patrzenie na świat 29.04.05, 11:01
                                  >>Owszem, ale tej biologicznej. Poza tym, przyznasz, roznica miedzy nami a
                                  szympansami jest raczej spora, wlasnie - moim zdaniem - daleko wykraczajaca
                                  poza owe 0.6% - z wiec cos jeszcze musi byc w nas ludziach, co pozwala nam tak
                                  roznic sie od szympansow.

                                  smile Niewątpliwie. Zdolnośc do abstrakcyjnego myslenia - i wszystko co z tego
                                  wynika - nie wiem czy to daleko wykracza poza 0,6% smile Ale tu mamy obszar na
                                  razie niewiadomy - i to jest dla mnie smakiem i barwą życia - te pogranicza na
                                  styku wiary i wiedzy, które sa morzem interpretacji. Ja sprowadzam to wszystko
                                  do mechanizmów biologicznych (nawet jeszcze nieodkrytych).

                                  >>Ale bede upierdliwa smile A dlaczego to czlowiek, a nie inne stworzenie podlegal
                                  ewolucji kulturowej?

                                  Nie tylko człowiek rozumny. Zauważ, że ewolucji kulturowej podlegały tez inne
                                  gatunki (np. neandertalczyk). Splot przypadków. Etap rozwoju człowiekowatych,
                                  miejsce, zmiany klimatyczne.

                                  >>A co nam daje poznanie? Oczywiscie nie chce przez to powiedziec, ze nic i
                                  nalezy dac sobie z tym spokoj. Wrecz przeciwnie, dla mnie poznanie jest
                                  kolejnym dowodem na istnienie Boga, bo zauwaz - im wiecej czlowiek wie, np. o
                                  kosmosie, tym wiecej pojawia sie pytan. Czlowiek nie jest w stanie "poznac"
                                  wszystkiego, a to istnieje, istnieje poza mozliwosciami poznawczymi czlowieka,
                                  a wiec dlaczego istnieje? Bo - wedlug mnie - jest cos wiecej niz czlowiek, jest
                                  cos "ponad" czlowiekiem.

                                  Poznanie daje nam rozumienie. Rozwija naszą wyjątkową w świecie organizmów
                                  cechę smile Nigdy nie poznamy wszystkiego - jasne. Dla Ciebie jest to dowód na
                                  istnienie Boga, dla mnie jest to dowód na istnienie świata wyraczającego poza
                                  nasze mozliwości poznawcze. Świata bez Boga.

                                  >>no wlasnie, wiec poznawajmy, dowiadujmy sie - bo to wedlug mnie jedna z drog
                                  do Boga.

                                  smile a dla mnie jedna z dróg rozwoju ludzkości. Nie wiem czy nie prowadząca do
                                  kresu naszego gatunku - patrząc na to co robimy z Ziemią.
                                  Tak, czy inaczej - mamy rozum (czy jest on tylko produktem ewolucji, czy tez
                                  dany od Boga - to juz inna sprawa) i otwartą droge poznawania, rozumienia,
                                  poszukiwania, konfrontowania smile

                                  smile
                                  M.


                                  • glupiakazia Re: Ateistyczne patrzenie na świat 29.04.05, 11:20
                                    smile Niewątpliwie. Zdolnośc do abstrakcyjnego myslenia - i wszystko co z tego
                                    > wynika - nie wiem czy to daleko wykracza poza 0,6% smile Ale tu mamy obszar na
                                    > razie niewiadomy

                                    to jak na moje oko, to Ty bardziej agnostyczka, nie ateistka jestessmile

                                    Ja sprowadzam to wszystko
                                    > do mechanizmów biologicznych (nawet jeszcze nieodkrytych).

                                    wiec, teoretycznie, abstrakcyjna mysl bedzie mozna kiedys, kiedys "zrobic" w
                                    laboratorium?

                                    > Nie tylko człowiek rozumny. Zauważ, że ewolucji kulturowej podlegały tez inne
                                    > gatunki (np. neandertalczyk).

                                    nie wiem, czy neandertalczyk nie byl czlowiekiem rozumnym. Ze wzgledu wlasnie
                                    na wytworzenie pewnej kultury, sklanialabym sie ku twierdzeniu, ze byl (ale tez
                                    nie jestem naukowcem-ewolucjonista)

                                    > Splot przypadków.

                                    to twierdzenie nie daje poznania, daje uspokojenie smile

                                    > Poznanie daje nam rozumienie.

                                    Tylko tego, co akurat poznamy, a i to nie zawsze do konca.

                                    Rozwija naszą wyjątkową w świecie organizmów
                                    > cechę smile

                                    Oczywiscie, ale nie jest jej zrodlem smile A o to zrodlo wlasnie pytam smile

                                    >>no wlasnie, wiec poznawajmy, dowiadujmy sie - bo to wedlug mnie jedna
                                    > z drog
                                    > do Boga.
                                    >
                                    > smile a dla mnie jedna z dróg rozwoju ludzkości.

                                    Jedno nie wyklucza drugiego smile
                                    • maika7 Re: Ateistyczne patrzenie na świat 29.04.05, 12:00
                                      >>to jak na moje oko, to Ty bardziej agnostyczka, nie ateistka jestessmile

                                      smile) Nie. Mam świadomośc, że niektórych rzeczy nie zbadamy, ale twierdzę, że
                                      Boga nie ma. Wiara ze znakiem minus. Agnostycy nie interesują się chyba tym co
                                      wkracza w sferę wiary smile Jest to poza ich zainteresowaniami -
                                      przynajmniej "tak ma" mój "domowy" agnostyk.

                                      >>wiec, teoretycznie, abstrakcyjna mysl bedzie mozna kiedys, kiedys "zrobic" w
                                      laboratorium?

                                      Sztuczną inteligencję - myślę, że tak.

                                      >>nie wiem, czy neandertalczyk nie byl czlowiekiem rozumnym. Ze wzgledu wlasnie
                                      na wytworzenie pewnej kultury, sklanialabym sie ku twierdzeniu, ze byl (ale tez
                                      nie jestem naukowcem-ewolucjonista)

                                      POdeszłam do tego na zasadzie biologicznego (czyli naszego wymyślonego)
                                      podziału na gatunki - my (człowiek wspólcześnie żyjący) to człowiek myslacy
                                      (Homo sapiens), neandertalczyk - osobny gatunek człowieka (Homo
                                      neandertalensis). Według poglądów ewolucjonistów - przez pewien czas żyły na
                                      Ziemi rownolegle dwa lub trzy gatunki ludzi (Homo). Utrzymał sie do czasów
                                      wspólczesnych jeden (Homo sapiens). Neandertalczyk niewatpliwie byl juz myslaca
                                      istotą. Dlatego mówię, że nie tylko my (H. sapiens) podlegał ewolucji
                                      kulturowej. Nie jesteśmy więc takim znowu wyjątkiem smile Wyeliminowaliśmy
                                      naszych "kuzynów" z tej planety.

                                      >>to twierdzenie nie daje poznania, daje uspokojenie smile

                                      smile) ale daje pytania i poszukiwania smile jaki to byl splot przypadków itd.
                                      Uspokojenie prowadzi chyba do zaprzestania poszukiwań - bo skoro zna sie
                                      odpowiedź to po co szukać?

                                      >>Tylko tego, co akurat poznamy, a i to nie zawsze do konca.

                                      smile oczywiście, ale rozummiemy coraz więcej. Wiemy juz, że za konkretna chorobę
                                      są odpowiedzialne konkretne bakterie, wiemy, że kobieta może zajść w ciążę raz
                                      w miesiącu w okreslonym dniu, że położenie siekiery pod łóżkiem nie determinuje
                                      płci dziecka itd.... Tyle, że o tym, że warto poznawać i rozumiec pewnie są
                                      przekonani i wierzący i niewierzący smile

                                      >>Oczywiscie, ale nie jest jej zrodlem smile A o to zrodlo wlasnie pytam smile

                                      Źródło jest własnie kwestią wiary. Dla wierzących jest to Bóg, dla
                                      niewierzących - brak jest nazwanego źródła. Ale dla mnie nie jest to nic ponad
                                      nas - żadna nadświadomość w żadnej postaci.

                                      >>Jedno nie wyklucza drugiego smile

                                      i całe szczeście smile)

                                      smile
                                      M.

                                      • glupiakazia Re: Ateistyczne patrzenie na świat 29.04.05, 13:14
                                        > Sztuczną inteligencję - myślę, że tak.

                                        to by chyba bylo jakies cyfrowe urzadzenie, a uczucia, emocje, to chyba
                                        bardziej kwestia chemii. nie wiem za bardzo techniczna tez nie jestem, ale
                                        jakos tak przez skore czuje, ze od sztucznej inteligencji do abstrakcyjnego
                                        myslenia to jeszcze kawalek drogi.

                                        Dlatego mówię, że nie tylko my (H. sapiens) podlegał ewolucji
                                        > kulturowej. Nie jesteśmy więc takim znowu wyjątkiem smile Wyeliminowaliśmy
                                        > naszych "kuzynów" z tej planety.

                                        w zasadzie nie chodzi mi o roznice pomiedzy roznymi gatunkami czlowieka.
                                        Chodzilo mi o to, ze to CZLOWIEK (byc moze pod postacia roznych gatunkow, ale
                                        CZLOWIEK), jest w stanie stworzyc kulture.

                                        - bo skoro zna sie
                                        > odpowiedź to po co szukać?

                                        no nie zupelnie, bo jak sama stwierdzasz nizej

                                        że o tym, że warto poznawać i rozumiec pewnie są
                                        > przekonani i wierzący i niewierzący smile

                                        > Źródło jest własnie kwestią wiary. Dla wierzących jest to Bóg, dla
                                        > niewierzących - brak jest nazwanego źródła.

                                        a wiec moze jakies nienazwane zrodlo? smile

                                        Nie, przepraszam, nie chce Cie juz prowokowac, w koncu jasno napisalas, ze
                                        Ale dla mnie nie jest to nic ponad
                                        > nas - żadna nadświadomość w żadnej postaci.

                                        Maiko, a powiedz jeszcze dlaczego w ogole zainteresowalo Cie takie forum jak
                                        nasze? Bo ja sobie mysle, ze jakbym zobaczyla forum, np. wychowanie w
                                        obrzedach wczesnoafrykanskich, to chyba bym olala smile
                                        • maika7 Re: Ateistyczne patrzenie na świat 29.04.05, 14:22
                                          >>to by chyba bylo jakies cyfrowe urzadzenie, a uczucia, emocje, to chyba
                                          bardziej kwestia chemii. nie wiem za bardzo techniczna tez nie jestem, ale
                                          jakos tak przez skore czuje, ze od sztucznej inteligencji do abstrakcyjnego
                                          myslenia to jeszcze kawalek drogi.

                                          Kołacze mi sie w zakamarkach pamieci o japońskich dokonaniach z komputerami
                                          opartymi na komponentach białkowych. Mam nadzieję, że "era sztucznej
                                          inteligencji" nie nastanie. Ale nie wykluczam możliwości jej stworzenia.

                                          >>w zasadzie nie chodzi mi o roznice pomiedzy roznymi gatunkami czlowieka.
                                          Chodzilo mi o to, ze to CZLOWIEK (byc moze pod postacia roznych gatunkow, ale
                                          CZLOWIEK), jest w stanie stworzyc kulture.

                                          czyli znowu pytamy o źródło. Upatruję go w rosnącym zaawansowaniu w rozwoju
                                          naszych przodków, wśród których granica człowiek/nieczłowiek była jeszcze
                                          enigmatyczna.

                                          >>no nie zupelnie, bo jak sama stwierdzasz nizej
                                          że o tym, że warto poznawać i rozumiec pewnie są
                                          > przekonani i wierzący i niewierzący smile

                                          smile bo oczywiscie jestem przekonana, że wszyscy stawiamy pytania i szukamy
                                          odpowiedzi. Tyle, że jesli dostane odpowiedź na jakieś pytanie to zmieniam
                                          obszar poszukiwań. I tu widzę pewne roznice. Pytania, na które
                                          odpowiadamy "zamysł boży, wola Boga" dają nam odpowiedź i nie szukamy juz
                                          innych rozwiazań. Jesli odpowiadam "nie wiem dlaczego tak jest" - to szukam
                                          nadal odpowiedzi na dane pytanie.

                                          >>a wiec moze jakies nienazwane zrodlo? smile

                                          bo widzisz nie koniecznie źródło musi byc jedno. I czy musi być? Tu rozumiem
                                          bardzo dobrze męża Jancze. Kocham, bo kocham. Bo jestem zdolna do miłości.
                                          Niektórzy nie potrafia kochać. Bo?? Bo nie zaznali miłości rodziców w
                                          dzieciństwie....

                                          >>Nie, przepraszam, nie chce Cie juz prowokowac, w koncu jasno napisalas, ze
                                          Ale dla mnie nie jest to nic ponad nas - żadna nadświadomość w żadnej postaci.

                                          Nie odbierałam tego jako prowokację smile

                                          >>Maiko, a powiedz jeszcze dlaczego w ogole zainteresowalo Cie takie forum jak
                                          nasze? Bo ja sobie mysle, ze jakbym zobaczyla forum, np. wychowanie w obrzedach
                                          wczesnoafrykanskich, to chyba bym olala smile

                                          smile Kultura wczsnoafrykanska jest mi nieco dalsza niż kultura chrześcijańska :-
                                          ))) Moi Rodzice to ludzie wierzący, moja rodzina żyje w społeczeństwie
                                          katolickim. Moi przyjaciele to w dużej części ludzie wierzący. Jedno z moich
                                          dzieci chodzi na religię. Zaglądam tu bo ciekawi mnie sposób patrzenia na świat
                                          prezentowany na tym forum. Patrzę sobie na różnice i podobieństwa w naszym
                                          (ludzi z tego forum i moim) wzajemnym patrzeniu na świat. Zaglądam tu od ponad
                                          roku smile W miarę regularnie smile

                                          smile
                                          M.
                                          • glupiakazia Re: Ateistyczne patrzenie na świat 29.04.05, 15:04
                                            Mam nadzieję, że "era sztucznej
                                            > inteligencji" nie nastanie.

                                            ja tez mam taka nadzieje, dlatego, ze byloby to cos dla mnie w jakims sensie
                                            przerazajacego, zabawa czlowieka w pana Boga. Ale, jak sadze, Ty z innego
                                            powodu nie chcialabys, zeby do tego doszlo?


                                            > czyli znowu pytamy o źródło. Upatruję go w rosnącym zaawansowaniu w rozwoju
                                            > naszych przodków, wśród których granica człowiek/nieczłowiek była jeszcze
                                            > enigmatyczna

                                            no wlasnie, ja uwazam, ze granica czlowiek/nieczlowiek nigdy nie byla
                                            enigmatyczna. ale w tej kwestii raczej do porozumienia nie dojdziemy - juz
                                            wiele osob przed nami probowalo smile

                                            Jesli odpowiadam "nie wiem dlaczego tak jest" - to szukam
                                            > nadal odpowiedzi na dane pytanie.

                                            Nie zawsze, bo ponizej piszesz:

                                            Tu rozumiem
                                            > bardzo dobrze męża Jancze. Kocham, bo kocham.

                                            A wiec chyba jednak juz nie szukasz odpowiedzi na pytanie dlaczego kocham?

                                            > Niektórzy nie potrafia kochać. Bo?? Bo nie zaznali miłości rodziców w
                                            > dzieciństwie....

                                            Ale to znaczy, ze nie zostali nauczeni, a nie, ze nie posiadaja takiej
                                            zdolnosci.

                                            Patrzę sobie na różnice i podobieństwa w naszym
                                            > (ludzi z tego forum i moim) wzajemnym patrzeniu na świat.

                                            Wiesz, musze tez zaczac zwracac na to wieksza uwage.
                                            • maika7 Re: Ateistyczne patrzenie na świat 29.04.05, 17:38
                                              >>ja tez mam taka nadzieje, dlatego, ze byloby to cos dla mnie w jakims sensie
                                              przerazajacego, zabawa czlowieka w pana Boga. Ale, jak sadze, Ty z innego
                                              powodu nie chcialabys, zeby do tego doszlo?

                                              "zabawa człowieka w Pana Boga" - jest dla mnie zbyt szerokim pojęciem. Bo np.
                                              poprawiając odporność (szczepienia ochronne) czyz nie poprawiamy dzieła bożego?
                                              Sztuczna inteligencja i jej nieprzewidziane skutki przerażają mnie tak jak i
                                              inne dzieła człowieka, ktore obracają się przeciw niemu. Z powodu zagrożenia
                                              jakie niosą.

                                              >>no wlasnie, ja uwazam, ze granica czlowiek/nieczlowiek nigdy nie byla
                                              enigmatyczna. ale w tej kwestii raczej do porozumienia nie dojdziemy - juz
                                              wiele osob przed nami probowalo smile

                                              smile

                                              >>Jesli odpowiadam "nie wiem dlaczego tak jest" - to szukam
                                              > nadal odpowiedzi na dane pytanie.
                                              Nie zawsze, bo ponizej piszesz:
                                              >>Tu rozumiem bardzo dobrze męża Jancze. Kocham, bo kocham.
                                              A wiec chyba jednak juz nie szukasz odpowiedzi na pytanie dlaczego kocham?

                                              Wystarcza mi odpowiedź - "bo człowiek jest zdolny do miłości". Ale, ale...
                                              uwielbiam podczytywać książki z zakresu psychologii ewolucyjnej, gdzie próbuje
                                              sie odpowiedziec na szereg pytań zwiazanych z miłością, np. co powoduje, że
                                              ludzie dobieraja sie w pary (kiedys był tu wątek "Bóg dal mi męża/żonę" - czy
                                              jakoś tak). A psycholodzy ewolucyjni szukają prawidłowości wynikajacych nie z
                                              woli bożej tylko z uwarunkowań biologiczno-psychologicznych człowieka smile Więc
                                              szukam, ale - przyznaję - dośc leniwie.

                                              >>Ale to znaczy, ze nie zostali nauczeni, a nie, ze nie posiadaja takiej
                                              zdolnosci.

                                              Nie wiem - może nie mają takiej zdolności, bo może wykształca sie ona tylko gdy
                                              zazna się bliskości w dziecinstwie?

                                              >>Wiesz, musze tez zaczac zwracac na to wieksza uwage.

                                              Bo??? smile) Zaciekawiłam się smile

                                              smile
                                              M.




                                              • glupiakazia Re: Ateistyczne patrzenie na świat 01.05.05, 00:06
                                                "zabawa człowieka w Pana Boga" - jest dla mnie zbyt szerokim pojęciem. Bo np.
                                                > poprawiając odporność (szczepienia ochronne) czyz nie poprawiamy dzieła
                                                bożego?
                                                >

                                                dla mnie nie jest az tak szerokie, bo "zabawe w pana Boga" rozumiem jako
                                                uzurpacje zdolnosci stworczych lub decydowanie o zyciu, wiec rzeczy typu
                                                szczepienia lub przetaczanie krwi pod to nie podpadaja.

                                                > Wystarcza mi odpowiedź - "bo człowiek jest zdolny do miłości". Ale, ale...
                                                > uwielbiam podczytywać książki z zakresu psychologii ewolucyjnej, gdzie
                                                próbuje
                                                > sie odpowiedziec na szereg pytań zwiazanych z miłością, np. co powoduje, że
                                                > ludzie dobieraja sie w pary (kiedys był tu wątek "Bóg dal mi męża/żonę" - czy
                                                > jakoś tak). A psycholodzy ewolucyjni szukają prawidłowości wynikajacych nie z
                                                > woli bożej tylko z uwarunkowań biologiczno-psychologicznych człowieka smile
                                                Więc
                                                > szukam, ale - przyznaję - dośc leniwie.

                                                smile)) a ja sie bede dalej pytac, dlaczego czlowiek jest zdolny do milosci?
                                                (wiem, nudna jestem)

                                                > >>Wiesz, musze tez zaczac zwracac na to wieksza uwage.
                                                >
                                                > Bo??? smile) Zaciekawiłam się smile
                                                >

                                                bo mam tendencje do zapominania, ze mozna myslec inaczej niz jest to
                                                oczywistesmile) - mozesz mnie zbluzgac, czekam na ciosy smile
                                                i do zapominania, ze swiat nie jest homogeniczny

                                                sorry, jesli to sie malo trzyma kupy, ale wlasnie jestem po 12 godz. podrozy, a
                                                na dodatek mam jakas obca klawiature sad

                                                dobrqnoc!
                                                • maika7 Re: Ateistyczne patrzenie na świat 01.05.05, 12:56
                                                  >>dla mnie nie jest az tak szerokie, bo "zabawe w pana Boga" rozumiem jako
                                                  uzurpacje zdolnosci stworczych lub decydowanie o zyciu, wiec rzeczy typu
                                                  szczepienia lub przetaczanie krwi pod to nie podpadaja.

                                                  Chyba rozumiem o czym mówisz, choć dla mnie bardzo płynne sa granice takiego
                                                  ujęcia. "Decydowanie o życiu". To znaczy co? Jak sądze masz na myśli aborcję i
                                                  eutanazję, a zapłodnienie in vitro też? a przeszczepy? czy leczenie (operacje)
                                                  to nie decydowanie o zyciu? Przetaczanie krwi ( a raczej decyzja o nie
                                                  przetaczaniu) to przeciez decyzja o życiu własnie. Nie wiem gdzie jest granica
                                                  tego co nazywasz "zabawą w Pana Boga" smile I myśle, że jest ona inna dla
                                                  katolików i np. Świadków Jehowy smile

                                                  >>>smile)) a ja sie bede dalej pytac, dlaczego czlowiek jest zdolny do milosci?
                                                  (wiem, nudna jestem)

                                                  smile)) pozwolę sobie nazwać to dociekliwością wink))) Chyba przewijała sie juz ta
                                                  odpowiedź - bo jest człowiekiem - czyli istotą świadomą. Ponieważ Boga nie ma,
                                                  to człowiek jest źródłem miłości (jak tez źródłem dobra i zła). To chyba takie
                                                  samo pytanie - jak "dlaczego Bóg jest miłością?" . Bo jest smile Bo taka jest
                                                  Jego istota (dla tych, którzy w Niego wierzą).

                                                  >>bo mam tendencje do zapominania, ze mozna myslec inaczej niz jest to
                                                  oczywistesmile) - mozesz mnie zbluzgac, czekam na ciosy smile
                                                  i do zapominania, ze swiat nie jest homogeniczny

                                                  smile)) chyba się nie doczekasz - nie bijam, w bluzganiu też jestem na tyle
                                                  kiepska, że nawet się za to nie biorę smile))
                                                  Dla każdego co innego jest oczywiste wink)) i to jest fajne - zobacz - o czym by
                                                  sie rozmawiało, gdyby poglądy ludzi były jednakowe ?? smile))

                                                  smile
                                                  M.




                                                  • glupiakazia Re: Ateistyczne patrzenie na świat 01.05.05, 14:34
                                                    > Chyba rozumiem o czym mówisz, choć dla mnie bardzo płynne sa granice takiego
                                                    > ujęcia. "Decydowanie o życiu". To znaczy co? Jak sądze masz na myśli aborcję
                                                    i
                                                    > eutanazję, a zapłodnienie in vitro też? a przeszczepy? czy leczenie
                                                    (operacje)
                                                    > to nie decydowanie o zyciu? Przetaczanie krwi ( a raczej decyzja o nie
                                                    > przetaczaniu) to przeciez decyzja o życiu własnie. Nie wiem gdzie jest
                                                    granica
                                                    > tego co nazywasz "zabawą w Pana Boga" smile I myśle, że jest ona inna dla
                                                    > katolików i np. Świadków Jehowy smile

                                                    dla mnie mowimy tu o roznicy pomiedzy ratowaniem zycia a decydowaniem o nim.
                                                    Roznica jest zasadnicza, bo w pierwszym przypadku chcemy zachowac zycie, a w
                                                    drugim czlowiek mowi: ty bedziesz zyl, a ty nie. Ratujac mowimy zawswe:
                                                    zrobie, co moge, zebys zyl. Oczywiscie to "co moge" tez jest przedmiotem
                                                    debaty, ale roznica jest.

                                                    smile)) pozwolę sobie nazwać to dociekliwością wink))) Chyba przewijała sie juz ta
                                                    >
                                                    > odpowiedź - bo jest człowiekiem - czyli istotą świadomą. Ponieważ Boga nie
                                                    ma,
                                                    > to człowiek jest źródłem miłości (jak tez źródłem dobra i zła). To chyba
                                                    takie
                                                    > samo pytanie - jak "dlaczego Bóg jest miłością?" . Bo jest smile Bo taka jest
                                                    > Jego istota (dla tych, którzy w Niego wierzą).

                                                    ano przewijlo sie, przewijalo smile to ja sie dalej przewine:

                                                    > to człowiek jest źródłem miłości

                                                    ale co w czlowieku jest zrodlem tej milosci? nerki, watroba? chemia?

                                                    i to jest fajne - zobacz - o czym by
                                                    >
                                                    > sie rozmawiało, gdyby poglądy ludzi były jednakowe ?? smile))

                                                    i tu sie z toba zgodzesmile)
                                                  • maika7 Re: Ateistyczne patrzenie na świat 01.05.05, 20:23
                                                    >>dla mnie mowimy tu o roznicy pomiedzy ratowaniem zycia a decydowaniem o nim.
                                                    Roznica jest zasadnicza, bo w pierwszym przypadku chcemy zachowac zycie, a w
                                                    drugim czlowiek mowi: ty bedziesz zyl, a ty nie. Ratujac mowimy zawswe: zrobie,
                                                    co moge, zebys zyl. Oczywiscie to "co moge" tez jest przedmiotem debaty, ale
                                                    roznica jest.

                                                    ok, teraz rozumiem, gdzie stawiasz granicę smile

                                                    >>ale co w czlowieku jest zrodlem tej milosci? nerki, watroba? chemia?

                                                    Nie da sie tego miejsca konkretnie wskazać - to tak jakbym Cie pytała "gdzie w
                                                    człowieku jest dusza" smile Odpowiedziałabyś mi jakos konkretniej niz ja Tobie o
                                                    źródle miłości w człowieku?

                                                    >>i tu sie z toba zgodzesmile)

                                                    Uff smile) Mamy punkt styczny smile) To juz coś smile)

                                                    smile
                                                    M.
                                                  • glupiakazia Re: Ateistyczne patrzenie na świat 06.05.05, 09:15
                                                    > Nie da sie tego miejsca konkretnie wskazać - to tak jakbym Cie pytała "gdzie
                                                    w
                                                    > człowieku jest dusza" smile Odpowiedziałabyś mi jakos konkretniej niz ja Tobie
                                                    o
                                                    > źródle miłości w człowieku?

                                                    no, ale dla mnie to oczywiste, ze w czlowieku jest cos niematerialnego,
                                                    duchowego. Czy dobrze rozumiem, ze dla Ciebie swiadomosc to jednak cos
                                                    niematerialnego?

                                                    No nic, chyba zaczynamy krecic sie wokol wlasnego ogona.

                                                    > Uff smile) Mamy punkt styczny smile) To juz coś smile)

                                                    bardzo sie ciesze smile)
                                                  • maika7 Re: Ateistyczne patrzenie na świat 06.05.05, 09:33
                                                    >>no, ale dla mnie to oczywiste, ze w czlowieku jest cos niematerialnego,
                                                    duchowego. Czy dobrze rozumiem, ze dla Ciebie swiadomosc to jednak cos
                                                    niematerialnego?

                                                    Tak, świadomość, uczucia, emocje. Myślę, że różnica między nami polega cały
                                                    czas na uptrywaniu źródła tych "niematerialności". I to jest ten punkt, gdzie
                                                    obie się nawzajem pewnie nie zrozumiemy smile

                                                    >>No nic, chyba zaczynamy krecic sie wokol wlasnego ogona.

                                                    Troche smile Gdybyś miała inne pytania z tematu "jak świat potrzega ateistka?" -
                                                    pytaj smile

                                                    >>bardzo sie ciesze smile)

                                                    smile)) ja tez

                                                    smile
                                                    M.
                                                  • glupiakazia Re: Ateistyczne patrzenie na świat 06.05.05, 09:43
                                                    > Troche smile Gdybyś miała inne pytania z tematu "jak świat potrzega ateistka?" -

                                                    > pytaj smile

                                                    bardzo chetnie i vice versa - chociaz przypuszczam, ze wierzacych do
                                                    przepytywania masz na tak zwanym "podoredziu" smile

                                                    do zobaczenia w sieci smile
                                                  • maika7 :-)) n/t 06.05.05, 09:57
                                  • jancze Re: Ateistyczne patrzenie na świat 29.04.05, 11:39
                                    PRzeczytałam sobie Waszą miłą dyskusję i stwierdzam, że znalazłaś Kaziu dużo
                                    lepszego rozmówcę niż mój mąż. Bo on się nie zastanawia, dlaczego mnie kocha
                                    (tzn. skąd się właściwie ta miłość w człowieku bierze). Stwierdził wczoraj, że
                                    nie jest typem filozofa i od zastanawiania się w naszej rodzinie , to właściwie
                                    jestem ja. A zatem nic nie mogę dodać do toczącej się dyskusji.
                                    Niemniej, sama ta dyskusja miała bardzo miłe echo w naszym domu. Wczoraj
                                    opowiedzxiłam mężowi, o tym wątku i o tym, co o nim napisałam. Był taaaaaaki
                                    dumny i wdzięczny. Bo ja go do tej pory, jeszcze nie pochwaliłam za to, o czym
                                    pisałam...
                                    Kaziu niewątpliwei jesteś dobrym narzędziem w ręku Boga (ma nadzieję, że
                                    właściwe to ujęłam). Bo gdyby nie Twoje pytania, to nie wiem, ile jeszcze
                                    trwałoby przekazywania moich wniosków na temat mojego męża jemu samemu.
                                    Dzięki wielkie!
                                    • glupiakazia Re: Ateistyczne patrzenie na świat 29.04.05, 11:46
                                      Jancze, dziekuje i ja Tobie za dobre slowo i zycze przeslicznej Amelki lub
                                      przystojnego Mikolajka!
                                      Pozdrawiam Was serdecznie.
                                      • sion2 wiadomosc od glupiakazia 03.05.05, 21:15
                                        glupia kazia jest na wyjeździe gdzie nie moze łączyć się z forum i prosi o
                                        przekazanie info że pojawi się dopiero w czw smile
                                        pozdr jancze smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka