mabrulki
29.03.06, 08:33
Moja przyjaciółka powiedziała mi kiedyś,że ja się kompletnie nie nadaję do
interesów,bo zawsze myślę o tym żeby drugiej stronie było dobrze.
Ma rację.
To jest pewnie kwestia charakteru,jestem raczej "miękka".
A jak jest według was,jaka postawa waszym zdaniem jest dopuszczalna w tym
tzw."robieniu interesów"? Niby odpowiedź jest oczywista,chrześcijanina zawsze
i w każdej sytuacji powinna obowiązywać postawa miłosierdzia i dobroci.Czy
rzeczywiście?
Podam dwa przykłady:
1.Zamierzacie kupić dom, znajdujecie nieruchomość,która wam bardzo
odpowiada.Jesteście zaskoczeni niską ceną - jest zdecydowanie zaniżona.Jset to
cena niska obiektywnie,dla was jednak nadal dość wysoka,boicie się czy dacie
radę,a jednocześnie kusi okazja.Macie świadomość,że taniej już nic nie
znajdziecie.Dowiadujecie się,że właścicielka domu ma nóż na gardle,sytuacja
życiowa zmusza ją do jak najszybszej sprzedaży,krótko mówiąc ma klopoty i
potrzebuje pieniędzy.Pierwotna cena domu była wyższa,ale z braku nabywców
została opuszczona dla pierwszego zainteresowanego,który jednak się nie
zdecydował,i ta niższa już cena została zaoferowana wam.
Pytanie : wiedząc,że brakuje zainteresowanych,ze czas właścicielkę
nagli,próbujecie jeszcze negocjować cenę?
2.Posiadacie wózek dziecięcy.Choć nie był tani,od początku byliście z niego
niezadowoleni.Wózek jest niewygodny zarówno dla dziecka do siedzenia czy
leżenia, jak i w obsłudze.Nikomu byście go nie polecali.Teraz postanawiacie go
się pozbyć i zakupić małą parasolkę.
Pytanie: czy wózek próbujecie komus sprzedać,choćby za symboliczną kwotę?
Jeśli tak,to czy szczerze opisujecie jego wady,ze świadomością że
prawdopodobnie odstraszy to nabywcę? Czy oddajecie go osobie
potrzebującej,która ewentualnie byłaby zainteresowana mimo jego wad (ze
względu na to ze za darmo)?