osoby samotne

23.02.07, 10:47
Inspirację do tego wątku jak zwykle znalazłam w życiu. Wczoraj dostałam maila
od Przyjaciela Księdza, który wkrótce będzie głosił rekolekcje dla osób
samotnych. Trochę mu napisałam, co myślę w tym temacie, ale może rozwiniemy
go tutaj?
Osoba samotna - bez rozdzielania na to, czy z wyboru, czy nie.
Wiem, że osoba, która jest sama, niekoniecznie musi się czuć samotna. Ale
tego nie wiadomo na zewnątrz, czasem pozory mylą.

Jak traktujecie takie osoby samotne? Jak je odbieracie? Czy pełnią jakąś rolę
w Waszych rodzinach?

Mam wrażenie, że mimo prób dowartościowywania tych ludzi, ciągle są
jakby "gorsi". Wiem, że takie poczucie mają (mam jednak trochę znajomych w
tym stanie, no i sama wyszłam za mąż późno) i wiem, że taką opinię się im
wmawia. W społeczeństwie i w Kościele niestety też. Takie wrażenie
niepełności. Jakby ni pies ni wydra, coś na kształt świdra: święceń nie mają,
ślubów nie składają, przysięgi małżeńskiej też - więc kto? Nikt? Żyjący w
poczekalni życia na coś, co się ma dopiero wydarzyć?
Mojej samotnej Przyjaciółce sąsiad (który niemalże nic o niej nie wie) na
Nowy Rok życzył "żeby wreszcie wyszła za mąż". WRESZCIE. Poruszyła mnie też
opinia o 40letnim kawalerze - że musi mieć jakieś ukryte wady, skoro do tej
pory nie ma żony, że musi być coś więcej niż tylko niespotkanie właściwej
osoby. Jakoś tak mnie to wszystko porusza i smuci. Samotność sama w sobie
jest trudna do zniesienia, wydaje mi się, że to co tych ludzi spotyka niejako
z zewnątrz, dokłada im jeszcze cierpień. Oczywiście można sobie nic nie robić
z tego gadania - ale czy rzeczywiście można?

Słyszałam też o takim procederze, że samotnych osób (szczególnie kobiet) nie
zaprasza się na imprezy, bo mogą stanowić zagrożenie. Ja tam nie wiem, bo
moje życie towarzyskie jest mikroskopijne, ale czy naprawdę można nie
zaprosić jakiejś panny tylko dlatego, że może mi odbić męża?

Nie precyzuję jasno żadnej tezy, takie tylko luźne myśli. Ale porozmawiajmy,
proszę
    • dorotkak Re: osoby samotne 23.02.07, 20:57
      taki dziwoląg generalnie jest podejrzanysmile
      jak piszesz śłubów nie ma, męża też- pewnie feministka albo jakaś business woman...

      w rodzinie - wymarzona matka chrzestna - do kościoła chodzi, dzieci swoich nie
      ma, a pracę dobra masmile

      dzięki Panu Bogu wyglądam bardzo młodo i tak tez sie czuje
      w wielu sytuacjach ratuje mnie wrodzone poczucie humoru i poczucie własnej
      wartości, ale zdaję sobie sparwę, że wiele osób mniej odpornych nie kończąc się
      pytania o ślub i ukochanego, jak również swatanie, mogą doprowadzić do oblędu

      co do Kosciola to cięzko znaleźć swoje miejsce, głosi sie apoteozę macierzyństwa
      a po drugiej stronie nie ma nic

      cieszę się, więc, że piszesz, że ktoś zwrócił uwagę i na nas, bo chyba nas coraz
      więcej - jak mozesz to napisz gdzie i kiedy te rekolekcje
      • mamalgosia Re: osoby samotne 23.02.07, 21:32
        Rekolekcje są w Brennej,ale nie wiem kiedy. Mogę dopytać jeśli jesteś
        zainteresowana.

        Rozmawiałam dziś z moją Przyjaciółką, która właśnei jest panną, ona
        powiedziała, że po takich rekolekcjach spodziewałaby się jakiegoś podtrzymania
        na duchu, jakiegoś dodania sił. jej jest bardzo ciężko. Powiedziała też coś
        ciekawego moim zdaniem - że czuje, że żyje tylko życiem innych, że sama nie ma
        swojego życia. Smutne.

        A co do apoteozy macierzyństwa, to coś w tym jest. Nawet ja - jako matka - mam
        tego dosyć. Kocham moje dzieci bardzo, ale nie lubię być postrzegana tylko
        przez pryzmat macierzyństwa. Bo jestem nie tylko matką, nawet nie przede
        wszytskim - może powinnam, ale tak nie czuję. Przede wszytskim jestem sobą.
        • dorotkak Re: osoby samotne 24.02.07, 13:04
          uuuuuuuuu, szkoda, ze nie w Krakowie - a mialam taka cicha nadziejesmile

          ja generalnie zyje swoim zyciem, mam swietna prace, duzo znajomych, w wiekszosci
          tez samotnych wiec milo spedzamy czas, poza tym sport, kino i juz na nic nie
          zostje wiele czasu - ale widze w rodzinie tendencje wlasnie do tego, zeby mnie
          pozbawic swojego zycia - jak nie mam swoich dzieci, to przeciez jestem na kazde
          zawolanie, a ja w gruncie rzeczy przeciez chetnie kazdemu pomoge, ale w
          rozsadnych granicachsmile
          • mamalgosia Re: osoby samotne 24.02.07, 16:17
            Dorotko, nie wiem, ile masz lat, ale myślę, że jesteś dużo młodsza od mojej
            Przyjaciółki. A to z wiekiem chyba jest coraz gorzejsad
    • minerwamcg Re: osoby samotne 24.02.07, 00:52
      No ba. Dość długo się nabyłam samotna i wszystkie z tym związane problemy przerobiłam na własnej skórze. Łącznie ze spowiedzią, gdzie ksiądz (wypominam mu to już chyba z dziesiąty raz, ale wypomnę jeszcze, bo zasłużył smile)) udowadniał mi, że to, iż nie wyszłam za mąż i nie mam dzieci jest z mojej strony przejawem egoizmu. I skoro nie mam rodziny, to mam duuuużo czasu i mogę popracować na rzecz parafii (akurat wtedy byłam zajęta od rana do wieczora).
      U nas w rodzinie ludzie samotni byli zjawiskiem normalnym. Z rodzeństwa mojej babci wyszła za mąż tylko jedna siostra, reszta - trzy siostry i brat - umarli w stanie wolnym. Żyli, pracowali, dziwaczeli każde w swoją stronę. Kochali mnie bardzo, nie wiadomo za co, może zamiast własnych dzieci smile
      Druga babcia też miała niezamężną siostrę, która (ja jej nie pamiętam, umarła przed moim urodzeniem) spędzała w naszym domu mnóstwo czasu, np. niańczyła mojego brata.
      Mama ma samotną kuzynkę. Odwiedza ją dość często, zaprasza na święta. Jest to bardzo miła ciocia, ładnie, po dziewczęcemu nieśmiała, inżynier metalurg i doktor chemik o wyglądzie zaniedbanej urzędniczki pocztowej na emeryturze. Mam z nią wspólny język, bo też ma bzika na punkcie zwierząt - kiedyś hodowała całą sforę psów smile))
      Osobna kategoria samotnych to wdowy. Kobiety żyją dłużej, więc przeżyły swoich mężów, nieraz o całe lata (np. mama tatę w tej chwili o ćwierć wieku), dzieci im dorosły i się wyprowadziły. Takich osób jest chyba najwięcej...
      U nas, jak powiadam, bycie samotnym nie było niczym niezwykłym. Mówiło się "a, nikt odpowiedni się jej nie trafił" albo "żadna mu się jeszcze nie spodobała" - i nie było to problemem. Dopiero w naszym pokoleniu rodzina chyba nagle złapała się za głowę, że wymiera - bo i nad moim bratem i nade mną ciągle jakieś matrymonialne gusła czyniono smile Trzeba przyznać mamie, że zachowywała się nad wyraz taktownie, chroniąc nas zarówno przed wścibstwem jak i "życzliwymi" komentarzami. A w końcu, kiedy już spisano nas na straty, oświadczyłam gromko że wychodzę za mąż. W tym samym czasie zaręczył się mój o pięć lat starszy brat.
      Dlatego głoszę i głosić nie przestanę wielką prawdę zawartą w powiedzeniu Lucy Maud Montgomery:
      O KOBIECIE NIE NALEŻY WĄTPIĆ, ŻE WYJDZIE ZA MĄŻ, DOPÓKI JEJ NIE POCHOWANO.
      To samo na przykładzie mojego brata można powiedzieć w stosunku do mężczyzn smile)))
      Dlatego samotni - głowa do góry.
      • mamalgosia Re: osoby samotne 24.02.07, 08:07
        Oj, chyba Twój post wyślę mojej Przyjaciółce, ucieszy sięsmile
    • kulinka3 Re: osoby samotne 24.02.07, 11:48
      Myślę,że pomysł z rekolekcjami dla osób samotnych to wspaniała sprawa.Takich
      osób jest coraz więcej, szczególnie wśród kobiet i to kobiet wierzących.Dobrze,
      że ktoś dostrzega potrzebę pochylenia się i wsparcia duchowego dla nich.
      Mam w swoim otoczeniu sporo takich pań i niestety nie jestem chyba aż taką
      optymistką jak Minerwa. Większość z nich to kobiety samotne z konieczności. Po
      prostu nikogo nie znalazły.Wiele z nich jest w depresji, po psychoterapiach. Nie
      radzą sobie kompletnie z samotnością.Praca nie przynosi ukojenia, nie mają
      specjalnych pasji, które pozwoliłyby im zająć czas.Podważają swoją kobiecość,
      przydatność,są bardzo skupione na sobie, swoich oczekiwaniach, lękach, czasami
      trudno się z nimi rozmawia, bo to trochę taka mowa zamiast. One pragną mówić o
      tym,że jest im źle , że czują się samotne i nikomu niepotrzebne, a wszystko inne
      jest tylko chwilowym znieczuleniem. U wielu, pomimo wiary, jest wielki żal do
      Pana Boga o niespełnione marzenia, niewysłuchane modlitwy.
      W stosunku do rodzin większość z nich zachowuje dystans.Po pierwsze jest im
      przykro widzieć szczęście innych, dzieci, których nie mają. Z drugiej strony
      rodziny żyją trochę innym rytmem i nie ma zbyt wiele czasu na to, by "zajmować "
      się samotnymi znajomymi, które mają baaaaaaardzo dużo czasu.
      Ja czasem czuję ogromną bezsilność. Wiem, jak ciężko żyć tym kobietom i nie
      jestem w stanie im pomóc.To bardzo deprymujące.
      Często wiele z nich trzyma się razem, są dla siebie jakimś wsparciem, pomocą.To
      cieszy.
      Wiele z moich znajomych to dziewczyny z mocnymi zasadami, które nie rozwalą
      nikomu małżeństwa, ani nie zrezygnują z przyjętego systemu wartości. Same one
      jednak opowiadają,że znają tak zdesperowane kobiety, dla których nie ma żadnej
      świętości i nie zawahają się przed jakimś niegodnym krokiem, by zdobyć
      mężczyznę, który uwolni je od samotności.
      • mamalgosia Re: osoby samotne 24.02.07, 16:20
        Bardzo dużo prawdy napisałaś. Nie chcę się tylko zgodzić z
        określeniem "skupione na sobie", ale cała reszta to wypisz-wymaluj moja
        Przyjaciółka.
    • mader1 Re: osoby samotne 24.02.07, 13:51
      Problem jest.
      Bo jest presja społeczna. Społeczeństwo wywiera presję na postawy czy sposoby
      życia, które są dla jego rozwoju najkorzystniejsze ... Jak się mylę, to mnie
      poprawcie, socjologowie smile Małzeństwo, ostanio jakieś trwałe partnerstwo jest
      bezpieczne. Raz - są z tego dzieci, zapewniony przyrost, zajęcia, praca,
      potrzeby konsuncyjne bliskie typowym, organizacja czasu wolnego także.Są
      wspólne tematy z osobami zamężnymi, zonatymi - dzieci, wychowanie, szkoła,
      przedszkole, wspólne miejsca wypadów. Poza tym takie - " zajęte " osoby nie
      stanowią zagożenia dla związku, relacji wewnątrz rodziny. Oczywiste jest, że
      ludzie są zazdrośni. I nie jest to tylko zazdrość o seksualne wyobrźnie męża
      czy żony. Samotny facet czy kobieta mają te niewielkie, ale jednak pieniądze na
      dodatkową bluzeczkę czy koszulę. Są wyspani, umalowani, faceci zdąrzają na czas
      do fryzjera... W dodatku patrzą na te wszystkie " wkurzające" małżonków
      problemy obiektywnie, z przymróżeniem oka. Mają chwilę czasu, by porozmawiać.
      Mówią dobrotliwie - "zajmij się sobą, wyjdź na fitness..." Ale jak tu wyjśc,
      jak zostało tylko pół godziny, a nie ma co zrobić z dzieckiem..." Zamów
      opiekunkę.- Pół godziny to niedużo będzie kosztować". Taaa... Na pół godziny
      nie widzę chętnej smile)) Dzieci taką ciocią zachwycone też są - taka cierpliwa
      dla nich, pogra w coś, uśmiecha się... Wujkiem też potrafią być zachwycone. Ma
      czas puszczać samolot... Nie to, co tato, który wrócił do domu o 20.00 z
      pracy... Pewnie złośliwie... żeby uniknąc zabawy... wink
      To zazdrość o całokształt - bo tato czy mama też chceli być tacy - w
      małżeństwie , w rodzinie, ale ciągle wyspani, gotowi do zabawy, atracyjni.

      Z drugiej strony też jest zazdrość. Jeżeli to samotnośc nie z wyboru sad Czemu
      ta B. ma taką rodzinę. Wcale nie zasługuje bardziej niż ja ( co niestey jest
      prawdą). Tylko chrzani wszystko wokół, porzuciła pracę, jej mąż jest
      przeciążony, zaniedbała się , ciągle zdenerwowana, jej życie ograniczaa się do
      zakupów... Ja byłabym na jej miejscu lepsza smile)))) Niesprawiedliwość.

      Pamiętam, jak przyjaźniliśmy się z małżeństwem bezdzietnym ( wtedy).
      Dowiedzieliśmy się potem, ze obgadywali nasze metody wychowawcze. Podobno
      rozpuściliśmy dziecko do granic ostateczności. Byli z nami wiele godzin,
      nocowali, wyjeżdżaliśmy razem - uważali, że nasza córka nie powinna wtedy
      przeszkadzać. Powinna bawić się sama i zajmwać sobą. Wiele godzin ! Tyle się na
      tym nauczyli, że spotykają się teraz ze znajomymi, którzy mają dzieci smile)))
      • mader1 przepraszam za literówki 24.02.07, 14:01
        mam malo czasu na poprawienie i chyba jestem w niemajlepszej formie sad
        • mamalgosia Re: przepraszam za literówki 24.02.07, 16:27
          u mnie też w tym względzie fatalnie. Kiedyś mnie glupiakazia okrzyczała za
          literówki i od tamtego czasu mocno się poprawiłam, widzę jednak, że ostatnio
          się zaniedbuję. Kaziu, jeśli to czytasz (w co wątpięsmile ), to okrzycz mnie
          znowu, może potrzebuję takiego batasmile
      • mamalgosia zazdrość 24.02.07, 16:26
        Nie czuję tej zazdrości, że te osoby mają czas i pieniądze dla siebie. Ale
        rozumiem, że coś takiego można czuć. Mam koleżankę - pannę, dla której jest nie
        do pojęcia, że nie potrafię wygospodarować "chociaż godzinkę dziennie" na
        solarium. No nie potrafię (inna rzecz, że nie jestem zainteresowana). ta
        koleżanka nie mówi tego by mi dokuczyć - ona po prostu nie rozumie, jak to jest
        możliwe. Ona może sobie kupić trzy pary butów, a ja... no, ja też moge kupić
        trzy pary, z tym, że dwie będą dla Synkówsmile
        • minerwamcg Re: zazdrość 24.02.07, 21:47
          Taaak. Pamiętam moją przyjaciółkę, która zajęta pracą, dzieckiem, domem etc. wzdychała "nie masz pojęcia, jak ci zazdroszczę". A z drugiej strony wiedziałam doskonale, że nie zamieniłaby się ze mną nigdy i za nic smile))
    • magdalaena1977 Re: osoby samotne 25.02.07, 01:45
      Ja właśnie jestem takim samotnym singlem i nie ukrywam, że jest mi z tym ciężko.
      Bo tak naprawdę w pewnym momencie okazało się, że jako singiel przestaję pasować
      do obrazu świata - większość moich koleżanek jest już zamężna, dzieciata i żyją
      innym rytmem (wakacje, praca) niż ja. Towarzystwo innych singielek jest takie
      hmmm ... desperackie i duszące. Każdy nowy facet jest gorączkowo obwąchiwany aż
      do chwili, kiedy zacznie opowiadać o swojej dziewczynie czy żonie (w zasadzie
      nie znam samotnych facetów).

      Z drugiej strony mnie najbardziej boli nie opinia otoczenia, ale to jądro
      samotności, ten brak obok mnie tej drugiej osoby, fakt, że nie mam i nie będę
      miała w najbliższym czasie szansy na dziecko.

      Z punktu widzenia czasu czy pieniędzy - jestem rzeczywiście bardziej
      dyspozycyjna, ale mam wrażenie, że finansowo znajome mężatki mają lepiej.
      Mieszkam sama i koszty stałe (czynsz, prąd, internet, kablówka) są niewiele
      niższe niż byłyby dla pary, a na wszystko musi starczyć jedna pensja. W dodatku
      w znanych mi związkach mężczyźni jednak zarabiają lepiej.

      Pisałam już tu kiedyś o stosunku Kościoła do samotnych, w szczególności do
      samotnych kobiet, ale teraz strasznie mi to leży na sercu w kontekście
      tegorocznego sloganu wink "Przypatrzmy się powołaniu naszemu".
      Czy Kościół tak naprawde ma coś do zaproponowania osobom, które czują wyraźne
      powołanie, a z przyczyn od nich niezależnych nie mogą go zrealizować ?
      Czy w ogóle taka idea jest dopuszczalna ?
      Tak jakby ktoś czuł silne powołanie kapłańskie i nie dał sobie rady w
      seminarium, bo był za słaby intelektualnie ?
      • mamalgosia Re: osoby samotne 25.02.07, 09:35
        Magdaleno, bardzo poruszające jest to co piszesz.
        Bo można być powołanym do życia w samotności, ale co jeśli się powołanym do
        tego nie jest? Czy należy wierzyć, że Bóg w takim razie w odpowiednim czasie
        postawi na Twojej drodze odpowiednią osobę? Czy należy działać samemu? Ale niby
        jak?
        Znam kobietę (obecnie ma 40 lat), która jest panną i godzi się z tym, uważa, że
        jest to wolą Bożą w stosunku do niej. To nie jest tak, że wybrała karierę a nie
        małżeństwo, nie jest jakimś programowym i zapalonym singlem. Przeciwnie: zawsze
        bardzo chciała mieć męża i dzieci, ale jakoś godzi się z tym co jest. To bardzo
        trudne. Bo człowiek ma wrażenie, jakby żył niezgodnie ze swoim powołaniem.
        Ale czy Bóg może dawać komuś powołanie i nie pozwalać go spełnić? Czy może być
        Twórcą takiej sprzeczności?
        • kulinka3 Re: osoby samotne 25.02.07, 14:43
          mamalgosia napisała:

          > Ale czy Bóg może dawać komuś powołanie i nie pozwalać go spełnić? Czy może być
          > Twórcą takiej sprzeczności?

          To jest pytanie, które często pada w rozmowach z osobami samotnymi.
          Może idealne dla księdza, który ma głosić rekolekcje dla samotnych osób.
          • minerwamcg Re: osoby samotne 26.02.07, 00:43
            mamalgosia napisała:
            > Ale czy Bóg może dawać komuś powołanie i nie pozwalać go spełnić? Czy może być
            > Twórcą takiej sprzeczności?

            Może. Nie wiem czemu, choć z trudem mogę się domyślać po co - ale to się zdarza. Wyobraźcie sobie kobietę, dla utrudnienia dodam, że katoliczkę, która ma... powołanie kapłańskie. Absurd? A jednak tak bywa. Znam.
            Przez lata myślałam, że jestem ofiarą takiego powołania bez możliwości spełnienia. I wściekłam się na Szefa okropnie. Skoro o mnie zapomniałeś, trudno. Teraz się nie dziw. Na szczęście zanim zdążyłam narobić poważniejszych głupstw Szef zareagował, i to tak, że usiadłam z otwartą gębą. I słowo daję, za żaden inny grzech nie będzie mi na Sądzie ostatecznym tak głupio...
            • rycerzowa Re: osoby samotne 26.02.07, 09:23

              minerwamcg napisała:

              > . Wyobraźcie sobie kobietę, dla utrudnienia dodam, że katoliczkę, która ma... p
              > owołanie kapłańskie. Absurd? A jednak tak bywa. Znam.
              > Przez lata myślałam, że jestem ofiarą takiego powołania bez możliwości spełnien
              > ia.


              Dlaczego absurd? Bywa tak,że idea wyprzedza możliwość realizacji, czasem o lata,
              nawet wieki. Może właśnie realizacją powołania jest staranie się o możliwość
              realizacji, dla innych, w przyszłości?


              I wściekłam się na Szefa okropnie.

              A dlaczego "na Szefa" ?
              Kowal zawinił, Cygana powiesili?

              . I słowo daję, za żaden inny gr
              > zech nie będzie mi na Sądzie ostatecznym tak głupio...

              Co uważasz za grzech? Samą myśl o kapłaństwie kobiet? Czy słusznie?
              Czy to jest taka "zła" myśl, którą się z definicji grzeszy.
              Ale jeśli jest ci wstyd za tę "wściekłość na Szefa", to chyba słusznie.wink
              • minerwamcg Re: osoby samotne 01.03.07, 16:27
                Ajajaj. Chyba się wyraziłam co się zowie niejasno smile. Otóż w tej części swojej
                wypowiedzi piszę nie o niespełnionej kapłance, tylko o sobie: ja też kiedyś,
                nawet całkiem długo, byłam sama. Przy granitowej pewności, że moim powołaniem
                jest małżeństwo i macierzyństwo. Jak się domyślasz, mogło to być trochę
                frustrujące... I było, cholera. Stąd mój gniew na Szefa i poczucie, że o mnie
                zapomniał.
                • rycerzowa Re: osoby samotne 02.03.07, 10:43
                  Czyli osobiście to marzyłaś raczej o tym, by być kapłanką domowego ogniska?
                  Tyz piknie! wink

                  A co do żalu do Szefa,tak ogólnie...
                  Każdy Go zna z trochę innej strony. Mnie się wydaje, że On zawsze c h c e
                  dla człowieka dobra. A nie zawsze dzieje się wśród ludzi dobro, z różnych powodów.
                  Ale On chciał inaczej...
        • dorotkak Re: osoby samotne 25.02.07, 17:31
          kiedys jeszcze w liceum rozmawialiśmy z księdzem na temat powałanie i właśnie on
          powiedział, że oprócz powłania do życia konsekrowanego, do życia w małżeństie
          ale i do życia w samotności, wtedy wydawało mi się to nieprawdopodobne, teraz
          zmieniam zdanie
          coraz częściej myślę, że to właśnie to powołanie mnie spotkało, bo było wielu
          mężczyzn w moim życiu i wciąż wielu się przewija, ale jakoś tego jednego brak (
          no może był, ale ożenił się z kimś innym - pewnie taka wola Boża była)
          narazie czekam ale generalnie uważam, że lepiej być samemu niż w związku
          nieodpowiednia osobą, dlatego ślub tylko po to, żeby nie być starą panna nie ma
          najmniejszego sensu
          • mamalgosia Re: osoby samotne 25.02.07, 20:52
            Ależ oczywiście, że ślub tylko w tym celu jest bez sensu. Sama mam taką
            koleżankę (obecnie już rozwódkę), która wyszła za mąż tylko dlatego, bo na jej
            wsi zaczynano o niej mówić "stara panna" (a miała wtedy 23 lata!!!).

            Dorotko, rozumiem, że są osoby powołane dożycia w samotności - pisałam właśnie
            o jednej z moich koleżanek, która takie powołanie właśnie u siebie odkryła. Ale
            jednak całe mnóstwo kawalerów i panien (panien więcej) wcale takiego powołania
            w sobie nie odkrywa - przeciwnie: mają oni wrażenie, że właśnie w rodzinie
            znaleźliby szczęście. I co z takimi?
      • mader1 Re: osoby samotne 26.02.07, 14:20
        > Z punktu widzenia czasu czy pieniędzy - jestem rzeczywiście bardziej
        > dyspozycyjna, ale mam wrażenie, że finansowo znajome mężatki mają lepiej.
        > Mieszkam sama i koszty stałe (czynsz, prąd, internet, kablówka) są niewiele
        > niższe niż byłyby dla pary, a na wszystko musi starczyć jedna pensja. W
        dodatku
        > w znanych mi związkach mężczyźni jednak zarabiają lepiej.

        Tak często jest. Ale wyobraź sobie sytuację, wcale nie tak rzadką, że Twoja
        dzisiejsza pensja musi starczyć na trzy czy cztery osoby... Tak się zdarza. Mój
        mąż teraz świetnie zarabia, ale mieliśmy takie dwa lata, kiedy to ja
        utrzymywałam cały dom, a potem jakiś czas to ja zarabiałam lepiej...
        Różnie się zdarza - choroba, opieka nad dziećmi....
        • magdalaena1977 Re: osoby samotne 28.02.07, 22:55
          mader1 napisała:
          > Ale wyobraź sobie sytuację, wcale nie tak rzadką, że Twoja dzisiejsza pensja
          > musi starczyć na trzy czy cztery osoby...
          To już od razu mogę się porównać z rodziną z pięciorgiem dzieci , która
          utrzymuje się z minimalnej pensji męża śmieciarza i zasiłków.
          Też mi się zawsze wydawało, że singiel jest bogatszy.
          Ale ja w praktyce porównuję się z sytuacjami moich zamężnych koleżanek, osób w
          moim wieku, pracujących lub nie, dzieciatych lub (na razie) bezdzietnych i jakoś
          poziom życia singla (mierzony ilością i jakością kupowanych rzeczy, wakacjami,
          remontem mieszkania) okazuje się być dość niski.
    • rycerzowa Re: osoby samotne 26.02.07, 10:29
      A ja się właśnie zastanawiam, co to znaczy mieć powołanie do małżeństwa.
      Również w związku z powołaniem do życia konsekrowanego, o którym jest dyskusja
      w innym wątku.
      Znam, jak każdy, kilka osób samotnych, płci obojga, które deklarują, że
      pragnęliby mieć dom i rodzinę, ale "się nie udało".
      (Osobną kategorią są rozwiedzeni i nie ich mam teraz na myśli).

      Czy mieć powołanie to znaczy tylko czegoś chcieć? W dodatku mam wrażenie,że
      tylko w zakresie zewnętrznej formy - ciepło domowego ogniska, dziatki dookoła
      stołu?
      Gdy się ma do czegoś powołanie, to chyba trzeba mieć wewnętrzne predyspozycje,
      umieć pokonać przeciwności, i przede wszystkim podejmować działania, aby swoje
      marzenia zrealizować.

      Gdy ktoś ma powołanie do zawodu lekarza, to interesuje się biologią i chemią,
      jest logiczny i dociekliwy, nie zraża się pierwszym oblanym egzaminem, chce
      zrozumieć , jak funkcjonuje żywy organizm ( nie tylko ludzki), odnosi się z
      szacunkiem do wszelkiego istnienia, nie brzydzi się dotknąć chorego. Stale się
      uczy i rozmawia z chorym, by wiedzieć, jak mu pomóc, jakie ryzyko trzeba podjąć.
      Czyli powołanie zakłada aktywność.

      Znamy takich, co to "od dzieciństwa marzyli" , by być lekarzem, ale chodziło im
      pewnie tylko o ten prestiż, o poczucie władzy, jaką daje zawód medyka, bo nie
      wykazują żadnych cech, które by ich do zawody predestynowały.
      Gorzej, gdy takim uda się jednak zostać lekarzem...

      By mieć dobrą rodzinę, trzeba mieć powołanie do małżeństwa.
      Czasem podejrzewam, że te znajome samotne osoby tego powołania absolutnie nie
      mają, nie rozumieją go.

      Dwa typowe (znajome) przykłady.
      Dziewczyna od zawsze marzyła o domu, dzieciach, dobrym mężu. I czeka na tego
      męża, aż pojawi się z bukietem róż i się oświadczy, taki "gotowy", dobry
      kandydat na męża. Nie wychodzi do ludzi, nie pociąga ją świat chłopców, bo "się
      szanuje". Flirt, tajemniczość męskości, ten słynny sex appeal,a również szczera
      przyjaźń, to są pojęcia jej obce. Taka kobieta może być nawet bardzo ładna, ale
      całe jej zachowanie mówi mężczyźnie : twoja obecność jako mężczyzny jest mi
      obojętna, interesujesz mnie tylko jako kandydat na męża. Tymczasem kandydat na
      męża to nie jest produkt gotowy, trzeba umieć go "wytworzyć".

      Mężczyzna jest artystą, całe życie poświęcił karierze. I zawsze marzył, by
      towarzyszyła mu żona, by również i dzieci cieszyły się z jego sukcesów.
      Teraz przeraża go samotna starość.
      Ale - kobieta jako kobieta go w zasadzie nie interesuje. Interesuje go ktoś mu
      oddany, żyjący jego sprawami. Chciałby mieć szansę ogrzać się słynnym ciepłem
      domowego ogniska. Chciałby to po prostu mieć i już, gotowe.
      Jednak jedyną prawdziwą relacją, do której on jest zdolny, to relacja on i
      sztuka. Chociaż werbalnie ubolewa, że nie ma rodziny, nie sądzę, że naprawdę jej
      pragnie. Rodzina to jest konkretna kobieta, z którą się ma potem dzieci, nie
      abstrakcja.

      Tak, najważniejsze to umieć odczytać swoje powołanie.
      • mader1 Re: osoby samotne 26.02.07, 14:15
        Sporo prawdy jest w tym, co piszesz. Znam osobę, zupełnie dorosłą, dojrzałą,
        pracującą, zdrową, dość atrakcyjną. Samotną. Chciałaby mieć rodzinę i zazdrości
        rodzinom ich życia. Ale... po pracy przychodzi do domu, włącza ulubiony serial,
        przez telefon pogada z przyjacielem... Zmęczona... Może umówiłaby się z kimś,
        ale... musiałaby być jakaś sposobność. A sposobnośc to nie jest rozmowa,
        uśmiechy na imieninach u znajomych, wspólny spacer , odprowadzenie do domu...
        Musiałaby dobrze poznać kogoś, żeby zacząć się angażować. Boi się zranienia,
        boi się wyśmiania, boi się tej bezbronności... kiedyś została zraniona i już
        nie chce...
        Powołanie do małżeństwa to dostrzeżenie tego, że ten drugi też się boi. Że on
        też ryzykuje. Że rany robi się i odnosi się całkiem zupełnie przypadkiem...
        Zaryzykowanie, że ten drugi człowiek może rozwijać się w zupełnie innym
        kierunku, może zawieść, czasem jest bezlitosny... To strach, że samemu też
        można zawieść, zrnić, odkryć swoje najbardziej czułe miejsca.
        To przyjęcie odpowiedzialności.
        Czasem związek wydaje się juz nie do udźwignięcia. Czasem wydaje się, ze już
        wszystko się ofiarowało. Że pracuje się ponad siły. Że nic się już nie rozumie
        z tego wszystkiego...

        Mam przyjaciela, któremu wydawało się, że ma powołanie do małżeństwa.
        Zrealizował je. Ale tak naprawdę jego poczynania wskazują, że potrafi być tylko
        sam. Odpocząć może tylko w samotności. Wyobrażał sobie, że jego żona, dzieci
        będą najlepsze z możliwych. Więc wstydzi się swojej starzejącej się żony.
        Wstydzi się swoich fajnych dzieci. Gdy są jakieś problemy czy sytuacje , w
        których powinien działać, przyjmować odpowiedzialnośc - ucieka, ma doła,
        depresje. Toczy się to poza nim. Z drugiej strony jest świetnym przyjacielem,
        przybiegającym na każde zawołanie, dowcipnym, cudownie realizuje się w pracy.
        Ma bogatą fantazję, jest energiczny.Wymarzony mąż.
      • mamalgosia powołanie a spokój 26.02.07, 16:00
        Realizacji swojego powołania towarzyszy spokój. Niekoniecznie jest łatwo,
        niekoniecznie tak jak sobie wyobrażaliśmy, ale jest jakiś wewnętrzny pokój, że
        coś jest na swoim miejscu.
        Ale to już W TRAKCIE. Nie wiem, jak rozpoznać PRZED
        • mader1 Re: powołanie a spokój 26.02.07, 16:59
          a ja wcale nie zawsze mam taki spokój - pokój. Czasem myślę " co ja tutaj
          robię ?" Tzn. zastanawiam się czasem, czy na pewno aby potrafię być dobrą żoną
          i mamą.
          • mamalgosia Re: powołanie a spokój 26.02.07, 18:10
            Oj, ja też to mam. A właściwie nie niepewność, czy potrafię, ale pewność, że
            nie potrafię. Ale ideałem nigdy się nie będzie, w żadnej dziedzinie. Natomiast
            wiem, że to jest właśnie moja droga - choć kamienista. To samo poczucie mam w
            związku z wykonywanym zawodem - parę rzeczy chciałabym zmienić, ale ogólnie
            wiem, że to jest właśnie to. Niestety nie umiem tego jakoś sensownie uzasadnić
            przy pomocy słów
      • magdalaena1977 Re: osoby samotne 28.02.07, 23:06
        rycerzowa napisała:
        > Znam, jak każdy, kilka osób samotnych, płci obojga, które deklarują, że
        > pragnęliby mieć dom i rodzinę, ale "się nie udało".
        Ja też jestem taką osobą i przyjmując Twój punkt widzenia wcale nie wiem czy tak
        naprawdę MAM POWOŁANIE do małżeństwa.
        Zawsze miałam bardzo konkretne powołanie do mojego zawodu. Bardzo wcześnie
        wzbudzałam chichoty kolegów, twierdząc, że jestem zupełnie pewna, że chcę robić
        to i to, miałam rozplanowaną karierę zawodową, którą zrealizowałam jak do tej
        pory prawie gładko i w najkrótszym możliwym czasie. Są osoby, które mówią, że to
        ja instynktownie podchodzę do pewnych problemów zawodowych. (Nawiasem mówiąc
        moje panieństwo nie jest zupełnie do tej pracy potrzebne, wręcz większość moich
        koleżanek, to szczęśliwe mamy).
        Więc może fakt, że "nie udało mi się" wyjść za mąż, że nie byłam dla nikogo na
        tyle atrakcyjna jako kobieta, żeby nawiązać bliską relację i stworzyć rodzinę
        świadczy o tym, że tak naprawdę nie nadaję się do tego ?
        Tylko dlaczego ja CZUJĘ sie zupełnie inaczej ?
        • mader1 Re: osoby samotne 28.02.07, 23:42
          > Więc może fakt, że "nie udało mi się" wyjść za mąż, że nie byłam dla nikogo na
          > tyle atrakcyjna jako kobieta, żeby nawiązać bliską relację i stworzyć rodzinę
          > świadczy o tym, że tak naprawdę nie nadaję się do tego ?

          No nie... co Ty piszesz ? Nie możesz tak myśleć.
          Pomyśl...
          Jesteś atrakcyjna na pewno na tyle, by wyjść za mąż. Zapewniam Cię i sama
          przecież widzisz, bo masz oczy, że aby wyjść za mąż nie trzeba być specjalnie
          atrakcyjnym - w żadnym sensie.
          A może... dla kogoś jesteś tak atrakcyjna, tak poukładana, tak silna, że uważa,
          że skoro nie wysyłasz sygnałów do nawiązania relacji, nie załuguje na Ciebie ?
          Moja córka, nastolatka, jest odbierana jako atrakcyjna, pewna siebie,
          energiczna - niezależnie , co ona o sobie w danym momencie myśli. Ma kolegów,
          którzy po prostu boją się do niej podejść, okazać jej , że ją lubią, bo z
          pewnością nie chciałaby z nimi się umówić czy rozmawiać.
          A ona jest bardzo serdeczna smile)))
          • alex05012000 Re: osoby samotne 01.03.07, 16:14
            mader! skądś ja to znam!!! ...:A może... dla kogoś jesteś tak atrakcyjna, tak
            poukładana, tak silna, że uważa,że skoro nie wysyłasz sygnałów do nawiązania
            relacji, nie załuguje na Ciebie ? Moja córka, nastolatka, jest odbierana jako
            atrakcyjna, pewna siebie, energiczna - niezależnie, co ona o sobie w danym
            momencie myśli. Ma kolegów, którzy po prostu boją się do niej podejść, okazać
            jej, że ją lubią, bo z pewnością nie chciałaby z nimi się umówić czy rozmawiać.
            A ona jest bardzo serdeczna"
            i do magdaleny:
            "A może... dla kogoś jesteś tak atrakcyjna, tak poukładana, tak silna, że uważa,
            >
            > że skoro nie wysyłasz sygnałów do nawiązania relacji, nie załuguje na Ciebie ?
            > Moja córka, nastolatka, jest odbierana jako atrakcyjna, pewna siebie,
            > energiczna - niezależnie , co ona o sobie w danym momencie myśli. Ma kolegów,
            > którzy po prostu boją się do niej podejść, okazać jej , że ją lubią, bo z
            > pewnością nie chciałaby z nimi się umówić czy rozmawiać. A ona jest bardzo
            serdeczna."
            a do magdaleny:
            > Więc może fakt, że "nie udało mi się" wyjść za mąż, że nie byłam dla nikogo na
            tyle atrakcyjna jako kobieta, żeby nawiązać bliską relację i stworzyć rodzinę
            świadczy o tym, że tak naprawdę nie nadaję się do tego ?
            Tylko dlaczego ja CZUJĘ sie zupełnie inaczej ?
            - a może nie starałaś się wystarczająco, nie działałaś wystarczająco, nie byłaś
            dostatecznie zdeterminowana, zdesperowana???... nie oceniam ciebie, nie znam
            cie, ale skoro pytasz to i ja się pytam...
          • minerwamcg Re: osoby samotne 01.03.07, 16:45
            Problem "atrakcyjności jako kobiety" jest dla mnie kompletnie niepojęty. Bo
            czasem tak jest jak u Magdalaeny: i uroda całkiem całkiem, i sex appeal w
            porządku (bo czasem zdarzają się dziewczyny śliczne, ale
            kompletnie "nonseksowne"), i głowa na karku, i serce po właściwej stronie, i
            kuchnia świetna, i dusza szlachetna... i guzik. Kimś takim właśnie byłam* i nie
            przeszkodziło mi to przez całe lata być albo kompletnie samej, albo tkwić w
            ułomnym, pozbawionym perspektyw związku na odległość.
            -------
            *Grunt to skromność smile))))
            • alex05012000 Re: osoby samotne 02.03.07, 09:37
              nooo, ja też tak z autopsji... do 30tki byłam sama i samotna, tylko, że ja to
              jak się wkurzyłam to z determinacją wzięłam "byka" za rogi i jakby to rzec
              znalazłam sobie męża... .
    • mamamonika Re: osoby samotne 26.02.07, 13:46
      Wydaje mi się, że człowiek jest samotny wtedy, kiedy tak się czuje. Można nie
      być samotnym będąc spełniona "starą panną" z zapełnionym kalendarzem,
      realizującą się w pracy czy pasjach i radośnie idącą przez życie, można być
      strasznie samemu w małżeństwie.
      Samotność to dla mnie brak bliskiego człowieka, relacji z ludźmi na różnym
      poziomie. Bo osoba, która ma horyzont zawężony tylko do kochającej rodziny też
      może czuć się samotna i chwiejna. Znam taką.
      Także to dla mnie nie tylko sprawa "powołania", ale i naszego podejścia do
      życia, kręgu znajomych (znam dużo singli, którzy w swoim singlowym sosie fajnie
      sobie żyją i wcale nie są samotni, w kręgu tradycyjnych rodzin byliby jak piąte
      koło). Wiadomo, że bywaja sytuacje obiektywne (praca latarnika czy ladowanie na
      bezludnej wyspie wink) Ale to inna inszość wink
      Przypinanie osobie nie żyjącej w rodzinie łatki "osoby samotnej" uważam za
      nadużycie.
    • mader1 zmartwienia na zapas... 28.02.07, 00:40
      Mój czteroletni syn postanowił zadbać o swoją przyszłość. Zapytał mnie " Mamo,
      wyjdziesz za mnie ?" smile))) Próbowałam coś o tacie, o sakramencie. Dla taty
      znalazł żonę - babcię smile)) i dogadaliśmy się, że chodzi mu o dziecko smile)))
      Wreszcie zniecierpliwiony mówi : " No dobla. Wezmę sobie jakąś obcą panią to mi
      ulodzi dziecko, zebym nie był samotny".
      • warszawianka51 Re: zmartwienia na zapas... 28.02.07, 07:55
        Ale zapobiegliwy młody człowiek smile
        • kim5 Re: zmartwienia na zapas... 06.03.07, 12:56
          A ja się zastanawiam, czy to możliwe, że ja, kobieta, nie mam powołania do
          bycia matką? Czy można mieć powołanie do życia małżeńskiego bez dzieci? Czy to
          moja fanaberia, że dzieci mieć nie chcę i nie wyobrażam sobie bycia mamą?
          • ruda_kasia Re: zmartwienia na zapas... 07.03.07, 10:36
            Taaak, albo go nie rozeznała jeszcze wink
            Ja zawsze wypbrażałam sobie bycie z kimś, ale bez dzieci. I oto mam dwójkę w
            dzisiejszych pokręconych czasach wink Za dużo, za wczesnie, zamiast domu i
            kariery. Wydawało mi sie, że nie mam powołania. Bóg zdecydowął inaczej. Własnie
            nie miałam męża a miałam dziecko...
            I teraz czasem marzę o samotności, nawet bez męża. Wiem, chcę odpocząc i wiem,
            że chcę się z nim zestarzeć, mamy tyle planów na czas, kiedy dzieci dorozną...
            Co do samotności - bez wyboru. Moja koleżanka odwowiała przed 40-tką. I jest
            teraz abrdzo samotna. Wiele osób się od niej odwróciło, bo rpzestała pasować.
            BArdzo cierpi, jest niedobra dla strszego z synów, sporo pije. Pomódlcie się za
            nią.
Pełna wersja