macierzyństwo szerzej

22.05.07, 13:11
Zadałam to pytanie w wątku o kobiecie, ale obawiam się, że tam
zaniknie smile

Czy czujecie w sobie powołanie do bycia matką w taki sposób:
"Choć więc nie każda ma możność zrealizowania macierzyństwa
fizycznie, to jednak każda może rozwinąć w sobie dojrzałą postawę
matki, serdeczną troską obejmującej całą ludzkość" ?

Od razu napiszę, że mi ta postawa jest bliska smile
    • isma W Kanonie szwajcarskim... 22.05.07, 13:21
      Kasiu, jako naczelnej liturgistce forum Www odpowiem Ci tekstem liturgicznym:

      "uczyn nas otwartymi i pelnymi gotowosci
      wobec braci,
      których spotykamy na naszej drodze,
      abysmy mogli dzielić ich bole i strapienia,
      radości i nadzieje,
      oraz postępowac razem na drodze zbawienia"

      I otoz jest to fragment modlitwy eucharystycznej z formularza Mszy sw. w
      roznych potrzebach, co nie oznacza, ze jest to Msza sw. z wylacznym udzialem
      kobiet wink)).

      Tak naprawde, to ta serdeczna troska, obejmujaca cala ludzkosc, ma dla mnie
      ogromne znaczenie,. Ale nie dlatego, ze jestem kobieta.
      No, chyba, ze Pan Jezus byla kobieta wink)).
      Albo Milosierna Samarytanin wink)).
      • mama_kasia Re: W Kanonie szwajcarskim... 22.05.07, 13:23
        smile

        Ale nie czujesz, że kobiecie jest łatwiej ze swojej natury wypełniać
        to zadanie? smile
        • isma Macierzynstwo - piedestal bywa pulapka 22.05.07, 13:42
          A wlasnie nie wiem, czy z natury, czy z kultury wink)).

          Abstrahujac od plci Pana Jezusa, to z jakiegos powodu Samarytanin jest
          Samrytaninem, a nie Samarytanka. Oczywiscie, mozna powiedziec, ze w czasach
          Pana Jezusa kobiety raczej nie podrozowaly samotnie, wiec dlatego ta figura
          troski i milosci blizniego ma okreslona plec. Tym niemniej, mysle, gdyby Pan
          Jezus chcial powierzyc troske o blizniego w szczegolny sposob kobietom, to by
          znalazl sposob, zeby o tym wystarczajaco dobitnie opowiedziec.
          Zakladam, ze plec nie ma wiec dla milosci blizniego znaczenia wink)).

          Owszem, zgadzam sie, ze kobietom natura dala naturalna (beee, pleonazm mi
          wyszedl) opiekunczosc wobec slabszych od siebie, malych dzieci mianowicie. Ale
          tak sobie mysle, ze radykalne korzystanie z tej naturalnej sklonnosci moze byc
          niebezpieczne, uprzedmiotawiajace. Kobieta nie moze kochac bilzniego (ze
          szczegolnym uwzglednieniem wlasnego meza wink)), jak male dziecko, na
          sposob "opiekunczy". Co wiecej, wielka sztuka jest w pewnym momencie zycia
          dzieci dac im dorosnac - a wiec kochac ich jak bliznich, a nie jak obiekt
          naturalnej "opiekunczosci".

          Wiec ja bym byla ostrozna z tym szerokim rozumieniem macierzynstwa - niech ono
          pozostanie zarezerwowane tylko dla osob w oczywisty sposob od kobiet zaleznych,
          niemogacych w pelni dysponowac wlasna wola. W kazdym innym przypadku, mysle,
          wlasciwa relacja jet relacja braterska/siostrzana, a nie opiekuncza.

          Obserwuje czasem wolontarisuzy poslugujacych chorym w hospicjum. Znakomicie
          sprawdzaja sie mezczyzni - wlasnie dlatego, ze nie sa "opieknczy" z natury. To
          jest wielki dar, umiec godnie traktowac w pelni swiadomego czlowieka, ktoremu
          zmienia sie pampers. Wielki dar: nie traktowac go "opiekunczo", ale w mysl
          zasady: "jedni drugich brzemiona noscie".
          • mama_kasia Re: Macierzynstwo - piedestal bywa pulapka 22.05.07, 13:51
            Ale zaraz, zaraz. Nie utożsamiam matki tylko z opiekuńczością.
            Matka to bardzo szerokie i dużo bogatsze słowo. Kochać dziecko
            to przecież nie tylko troszczyć się o nie, opiekować się nim.
            To dopiero początek bycia mamą smile
            • isma Re: Macierzynstwo - piedestal bywa pulapka 22.05.07, 13:53
              No, to dawaj wink)).
              Czym sie milosc matki (poza "opiekunczoscia") rozni od milosci ojca?
              • mama_kasia Re: Macierzynstwo - piedestal bywa pulapka 22.05.07, 14:06
                Eee, tak generalnie się nie da, bo przypadki są różne wink))
                Raczej chodzi mi bardziej o to, że mężczyzna wielu postaw
                "matczynych" musi się uczyć, a kobieta ma "odruch". I znowu -
                generalizując.
                Mój mąż na ten przykład musiał się nauczyć mnie słuchać. Nie
                zauważa tak od razu uczuć dzieci. Jest raczej nastawiony na
                stawianie wyzwań i egzekwowanie niż szukanie przyczyn danego
                zachowania u dziecka. Generalnie sfera "uczuciowości" jest
                mu bardziej odległa. Choć potrafi się wzruszać wink Wchodzenie
                w odkrywanie człowieka przychodzi mu trudniej.
                Także bardziej chodzi mi o naturalne skłonności niż możliwości,
                niż powołanie przez Boga do tego, aby kochać, co jest zadaniem
                każdego człowieka.
                • isma Odkrywanie czlowieka 22.05.07, 14:24
                  Wiesz co - ja to sie mocno zastanawiam, czy kobiety to tak znowu
                  umieja "sluchac" innych kobiet... Czy aby to "sluchanie" nie jest tylko
                  pretekstem do wypowiadania sie wink)).

                  W kazdym razie mam sporo doswiadczen tego rodzaju, ze wprawdzie kobiety
                  czesciej niz mezczyzni "rozmawiaja" ze soba, ale zdarza sie, ze rezulat tej
                  rozmowy jest dosyc nikly, bo jesli ciagnie sie dwa naprzemienne monologi, to
                  trudno mowic o zrozumieniu wink)). To, co latwo przychodzi, bywa powierzchowne.
                  A z mezczyznami mam tak, ze jesli juz sie zdecyduja rozmawiac, to moge liczyc
                  na autentyczna uwage wink)).
                  I wzajemnie wink)).

                  Wiec z tym odkrywaniem czlowieka - owszem, kobiety wygladaja na dysponujace
                  lepszymi narzedziami ku temu. Ale czy umieja ich uzywac?
                  Ja tam jestem zdecydowanie odkryta, jako czlowiek, przez mezczyzn wink)).
                  • mama_kasia Re: Odkrywanie czlowieka 22.05.07, 16:01
                    > Ale czy umieja ich uzywac?

                    I tu jest problem, ...jak z każdym człowiekiem zresztą smile
                  • justyna.ada Re: Odkrywanie czlowieka 22.05.07, 16:12
                    > A z mezczyznami mam tak, ze jesli juz sie zdecyduja rozmawiac, to moge liczyc
                    > na autentyczna uwage wink)).
                    > I wzajemnie wink)).
                    >
                    Coś w tym jest.
                    I w ogóle zauważam jedno, że o ile rozmawiając z kobietami, w wielu wypadkach
                    nie jestem do końca sobą (chyba że to zaufana przyjaciółka) o tyle rozmawiając
                    z mężczyznami, nie czuję potrzeby udawania lepszej, ładniejszej itp (pomijam
                    standardowe słuzbowe gadki o d.m.)I ja też nie chcę udawania.

                    pozdrawiam
          • mader1 jaki piedestał ? 28.05.07, 08:44
            dużo jest prawdy w tym, co piszesz Ismo. Tyle tylko, że dla mnie
            macierzyństwo, to prawdziwe macierzyństwo, obejmujące także wychowanie moich
            dzieci to przygotowanie ich do odejścia. To wychowanie ich do wolności, do
            włąsnych wyborów. To szacunek dla ich odrębnosci. " Przygotowanie do życia w
            społeczeństwie" - był taki przedmiot kiedyś w szkole ??? - tyle tylko, że z
            miłością.
            Gdy Wasze dzieci zaczną dorastać, zobaczycie że nie ma mowy o piedestale.
            Trzeba podwinąć kieckę, zeskoczyć z niego szybciutko i jeszcze rozglądać się
            wokół biegnąc przy idącym dziarskim krokiem dziecku. Biegnąc obok jeszcze przez
            chwilę - by pomachać mu i życzyć... szczęścia ? Boga ? uczciwości ? wszystkiego
            najlepszego ?
            Trzeba przyznać się " nie wiem", gdy o coś pyta. Trzeba powiedzieć " Ja tak
            uważam, ale ty możesz mysleć inaczej".
      • minerwamcg Re: W Kanonie szwajcarskim... 22.05.07, 13:29
        Wiesz, Ismo, mimo wszystko jednak znacznie bardziej czuję się matką niż ojcem smile)))
        • isma A gdybys sie czula.. rodzicem? 22.05.07, 13:51
          Jesli zostawimy na boku oczywiste kwestie biologiczne - bo wszak rozmawiamy o
          duchowej relacji, to MSZ mozna ja ogolnie, bez uszczerbku dla kogokolwiek,
          nazwac rodzicielstwem wink)).

          Powiem jeszcze raz: nie chodzi o to, ze kobiety chca byc na sile facetami. Ale
          czasem chca byc po prostu, tym samym gatunkiem czlwoieka wink)). A w kazdym
          razie, uslyszec rzeczowe argumenty na rzecz jakoby fundametalnych roznic
          pomiedzy plciami, istniejacych w konkretncyh okolicznosciach (bo ze na
          porodowce takwoe istnieja, to sie, mysle, wszyscy zgadzamy).
    • minerwamcg Re: macierzyństwo szerzej 22.05.07, 13:28
      > Od razu napiszę, że mi ta postawa jest bliska smile

      Mnie w gruncie rzeczy też. Nie wpadam w histeryczny zachwyt na widok każdego
      malca, ale postawa macierzyńska ogólnie nie jest mi obca. Staram się współczuć,
      lubię pomagać, umiem wysłuchać. Potrafię też, jak porządna matka, uczyć i
      wymagać. Więc chyba tak.
      • isma Re: macierzyństwo szerzej 22.05.07, 13:45
        Minerwo, ktoras wyskoczyla z glowy Jowisza wink))!
        A mezczyzna nie umie wspolczuc, nie powienien pomagac, nie umie sluchac (ze nie
        umie DUZO mowic, to sie moge zgodzic wink)). Czy to nie mezczyzna wymaga i uczy?

        Na czym wiec polega roznica?
        • minerwamcg Re: macierzyństwo szerzej 22.05.07, 14:30
          Nie mam pojęcia. Dość na tym, że w relacjach ze światem nie czuję się ojcem,
          tylko matką. Może po prostu jestem gdzie indziej wklęsła, gdzie indziej
          wypukła smile))

          Jeżeli nie ma cech specyficznie męskich i specyficznie kobiecych, jeżeli
          mężczyzna i kobieta właściwie mogą mieć ten sam komplet cech i właściwości,
          mogą robić to samo i ich powołaniem nie jest uzupełnianie się, tylko pełna
          wymienność (z poprawką na rodzenie, bo już karmienie piersią można zastąpić
          butelką) - to o czym właściwie rozmawiają feministki, genderystki, męskie
          szowinistyczne świnie, żeńskie szowinistyczne świnie, antropolodzy kulturowi i
          reszta towarzystwa? Skoro właściwie wszystko jedno, kim się jest, bo zawsze
          można być kim się chce? smile)
          • isma Re: macierzyństwo szerzej 22.05.07, 14:32
            No ja rozumiem, ze rozmawiaja glownie o tym, co z plciami robi kultura wink)).
        • a_weasley Re: macierzyństwo szerzej 22.05.07, 22:23
          isma napisała:

          > ze nie umie DUZO mowic, to sie moge zgodzic wink)).

          Nie mów takich rzeczy przy Minerwie! A jak już, to nie wtedy, jak siedzi przy
          moim kompie, zakrztusiła się gwałtownie i opluła mi monitor!
    • magdalaena1977 Re: macierzyństwo szerzej 22.05.07, 15:45
      mama_kasia napisała:
      > Czy czujecie w sobie powołanie do bycia matką w taki sposób:
      > "Choć więc nie każda ma możność zrealizowania macierzyństwa
      > fizycznie, to jednak każda może rozwinąć w sobie dojrzałą postawę
      > matki, serdeczną troską obejmującej całą ludzkość" ?
      Mnie nie jest bliska. Jestem osobą samotną, która marzy o urodzeniu dziecka,
      chociaż na razie nie ma na to szans. I zawsze jeśli wgłębiam się w ten obraz,
      widzę konkretne MOJE dziecko, ze szczególnym uwzględnieniem fizycznych aspektów
      macierzyństwa (ciąża, karmienie).
      Zupełnie nie mam w sobie abstrakcyjnych uczuć macierzyńskich. W stosunku do
      dzieci znajomych odczuwam raczej (męskie ?) zakłopotanie - co mam z nim robić ?
      jak się bawić ? czy nie zrobię mu krzywdy ?

      Jednocześnie pracując zawodowo czuję się człowiekiem, a nie kobietą. Pracuję w
      środowisku mocno sfeminizowanym, ale moje czynności zawodowe wydają mi się takie
      hmm.... neutralne.
      -
      Magdalaena
      • mama_kasia Re: macierzyństwo szerzej 22.05.07, 16:04
        A, jeśli chodzi o cudze dzieci to też czuję się mocno skrępowana
        i nie mam ciągot do opiekowania się nimi smile
      • isma wartosc relacji 22.05.07, 18:42
        No bo w ogole ja sie zastanawiam, skad bierze sie przekonanie, ze kobieta jest
        z natury rzeczy istota relacyjna, w odroznieniu od mezczyzny.
        W koncu to mezczyznie, a nie kobiecie Bog jeszcze w "raju" sprezentowal relacje
        ("nie jest dobrze, zeby mezczyzna byl sam"), jesli rozumiec tekst biblijny
        blisko doslownosci.

        Ale ja go wole rozumiec tak, ze w ogole istota czlowieczenstwa jest wchodzenie
        w relacje, niezaleznie od plci (nb. kryzys ojcostwa, moim zdaniem, wynika
        wlasnie ze spolecznego przyzwolenia na niebranie przez faceta naturalnej
        ludzkiej odpowiedzialanosci za relacje, o. A macierzynstwa w "raju" w ogole nie
        bylo ;-O). I w tym sensie Minerwa dobrze napisala o uzupelnianiu, a nie o
        zastepowaniu. Bo czlowiek sam sobie drugiego czlowieka nie zastapi. I jesli
        szuka w relacjach kogos, kto jest kopia jego samego, to to jest egoizm, a nie
        relacja.

        Dlatego czlowiek natulanie nawiazuje relacje z kims, kto jego czlowieczenstwo
        uzupelnia. Najczesciej jest to osoba plci przeciwnej wink)). Ale jesli uznamy,
        ze TYLKO osoba plci przeciwnej, ew. dziecko moze nadac takiej relacji wartosc,
        no, to niestety, wywalamy poza margines spora czesc ludzi stanu wolnego sad((.
        A takze zyjacych w czystosci homoseksualistow ;-O.
    • mamamonika Re: macierzyństwo szerzej 22.05.07, 16:35
      Niee, cała ludzkość? Za dużo smile)
      Tak sobie myślę - i chyba typem mamusi nie jestem, chociaż mam czworo dzieci.
      Wolę świadome i pyskujące siedmiolatki niż słodkie bobasy, wolę organizować niż
      wspomagać, być na froncie a nie w cieniu.
      U nas każde z nas ma trochę ze stereotypowego ojca i stereotypowej matki, a
      jednocześnie nasze płcie się nie pozacierały. To chyba nie jest takie proste :-
      ))
      • minerwamcg Re: macierzyństwo szerzej 22.05.07, 17:32
        No ba. Też raczej jak widzę dziecko, to się zastanawiam "a kiedy ono sobie
        pójdzie". Co nie przeszkodziło mi doskonale rozumieć się z elokwentną
        siedmiolatką, a z przedsiębiorczym dziesięciolatkiem buszować w grobie
        Agamemnona smile
        Niezależnie od tego od niemowląt wolę kocięta smile))
        Natomiast nic na to nie poradzę, ale większość uczynków miłosiernych co do
        duszy (grzesznych upominać, nieumiejętnych nauczać, wątpiącym dobrze radzić,
        strapionych pocieszać) przychodzi mi same z siebie, jako odruch. Człowiek ma
        kłopot - trzeba się nim zająć, poradzić, pocieszyć, pomóc. Tak, oczywiście
        mężczyźni też to robią. Arthur nawet dość często. Ale jest to zupełnie inne.
        • isma Re: macierzyństwo szerzej 22.05.07, 18:30
          minerwamcg napisała:

          Tak, oczywiście
          > mężczyźni też to robią. Arthur nawet dość często. Ale jest to zupełnie inne.

          Jak mawial Emil Orzechowski, nie chodzi o to, co, chodzi o to, JAK.
          Jak "inaczej"?
          • minerwamcg Re: macierzyństwo szerzej 22.05.07, 22:19
            Ten sam Emil zapytany "jak" uśmiechnąłby sie ciepło, pomierzwił brodę i zrobił
            minę na temat "a jak pani uważa?" smile))
            Wezmę za przykład sytuację prostą, zwyczajne pocieszanie kogoś. Jakieś
            proste "nie-martw-się-będzie-dobrze". Mnie by zależało, żeby pocieszany CZUŁ,
            że będzie dobrze. Arthurowi - żeby o tym WIEDZIAŁ. Mówiąc w dużym uproszczeniu:
            ja szukałabym najcieplejszych słów - Arthur najskuteczniejszych argumentów.
            • isma Re: macierzyństwo szerzej 23.05.07, 08:01
              No, bo sie uzupelniacie wink)).
              U nas w domu jest odwrotnie. Matka jest od tlumaczenia do upadlego (no ale
              dlaczego, no dlaczego on mnie kopnal? przeciez ja mu mowilam, ze tak nie wolno?
              Jak mogl nie zrozumiec? Jak to nie jest dobrze wychowany? A wy jego rodzicow
              lubicie, no to to chyba znaczy, ze oni go umieja dobrze wychowywac? a mozna byc
              zle wychowanym przez dobrych rodzicow...?), a ojciec od pocieszania "no, nie
              martw sie, ten siniak ci do jutra zniknie. I pewnie juz nie boli, prawda?"
            • isma Re: macierzyństwo szerzej 23.05.07, 08:05
              minerwamcg napisała:

              > Ten sam Emil zapytany "jak" uśmiechnąłby sie ciepło,

              Ano wlasnie wink)).
              Czyli nie wszyscy mezczyzni szukaja argumentow, co wiecej, przyznaja kobietom
              prawo do formulowania tychze wink)).
              A na dodatek usmiechaja sie cieplo wink)).
              • marzek2 Re: macierzyństwo szerzej 23.05.07, 08:55
                Czytam, czytam i zastanawiam się, czy tworzyć kolejny wątek, czy się tutaj
                wcisnąć. O tym chyba już było, ale męczy mnie ostatnio ten temat.

                Jak myślicie, dlaczego Pan Bóg stworzył 2 płcie? Dlaczego nie stworzył np bardzo
                męskich i bardzo kobiecych kobiet, tak, żeby się uzupełniały w tych cechach?

                Pytam, co czytając różne wątki na różnych forach, rozmawiając z ludźmi naprawdę
                odnoszę wrażenie, że różnice między płciami jednak się zacierają. Mam wrażenie,
                że nie wypada się przyznawać do tego, że będąc kobietą ma się jakieś
                stereotypowo kobiece (nawet postrzegane negatywnie) cechy, bo to jakieś
                ograniczone? uwłaczające? Nie wiem. Ja tam jestem typową kobietą, co to mapę
                odwraca do góry nogami, ma brak wyobraźni przestrzennej, mało logiczny umysł itp
                Ale z drugiej strony o wiele lepiej niż mój mąż wyrażam słownie to co mi w
                głowie siedzi, umiem dobrze analizować motywacje ludzi.

                No bo tak - z jednej strony są stereotypy, zgadzam się, że facet nie umie
                gotować, a kobieta gwoździa przybić, ok, z tym można walczyć. Ale z drugiej
                strony w większym gronie osób gdy rozmawiamy o cechach typowo męskich i typowo
                kobiecych, statystycznie rzecz biorąc w większości przypadków się to zgadza,
                czyli jednak większość kobiet i mężczyzn ma cechy typowe dla ich płci.

                Czym innym dla mnie jest szersze spojrzenie na to co kobieta może, a czego nie
                może robić, a czym innym uparte zaprzeczanie temu, że jednak czymś oprócz
                odpowiednich ogranów się różnimy smile

                Czemu mnie tak to zajmuje? No bo tak - Bóg w Biblii nie pochwala aktywnych
                relacji homoseksualnych, to jest tam jasno napisane. Czyli model - męska mama i
                bardziej kobieca mama jednak nie byłby chyba akceptowalny. Dlaczego? Skoro w
                rodzicielstwie nie ma różnicy kto co robi, to weźmy sobie taką właśnie parę i
                powinno zagrać.

                Trochę chaotycznie to napisałam, o paru tematach w sumie, sorki. Ale bardzo
                ciekawa jestem Waszych opinii.
                • mama_kasia Re: macierzyństwo szerzej 23.05.07, 09:39
                  Czyli model - męska mama i
                  > bardziej kobieca mama jednak nie byłby chyba akceptowalny.

                  Marzku, ale dlaczego to "chyba"? Zdecydowanie nie byłby.
                  A argumentów na "dlaczego" muszę jeszcze poszukać smile
                • mamamonika Re: macierzyństwo szerzej 23.05.07, 09:56
                  A ja cały czas myśląc o tym mam dylemat - kultura to czy biologia...
                  Ja mam chyba więcej cech męskich niż średnia gatunkowa wink), a np moja córa
                  wychowująca się wśród trzech braci z przebojową mama i tatą jest
                  różową, "klasyczną" delikatną kobietką. Ale za to jak wrzaśnie, szyby się
                  trzęsą wink) Jeden z synów jest twardy i przebojowy, drugi lubi się stroić razem
                  z córą w spineczki na głownie wink) i jest delikatnym marzycielem...
                  Czy jest "gorzej" być "klasyczną" kobietą... Trudno mi powiedzieć. W każdym
                  razie ta rola społeczna straciła dawny szacunek, raczej jest kojarzona z
                  czynnościami obsługowymi, uległością i zależnością. Chyba trzeba inne cechy
                  wypromować, żeby tej "kobiecie klasycznej" przywrócić rangę na jaką zasługuje.
                  Bo myślę, że zawsze były kobiety takie i takie, tylko w obowiązującej
                  dyktaturze jednego wzorca życiowego się nie wychylały. Teraz jest na odwrót
                  i "ujawnić się" krępują się te drugie, żeby od razu łatki kury domowej nie
                  dostać. Takie tam wahadełko.
                  Dwie mamusie - ee tam. Mi dużo lepiej porozumieć się z mężczyzną niż kobietą :-
                  ))) Protestuję wink)
                • isma Seks czyni wielka roznice 23.05.07, 11:22
                  Eeee no, z homoSEKSualizmem to akurat jest proste. Bo jezeli chodzi o seks, no
                  to niestety, facet z facetem, ani kobieta z kobieta sie biologicznie (poczawszy
                  od anatomii wink)) NIE uzupelniaja. Oraz owocu tegoz seksu, czyli dziecka ze
                  soba nie splodza. Chyba, ze w drodze rozmaitych manipulacji wielokatnych,
                  ktorych, jak wiadomo, KK (a mysle, z ei inne wyznania chrzescijanskie?) nie
                  pochwala.
                  W tym sensie rodzice maja byc tata i mama, ze stanowia dla dziecka wzorzec
                  tego, ze i ono kiedys, chcac miec wlasne dzieci, bedzie tata zonaty z
                  mama/mama mezata z tata (rymsnelo mi sie, sorki).

                  Natomiast wiadomo, ze koleje zycia rozne bywaja. Czy Pan Bog jest przeciwny
                  wychowywaniu sieroty przez, dajmy na to, dwie babcie-wdowy? Dopoki nie
                  uprawiaja one ze soba seksu, to mysle, ze nie wink)). Czy takie wychowanie
                  dziecko w czyms uposledza, cos mu odbiera? Czy trzeba je odebrac tym babciom i
                  dac do dwuplciowej rodziny adopcyjnej, zeby "suma sie zgadzala"? Czy dwoch
                  doroslych braci nie moze wychowac najmlodszego, jesli jest taka koniecznosc,
                  bez obowiazku znalezienia sobie jakiejs kobiety do obsluzenia "wychowania w
                  aspekcie zenskim"?

                  Napislas o "uparte zaprzeczanie". W moim przypadku to jest pytanie o to "jak"
                  i "dlaczego". Oddzielenie tego, co w roznicy plci naturalne, przyrrodzone, od
                  tego, co jest wynikiem kultury. I zeby byla jasnosc - ja wcale, w wielu
                  przejawach, nie uwazam tej kultury za zla. A jesli uparcie czemus zaprzeczam,
                  to nazywaniu jej natura wink)). Albowiem, jesli uznamy, ze cos jest "naturalnie"
                  meskie albo "naturalnie" kobiece, to kazdego, kto tych parametrow nie spelnia,
                  musimy uznac za patologie wink)).

                  PS. Mapy czytam znacznie lepiej od meza wink)). I dzieki temu on moze byc
                  kierowca (co robi lepiej, ale nie wiem, czy z racji plci), a ja pilotem.
                • kulinka3 Re: macierzyństwo szerzej 23.05.07, 13:16
                  Nadeszły czasy kiedy o roli kobiety, kobiecości mówi się wiele. I to dobrze, bo
                  jak powiedział rekolekcjonista domu papieskiego R. Cantallamessa nadchodzi era
                  kobiet.Rozpycha się nam model tradycyjnego ujęcia roli kobiety, tego kim ona
                  jest, jak siebie postrzega.Zauważam jednak dwie tendencje.Jedna bardzo
                  tradycyjna, która dość wąsko ujmuje tę rolę, widząc lub chcąc widzieć kobietę
                  jedynie w roli matki i opiekunki domowego ogniska, i określająca pewne cechy
                  jako kobiece, a inne nie. Z drugiej zaś strony jest tendencja,że to kultura do
                  tego czasu definiowała rolę kobiety i pora to zmienić,bo nie istnieją tak
                  naprawdę cechy, które są kobiece, a wszyscy przede wszystkim rodzimy się ludźmi.
                  Ani jedna, ani druga tendencja mi "nie leży".
                  Pierwsza dlatego,że wiem, iż kobiety świetnie sprawdzają się na innych polach,
                  nie tylko na polu domowym.
                  A cechy kobiece i niekobiece to chyba sprawa rozkładu krzywej Gaussa.Wszystkie
                  gdzieś na niej mogłybyśmy się odnaleźć. Mam wrażenie,że wiele z tych cech, to
                  nie sprawa kultury w którą wdrażamy nasze córki, ale po prostu naturalne
                  skłonności, które u różnych kobiet są w wydaniu mniej lub bardziej intensywnym.
                  Teoria kultury nie przekonuje mnie zupełnie, bo człowiek jest właśnie albo
                  kobietą albo mężczyzną. A życie przynosi doświadczenie,że kobiety i mężczyźni (
                  poza anatomią rzecz jasna) różnią się i i te różnice zgodnie z krzywąwink) są
                  jakąś pewnie niedoskonałą podstawą do mówienia o cechach kobiecych i męskich.

                  • isma Re: macierzyństwo szerzej 23.05.07, 14:40
                    kulinka3 napisała:

                    > Nadeszły czasy kiedy o roli kobiety, kobiecości mówi się wiele. I to dobrze,
                    bo
                    > jak powiedział rekolekcjonista domu papieskiego R. Cantallamessa nadchodzi era
                    > kobiet.

                    Kulinko, czy wiesz moze, gdzie dostepne moze byc to kazanie po polsku? Porwalam
                    sie na tlumaczenie tekstu wloskiego dostepneg w sieci, ale jednak chyba
                    przecenilam swoje mozliwosci wink))

                    Rozpycha się nam model tradycyjnego ujęcia roli kobiety, tego kim ona
                    > jest, jak siebie postrzega.

                    Z drugiej zaś strony jest tendencja,że to kultura do
                    > tego czasu definiowała rolę kobiety i pora to zmienić,bo nie istnieją tak
                    > naprawdę cechy, które są kobiece, a wszyscy przede wszystkim rodzimy się
                    ludźmi
                    No ja wiem, czy proba okreslenia granic jest od razu tendencja?

                    > Mam wrażenie,że wiele z tych cech, to
                    > nie sprawa kultury w którą wdrażamy nasze córki, ale po prostu naturalne
                    > skłonności, które u różnych kobiet są w wydaniu mniej lub bardziej
                    intensywnym.

                    Nie no, jasne - hormony dzialaja w okreslony sposob. Znam osobe, ktora
                    zaczawszy leczyc problemy skorne spowodowane niedoborem hormonow zenskich
                    zaczela plakac w kinie wink)). Ale wedlug mnie te roznice nie sa bardzo istotne.

                    Istotne jest, czy i jak sie roznimy w powolaniu...
                    • kulinka3 Re: macierzyństwo szerzej 27.05.07, 13:31
                      Ismo,
                      całości po polsku nie znalazłam,a i znajomy ksiądz twierdzi,że go jeszcze nie
                      ma.Są tylko kawałki na gazecie. Jeden nawet całkiem " smakowity"wink)).
                      • isma Re: macierzyństwo szerzej 27.05.07, 15:04
                        Dzieki - czyli ze jednak musze wysilic swoje lingwistyczne nieudolnosci.
              • minerwamcg Obgadujemy prof. Orzechowskiego :) 23.05.07, 11:23
                > Czyli nie wszyscy mezczyzni szukaja argumentow,

                A, to już nie ma związku z tematem smile Chęć wysłuchania najpierw drugiej strony
                jest cechą wspólną ludziom mądrym, płci obojga smile

                >co wiecej, przyznaja kobietom
                > prawo do formulowania tychze wink)).

                A czy gdziekolwiek twierdziłam, że nie przyznają? smile))

                > A na dodatek usmiechaja sie cieplo wink)).

                Jak wyżej. Emil Orzechowski w ogóle jest uroczym facetem smile
                Natomiast mierzwienie brody jest cechą wybitnie męską i nikt nie przekona mnie,
                że jest inaczej!!! smile))))))
                • marzek2 Re: Obgadujemy prof. Orzechowskiego :) 23.05.07, 11:59
                  >Eeee no, z homoSEKSualizmem to akurat jest proste. Bo jezeli chodzi o seks, no
                  >to niestety, facet z facetem, ani kobieta z kobieta sie biologicznie (poczawszy
                  >od anatomii wink)) NIE uzupelniaja. Oraz owocu tegoz seksu, czyli dziecka ze
                  >soba nie splodza.

                  Is, tutaj się zgadzam. Ale czy to wszystko? Tylko tyle? Czyli jesteśmy
                  mężczyznami i kobietami po to, żebyśmy w celu spłodzenia dziecka drogą "jak Pan
                  Bóg przykazał" wink szukali u siebie tego uzupełnienia?

                  Aha - pisząc "uparcie zaprzeczają" nie piję konkretnie do Ciebie. To ogólne
                  wrażenie jakie odbieram z rozmów w realu, czy w sieci.

                  Czyli jeśli dobrze rozumiem - myślisz, że te różnice ograniczają się tylko do
                  spraw fizycznych?

                  >W tym sensie rodzice maja byc tata i mama, ze stanowia dla dziecka wzorzec
                  >tego, ze i ono kiedys, chcac miec wlasne dzieci, bedzie tata zonaty z
                  >mama/mama mezata z tata

                  A jeśli ktoś chce być w stałym związku, ale dzieci niekonieczne? Czy wtedy
                  związek z osobą tej samej płci jest ok - bo nie ma już tej potrzeby uzupełniania
                  się płciowego w celu spłodzenia potomstwa? Zgadzam się, że to jest jakiś
                  wzorzec, ale czy jedyny?

                  Gdzieś wcześniej w wątku napisałaś, że kobiety chcą się czuć "tym samym
                  gatunkiem człowiek". Może problem w tym, że ktoś (mężczyźni?) sprawił, że słowo
                  "inny" zamieniło się na "gorszy"... Ja rozumiem, że inna rola jaką Bóg widzi dla
                  mnie w życiu, w rodzinie, w małżeństwie nie jest dla mnie wcale gorszą rolą,
                  podobnie przyjmuję, że bycie kobietą nie jest byciem gorszym gatunkiem człowieka.
                  • isma sens seksu ;-))) 23.05.07, 13:30
                    Eno Marzek, myslalam, ze kogo jak kogo, ale Ciebie to nie bede musiala
                    przekonywac, ze seks stanowi nader istotny aspekt zwiazku wink)).

                    Jezeli rozumiemy seks po chrzescijansku (chociaz moze niekoniecznie tak, jak
                    pp. Wolochowicz smile)) to to nie jest zadne "TYLKO TYLE", a tfu! To jest cos, co
                    mozemy ofiarowac tylko JEDNEJ osobie, na wylacznosc. To trudno, zeby to nie
                    mialo znaczenia. Moim zdaniem, ma zasadnicze.

                    Dalej: w KK generalnie nie bardzo jest taka opcja, ze dzieci sa w zwiazku
                    niekonieczne wink)). Wola posiadania takowych jest konstytutywna dla malzenstwa,
                    chyba ze naturalne procesy biologiczne stoja na przeszkodzie. W dawnym Izraelu
                    tez, jak wiesz, posiadanie dzieci bylo sensem malzenstwa, a malzenstwo
                    bezdzietne bylo skazane na spoleczny ostracyzm. Czyli ze ja bym jednak
                    zakladala, iz zgodnie z zamyslem Bozym nie ma plciowosci bez gotowosci
                    rodzenia, nie ma zwiazku opartego na seksie, ktoryby dzieci swiadomie nie
                    uwzglednial. A zeby takowe ZRODZIC, to jednak nie ma wyjscia, zwiazek musi byc
                    dwuplciowy wink)).

                    A teraz, droga siostro w Chrystusie, a corko starszego brata w wierze wink)),
                    uzyje argumentu biblijnego, o:

                    "Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz,
                    na obraz Boży go stworzył:
                    stworzył mężczyznę i niewiastę.
                    28 Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i
                    rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną"

                    Czyli, roznica plci ma w oczywisty sposob znaczenie dla zrodzenia potomstwa ;-
                    ))). Nie wspomina Pan Bog o zadnej roznicy w zadnych innych zajeciach wink)).

                    Oczywiscie, ze tego Twojego upierania sie nie wzielam do siebie. Znasz mnie, i
                    wiesz, ze ja sie nie upieram bez powodu, "bo tak" wink)).

                    Nie, "inny" nie znaczy gorszy. Nie znaczy tez zreszta, jak by chcialy niektore
                    feministki, "lepszy". "Inny" znaczy "inny". Spor idzie o to, do jakiego stopnia
                    ta innosc jest naturalna, konstytutywna, a w jakich przypadkach jest kwestia
                    indywidualna i jej granice sa zmienne,. I o to, na ile nalozone na nas przez
                    Boga (a nie przez tradycje) obowiazki i powinnosci, zakazy i prawa, sa rozne.
                    Czy kobieta palaca papierosy grzeszy, bo jest palaca kobieta, czy dlatego, ze
                    jest palacym czlowiekiem?
                • isma Re: Obgadujemy prof. Orzechowskiego :) 23.05.07, 12:01
                  minerwamcg napisała:

                  >> A, to już nie ma związku z tematem smile

                  Nie ma. Ale trzeba troche powietrza wpuscic,na forum, bo krwia mi zaczyna
                  pachniec wink)). Wbrew zreszta stereotypowi, ze kobieta (a, jak na razie tylko
                  takowe w wiadomych watkach dyskutuja) to stworzenie lagodne i nieskore do
                  zwady wink)).

                  Emil Orzechowski w ogóle jest uroczym facetem smile

                  No tego watku niestety rozwinac nie moge, bo czasy, kiedy z urokiem owym mialam
                  nader blisko do czynienia naleza do okresu mojego wychowania w niewierze ;-P.
                  Jakkolwiek E.O. byl wtedy, o ile dobrze pamietam, przewodniczacym Rady
                  Parafialnej ;-O.
                  • minerwamcg Re: Obgadujemy prof. Orzechowskiego :) 23.05.07, 13:37
                    > No tego watku niestety rozwinac nie moge, bo czasy, kiedy z urokiem owym
                    mialam
                    > nader blisko do czynienia naleza do okresu mojego wychowania w niewierze ;-P.
                    > Jakkolwiek E.O. byl wtedy, o ile dobrze pamietam, przewodniczacym Rady
                    > Parafialnej ;-O.

                    Yyy?! No, toś mnie zastrzeliła z miękkim "ćlam!" smile)) Prawdę rzekłszy z religii
                    podejrzewałam go raczej o prawosławie lub wręcz judaizm (ech, ta broda smile)))
                    No proszę, proszę...
                    A ja miałam z nim wykład z teatru współczesnego, bardzo miły był u niego
                    egzamin, dostałam bodajże minus piątkę. Był też recenzentem mojej magisterki,
                    m.in. dzięki niemu świetnie wspominam obronę. Później czasem przychodził do
                    Muzeum Starego Teatru i opowiadał o swoim nowopowstającym wydziale smile.
                    • isma Obrona 23.05.07, 14:23
                      No moim recenzentem tez byl. O, o egzaminie magisterskim moge napisac, to nawet
                      a'propos dzisiejszej aury - byl to dzien 22 lipca, 35 stopni na termometrze. W
                      zwiazku z czym prof. J.M. i prof. E.O. zapytali mnie uprzejmie, czy moga sobie
                      pozwolic przy mnie na zdjecie marynarek (ech, te roznice plci), a potem
                      odbylismy polgodzinny egzamin pod tytulem "my wiemy, ze pani wie, ale rozumie
                      pani, ze musimy zapytac".
                      A potem kupilismy sobie z Emilem O. butelke wysokoprocentowego trunku, i
                      poszlismy do remontowanej siedziby nowopowstajcego wydzialu wink)), zeby
                      odreagowac te szopke, co z kolei odbylo sie pod tytulem "bardzo przepraszam, ze
                      msiales/las tych glupot wysluchiwac" wink)).

                      Ale mialo byc wychowawczo, a picie alkoholu damie nie przystoi. Koniec
                      dygresji wink)).
        • paszczakowna1 Re: macierzyństwo szerzej 22.05.07, 23:47
          > Natomiast nic na to nie poradzę, ale większość uczynków miłosiernych co do
          > duszy (grzesznych upominać, nieumiejętnych nauczać, wątpiącym dobrze radzić,
          > strapionych pocieszać) przychodzi mi same z siebie, jako odruch. Człowiek ma
          > kłopot - trzeba się nim zająć, poradzić, pocieszyć, pomóc.

          Widzisz, a ja tak robic chce (bardzo imponuje mi to np. u mojej mamy, ktora tez
          ma taki odruch), ale to u mnie jest zachowanie wyuczone i wypracowane. Jak ktos
          poprosi o konkretna pomoc - owszem, chetnie. Z empatia, i z zauwazeniem potrzeb
          niewypowiedzianych jednak mam klopoty. I zawsze mam poczucie, że sie wtracam. To
          chyba nie z plcia zwiazane jest. Albo zwiazane slaba korelacja statystyczna.

          Z drugiej strony, nie znam zadnego mezczyzny, ktory to naprawde potrafi. Hmm...
          (Inna rzecz, że dobrze znam tylko dwoch w porywach do trzech, wiec mala proba.)

          A dzieci tez lubie dopiero gdy ciekawsze intelektualnie sie robia. Najchetniej
          powyzej 17 lat. wink (Z wyjatkiem wlasnego, oczywiscie, ale to czysta biologia.)
          • minerwamcg Paszczakówno, Ismo :))) 23.05.07, 10:29
            Pytanie postawione w założycielskim poście Mamy Kasi brzmiało "czy czujecie w
            sobie". Zatem ja,nie bawiąc się w antropologię kulturową i gender studies, po
            prostu odpowiadam czy i jak czuję w sobie, posiłkując się swoim doświadczeniem
            i nienaukowymi przecież obserwacjami... Dlatego nie czuję się na siłach
            uogólniać, czym jest męskość/żeńskość albo macierzyństwo/ojcostwo.
            W popularnym teście na płeć mózgu wypadło mi 70% faceta smile))
            • barbie-torun minerwamcg 23.05.07, 11:54
              płeć zamknięta w innym ciele?
              czy pytania były tendencyjne?

              wink
              • a_weasley Re: minerwamcg 23.05.07, 11:56
                barbie-torun napisała:

                > płeć zamknięta w innym ciele?
                > czy pytania były tendencyjne?

                A tak konkretnie to o co Ci chodzi?
                • minerwamcg Re: minerwamcg 23.05.07, 13:42
                  Hm, co do mojej płci to faktycznie najlepiej może się o tym wypowiedzieć
                  Weasley smile)) Testu nie traktuję w kategoriach ani diagnozy, ani przestrogi -
                  raczej zabawy smile Jeżeli masz ochotę się "zbadać" - jest tutaj:
                  psphome.dhtml.pl/test_plec_mozgu.html
                  • isma Re: minerwamcg 23.05.07, 15:11
                    Analizowalismy kiedys ten test na forum KR. No ja mam wynik graniczny, ale tez
                    moje odpowiedzi na niektore pytania nie maja nic wspolnego z plcia. Bo np.
                    twarzy nie zapamietuje, ale dltego, ze jestem krotkowidzem wzbraniajacym sie
                    przed noszeniem okularow wink)).
                    • mamamonika Re: minerwamcg 23.05.07, 15:28
                      Ja mam 50 pkt i stwierdzili, że mój mózg jest pci męskiej, ale sposób myślenia
                      jest właściwy dla obu płci. 50 pkt to wartość graniczna, ale wsadzili mnie w
                      spodnie wink)
                      Czyli jestem metroseksualna??? wink)
                    • mama_kasia Re: minerwamcg 23.05.07, 15:32
                      A ja jestem nijaka sad - 50pkt
                      • mamamonika Re: minerwamcg 23.05.07, 15:33
                        No widzisz - czyli tak jak ja wink) I co z tym determinizmem biologicznym wink???
                        • a_weasley Test z dystansem 23.05.07, 15:47
                          Problem polega na tym, że ten test (który wykazał mi typowego mężczyznę, o czym
                          informuję, zanim ktoś mi zainsynuuje, że dezawuuję tekst z powodu niesłusznego
                          wyniku) bardzo łatwo fałszuje wyniki.
                          Może osoba niedosłysząca stwierdzić, że na pewno by usłyszała kapiący kran - a
                          nigdy nie słyszy, bo po prostu nigdy nie była w domu, w którym kapią krany.
                          Nawiasem mówiąc, zwrócenie uwagi gospodarzowi to tyleż kwestia słuchu co
                          uprzejmości.
                          Może kompletny ślepak emocjonalny stwierdzić, że na pewno by romans wyczuł, po
                          prostu w jego otoczeniu takie rzeczy się nie dzieją.
                          Tak przy okazji - jest to najbardziej oklepany przykład i każdy chyba wie, jaka
                          jest "słuszna" odpowiedź.
                          To, czy wiem, gdzie jest północ, zależy od bardzo wielu czynników - poczynając
                          od tego, czy przyjechałem pociągiem lub zostałem przywieziony, czy też wjechałem
                          samochodem z mapą w garści. Albo stoję pod kościołem, a kościół stoi względem
                          drogi tak absurdalnie, że można to wytłumaczyć tylko zorientowaniem
                          prezbiterium. Albo jest samo południe...
                          Jak by to było z kotem, sam nie wiem. Komórkę na ogół lokalizuję na słuch, ale
                          nie zawsze - swoją drogą można być stuprocentową kobietą głuchą na jedno ucho
                          jako ten pień i już o żadnym lokalizowaniu na słuch nie ma mowy.
                          I te pe, i te de.
                          • mamamonika Re: Test z dystansem 23.05.07, 16:02
                            Dokładnie - ja jestem krótkowidzem, przez dłuugi czas nie nosiłam okularów i z
                            twarzami u mnie kiepsko. Portretu pamięciowego męża bym nie narysowała wink)
                            Ale z kolei postrzeganie kierunków - za kompas mogę robić wink) Kot i komórka to
                            dla mnie pikuś, bo zamiast dobrego wzroku mam słuch jak nietoperz. Kto ma
                            romans, wiem od razu wink)
                            • isma Re: Test z dystansem 24.05.07, 08:37
                              MamoMoniko, a z parkowaniem jak?
                              Bo ja nie bylam perwna, jakeij odpwoiediz mam udzielic - z jednej strony
                              uwielbiam manewry, w czasach, jak mialam malucha, to potrafilam zaparkowac na
                              wolnych 7 plytkach chodnikowych. Z oczywistych wzgledow raczej tylem niz
                              przodem. Ale od kiedy posiadamy passata kombi to, eeee, no on sie po prostu
                              obiektywnie nigdzie nie miesci wink)).
                              Tym niemniej, jak trzeba go precyzyjnie gdzies upchac, to moge liczyc na
                              oddanie kierownicy przez meza, o ile ten nie podjemie "meskiej" decyzji: "a,
                              stajemy na ulicy - przeciez to tylko chwileczka " surprised
                          • minerwamcg Re: Test z dystansem 23.05.07, 16:35
                            > Jak by to było z kotem, sam nie wiem. Komórkę na ogół lokalizuję na słuch, ale
                            > nie zawsze - swoją drogą można być stuprocentową kobietą głuchą na jedno ucho
                            > jako ten pień i już o żadnym lokalizowaniu na słuch nie ma mowy.
                            > I te pe, i te de.

                            Może być też, że kobieta niedosłysząca ma szóstozmysłowy pozasłuchowy wykrywacz
                            kotów, co właśnie w moim przypadku ma miejsce smile
                          • magdalaena1977 Re: Test z dystansem 23.05.07, 17:10
                            Na początek napiszę, że okazałam się superfacetem i uzyskałam wynik "-10".

                            a_weasley napisał:
                            > Problem polega na tym, że ten test bardzo łatwo fałszuje wyniki.
                            Zgadzam się. Np co do piosenki - nie zaśpiewam, bo nie mam głosu i słuchu
                            muzycznego, słowa zapamiętam doskonale. Jednocześnie nie zapamiętam usłyszanego
                            nazwiska, a zapisane świetnie.

                            > To, czy wiem, gdzie jest północ, zależy od bardzo wielu czynników - poczynając
                            > od tego, czy przyjechałem pociągiem lub zostałem przywieziony, czy też wjechałem
                            > samochodem z mapą w garści.
                            Ja zawsze wiem, gdzie jest północ. Bez tego czuję się zagubiona i jak gdzieś
                            przyjadę, zaraz sobie ustalam. A potem wprowadzam koleżanki w konsternację
                            uwagami typu "wschodnia strona Nowego Światu".
                            • kulinka3 Re: Test z dystansem 23.05.07, 17:20
                              Uffff, potwierdziło się,że jestem kobietąwink)) 90 pkt.
                            • a_weasley Re: Test z dystansem 23.05.07, 18:09
                              magdalaena1977 napisała:

                              > Zgadzam się. Np co do piosenki - nie zaśpiewam, bo nie mam głosu i słuchu
                              > muzycznego, słowa zapamiętam doskonale.

                              A to właśnie jest brak przymiotu częściej spotykanego u kobiet, a obecność
                              przymiotu częściej spotykanego u mężczyzn. Kto raz słyszał śpiewającą męską
                              drużynę harcerską, ten wie, o czym mówię wink
                          • paszczakowna1 Re: Test z dystansem 24.05.07, 15:55
                            Test psychologiczny z 10 pytań to nie test, a zabawka (jak A.W. już napisał). W
                            powazniejszych testach jest po kilka pytan o sprawy zblizone, wlasnie by
                            wyeliminowac odpowiedzi przypadkowe. Ja np. na ogol wiem gdzie jest polnoc - i
                            to nie mimo naprawde fatalnej orientacji w przestrzeni, ale wlasnie dzieki niej,
                            nauczona seria doswiadczen. (Jesli sobie nie zorientuje stron swiata w nowym
                            miejscu, zgubie sie na pewno.) Wiec nawet nie wiedzialam, co tu odpowiedziec, by
                            wyniku nie zafalszowac. (Kompromis 20 pkt dal, a chyba powinno byc wiecej.)
                      • warszawianka51 Re: minerwamcg 23.05.07, 16:22
                        No i uzyskałam potwierdzenie mojej kobiecości wink 80 pkt
                  • mader1 test :)))) 28.05.07, 08:35
                    Pewnie niewiele osób to zdziwi, ale ... jestem kobietą smile)) 60 pkt. sposób
                    myślenia mam właściwy dla obu płci smile))
                    No tak, w zasadzie to obie płcie myślą... jakimś sposobem.
                    Pytania są tak... dziwne i dziwnie sformułowane...
                    Jak myślicie, kto je układał ? Kobieta czy mężczyzna ? smile)))
                • barbie-torun a_westley 24.05.07, 14:31
                  o nic
                  pierwszy raz o czyms takim słyszałam
                  jak płeć mózgu i skojarzyłam z chorymi
                  tez zrobiłam ten test przed chwilą i wyszło 90
                  czyli typowa kobieta
                  pytania dziwaczne
                  • kim5 Re: a_westley 25.05.07, 15:19
                    A ja nie bardzo wierzę w naturalne/przyrodzone właściwości kobiet/mężczyzn.
                    Moim zdaniem to, co często bierzemy za cechy przyrodzone jest wynikiem
                    kształtowania nas przez kulturę. Tak naprawdę człowiek potrzebuje akceptacji
                    otoczenia i stara się te oczekiwania spełniać. Kiedyś kobiety z tzw. wyższych
                    sfer nie zajmowały się dziećmi, nie karmiły piersią, nie przewijały. Miały inne
                    mózgi niż współczesne kobiety? Nie - tak zostały wychowane i taką postawę w
                    sobie wykształciły w procesie socjalizacji.
                    Są na świecie plemiona, gdzie role są odwrócone - kobiety polują i walczą, a
                    mężczyźni siedzą w domu. Skąd to wynika?

                    No i na marginesie - prywata. Takie podziały na typową kobietę/mężczyznę mogą
                    wprowadzić niezły zamęt w sercu. Ja np. nie odczuwam potrzeby posiadania
                    dzieci. Wiem, że to nie jest zgodne z powszechnie rozumianą rolą kobiety. Wiem,
                    że jest to sprzeczne z ideą katolickiej żony. Czy nie może istnieć katolickie
                    małżeństwa nastawione na inne role niż wychowywanie dzieci?
                    • minerwamcg Re: a_westley 25.05.07, 16:16
                      Czy nie może istnieć katolickie
                      > małżeństwa nastawione na inne role niż wychowywanie dzieci?

                      Nie może. Albowiem jednym z istotnych celów małżeństwa jest zrodzenie i
                      wychowanie potomstwa - świadome i dobrowolne (nie warunkowane np. względami
                      medycznymi) wykluczenie tego celu powoduje, że małżeństwo jest nieważne.
                    • zuzanna56 kim5 25.05.07, 20:06
                      Może za jakiś czas zechcesz miec dziecko. Ja długo do tego dojrzewałam.
                    • a_weasley Re: a_westley 28.05.07, 14:27
                      kim5 napisała, przekręcając mój nick:

                      > A ja nie bardzo wierzę w naturalne/przyrodzone właściwości kobiet/mężczyzn.

                      To nie jest kwestia wiary. Mózg kobiety jest inaczej zbudowany, ma fizycznie
                      inną konstrukcję - oczywiście wolno w to nie wierzyć, tak jak można nie wierzyć
                      w to, że mamy serce złożone z dwóch komór i tyluż przedsionków.
                      Te różnice w budowie mają różne skutki uboczne - na przykład po wylewie krwi do
                      mózgu mężczyźni bardzo często dostają paraliżu połowy ciała, a u kobiet to
                      zjawisko praktycznie nie występuje. Właśnie dlatego, że męski mózg jest bardziej
                      "poszufladkowany".

                      > Moim zdaniem to, co często bierzemy za cechy przyrodzone jest wynikiem
                      > kształtowania nas przez kulturę.

                      Jest taka teoria i sporo prób jej udowodnienia (a także zmuszenia
                      rzeczywistości, żeby się do niej dostosowały). To zrozumiałe. Współczesny
                      człowiek nie chce przyjąć do wiadomości, że nie jest bogiem i że nie może
                      swobodnie decydować o wszystkim, bo pewne sprawy są dane przez Boga. Jeżeli coś
                      jest sprawą kultury, można to próbować unieważnić.

                      > Kiedyś kobiety z tzw. wyższych
                      > sfer nie zajmowały się dziećmi, nie karmiły piersią, nie przewijały.
                      > Miały inne mózgi niż współczesne kobiety?

                      ALeż nikt nie twierdzi, że w mózgu kobiety jest ośrodek przewijania. Natomiast w
                      tych samych sytuacjach kobiecy mózg preferuje inne zachowania niż męski. Także w
                      tych, które z rozmnażaniem i opiekowaniem się potomstwem nie mają bezpośredniego
                      związku.
                      Współcześni mężczyźni nie polują i na ogół nie praktykują agresji fizycznej
                      wobec innych osobników. Wielu z nich obcuje fizycznie tylko z jedną kobietą i
                      nie szuka okazji do obcowania z inną.
                      Co nie znaczy, że ich takie czy inne reakcje nie wynikają z działania instynktu
                      nakazującego wykształconego w czasach, kiedy zabijali wszystko, co można było
                      nadziać na rożen, i chędożyli wszystko, co się nadawało do wychędożenia. A
                      przynajmniej się starali.

                      > Są na świecie plemiona, gdzie role są odwrócone - kobiety polują i walczą, a
                      > mężczyźni siedzą w domu. Skąd to wynika?

                      Z feministycznych agitek rozpowszechniających ten mit. Mnie z kolei w
                      socjalistycznej szkole uczono, że kiedyś dominował matriarchat, czego skądinąd
                      żadne badania nie potwierdzają.

                      > No i na marginesie - prywata. Takie podziały na typową kobietę/mężczyznę mogą
                      > wprowadzić niezły zamęt w sercu. Ja np. nie odczuwam potrzeby posiadania
                      > dzieci. Wiem, że to nie jest zgodne z powszechnie rozumianą rolą kobiety.

                      Czy ktoś już wspominał, że większość prawidłowości jest statystyczna?
                      • kim5 Re: a_westley 28.05.07, 15:55
                        Wiem, że mózg kobiety jest inaczej zbudowany niż mózg mężczyzny, natomiast
                        różnice te są różnie interpretowane. I nawet naukowcy nie są zgodni, jak
                        przekłada się to na charakter osobnika. Kobieta ma również inny % skład krwi.
                        Chodzi mi raczej o to, że kobiety i ich charaktery różnią się między sobą w
                        różnych kulturach (np. jeśli chodzi o liczbę posiadanego potomstwa,
                        wielożeństwo itp.) - mózg Europejki różni się biologicznie od mózgu Afrykanki?
                        Z drugiej strony zastanawiam się, czy jest sens dyskutować na ten temat...
                        Jeśli spojrzę na komentarz dotyczący plemion o odwrócownych rolach...
                        Powstrzymam się od dalszej dyskusji.
                        • a_weasley Re: a_westley 28.05.07, 17:09
                          kim5 napisała:

                          > Wiem, że mózg kobiety jest inaczej zbudowany niż mózg mężczyzny,

                          Doskonale.

                          > różnice te są różnie interpretowane. I nawet naukowcy nie są zgodni, jak
                          > przekłada się to na charakter osobnika.

                          Tak czy owak byłoby co najmniej dziwne, gdyby się nie przekładało wcale.

                          > Chodzi mi raczej o to, że kobiety i ich charaktery różnią się między sobą w
                          > różnych kulturach (np. jeśli chodzi o liczbę posiadanego potomstwa,

                          A to się akurat bardzo różni w obrębie każdej kultury.

                          > wielożeństwo itp.) - mózg Europejki różni się biologicznie od mózgu Afrykanki?

                          Zapewne nie bardziej niż mózg Europejczyka różni się od mózgu Murzyna i niż
                          różni się ich gospodarka hormonalna, sprawiająca, że np. Murzyni z natury są
                          bardziej agresywni i mają większe potrzeby seksualne.
                          Kultura? A owszem, jeszcze jak. To ona sprawia, że Europejczyk żyje (a
                          przynajmniej tego od niego w/w kultura żąda) w monogamii, pomimo iż jest to
                          sprzeczne z jego biologicznymi predyspozycjami. Biologia pcha go do poligamii
                          tak samo jak Araba.
    • mader1 Re: macierzyństwo szerzej 28.05.07, 08:46
      Tak. Jest mi bliskie to, co napisałąś Kasiu. A raczej - nie będę się czarować i
      oszukiwać - zdecydowanie mam taką tendencję smile)))
    • luccio1 Re: macierzyństwo szerzej 05.06.07, 19:01
      mama_kasia napisała:
      > Czy czujecie w sobie powołanie do bycia matką w taki sposób:
      > "Choć więc nie każda ma możność zrealizowania macierzyństwa
      > fizycznie, to jednak każda może rozwinąć w sobie dojrzałą postawę
      > matki, serdeczną troską obejmującej całą ludzkość" ?
      Nie zaraz "całą ludzkość".
      Ale mam we wdzięcznej pamięci dwie spotkane w różnych momentach życia Starsze
      Panie, obie z tytułami profesorskimi, obie też pozostały do końca niezamężne,
      bo tak im się ułożyło życie (częściowo przyczyniła się tu wojna) - a w związku
      z tym nie miały też własnych dzieci;
      obie miały w sobie takie ciepło, jak gdyby były rzeczywiście fizycznie matkami.
      Ciepło i serdeczność aż do przytulenia mnie - gdy tylko coś mi dolegało
      psychicznie - tak, że słyszałem bijące serce.
Pełna wersja