Dodaj do ulubionych

Darmowe konwersacje z native speakers

17.08.05, 12:24
Dla mnie (moich dzieci) to kwestia odległej przyszłości, ale co byście powiedziały
na darmowe konwersacje z angielskiego dla swoich dzieci?
Tak, jest haczyk.
"Konwersacji" udzielają Mormoni. To znaczy rozmawiają o Bogu, wierze, Biblii, ale MOGĄ to robić
po angielsku (są Amerykanami, ale całkiem nieźle mówią po polsku). Czy pozwoliłybyście
swoim dzieciom (nie tym najmłodszym, bo i tak nic nie zrozumieją, ale powiedzmy licealistom)
na takie "zajęcia", gdyby bardzo chcieli? Jak odmówicie, to powiedzą, że bronicie
się im uczyć. Jak pozwolicie, to jeszcze zmienią wiarę. Czy może w tym wieku nie będziecie
już ingerować w takie indywidualne sprawy jak wiara? Co o tym sądzicie?
Obserwuj wątek
    • mama_kasia Re: Darmowe konwersacje z native speakers 17.08.05, 12:38
      Czy po angielsku, czy po polsku to tylko kwestia języka, a tu
      chodzi przede wszystkim o treść tych rozmów.
      Rozumiem, że byłyby one o wierze, która moją wiarą
      nie jest. Pewnie, że nie ma nic złego w poznawaniu czyjegoś
      sposobu myślenia, ale już konwersowanie i to długofalowe to
      jednak wystawianie dziecka na "obce" wpływy z pełną świadomością.
      Nie zgodziłabym się.
      • joanna.d.arc Re: Darmowe konwersacje z native speakers 17.08.05, 12:39
        A czy nastolatek nie ma jeszcze prawa wyboru w tej kwestii?
        • mama_kasia Re: Darmowe konwersacje z native speakers 17.08.05, 12:57
          I tu mnie masz smile Najstarsze dziecko w domu ma 10 lat i moje
          poglądy w kwestii, co wolno nastolatkowi są jeszcze niesprecyzowane.
          Teraz, ale podkreślam - teraz, twierdzę, że nie pozwoliłabym.
          Wydaje mi się, że w stosunku do nastolatka jeszcze miałabym prawo
          nie pozwolić, ale... zostawiam drzwi szeroko otwarte, bo
          nie mam nastolatka w domu i zupełnie nie wiem, z czy się "to" będzie jadło wink))
    • glupiakazia Re: Darmowe konwersacje z native speakers 17.08.05, 13:13
      A ja bym chyba pozwolila. Chyba, bo tez jeszcze nie "trenowalam" nastolatkasmile)
      Ale mysle, ze pozwolilabym. Oczywiscie to wymagaloby ode mnie duzo wiecej
      zaangazowania niz gdybym wyslala dziecko na normalne, komercyjne konwersacje,
      bo uwazalabym za swoj obowiazek dokladne przedyskutowanie tresci lekcji z
      dzieckiem po fakcie. Takie troche "neutralizowanie" ich potencjalnego wplywu.
      Uwazam wrecz, ze mogloby to byc korzystne, bo ulatwialoby rozmowe na temat
      religii, na ktory nastolatnim dzieciom nieraz nie jest latwo rozmawiac (to
      akurat wiem z kontaktow z dziecmi szwagierki). A ze istnieje
      niebezpieczenstwo? Ono zawsze istnieje.
    • samboraga Re: Darmowe konwersacje z native speakers 17.08.05, 15:29
      Nie zgodziłabym się. Jeżeli oczywiście miałabym z nastolatkiem tzw. dobry
      konkakt - co jest moim marzeniem w wychowywaniu dziecka.
      Nie zgodziłabym się tzn. przekonywałabym 'dlaczego nie', ale ponieważ w
      rodzinie wszyscyśmy uparci, więc możliwe że nastolatek by się jednak 'uparł
      bardziej'wink)
      Nie czarujmy się - chodzi o ewangelizację, a nie edukację. A treści religijne
      będą podawane...hmm...np. przez niedomawianie pewnych spraw albo inne
      rozłożenie akcentów, a nastolatek jest idealnym, bo bezkrytycznym odbiorcą
      takich treści, nawet, wbrew pozorom, nastolatek 'świadomie wierzący'. Nie
      wystawiałbym go na semestr bombardwania treściami, których nie akceptuję. Co
      innego gdyby chciał dowiedzieć się jednorazowo z autopsji w co wierzą Mormoni.
      A jakby poszedł 'po kryjomu' - zastaanwiałbym sie dlaczego 'po kryjomu'.

      >Czy może w tym wieku nie będziecie
      > już ingerować w takie indywidualne sprawy jak wiara?

      Z wiarą jest taki problem, że z jednej strony to niby 'sprawa indywidualna',
      ale tez nie to samo co lody, że ja wolę śmietankowe, a mój syn truskawkowe...
      Ale ja też nie mam jeszcze nastolatkawink
      • zonka77 Re: Darmowe konwersacje z native speakers 17.08.05, 15:36
        nie zgodziłabym się i ostrzegam. kilka osób z mojego otoczenia miało kontakt z
        mormonami i wpływ jest ogromny, mormoni to silna organizacja, metody są
        wypracowane i skuteczne a rozmowy w języku to jest jak najbardziej ich sposób
        na ewangelizacjię. Jeszcze raz ostrzegam ponieważ jest to wyznanie które bardzo
        wciąga, uzależnia, i dla mnie ma wszelkie znamiona sekty
        • samboraga Re: Darmowe konwersacje z native speakers 17.08.05, 15:41
          >dla mnie ma wszelkie znamiona sekty

          no właśnie, dla mnie również
          a to co innego niż 'inna religia'
          • jofin Re: Darmowe konwersacje z native speakers 17.08.05, 19:27
            Po pierwsze, zanim zdecydujesz sie na kontakt dziecka, nastolatka, czyli osoby,
            ktorej pojecie o swiecie, o wierze, o Bogu, sie wlasnie ksztaltuje z
            jakakolwiek religia odmienna od Twojej , warto cokolwiek o tej religii
            wiedziec. Ale nie tylko o religii. Warto rowniez co nieco dowiedziec sie o
            sposobach dzialania danej organizacji. Tak sie sklada, ze co nieco mialam do
            czynienia z czlonkami roznych takich grup, kosciolow czy sekt. Dla jednej,
            nawet przypadkowo, nie wiedzac wczesniej o tym, tlumaczylam jakis tekst z
            angielskiego /co ciekawe tekst dot. prania mozgu/.
            Ludzie z tych grup probuja wywrzec bardzo silny wplyw na potencjalne "owieczki"
            uciekajac sie do niekoniecznie konwencjonalnych metod. Lekcje angielskiego,
            czasem oferowane za darmo / bo coz to jest dla native speakera porozmawiac
            sobie o czymkolwiek po angielsku/, sa bardzo silnym magnesem dla wielu. Pytanie
            tylko pozostaje, co z tych "lekcji" dziecko wyniesie? Wieksza znajomosc jezyka,
            czy zmieniona wizje swiata i Boga? Z pewnoscia celem "nauczycieli" jest to
            drugie.
            I zanim sie zdecydujesz, warto o tym pamietac.
        • joanna.d.arc Re: Darmowe konwersacje z native speakers 18.08.05, 10:42
          >Jeszcze raz ostrzegam ponieważ jest to wyznanie które bardzo
          > wciąga, uzależnia, i dla mnie ma wszelkie znamiona sekty

          Każda wiara chyba powinna być wciągająca i w pewnym sensie uzależniać, nie?
          No bo w końcu jeśli ktoś mocno wierzy, to przestrzega zaleceń wiary, identyfikuje
          się z nią, potrzebuje jej, daje pieniądze na ofiarę, a więc jest od niej uzależniony.
          Czy źle myślę?
          • samboraga Re: Darmowe konwersacje z native speakers 18.08.05, 10:56
            > Każda wiara chyba powinna być wciągająca i w pewnym sensie uzależniać, nie?

            no, nie, tak to nie jest, na szczęscie
            istotą wiary jest wolność - wolna wola człowieka
            Joanno.d.arc, jakiego jesteś wyznania?
            • joanna.d.arc Re: Darmowe konwersacje z native speakers 18.08.05, 11:15
              > Joanno.d.arc, jakiego jesteś wyznania?

              Nie jestem żadnego wyznania. Nie identyfikuję się z żadną denominacją. Dla mnie przynależność
              do jakiegokolwiek kościoła to właśnie ograniczenie wolności, bo każdy kościół, poza
              uniewrsalnymi wartościami moralnymi wspólnymi dla wszystkich cywilizowanych ludzi,
              narzuca swoje własne, dodatkowe nakazy i zakazy. Czyli ogranicza wolność i to mnie
              właśnie zraża.

              A teraz zastanawiam się jak wychować własne dziecko - dlatego tu wpadam.
              • samboraga Re: Darmowe konwersacje z native speakers 18.08.05, 12:05
                > A teraz zastanawiam się jak wychować własne dziecko - dlatego tu wpadam.
                ojej, nie chciałam przez to moje pytanie powiedzieć że 'masz nie wpadać'smile)
                (są na forum i ateiści, i niewierzący - chociaż teraz wakacje, więc ruch
                mniejszy)
                po prostu byłam ciekawa 'gdzie uczą' o zniewolenieu religiąwink
                (dawniej się mówiło o 'opium dla ludu')
                ja myślę inaczej - ale ok
      • joanna.d.arc po kryjomu 18.08.05, 10:40
        Samboraga poruszyła istotną kwestię. Co z tego, że zabronimy nastolatkowi rozmawiać
        z Mormonami? Wtedy młody człowiek zaraz sobie pomyśli, że ci Mormoni coś muszą wiedzieć
        o religii i wierze, czego rodzice nie chcą nam powiedzieć i mogą się z nimi spotykać
        po kryjomu! W końcu religia to nie narkotyk żeby szkodził. Ostatecznie na świecie
        jest tak wiele różnych religii, że warto poznać chyba kilka.

        Wczułam się w rolę młodego człowieka... Ja bym raczej pozwoliła. Lepiej jak rozmawia
        o innych religiach w domu niż ma chodzić nie wiadomo gdzie.
        • samboraga Re: po kryjomu 18.08.05, 12:35
          No to jako wywołanawink...

          Ja akurat byłam takim młodym człowiekiem 'poszukującym' - kiedyś opisałm 'moją
          droge' na tym forum, może później poszukam i Ci wkleję link. Po bierzmowaniu
          zaczęłam okres poszukiwań, który trwał prawie połowę mojego obecnego życia. A
          potem - wróciłam...

          >W końcu religia to nie narkotyk żeby szkodził.

          Prawdziwie wierzący i prawdziwa religia - akcentuje wolność osoby (no, ale jak
          jest w postach powyżej, z tym Ty się nie zgadzasz).
          W sekcie usłyszysz, że 'tylko my wiemy naprawdę', że nie powinnaś informować
          osób postronhych co robicie - chyba, że zostaniesz dopuszczona do 'akcji
          werbunkowej' - ale wtedy tez musisz się trzymać 'instrukcji'.
          A młody człowiek usłyszy, że nie powinien mówic rodzicom co robi i gdzie chodzi.
          I to ta różnica. Między 'inna religią' - do której mam szacunek mimo mojego
          powrotu do KK, a sektą...

          Na szczęście na różne demagogiczne chwyty mam alergię, więc jakoś obeszło się
          bez 'sekt' w moim życiu, ale nastolatek ma jeszcze słaby odruch instynktu
          samozachowawczegocrying więc nie zostawiałabym go sam na sam wobec ostrej
          psychomanipulacji (moją alergię zyskałam juz po okresie 'nastoletniem'wink).
          • samboraga Re: po kryjomu 18.08.05, 21:49
            To ten link:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=23883153&a=24006122
            Ale tak się zastanawiamsmile - że jeżeli uważasz religię za uzależnienie to
            czemu 'zgodziłabyś się' na swobodne kontakty nastolatka? religia to dla
            Ciebie 'uzależnienie pozytywne'? nie masz obaw, że 'się uzależni' i nie
            pozostanie 'neutralny'?
            • joanna.d.arc Re: po kryjomu 19.08.05, 10:11
              Taka zbiorcza odpowiedź.


              Tak, uważam, że religia jest w jakimś stopniu uzależnieniem. No bo osoby wierzące powinny żyć zgodnie z tą religią, a więc są przez nią jakoś ograniczone. Ale to uzależnienie może być pozytywne i negatywne (to oczywiście subiektywna ocena). Np. przestrzeganie dekalogu jest pozytywnym uzależnieniem (no ale dekalog to uniwersalny kodeks moralny nie tylko osób wierzących), a np. pewne żydowskie zwyczaje nieużywania urządzeń elektrycznych w piątki czy w soboty czy też zwyczaj Sikhów nieobcinania włosów jest już uzależnieniem jeśli nie negatywnym to uciążliwym.

              A gdzie uczą o zniewoleniu religią? Nie wiem. Sama do tego doszłam. Mam wykształcenie techniczne, więc po prostu logicznie kojarzę pewne fakty i ściśle definiuję pewne pojęcia. Jeśli coś mi nakazuje postępować tak a nie inaczej, to mnie zniewala. W tym sensie religie zniewalają.

              Ja sądzę że zgodiłabym się na kontakty nastolatka z różnymi religiami. Ja nie wiem, która religia jest najlepsza, a przedstawiciele każdej mówią, że ich własna, więc WOLAŁABYM żeby moje dziecko poznało kilka religii (niekoniecznie tylko z książek) i wybrała taką, która mu najlepiej odpowiada.

              Twierdzisz, że sekty uzurpują sobie monopol na prawdę. No to prawie każda religia jest sektą. Buddyzm chyba tylko nie jest aż tak "prawdziwy"? Co do drugiego warunku bycia sektą, czyli skrywania przed rodziną co się robi podczas spotkań religijnych, to chyba większość "normalnych" religii tego nie robi. Ja mam nadzieję mieć dobry kontakt z dzieckiem i chciałabym, żeby opowiadało mi co robi na spotkaniach z Mormonami, o czym rozmawia itd. Zakazy i nakazy nic nie pomogą. Jak nastolatek będzie chciał wstąpić do jakiegoś ruchu religijnego to i tak to zrobi. Trzeba z nim rozmawiać i umieć go wysłuchać oraz doradzić. Jak sekta przejmie tę rolę, to młody człowiek odwróci się od rodziców. Tak mi się wydaje. Ale dla jasności, nie chcę by moje dziecko zniknęło w jakiejś "sekcie" tak samo jak nie chcę by poszło do zakonu Jezuitów albo innych Barnabitów. Dla mnie to niewielka różnica - pociechy z dziecka i tak mieć nie będę. Co nie znaczy, że mu zabronię. Wolny wybór.
              • glupiakazia Re: po kryjomu 19.08.05, 11:02
                (no ale dekalog t
                > o uniwersalny kodeks moralny nie tylko osób wierzących),

                widzisz, tu wlasnie jest problem. bo nie zawsze i nie w taki sam sposob jak dla
                wierzacych. Przytocze tu chocby dwa - chyba najbardziej kontrowersyjne w
                naszych czasach przykazania: nie zabijaj i nie cudzoloz. Wydawaloby sie, ze
                proste, ale pole do interpretacji bardzo szerokie i (poza dosc jasna
                interpretacja KK) ile ludzi, tyle interpretacji. Nie mowiac juz o przykazaniu
                nie bedziesz mial bogow... To juz w ogole interpretacyjna studnia bez dna.

                A wlasnie o te "subtelnosci" w interpretacji chodzi, jesli mowimy o roznicach
                pomiedzy wierzacymi i niewierzacymi.
                Czy mnie religia zniewala? Widze to tak: jesli naleze do KK, przyjmuje jego
                interpretacje dekalogu jako sluszna, robie to dobrowolnie i z radoscia, to
                chodzenie co niedziela do kosciola nie jest kolejnym przykrym obowiazkiem,
                tylko radosnym spotkaniem ze Slowem Bozym i wyrazem mojego do Niego
                przywiazania. Dobrowolnym. Nie jem miesa w piatek. Czy to mnie ogranicza, bo
                nie moge wrabac schabowego, a akurat tak pieknie pachnie z kuchni sasiada? Nie
                czuje sie ograniczona, bo dzieki temu pamietam, kilka razy w ciagu dnia mysle,
                ze to wlasnie piatek i pamietam, co wydarzylo sie w Wielki Piatek. Pamietam, bo
                chce pamietac i ten piatkowy post mi w tym pomaga, nie ogranicza.
                I tak mozna by jeszcze dlugo, ale chodzilo mi tylko o pokazanie mechnizmu, wiec
                koncze.
                pzdr.
                • verdana Re: po kryjomu 19.08.05, 13:29
                  A ja absolutnie nie zgadzam się z itnieniem mozliwości świadomego wyboru wiary,
                  która "najbardziej odpowiada". Można wybrać zasady religii, które nam
                  najbardziej odpowiadają i wg. nich żyć, ale gdzie tu jest wiara? Nastolatek
                  poznaje katolicyzm, protestantyzm, islam, judaizm, hinduizm i co? Czy można
                  sobie powiedzieć "Od jutra święcie wierzę że istnieje Sziwa?". Wykluczone. Wiara
                  (i brak wiary)to nie jest kwestia swiadomego wyboru!!!!
                  • glupiakazia Re: po kryjomu 19.08.05, 14:07
                    Wiar
                    > a
                    > (i brak wiary)to nie jest kwestia swiadomego wyboru!!!!

                    hmm, my katolicy czesto modlimy sie o laske wiary dla kogos... laske...
                    ale mysle jednak, ze poza przypadkami tzw. gromu z nieba, kiedy czlowiek po
                    prostu "czuje" Boga, patrz przypadek Szawla, to wielu ludzi wierzy, bo tak im
                    wyszlo z rozumowego czysto poszukiwania odpowiedzi na pytanie o poczatek. W
                    takim przypadku bylby to jak najbardziej swiadomy wybor. Ale chyba zaczynamy w
                    tym watku mylic wiare z religia, Verdana tez pomieszala.
                    • verdana Re: po kryjomu 19.08.05, 14:17
                      Z czystej ciekawości - dlaczego pomieszałam.
                      Religia może być kwestią wyboru. Wiara - niezaleznie czy wpojona w dzieciństwie,
                      czy wymodlona, czy jako nagłe olśnienie - chyba nie może być świadoma. Wiara
                      opiera się własnie na elemencie niepewności. Jak mam pewność - to nie jest wiara
                      - to potwierdzienie istnienia pewnych faktów i zjawisk. Wiara jest wtedy, kiedy
                      "nie zobaczyli, a uwiwierzyli". A wiec świadomym wyborem, związanym z
                      rozumowanymi poszukiwaniami, raczej być nie może.
                      • glupiakazia Re: po kryjomu 19.08.05, 14:30
                        W poprzednich postach wiara czesto byla uzywana zamiennie z religia, ale z
                        kontekstu jest jasne, ze chodzilo bardziej o religie. Natomiast Ty piszesz w
                        swoim pierwszym poscie wlasnie o wierze przede wszystkim. Ale to nie istotne,
                        pewnie tak wyszlo z pospiechu, bo doskonale wiem, ze odrozniasz wiare od
                        religiismile)

                        Wiara jest wtedy, kiedy
                        > "nie zobaczyli, a uwiwierzyli". A wiec świadomym wyborem, związanym z
                        > rozumowanymi poszukiwaniami, raczej być nie może.

                        Tu musialabym odpowiedziec odwolujac sie do dosyc osobistego doswiadczenia,
                        nie wiem, czy moge
                        • verdana Re: po kryjomu 19.08.05, 17:34
                          Bardzo byłabym zainteresowana, o ile oczywiscie chcesz napisać o swoich
                          prywatnych sprawach.
                          Jest to temat, który mnie, osobę jak wiesz, niewiwrzacą, bardzo interesuje. Tym
                          bardziej, że moje dzieci własnie mogły (czy tez nie mogły, jak sama
                          stwierdzałam) wybierać sposród różnych opcji. I wcale nie jestem do końca
                          przekonana, czy to dobrze, czy niezupełnie.
                          • isma Re: po kryjomu 19.08.05, 18:06
                            Kaziu, dolaczam sie do prosby wink)).
                            • joanna.d.arc Re: po kryjomu 20.08.05, 10:46
                              Chyba faktycznie pomieszała mi się trochę wiara z religią. Wiara jest wtedy, gdy sądzimy
                              że Ktoś lub Coś jest "tma w górze". A religia to imię jakie temu Komuś lub Czemuś nadamy.
                              Chciałabym, aby moje dziecko (dzieci?) w przyszłości, jeśli tylko będą wierzyć w Kogoś lub Coś,
                              same zdecydowały czy nazwą go Jezus czy Allah czy Siwa czy Kriszna. Za nic w świecie
                              nie chcę im tego narzucać. No ale żeby mogły świadomie wybrać to imię, muszą poznać
                              różne religie. Dlatego nie będę im tego bronić. Oczywiście będę z nimi rozmawiać i przekonywać
                              do różnych rzeczy (jak już wspomniałam, nie bardzo chciałabym zobaczyć swoje dziecko
                              w klasztorze czy w sekcie - będę go od takiego pomysłu odwodziła).
                              • samboraga Re: po kryjomu 20.08.05, 16:49
                                jest jeszcze jedna rzecz z "wiarą" i "religią"
                                nie można 'wybrać wiary' - tu zgadzam się z Verdaną chociaz tez czekam na
                                Kazięsmile - trzeba poczuć 'dotknięcie Boga' (łąskę) i wtedy zaczyna się wierzyć,
                                ale jest wiele osób, które zapał, emocje? (nie wiem jak to nazwać) do religii
                                mylą z wiarą i one niejako 'wybierają religię' tzn. wybierają praktyki
                                religijne – a potem nagle z dnia na dzień czują pustkę i wówczas ida do
                                następnej 'religii' bo ta 'nie była prawdziwa skoro już mnie nie wciąga' -
                                gdzie oczywiście przeżywają kolejne rozczarowanie, wybierają różne 'towary
                                religijne' wierząc że to jest wiara i wówczas wiara zaczyna im się kojarzyć z
                                zamknięciem w bezsensownych zasadach i regułach

                                natomiast może się okazać, że ktoś zaczyna się interesować daną religią,
                                zaczyna praktykować ot tak, bo 'coś go przyciąga' (moim zdaniem to jest już
                                łaska chociaż człowiek może jeszcze nie zdawac sobie z tego sprawy) - a potem
                                zjawia się 'łaska wiary' , otwarcie (tzn. tutaj juz człowiek zdaje sobie
                                sprawę, że naprawdę wierzy tj. czuje wewnętrznie że miłość Boga, przyciąganie
                                miłością, a nie że człwoek 'wypełnia praktyki' ze strachu przed 'obrażeniem'
                                Boga)

                                w ogóle to uważam, że dziecko jest ‘z natury’ wierzące (ufające) – że
                                ludzie ‘stają się’ niewierzącymi (oczywiście również dzieci) – i rolą rodziców
                                jest je w wierze wspierać a przed utratą wiary, ufności zabezpieczać - chodzi
                                mi o rodsieców wierzących (oczywiście w pewnym momencie ta dziecięca wiara się
                                zmienia w dojrzałą)
                                a ‘wychować w wierze’ można tylko w to co się wierzy samemu i rzeczywiście
                                wierząc samemu, bo dziecko to świetny obserwator i wychwyci każdą nieszczerość
                                czy niespójność naszej wiary, poględów – z tego tez powodu można wychować tylko
                                w swojej wierze, chociaż oczywiście nie przeszkadza to w przekazaniu dziecku
                                szacuenku dla innych

                                ja mówię mojemu dziecku o różnych religiach (ma jego poziomie oczywiście – np.
                                że są ludzie którzy na Boga mówią Allah) ale nie pozwoliłabym sobie
                                na 'niewychowywanie go w wierze’
                                nie dlatego , że Kościół mi każe, nie dlatego że 'on ma wierzyć tak jak ja i
                                już'
                                dlatego, że dla mnie 'wychowanie w wierze' to przekazanie, nauczenie ‘postawy
                                wierzącej’ - a bardziej jest prawdopodobne że „zapewnię” mu dotarcie do łaski
                                wiary (do wiary dojrzałej) gdy będzie widział moją wiarę (zaś moja wiara jest
                                połączona z życiem praktykami religijnymi, z życiem sakramentami) i naśladował

                                nie wprowadzając dziecka w ten świat kładę mu kłody pod nogi w dochodzeniu do
                                jego własnej świadomej wiary
                                kłody oczywiście można pokonać (cóż to dla Ducha Św.wink - ale jest trudniej
                                może się przy tym okazać, że dziecko zachowa ‘postawę wiary’ a zmieni
                                wyznanie...
                                a że wolałabym, żeby moje dziecko tez pozostało katolikiem - no cóż,
                                wolałabym...
                                • glupiakazia Re: po kryjomu 22.08.05, 09:46
                                  Bardzo pieknie napisalas, Samborago.

                                  To ja moze jeszcze sprobuje cos dodac o rozumowych poszukiwaniach i 'dotknieciu
                                  Boga'.

                                  U mnie bylo tak, ze istnienie Boga mi wychodzilo z rozumu (a w zasadzie z jego
                                  niedoskonaloscismile), poza tym swego czasu analizowalam taw. dowody na istnienie
                                  Boga roznych filozofow i generalnie uznawalam, ze trzymaja sie kupy.
                                  A 'dotkniecie Boga' bylo kropka nad i. Zreszta, to co ja uznalam za owo
                                  dotkniecie wielu ludzi (chyba i wierzacych i niewierzacych) pewnie uznaloby za
                                  rzecz normalna. Ale to troche tak jak w takim jednym mailu, ktory niedawno
                                  krazyl: czlowiek powiedzial, Boze daj mi znak, dotknij mnie i wtedy motyl
                                  usiadl mu na ramieniu, ale czlowiek strzepnal go i poszedl dalej. Troche to
                                  ckliwe, wiem, jednak chyba nie potrafilabym tu dokladnie opisac
                                  mojego 'dotkniecia Boga', moge tylko napisac, ze owo dotnkiecie bylo
                                  zrozumieniem, ze 'Bog jest Miloscia'.

                                  p.s. a tak a propos roznych filozoficznych dywagacji, to sobie kiedys
                                  pomyslalam - i szczerze mowiac do tej pory nie bardzo wiem, co z ta mysla
                                  zrobic - ze Bog stworzyl czlowieka, po to by zostac przez niego pomyslanym.
                                  Ale to chyba tak troche bluznierczo mi sie pomyslalo...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka