Dodaj do ulubionych

17-latek nie chce chodzić do kościoła

31.01.07, 14:25
Mój syn kategorycznie odmawia chodzenia do kościoła. Problem rozpoczął się
ponad rok temu, kiedy nie chciał przystąpić do bierzmowania. Zawarłam z nim
układ (wiem, że to nie było najlepsze posunięcie), że do bierzmowania
przystąpi, a ja później nie będę go zmuszać do chodzenia do kościoła. I
niestety jest konsekwenty, choć wcześniej sam pilnował sakramentów, był
ministrantem...
Poradźcie, co mam robić......
Obserwuj wątek
    • zuzanna56 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 31.01.07, 19:38
      Może to wpływ rówieśników.
      Sama obserwuję ten problem ucząc w katolickim liceum i gimnazjum. Są u nas
      uczniowie którzy od dawna nie chodzą do kościoła. Mamy raz lub dwa razy w roku
      klasowe msze i wtedy pojawia się problem. Staram się rozmawiać i zachęcać aby
      może spróbowali pójść na młodzieżową mszę do innej parafii. Pytam dlaczego
      właściwie nie chcą iść do kościoła. Myślę że nic na siłę. Modlę się za nich.
      Tyle mogę dla nich zrobić.
      Mój syn niedawno został ministrantem. Bardzo to przeżywa.
    • maika7 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 31.01.07, 20:09
      Porozmawiaj bardzo poważnie o przyczynach. Spróbuj zrozumieć.

      Nie naciskaj - Twój Syn dorasta, wybiera własną drogę. Byc może odległą od
      Twojej. Ale Twoje wsparcie, akceptacja i miłośc będzie mu potrzebna cały czas.

      M.
    • mader1 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 31.01.07, 20:34
      Pytałam moją 16-latkę. Ona sama chodzi do kościoła, do bierzmowania poszła
      nawet rok wcześniej, na swoją własną prośbę. Ma w klasie osoby, które deklarują
      się jako niewierzące. Pytałam ją, co można w ich przypadku zrobić.
      Poradziła, żeby nic nie robić. Nie zmuszać. Łatwo tak mówić. Aż język świeżbi
      pewnie. Ale chyba jest to rozsądna rada. On chyba musi poczuć, że jest wolny,
      że jeżeli podejmie decyzję o chodzenu do Kościoła, będzie to jego decyzja. Chce
      być dorosły.
      Czasem trzeba odejść , żeby wrócić.
      Natomiast moja córka radzi jeszcze, by wypisać go z religii. Twierdzi, że ma 2
      osoby w klasie ( chłopców), którzy chodzą na religię tylko z powodu rodziców.
      Są nieprzyjemni, starają się nie dopuszczać do siebie niczego pozytywnego.
      Zamanifestować postawą, że to nie ich świat. W ten sposób punktują błędy,
      utwierdzają się w swojej niechęci.
      A czy z Twoim synem da się rozmawiać ? Dlaczego nie chce chodzić do kościoła ?
      Jakie powody podaje ?
      Może chce zamanifestować swoją dorosłość ? A może przyczyny są bardziej
      złożone ?
      Jakich ma znajomych, jakie środowisko ?
      • stokrootka40 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 31.01.07, 22:24
        Srodowisko ma fajne, Chodzi do najlepszego liceum w mieście, popołudniami
        chodzi do szkoły muzycznej, bardzo dobrze się uczy, jest harcerzem w ZHR.
        Twierdzi, że religia nie jest mu do niczego potrzebna. Odpuścić??
        • mamaadama4 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 01.02.07, 00:25
          My mamy podobny problem, moi pasierbowie 20 i 15 lat też przez to przechodzą.
          Młodszy buntuje się troche mniej - może z racji wieku. Ja mam mniejszy wpływ,
          ale oboje z mężem konsekwentnie mówimy w niedzielę - idziemy do kościoła.
          Możesz sobie nawet patrzeć w sufit, ale idziesz. Nie ma jakiś strasznych
          oporów, nie wiem, co będzie dalej.
          • nulleczka Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 01.02.07, 07:26
            Wiem, że to trudne, ale odpuścić...Dać mu wolność, niech sam wybierze....
            A równocześnie módl się za niego, jeśli możesz - ofiaruj jakiś chociaż drobny
            post....Pamiętam moją babcię - bardzo pobożną kobietę. Miała szóstkę dzieci,z
            których trójka na długi czas odeszła od kościoła...Ale wrócili, pojednali się z
            Bogiem. Myślę, że to duża zasługa jej modlitwy.
          • maika7 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 01.02.07, 07:43
            > ale oboje z mężem konsekwentnie mówimy w niedzielę - idziemy do kościoła.
            > Możesz sobie nawet patrzeć w sufit, ale idziesz. Nie ma jakiś strasznych
            > oporów, nie wiem, co będzie dalej.

            20-latka tak traktujesz?
            Do chodzenia na msze można zmusić, ale do świadomego i czynnego uczestnictwa w
            niej - juz nie. Tak samo jak można zmusic do chodzenia do kościoła, ale nie
            mozna zmusic do wiary w Boga.
            Gdy pojawiają sie opory przed chodzeniem do kościoła i na religię to znaczy, że
            pojawiają się wątpliwości. To trudny czas i delikatny. I potrzeba naprawdę dużej
            rozwagi, żeby pomóc dorastającym dzieciom w poszukiwaniach swoich dróg. Nawet
            odmiennych.

            M.
            • mamaadama4 Re: do maiki 01.02.07, 11:03
              Tak, 20-latka.
              Może dlatego, że jego bunt nie jest własciwie buntem klasycznym - rozmawiamy
              czasami na ten temat. On nie odrzucił wiary, młodszy też. Ale lenistwo i brak
              rozumienia potrzeby niedzielnej mszy św. bierze górę. Głównie lenistwo - bo
              jakos nie potrafią przedstawic żadnych argumentów. Nie ciągniemy ich na siłe -
              po prostu przychodzi moment wyjącia do kościoła i się im to mówi.
              Ja rozumiem, że koażdy może przechodzic kryzys, mieć wątpliwości, poszukiwać
              własnej drogi, ale jestem to w stanie w ich wypadku zweryfikowac podczas
              rozmowy. Argument "nie, bo nie" nie jest żadnym argumentem. Może oni rozumieja
              też mnie i swojego ojca skoro przystają na to.
              • maika7 Re: do maiki 01.02.07, 11:22
                Rozmumiem smile

                Zdziwiłam się tym 20-latkiem, bo odebrałam Twoją wcześniejszą wypowiedź jako
                traktowanie go na zasadzie "idziesz i koniec".

                M.
              • mamamonika Re: do maiki 01.02.07, 15:57
                Lenistwo też o czymś świadczy. Jak nie będzie czuł potrzeby, nie uwarunkujesz
                go na przyszłe życie smile). Może zadziałać tak, że jak już stracicie nad nim
                kontrolę, nie będzie uczestniczył we Mszy, bo się w końcu wyzwolił...
                Przerabiałam to samo, tylko z większym hukiem, bo ja się nie dawałam
                zaprowadzić wink))
                Odpuść...
        • mader1 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 01.02.07, 12:25
          Lepiej odpuścić... Jest to bolesne - ale lepiej już tak.
          Jeżeli nie odpuścisz i syn będzie chodził do kościoła, bo tak nakazujesz,
          będzie tam stał zbuntowany. I będzie starał się utwierdzić w swoim buncie -
          będzie punktował każdą pomyłkę, głupotę.
          Nie można go zmusić.
          Jakiego ma katechetę ? Inteligentni młodzi ludzie są bardzo wyczuleni na
          wszelki fałsz, głupotę ? Zapytaj czy go zwolnić z lekcji religii.To wązne,
          ponieważ często tacy uczniowie wchodzą w konflikt z nauczycielem. "Nakręcają
          się" i popisują. Niekiedy część klasy czuje do nich w związku z tym niechęć.
          Nie rezygnuj z rozmowy z nim. Ale takiej szczerej - jak z dorosłym. Czy chodzi
          mu o zwykłe lenistwo - wtedy rozmawia się inaczej.
          Może jednak ktoś go zranił.
          Mów mu też, że niezależnie od Jego decyzji Bóg Go kocha. To jest chyba
          najważniejsze na przyszłość. Żeby miał świadomość, że Bóg Go kocha.
          • mamaadama4 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 01.02.07, 12:38
            U nas wiele złego zrobiła katechetka starszego - siostra zakonna, jego
            wychowawczyni z gimnazjum. Była to niestety osoba, która nie powinna pracować z
            dziećmi, tym bardziej w takim wieku.
            Ale ja sie będę upierać - z argumentami mogę dyskutować, wątpliwości przyjmę,
            poszukiwanie własnej drogi. Ale nie to, że komus sie nie chce, bo nie. W życiu
            wiele razy trzeba przełamywać własne lenistwo i podjąć wysiłek, choćby pójścia
            na niedzielna mszę.
            • mader1 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 01.02.07, 12:53
              wiesz, też się zgadzam. Nie chce mi się - to nie jest argument. Tym bardziej,
              że nam się też nie chce pewnych rzeczy.
              Czasem - gdy dziecko dojrzałe - katechetę też można przeżyć. Moja córka miała
              przez wiele lat kompetentnych, dobrych, wierzących nauczycieli. Katechetkę też.
              W tym roku stało się inaczej. Siostra z całymi pozorami kobiety rozumnej,
              młodej, ładnej okazała się zdziebko egzaltowana, mocno czepliwa, mijająca się
              trochę z wiedzą o Kościele... Córka poprosiła o zwolnienie z religii, bo
              powiedziała, że czasem jej wstyd... Usiedliśmy... rozmawialiśmy sporo o
              wspólnocie, w której każdy jest częścią. O tym, że jest osobą ważną w klasie...
              o tym czy może dyskutować na lekcji religii, czy może rozmawiać o lekcji
              religii... Siostra nie jest z niej zadowolona wink)), bo nie siedzi cicho i nie
              kiwa główką smile)) i nie uczy się na pamięć wyznaczonych fragmentów smile))) Nawet
              nie wie, czemu ma tyle osób na lekcji i czemu mają cierpliwość dla jej
              histerycznego charakteru smile)))
    • aka21 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 01.02.07, 09:10
      Zdecydowanie odpuścić! Masz młodsze dzieci więc o wierze rozmowy będa, moze
      będziesz musiała im wytłumaczyć dlaczego ich brat z Wami nie idzie do kościoła,
      może on to będzie słyszał? To wszystko gdzieś w środku pracuje, Bóg jest przy
      nim. I pamiętaj: lepiej być zimnym, niż letnimsmile Do takiego wbrew pozorom
      łatwiej Bogu trafić! Musisz być otwarta na rozmowy, na wystawianie na próbę ze
      strony syna, na potrzebę własnego świadectwa, dlaczego wierzysz, kim dla Ciebie
      jest Bóg!
      I jeszcze jedno, czym innym jest wiara, a czym innym chodzenie do kościoła.
      Może on się gdzieś pogubił, może coś mu w kościele przeszkadza, ktoś go zranił?
      może warto by z kimś porozmawiał? Jak mozesz to podpytaj syna, dlaczego tak
      zadecydował?

      Ty jako matka mozesz za niego się modlić. Jak pisała Nulleczka, post tez jest
      baaardzo owocny (ostatnio znów to odkryliśmysmile).
      • wiga1968 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 01.02.07, 09:56
        Podobno, to "książkowe" zachowanie, że dzieci religijnych rodziców przez jakiś
        czas nie chodzą do kościoła. Mamy podobny problem z 19 latkiem. Tzn. on niby
        wychodzi do kościoła, ale bardzo często do niego nie trafia. Próbujemy
        tłumaczyć mu, że "bez Boga, ani do proga" , ale myślę , że on sam musi dojrzeć.
        Był ministrantem, jeździł z nami na oazy, jeździł później sam. Gdzieś w wieku
        16-17 lat zaczął unikać najpierw ministrantury, potem coraz dalej od ołtarza
        stawał w kościele, aż wreszcie zaczął wogóle unikać kościoła i wszystkiego, co
        się z nim wiąże. Powtarza slogany na temat księży, kościoła itp.
        Taki wyraźny bunt przeciw Bogu zaczął się , gdy zmarł najpierw mój tata-
        ulubiony dziadek syna, a 2 miesiące później w wypadku zginął kolega z klasy (z
        jednej ławki).
        Czasem syn chodzi jeszcze do spowiedzi (przy ważnych uroczystościach - niedawno
        został ojcem chrzestnym najmłodszego braciszka), czasem też klęka z nami do
        wieczornej modlitwy.
        W naszej wspólnocie często pojawia się taki problem i wszyscy mówią zgodnie-
        zostawić to Bogu. Modlić się za "delikwenta" i mieć nadzieję, że ziarno zasiane
        w dziecińswie wyda plon w późniejszym wieku.
        A najważnieksze, to dawać ciągle świadectwo własnym życiem. Mniej mówić, a
        bardziej żyć wiarą. Dzieci bardziej obserwują niż pytają.
    • nordynka1 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 01.02.07, 09:41
      nie dodam nic nowego, myśle podobnie jak osoby co się już wypowiadały
      modlić się za niego
      odpuścić
      rozmiawiać delikatnie o tym, co sie stało, dlaczego, co mu przeszkadza, moze
      widzi coś błędnie, może coś go zraziło i warto to wyjaśnić, może zachowanie
      kogoś z kościoła - dobry pretekst do rozmowy o greszności wszystkich i o łasce
      bożej dla wszystkich po równo - nie wiem to co pisze zdaje mi się trochę
      abstrakcyjne..

      Jeśli mówi że "religia nie jest mu do niczego potrzebna" to mnie się wydaje, że
      odkrył, ze chodził do kościoła, a nie wierzył w prawdy wiary.
      Paradoksalnie do takiej osoby Bóg ma łatwiej. Bo nie jest letni. Jest zimny.

      Pamiętam w modlitwie.
      • maika7 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 01.02.07, 10:15
        >Paradoksalnie do takiej osoby Bóg ma łatwiej. Bo nie jest letni. Jest zimny.

        To lub podobne zdanie pojawiło się kilka razy. Ono mówi o nadziei, łagodzi lęk
        wierzących rodziców przed odejściem dziecka od wiary. Jesli istnieje Bog, to ma
        do wszystkich "łatwo" i do letnich i do zimnych.

        Raczej oswajałabym się z myślą, że przyjdzie rodzicom zaakceptować to oddalenie
        dzieci od wiary. Byc może wrócą - najczęściej wracają. Ale czasem nie wracają.
        Mimo, że "są zimne" i "Bog ma wtedy paradoksalnie łatwiej". I w takiej sytuacji
        najcenniejszy - według mnie - jest wzajemny szacunek dla dróg wybranych.

        M.
        • aka21 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 01.02.07, 10:59
          Jesli istnieje Bog, to ma
          > do wszystkich "łatwo" i do letnich i do zimnych.
          To prawda, tylko Bóg nie może nic zrobić jeśli my tego nie chcemy.Szanuje
          naszą wolność, aż do bólu! Jeśli ktoś jest letni to sam siebie oszukuje, głaska
          swoje sumienie: przecież chodzę do kościoła w niedzielę, czasem się spowiadam,
          czasem nawet pomodlę się z dzieckiem. A życie? życie jest ciężkie i muszę w nim
          sobie radzić, tak po ludzku, bo Bóg na ziemię do mnie nie zejdzie i nic za mnie
          nie zrobi. Dla mnie to jest nie do przyjęcia. Wiara która zmienia się jedynie w
          tradycję i miłe obrzędy nie jest wiarą. Wiara, dla mnie jest wtedy gdy Bóg jest
          w mojej codzienności, w małżeństwie, mojej pracy, wychowywaniu dzieci.
          Jeśli ktoś jest zimny jest wbrew pozorom bardziej otwarty (bo nowość, inność
          mogą zainteresować, pociągnąć, zachwycić) i jak ktoś taki zobaczy ludzi
          żyjących Bogiem, ufajacych Mu i zobaczy, ze Ci ludzie są szczęśliwi, bezpieczni
          i TEŻ wolni!to moga dać Bogu szansę. Mogą, ale oczywiście nie muszą...
          Letni łatwiej to wszystko przegapiąsad

          Nigdy nie chciałabym, aby nasze dzieci wierzyły dlatego, ze myśmy ich tak
          wychowali. Ufam, ze w pewnym momencie same odkryja Boga i się Nim zachwyca i
          będą żyć w jedności z Nim! Może przyjdzie to stopniowo, moze będzie jakieś
          szczególne wydarzenie, może będzie potrzebny bunt i odejście, ale wierzę i
          modlę się o to aby przeszły przez ten czas najbezpieczniej jak się da. My jako
          rodzice możemy im jedynie pokazać kim dla nas jest Bóg i przede wszystkim
          uzasadnić dlaczego uczestniczymy w pewnych praktykach religijnych, bo do
          kościoła nie chodzimy dlatego, ze to grzech, ani dlatego, ze nasi rodzice
          chodzili.

          Wzajemny szacunek dla wybranych dróg z pewnością jest nieodzowny! I ważne, żeby
          on był jednak wzajemnysmile
          • maika7 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 01.02.07, 11:32
            > Jeśli ktoś jest zimny jest wbrew pozorom bardziej otwarty (bo nowość, inność
            > mogą zainteresować, pociągnąć, zachwycić) i jak ktoś taki zobaczy ludzi
            > żyjących Bogiem, ufajacych Mu i zobaczy, ze Ci ludzie są szczęśliwi, bezpieczni
            > i TEŻ wolni!to moga dać Bogu szansę. Mogą, ale oczywiście nie muszą...
            > Letni łatwiej to wszystko przegapiąsad

            Zakładasz chyba, że "zimni" nie mieli wcześniej styczności z tzw. "żywą wiarą"
            (= taką właśnie przejawiającą się w codzienności, a nie w rytuałach jedynie).
            "Zimni", to tez tacy, ktorzy utracili wiarę (odeszli? wybrali droge bez Boga?).
            Bo tak jak drogi do wiary są różne, tak samo drogi do ateizmu są rózne. I
            "zimność" bywa różna.
            Kim są w takim razie ci "letni"? Pozoranci?

            Nie bardzo to chyba rozumiem
            smile
            M.
            • aka21 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 01.02.07, 12:54
              "Zimni", to tez tacy, ktorzy utracili wiarę (odeszli? wybrali droge bez Boga?).
              Zgadza się! Ale ci musieli mieć jakiś powód odejścia. Jeśli ktoś doświadcza
              obecności Boga w swoim życiu, odnajduje w tym szczęście i sens życia,
              doświadcza miłości Boga w codzienności, widzi i wierzy w Jego troskę o siebie,
              mimo kłopotów i naturalnie rodzacych sie wątpliwości, to bez powodu nie zrywa
              tej relacji... musi być jakaś głęboka przyczyna, jakieś zranienie,
              niezrozumienie... może oskarżenie Boga, że komuś pozwolił być wolnym i dopuścił
              do zranienia. Czasem ludzie odchodza, bo patrza na współbraci, na ich grzech,
              zło któremu ulegają, a nie potrafią zobaczyć Boga przebaczającego, tulącego i
              leczacego i przede wszystkim kochajacego, kochającego wszystkich jednakowo!
              Wiem, można powiedzieć, ze to tylko słowa, ludzkie wymysły. Moze można siebie
              przekonać, ze to wszystko czego się wcześniej doświadczało to praca mojej
              wyobraźni, zbiegów okoliczności? Dla mnie doświadczenie Boga jest zbyt mocne
              bym potrafiła zaprzeczyć Jego istnieniu, a przecież nie zawsze był mi tak
              bliski, choć nigdy od Niego nie odeszłam. Kidyś, gdy wysłuchał, bardzo
              konkretnie i szybko mojej prośby, zanoszonej moze bardziej po to by poczuć się
              bezpieczniej, przeraziłam się jak On jest blisko! i od tej pory nasza wzajemna
              relacja zaczęła się zmieniać....

              Letnich nie nazywałabym pozorantami, to by było wyrachowanie. Myślę, ze oni są
              nieświadomi kim Bóg chce dla nich być, i jak wiele chce im dać, więcej: daje
              im!. Może to Ci co wierza w Jego istnienie, ale wciąż trudno im Bogu zaufać?
              Może tak zostali wychowani? Wierzę, ze i im Bóg potrafi otworzyć oczysmile Trochę
              jak z tym drugim synem z przypowieści o synu marnotrawnym. Nie doceniał co ma,
              ojciec wziął go na rozmowę, wyjaśnił, nie zostawił obrazonego na polu...

              Pzdr.
              Aga
              • maika7 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 01.02.07, 13:46
                > Zgadza się! Ale ci musieli mieć jakiś powód odejścia.

                Tak i te powody, ktore wymieniasz w dużej części chyba wyczerpuja "pule".
                Pozostaje jeszcze ten, o którym pewnie trochę więcej napiszę odnosząc się do
                wypowiedzi Sion. Ten, ktory tak trudno zaakceptowac i zrozumieć patrząc ze
                strony wierzących - odchodzi sie tez dlatego, ze ma sie świadomośc, ze Boga nie
                ma. Tak, jak wierzący mają świadomośc, ze Bóg istnieje, tak od strony ateisty
                jest świadomość, ze Boga nie ma. Nie ma w tym wypadku elementu buntu, walki,
                oskarżeń. Nie ma patrzenia na grzechy innych. Jest tylko przekonanie - Bog
                istnieje wyłącznie w umysle ludzi. I to przekonanie jest równie silne jak wiara
                w to, że Bog jest realnym bytem u ludzi wierzących.

                Letni - chyba juz rozumiem, kogo nimi określasz. Czy nie można ich nazwac w
                takim razie wahajacymi sie?
                M.
                • aka21 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 01.02.07, 14:23
                  Zacznę od końcasmile
                  Nie nazwałabym ich wahajacymi się, bo oni za takich się nie uważajasmile Dla nich
                  wszystko jest OK. Robią "wszystko" co im Kościół zaleca by dostapić zbawienia,
                  a jednocześnie przeżyć na ziemi. Tak zwyczajnie. Dla nich wiara jest
                  wypełnianiem pewnych zaleceń w zamian za które "coś" otrzymają, moze nawet
                  opikę Bożą na ziemi, zdrowie? I przede wszystkim nie ma chęci poznawania Boga,
                  zbliżania się do Niego. Jest stan stały w którym nauczyli się żyć.

                  Tak, jak wierzący mają świadomośc, ze Bóg istnieje, tak od strony ateisty
                  > jest świadomość, ze Boga nie ma. Nie ma w tym wypadku elementu buntu, walki,
                  > oskarżeń. Nie ma patrzenia na grzechy innych. Jest tylko przekonanie - Bog
                  > istnieje wyłącznie w umysle ludzi.

                  Taka postawa nie dziwi mnie u kogoś kto się z doświadczeniem obecności Boga w
                  swoim zyciu nie spotkał, ale u kogoś kto był blisko?, czuł się kochany przez
                  Ojca, nie rozumiem? "Coś" po drodze musiało się stać. To trochę jakby
                  twierdzić, że istnieje tylko to co widzimy, albo doswiadczalnie mozemy wykazać.
                  Moze można tak żyć? Może można tak odejść? Tylko jak zaprzeczyć temu co się
                  przez może wiele lat działo, a może tak jest wygodniej?, nie ma potrzeby
                  stawiania dodatkowych pytań, czasem zmagania się z własnymi słabościami,
                  wątpliwościami? Nie wiem co może do takiego odrzucenia Boga doprowadzić
                  człowieka?
                  • maika7 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 01.02.07, 15:00
                    Letnich zostawiam już w spokoju smile

                    Troche jeszcze o zimnych.
                    > Taka postawa nie dziwi mnie u kogoś kto się z doświadczeniem obecności Boga w
                    > swoim zyciu nie spotkał, ale u kogoś kto był blisko?, czuł się kochany przez
                    > Ojca, nie rozumiem?

                    Bo to jest trudno zrozumieć. Czasem tłumacze sobie to tak, że jak Ci
                    niedoświadczający nagle poczują, ze doświadczają (nawrocenia), tak podobnie może
                    działac w druga strone - doświadczasz niedoświadczania - rodzi sie nieodparte
                    przekonanie, że to tylko twoja osobista interpretacja, ze doswadczałas, a
                    obiektywnie istnieje pustka. Tak, jak wczesniej interpretowałaś, ze wszystko, co
                    sie w twoim życiu zdarza pochodzi od Boga, ktory stawia takich a nie innych
                    ludzi i doswiadczenia na twojej drodze, tak w pewnym momencie przestajesz w tym
                    widziec "palec boży". Tak jak wczesniej myslisz (czujesz ją), ze doświadczasz
                    miłości nadprzyrodzonej, tak poźniej postrzegasz, ze niebo jest puste. I nie
                    masz o nic do nikogo żalu. Świat jest jaki jest. Przyjmujesz to.

                    > "Coś" po drodze musiało się stać. To trochę jakby
                    > twierdzić, że istnieje tylko to co widzimy, albo doswiadczalnie mozemy wykazać.

                    Nie wiadomo co sie stało. Życie nabrało innego sensu i innego wymiaru. Ani nie
                    gorszego, ani nie lepszego. Nie znikneły zjawiska , których nie da sie
                    wytlumaczyc, nie pojawiły sie odpowiedzi na pytania, na ktore nie umiemy sobie
                    odpowiedzieć, świat nie ograniczył sie do szkielka i oka. To cały czas jest ten
                    sam swiat. Ale Bog przestal byc realnością. Tylko dla Ciebie. Dla Twoich
                    przyjaciół i bliskich (części) nadal istnieje. Nie umiesz nic zinterpretować
                    tak, żeby byl w tym Bog realnie istniejacy. To samo mieszkanie, tylko pokoje
                    inne smile

                    Tak to mniej wiecej wygląda w przypadku tego rodzaju zimnych.
                    Są jeszcze zimni, ktorzy nigdy nie wierzyli, wychowywali sie w rodzinach
                    ateistycznych i sprawa wiary nigdy ich za bardzo nie interesowała. Ale chyba
                    można ich pominac, bo, ich rodzice nie mają dylematu, i niepokoju "czy znajda
                    drogę do Boga"
                    No i zimni (agnostycy), których w ogóle sprawa czy istnieje Bog nie interesuje.

                    M.


                    • sion2 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 01.02.07, 15:15
                      Wiesz ze to ciekawe co napisalas. ja napiszę teraz tez z punktu widzenia
                      mojego, chrzescijanskiego zgodnego z nauką o wierze takze.

                      Otoz etap w ktorym sie "czuje" i "doswiadcza" Boga mija u prawie kazdego, u
                      wiekszosci szybko u niektorych nawet po kilkunastu latach. I choc sie wydawalo
                      wczesniej ze te wszystkie maksymalne przezycia, ta łatwosc widzenia wszedzie
                      dzialania Boga, ta pewnosc ze jest sie taaaak kochanym, ta wieczna radosc w
                      duszy, wspaniale modlitwy i "oczywistosc" istnienia Boga - ze to wszystko było
                      wiarą, tak naprawde było przedszkolem w szkole Pana Boga. Wiara jest czyms
                      wiele wiele bardziej ponad to, gdyby tak nie bylo byalabym ateistka od co
                      najmniej 15 lat!

                      Nie czuje Boga, nie rozumiem Go, nie jest dla mnie nic co sie dzieje w moim
                      zyciu oczywiste, nie umiem zinterpetowac wydarzen. Chyba moja wiara to glownie
                      zaufanie Komus. Nie odczuwam wcale Jego istnienia w swojej psychice, choc
                      klamalabym mowiac ze Go w ogole nie doswiadczam. Ale to doswiadczanie nie ma
                      nic wspolnego w "wiarą" wczesnomlodzienczą, z psychiczną pewnością ze Bog
                      istnieje. Nie umiem tego opisac, ale jakby odwracajac twoje swiadectwo, moznaby
                      odniesc wrazenie ze wiara to wlasnie te wszystkie "odczuwania" i "widzenia"
                      palca Bozego we wszystkim, rozumienia i przezywania. Nie bez przesady mowi sie
                      ze wiara to relacja z Bogiem, czyli nie z wlasną psychiką. A Bog sie wymyka
                      wszelkiemu okreslaniu przez czlowieka... bo jest Bogiem.
                      • mamamonika Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 01.02.07, 16:03
                        Wydaje mi się, że wiara niejedno ma imię... Moja babcia na przykład do końca
                        pozostała na etapie "wiary dziecięcej", takiego radosnego przekonania o
                        bliskości i namacalności, nie potrzebowała tych wszystkich intelektualnych
                        bojów, które musiałam stoczyć ja, żeby jakiś spokój uzyskać wink
                        A niektóre wypowiedzi babci były tak celne, jak najmędrszych mędrców, mimo że
                        jeśli chodzi o sprawy religijne nie czytała wiele - nie czuła takiej potrzeby.
                        Każdy ma swoją drogę wink, niektórzy zostaja "w przedszkolu". Byle nie w
                        infantylizmie wink
                      • maika7 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 01.02.07, 16:20
                        Chyba jest tak, że wiara każdego człowieka jest inna, inaczej przeżywana. O jej
                        prawdziwości lub nie trudno chyba nam wyrokowac. Dla mnie wiara to ufnośc
                        (przekonanie, założenie?), ze Bóg istnieje. I otwartośc na przyjęcie
                        wszystkiego, co ma dla mnie - radości, trudów, "szczęść" i 'nieszczęść". Takie -
                        "bądź wola Twoja". I życie zgodne z jego przykazaniami. Żadna próba zrozumienia
                        Go, bo wymyka sie rozumowi.

                        Podstawa wiary - to przekonanie (to chyba nie za dobre słowo, ale nie umiem
                        znaleźć lepszego), że jest, że istnieje. I tu chyba tkwi sedno. Żeby była wiara
                        musi byc to przekonanie, jesli jest przekonanie o kompletnie odwrotnym znaku -
                        po wierze.

                        M.
                        • mama_kasia Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 02.02.07, 09:22
                          Maiko, "przekonanie" to jest (moim zdaniem) bardzo dobre słowo smile
                          Tak to właśnie jest. Jestem przekonana, że Bóg istnieje, to siedzi
                          we mnie w środku.
                        • aka21 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 02.02.07, 12:57
                          Jeszcze tak krótko.
                          Żadna próba zrozumienia
                          > Go, bo wymyka sie rozumowi.
                          Zrozumienia nie, ale poznawanie Boga jest obowiązkiem chrześcijan. Doskonalenie
                          się w miłości jest próbą naśladowania niedościgłego wzoru Miłości Boga.

                          otwartośc na przyjęcie
                          > wszystkiego, co ma dla mnie - radości, trudów, "szczęść" i 'nieszczęść".
                          Wiesz, nawet Jezus pytał Ojca "dlaczego" prosił "żeby zabrał kielich goryczy" -
                          on był człowiekiem. My też nie musimy przyjmować wszystkiego ze spószczoną
                          głową. Wierzę, ze Bóg jeśli nawet coś dopuszcza to pokazuje nam sens. Niektóre
                          doświadczenia są konsekwencja ludzkich wyborów, jak już pisałam wcześniej, Bóg
                          moze nam pomóc przez nie przejęć, pomóc wydobyć z nich dobro. Dla mnie "bądź
                          wola Twoja" to nie zgoda na bierność! To szukanie Jego woli wobec mnie, wobec
                          mojego życia, to odpowiedź na moje powołanie (a to czasem droga po omackusmile z
                          wpisanym ryzykiem, ze czasem zrobi się krok w inna stronę). wierzę, ze będąc w
                          relacji z Bogiem tą drogę wcześniej czy później odnajdęsmile

                          Przykazania nie musza być jedynie znakami zakazów. (to z ostatnich
                          rekolekcjismile) Mogą wskazywać na dobro, które mogę czynić, namawiać do dobra,
                          wskazują na ojcowską miłość, troskliwość, a nie tylko przestrzegaja przed złem!
                          • maika7 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 02.02.07, 14:28
                            smile w kontekscie tego, co piszesz Ty i Sion, moja Mama i kilka innych znanych mi
                            pań są kiepskimi chrześcijankami, bo wierzą "po dziecięcemu" nie poznają - mają
                            za to w sobie absolutunie niezachwiane poczucie, że On jest i chyba nic tego nie
                            mogłoby zmienić.

                            Wracając do 'mojego przypadku" - już chyba na zakończenie smile

                            Ani poznać ani zrozumieć - uważałam to za pychę - stawanie obok. Iśc drogą
                            wytyczoną dla mnie (takie a nie inne zdolnosci, predyspozycje, talenty
                            otrzymalam - powinnam ich nie zaprzepaścic, powinnam odkryc, co jest moim
                            powołaniem itd, itp..).

                            > My też nie musimy przyjmować wszystkiego ze spószczoną
                            > głową. Wierzę, ze Bóg jeśli nawet coś dopuszcza to pokazuje nam sens.

                            Nie pisałam o biernosci i pokorze, pisałam o akceptacji tego, co dostajemy.
                            "Bądź wola Twoja' było dla mnie otwartością i zgodą na wszytko, w czasie kiedy
                            człowiek staje bezradny i nic juz nie moze zrobic poza zdaniem się na ..los?

                            W sumie chyba to, co piszesz o swojej wierze było mi bliskie w "tamtych
                            czasach". Przykazania to drogowskazy. Zresztą, są w dużej części tak
                            uniwersalne, że nadal są pewnymi drogowskazami smile)

                            Zresztą w tej chwili to chyba to 'co było" staje się ważne tylko w kontekście
                            rozmowy o tym, gdzie prowadzi nas dorastanie i szukanie swojej ściezki. Nie
                            wykluczajcie, proszę, że przyjdzie Wam (matkom) zrozumieć własne dzieci, które
                            byc może pójdą podobną do mnie drogą, nawet jesli jej nie będziecie umialy
                            zrozumiec.

                            M.
                    • aka21 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 02.02.07, 12:39
                      Maiko! Sion juz duzo napisała i to co napisała jest chyba rzeczywistościa
                      każdego wierzacego. Wiara to nie uczucia i odczucia! One pomagaja w tym
                      pierwszym etapie, sa zachęta do pójścia dalej i nie wyobrazam sobie żeby wiara
                      pozostawiona tylko uczuciom mogła przetrwać.
                      Tak, jak wczesniej interpretowałaś, ze wszystko, c
                      > o
                      > sie w twoim życiu zdarza pochodzi od Boga, ktory stawia takich a nie innych
                      > ludzi i doswiadczenia na twojej drodze, tak w pewnym momencie przestajesz w
                      tym
                      > widziec "palec boży". Tak jak wczesniej myslisz (czujesz ją), ze doświadczasz
                      > miłości nadprzyrodzonej
                      Nigdy (chyba, a napewno teraz) nie uwazałam że wszystko co się w moim życiu
                      zdarza pochodzi od Boga! Uważam, że na to wszystko ja mam wpływ, ze to co się
                      dzieje wokół mnie (zarówno dobro jak i zło) jest w duzej mierze wynikiem
                      wolnych wyborów moich i innych ludzi (moge sobie złamać nogę na nieodśniezonym
                      chodniku dlatego, ze ktoś zaniedbał swoja pracę, a nie dlatego, ze Bóg tak
                      chciał). Nie zawsze odczuwam miłość nadprzyrodzoną i ją kontempluję, ale w nią
                      wierzę. Wierzę na podstawie tego co było (zarówno w moim zyciu jak i w
                      historii), tego co w ostatecznym rozrachunku mnie spotyka, wierzę, bo kiedyś
                      zastanawiając się nad Bogiem przyjęłam Jego istnienie, doświadczyłam i
                      doświadczam Jego obecności. Wierzę, że nie jestem sama, choć czasem jest
                      ciemno, bardzo ciemno. I wiesz, w tym trwaniu przy Bogu nie ma strachu przed
                      Bogiem, choć czasem pojawia się lęk przed życiemsad
                      Poczucie bezpieczeństwa daje mi wiara, ze Bóg jest Miłością, ze nie jestem
                      marionetka w Jego rękach, ze On traktuje mnie bardzo powaznie, ale i
                      świadomość, ze każdego innego człowieka tak samo traktuje!
                      Moja wiara jest konsekwencją kiedyś powiedzianego Bogu TAK. I owszem, było to
                      wtedy gdy moja z Nim relacja była na etapie zakochania, zafascynowania i wiem,
                      ze chcę Mu być wierna, a miłość musi być zgłębiana, pielęgnowana,
                      doświadczana...i nie jest ona tylko uczuciem. Jest konkretnym zadaniem, które
                      dobrowolnie przyjęłam. To, ze ta miłość trwa, jest dla mnie dowodem jej
                      prawdziwości.

                      I wrócę do początku: nie rozumiem, jak ktoś kto spotkał Boga (a nie pozytywne
                      emocje zwiazane z Kościołem), może zaprzeczyć Jego istnieniu. Ufać komuś,
                      wierzyć w Niego i....nagle stwierdzić, że ten Ktoś kochany nie istnieje... Cóż
                      pewno jak juz to napisałaś, wierzacy nigdy tego nie zrozumiesmile
                      • maika7 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 02.02.07, 14:50
                        >Wiara to nie uczucia i odczucia!

                        smile hm... powiem tak - pewnie wiecie lepiej, ale czy modlitwa uwielbienia nie
                        generuje w Was masy odczuc i uczuc wlasnie?? czy modlitwa dziękczynna, nie
                        powoduje przepelnienia wdziecznością za dary otrzymane (nawet w postaci nauczki wink)
                        Czy modlitwa, w ktorej o cos prosicie nie napełnia was nadzieja, ze moze to
                        otrzymacie ? Czy "wadzenie sie z Bogiem" nie łączy sie z uczuami żalu, buntu,
                        czasem gniewu?? Nie macie w sobie radości oczekiwania następnego dnia na drodzxe
                        do Niego?
                        Może wiara to nie uczucia i odczucia, ale one sa nieodlacznie z nią związane -
                        chyba że ja kompletnie tego nie rozumiem smile

                        Skoro cały świat pochodzi od Boga to wszstko na tym swiecie tez pochodzi od
                        Boga. Nie oznaczało to, że Bog w każdej chwili "pociąga za sznurki". Ale moje
                        umiejscowienie w swiecie, w takich a nie innych czasach, w takim, a nie innym
                        miejscu było dla mnie (pewnie naiwnie) sewgo rodzaju powinnoscią dostana od Niego.

                        smilemoże tego odejścia nie trzeba rozumieć? Tylko przyjać, ze i tak bywa. Tyle
                        rzeczy wymyka sie naszej percepcji. Mozna założyć, że po prostu nie wierzyłam,
                        tylko mi się wydawało. To własciwie wszystko jedno, jesli przyjmiemy, ze rzecz
                        dotyczy czasu ksztaltowania sie wiary lub ateizmu - chyba trzeba przyjac, ze
                        nastoletnie szukanie drogi prowadzi nas w roznych kierunkach i do 'ciepla" i do
                        "zimna". Fajnie (zakładając równoległość światopogladów, a nie wyzszość jegnego
                        nad drugim), gdy możemy sie realizować nie zrywając bliskości z najblizszymi.
                        Tak mi sie wydaje smile
                        M.
                        • aka21 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 02.02.07, 15:09
                          Może wiara to nie uczucia i odczucia, ale one sa nieodlacznie z nią związane -
                          > chyba że ja kompletnie tego nie rozumiem smile
                          Zgadza się! Są, ale na nich nie opieram swojej wiary, to miałam na myślismile

                          smilemoże tego odejścia nie trzeba rozumieć? Tylko przyjać, ze i tak bywa.
                          Oczywiście, ze tak przyjmujęsmile i nie uważam, ze ludzie o innym światopoglądzie
                          sa gorsi, czy mniej wartościowi. Powiem szczerze, czasem zastanawiam się jak
                          żyja, bo dla mnie wiara w Boga jest naprawdę duzym oparciem, a oni go nie mająsmile
                          Pozdrawiam i przepraszam, ze tak krótko, ale nie mam juz czasusmile Dzieciaki
                          czekają!
                          Aga
                        • sion2 wiara dziecięca a wiara po dziecinnemu 02.02.07, 16:01
                          No widzę ze zaszlo male nieporzoumienie smile. Sprobuje jeszcze raz napisac.

                          Pewnosc ze Bog istnieje nie jest dziecinne. Piszac o swojej babci maiko chyba
                          mialas na mysli wiare prostą, a to nie oznacza wcale "przedszkola" u Pana Boga.
                          Wrecz przeciwnie, wiara prosta jest celem zycia duchowego. Na przyklad
                          przeciwienstwem wiary prostej jest teologiczne dzielenie wlosa na czworo,
                          nieustanne analizowanie, i poddawanie absolutnie kazdej tresci dotyczacej wiary
                          pod osąd rozumu i - najczesciej nieswiadome - traktowanie rozumu jako wyroczni
                          ostatecznej. Wiara prosta wcale nie oznacza uczuc i emocji, a na pewno jest
                          pewnoscia ze Bog istnieje. Nie wierze ze szanowna 80-latka wpadala w uczuciową
                          egzaltacje na modlitwie.

                          Oczywiscie ze w czasie modlitwy dziekczynienia wcale NIC NIE CZUJE. Teraz tak
                          mam, nic nie czuje! i doswiadczam tego od wielu lat, ale moja wdziecznosc
                          wzgledem Boga sie poglebia nieustannie. uwielbienie.... hmmm... jest takie
                          oschłe ze nie wiem czym jest... moze uwielbieniem wolitywnym bym je nazwala
                          jesli mam juz jakos okreslic, czyli takim w ktorym zaangazowana jest wylacznie
                          moja wola... nic nie czuje. Prosby oczywiscie ze rodza nadzieje, bo są
                          kierowanie nie do abstrakcji ale do Osoby, ale czy nadzieja wedlug ciebie jest
                          UCZUCIEM albo emocją? nadzieja to postawa ktora obieramy wobec jakiejs
                          rzeczywistosci, nie wiaze sie z emocjami.

                          jesli wiara wedlug ciebie to jakis twor psychiczny, relacja z wlasna psychiką,
                          powiedz bo jestem ciekawa, jak tlumaczysz sobie wiarę ludzi, w skrajnych
                          sytuacjach sie znajdujacych, nie fizycznie ale wlasnie w calkowitych
                          ciemnosciach duchowych np. sw. Tereska od Dzieciatka Jezus umierając
                          psychicznie doswiadczala PEWNOSCI ze nie ma nieba! psychicznie ogarnął ją stan
                          ze nie ma nieba, ze wierzyla w mrzonki a jednoczesnie nie utracila WIARY. czy
                          to sie trzyma kupy?
                          jesli psychicznie sie nie przezywa Boga, co zaręczam jest doswiadczeniem niemal
                          kazdego kto głebiej wchodzi w relacje z Bogiem - na czym wedlug ciebie opiera
                          sie owo przekonanie ze Bog jest?
                          • sion2 "Pochwycona przez Boga" 02.02.07, 16:10
                            Zapomnialam ze chcialam jeszcze napisac o jednej ksiazce. Ma wlasnie taki tytul
                            jak podalam w tytule watku.

                            Historia niesamowita. Chodzi o dziewczyne, wychowana w ateistycznej rodzinie,
                            calkowicie odcietej od wiary, od pojec z nia zwiazanych, nieochrzczonej. Rzecz
                            sie dzieje w XX wieku. Otoz jeszzce będąc dziewczynką kilkuletnią doswiadczala
                            dziwnych stanow, ktorych w ogole nie umiala nazwac. Mianowicie np. "cos" kazalo
                            jej zamykac sie w pokoju, padac na kolana i wolac w duszy "uwielbiam
                            cię" "miłuję cię". Nie miala przy tym pojecia do Kogo mowi ani po co gdyz jako
                            6-latka nie spotkala sie w ogole jeszcze z pojeciem Boga ani nie wiedziala ze
                            np. modlic sie trzeba na kolanach. czytalam to wiele lat temu i nie potrafie
                            przytoczyc wiecej przykladow ale ogolnie bylo tak ze dziewczynka doswiadczala
                            stanow mistycznych, nie będąc nawet ochrzczoną ani nie majac żadnej wiedzy
                            religijnej. Pozniej w wieku dorastania nieco to sie "uspokoilo". Okolo 20 roku
                            zycia zetknela sie pierwszy raz swiadomie z religią, zaczela szukac, pytac.
                            Zapisala sie na kurs katechetyczny, odkryla ze nosi w sobie od dziecka obraz
                            Boga, ze modli sie do Niego, ze to On ją "porwał". Przyjmuje chrzest w wieku ok
                            22 lat i prowadzi glebokie zycie modlitwy. Pozniej doswiadcza wielkich
                            ciemnosci, Bog "znika" jej z życia. W koncu spotyka dowiadczonego kierownika
                            duchowego ktory kaze jej spisac wszystko od poczatku.

                            Maiko czego ona mogla doswiadczac?
                            • maika7 Re: "Pochwycona przez Boga" 02.02.07, 20:06
                              > Maiko czego ona mogla doswiadczac?

                              Sion, przykro mi bardzo, ale ateistka próbująca tłumaczyc doznania mistyczek to
                              nieporozumienie. Sa pewne sprawy, ktorych ateistki nie powinny chyba dotykac -
                              bo przeżycia ważne dla osób wierzących będa strywializowane. A nie o to nam
                              chyba tu chodzi- prawda? Więc nie podam mojej interpretacji.

                              smile
                              M.
                          • maika7 Re: wiara dziecięca a wiara po dziecinnemu 02.02.07, 19:59
                            Sion, o babci pisała mammamonika, ja pisałam o mamie. Nie mam pojęcia jaka była
                            wiara moich babć, bo nie znałam ich za bardzo smile

                            Nie wiem co nazywasz uczuciową egzaltacją. Każdy z nas rożni sie i sposobem
                            przeżywania uczuć i emocji (nie umiem ich za bardzo rozdzielać). I to, że jeden
                            czuje coś w czasie modlitwy, a drugi nie jest chyba cechą osobowościową. Prawde
                            mówiąc trudno mi zrozumieć, jak można doświadczać wdzięczności i jednocześnie
                            jej nie czuć. Widocznie można smile

                            Sion, jak odrózniasz uczucia od emocji? Czym są dla Ciebie jedne, a czym
                            drugie?Bbo dla mnie sa tak splątane ze soba, ze nie umiem ich odsiac od siebie.
                            Nadzieja jest dla mnie i pewna postawą i odczuciem. Jesli nam w sobie nadzieje,
                            to ja czuję. Jeśli nie mam to jej nie czuję. Nie umiem jej mieć i nie czuc smile

                            Tego, co doświadczała Teresa od Dzieciątka Jezus nie umiem wytłumaczyć. Wiara
                            mistyczek jest dla mnie czymś czego nie chcę tłumaczyć bo dla muie jest to nie
                            do zrozumienia, tylko do przyjecia - że tak przeżywaja życie, jak przeżywaja - w
                            sposób kompletnie dla mnie niezrozumiały.

                            Wiara musi byc relacja psychiczna , bo psychika jest składnikiem naszej osoby.
                            Zespołem cech, ktory jest dla nas charakterystyczny - musi byc zaangażowana w
                            wiarę. Sion, jaka część nas jest zaangażowana w wiarę?? No przecież głownie
                            psychika.
                            Na czym opiera sie przekonanie, że Bóg jest? Mistyczki Go widziały w postaci
                            Jezusa np...
                            A porzekonanie niemistyczek? Chetnie posłuchałabym najpierw osób, ktore wierzą.
                            Odpowiedź, jaką słyszałam najczęsciej była "po prostu, On jest i tyle". Nie
                            wiem, czy potrafie to wytłumaczyc lepiej smile

                            M.





                            • sion2 Re: wiara dziecięca a wiara po dziecinnemu 02.02.07, 20:38
                              Jesli chodzi o uczucia w relacji do Boga to one musza ulegac wyciszeniu, muszą
                              zostac oczyszczone, muszą "zamilknąć" aby czlowiek nauczyl sie wybierac Boga
                              dla Niego samego a nie dla przyjemnosci przezywanej w kontakcie z Nim.

                              Nie napisalam ze wiara dzieje sie gdzies "poza" psychiką, ze nie bierze
                              psychika udzialu w wierze - bierze udzial poniewaz czlowiek jest jednoscia
                              psychofizyczną. Chcialam tylko powiedziec ze psychika nie tworzy wiary, nie
                              jest "budulcem", nie jest jej fundamentem, filarem, slowem - wiara nie zalezy
                              od doznan psychicznych choc one wchodza w jej sklad.

                              Uczuciowa egzaltacja nazywam emocjonalne uniesienie na modlitwie, odczuwanie
                              psychicznej radosci, uwielbienia tak ze "chce sie fruwac". Radosc emocjonalna
                              jest wtedy gdy Bog zniza sie do czlowieka i daje sie poznac czlowiekowi na
                              sposob ludzki. Zas istnieje jeszcze radosc duchowa, pokoj duchowy ktory jest
                              znacznie, znacznie głebszy i jest rezultatem tego gdy czlowiek pozwoli sie Bogu
                              podnoscic do Jego poziomu. To bardzo dlugi proces i nie pisze tego z autopsji
                              ale tym razem z wiedzy z dziedziny teologii duchowosci, znam jednak osoby trzy
                              ktore tę drogę przeszly. Wtedy czlowiek moze byc posrodku wielkiej burzy
                              zyciowej i nawet psychicznej rozpaczy ale duchowo doswiadczac pokoju.

                              Nadzieja z cala pewnoscia nie jest uczuciem. Jest oczekiwaniem na cos co moze
                              sie wydarzyc.
                              Wdziecznosc czy jest uczuciem... oj chyba nie smile. Oczywiscie wdziecznosci - gdy
                              mowie komus lub Bogu "dziekuje" jest przyjemna ale z tego momentu samego
                              wymawiania slowa "dziekuje" przeciez nic nie wynika. Wdziecznosc wzgledem Boga
                              to chyba przede wszystkim zauwazanie Jego dzialania, nie narzekanie i nie
                              wyrzucanie Mu "gdzie jestes ze tak cierpie?!". Wdziecznosc wedlug mnie jest
                              postawa, tak samo jak nadzieja. Nie umiem moze tego dobrze ponazywac...
                              • maika7 Re: wiara dziecięca a wiara po dziecinnemu 03.02.07, 09:29
                                > Chcialam tylko powiedziec ze psychika nie tworzy wiary, nie
                                > jest "budulcem", nie jest jej fundamentem, filarem, slowem - wiara nie zalezy
                                > od doznan psychicznych choc one wchodza w jej sklad.

                                Nie bardzo rozumiem, to co piszesz, Sion. Jesli pod pojęciem psychika rozumiemy
                                to, co napisał Kopalinski
                                (www.slownik-online.pl/kopalinski/93C0CA535D6BE7F4C1256581005F6D38.php)
                                to gdziez indziej jest miejsce na wiare, jak nie wyłacznie w psychice?
                                I wydaje mi sie, ze w bardzo duzym stopniu zalezy od doznan psychicznych , bo
                                psychka to myslenie, tylko od psychiki (i doznań odczuwanych przy jej pomocy)
                                zależy wiara. Chyba, że psychikę definiujesz jakoś inaczej.

                                > Zas istnieje jeszcze radosc duchowa, pokoj duchowy ktory jest
                                > znacznie, znacznie głebszy i jest rezultatem tego gdy czlowiek pozwoli
                                > sie Bogu podnoscic do Jego poziomu.

                                Egzaltacja uczuciowa - mysle, ze wspomniana wczesniej 80-latka może odczuwac
                                taka egzaltacje. Tak, jak odczuwa ja kazdy z nas, gdy jakies uczucie nim
                                zawładnie, gdy czuje skrajne emocje - niezaleznie od tego w co i czy wierzymy,
                                takie uczucia sa bardzo bardzo ludzkie i odczuwanie ich jest bardzo naturalne.
                                Mysle, ze są udzialem każdego człowieka.
                                A to, o czym piszesz jako o głębszym procesie - mam wrazenie, ze dla niektórych
                                ludzi jest osiagalne bez udzialu Boga (mysle o np. lamach buddyjskich).

                                > Nadzieja z cala pewnoscia nie jest uczuciem. Jest oczekiwaniem na cos co moze
                                > sie wydarzyc.

                                Czekajac na coś (będąc w stanie oczekiwania) - czujesz coś - mozemy to
                                oddzielić, ale ja nie umiem. Wszystkiemu, co robie towarzyszą jakieś uczucia i
                                emocje. Nawet jesli jest to spokój, ba, nawewt, gdy jest to obojetnośc. Jesli na
                                cos czekam to zawsze czekam "jakoś", a nie "czekam w ogóle". Każda nadzieja jest
                                bardzo bogata w uczucia własnie.

                                > Wdziecznosc wedlug mnie jest
                                > postawa, tak samo jak nadzieja. Nie umiem moze tego dobrze ponazywac...

                                Może inaczej to po prostu odbieramy, bo nie ma schematu "odczuwania wdzięczności
                                itp." Dla mnie to, co Ty nazywasz postawą i raczej nie wiążesz z uczuciami nie
                                da sie oddzielić od uczuć. Wdziecznośc jest zawsze za cos i to"coś" warunkuje
                                jak wdzięcznośc odczuwamy.

                                Widze, że nie dość, że mamy przeciwstawny światopoglad, to na dokładke chyba
                                zupełnie inaczej odbieramy "swiat i życie" smile) Chyba byśmy musiały wiecej
                                czasu i wzajemnej uważności sobie poświęcić, żeby się wzajemnie zrozumieć smile)

                                M.
                        • nordynka1 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 06.02.07, 09:51
                          Pewnie pojawi się to gdzieś hen hen więc wklejam
                          > smile hm... powiem tak - pewnie wiecie lepiej, ale czy modlitwa uwielbienia nie
                          > generuje w Was masy odczuc i uczuc wlasnie?? czy modlitwa dziękczynna, nie
                          > powoduje przepelnienia wdziecznością za dary otrzymane (nawet w postaci
                          nauczki
                          > wink)
                          > Czy modlitwa, w ktorej o cos prosicie nie napełnia was nadzieja, ze moze to
                          > otrzymacie ? Czy "wadzenie sie z Bogiem" nie łączy sie z uczuami żalu, buntu,
                          > czasem gniewu?? Nie macie w sobie radości oczekiwania następnego dnia na
                          drodzx
                          > e
                          > do Niego?
                          > Może wiara to nie uczucia i odczucia, ale one sa nieodlacznie z nią związane -

                          od dawna moja modlitwa uwielbienia nie generuje masy emocji - otóż właśnie
                          chciałabym uściślić pojęcia. To co kiedyś na początku zachwytu Bogiem
                          odczuwałam podczas modlitwy to były emocje. Zwykłe emocje jakie towarzyszą np
                          dziecku otwierającemu prezent lub wychodzącemu na sanki pierwszy raz tego roku.
                          Emocje są na samym wierzchu człowieka. Podobną ich intensywnośc czułam jak się
                          zakochałam. Łomatko..rozum starciłam. Wtedy na początku dla Boga też
                          chyba..takie głupoty się robiło..
                          Modlitwa dziękczynienia też nie napełnia mnie wdzięcznością Bogu za to co
                          otrzymałam ja czy ktoś inny. Emocjonalna wdzięczność którą porównać można do
                          rzucania się dzecka tacie na szyję, gdy dostanie upragnioną zabawkę to nie to
                          samo co świadomość dobroci Boga udzielającej się we wszytskich sytuacjach
                          mojego czy innych życia.
                          Modlitwa prośby nie napełnia mnie nadzieją podobną proszącemu dziecku "mamooo
                          tak bardzo bardzo chciałbym mieć psa!!!" na jego rychłe otrzymanie, ale stawia
                          mnie wobec Boga który ma cały ogląd sprawy, nie cząstkowy jak ja i nie tyle Go
                          o coś proszę co mu konkretne sprawy oddaję, bo wiem (nie mam nadzieję!) że
                          Ojciec widzi wszystko i w dodatku patrzy na mnie z miłością.
                          Emocje a potem uczucia są angażowane w wiarę, owszem ale nie na zawsze. Gdy
                          ktoś idzie za Bogiem (a nie za przyjemnymi emocjami towarzyszącymi otoczce
                          religijnej) pomału odkrywa, że opadają najpierw emocje, potem uczucia są
                          wprzęgane w pracę tej pielgrzymki i oczyszczane, prostowane. Bo uczucia są
                          dobre, pomagają nam rozeznawać właściwie sytuację, jednak bardzo często są
                          wykrzywione cała histroią życia i nie umiemy z nich dobrze korzystać. Często
                          jest tak, ze to wręcz my się im poddajemy a nie przy ich pomocy patrzymy na
                          rzeczywistość. Mogłabym napisac konkret o sobie ale..to chyba zbyt intymne.
                          Ojej muszę pędzić.
                          Skończę jak znajdę chwilę
                          • maika7 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 06.02.07, 12:28
                            Nordynkoo, chyba rozumiem, o czym piszesz. O tym samym chyba pisze Sion.
                            Nie wiem dlaczego porównujecie emocje, o których piszę do "płytkich emocji
                            dziciecych itp...". Nie to miałam na myśli.
                            Często porownuję wiarę do miłości (mają trochę wspólnego), a o miłości (naszej,
                            ludzkiej, zwykłej- w różnych jej odcieniach - rodzicielskiej, braterskiej,
                            partnerskiej) łatwiej mi pisać, bo jest mi o wiele bliższa niż wiara. I tak, jak
                            z miłością wiążą się bardzo poważne zobowiązania, odpowiedzialnośc za drugiego
                            człowieka, trud, itp. i tak samo jak nie można miłości opierac na "płytkich
                            emocjach", tak ta sama miłość ma w sobie ogromny ładunek emocjonalny. Nie piszę
                            o zakochaniu, piszę o miłości. Dla mnie to nierozerwalne - to powazne i
                            odpowiedzialne podejście do miłości, a jednoćzeście chłoniecie jej wszystkimi
                            zmysłami. To sie uzupelnia. I tak, jak nie umiem inaczej przezwać miłości, tak,
                            kiedyś nie umiałam inaczej przeżywac mojej wiary. Tej, ktorej już we mnie nie ma.
                            I nigdzie nie napisałam, ze emocje towarzyszące modlitwom (i wierze
                            jednocześnie) są jedynie przyjemne. Jesli to, co napisałam zostało zrozumiane
                            jako "płytka emocjonalnośc", to nie o to mi chodziło. Chodziło mi o to, że nasze
                            emocje i uczucia są angażowane w wiarę.

                            Emocje - tak często o nich piszecie, o nadziei własnie, o radości ze spelnionych
                            marzeń, o bólu, akceptacji swojego cierpienia i swoich ograniczeń, o nadziei na
                            spotkanie bliskich po smierci, o trudzie wędrowania tu na ziemi. Piszecie, jak w
                            tym wszystkim jest dla wielu z Was obecny Bog. W emocjach i odczuciach własnie.
                            Trudno mi zrozumieć tę chec odsiania emocji od wiary. Zdewaluowania emocji.

                            smile
                            M.
                            • nordynka1 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 07.02.07, 12:28
                              Bo jak się wejdzie dalej głębiej, to wtedy jasno widać, że to co przeżywałam
                              wczesniej było plytkie, BYło tylko emocją. Radość ból strach spokój (nie mylić
                              z pokojem wewnętrznym) to już są uczucia. Nadzieja to nie uczucie ale stan.
                              Podobnie jak trud, trud życia, wędrówki. Podobnie jak ów pokój wewnętrzny.
                              Emocje to podniecenie ekscytacja wściekłość złość. Są jak ogień - gwałtownie
                              wybuchają pochłaniając co mają najbliżej i szybko gasną. I o tym piszemy mówiąc
                              o płytkości emocjonalnej modlitwy.
                              Tu nie ma nic do oddzielania. Jest jedno i drugie i trzecie. Owszem i emocje i
                              uczucia biorą udział w przeżywaniu wiary, ale nie permanentnie i nie zawsze w
                              ten sam sposób, bowiem podlegają tej samej przemianie w której cała ja biorę
                              udział.
                              To doskonałe porównanie miłości międzyludzkiej do miłości między Bogiem i
                              człowiekiem. Ponieważ obie dzieją się pomiędzy osobami. Tylko różnica jest
                              taka, ze w relacji Bóg-człowiek Bóg pociąga człowieka coraz bliżej ku sobie
                              pomału i po kolei odzierając go z emocji, uczuć, stanów, zmysłów (między
                              człowiekiem i człowiekiem to zawsze pozostaje na poziomie zmysłów, z wyjątkiem
                              chyba świętych małżonkówsmilez rozumienia, dochodząc do samego serca do samej
                              istoty. Do dna.

                              Aka pisała o tym i ja też powtórzę - ktoś kto doświadczył Boga w swoim sercu,
                              ujrzał błysk światła pokazującego mu Prawdę, nie może tego doświadczenia
                              zapomnieć. To jest niemożliwe. Po takim doświadczeniu można zrobić dwie rzeczy -
                              przyjąć to lub odrzucić, a tym samym zakłamać to co się zobaczyło.

                              Pozdrawiam serdecznie smile
                              • mama_kasia Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 07.02.07, 14:58
                                Dziękuję smile
                              • maika7 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 07.02.07, 17:43
                                Widzę pewną barierę, której nie umiem przekroczyć w rozumieniu tego, co piszesz.
                                Nie potrafię posegregować i poodgraniczać emocji, uczuć, stanów. Dla mnie to
                                plątanina. Totalna.

                                Nie rozumiem też co zostaje z człowieka po odarciu go z emocji, uczuć i stanów.
                                Nie potrafię.

                                Z tego, co piszesz (i Aka i Sion) wynika, że osoba wierząca nie jest w stanie
                                zostać ateistą. I tu widzę też coś czego nie rozumiem, to prowadzi do wniosku,
                                że ateiści o korzeniach chrześcijańskich (i chyba jakichkolwiek innych) nigdy
                                nie wierzyli (najwyżej im się wydawało). Może i tak. W takim razie jestem
                                ateistką dłużej niz myslałam.

                                Jest to o tyle trudne do zrozumienia, że wychodzimy z dwóch innych
                                rzeczywistości - przeciwstawnych - obu prawdziwych w naszych osobistych odczuciach.
                                Ja chyba już doszłam do ściany zrozumienia jak postrzegacie wiarę - dalej nie
                                umiem.

                                Dzięki za rozmowę smile
                                M.

                                • sion2 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 07.02.07, 20:05
                                  Wiesz maiko, nie obraź sie ale mnie tak sie zdaje ze ciebie to jeszcze Pan Bog
                                  znajdzie. Z Nim to jest tak, ze wystarczy Mu jesli tylko ktos nie czyni siebie
                                  Jego wrogiem. Brak wiary... codziennie proszę o łaskę wiary, słaba jestem...
                                  Czy mialabys cos przeciwko aby stac sie wierzącą? czy nalezysz do tych dla
                                  ktorych wierzyc = byc umyslowo uposledzonym, nienormalnym i moherowym beretem
                                  wierzacym w zbior zabobonow? prawda ze nie?

                                  Czlowiek ma psychike, cialo i duszę. Żadna z tych rzeczywistosci nie stanowi
                                  calego czlowieka. Od stworzenia czlowiek mial psychike i cialo i dusze, ale
                                  wtedy gdy byl bezgrzeszny wszystko wspolgralo ze soba w doskonalej harmonii,
                                  gdzie cialo i psychika podporzadkowane byly duchowi. Grzech wprowadził nieład w
                                  naturę ludzką, droga wiary jest niczym innym niz powolnym dochodzeniem do
                                  podporzadkowania rozumu, woli, uczuc, zmyslow - duchowi. Nie: ogolocenia z
                                  rozumu, "wywalenia precz" uczuc, emocji, zmyslow - ale PODPORZADKOWANIA ich
                                  łasce, ktora mieszka w duszy. Dlatego droga wiary jest wlasnie drogą, wędrowką,
                                  przechodzeniem stanow wielu, przez wiele lat. Wiara jest "umiejscowiona" w
                                  duszy - to ci probujemy powiedziec, choc jej przejawy widac wlasnie w psychice
                                  czlowieka, ale gdy Bog zapraszam kogos "dalej" w zycie wewnetrzne zaczyna
                                  odbierac wrazenia wiary wlasciwe psychice, emocje, uczucia, rozumienie itd. I
                                  wtedy zaczyna sie wiara ta duchowa, ktora rodzi zupelnie inne owoce.

                                  Nieprawda ze gdy mialas "uczucie" czy "przekonanie" wiary to tak naprawde bylas
                                  niewierzaca. Nieprawda, po prostu twoja wiara byla jeszcze niedojrzala,
                                  opierala sie za bardzo na sobie samej, na doznaniach, na uczuciach, na
                                  rozumowych kalkulacjach, a nie na Bogu. To przechodzi kazdy! Potem jest
                                  rozdroże, niektorzy ida wgłab a niektorzy traca wiare... w moim przekonaniu nie
                                  na zawsze, bo zawsze Bog znajdzie czlowieka DOBREJ WOLI czyli takiego ktory ma
                                  postawe: nie wierze w ciebie Boze, ale jesli jestes to chce uwierzyc.
                                  • maika7 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 08.02.07, 07:32
                                    smile Nie obrażam się Sion, chyba nie umiem smile))

                                    Nie powiem też, że nigdy coś sie nie stanie, bo wiem, jak mało sami siebie
                                    znamy.Ale... wink
                                    Ale powiem, że słowa "Bóg cie znajdzie" (czyli trochę postawa mojej mamy - "może
                                    Ci TO minie") towarzyszy mi bardzo często w rozmowach z wierzącymi. No bo, "Bóg
                                    mnie kocha", bo "jak życ bez Boga" itd. I własciwie nie wiem, co mam mówić, bo
                                    czuję się chyba trochę tak, jak gdybyście znaleźli się w sytuacji, kiedy ateista
                                    mówi "dojdziecie do prawdy, przestaniecie wierzyć" Absurd, prawda? Tak to czuję.

                                    Sion, żeby rozumiec i przyjmować to, co mi cierpliwie tłumaczycie, trzeba
                                    jeszcze wierzyc chocby w to, że jest dusza. Dlatego dla mnie pewne rzeczy są
                                    niezrozumiałe i pewnie jeszcze długo nie będą. Dlatego sądzę, że na tyle, na ile
                                    mogłyśmy sie wzajemnie zrozumieć - zrozumialyśmy sie. Dalsze wzajemne rozumienie
                                    polega na zaprzeczeniu swoim światopoglądom. To ta ściana nie do przejścia,
                                    jesli sie jest po jej dwóch stronach.

                                    POstawę "jesli jesteś, to chce uwierzyć" - mialam chyba zawsze. Przede wszystkim
                                    miałam ją ... jak odchodziłam od wiary. Sion, zwróciłas uwage, na to, co chyba
                                    zawsze powtarza sie w świadectwach ludzi, ktorzy uwierzyli po okresie niewiary,
                                    lub odejscia? We wszystkich pada zdanie w różnych odmianach, ale mające jeden
                                    sens "żyłem, nawet czułem sie szcześliwy, ALE...czegoś mi brakowało". U mnie
                                    brakuje tego "ALE".


                                    smile
                                    M.
                                    • kim5 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 08.02.07, 12:10
                                      Jestem takim dzieckiem zmusznym do chodzenia do kościoła. Przestałam chodzić,
                                      kiedy już nie byłam pod czujnym okiem rodziców. Teraz chodzę od wielkiego
                                      dzwonu, jak jestem u rodziców. Oni nie akceptują mojego odejścia od kościoła, a
                                      ja nie chcę awantur. Więc idę dla świętego spokoju.
                                      Nie wiem, czy przestałam wierzyć. Wierzę, że Bóg mnie kocha, ale nie umiem
                                      odnaleźć się w kościele - wychowano mnie w duchu kościoła zakazującego,
                                      karzącego. Jestem rozwiedziona, nie umiem pogodzić się z moją pozycją w
                                      kościele po rozwodzie. Kiedyś miałam żal, że najpierw płakałam przez męża do
                                      utraty przytomności, a jak zdecydowałam się od niego odejść - nie mogę
                                      przyjmować sakramentów, nie mogę być matką chrzestną. Mój były mąż rozpoczął
                                      proces stwierdzenia nieważności - bolało mnie to, co zobaczyłam podczas
                                      procesu. Nie obraziłam się na Kościół Katolicki - po prostu nie widzę tu
                                      miejsca dla siebie.
                                    • sion2 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 08.02.07, 21:38
                                      Owszem zgadzam sie ze dla ciebie slowa iz cie kiedys moze Bog znajdzie są
                                      absurdalne ale nie znaczy ze nie zawieraja prawdy. I przede wszystkim ,
                                      przynjamniej w moim wypadku wypowiadane są życzliwie, bez wywyższania sie czy
                                      ocenia twego "ateizmu". Widze swoja slabosc, skad mam wiedzie czy za 4 lata nie
                                      odejde od Boga? ja wiem ze jestem do tego zdolna, ze jestem w stanie dac sie
                                      przekonac pyszlkowi-rozumowi i ulec jego argumentom. Mnie nie wydaja sie twoje
                                      slowa absurdalne gdyz znam swoja slabosc, wierze dzieki łasce Boga.

                                      Musze powiedziec ze ci byli ateisci ktorych ja znam to mowia inaczej niz
                                      napisalas smile. Mowia "zylem i bylem szczesilwy, osiagnalem pelnie, gdy stalem
                                      sie czlowiekiem wierzacym odkrylem jak wiele jeszcze z tego szzcescia nie
                                      przezylem i ze zatrzymalem sie na samej powierzchni, nazywajac to "pełnią"".
                                      Inaczej mowiac jako ateistom moim znajomym wydawalo sie ze niczego im nie
                                      brakuje, dopiero gdy zaczeli odkrywac pelnie w wierze, zobaczyli ze trwali w
                                      namiastce.
                                      • mamamonika Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 08.02.07, 22:03
                                        Ja swoją wiarę traktuję jako łaskę, i to niezasłużoną wink. Jej owocem jest
                                        spokój, który odczuwam mimo wątpliwości i kłótni prowadzonych sama ze sobą.
                                        Za to wiem też, że tak naprawdę ślizgam się po powierzchni, a
                                        moja "racjonalność" broni mnie przed wejściem w to głębiej. Tradycyjna
                                        religijność mi nie odpowiada, wspólnoty kościelne z którymi miałam styczność -
                                        też nie bardzo wink
                                        Wybredna jestem wink
                                      • maika7 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 09.02.07, 09:49
                                        > Mnie nie wydaja sie twoje slowa absurdalne gdyz znam swoja slabosc, wierze
                                        dzieki łasce Boga.

                                        Sion, pisząc "absurdalne" mam na mysli takie sytuacje, w ktorych wzajemnie
                                        przekonujemy się o swoich prawdach. Albo z pozycji swoich prawd sugerujemy
                                        rozwój (?) drugiego człowieka. Nie wiadomo jaka jest prawda. Tu i ateiści i
                                        wierzący stoją na tej samej pozycji. Nie oceniasz, ale tak jak ja staram sie nie
                                        oceniac i nie zawsze mi to wychodzi, tak i u Ciebie oceny wychodzą mimo woli.
                                        Piszesz o swojej "słabości" mowiąc o mozliwości utraty wiary. Ja bym pewnie
                                        napisała o sile smile Światopogląd determinuje spojrzenie na to, co nazywamy siłą
                                        a co słabością itp smile i siłą rzeczy zahacza o oceny, nawet jesli staramy sie
                                        tego nie robić.

                                        O ateistach, ktorzy uwierzyli - jeszcze moment smile
                                        Sion, chodzi mi o moment NIE ten, kiedy juz uwierzyli (to jasne, że nie uznają
                                        tego na zubażające ich, tylko za wzbogacające), ale o przyczynę uwierzenia.
                                        Dlaczego uwierzyli? Co było bodźcem, co sprawiło, że popatrzyli na świat inaczej
                                        niż do tej pory. O tym punkcie piszę.

                                        A swoją drogą pojawia się pytanie - czy istniałaby wiara bez profitów z niej
                                        płynących (nadzieja na życie wieczne, nadzieja na pomoc bożą, nadanie
                                        specjalnego, ponadrozumowego sensu i celu życiu). Ale to juz chyba na inny watek
                                        i nie wiem czy czuje sie na siłach, zeby w ogóle poruszać ten temat smile

                                        M.
                                        • sion2 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 09.02.07, 18:35
                                          Ja nie znam akurat ateisty ktory uwierzyl bo czegos mu brakowalo. na pewno ty
                                          znasz, rozumiem ze niektorzy wlasnie dlatego dochodza do wiary. Na pewno tez
                                          wiesz ze wilu wybitnych uczonych albo znanych pisarzy np. Lewis przez czesc
                                          zycia bylo ateistami i niektorzy nagle a niektorzy po dlugich bojach zaczynali
                                          wierzyc. A juz najlepiej to Andre Frossard, przechodzil kolo kosciola gdzie
                                          byla adoracja Najsw. Sakramentu, wszedl, padl na kolana i... uwierzyl.
                                          Przynajmniej tak on sam to opisuje smile. Ale to wyjatek oczywiscie smile.

                                          Zadalas bardzo ciekawe pytanie na koniec ale ono niestety ukazuje znowu pewne
                                          schematy jakie moze miec ateista o wierze: ze wierzy sie dla nagrody w niebie,
                                          dla nadziei, dla przyjemnosci nalezenia do jakiejs grupy, dla przymilenia sie
                                          komus, odczuwania sensu zycia itd. Z ludzmi ktorzy tak sądzą (tutaj abstrahuje
                                          ze ty to napislas i dalej niekoniecznie o tobie) jak rozmawiam odczuwam ze
                                          gdzies tam chca mi pomiedzy wierszami powiedziec "ty wierzaca jestes slabsza
                                          niz ja, ja staram sie byc dobry choc nie mam nakazow i zakazow, ty wszystko
                                          robisz dla Boga a ja z milosci do czlowieka, ty uciekasz w bajki a ja mocno
                                          stąpam po ziemi i jestem szcześliwy, ot co!"

                                          Otoz wielkiem bledem jest sądzic ze da sie dlugo wierzyc dla zakazow, dla
                                          nagrody w niebie, dla "profitow" jak to nazwalas. Maiko twoje pytanie dla mnie
                                          jest dziwne gdyz osoboscie znam SETKI ludzi ktorzy nie wierza dla profitow. W
                                          ogole rozmawianie o profitach z wiary jest z punktu widzenia wierzacego bardzo
                                          niewlasciwe gdyz wiara dla wierzacego jest relacja z miłująca mnie OSOBĄ. I
                                          caly proces wiary, jej dojrzewania polega wlasnie na tym ze odpadaja
                                          kolejne "profity" a Bog pyta codziennie "czy jestes ze Mną dla Mnie samego? czy
                                          robisz ze Mną interes na przyszłość?" ta druga postawa zniewaza Boga ale On ją
                                          znosi i przyjmuje od rzesz swoich dzieci, bo wie ze kiedy odkryją Miłośc, ktora
                                          nikomu sie nie narzuca.

                                          Gdy nie mialam relacji osobowej z Bogiem przykazania czy Msze sw byly dla mnie
                                          wlasnie robieniem czegos za cos co zaoowocuje w przyszlosci. Gdy odkrylam Boga
                                          osobowego, wszystko widze inaczej. Chodze na Msze bo chce sie z Nim spotkac,
                                          przestrzegam przykazan bo wiem ze skoro dal je Bog ktory jest dobry i Miloscia
                                          jest, przestrzeganie ich bedzie mnie czynilo lepsza i bliższą Jemuu. Nie
                                          pamietam kiedy myslalam o piekle, ze strachu przed kara boża to chyba ze 20 lat
                                          nic nie czynilam. A niebo? a coz ja o nim wiem? nic! wiem tylko ze jest
                                          niekonczącym sie przebywaniem z Bogiem i dlatego wlasnie jest NIEBEM.
                                          • maika7 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 09.02.07, 19:35
                                            Teraz nie znam nawróconych ateistów. Kiedyś słuchałam świadectw. Z tamtych
                                            czasów pamiętam to, o czym piszę. Poza zdarzeniami "grom z jasnego nieba"
                                            (Frossard) cały czas nie znamy odpowiedzi DLACZEGO częśc ateistów uwierzyła. Co
                                            było bodźcem.

                                            Z pytaniem jest jeszcze gorzej - ja na religie patrze jako na cechę ewolucyjną.
                                            Przetrwała i się utrwaliła bo przynosiła bardzo konkretne korzyści dla gatunku.
                                            Tu, na ziemi. Więc moje patrzenie na religię jest "podwójnie skażone".

                                            Wiesz, tyle powstało tych schematów patrzenia, własnie takich, o ktorych
                                            piszesz, że trudno, je wyrzucic z głowy i przestac o nich myslec - o tym ciągłym
                                            odbijaniu piłeczki "ty wierząca jestes słabsza, a Ty niewierząca jesteś
                                            niepelnym człowiekiem, bo tylko z Chrystusem można być prawdziwym człowiekiem
                                            (Słowa JPII - jesli dobrze pamiętam)" "Ty wierzaca uciekasz w bajki, a ty
                                            niewierząca tez uciekasz w bajki, jestes slepa i nie zauważasz znaków, które są
                                            oczywiste" smile zostawmy to smile

                                            To, co opisujesz Sion (o relacji z MIŁUJĄCĄ Osobą) jest w moim patrzeniu na
                                            wiarę podstawowym i najważniejszym profitem - zaspokojeniem potrzeby
                                            bezinteresownej doskonałej miłości. Kazdy człowiek chce być kochany i miłujący
                                            Bóg zapewnia mu to. Po prostu kocha każdego człowieka (tak, że Syna swego,
                                            jedynego dał, aby...).

                                            Chyba nie znam nikogo, kto nie wierzyłby dla tego profitu. Ale ja nie znam
                                            jakiejs wielkiej liczby wierzących smile


                                            M.
                                            • rycerzowa Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 10.02.07, 09:34
                                              Jest takie piękne powiedzenie, że "kto szuka Boga, już Go znalazł".
                                              Maika, jednak jesteś tu z nami na forum - chyba nie po to, aby innych nawracać
                                              (czy raczej odwracać), ale by rozmawiać, dyskutować, czyli s z u k a ć.

                                              Powtórzę swoje, że każdy z nas jest inny i ma swój sposób odczuwania i
                                              rozumienia. Do jednego bardziej trafi rzewność nabożeństwa majowego, do innego
                                              - studiowanie astronomii lub mechaniki kwantowej.
                                              Poza tym ograniczona jest liczba słów i pojęć do wyrażania naszych myśli. Możesz
                                              przeto mieć wrażenie, że wierzącym o proste "profity" chodzi.
                                              Każdy otrzymuje taki "profit", na jakim mu zależy, jaki jest mu potrzebny.
                                              Tak naprawdę to docelowym "profitem" jest poznanie i zrozumienie. Niektórzy
                                              zadowalają się profitami cząstkowymi, inni drążą i szukają całe życie.
                                              " Bo nauka jest jak niezmierne morze: im więcej pijesz, tym bardziej jesteś
                                              spragniony..."
                                              • maika7 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 10.02.07, 10:47
                                                Rycerzowo smile
                                                Jestem na tym forum już 4 rok, bo je lubię, bo lubię czytać część rozmów i
                                                przypatrywac się różnorodności rozumienia tych samych rzeczy. Nie szukam Boga -
                                                patrzę na sposoby myślenia. Jak tu zaczęłam zaglądac moje dzieci były młodsze,
                                                była otwarta sprawa chrztu córki. Polubiłam to podczytywanie forum i tak sobie
                                                czytam, od czasu do czasu sie odzywając - szczególnie w tematach zahaczajacych o
                                                ateizm. Polubiłam spokój i rozwagę i otwartośc wielu tu piszących. Dlatego tu
                                                jestem smile Nie poszukiwawczo smile
                                                Nie chcę nikogo zmieniać, ani siebie, ani innych.

                                                Nie mam wrażenia, że wierzącym o "proste profity chodzi". Absolutnie nie.
                                                "Profity" płynące z wiary są jak najbardziej poważne, zasadnicze i podstawowe.
                                                Dlatego potrzeba wiary jest tak silna i tak mocno zakorzeniona w naszych
                                                mózgach. Tak sądzę smile

                                                M.
                                                • rycerzowa Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 10.02.07, 11:24
                                                  Wiesz, szukanie niejedno ma imię...

                                                  Z tymi profitami to jest tak, jak przykładowo z poznaniem budowy atomu. Uczeń
                                                  podstawówki cieszy się, że wie, że już rozumie, że jest jądro,że krążą elektrony.
                                                  Dopiero dalsze studia doprowadzają do świadomości,że nie wiadomo, gdzie jest
                                                  ten elektron, nie wiadomo, czym on jest, czyli wg zasady nieokreśloności nic w
                                                  zasadzie nie wiadomo. Nawet nie wiadomo, na czym polega słowo "jest".
                                                  I to jest dopiero profit na miarę dorosłego człowieka!

                                                  "Potrzeba wiary jest silnie zakorzeniona w naszych mózgach" - powiadasz,i masz
                                                  rację. Chociaż inna jest "wiara" człowieka pierwotnego, inna filozofa, chodzi
                                                  o to samo - o przeczuwanie istnienia innej, niedotykalnej rzeczywistości.
                                                  Fakt, zgadzam się, że jest to efekt ewolucji, i biologicznej, i społecznej.

                                                  Ale zważ, że oko nie wynalazło światła; tak samo mózg nie wynalazł wiary.
                                                  Oko też jest wynikiem ewolucji, aby zinterpretować określone fale
                                                  elektromagnetyczne na użytek człowieka.
                                                  Co stara się zinterpretować ta część naszego mózgu, gdzie znajduje się ośrodek
                                                  uczuć religijnych? (Jest coś takiego, uczeni amerykańscy to ponoć zlokalizowali).
                                                  • maika7 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 10.02.07, 11:33
                                                    smile
                                                    No dobrze, nazywaj moją obecność tu szukaniem smile))
                                                    Podmiot szukania chyba jest inny smile))
                                                    Czas pokaże co z tego wyniknie.

                                                    Zakładasz w ostatnim akapicie, że wiara, tak jak światło, istniała zanim powstał
                                                    człowiek. Mamy tu rozbieżne zdanie.
                                                    Tak właściwie to nie wiadomo co Ci uczeni (ten artykuł z gazety sprzed kilku
                                                    dni?) zlokalizowali.

                                                    M.
                                                  • rycerzowa Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 10.02.07, 12:57

                                                    maika7 napisała:

                                                    > smile
                                                    > No dobrze, nazywaj moją obecność tu szukaniem smile))
                                                    > Podmiot szukania chyba jest inny smile))
                                                    > Czas pokaże co z tego wyniknie.

                                                    Wszyscy szukamy, każdy na swój sposób, tak mi się wydaje.

                                                    >
                                                    > Zakładasz w ostatnim akapicie, że wiara, tak jak światło, istniała zanim powsta
                                                    > ł
                                                    > człowiek. Mamy tu rozbieżne zdanie.
                                                    > Tak właściwie to nie wiadomo co Ci uczeni (ten artykuł z gazety sprzed kilku
                                                    > dni?) zlokalizowali.

                                                    To na podstawie artykułu w Newsweeku (wydanie amerykańskie) sprzed kilku lat.
                                                    Nie zakładam, że wiara i światło istniały "zanim". Obiektywnie nie istnieje coś
                                                    takiego jak światło. Istnieje interpretacja określonego tylko odcinka fal
                                                    elektromagnetycznych. Inne odbieramy np. jako ciepło. Obiektywnie nie istnieje
                                                    coś takiego jak kolor. Coś, co odbieramy jako czerwone, akurat "czerwonych" fal
                                                    nie wysyła, w uproszczeniu.
                                                    Czyli jest oko, jest mózg, jest interpretacja.
                                                    Oko i mózg mogą być różne, różne są też interpretacje.
                                                    I pozostaje dziecinne pytanie, jaka jest Prawda, i czy w ogóle istnieje.

                                                    Na pytanie, co interpretuje część mózgu odpowiedzialna za uczucia religijne
                                                    każdy co innego odpowie, a niektórzy odpowiedzą kolejnymi pytaniami.

                                                    Wiesz, w tym stylu można dyskutować w nieskończoność, nie jest moim celem
                                                    nawracanie ani odwracanie ani ciebie, ani kogokolwiek, bo nie jestem kompetentna.

                                                    Na czym mi zależałoby, to aby ludzie nie zaprzestali stawiania pytań, nie
                                                    zaprzestali poszukiwań, nie przestali myśleć, nie osiedli na mieliźnie
                                                    utrwalonych przekonań.
                                                    Może odwrócę to piękne zdanie z początku:
                                                    "Ten znalazł Boga, kto Go ciągle poszukuje".

                                                    Być może się mylę.
                                                    Pozdrawiam.smile
                                                  • maika7 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 10.02.07, 13:16
                                                    >Obiektywnie nie istnieje coś takiego jak światło. Istnieje interpretacja
                                                    określonego tylko odcinka fal elektromagnetycznych [...]
                                                    > Czyli jest oko, jest mózg, jest interpretacja.
                                                    > Oko i mózg mogą być różne, różne są też interpretacje.
                                                    > I pozostaje dziecinne pytanie, jaka jest Prawda, i czy w ogóle istnieje.

                                                    Obiektywnie istnieją fale elektromagnetyczne (na danym odcinku różnie nazywane i
                                                    roznie interpretowane przez rozne "odbiorniki").
                                                    Fale elektromagnetyczne istnieją odkąd ten świat "się kręci". I istniałyby
                                                    niezależnie od tego czy powstałyby odbiorniki i interpretatory.
                                                    Wiara istnieje od momentu gdy powstał mozg zdolny do abstrakcyjnego myślenia.
                                                    Taka jest według mnie róznica pomiędzy falami elektromagnetycznymi a wiarą.


                                                    Nie znam tamtego artykułu sad

                                                    smile
                                                    M
                                                  • rycerzowa Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 10.02.07, 14:08
                                                    Dla uściślenia:
                                                    Ja poszukuje tu analogii miedzy światłem a wiarą właśnie (zbieżność pojęć
                                                    przypadkowa), bo i światło i wiara są interpretacjami czegoś? kogoś?

                                                    Artykuł był dość trudny, nie wszystko zrozumiałam (mój angielski nie jest
                                                    perfekcyjny). Ale podobne rozważania można znaleźć w słynnej książce Ditfurtha
                                                    "Duch nie spadł z nieba", wiesz, z tej serii plus minus nieskończoność.
                                                    Jest to trzecia część popularno-naukowej trylogii, po "Na początku był wodór",
                                                    "Dzieci wszechświata". Polecane dla gimnazjalistów, licealistów i nie tylko.
                                                  • maika7 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 10.02.07, 14:26
                                                    No tak czy to dzięki ewolucji możemy "odbierać i tworzyć mysli". Co było
                                                    pierwsze - mózg czy myśl.
                                                    Chyba wrócę do tej książki smile

                                                    M.
                                            • sion2 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 10.02.07, 10:50
                                              Mamy chyba inne rozumienie tego czym jest "profit" w sytuacji o ktorej
                                              rozmawiamy.


                                              Profitem nazywam to wszystko co jest dobre i miłe dla czlowieka, co pochodzi od
                                              Boga ale jest nie Nim samym ale jest Jego darem. Profitami wiary są wlasnie
                                              obietnice zycia wiecznego, odczucie szczescia, sens w zyciu, dążenie do
                                              doskonalosci itd. Milosc Boga do czlowieka nie jest profitem, nie jest darem -
                                              w dodatku danym "za cos" - ale jest samym Bogiem i udziela sie bezinteresownie
                                              i bezwarunkowo. W dodatku zawsze sie odkrywa ze to "On mnie pierwszy umilowal"
                                              a moja milosc do Niego jest tylko nędzną probą kropelki wody wobec oceanu aby
                                              uczynic go bardziej mokrym smile))).
                                              Niektorzy zatrzymuja sie na etapie wiary "za cos" czyli za powodzenie w zyciu,
                                              za zdrowie, za przyjemne doznania na modlitwie, za uczucie "jestem kochana"
                                              itd. Jednak prawie kazdego Bog pociaga dalej i uczy relacji w wierze ogołoconej
                                              z podpórek.
                                              • maika7 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 10.02.07, 11:25
                                                Tak, ja jako "profit" traktuję również "naturę Boga", ktora jest rozumiana jako
                                                doskonała, bezwarunkowa miłość.

                                                Dlatego na tym chyba zakończymy te "drążenia"

                                                smile
                                                M.
                                            • mader1 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 10.02.07, 13:55
                                              Wtrącę się, choć tę rozmowę śledzę z zainteresowaniem, jednak pozostawiałam do
                                              tej pory innym wink

                                              > To, co opisujesz Sion (o relacji z MIŁUJĄCĄ Osobą) jest w moim patrzeniu na
                                              > wiarę podstawowym i najważniejszym profitem - zaspokojeniem potrzeby
                                              > bezinteresownej doskonałej miłości. Kazdy człowiek chce być kochany i miłujący
                                              > Bóg zapewnia mu to. Po prostu kocha każdego człowieka (tak, że Syna swego,
                                              > jedynego dał, aby...).
                                              >
                                              > Chyba nie znam nikogo, kto nie wierzyłby dla tego profitu. Ale ja nie znam
                                              > jakiejs wielkiej liczby wierzących smile

                                              No więc też mi się wydawało tak, jak Tobie. A jednak... Poznałam osoby, nie wiem
                                              , jak to umotywować - spróbuję pseudopsychologicznie wink- z całkowicie( chciałoby
                                              się napisać doskonale) zapokojoną potrzebą akceptacji ( przez rodziców ?), dla
                                              których bezintersowna miłość Boża nie była wcale niczym nadzwyczajnym. Normalne,
                                              ze tak ich kocha. Mnóstwo osób tak ich kocha. To im się należy wink Niebywałe, co
                                              ? Aż takie poczucie bezpieczeństwa i bycia kochanym u ludzi dorosłych...
                                              Były to soby wierzące. w dodatku rozsiewające wokół siebie miłośc jakby
                                              przypadkiem wink
                                              • maika7 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 10.02.07, 14:14
                                                > Poznałam osoby, nie wiem, jak to umotywować - spróbuję pseudopsychologicznie
                                                wink- z całkowicie( chciałoby
                                                > się napisać doskonale) zapokojoną potrzebą akceptacji ( przez rodziców ?), dla
                                                > których bezintersowna miłość Boża nie była wcale niczym nadzwyczajnym. Normalne,
                                                > ze tak ich kocha [..]

                                                smile

                                                Chyba muszę dodać jeszcze jedno - ja nie zakładam kalkulacji. Nie piszę o tym,
                                                że ten "profit" jest grą, liczeniem na coś itp. "Profitowość" jest zbyt głęboko
                                                schowana.
                                                Rozumiem, Mader, że Ci ludzie, o których piszesz wierzą, bo istnieje Bóg. Tak po
                                                prostu. Niezależnie od tego jaki by był. Tak?

                                                Wiesz, założę wątek z pytaniem o wiarę, żeby juz nie wydłużać tego wątku na boki
                                                smile A ciekawa jestem odpowiedzi na to bardzo podstawowe pytanie - dlaczego wierzymy.

                                                M.
                                                • mader1 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 10.02.07, 20:11
                                                  Rozumiem, Mader, że Ci ludzie, o których piszesz wierzą, bo istnieje Bóg. Tak po
                                                  prostu. Niezależnie od tego jaki by był. Tak?

                                                  smile

                                                  Hmmm... na to pytanie trudno przecież odpowiedzieć. " wierzą, bo istnieje Bóg".
                                                  Jeżeli wierzą, bo istnieje ( dla nich oczywiście, nie dla Ciebie), to
                                                  doświadczają Go Takiego Jakim Jest. Na pytanie, czy wierzyliby w innego,
                                                  wiedzielibyśmy, gdyby doświadczali Boga o innych Przymiotach smile
                                                  O potrzebie, nawet głęboko ukrytej, podświadomej Miłości bezwarunkowej w
                                                  przypadku tych ludzi - bo tak rozumiem tę "profitowość", czasem
                                                  nieuświadomioną, najczęściej " nieskalkulowaną" - nie może być mowy, bo jej nie
                                                  ma. Została zaspokojona całkowicie.
                                                  Choć można pisać o wyobrażeniu umysłu , dla zaspokojenia innej potrzeby - czy
                                                  ja wiem... Sprawiedliwości ?
                                                  Ta rozmowa nie ma końca, bo w dodatku możemy przyjąć, że niektóre umysły
                                                  zaprzeczają istnieniu Boga, Który Jest ( jezelibyśmy przyjęli , że Jest ), bo
                                                  tym nieuświadomionym " profitem" jest zaspokojenie potrzeby buntu , wymazanie z
                                                  umysłu doskonałego Rodzica itd , itp. To też mogą być " profity", dla których
                                                  umysł może gimnastykować się, by " nie zauważać", " zapominać".
                                                  • maika7 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 10.02.07, 20:37
                                                    > Jeżeli wierzą, bo istnieje ( dla nich oczywiście, nie dla Ciebie), to
                                                    > doświadczają Go Takiego Jakim Jest.

                                                    Albo takiego, jakim są w stanie Go doświadczać. Jesteśmy ograniczeni i różni w
                                                    odbieraniu otaczającego nas swiata smile
                                                    Ciekawa jestem co oni sami (ci ludzie, o ktorych piszesz) powiedzieliby o swojej
                                                    wierze smile

                                                    Tak, zgadzam się - niewiara też może mieć najróżniejsze przyczyny. I
                                                    niewątpliwie musi mieć jakieś "profity". I pewnie dla każdego inne.


                                                    Właśnie pomyslałam sobie, że jest pewnien "profit" wspólny - jedni i drudzy chcą
                                                    żyć w prawdzie smile
                                                    M.
            • sion2 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 01.02.07, 13:30
              Co do wypowiedzi wzgledem autorki wątku mysli mam takie same jak wy i nawet
              napisalam je pierwsza ale mi wcielo caly post a drugi raz pisac mi sie nie
              chcialo...
              Mysle ze trzeba pozwolic odejsc temu chlopcu w nadziei ze powroci - bardziej
              dojrzaly, w wyniku wlasnej decyzji. Trzeba chyba jednka tez dawac mu do
              zroumienia ze nie jest nam obojetne ze odrzucil wiare ale szanujemy jego
              decyzje, bo... Bóg ją szanuje.
              Rozmawiac z nim, pytac o powody, starac sie tlumaczyc, szukac wspolnie
              odpowiedzi. Wykazywac ze latwo jest powiedziec "nie bo nie" ale to za powazna
              sprawa aby tak ją skwitowac.

              Chcialabym tylko dodac na marginesie, bo gdzies w tle pezwinąl sie tu taki
              wątek... to nie jest tak ze ateisci to ci co nie otrzymali łaski wiary. Bóg
              poniewaz chce jednakowo dla wszystkich zbawienia i uswiecenia, dla każdego tę
              łaskę ma. Problem tkwi zawsze w czlowieku a nie w Bogu, ze cos jednym daje a
              innym nie. Wiara jest rzeczywistoscia nadprzyrodzona ale jest tez głęboko
              wpisana w sfere emocjonalną czlowieka, w rozum, w psychike - a te są tak różnie
              ukształtowane jak wielu jest ludzi na swiecie. I dlatego jednym łatwiej wierzyc
              innym trudniej. Ale to wszystko co mozna powiedziec: ona/on ma trudniej na
              drodze wiary a ja mam łatwiej. Ale nie mozna sie usprawiedliwiac ze jestem
              niewierzacym czy ktos jest niewierzacy bo nie dostał łaski wiary. To gdzies sie
              na forum pojawilo niedawno ale wtedy sie nie odezwalam.
              Gdyby ateizm byl "wynikiem" braku dzialania Boga, nie byloby winy czlowieka
              zadnej. Ateizm zas jest - jak sam sie okresla - odrzuceniem nadprzyrodzonosci,
              wiary. Ateizm nie jest brakiem czegos ale odrzuceniem czegos.

              Nie piszę do nikogo personalnie - podkreslam. To takie ogolne stwierdzenia,
              troszke z jeszcze studyjnych lektur J. Maritaina.
              • maika7 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 01.02.07, 14:02
                > Problem tkwi zawsze w czlowieku a nie w Bogu, ze cos jednym daje a
                > innym nie.

                I to jest chyba zdanie, ktore prowadzi do najglebszych nieporozumień. Bo ono
                jest nie do zaakceptowania przez ateistę. Tak może mysleć jedynie osoba
                wierząca. Bo w tym zdaniu jest założenie, że Bog jest. I na tym konczy sie
                wzajemne rozumienie. Z takiego punktu widzenia ateista zawsze bedzie na
                straconej pozycji - tego, ktory nie chce "się otworzyć", "nie chce zobaczyć" itd.

                > Wiara jest rzeczywistoscia nadprzyrodzona ale jest tez głęboko
                > wpisana w sfere emocjonalną czlowieka, w rozum, w psychike - a te są tak
                > różnie ukształtowane jak wielu jest ludzi na swiecie. I dlatego jednym
                > łatwiej wierzyc innym trudniej.

                Jest bardzo głęboko i mocno wpisana w człowieka. Ale czy wiara moze byc
                uzalezniona od predyspozycji pojedynczego człowieka?

                > Ale to wszystko co mozna powiedziec: ona/on ma trudniej na
                > drodze wiary a ja mam łatwiej. Ale nie mozna sie usprawiedliwiac ze jestem
                > niewierzacym czy ktos jest niewierzacy bo nie dostał łaski wiary. To gdzies
                sie> na forum pojawilo niedawno ale wtedy sie nie odezwalam.

                Sion, nie o usprawiedliwianie sie chodzi. Wtedy rozmawialiśmy o tym, że sprawa
                łaski wiary jest tajemnicza i zawiła. Chyba nie o usprawiedliwianie sie idzie,
                bo - znowu- dlaczego ktos ma sie usprawiedliwiac, ze nie wierzy?

                > Gdyby ateizm byl "wynikiem" braku dzialania Boga, nie byloby winy czlowieka
                > zadnej. Ateizm zas jest - jak sam sie okresla - odrzuceniem nadprzyrodzonosci,
                > wiary. Ateizm nie jest brakiem czegos ale odrzuceniem czegos.

                Ateizm nie jest odrzuceniem. Ateizm jest własnie brakiem. Odrzucać mozemy, coś,
                o czym wiemy, że jest i tego nie akceptujemy. Jesli mamy puste niebo, co w nim
                odrzucać.

                Na forum oka-jeża, pojawiło sie niedawno zdanie, ze to nie za dobrze, gdy
                ateista tłumaczy wierzącemu roumienie wiary itp. Bo tłumaczy o czyms, czego nie
                doświadcza. Przyznaje, ze mam podobne odczucie, gdy czytam, co wierzący pisze o
                ateiźmie. Wzajemne zrozumienie jest szalenie trudne.

                M.
                • sion2 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 01.02.07, 14:42
                  Oczywiscie ze piszę z punktu widzenia wierzacego, przeciez jestem wierzaca a
                  poza tym wiara jest rzeczywistoscia wierzacych wlasnie, dlatego moge napisac ze
                  Bog łaski wiary nie "rezerwuje" dla wybranych ale daje kazdemu a problem jest z
                  przyjeciem.

                  Oczywiscie nie napisalam celowo ze chodzi tylko o "chcenie", to nie tak. Gdyby
                  uwierzyc bylo tak łatwo, na pewno wierzacych byloby jeszcze duuużo wiecej smile.
                  Mysle ze wlasnie to zalezy od wielu czynnikow, od srodowiska danego czlowika,
                  od jego wrazliwosci, od ewent zranien, od mocy jego rozumu, od charakteru od
                  wielu jeszcze innych rzeczy. Mysle tez ze takich ateistow czystej postaci, jaką
                  wydajesz mi się np. ty, jest zdecydowana mniejszosc w przeciwienstwie do po
                  prostu zwyklych antyklerykalow ktorym sie wiara w ludzi z wiara w Boga pomyliła
                  i wrzucaja ją do jednego worka. Tacy naprawde NIE CHCĄ uwierzyc a nie nie mogą
                  z powodow takich czy innych.
                  Ja nie napisalam do nikogo personalnie, po prostu przeczytalam i zreszta sama
                  slyszalam wiele razy ze zarowno wierzacy mowia o ateistach "oni po prostu laski
                  wiary nie otrzymali" jak i sami ateisci sie usprawiedliwiajacy "nie dostalem/am
                  laski wiary" wiec chcialam napisac z punktu widzenia wierzacego, ktory na pewno
                  ma prawo wypowiadac sie o łasce wiary, ze tej NIKOMU Bóg nie skąpi. Najczęściej
                  jest tylko "szum na łączach".
                  Nie wiem jak jest u ciebie, nie znam cię i nie piszę konkretnie do ciebie. Z
                  punktu widzenia wierzacego ateizm jest odrzuceniem Boga, bo Bóg jest
                  rzeczywistoscia obiektywna dla wierzacego a nie subuektywną. Oczywiscie ze
                  subiektywnie dla niewierzacego bedzie inaczej ale wlasnie tak to jest ze kazdy
                  swoj punkt widzenia ma za najwlasciwszy... W kazdym razie ja piszę z pu nktu
                  widzenia czlowieka ktory wie ze Bog istnieje, dlatego niewiara w Boga bedzie
                  zawsze dla mnie odrzuceniem czegos co jest. Rozumiem ze dla ciebie jest
                  inaczej, naprawde sie nie upieram ze masz myslec jak ja. Przeciez nie moge ja z
                  kolei myslec ze tylko mi sie wydaje ze Bog jest a tak obiektywnie to Go nie
                  ma smile.
                  • maika7 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 01.02.07, 15:16
                    smile

                    Tak, dla wierzącego ateizm chyba zawsze będzie odrzuceniem. Bo te dwie
                    subiektywne (?) obietktywne (?) rzeczywistości (wierzacego i ateisty) są
                    rozłączne. I dlatego, że jak piszesz:
                    "Przeciez nie moge ja z kolei myslec ze tylko mi sie wydaje ze Bog jest a tak
                    obiektywnie to Go nie ma smile"
                    a ateista nie może myśleć, ze mu się tylko wydaje że Boga nie ma - taki jest
                    kłopot we wzajemnym rozumieniu i wiary i ateizmu smile

                    Wiem Sion, że nie pisałaś personalnie, tylko ja jako "mniejszość" wyznaniowa" na
                    tym forum, czuje się niejako w obowiązku zabierać głos, gdy poruszany jest temat
                    ateizmu smile))

                    Jeszcze słówko do mam zatroskanych buntem dzieci. Wydaje mi sie, ze jesli droga,
                    ktorą obiera dziecko, jest przemyslana i w bardzo "jego" - tego dziecka - to
                    nasze (rodziców) obawy, lęki, strachy, zakazy itp. nie dadzą nic dobrego. Pisze
                    to ze świadomością matki, której nastoletnie ateistyczne dzieci moga sie
                    zbuntowac "w druga stronę". I świadomościa osoby, której ateizm nie jest
                    zakceptowany przez rodziców i od ponad 20 lat traktowany jako "fanaberia,
                    niedojrzałośc i "może Ci to minie".

                    M.
    • mamamonika Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 01.02.07, 15:50
      Też miałam taki etap, wróciłam smile
      Trwało to może z rok, najpierw cieszyłam się wolnością wyboru, potem zaczęłam
      tęsknić i wróciłam - sama.
      Nękanie i przypominanie miało skutek dokładnie odwrotny do tego, który nękający
      chcieli osiągnąć. Wręcz cieszyła mnie ta ich irytacja i zdenerwowanie.
      Co robić - czekać, rozmawiać (ale nie o "chodzeniu do koscioła"), nie marudzić,
      nie jęczeć.
      • stokrootka40 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 01.02.07, 21:23
        dzięki Wam bardzo. Mnie też wydawało się, że nie powinnam zmuszać go, ale moje
        przerośnięte poczucie odpowiedzialności od czasu do czasu męczy mnie. W końcu
        przy chrzcie przyrzekałam, że wychowam go w wierze....
        • franula Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 02.02.07, 08:36
          I wychowywałaś. Siedemnastolatka juz się nie wychowuje.
          wink
          Będę się za Was modlić, obiecuję.
          • mamaadama4 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 02.02.07, 13:32
            Moi chłopcy śmiem twierdzić jednak nie sa poszukujący, ale zwyczajnie leniwi.
            Bo jak tłumaczyć fakt, że do kościoła chodzic im się nie chce, do spowiedzi też
            nie chodzą, ale starszy stwierdził najpierw, że musi iśc do bierzmowania, bo
            chce być ojcem chrzestnym. No i zrobił to. Na religię też chodził, bo przecież
            musi mieć papier, bo ma zamiar mieć slub kościelny. Młodszy też chce
            mieć "porządek w papierach". Więc ja w takiej sytuacji nie przyjmuję
            tłumaczenia o zachwianiu wiary i poszukiwaniach. Skoro chcesz czerpać profity z
            przynależności do kościoła, to daj coś z siebie. Byłam przeciwna temu, aby
            starszy został ojcem chrzestnym ale miałam na to mały wpływ. Nie toleruję
            hipokryzji - nawet jeżeli dotyczy to odejścia od Boga. A może przede wszystkim
            w tym.
            Moje pryncypialne podejście pewnie wynika z tego, że jako osoba żyjąca w
            związku niesakramentalnym a tym samym mająca ograniczenia w korzystaniu z
            sakramentów - nie toleruję takich zachowań.
            • karolina_29 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 08.02.07, 21:21
              Cześć

              ja zostałam wychowana przez rodziców niewierzących. Odbieram to jako swojego
              rodzaju dar. Myślę, że zwłaszcza w wieku dorastania ważna było dla mnie
              świadomość, że to ja - ja sama - podejmuję decyzję o chodzeniu do kościoła,
              modlitwie. Był taki okres, kiedy nie chodziłam do kościoła przez rok - czułam,
              że muszę sobie przemyśleć, w co naprawdę wierzę. Wróciłam. Teraz niektóre moje
              wierzące znajome mają dorosłe lub prawie dorosłe dzieci. Patrzę sobie i myślę,
              jak trudno czasami tym dzieciom. W wieku dojrzewania człowiek szuka własnej
              tożsamości, chce wiedzieć, czym się różni od innych ludzi, w tym również od
              rodziców. Jeżeli rodzice egzekwują chodzenie do kościoła, "konsekwencję" i tak
              dalej, może to zablokować taką młodą osobę w przeżywaniu wiary. Myślę, że
              odejście od Pana Boga może być początkiem bardziej autentycznej wiary.
              Wiara jest sprawą bardzo intymną, chyba najbardziej intymną na świecie. Tu
              potrzeba dużej delikatności.
    • mamalgosia znałam... 08.02.07, 21:36
      ... takiego 17latka. No dobrze, nie miał 17, ale 15 lat. Rodzice w Oazie
      Rodzin, codzienna wspólna modlitwa przy świecy, pełne zaangażowanie. I syn na
      lekcji języka polskiego pisze wypracowanie o tym jak Maryja porodziła Jezusa -
      opis drastyczny, wulgarny i prześmiewczy. A potem ogólne odrzucenie
      wszystkiego, co reprezentowali rodzice.
      Ale po jakimś czasie wrócił. Były to chyba ze dwa lata. A potem wstąpił do
      jezuitów
      • mamaadama4 Re: znałam... 09.02.07, 13:28
        Jeszcze raz powtórzę, czy rzeczywiście uważacie, że odmowa chodzenia do
        kościoła przy jednoczesnym zapewnieniu sobie papierków, żeby mozna było być
        rodzicem chrzestnym albo brac slub kościelny jest prawdziwym poszukiwaniem
        własnej drogi? czy jednak klasycznym przykładem hipokryzji i lenistwa.
        • aka21 Re: znałam... 09.02.07, 14:20
          Dla mnie jest to niedojrzałość. Według mnie jednak w tym wieku, dojrzeć musi się
          samemu, a nie pod przykazem i czujnym okiem rodziców. Oni swoje już zrobili.
          Jeśli chodzi o bycie chrzestnym, to jest wybór rodziców dziecka, oni widzą kogo
          biorą i na kim (i dlaczego) im zależy. Załatwianie papierków do ślubu to dowód
          na zabezpieczenie się, nie palenie mostów za sobą. Zresztą tak można "wierzyć"
          przez całe życie. Spotkać Boga można jedynie osobiście i dobrowolnie, w
          wolności... i co więcej wcale nie musi to być w kościele, może właśnie wtedy gdy
          wszyscy są na Mszy. Wydaje mi się, że zostawienie wolności daje więcej do
          myślenia niż przymus. Pójście na Mszę jest bez sensu jak nie ma w nim pragnienia
          spotkania z Bogiem, a jedynie chęć odwalenia obowiązku i wypełnienia woli rodziców.
        • samboraga Re: znałam... 09.02.07, 16:02
          jest prawdziwym poszukiwaniem
          > własnej drogi? czy jednak klasycznym przykładem hipokryzji i lenistwa.

          mam wrażenie odwrócenia kolejności ważności w sytuacji, którą opisujesz - z
          wiarą nie jest tak, że skoro korzystasz to daj coś z siebie...
          owszem, zbieranie papierków nie wskazuje na dojrzałość, jeżeli chłopcy nie mają
          wiary, to nie ciągnęłabym ich za uszy do kościoła
          oni z jednej strony nie czują wagi tych papierków, dla nich to papierki właśnie,
          a nie sakrament, nie przeżywają np. bierzmowania jako sakramentu, prawda?
          podchodzą do spraw wiary jako do jeszcze jednego przedmiotu w szkole, bo nie
          ciągnie ich Chrystus, mają wiarę (tzn. tak napisałąś, że tak potakująsmile, ale nie
          wiarę osobistą, stąd też lenistwo chodzenia do kościoła...

          myślę, że poza rozmową (któą juz pewnie odbyliście), że wg Ciebie (i męża)
          pasierbowie postępują amoralnie z tymi papierkami, nie można już więcej nic
          zrobić, poza modlitwą i czekaniem na ich dojrzałość, na powrót do Boga
          zgadzam się z Aką, że to nie hipokryzja, ale niedojrzałośc
          a co do lenistwa, to to nie klasyczne lenistwo, że się nie chce do pracy wstać,
          tylko brak przyciągania wiarą, tzn. ja też mam gorsze dni i nie chce mi się na
          mszę iść, ale nie idę 'bo powinnam', idę bo wiem Kto tam na mnie czeka

          • samboraga Re: znałam... 09.02.07, 16:20
            przepraszam, nie skończyłam, bo maluch mi się na moment obudził...

            to tylko dokończę:
            myślę, że trochę jest tak, że zmuszając chłopców do mszy sami stanęłiście 'po
            stronie papierków' - chłopcy dają sygnał 'no to co że nie wierzę, ważny jest
            papierek', a Wy 'nieważne, że nie wierzycie, ważne, że macie odbębnić mszę'
            (przy czym ja słowo 'wierzyć' rozumiem jako wiarę osobistą, dojrzałą, obawiam
            się, że chłopcy jej nie mają)
    • babka71 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 11.02.07, 23:54
      NIE ODPUSZCZAĆ DAWAĆ PRZYKŁAD!!! sami chyba chodzicie do Kościoła???? Albo I
      NIE!!??
      Kropla drąży skałę!!!!!!!!!
      Jeśli SYN TO WIDZI to napewno coś tam Mu w duszy nie tak..
      Matka nie chodzi Ojciec chodzi w kratkę etc..
      Ale chyba u Was w Rodzinie nie za bardzo z tym chodzeniem do Kościoła???
      Takie krótkie pytanie do stokrotki40??

      • stokrootka40 Re: 17-latek nie chce chodzić do kościoła 16.02.07, 21:50
        ja chodzę regularnie, gorzej z mężem...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka