Jestem.....

24.07.05, 20:00
...no właśnie....jaka,kim,gdzie??Czasami zastanawiam się co dalej, jakie
decyzję podjąć?? Jestem obecnie w szczęśliwym związku z mężem, wcześniej
bywało różnie... Mamy Olcię, która niestety dostarcza nam wielu kłopocików
(kłopocików - bo ma dopiero 5,5 roczku!). Wydaje mi się, że kocham i jestem
kochana. Ale co jest ważniejsze....pieniądze, wykształcenie córki, jej
przyszłość czy jednak większa rodzina. Takie pytanie sobie zadajemy ostatnio
coraz częściej..Wiek pogania, ,trzeba się już zdecydować....czy miałyście
podobne rozterki przed powiększeniem rodziny....
Opowiedzcie, bo zwariuję.....
Dziękuję, że do Was trafiłam, bo jesteście..Uwielbiam Was czytać...
Sylwia
    • glupiakazia Re: Jestem..... 25.07.05, 11:40
      Wiesz co, strasznie trudno jest cokolwiek komukolwiek w tej kwestii doradzac, a
      zwlaszcza, jak sie czlowieka i jego sytuacji nie zna.
      Ale skoro pytasz, to po prostu powiem Ci jak bylo u nas.

      Ale co jest ważniejsze....pieniądze, wykształcenie córki, jej
      > przyszłość czy jednak większa rodzina.
      czy miałyście
      > podobne rozterki przed powiększeniem rodziny....

      Nie, nidgy takich rozterek nie mialam. Nigdy nie mialam watpliwosci, ze dla
      dzieci zawsze lepiej jest miec rodzenstwo niz super wakacje (nas tez byla w
      domu 3). Ale, nasza sytuacja finansowo-rodzinna jest troche nietypowa. Tak jak
      napisalam, kazdy widzi swoje zycie inaczej, i trudno tu cokolwiek doradzic.
      Moge Ci chyba jeszcze tylko powiedziec, ze gdybym za kazdym razem czekala na
      tzw. "odpowiedni moment", to chyba bym zadnego dziecka nie mialasmile
      Pozdrawiam i zycze dobrych decyzjismile
      • mamalgosia odpowiedni moment 29.07.05, 11:42
        no, tu się musze zgodzić w 100%: nie ma odpowiedniego momentu na dziecko: a to
        niepewność z pracą, a to mieszkanie za małe, a to jakieś choróbsko się przyplącze...
    • mama_kasia Re: Jestem..... 25.07.05, 12:16
      ....czy miałyście
      > podobne rozterki przed powiększeniem rodziny....
      Nie miałam takich rozterek. Może to beztroska, a może
      zaufanie Bogu, a może póki co stabilność finansowa, a
      może to, że nie mam zbyt wielkich potrzeb, że jesteśmy oszczędni.
      Nie wiem... Wiem, że sytuacja finasowa może się zmieniać, i w jedną
      i drugą stronę. Wiem, że istnieją stypendia ...
      Jedno nad czym się zastanawiam przy ewentualnym powiększeniu rodziny,
      to nasz wiek, to kwestie zdrowotne, to że teraz już byłoby mi ciężko
      mieć jeszcze jedno małe dziecko. Jeszcze nie mówię do końca "nie", ale już
      nie mówię "tak".
    • nordynka1 Re: Jestem..... 26.07.05, 11:08
      nie mam rozterek, choć jasne że do głowy przychodzą mi myśli z cyklu pt "jak
      my sobie damy radę" i niepokój się wkrada. Mamy czteromiesięczną córkę, ale na
      pewno na tym nie koniec, choć do stabilności finansowej nam daleko..

      "Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwile dołożyć do wieku
      swego życia? (...) Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie : co bedziemy
      jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Przeciż Ojciec wasz
      niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie.(...)Nie troszczcie się więc
      zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie" (Mt 6;
      27,31-32,34)

      pozdrowienia!
    • samboraga Re: Jestem..... 26.07.05, 11:24
      Pamietam, ze prosiłaś o modlitwę o powiekszenie rodziny - czy mąż nadal ma inne
      zdanie w tej kwestii czy obecnie razem jestescie pełni wahań i rozterek?
      Bo rzeczywiście dla niego ta decyzja może być czym innym niz dla Ciebie, może
      inaczej patrzeć na obawy , o których piszesz (tzn. nie znam Waszej sytuacji).
      • sylviek1 Re: Jestem..... 26.07.05, 21:36
        Dziękuję Wam za kilka słów...Ostatnio troszeczkę coś się zmieniło, może to
        wpływ Waszych modlitw??smile Mąż na moje pytanie o powiększenie rodziny mówi TAK,
        che mieć drugie, ale...jeszcze nie teraz. Mam nadzieję, że jego tłumaczenia
        niestabilnością finansową, małym mieszkaniem okażą się bardzo malutkie w
        porównaniu z moją wielką nadzieją na drugie dziecko. I mam nadzieję, że te jego
        rozterki ( bo to są jego rozterki, nie moje) uda mi się jakoś przezyciężyć!!
        Nadzieja w modlitwie, z którą się nie rozstaję ostatnio....
        Dzięki dziewczyny...
        S.
    • mamalgosia Re: Jestem..... 29.07.05, 11:40
      Myślę, że każdy musi podjąć taką decyzję w swoim sercu. Ja powiem szczerze, że
      po pierwszym dziecku miałam dosyć. Ciążę i poród przeszłam fatalnie, dziecko w
      inkubatorze itp. Gdybym nie była chrześcijanką, nie byłoby teraz z nami drugiego
      synka. Czułam, że wola Boża jest inna w tej kwestii niż moja.
      Myślę, że należałoby przemodlić sprawę
    • mamaemilii Re: Jestem..... 29.07.05, 15:01
      Sylwia, ja jestem chyba w sytuacji podobnej do Twojego męża. Choć trochę innej.
      Zawsze chciałam mieć rodzinę, co najmniej dwójkę dzieci. Jeszcze niedawno byłam
      pewna, że mój wspaniały plan się ziści. Mąż czekał tylko na decyzję o
      przedłużeniu umowy na czas nieokreślony, mieliśmy brać kredyt na mieszkanie dla
      większej rodziny (obecnie zaczynamy się trochę tłoczyć na kawalerce), bardzo
      chciałam, by następne dziecko urodziło się przed trzecimi urodzinami Emilki.
      Wszystko oddawaliśmy Bogu. No i właśnie dowiedzieliśmy się, że mąż traci pracę,
      nie przedłużają mu umowy. O większym mieszkaniu możemy zapomnieć. W związku z
      tym nie mam odwagi zachodzić w ciążę i rodzić kolejnego dziecka przed tym, jak
      nasza sytuacja jakoś się unormuje. Bez perspektyw na większe mieszkanie
      urodzenie dziecka wydaje mi się po prostu lekkomyślnością.
      Zastanawiam się, skąd w Was tyle ufności? Skąd to przekonanie, że Bóg pragnie,
      byśmy mieli duże rodziny, a nasze jedynaki rodzeństwo? Bez względu na naszą
      sytuację...
      Byłabym wdzięczna za jakąkolwiek podpowiedź.
      • samboraga Re: Jestem..... 30.07.05, 19:24
        > Zastanawiam się, skąd w Was tyle ufności? Skąd to przekonanie, że Bóg
        pragnie,
        > byśmy mieli duże rodziny, a nasze jedynaki rodzeństwo? Bez względu na naszą
        > sytuację...

        Nie do końca może odpowiem na Twoje pytanie, ale tak się zastanawiam, że
        przecież kolejne dziecko 'nie musi' być zaraz po drugim, każda rodzina ma swój
        rytm, też dyktowany sytuacją materialną, i nie tylko. Teraz pewnie
        potrzebujecie poczucia bezpieczeństwa finansowego, zwłaszcza jeśli zawodowo
        pracuje tylko Twój mąż (nie znam Waszej sytuacji). Nigdzie nie jest
        powiedziene, że komplet pociechwink "powinniście" mieć już po, powiedzmy, pięciu,
        latach małżeństwa (to rzecz jasna tylko przykład i półżartem).
        • magda9945 Re: Jestem..... 30.07.05, 22:11
          Ja natomiast tez mialam takie rozterki jak Sylwia.Przed slubem i urodzeniem sie
          pierwszego dziecka zakladalismy,ze chcemy miec dwoje dzieci.Kiedy urodzil sie
          synek stwierdzilismy,ze nie chcemy miec wiecej dzieci.Pozniej u mnie budzily sie
          jakies tam instynkty macierzynskie i chec posiadania drugiego dziecka,ale...no
          wlasnie zawsze bylo.Finanse mieszkanie,nawet jak stabilizacje finansowa mielismy
          jako taka,nie moglismy sie zdecydowac.W koncu mala zaplanowala sie sama,a ja
          kiedy zrobilam test ciazowy dowiedzialam sie,ze maz stracil prace.Nie bylo mi
          wesolo,ale ten stan slusznie nazywany jest blogoslawionym-maz pomagal mi w
          prowadzeniu firmy,a kiedy juz pracy bylo mniej dostal nowa prace.To byl kolejny cud.
          Teraz mamy dwoje cudownych dzieci,a finansowo tez nie jest zle.
          Wiem,ze moze w zyciu jeszcze byc roznie,ale to Bog sie o nas troszczy.
          • mamaanieli Re: Jestem..... 31.07.05, 09:35
            Ja też rozumiem rozterki i strachy autorki listu. Jednak NIGDY nie
            zdecydowałabym się na wychowywanie jednego dziecka i to z bardzo wielu powodów.
            Nie będę się tu rozpisywać, bo argumentów jest wiele... Zastanów się tylko, co
            za trzydzieści lat się będzie liczyło dla Twojej córki: to, że być może miała w
            dzieciństwie trochę lepiej finansowo, może skończyła trochę lepszą szkołę (a
            może nie, któż to przewidzi...), czy to że zawsze ma kogoś bliskiego, na
            którego moze liczyć, szczególnie gdy rodziców zabraknie. No, może to i
            brutalne, ale prawdziwe. A z argumentów "optymistycznych" - jak patrzę na
            Anielkę i Juliana - na ich zabawy, kłótnie, nieprawdopodobne interakcje,
            których nie stworzą nigdy z nikim innym to wiem, że daliśmy im jedną z
            najważniejszych wartości. Choć oczywiście boję się, jak damy sobie radę
            finansowo, co będzie za lat kilka, kilkanaście... No trudno, złotych klamek
            mieć nie będą. Ale sa ważniejsze rzeczy. Oby tylko Bozia dała zdrówko - jak
            mówi Anielka smile POzdrawiam.
            PS. A u nas we wrześniu będzie Trzeciak - to dopiero straaaaach....
    • marzek2 Re: Jestem..... 31.07.05, 11:26
      W końcu zdecydowałam się dopisać jako mama planowanych dziewczynek i
      podarowanego od Pana Boga jako niespodzianka chłopczyka.
      Na początku małżeństwa chcieliśmy trójeczkę. Mąż ma 3 siostry, ja jedną, nie
      wyobrażaliśmy sobie wychowywania jedynaka. Dzieci duuużo uczą się poprzez samo
      posiadanie brata lub siostry a tych umiejętności nie da się zdobyć na żadnym
      kursie smile Uczą się empatii, dzielenia się z innymi, nawet często miłości do
      nieprzyjaciół się uczą smile
      Sylwiek rozumiem Twoje rozterki, ale zgadzam się jednak z wypowiedziami, które
      mówią, że jakikolwiek wyższy standard życiowy nie zastępi drugiej osoby obok.
      Moim zdanim czasem nieświadomie ulegamy jednak wpływowi świata, że szczęście
      równa się dostatnie życie, szkoły czy wakacje za granicą, prestiżowa praca itp.
      I jasne, chcemy dla naszych dzieci tego co najlepsze. Ale powinniśmy chyba
      przede wszystkim chcieć tego, co najlepsze zdaniem Boga, potem tego, co naszym
      zdaniem najlepsze, a nie tego, co usiłuje nam wmówić świat, że jest najlepsze.

      Znam jedną rodzinę chrześcijańską, dużo się od nich nauczyliśmy, jeśli chodzi o
      życie z Bogiem i w ogóle, są dobrym świadecwtem. Teraz mają dorosłe dzieci,
      trójkę. Wychowali je w jednym (!) malutkim pokoju, potem dopiero zbudowali
      antersolę dla chłopców i spanie dla siebie na antersoli w kuchni. Dzieci idą za
      Bogiem tak jak ich rodzice.

      Mój mąż wychował się w małym miasteczku pod Krakowem. Właśnie wczoraj pytałam
      się go, jako rozpieszczona faktem posiadania osobnego pokoju dla siebie - jak
      oni się uczyli, znaczy on i 3 siostry, bo wiem, że jakiś czas wszystkie dzieci
      mieszkały w jednym pokoju! On na to, że nie pamięta, ale jakoś było i wszyscy
      mieli dobre stopnie! Ja na to, a co z odwiedzinami kolegów, jak z tym było? On
      na to, że też jakoś było i że fajnie im było w sumie razem...

      My mamy trójkę i dwa pokoje. Niby duże, ale sprzętów przybywa, dzieci też smile a
      miejsca nie... Też się zastanawiam, jak to będzie, skoro na razie nie mamy
      widoków na nic większego, nasza najstrasza na pewno nie będzie miała osobnego
      pokoju, a niedługo idzie do szkoły... Tak jak pisała Mamaanieli - złotych spinek
      na pewno mieć nie będą... ale mają kochających je rodziców, którzy starają się
      ufać Bogu i wychowywać je w bojaźni Bożej. Mają dom, w którym tata nie kłóci się
      codziennie z mamą i wcale nie zamierzają się rozwodzić smile Wierz mi, w
      dziesiejszych czasach to już wiele...

      Życzę Wam rozeznania woli Bożej i jednak kolejnego dzidziusia... wiesz, nie znam
      chyba żadnej mamy, która żałuje, że ma tyle a tyle dzieci...
      • l.e.a Re: Jestem..... 31.07.05, 12:55
        Sylwiek - rozumiem Twoje pytania, obawy i lęk - ja mam identycznie, marze o
        drugim dziecku, Bartuś ma 4 lata skończone prawie 4,5 marzyłam o dzieciach w
        różniy wiekowej 3-4 lata, bedzie większa ta różnica, o ile kiedykolwiek będzie
        sad(( mamy niestabilna i fatalna sytuacje materialną i wyżej podany cytat z
        Biblii"Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwile dołożyć do
        wieku(Mt 6; 27,31-32,34) do mnie nie przemawia, bieda mieszka u mnie na
        podwórku za oknem - 9 dzieci bez podstawowych potrzeb do bytu ... na dole 6
        dzieci podobnie ...
        Wierzę Sylwiek, że Ty bedziesz pewna TEGO odpowiedniego momentu smile

        Pozdrawiam Cię ciepło.
        • darcia73 Re: Jestem..... 31.07.05, 22:07
          Jestem za rozsadnym planowaniem rodziny. Rodzenstwo, ktore siebie nie cierpi,
          ktore ze soba rywalizuje jest gorsze niz nie posaidanie go w ogole. Piszę to
          patrząć na rodzinę mojego eks męża. Była 5 osobowa - w tym 3 synów. Dzisiaj
          bracia się serdecznie nie cierpią i nie chcą miec ze sobą niz wspolnego. Tam
          był konflikt interesów związany ze wspolnm pokojem i uprzywilejowaniem
          najmłodszego dziecka.
          Ja mam tylko siostrę. Mieszkałysmy we wspolnym pokoju. Jest ode mnie o 3 lata
          młodsza ale były ciagłe kłotnie i kłopoty. Ja musiałam się uczyc ona chciała
          spac. Jedno chciałabym zapewnic swojemu dziecku - nie super kasę, nie
          zagraniczne wakacje i markowe ciuchy, nie "złote klamki" tylko własny pokoj.
          Swoją i tylko swoją przestrzen.
          I jezeli na swiecie bedzie mialo się pojawić drugie dziecko - to planowane i
          tylko w większym mieszkaniu. Nie piszę o apartamencie. Wystarczą 3 pokoje.,
          nawet nie jestem wybredna co do metraza, wystarczy ok. 50 m 2. wink Tylko
          pozostaje problem pieniędzy. na to mieszkanie .. jak zawsze.
          Po latach dziecinstwa spedzonych w ciasnocie, zeby wypocząć potrzebuje
          przestrzeni. Duszę się w małym mieszkaniu, gdzie kazdy kazdemu włazi na glowę.
    • dziubulek111 Re: Jestem..... 03.08.05, 18:31
      Ja Ci napiszę o nas... o mnie.

      W naszej rodzinie jest dwoje. Ja w sercu mam miejsce na jeszcze co najmniej
      jedno. "Ale" jest nie tylko finansowe: właśnie zaczynam pracę nauczyciela. Cykl
      awansu zawodowego to 7 lat (a może więcej), a ja już mam 29 (prawie). Dodajmy
      siedem i wiek stosowny do rodzenia mija (te błędy genetyczne i zespoły Downa)...
      Drugie "ale": mam dwoje, a czasem (często) brak mi cierpliwości. Biję nawet
      starszaka (brrr...). Co by było przy trojgu?

      O mieszkaniu nie wspomnę: stara chałupka, dwa pokoje, jeden z nich i kuchnia
      przechodnie, wejście przez podwórko sąsiada... A kasy nie ma wiele, ale to nie o
      to chodzi...

      Nie trafiają do mnie argumenty "pokojowe", bo byłam samotną jedynaczką. Miałam
      swoje cztery ściany i nikogo, żeby do niego gębę otworzyć. Chorowałam sama,
      bawiłam się sama, sama jestem do dziś - bo przyjaciółka to nie to, co siostra
      albo brat - widzę po szwagrze. Nie chodzi tylko o intymny kontakt, ale o sprawy
      praktyczne - pilnowanie dziecka, rąbanie drewna na opał, opieka nad starszymi
      osobami w rodzinie - to wszystko dzieli się na dwóch. Na całe szczęście!

      Ja będę musiała sama stawić czoła wszystkim obowiązkom wobec starszych w
      rodzinie, kłopotom i rozterkom. Rodzeństwo to skarb i szkoła życia. Ja tego nie
      mam, a chociaż na pewno mnie nie rozpieszczano (wręcz odwrotnie!), nie do końca
      potrafię być z innymi. Starannie ukrywam nieśmiałość, ale jest ogromna - boję
      się kontaktów z ludźmi, chociaż bardzo ich łaknę. To nie tylko kwestia
      rodzeństwa, wiem. Ale pomogłoby mi bycie siostrą. Marzyłam o tym całe życie.
      Kiedy moim rodzicom nie układało się, płakałam w samotności. W moim pokoju
      zasypiałam sama i straszyły mnie plamy światła na ścianie. A i tak nie miałam
      cudów finansowych. Zarabiam od 12. roku życia, ciuchy miałam po kuzynkach. Nic
      mi to bycie jedynaczką nie pomogło.

      Jasne, bez pieniędzy żyć się nie da. Ale dla mnie to co mamy wystarczy. Może
      odrobinkę więcej byłoby trzeba, ale jak będę pracować, starczy na pewno. A jeśli
      chodzi o szkołę, cała moja rodzinka kończyła państwówki wiejskie i są
      olimpijczykami, doktorami, wyróżniającymi się studentami i uczniami. Nie
      przeszkodziła im ciasnota i wielodzietność.

      Pozostają więc tylko dwa "ale"...

      Wierzyć trzeba w siłę modlitwy... tylko czy u grzesznika też działa? Myślę o tym
      często...

      T.
      • sylviek1 Skromne dziękuję.... 03.08.05, 19:16
        Dziękuję Wam za te słowa...proste, skromne..ale jakże wielkie.
        Szczególnie Tobie dziubulku zaa wiarę, siłę i miłość....
        A modlitwa nawet grzesznika zostaje wysłuchana ( a czasami to WŁAŚNIE jego!)
        smile S.
      • nordynka1 Re: Jestem..... 04.08.05, 17:27
        Wierzyć trzeba w siłę modlitwy... tylko czy u grzesznika też działa? Myślę o ty
        > m
        > często...

        ładne to co piszesz o sobie, prawdziwe, dziękuję i ja za Twoje słowa

        każdy z nas jest grzesznikiem, modlitwa każdej osoby na ziemi to modlitwa
        grzesznika
        świadomość własnej grzeszności robi miejsce pokorze, a ona i cichość pozwalają
        stanąć przed Bogiem w prawdzie
        a to jest modlitwa najpiękniejsza

        pozdrawiam
        • marzek2 Re: Jestem..... 04.08.05, 18:07
          > świadomość własnej grzeszności robi miejsce pokorze, a ona i cichość pozwalają
          > stanąć przed Bogiem w prawdzie

          Nordynko... piękne to co napisałaś i takie prawdziwe - dziękuję Ci za to zdanie,
          naprawdę, muszę się go nauczyć na pamięć. Chyba je sobie "walnę" na mojej
          kuchennej ścianie inspiracji - czyli szafce kuchennej...
          • nordynka1 Re: Jestem..... 05.08.05, 10:15
            smile)))
          • dziubulek111 dzięki Nordynko:) 05.08.05, 16:20
            Pokora nie jest moją mocną stroną, dopiero się jej zaczynam uczyć...
Pełna wersja