Dodaj do ulubionych

Posłuszeństwo jeszcze raz

13.06.05, 21:31
Powrócę jeszcze raz do posłuszeństwa smile Jeżeli Was nie zanudzę tym.
W trakcie korespondencji na priva pomyślałam sobie, że ciekawa jestem Mądre
Kobiety ( i Faceci też, jeżeli tu wstąpiąsmile Waszej opinii.
Nieposłuszeństwo w tej chwili ( inaczej niż pewnie w XIX w.) nie jest uważane
za wadę.Posłuszny prawie równa się bierny. Kiedyś dzieci wychowywano tak, że
miały być głównie posłuszne.Pamiętam jeszcze jak przez mgłę powieści
wiktorańskie. Teraz posłuszeństwo przeciwstawia się kreatywności.
Przeciwstawia się też samodzielnemu myśleniu.Czy tak zawsze jest ? Czy nie
wylewa się dziecka z kąpielą ?
Jak myślicie :czy posłuszeństwa wymaga tylko KK ? Czego później wymaga się w
pracy - czy kreatywność zawsze ceniona i w jakich zawodach ( na pewno
wolnych).Czy w dużych korporacjach kreatywność nie jest w praktyce
ograniczana przez doraźne cele firmy ?
Czy posłuszny szefowi nie jest wyżej ceniony ? A jak w służbie cywilnej ?
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Posłuszeństwo jeszcze raz 13.06.05, 23:37
      Moim zdaniem, kiedyś posłuszeństwo było funkcjonalne. Teraz funkcjonalne jest
      nie tyle nieposłuszeństwo, tylko samodzielne myślenie.
      Poddany ma być posłuszny królowi. Obywatel ma samodzielnie wybierać władzę, a
      więc musi mieć własną opinie na jej temat.
      W społeczeństwie stanowym dziedziczyło się po rodzicach zawody, miejsce w
      społeczeństwie. Jeszcze w XIX wiecznych podręcznikach są umoralniajace powiastki
      o chłopie, co wykształcił synów, a ci okazali się oczywiscie niewdzięczni i
      zeszli na złą drogę. Jego sąsiad wychował synów bez nauki w chłopskim stanie i
      miał z nich pociechę. Synowie posłuszni rodzicom przejmowali po nich ziemie,
      warsztat, włości. Synowie nieposłuszni byli wydziedziczani.
      Posłuszeństwo na ogół człowiek był winny tylko nielicznym osobom - bezposrednio
      nad nim stojacym. Ojcu (już raczej nie matce), czasem nauczycielowi, seniorowi,
      królowi, plebanowi, mężowi (ale nie żonie). Teraz trzeba byłoby być posłusznym
      rodzicom, nauczycielom, władzy, szefowi, żonie - za dużo - nie sposób sprostać
      wszystkim żądaniom.
      Teraz młody człowiek ma do podjęcia znacznie więcej decyzji - wybiera sam
      (przynajmniej w teorii) zawód, współmałżonka, sposób życia. Bez samodzielnosci
      myślenia sobie nie poradzi. Posłuszeństwo rodzicom - gdy nie dziedziczy się
      zazwyczaj zawodu, warsztatu itd. nie jest już takie konieczne. Rodzice pozostaja
      rodziną, ale nie szefami i pracodawcami - jak kiedyś.
      Poza tym swiat zmienia sie zbyt szybko, by samo grzeczne posłuszeństwo
      wystarczyło. Zmienia się technika, zmieniają się układy polityczne, zmienia się
      często nawet wykonywany zawód. Kiedyś takie zmiany nastepowały na przestrzeni
      stuleci, dziesięcioleci - teraz kilku lat.
      Rzeczywiście posłuszny czesto oznacza bierny (bo aby podporzadkować sie komuś
      trzeba stłumic własna inicjatywę). Jak bierny poradzi sobie w zmieniającym się
      świecie?
      Kiedyś wiadomo było, ze wyżej postawieni maja prawo samodzilnie mysleć, a
      szarackowie powinni słuchać. Ten wzór powielaja niektóre koropracjie,
      supermarkety itd. wobec swych pracowników. Jesli wychowa się dziecko na osobę
      samodzielną, można mieć nadzieję, że uda mu się nie wejść w takie układy
      podległości, przeciwstawić się - i nie chciałabym argumentów "to nic nie da".
      Jedna osoba - nic nie da - ale wiele?
      • direta Re: Posłuszeństwo jeszcze raz 14.06.05, 08:54
        No dobrze, ale w takim razie gdzie są granice posłuszeństwa i nieposłuszeństwa
        jakiego należałoby od dziecka wymagać?
        Czy jak mówię dziecku np nakryj do stołu, wyrzuć śmieci itp a ono albo odmawia,
        albo w ogóle ignoruje (bo ma jakieś swoje bardzo ważne sprawy) to co?
        Bo ja też mam swoje racje. Nakryć do stołu i rzucić wszystko musi teraz, bo to
        znaczy, że jest obiad, który ma to do siebie, ze stygnie i robi się niedobry
        (btw jak nakłonić do tego samego męża? Prać?) a śmieci wyrzucić ma akurat
        teraz, bo któreś z nas idzie, więc mu otworzy śmietnik (wymyślilismy, żeby miał
        swoje obowiązki, że jak ktoś z dorosłych wyrzuca smieci to maluch też bierze
        reklamówkę z częścią śmieci, żeby partycypował w obowiązkach)
        Kto do kogo ma się dostosować? Dzoecko do rodziców, czy rodzice do dziecka?
        Jakimi środkami i jak bardzo egzekwować posłuszeńswo Twoim zdaniem?
        • verdana Re: Posłuszeństwo jeszcze raz 14.06.05, 10:35
          Hm, nie wiem.
          Jak ja mówię wyrzuć śmiecie - to wyrzucają śmiecie. Chyba się mnie boją. Wiedzą,
          że tych śmieci, wyprowadzania psa, czy nakrywania do stołu nie odpuszczę.
          Ale poleceń jest raczej niewiele i przewidywalne. Opór stawiają jedynie przy
          sprzataniu pokoju. Totalny. Jak jednak słusznie powiedziałam mi kiedyś znajoma
          psycholog - jesli nie sprzątają, to znaczy, że tak bardzo ci nie zależy. Bo jak
          by ci zalezało, to byś umiała wyegzekwować. Fakt. Nie zalezy mi...
          A dostosowanie - czy ja dostosowuję się do męża czy on do mnie? Nie wiem. Tak
          samo jest z dziećmi.
          • pawlinka Re: Posłuszeństwo jeszcze raz 14.06.05, 12:51
            no właśnie, jakaś jest zależność między lękiem a posluszeństwem?Tutaj na Śląsku
            jest chyba wrodzone to, ze dziecko rodzica się ma bać, z czym ja się nie
            zgadzam, chociaż... "Ty się chyba Boga nie boisz, że... ", "bojaźń Boża", "Boży
            gniew...." takie hasła słyszymy, prawda, jak się na to zapatrujecie odnosząc je
            do wychowania?
            • maadzik3 Re: Posłuszeństwo jeszcze raz 14.06.05, 15:04
              Ja tylko w kwestii formalnej - jako od pokolen Slazaczka jakos sie z tym
              strachem nie zgadzam. Owszem od moich dziadkow w ich mlodosci wymagano
              posluszenstwa, od rodzicow juz znacznie, znacznie mniej. Ale strachu przed
              rodzicami nie pamietam nawet z opowiesci dobrze przeze mnie pamietanej
              prababcismile)) Co do rysu nakreslonego przez Verdane - nic dodac nic ujac.
              Dopisze tylko ze wiele wskazuje na to ze prace (i pracodawce) zmieniac bedziemy
              jeszcze czesciej, typ zajecia tez, i do pewnego stopnia wielu ludzi bedzie
              mikrofirmami. Tutaj samodzielnosc i kreatywnosc sa zwlaszcza cenne. No i w
              dzisiejszych czasach dziecko asertywne (nie koniecznie nieposluszne) jest
              znacznie bezpieczniejsze.
              Magda
              • pawlinka Re: Posłuszeństwo jeszcze raz 14.06.05, 16:47
                Wiesz, moj mąż, typowy Ślązak takie teorie głosismile, teściowa też coś o pruskim
                drylu przebąkuje, ale na szczęście to tylko teorie. W praktyce mąż tego nie
                stosuje. Jednakże coś w tym jest, ale masz rację, to raczej dawne czasy, więc
                było. Oprócz tego, nie powinnam uogólniaćsmile
            • verdana Re: Posłuszeństwo jeszcze raz 14.06.05, 15:05
              Moim zdaniem dziecko nie powinno się rodzica bać na zasadzie "Oj, bo jak będę
              niegrzeczny, to mi przyleje, zrobi piekło, wyrzuci z domu".
              Ale powinno bać się, że rodzice nie bedą zadowoleni (o ile rodzice sa rozsądni i
              nie są niezadowolenie absolutnie ze wszystkiego), ze się zmartwią, że będą
              zaniepokojeni. Słowem, powinno się bać, aby rodzicom, bez koniecznej potrzeby
              (bo czasem jest potrzeba) nie robić przykrości.
              I chyba jednak powinno wiedzieć, że pewne rodzaje nieposłuszeństwa nie ujdą
              płazem i że trzeba będzie ponieść konsekwencje. Czy to strach - chyba tak. Ale
              umiarkowany. I raczej potrzebny.
      • anndelumester Re: Posłuszeństwo jeszcze raz 14.06.05, 10:47
        RYS historyczno-socjologiczno-społeczno-ekonomiczny nakreśliła już Verdana wink
        ja od się dodam jeszcze, że w znanych mi korporacjach coś takiego jak
        samodzielność jest niemile widziana i w efekcie prowadziła do paranoidalnych
        ruchów, konsultacji, zebrań itd. a tematy były mw. porównywalne z z problemem
        czy na firmowy piknik kupić zielone czy rózowe kubeczki....
        A co do dzieci, ja byłam dzieckiem nieposłuusznym,krnabrnym i rzadko zdarzało
        mi się robić to co robiła posłusznie reszta (w szkole).
        Ze swoim prowadze negocjacje big_grin bo wrzaski itp. kategoryczne egzekwowanie nie
        sądze żeby zadziałały. Na mnie nie działały w ogóle.
        No i ja jeszcze wierzę w tzw dobre wychowanie, dzieki temu asertywność
        pozostaje asertywnością, a nie jej karykaturą czyli chamstwem i tupetem. A co
        wyjdzie zobaczymy.
      • a_weasley Re: Posłuszeństwo jeszcze raz 14.06.05, 10:52
        verdana napisała:

        > Synowie posłuszni rodzicom przejmowali po nich ziemie, warsztat, włości.
        > Synowie nieposłuszni byli wydziedziczani.

        ...szli do miasta i rozwijali cywilizację wink
    • samboraga Re: Posłuszeństwo jeszcze raz 14.06.05, 10:53
      >Teraz posłuszeństwo przeciwstawia się kreatywności

      wiem, że to potoczna opinia (w/w)
      ale bede złośliwa i powiem że nie o tę przeciwage chodziwink
      (ciekawe, bo pochód do kreatywności zaczął mnie ostatnio męczyć, ale to tak na
      marginesie)
      że kreatywność jest ok to wiadomo - to ja tylko o tym posłuszeństwie

      nie widzę konfliktu między posłuszeństwem połączonym z zaufaniem a włąsnym
      zdaniem, kreatywnością, możliwością działąnia czy jak to sobie nazwiemy

      nawet pozorne wyrzucenie śmieci przez dziecko jest koniec końców wyrazem
      zaufania do rodzixca, nawet nieuświadomionymwink
      w pracy - miałąm taką sytuację dopóki 'wierzyłam w szefa' (firmy znaczy)i jego
      plany, wtedy mogłam przełknąć i absurdalną decyzję albo zrobić coś 'tylko' od A
      do Z bez popisów kreatywności własnej rozbudowując jakiś projekt...

      z punktu widzenia 'dużego dziecka' - ja czuję niedoisyt osób którym mogłabym
      zaufać i pod których sztandarem mogłabym działć - a jakoś cały czas 'chciałąbym
      się jeszcze uczyć': i zawodowo, i życiowo, i, powiedzmy, 'moralnie'

      > Przeciwstawia się też samodzielnemu myśleniu.Czy tak zawsze jest ? Czy nie
      > wylewa się dziecka z kąpielą ?

      samodzielnego myślenia jest wtedy aż nadto - można twórczo zacząc mysleć ucząc
      się od kogoś kogo darzy się szacunkiemsmile

      no i ja odbieram w ogóle posłuszeństwo (z początku niby ślepe ale potem jakoś
      widzę to inaczej) jako z trudem zdobyte, a ważne, doświadczenie
      nawet wręcz te 'ziemskeie' posłuszeństwa pomagaja mi wierzyć - zawierzyć Bogu
      gdy upadam - to chyba odwrotna kolejność niż 'powinna' być...
    • mamaemilii Re: Posłuszeństwo jeszcze raz 14.06.05, 15:09
      > Nieposłuszeństwo w tej chwili ( inaczej niż pewnie w XIX w.) nie jest uważane
      > za wadę.Posłuszny prawie równa się bierny. Kiedyś dzieci wychowywano tak, że
      > miały być głównie posłuszne.Pamiętam jeszcze jak przez mgłę powieści
      > wiktorańskie. Teraz posłuszeństwo przeciwstawia się kreatywności.

      Ja powiedziałabym, że posłuszeństwo to stosowanie się do reguł, zasad.
      Kiedyś tą regułą było np. stosowanie się do wszelkich poleceń rodzica.
      Nieważne, czy były one mądre czy nie.
      Wydaje mi się, że teraz nadszedł czas nie tyle "nieposłuszeństwa", ale
      weryfikowania słuszności tych poleceń. Co jest moim zdaniem dobre zarówno w
      domu, jak i w pracy.
      Takie dyskusje z dzieckiem, czy przemyślenie - czy faktycznie zrobienie czegoś
      przez dziecko jest konieczne i dlaczego - owocują wypracowaniem takich reguł,
      które mają sens, i do których dziecko powinno się stosować bez problemu. To
      chyba pozwala zachować i samodzielne myślenie i posłuszeństwo wink

      > Czy posłuszny szefowi nie jest wyżej ceniony ? A jak w służbie cywilnej ?

      Tu muszę powiedzieć z własnego i koleżanek doświadczenia. Oczywiście, że nie
      jest wyżej ceniony. Wręcz przeciwnie. Osoby ślepo posłuszne szefostwu są potem
      przez to szefostwo wykorzystywane. Nie nazwałabym tego docenieniem. Osoby,
      które potrafią dyskutować na temat poleceń (dotyczących najczęściej dodatkowych
      zleceń, zastępstw) i szukające rozwiązań są i lepiej oceniane i lepiej opłacane.
      Dla mnie to dowód na to, że samodzielne myślenie, którego teraz uczy się dzieci
      popłaca.
    • mader1 Re: Posłuszeństwo jeszcze raz 15.06.05, 11:00
      No tak, nadałam temat i schowałam głowę w piasek smile)))
      Myślę, że co do jednego się zgadzamy - dziecko nie może być uległe- posluszne
      wszystkim. Musi się nawet umieć postawić rodzicom ( czasem) , czy nauczycielom.
      Natomiast jakiegoś posłuszeństwa jednak wszyscy wymagamy i uważamy, że
      jest "słuszne".
      Na pewno tam, gdzie chodzi o bezpieczeństwo dziecka. Nie wolno dotykać wrzątku,
      bawić się kuchenką gazową, wybiegać na jezdnię, wychylać się przez okno.
      Mówimy, że to niebezpieczne i wymagamy posłuszeństwa - bo rodzi to
      niebezpieczeństwa dla ciała. Najpierw prowadzimy, pilnujemy, potem dajemy coraz
      większą wolność- ale sprawdzamy, czy rzeczywiście przestrzegają zakazów. W
      pewnym momencie wierzymy, że nauczyli się przechodzić przez jezdnię i zapalać
      gaz a nie bawić się nim.
      Nasuwa się pytanie : a co z niebezpieczeństwani wobec " duszy" - czy tak samo
      ważne ? Czy tak samo zagrażają ?
      Gorzej z obowiązkami. Jak to jest - czy staramy się ustalić w miarę czasu razem
      takie obowiązki i po ustaleniu żądamy przestrzegania tych ustaleń ?A jeżeli ono
      nie chce robić nic ? Czy wygląda to tak, że umawiamy się, czy narzucamy ? Czy w
      praktyce mówimy - dziecko już musi sprzątać pokój, dziecko juz ma wynosić
      śmieci, zmywać raz w tygodniu.I wtedy tak naprawdę żądamy posłuszeństwa.

      A... jeśli chodzi o pracę.... pracowałam na etatach niedużo. Samodzielny typ
      jestem. Natomiast to, co mnie zaskoczyło w dobrych firmach, że najmilej
      widziana jest kreatywność, ktora polega na tym, że wpada się szefowi w tok
      myślenia i "wymyśla" najchęniej wykres lub tabelkę, bądż ankietę dla
      pracowników uzupełniające ten tok myślenia i nadający mu jakiś wyższy
      sens smile)))) Wszelkie odchylenia od tego są przyjmowane z wielką
      podejrzliwością. Szefowie delegujący zadania do całkowitego rozwiązania przez
      podległych im pracowników i publicznie chwalący ich ( nie siebie) za ich
      wykonanie, to naprawdę dziwacy... Do zespołu mojego męża w pewnym momencie
      chcieli przeniść się prawie wszyscy smile))))I było z tego nieporozumienie smile))))
      • mamaemilii Pociągnę temat pracy 15.06.05, 13:57
        > jestem. Natomiast to, co mnie zaskoczyło w dobrych firmach, że najmilej
        > widziana jest kreatywność, ktora polega na tym, że wpada się szefowi w tok
        > myślenia i "wymyśla" najchęniej wykres lub tabelkę, bądż ankietę dla
        > pracowników uzupełniające ten tok myślenia i nadający mu jakiś wyższy
        > sens smile)))) Wszelkie odchylenia od tego są przyjmowane z wielką
        > podejrzliwością

        Też to zauważyłam. Ale może tak już jest w życiu, że jak mamy jakąś wizję i
        jeśli ktos ją pociągnie, rozwinie - to dobrze. A jak wypali z innej beczki to
        się to odrzuca. Ja tak w każdym razie mam smile Więc nie dziwię się szefom,
        chociaż jako szefowie powinni sobie zdawać z tego sprawę i coś z tym zrobić.
        • mader1 Re: Pociągnę temat pracy 15.06.05, 14:36
          to prawda co piszesz smile prawdą jest też,że jeżeli wizja szefa pociąga ( wizja,
          nie szef wink to chce się mu pomóc, wcale nie z "posłuszeństwa", wtedy to jest
          kreatywność smile
    • mama_kasia Re: Posłuszeństwo jeszcze raz 15.06.05, 12:03
      Opowiem Wam historię dziewczynki. Dzieciństwo miała dobre.
      Miło je wspomina. Dobrzy, kochający rodzice, dużo czasu spędzanego
      razem, wakacje pod namiotem. Naprawdę wszystko dobrze. Czegoś
      jednak brakowało. Brakowało rozmów, brakowało wykrzyczenia mamie,
      że może lepiej inaczej coś zrobić. Protest był traktowany jako złe
      odnoszenie się do rodziców. Dziewczynka (akurat to wydarzenie dobrze
      pamięta) nie ośmieliłaby się otworzyć okna w czasie jazdy samochodem.
      To jakby należało do rodziców.
      Miłość była w domu, ale rodzice nie potrafili okazywać uczuć
      (do czego zresztą z ubolewaniem tata się przyznał) i dziewczynka też
      tego nie robiła.
      Co wyniknęło z takiego egzekwowania posłuszeństwa? Dobre rzeczy
      też smile Ale też złe, przede wszystkim to, że dorosła córka nie potrafi
      rozmawiać z mamą o swoich problemach, że nie potrzebuje tego robić.
      A mamie jest przykro sad, smutno, bo ona pragnie takich rozmów...
      Mama uważa też, że córka źle wychowuje dzieci, bo jej wnuki
      potrafią się zezłościć, obrazić, być niezadowolone i potrafią to
      okazać.
      Smutne to i trudne sad
    • glupiakazia Re: Posłuszeństwo jeszcze raz 15.06.05, 12:33
      Trudne tematy nam Maderku zadajesz smile
      tak sobie o tym mysle od wczoraj, czytam Wasze posty i tak pare luznych mysli
      mi sie zebralo.

      Posluszenstwo bylo inaczej postrzegane i bylo inna wartoscia, jak slusznie
      zauwazyla Verdana, w czasach kiedy jednostka sama by sobie nie poradzila. Sila
      byla rodzina, a te niepokorne najczesciej konczyly jako ciotki rezydentki przy
      dalszej lub blizszej rodzinie, no bo same by sie nie utrzymaly, nie wyzywily
      itp.
      Teraz, kiedy wszystko mozemy sami, posluszenstwo nieraz jest niepotrzebnym
      balastem, a powietrza w zagle nabieramy dzieki kreatywnosci wlasnie.
      Czy to dobrze, czy zle? Nie wiem. Po prostu swiat sie zmienia.

      Posluszenstwo i lek. To tez niezly orzech do zgryzienia.
      No i ja tez opowiem Wam historyjke.
      Byla sobie dziewczynka, ktora bardzo kochala swoich rodzicow i oni tez bardzo
      ja kochali. Bardzo dobrze sie rozumieli. Jej tata, choc ciezko pracowal,
      zawsze gdy wracal do domu smial sie do niej i cieszyl, ze wrocil, ze dowie sie
      co u niej slychac. Mimo zmeczenia zawsze byl radosny i gotowy do rozmowy.
      Dziewczynka starala sie byc grzeczna, starala sie dobrze uczyc i na ogol jej to
      wychodzilo. Ale coz, wiadomo, w zyciu roznie bywa, kazdy ma czasem zly dzien i
      zdarzalo sie, ze dziewczynka przynosila ze szkoly dwoje. Zawsze byla
      prawdomowna, wiec o zatajeniu tej wiadomosci nie moglo byc mowy.
      Tata jak zwykle byl radosny wracajac tego dnia do domu, usmiechal sie szeroko,
      mial wesoly glos. Dziewczynka, cala spieta, powiedziala mu o dwoi. I nagle
      twarz taty zmienila sie, skurczyla, zniknal usmiech, glos zmatowial. Usiadl i
      przygarbil sie. Dziewczynce serce zamarzlo i schowala sie w ciemny kat.

      Oczywiscie troche przesadzam, ale pamietam, ze najgorsza dla mnie rzecza bylo
      sprawienie moim ukochanym przykrosci. O tym tez pisala Verdana i tak mysle
      sobie, ze to nie jest taki zwykly lek przed batem i kara, taki troche
      zwierzecy. Jest to lek wyplywajacy ze strachu przed zrobieniem ukochanym osobom
      przykrosci. A wiec w pewnym sensie lek z milosci. I jesli tak jest, to chyba
      nie ma w tym leku nic zlego.

      Przypomnina mi sie tez, ze czesto na lekcjach religii mowiono nam, ze nasze
      grzechy zasmucaja Pana Boga, ze on z ich powodu placze itd. Wtedy byly to dla
      mnie puste slowa. Ale teraz nie sa.

      To tyle jesli chodzi o takie posluszenstwo bardziej duchowe. A pamieta jeszcze
      ktos z Was takie slowo kindersztuba?

      Juz mialam konczyc, ale jeszcze dwa slowa o pracy. Z mojego doswiadczenia
      wynika, ze zalezy to wylacznie od osoby szefa. Chyba tzw. kultura korporacyjna
      ma tu mniejsze znaczenie.
      Chociaz w sluzbie cywilnej - to od niedawna doswiadczenia mojego meza -
      rzeczywiscie rozowo nie jest i szef nasz pan.
    • pawlinka Re: Posłuszeństwo jeszcze raz 15.06.05, 13:01
      a może cały problem tkwi w nazewnictwie, w niedoskonałości słów?
      posłuseństwo - od "słuchać", czyli (patrz wątek Nulleczki: "jak słuchać, żeby
      dzieci mówiły, jak mówić, żeby dzieci słuchały")?
      • mader1 Re: Posłuszeństwo jeszcze raz 15.06.05, 14:42
        Żeby nie były posłuszne za bardzo, ale... żeby nie były też wiecznymi
        malkontentami czy awanturnikami.....
        Ja też bałam się rodziców, choć na Boga, jak się zastanowię, nie wiem dlaczego :
        (
        A potem bałam się jeszcze, że zawiodę ich zaufanie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka